Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Stan 23/24.09.2019

Stan Tyra
23 września

W Ewangelii Jana 1:35 – 39 znajduje się opowieść o Janie Chrzcicielu i jego dwóch uczniach, którzy zobaczyli przechodzącego nieopodal Jezusa.
Jan powiedział do uczniów: „Oto Baranek Boży”. Ci uczniowie poszli za
Jezusem, Po chwili, Jezus zatrzymał się, odwrócił i zapytał uczniów:
„Czego chcecie?” Odpowiedzieli: „Chcemy zobaczyć, gdzie mieszkasz”, na
co Pan odpowiedział: „Chodźcie, zobaczcie”. Poszli za Nim i spędzili
z Nim ten dzień.

Chcę wskazać na to, że ciekawość jest istotna dla duchowego spotkania.
Nigdy nie odkryjesz tego, czego nie chcesz szukać. Ci, którzy najbardziej bronią spraw duchowych, których nie ma ‘wykazanych’ w ich teologicznej księdze, nie należą do ludzi podróżujących wewnątrz. Nigdy nie podróżowali i w ogóle nie szukali. Chcą widzieć tylko to, co już
widzą. Zgadnijcie, co widzą?
Ciekawość prowadzi do nieoczekiwanych spotkań, które otwierają drzwi
do dalszego zaciekawienia . Jezus zapytał, czego chcą. Zwróć uwagę na to, że nie oni nie spodziewali się wielkich teologicznych odpowiedzi,
ani nie prosili o cud. Powiedzieli: ‘chcemy wiedzieć, gdzie mieszkasz”, co znaczy: „gdzie jest dom?”

Stale przypominam wam, że nic przemieniającego nie zdarza się bez
podróży. Jezus nie powiedział: „Mieszkam na 123 Ulicy w Galilei”, lecz: „będziecie musieli iść za mną do mojego domu”. Zazwyczaj wolimy po
prostu odpowiedź i gdy już mamy, uważamy że coś wiemy. No i to jest
właśnie problem. Zdecydowanie zbyt wielu ludzi, którzy nigdy nie przebyli drogi do jakiejkolwiek prawdy, naucza biblijnej prawdy. Przyjęli łatwe
odpowiedzi od kogoś innego, który również nigdy nie dotarł do żadnej
prawdy.
Jezusowi chodzi wyłącznie o „idź za mną”. Idź za mną a jak ci pokażę, idź za mną a ja cię nauczę, idź za mną a ja zademonstruję ci. Przy Jezusie nie ma oklepanych odpowiedzi, jest podróż i doświadczenie, które prowadzi do społeczności i komunii. Podobnie jak w przypadku tych dwóch mężczyzn na drodze do Emaus, jest nieoczekiwane spotkanie, podróż, komunia i nowe przebudzenie. Dopiero wtedy otwarły się ich oczy i to, co było wcześniej stało się jasne.

Bez względu na pytanie, odpowiedź brzmi: „chodź i zobacz”. Jezus nie mówi: „siadajcie, a ja was będę uczył”, nie zaprasza ich do odwiedzin w synagodze następnej soboty, nie daje im traktatu i nie prowadzi ich w
modlitwie grzesznika. Mówi: „chodź i zobacz”, idź za mną a ja pozwolę ci doświadczać życia ze mną.
Istotą jest to, że na długo przed tym, zanim Dorothy rozsławiła zwrot
„nie ma takiego miejsca jak dom” („no place like home”), Jezus wiedział o tym. „Gdzie indziej może chcieć serce moje zatrzymać się, jak nie w Domu Pańskim” (Ps 84 i 27). W „domu” jest serce, ponieważ tam jest Bóg.

Co chcesz wiedzieć o Boga? Chodź i zobacz.

24 września
Jednym z powodów tego, że często nie rejestrujemy tego, co jest z Ducha,
a zatem nie słyszymy zaproszenia do „chodź i zobacz” jest to, że
zazwyczaj nie dopuszczamy blisko siebie nikogo, kto wskaże na cokolwiek
czy kogokolwiek poza tym, co już zgodziliśmy się widzieć.

Pomyśl o Eli i Samuelu i o tym, jak ważną rolę odegrał Eli, pomagając
Samuelowi rozpoznać głos Boży. Gdyby Jan i Andrzej nie zwrócili uwagi na to, co powiedział Jan Chrzciciel, albo by nie usłyszeli, albo zignorowali go, gdy powiedział: „Patrzcie, oto Baranek Boży!” Musimy chcieć słuchać kogoś, kto pokazuje nam na te rzeczy, na które nie zwrócilibyśmy uwagi, bądź nie chcieli zwrócić. Taka osoba jest często nieco po dziwacznej stronie, podobnie jak Jan Chrzciciel. 🙂
Odkryłem, że taka osoba zazwyczaj nie należy do tych, do których byś się zbliżał czy słuchał. Jest spora możliwość, że z powodu naszych uprzedzeń, taki ktoś będzie drażnił niezmiernie. Łatwo jest wtedy powiedzieć: „to bzik”, „to New Age” czy „nie można mu ufać”. Jakoś tak jest, że zawsze znajdzie się powód dla którego nie powinienem słuchać ich.
Jeśli nie zaczniesz słuchać kogoś spoza tego kręgu osób, z którymi się zgadzasz to prawdopodobnie stracisz okazję na wspaniałe spotkanie!
Zobaczyłem, że wiarygodny we wskazywaniu na Boga jest tylko ktoś, kto
zawsze wskazuje daleko od siebie.Tak naprawdę to myślę, że jedyną rolą Proroka jest zidentyfikować i wskazać na Baranka.

