Category Archives: Autor

Autorzy artykułów

Stan 15-17.11.2019

Stan Tyra

15 listopada
Z całą pewnością zachodni kościół, i większość światowych religii, uczy duchowości uzależnienia. Innymi słowy: zaczyna się od miejsca braku i usiłuje pomóc sobie dodając „wszystkie te rzeczy”. Staliśmy się religijnymi kapitalistami, którzy zawsze utrzymują ego na swoim miejscu i usiłują udobruchać je rupieciami. W ten sposób wszystko, w tym Bóg, staje się produktem konsumpcyjnym, który może być „nabywany i sprzedawany”, a kościół staje się biurem maklerskim. To są te stoły, które Jezus powywracał w świątyni, a które muszą być stale wywracane w naszych osobistych, zbudowanych przez siebie świątyniach.

Musimy w jakiś sposób przejść do duchowości ujmowania. Niemniej, nie jest tak, że podejmiesz decyzję, aby stać się bezsilnym. Jeśli tego próbujesz to jedynie wzmacniasz swoje własne ego. Nikt nie jest w stanie nawrócić siebie samego, możemy tylko „zostać” nawróceni, bądź może to „być nam zrobione”, nie z własnej woli.
Musimy w taki sposób patrzeć na życie i rzeczywistości, abyśmy zostali przekonani do gotowości znaczącej przemiany.

Właśnie dlatego mało kto zostaje nawrócony w lokalnym kościele czy plemiennym środowisku. Gdy wszyscy jesteśmy tacy sami, dochodzimy do tych samych wniosków i zachowujemy te same skłonności, wszyscy wszystkich sankcjonujemy, bez względu na to w jak egoistycznym „nienawróconym” stanie każdy jest. Ekklesia oznacza tych, którzy zostali wywołani. Problem polega na tym, że nie zostaliśmy wywołani czy wyprowadzeni. Zostaliśmy wprowadzani i „straceni” w identyczności, którą teraz nazywamy „Kościołem”. Lata wewnętrznego rozmnażania się (kazirodztwa) spowodowało szokujące deformacje, których ci „wewnątrz” nawet nie zauważają, ponieważ jest to dla nich „normalne” czy święte.

16 listopada
Ponieważ straciliśmy sztukę obiektywizmu, staliśmy się uzależnieni w uzależnionym społeczeństwie. Przywiązujemy się do rzeczy, które wydaje nam się, że mamy, podczas gdy to one w rzeczywistości mają nas, a może to być wszystko, zaczynając od kościoła, przez uczucia, opinie do posiadłości czy pozycji.

Gdy Jezus powiedział bogatemu młodzieńcowi, aby sprzedał to, co ma, nie tyle chodziło Mu o pieniądze, co o nauczenie wypuszczania (z rąk). Jezus chciał pomóc mu nauczyć się sztuki obiektywizmu. Młody człowiek chciał się dowiedzieć w jaki sposób dodać Boga do swego życia, jako kolejną posiadłość. Na tym polega kapitalistyczne chrześcijaństwo, o którym ostatnio wspomniałem.

Ze względu na liczne kulturowe i chrześcijański filtry bardzo trudno jest nam zrozumieć, że nie można znaleźć czegoś, co się już ma, można to tylko odkryć. Nie możesz możesz przekonać Boga, żeby „wszedł” do twojego życia czy serca przy pomocy poważnej, bardziej naglącej modlitwy. Wszystko, co możesz zrobić to stać się mniejszym, spokojniejszym i mniej przepełnionym sobą oraz swymi nerwowymi opiniami, wnioskami, ideami i uczuciami. Wtedy Bóg stanie się dla ciebie oczywisty w teraźniejszości, ponieważ wyciszysz się na tyle, aby usłyszeć ten stały cichy głos, który zawsze był w tobie.