< | >

Stan 21/22.09.2019

21 września

Wierzenia rzadko bywają prywatne. Wydaje się, że z chwilą jak tylko uczynimy z nich centrum naszej wiary, szukamy innych, aby się z nimi dzielić, a następnie szukamy innych, aby ich nawrócić do nich.To wydaje się całkowitym przeciwieństwem tego, co robił Jezus! Nie pragnął założyć następnej religii. Tak naprawdę to tą, która była wywrócił do góry nogami miłością. Żadnego przesłania „nawróć się lub spłoń” (turn or burn message), żadnego zapraszania, czy nakazu, aby przyłączyć się do Jego kościoła. Tak naprawdę, to nikogo nie zaprosił do synagogi. Możesz sobie wyobrazić Jezusa, jak mówi: „nigdy nie będziesz się miał dobrze, dopóki nie wrócisz do kościoła”. Bądź: „musisz być pod ochroną lokalnego kościoła”. Wiesz, dlaczego nie powiedział tego? Bo to jest śmieszne! Właśnie dlatego. Dlaczego więc mamy tak wielu „chrześcijan”, którzy ignorują to, czego Jezus nie powiedział, twierdząc, że miał to na myśli? Najczęściej słyszę od nich, że: „jest to sugerowane”. Oczywiście, że jest!

Jakże szybko przechodzimy od opinii do wierzeń, do sądów do grupowego myślenia. Teraz już nie jestem tym, w co wierzę, jestem tym, czym jest moja grupa Dla większości grupowe myślenie jest niezbędnym krokiem w podróży przebudzenia. Moc akceptacji jaką daje grupa, ustawia scenę pod potrzebę odrzucenia, co z kolei wypycha cię na tyle daleko na zewnątrz, aby ostatecznie zobaczyć większy obraz. Odczucie oskarżenia i odrzucenia jest bolesne, jest jednak kluczową częścią zawsze rozszerzającej się podróży świadomości.

Zakładam, w ramach mojej grupy, że skoro tak wielu ludzi wierzy w to samo, co ja, to musi to być prawda i ja muszę „mieć rację”. Jeśli wyjadę kolorem poza linię, jest ktoś gotowy do korekty i wepchnięcia mnie z powrotem do bezpiecznego miejsca małostkowości grupowego myślenia. To, w co ja (my) wierzę jest umacnianie stale i wciąż i buduje zaczadzoną mentalność, która odrzuca wszystko, cokolwiek jest sprzeczne z przyjętym przez grupę przesłaniem. Staje się to tak wrodzone, że stajemy się dysfunkcyjni i nawet o tym nie wiemy. Tutaj jedynym nadającym się do przyjęcia pytaniem, jest pytanie Ewy: „co JA muszę ZROBIĆ, aby być podobną do Boga czy Jezusa?” Tragicznie błędne odpowiedzi na to pytanie są zgodne z tą narracją, równocześnie ignorując Ewangelię.

Jak często przypomina mi się, że „kościół robi mnóstwo dobrego dla ludzi”. Tak, tak samo jak Czerwony Krzyż. Czy więc byłoby w porządku, gdybym nazwał Czerwony Krzyż moim kościołem? Znasz tą odpowiedź, którą otrzymuję na to pytanie :).

O ile grupowe myślenie jest szczere i prawdopodobnie większości potrzebne, to ma potencjał do zatrzymania rozwoju świadomości i wzrostu. Presja grupowego konformizmu zmusza nas do tego, abyśmy się stali konformistami, a nie rewolucjonistami naszej świadomości. Jezus był rewolucjonistą. Nie tylko boisz się pytania „z poza” przyjętego systemu wierzeń, tracisz też wszelką dociekliwość, która może doprowadzić cię do pytań i zamiast tego osiadasz na wnioskach grupy jako prawdzie, całej prawdzie i tylko prawdzie.

Wydaje się, że ci „z poza” synagogi zawsze byli i są w lepszej pozycji do przemieniającego spotkania. Osobiście odkryłem, że jest to prawda. To, że zostałem „wykopany”, okazało się największym darem jaki „kościół” kiedykolwiek mi dał. Dziękuję.

22 września
Pozwólcie, że podsumuję w kilku punktach ostatnie tygodnie, to co uważam za warte wskazania:

Przebudzenie jest stale postępującym i powtarzającym się procesem, a nie jednorazowym wydarzeniem. Właśnie dlatego mówię o tym jako o podróży przebudzenia. Co się więc dzieje w czasie tego procesu?

Być przebudzonym to być obecnym. Obecny, dla siebie, dla innych i dla Boga. O Jezusie mówiono, że nauczał jako moc mający (Mk 1:21 28). Wierzę, że autorytet wypływa z obecności. Jego obecność z Ojcem i dla Ojca wyrażała się w tym, że był z Ojcem jedno, a J 8:31 32 mówi nam o tym, że przebywanie (wzajemna obecność) jest kluczem do wszelkiej prawdy i całkowitej wolności. Autorytet (władza, moc) wypływa z tego centrum bycia ponieważ tylko wolni ludzie mogą uwalniać ludzi. Właśnie dlatego, aby uwolnić swój lud, Mojżesz musiał stać się księciem w domu Faraona. Niewolnik nie może dać wolności niewolnikom. Z tego powodu również Jezus „stał się człowiekiem” (Flp 2). Chcecie wiedzieć, dlaczego fundamentalistyczny kościół jest tak nieskuteczny w uwalnianiu ludzi? Właśnie dlatego. Mam nadzieję, że wielu z tych, którzy wychodzą spośród nich ku wolności, zostaną później wezwani z powrotem do uwalniania swoich braci i sióstr. Można to zrobić wyłącznie w autorytecie obecności, a nie jako projekt czy agenda ego. Najbardziej związanymi ludźmi nie są ludzie tego świata, lecz ludzie religijni. Właśnie dlatego też ewangelia jest „najpierw dla Żydów”.
Ich trzeba było uwalniać z największej liczby rzeczy. Myślę, że jest to również prawdą jeśli chodzi o współczesne chrześcijaństwo.22 września

Przebudzenie będzie również widoczne również w rozluźnieniu więzów z rzeczami, które uprzednio kształtowały nasza tożsamość. Jak powiedzieliśmy, obejmuje to nasze myśli, opinie i przekonania (wierzenia). Nie zostaną wyeliminowane, lecz podejście do nich będzie znacznie bardziej luźne i pokorne. Jest to jedyny sposób na to, aby być obecnym na cokolwiek, co jest poza mną samym. Granice wyobraźni walą się a rozdrobnienie naszego jestestwa zostaje zastąpione przez stale wzrastającą jedność. W miarę jak iluzja oddzielenia znika, zostajemy uzdrowieni przez jedność. Właśnie to oznacza być „zbawionym”. Grecki wyraz „sozo”, oznacza „całość”.

Ostatecznie, w przemianie nie chodzi o mnie. Chodzi tu o nas, o my, wszyscy i świat. Jest to świadomość Chrystusa we mnie, nadziei na wszystko. Próby przemiany produkowane na własny użytek zdecydowanie za bardzo są skoncentrowane na sobie, aby pozwoliły na śmierć ja-ego i wzbudzenie z martwych prawdziwego mnie i autentycznego ja.

Udział w życiu Ducha oznacza, ze stajemy się coraz bardziej i bardziej świadomi naszego wiecznego, boskiego podobieństwa i obrazu przy równoczesnym nie traceniu swego człowieczeństwa. W rzeczywistości, nigdy nie przestaliśmy być boscy, ponieważ jest to istota naszego stworzenia, stajemy się natomiast bardziej bosko człowieczy.

Oświecenie jest darem, a nie osiągnięciem czy dobytkiem. Prawdziwa wolność realizuje się wtedy, gdy jesteśmy gotowi do służenia tym, którzy jeszcze nie są gotowi na życie w miłości.

Aby „wstąpić wyżej” (Obj 4.1) musimy odpuścić małostkowość i drobne opinie. To „wyższe” miejsce jest miejscem wzbudzonej świadomości, w której uniwersalna prawda jest znana uniwersalnie. Jest to prawda, która jest prawdą bez względu na przynależność religijną, bądź nie przynależność. Miłość jest zawsze miłością czy jesteś baptystą, buddystą czy ateistą. Przebaczenie zawsze jest uzdrawiające zarówno dla tego, który przebacza jak i dla przebaczającego. Pokora zawsze jest drogą prawdy i nie ważne jaką sobie łatkę przykleisz. Transcendentna prawda jest właśnie taka transcendentna – wykraczająca poza wszelkie ramy. Wykracza poza wszelkie ulubione przekonania, nastawiania i, podobnie jak Bóg, kocha ten świat. To jest podróż przebudzenia.

<|>

Stan 19/20.09.2019

19 września
Ciemną stroną obudzonej świadomości jest samoświadomość. Tutaj mamy zwyczaj działać na pokaz, dla publiczności, , a co najmniej dla tych, których uważamy za najważniejszych widzów. Samoświadomość wzbudza dużo niepokoju, ponieważ stale poddajemy w wątpliwość to, jak dobrze działamy, czyli projektując obraz tego, czego się od nas oczekuje. Łatwo sobie wyobrazić, że stanowi to poważne ryzyko dla autentyczności i obfitego życia w wolności.

W takim urojonym stanie tracę pragnienie odkrywania własnej autentyczności, czyli prawdziwego Ja, na rzecz tego ja, które zdobywa miłość, aplauz, szacunek i akceptację. Doszedłem do przekonania, że muszę być i zachowywać się w jakiś szczególny sposób. Przejście poza takie stworzone przez siebie „ja” i powrót do autentyczności, wymaga mnóstwa poważnych decyzji, odrzuconych uczuć i samotności.

Rozejrzyj się wokół i zobacz jak wiele rzeczy robimy tylko po to, aby przypodobać się tym, których cenimy najbardziej, a życie traci na autentyczności i praktyczności. Ponieważ strach przed odrzuceniem jest tak silny, nie mamy problemu z oddawaniem czci bożkowi akceptacji, a skutek jest taki, że oddajemy kontrolę innym, stając się bardziej mapetami niż uczestnikami.

Wszyscy znamy z doświadczenia to spoglądanie przez ramię w oczekiwaniu na opinię o nas. Niektórym wydaje się, że są autentyczni, lecz tak naprawdę to chcą być znani i zauważani za swoją „niezależność”, co dalej jest działaniem zgodnym z oczekiwaniem innych. Po prostu chce się w ten sposób upewnić, czy inni zdają sobie sprawę z naszej niezależności. Dalej chodzi o to, aby żyć zgodnie z oczekiwaniami innych, ponieważ ciągle chcemy bronić naszej reputacji.Jest to druga strona tej samej monety. Nigdy nie dowiesz się jak obciążająca jest twoja reputacja, dopóki jej nie stracisz. Mówiłem to już wielokrotnie, lecz warto to powtarzać stale i wciąż, że bałwanem jest wszystko, cokolwiek musisz zapytać o zgodę, zanim odpowiesz „tak” duchowi, w tym również jest to reputacja.

20 września
A temu, który może uczynić daleko więcej niż możemy sobie wyobrazić czy prosić, zgodnie z działającą w nas mocą (Ef 3:20).