Dotyczy to również śpiewania pieśni uwielbienia, cytowania Pisma i udziału w rytualistycznych ceremoniach powtarzalnie bezwartościowych. Dopóki się nie wyciszysz i opróżnisz na tyle, żeby rozpoznać obecność, nie jesteś w stanie być obecny wobec czegokolwiek boskiego czy przemieniającego. Ten bogaty młodzieniec (1) przyszedł do Jezusa, co wygląda bardzo duchowo, i (2) zapytał, jak być zbawionym, co brzmi duchowo, lecz ani w jednym, ani w drugim przypadku nie było. Tak więc, odszedł zasmucony tym, że nie mógł skorzystać z okazji z Bogiem. Poddanie się to było coś więcej niż chciał zapłacić.

Problemów ducha nie da się rozwiązać przy pomocy mózgu i przemyśleń. Nie da się kupić swojej drogi, wymyślić tej drogi czy posiąść drogi do przemiany. Musisz swoją drogę przeżyć ku nowemu sposobowi myślenia a dzieje się to przez pełne przeżywanie swoich doświadczeń i uczenie się z nich. Obawiam się, że jesteśmy tak zajęci uwielbianiem Jezusa, czego On nigdy nie zalecił, że całkowicie zignorowaliśmy Jego przesłanie. Wydaje się, że na szczęście, jesteśmy nawracani wbrew sobie.

Ewangelia jest dobrą nowiną wyłącznie dla ubogich, a nie dla tych, którzy mają wiele do stracenia.

17 listopada
Księga Przypowieści 4:7 powiada nam: „Zdobywaj mądrość ponad wszystko inne”. Jestem przekonany, że należy to do najbardziej deficytowych rzeczy, poza wiarą, a „kościół” zdaje się być miejscem, w którym ten brak jest największy. Zamiast przekazywać mądrość, uczymy ludzi myśleć jak to oni są w porządku, a ktoś inny w błędzie.

Zarządziliśmy pewne rzecz a inne zakazali, lecz rzadko się zdarza, abyśmy wskazywali ludziom drogę do wielkiej mądrości. Jest tak dlatego, że do tego potrzeba upadków, błędów i ryzyka błędu, coś do czego kościół nie znosi i ma do tego cierpliwości. Niemniej, w taki właśnie sposób zdobywa się mądrość i dlatego kościołowi bardzo jej brakuje. Ponieważ ważniejsza jest reputacja niż droga do prawdziwej mądrości, zamiast robić miejsce na mądrość, aby wyglądać na „Święty”, ukrywa upadki, karze je i wypędza nieudaczników. Ciągle jest przekonany o tym, że jeśli dotknie trędowatego to się zarazi. Nigdy nie szedł za Jezusem do miejsc, gdzie możesz dotknąć trędowatego, a on zostanie uzdrowiony.

Wielką pokusą każdej religii jest uwięzienie ewangelii w głowach, gdzie możemy mieć rację lub nie. Skutek jest taki, że rzadko widzimy nasz własny grzech, a tak naprawdę to mamy tendencję do nazywania go cnotą. W jakiś sposób całkowicie zignorowaliśmy nauczanie Jezusa, aby kochać jedni drugich, a zastąpiliśmy to przez „będziesz miał rację”.

W ciągu lat zdałem sobie sprawę z tego, że ludzie, którzy wierzą, że są święci, nie są nimi, a ludzie, którzy myślą, że są grzesznikami, są tymi najbardziej świętymi. Przecież Jezus powiedział współczesnym sobie liderom: „prostytutki i celnicy wejdą do Królestwa, przed ludźmi siedzącymi w synagodze”. Co!!!??? Tak się dzieje, gdy robimy z Jezusa religię, zamiast iść za Nim do upadłych miejsc pokory. Nie może być prorokiem, ktoś kto najpierw nie zobaczy w sobie tego, na co chce wskazywać u innych.

< | >

Dualistyczne patrzenie na ten świat

Phil Drysdale

Większość mojego życia miałem bardzo dualistyczne patrzenie na ten świat:

Słuszne przeciwko niewłaściwemu,
dobro przeciwko złu,
duchowe przeciw światowe,
demony przeciw aniołom,
Bóg przeciw Szatanowi,
światłość przeciw ciemności,
dobrzy ludzie przeciw złym.

Nie chcę powiedzieć tutaj, że nie ma czegoś takiego jak słuszne i niesłuszne, dobro i zło itp. Chodzi mi o to, że chcę pomówić o tym, jak takie dualistyczne myślenie może wpłynąć na to, jak widzimy ten świat.

Mamy skłonności do tego, aby określać różne rzeczy w dualistyczny sposób, dzielimy je na święte czy świeckie, duchowe czy nieduchowe, działanie Królestwa czy demoniczne itp.

Kiedyś częściej podróżowałem i bywałem w różnych miejscach, gdzie mówiono mi: „tu jest bardzo ciemno, to demoniczne miejsce”. „Ciężko jest przebić się tutaj Królestwu”. „Mamy tu do czynienia w potężnymi mocami i zwierzchnościami” itd…

Niemniej, śmieszne jest to, że w tych wszystkich podróżach nie nigdy tak naprawdę nie byłem w takim miejscu, o którym myślałbym, że jest szczególnie ciemne. Często w tych najciemniejszych miejscach odkrywałem społeczności bardziej duchowo otwarte, a więc mające lepsze przeżycia.

To, co ktoś nazywał ciemnością – ja nazywałem światłością. Gdy wychodziliśmy na ulicę, oni natrafiali na wielki sprzeciw, lecz ja miałem wspaniały czas. Nie byłem lepszy od nich. O różnicy stanowiła moja perspektywa.

Zdecydowałem się postrzegać wszystko jako duchowe w pozytywnym sensie. Wychodząc na ulicę nie próbowałem przez cały określać, co jest demoniczne, a co należy do Królestwa. Po prostu szukałem Boga w każdej osobie. I, ku zaskoczeniu, znajdowałem Boga za każdym razem!

Najmniej obchodziło mnie to czy ludzie mają demony. Najbardziej byłem zainteresowany tym, czy wiedzą, że już mają pełnię Boga w sobie. Gdy budzili się do tej rzeczywistości, demony wychodziły bez walki. W 9 na 10 przypadków, jeśli chodzi o pozytywne duchowe doświadczenia, sytuacja w jakiej się znajdujemy nie ma nic do rzeczy. Nie ma znaczenia gdzie jesteśmy ani z kim rozmawiamy.

To nie obecność mocy ciemności decyduje o tym czy coś jest pozytywne, czy negatywne, lecz twoja perspektywa. Z chwilą, gdy nauczymy się widzieć światłość, zaczyna być trudno dostrzec ciemność, staje się ona całkowicie nieistotna. Potrzeba określania czegokolwiek jako demoniczne czy święte, duchowe czy nieduchowe itd., wyłącznie rozprasza nas.

Wszystko na tym świecie jest napełnione Bogiem. Możesz iść do kościoła satanistów, gdybyś zechciał, i przeżył głęboko duchowe doświadczenie.

Większość nie przeżyje, lecz mogliby. Jedyne, co stanowi o różnicy, jest to na czym się koncentrujesz. Czy szukasz Boga i tego, co Bóg robi?Czy też szukasz demonów?

Na koniec tego dnia, nawet jeśli był gdzieś 1, 10 czy 10.000 demonów, jest to całkowicie nieistotne – Bóg tam jest i Bóg jest w tobie! Skup się na tym, a reszta zajmie się sobą. Lecz jak tylko zaczniesz liczyć demony szybko zostaniesz przytłoczony.

Nie jestem w stanie wystarczająca naciskać w tym punkcie. Przestań wyszukiwać ciemności. Niech stanie się to całkowicie nieistotne dla ciebie każdego dnia. Zamiast tego skup się na Bogu. Skup się na świetle. Bóg jest w kościele, pubie, na satanistycznym spotkaniu, w Niebie i Piekle.