Tragiczne jest to, że chrześcijaństwo zredukowało wiarę do zwykłego wierzenia / do przekonań. Nie lubimy tego, czego wymaga wiara, czyli „ponad wszystko, o cokolwiek mogę poprosić czy pomyśleć”. Wolimy wnioski niż to, czego wymaga wiara. Postępuje to w następujący sposób:
myśli zamieniają się w opinie, które stają się osądami, a te z kolei szybko wnioskami. Wnioski zaś stają się niepodważalnym i niezachwianym szkieletem naszego systemu wierzeń. Wiara nie jest wymagana.

Jestem przekonany, że naszymi największymi załącznikami, których musimy się pozbyć, są nasze wierzenia/przekonania. Mogą czasami być użytecznym narzędziami dopóki nie staną się naszą tożsamością. Tragiczne jest to, że „moje przekonania” to bardzo powszechnie występujący i zwodniczy bałwan w każdej religii i ten bałwan musi zostać strącony, a nie chcemy się go pozbyć, ponieważ to jest wszystko, co mamy.

Osobiście wiem, w jaki sposób wierzenie kształtują się w tożsamość. Przez wiele lat utożsamiałem się z moją teologią i trzymałem się kurczowo swego biblijnego zrozumienia jak cennej nagrody. Prowadzi to do wielkiej intelektualnej nieuczciwości, ponieważ moje pojmowanie prowadziło mnie do miejsc, w których musiałem unikać pytań, które zmusiły by mnie do wyjścia poza aktualny system wierzeń. Nie uderzało to w moją wiarę, ponieważ ona nie brała w tym udziału, lecz z pewnością wpływało na moje postępy ku większej świadomości. Jednak to wezwanie „głębina przyzywa głębinę” odzywało się we mnie. Powoli zacząłem pozwalać sobie na poddawanie się głosowi Ducha.

W miarę jak odpuszczałem swoje przywiązanie do przekonań, wielu ludzi ostrzegało mnie, że dryfuję w stronę liberalnych, heretyckich wód. Wiem, że moje poddanie było wielkim zagrożeniem dla nich i ich systemowi przekonań. Oni również musieli rozważyć to, co ja mówiłem, bądź odrzucić i zdystansować się do mnie. Większość wybrała to drugie. Nie widzieli dla siebie miejsca pośredniego, ponieważ ich teologia była zakorzeniona w dualizmie „ja i oni”, a ja stałem się „nimi”.

Nie mam już więcej potrzeby przekonywania kogokolwiek do czegokolwiek. Mogę mieć wpływ na to, w co wierzysz, lecz to duch może zmienić to, co i jak rozumiesz. Pokuta to nie tylko zmiana swej opinii, lecz całkowite jej poddawanie i stawanie się większym w większym Wszechświecie.

Wielkim krokiem wiary jest trzymanie swej teologii w otwartych rękach pokory i nie mieszanie przekonań z prawdą. Czcisz to, czegokolwiek się trzymasz. Nawet Jezus powiedział: „nie trzymaj się mnie”. Smutne to i nudne, aby określać siebie samego w taki mały sztywny sposób, który ogranicza posuwanie się do przodu.

Z chwilą, gdy sprawimy, że nasze wierzenia/ przekonania stają się centrum naszej tożsamości, zaczynamy szukać innych, którzy dzielą te same przekonania. Szybko „jestem tym, w co wierzę” zamienia się w „jestem tym, czym jest moja grupa”. Jedyna rzecz bardziej urojona i niebezpieczna niż osobiste ego, to grupowe ego. Tym zajmę się jutro.

< | >

Stan 17/18.09.2019

Stan Tyra
17 września

Czy uzdrowienie Zranionego Własnego Ja, spowodowanego niezrozumieniem tej podróży to odrzucenie siebie za siebie? Nie, nie jest to prawda. Przebudzona dojrzałość to nie odrzucenie „ja”, lecz totalne wchłonięcie go, które prowadzi do jedności/niepodzielności. Nasza podróż obejmuje dojrzewanie i doskonalenie własnego ja. Jest to stałe i coraz bardziej pogłębiające się spotkanie zarówno z Bogiem jak i z własnym ja. Głębokie poznanie Boga i głębokie poznanie siebie są tak nierozerwalnie współzależne, że jedno nie może obyć się bez drugiego.  Wydawało nam się, że byliśmy duchowi, gdy wołaliśmy „cały Ty, a mniej mnie”, podczas gdy w rzeczywistości, poszerzaliśmy i pogłębialiśmy ranę.
Ta podróż ku Miłości musi angażować te złamane części nas i doprowadzić do uzdrowienia rozbicia  i braku autentyczności, którą spowodowała. Każde przeżyte uzdrowienie, bez względu na to, co uznamy za jego źródło, demonstruje pracę łaski w naszym życiu. Każde przebudzenie jest znakiem pędzla Bożego, natomiast każde spotkanie zwiększa nasze pragnienie, aby otrzymać więcej.

W Ewangelii Jana 8:32 Jezus powiedział, że prawda nas wyzwoli. Ta odkrywcza podróż ku „trwaniu we Mnie i Mnie w was” jest integracją straconych i przemieszczony części siebie. Za każdym razem, gdy znajdujemy to, co zostało zgubione, świętujemy. Jest to podróż odnowienia unikalnego siebie, które zostało stworzone na obraz i podobieństwo Boże.

Ostatecznie, możemy założyć, że uzdrowiona rana już więcej nie istnieje. Nie jest to całkowicie właściwe w tym przypadku. Uzdrowiona przez Boga rana to nie taka, która już w ogóle nie istnieje, lecz taka, którą inni mogą dotknąć i nie pojawia się potrzeba oskarżania innych czy projektowania swego bólu na kogoś innego. Jesteśmy przekonani, że unikanie bólu to to samo co uzdrowienie. Jeśli, podobnie jak Jezus, możesz zaprosić innych do tego, aby sięgnęli do twojego zranienia bez zgorzknienia i chęci odwetu z twojej strony, to jest to boskie zranienie, które stało się źródłem uzdrowienia dla Tomaszów, których spotkasz w życiu.

18 września
Ostatni z czterech poziomów podróży, których omawianie zacząłem w poniedziałek.
Jednoczenie Rozdrobnionej Świadomości ostatni aspekt, który jest odnawiany w czasie podróży ku Bogu, o którym chcę wspomnieć to świadomość. Stanowi problem, ponieważ choć już jesteśmy w Bogu a Bóg w nas, nie jesteśmy świadomi tego faktu. Tak więc, nie możemy być wolni zgodnie z tym, jak J 8:32 opisuje, dopóki nie nastąpi przemiana świadomości.

Główną przeszkodą na drodze do tego poznania jest dualizm, ponieważ mieszamy poznanie z danymi i rozumowaniem. Richard Rohr opisuje to w następujący sposób: jest to „ruch ze zwykłego systemu wierzeń do rzeczywistego wewnętrznego doświadczenia”. Jest to Pawłowe „trzecie niebo”,  czyli spotkanie z tym, czego nie da się opisać słowami (2Kor 12:2, 4). Zjednoczona świadomość jest to rozszerzona przytomność, która wchłonęła wszystkie rozbite części w jednolitą świadomość, co stanowi pełnie/zdrowie i zbawienie.

Ta świadomość przenosi mnie z małostkowości do większego i obejmującego wszystko świata, do którego należy wszystko.
Istota jedność jest wynikiem niepodzielności, gdzie już nie próbujemy dzielić i konkurować tylko po to, aby uzyskać szybką ulgę dla swego ego. Nie pędzimy już ku dualizmowi i porównaniom, aby szybko zdobywać punkty.
Prawdopodobnie najprostszą ilustracją na jaką mnie stać jest to, że podróżujemy ku poznaniu, które pozwala nam widzieć rzeczy takimi jakimi są, a nie takimi, jakimi my chcielibyśmy je widzieć. Niemniej, nie dochodzimy do tego przy pomocy strategii czy osiągnięć, ponieważ nie jesteśmy w stanie uzdrowić siebie samych. Bardziej chodzi tu o otwarcie siebie na Ducha Świętego, który jest naszym jedynym nauczycielem w tych sprawach i który prowadzi nas ku całej prawdzie. Jest to istota „niech mi się stanie…”
Wspaniałą książką na ten temat jest: „The Naked Now” Richarda Rohr’a.

<|>

Stan 13/17.09.2019

Stan Tyra
13 września
Gdybym musiał zdefiniować cztery najistotniejsze poziomy podróży, którą przebyłem do tej pory, byłyby to:
… nauka zaufania do ciemności,
… uzgodnienie głowy z sercem,
… uzdrowienie zranionego ja,
… zjednoczenie podzielonej świadomości.

W nadziei, że będzie to zachęcające na waszej drodze, omówię je
pokrótce w ciągu następnych kilku dni.

Zaufanie do ciemności.
Chwilom duchowego przebudzenia towarzyszą rozbłyski boskiego pokoju, niezrozumiałej radości i wielkiej nadziei. Niemniej, z czasem wejdziesz również w okres, który wygląda tak, jakby te światła nagle zgasły. Zmagania, zniechęcenie i cierpienie zajmują miejsce nadziei, pokoju i radości, lecz jest to również bardzo istotna część tej podróży.
Do egoistycznej tendencji należy próbowanie unikania ciemności i nad tym
właśnie pracuje niedojrzała religia, promując to jako wezwanie do
świętości. Dojrzała duchowość, nie polega na unikaniu, lecz na rozeznaniu i poddaniu się „nadzwyczajnej obfitości” łaski w takiej chwili. To wiara świeci z ciemności, ufając obecności, bez względu na to w jakim okresie życia znajdujemy się. Pamiętaj o tym że w czasie stwarzania Bóg nie nazwał „dobrym” rozdzielenia światła od ciemności, a stało się tak dlatego, że to nie jest dobre.
Taki okres boskiej ciemności jest jedynym sposobem na to, aby nauczyć
się „żyć przez wiarę, a nie patrzenie” W Ewangelii Jana 14:27 Jezus
obiecał, że teraz pokój dominuje nad niepokojem a nadzieja góruje nad
rozpaczą. Na tym polega odkrywanie Boga ponad ideologią i oklepanymi
odpowiedziami. Nauka ufania Bogu w tej ciemności jest potężnym
przemieniającym przebudzeniem. Nawet Jezus czuł się „porzucony”.
Mogę wraz z Dawidem powiedzieć „choćbym szedł przez dolinę cienia
śmierci, zła się nie ulęknę, bo ty jesteś za mną i twoja obecność pociesza
mnie bardzo”.
C.d.n.

14 września
Pomimo tego, że korzystamy z takich wyrazów jak: mistyk, mistyczne,
misterium, są to tylko słowa, które wskazują na ten punkt podróży.
Doświadczenie samo w sobie nie jest celem i, o ile jest ono o wiele
ważniejsze od wiedzy, tylko Bóg JEST celem. Jeśli mamy kochać Boga z
całego serca, duszy i umysłu, nie możemy pragnąć niczego innego, jak
tylko Boga (Mt 22:36 40).

Pogoń za niebem,wizjami, porwaniem i głębokim badaniem Słowa może
stanowić niebezpieczne rozproszenie tej podróży. Jedynym „celem”
naszej podróży jest poznać Boga w miłości! Dokładnie to! Ponieważ Bóg jest
miłością, więc może być poznany tylko w miłości, a nie myślami czy
wierzeniami (przekonaniami przyp. tłum.).
WOLNO przeczytaj modlitwę Pawła, w której prosi aby Bóg w swej
nieskończonej chwale, abyś: „przez Ducha Bożego mógł wzrastać
w wewnętrznym człowieku, aby Chrystus przez wiarę zamieszkał w twoim
sercu i abyś zakorzeniony w miłości i zbudowany na miłości mógł wraz ze
wszystkimi świętymi uchwycić szerokość, wysokość, długość i
głębokość miłości Bożej, aż poznamy w pełni miłość Chrystusową, która
przewyższa wszelkie poznanie i jest wypełnieniem całej pełni Bożej” (Ef 3:17 19).
To jest jedyny cel jaki mamy: ponad wszystkim innym poznać Boga w
miłości. Pomimo, że doświadczenie jest ważne, obyśmy tęsknili : aby poznać Bożą miłość tak głęboko, żebyśmy zostali wypełnieni całą pełnią Bożą. Takie poznanie jest poza wszelkimi przemyśleniami, poza tym, co możemy pomyśleć, o co poprosić, lecz nie jest irracjonalna, jest przemieniająca i jest kontemplacyjna.
Kontemplacja to pojmowanie niezagracone przez myśli czy słowa. Opiera
się na spotkaniu z obecnością. Prawdopodobnie nie będziesz w stanie
opisać tego, ani wyjaśnić, lecz będziesz pewien tego. O tych najgłębszych rzeczach, jak powiedział Jezus Piotrowi, Janowi i Jakubowi, nie należy mówić. Nie dlatego, że to jakaś tajemnica, lecz dlatego, że są nie do wyjaśnienia. Doszedłem do tego, że ci, którzy najwięcej mają do powiedzenia o boskich rzeczach, nie spotkali się z nimi na głębokim poziomie. Tych, którzy milczą należy słuchać. To, że są cisi i milczący, nie znaczy, że nie można ich słuchać.

16 września
Uzgodnienie głowy i serca.
Podróż ku Bogu musi zmienić zarówno serce jak i głowę i, jak często mówię, umysł jest świetnym uczniem, lecz strasznym liderem.
Centrum twojego jestestwa jest serce i to Jezus miał na myśli, gdy
mówił o myślach i emocjach wypływających z serca (Mt 15:19). Umysł, sam w sobie, nie jest zdolny poznać Boga, może tylko wiedzieć o Bogu. Jeśli
chodzi o mnie, to aby chodzić w prawdzie, muszę poddać umysł mądrości
serca.
Uzgodnienia serca i głowy nie da się osiągnąć naszym staraniem, lecz
czymś, co się osiąga przez poddanie się doświadczeniu. Wielką
arogancją jest myśleć, że możemy posiąść prawdę;, mistyczna nadzieja to coś, czego możemy doświadczyć będąc opanowani przez prawdę. Jest to coś
zupełnie innego niż posiadanie myśli i wniosków na temat prawdy.

Powiedziano nam: „niech umysł Chrystusa będzie w was…” (Flp 2:5),
choć nie jesteśmy w stanie przywdziać umysłu Chrystusa dopóki nie będziemy chcieli przyjąć serca Chrystusa. Zmiana myśli, zmiana zachowań i
zrozumienie pewnych idei bardzo nędznie zastępują odnowienie w miłości
i przez miłość.
Nasz umysł musi zostać odnowiony przez prawdę serca a serca musi poznać prawdę umysłu oba muszą brać wspólnie udział w procesie przemiany.
Jest to jedyny sposób na to, aby otrzymać boską miłość i pozwolić jej
dalej płynąć przez nas do innych.

W Księdze Jeremiasza 17:9-10 czytamy, że serce jest złe i nie można mu
ufać, a my mamy pokutować i zmienić swoje umysły. Wydaje się dziwne,
ze uzgodnienie obu, może być sprawą religijną, lecz w jakiś sposób jest.

Jedność jest potężnie przemieniająca. Faktem jest, że jest tak
mistycznie potężna, że zwodnicze serce i zwiedziony umysł właściwie
sprzymierzone ze sobą mogą stać się dobrym źródłem życia.
Jest to zaledwie drobne siorbnięcie z oceanu świadomości. Moim celem nie
jest informować was, lecz wskazać na coś, nad czym możecie się chwilę
zastanowić. Nie tylko umysł i serce muszą zostać zjednoczone, lecz tak
samo mózg i umysł muszą stać się jedno. Więcej na temat Mind Brain
Connection odesłałbym was do YouTube do Kay Fairchild i już ponad rok
trwającego cyklu na temat powiązania umysł-mózg. Jest to wspaniałe
wejrzenie w boską tajemnicę, która ukrywa się przed naszym
wzrokiem, a my o tym nie wiemy.

<|>

Jak bardzo jesteś utwierdzony 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Kiedy byłem małym chłopcem, mieliśmy sąsiadkę – Panią McCoy. Odnajmowała swoją ziemię innym rolnikom, ale sama hodowała kurczaki. Ponieważ była w zaawansowanym wieku i trudno było jej się poruszać, rzadko opuszczała dom. Pani McCoy kochała swoje kurczaki. Kiedy ją odwiedzaliśmy pozwalała nam pomagać jej w zbieraniu jajek. W podzięce dawała każdemu z nas 3 lub 4 jajka, które wkładaliśmy do własnych koszyków. Mówiła: „nie chcę abyście wkładali wszystkie jajka do jednego koszyka”. Jak wiemy chłopcy w wieku 4-8 lat są szczególnie ostrożni i delikatnie obchodzą się z różnymi rzeczami i dlatego są doskonałymi zbieraczami jajek. 😊 Pani McCoy w swej mądrości rozłożyła ryzyko zniszczeń na kilka mniejszych koszyków.

Wszystkie jajka w jednym koszyku?
Pytałem ostatnio, co utwierdza was w waszym chrześcijaństwie, co utwierdza was w waszej wierze, w waszym chodzeniu w Chrystusie? Czy znasz chrześcijan, którzy wkładają wszystkie swoje duchowe „jajka” do jednego koszyka? Czy ich życie duchowe pozostaje całkowicie „w koszyku” jednego kościoła, nauczania, osoby lub służby czy też swoją wiarę wzięli oni bezpośrednio od Jezusa i zaczęli w niej chodzić?

Czy widziałeś sytuacje, gdy ten „koszyk” został im zabrany lub też zepsuł się, odpadł od łaski itd., co doprowadziło ich do wielkiego kryzysu wiary? Jeśli tak było, to stało się tak, ponieważ włożyli wszystkie swoje duchowe jaja do jednego koszyka. Mówili, że wierzą Panu, jednakże ich wiara była przefiltrowana przez kaznodziei i ich nauczania. Nie oparli swego chrześcijaństwa na Panu, ale na służbie, pod której byli wpływem. Nie znali Pana bezpośrednio, ale czerpali swą wiedzę na Jego temat właśnie z tej służby. Wierzyli, jednak nie znali naprawdę Pana. Ich wiara opierała się na tym, co mówili do nich ludzie, zamiast na osobistym chodzeniu z Panem.

Nie ma nic złego w zaangażowaniu się w różnego rodzaju służby w kościele, ale to nie one dały nam zbawienie. To sam Ojciec i Pan Jezus powinni nas utwierdzić w naszej wierze a nie jakaś służba, w którą może jesteśmy zaangażowani. Służby są pomocne w tym, że uważamy się za chrześcijan, jednakże nie mogą być duchowym sednem naszej wiary.

Spójrzmy na słowa Jezusa w Ew. Jana 17:3
A to jest żywot wieczny, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i Jezusa Chrystusa, którego posłałeś”. To stwierdzenie nie unieważnia reszty Pisma Świętego, gdzie czytamy, że jeśli uwierzymy w naszym sercu, że Jezus powstał z martwych i że jest Panem, to będziemy zbawieni – nie. Wskazuje jedynie, że można bardziej poznać żywot wieczny. Prawdziwe poznanie Ojca to głębia życia. W języku greckim słowo „znać” to „ginoskosin”, co oznacza „poznać się”. Głębia życia wiecznego to droga, na której poznajemy Ojca i Jego Syna, którego posłał.

Istnieje różnica między wiarą w Jezusa a poznaniem Jezusa. Istnieje różnica między wiarą w Boga Ojca, a poznaniem Boga Ojca. Kiedy zaczynamy wierzyć, rodzimy się na nowo i zostajemy zbawieni, jednakże dopiero poznanie (Boga) przynosi nam głęboką wiarę.

Kiedy rodziliśmy się na nowo to wierzyliśmy, jednakże naprawdę nie znaliśmy jeszcze Boga. Uwierzyliśmy w Jezusa, odmówiliśmy modlitwę, wyraziliśmy naszą wiarę, „zaprosiliśmy Jezusa do naszego serca” lub coś w tym rodzaju. Po prostu uwierzyliśmy i narodziliśmy się na nowo. Niektórzy nawet zostali ochrzczeni Duchem Świętym. Byliśmy i i w dalszym ciągu jesteśmy wierzącymi.. Staliśmy się chrześcijanami.

Ścieżka do poznania
Zaczęliśmy szukać rzeczy, które utwierdziłyby nas w tym, w co wierzymy. Stało się to poprzez różne służby i kościoły, przyjaciół i media, małe grupy czy też specjalnych mówców– wszystko to, co potwierdziło, że to, w co uwierzyliśmy, jest prawdą. Ale nie od razu poznaliśmy Ojca lub Pana. Na początku uwierzyliśmy i zaczęliśmy korzystać z różnych służb i mediów, które pomogłyby nam poznać Ojca i Pana Jezusa. Jednakże wielu zatrzymało się w tym miejscu, nie przechodząc dalej, do osobistego poznania Ojca, do poznania Jezusa. Nawet dziesiątki lat później w swym chrześcijaństwie, z powodu tego, że szukali swej afirmacji w służbach, kaznodziejach, nauczaniach, miejscach przebudzenia duchowego i innych rzeczach, zamiast poświęcić czas i wysiłek na poznanie Ojca – w dalszym ciągu tylko ‘wierzą’ zamiast znać Go osobiście.

C. S. Lewis powiedział: „To Chrystus, a nie Biblia, jest prawdziwym Słowem Bożym. Biblia czytana we właściwym duchu i pod przewodnictwem właściwych nauczycieli, doprowadzi nas do Niego”.

Czy swą wiarę pokładasz w spisanym Słowie Bożym czy też w Osobie, która JEST tym Słowem? Czy czerpiesz wiarę jedynie z konkretnego wersetu czy też od Tego, od którego wyszedł ten werset? Kiedy „stoisz” na Słowie, to opierasz się na rozdziale i wersecie czy też na Osobie, która jest Słowem? Czy całą swą wiarę włożyłeś do jednego koszyka Jezusa, czy też poznanie Jezusa jest jednym z wielu różnych koszyków, które nosisz?

Jak bardzo jesteś utwierdzony 3


John Fenn

Czy chrzest zmywa grzechy?

Kevin T. Bauder
Teksaski poranek już był ciepły, a robiło się gorąco. Zajrzał do mnie pewien przyjaciel, aby się przywitać i zapytałem go, jak zamierza spędzić coś, co się zapowiada na gorące przedpołudnie. Odpowiedział: „Zamierzam udać się do sklepu z narzędziami i kupić sobie lody”. Nieco zdumiony
Kpiąco powiedziałem: „Nie wiedziałem, że można kupić lody w sklepie z narzędziami”.
Odpowiedział: „Nie, najpierw idę do sklepu z narzędziami, a potem na lody. Dwa oddzielne zajęcia”.Cała rozmowa polega zna semantycznej dwuznaczności: czy kupowanie lodów jest skoordynowane z udaniem się do sklepu z narzędziami, czy też podporządkowane mu? Gramatyka nie daje nam na to odpowiedzi na to pytanie, bo inaczej dwuznaczność nie miała by miejsca. Oba przypadki są prawdopodobne.Mamy do czynienia z nieco bardziej skomplikowanym przypadkiem w Dziejach Apostolskich 22:16, w którym znajduje się część osobistego świadectwa Pawła. Opowiada o tym, jak w Damaszku został do niego posłany Ananiasz, który zapowiada, jak będzie wyglądała służba, którą Bóg dla Pawła zaplanował, po czym mówi: „A teraz na co czekasz. Wstawszy ochrzcij się i zmyj z siebie grzechy, wzywając imienia Pańskiego”.

Ludzie wierzący w odnowienie w chrzcie, w tym ci z ruchu Stone Campbell, powołują się na ten tekst, jako dowód na to, że chrzest zmywa grzechy. Ponieważ czasownik „daj się ochrzcić” i zwrot „obmyj swoje grzechy” połączone są spójnikiem „i”, więc wnioskują, że to obmycie musi być połączone z chrztem. Częściowo jest to pogląd Jacka Cottrell’a, który zakłada, że „dwa główne czasowniki zdania, znajdujące się w trybie rozkazującym, to „ochrzcij się I [kai] obmyj swoje grzechy”. Są połączone przez kai w pojedyncze zdarzenie”.Takie zrozumienie tego tekstu jest możliwie, podobnie jak to było z moim przyjacielem i jego powiedzeniem, że idzie kupić lody do sklepu narzędziowego. Niemniej jednak, tylko dlatego, że takie coś jest możliwe, nie znaczy, że jest to jedyny sposób odczytania. Chrzest i obmycie grzechów mogą być dwoma oddzielnym zdarzeniami.

W wersie 22:16 znajdują się dwa czasowniki, które mają specyficzną grecką konstrukcję gramatyczną, która wskazuje na to, że podmiot działa sam na sobie, bądź we własnym interesie, co nie jest łatwe do przetłumaczenia. Mimo wszystko, Ananiasz nie powiedział: „daj się ochrzcić” oraz „obmyj swoje grzechy”, lecz coś w rodzaju: „ochrzcij się” oraz „obmyj grzechy swoje”.

Każdy z tych dwóch czasowników jest połączony nieokreślonym imiesłowem. Funkcją takiego imiesłowu jest określić działanie, które jest wcześniejsze od głównego czasownika. Pierwszy imiesłów to „wstawszy” a drugi „wezwawszy imienia Pańskiego”. Każdy z tych imiesłowów definiuje działanie głównego czasownika: „Wstawszy, ochrzcij się” oraz „oczyść swoje grzechy, wezwawszy imienia Pańskiego”.

Jaka jest relacja między ochrzczeniem się a zmyciem grzechów? Te dwa czasowniki są połączone spójnikiem łącznym, lecz skutek semantyczny to podrzędność. Innymi słowy te zdania są dwuznaczne. Można je odczytać w taki sposób, że chrzest skutkuje, bądź prowadzi, do obmycia grzechów, lub, że chrzest i obmycie grzechów są aktami osobnymi, w obu przypadkach równie nakazanymi.

Jedna sprawa powoduje, że drugie podejście staje się bardziej prawdopodobne. Chodzi o pojawienie się tutaj imiesłowów. Imiesłowy już definiują działania, które są podporządkowane każdemu z głównych czasowników. Gdyby Ananiasz chciał podporządkować obmycie grzechów chrztowi to mógł równie dobrze skorzystać z podobnej konstrukcji. Fakt, ze tego nie zrobił sugeruje, że najprawdopodobniej chciał pokazać, że chrzest i obmycie grzechów są raczej oddzielnymi, a nie połączonymi, zdarzeniami.

Innymi słowy: Cottrell prawdopodobnie myli się, mówiąc, że kai [i] łączy te dwa czasowniki w jedno zdarzenie. Z pewnością myli się, jeśli uważa, że jest to jedyna rzecz, jaką to kai może robić. Jest możliwe i uważam prawdopodobne, że kai faktycznie koordynuje tutaj oddzielne zdarzenia. Jeśli tak, to ten wers może być przetłumaczony w taki sposób: „Na co czekasz? Wstawszy ochrzcij się; i również obmyj swoje grzechy, wezwawszy imienia Pańskiego”.

Żeby było jasne, 22:16 nie jest tekstem zaprzeczającym odnowieniu w chrzcie, lecz nie odrzuca też tego, że chrzest obmywa grzechy. Z drugiej strony, nie potwierdza również tego w wyraźny sposób. Jest to znaczeniowo niejednoznaczne zdanie. Prawdopodobnie nie chodzi tu uporządkowanie kolejności chrztu i przebaczenia, ani o jakąś zależności między nimi.

Prawdopodobnie jest zestawieniem ich jako dwóch rzeczy, które Paweł musi zrobić w najbliższej przyszłości.