Nie ma takiego miejsca, gdzie nie można by znaleźć Boga. Skup zatem swój wzrok na Bogu i na tym, co Bóg robi, a odkryjesz, że wszystko może stać się pozytywnym duchowym przeżyciem, a to wszystko, co mógłbyś określić jako „niedobre”, „złe”, „demoniczne” itp., będzie w radykalny sposób przemienione, ponieważ to ty przyniesiesz/ objawisz Boga w tym, w nich.

Mnóstwo miłości

Phil

Uwaga: Nie twierdzę, że nie ma złych sytuacji czy demonów, twierdzę, że, jeśli skoncentrujesz się na Bogi i na tym co Bóg może zrobić, bądź robi, to pośród tych rzeczy sama sytuacja odnawia się. Być może sytuacja nadal jest zła, lecz jest już pełna nadziei, pełna potencjału, a nie pozbawiona Boga, taka, która, gdy spojrzy się wstecz, może zostać nawet nazwana złą sytuacją, która została zmieniona ku dobremu.

Nie chodzi mi o to, abyśmy ignorowali złe sytuacje – w tym świecie niesprawiedliwości jest mnóstw. Nie twierdzę, że nie mamy szukać niesprawiedliwości. Mówię, że gdy widzimy na tym świecie niesprawiedliwość i zło, sprawdzajmy swoją perspektywę. Pytajmy siebie, co Bóg już robi w tej sytuacji? Co Bóg chce, abyśmy wnieśli w nią. W jaki sposób możemy sprowadzić Królestwo Boże do niej. Zamiast pozwalać na to, że ta sytuacja będzie się piętrzyć nad nami

jako wielkie zło, pozwalamy Bogu, który jest w nas wznosić się ponad nią

dać możliwość objawienia Jego miłości i łaski.

Boże tajemnice – część 3

THE CHURCH WITHOUT WALLS

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Zacząłem ten cykl cytując z PwP. 29: 28: „To, co jest zakryte, należy do Pana, Boga naszego, a co jest jawne, do nas i do naszych synów po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tego zakonu”.

Oznacza to, że możemy nie uzyskać odpowiedzi, dlaczego zmarł ktoś nam bliski, ale mamy objawione, jak przejść z Nim przez tą sytuację.Możemy nie wiedzieć, dlaczego coś się wydarzyło, ale mamy objawione jak przez przejść przez to z Nim.
Możemy nie wiedzieć, dlaczego ktoś występuje przeciwko nam, ale mamy objawione jak przejść przez tę sytuację z Nim.
Nie ważne co się dzieje – mamy objawienie, które prowadzi do chodzenia w Nim, do wzrastania w Nim.
Są oczywiście takie chwile, gdy czujemy się jak ten Tewje ze „Skrzypka na Dachu”, który mówi do Boga: „Wiem, wiem – jesteśmy Twoim ludem wybranym. Ale od czasu do czasu nie możesz wybrać kogoś innego?”

Dochodząc do końca swoich możliwości
Ponieważ na ziemi panoszy się diabeł, ponieważ ziemia jest pod przekleństwem grzechu, będą działy się rzeczy, które są poza naszą wiedzą i kontrolą – złe rzeczy. Mówię o rzeczach, które nas ranią, rzeczach, które przynoszą zamieszanie. Część z nich jest następstwem naszych własnych decyzji, lecz część tego, przez co przechodzimy, dzieje się z powodu postępowania kogoś innego.
Część z tych rzeczy pozostaje dla nas tajemnicą; tragedia sprowadzona na nas przez kogoś, kogo nawet nie znamy, czy też jakaś katastrofa naturalna. Wielu nauczało na ten temat mówiąc, że jeśli wierzysz, to nic złego ci się nie przydarzy, a jeśli już coś się stało, to ty sam byłeś tego problemem lub brak twej wiary.

Jeszcze inni są nauczani, jeśli coś nam się stanie, możemy zgromić diabła, gdyż jest tego przyczyną, a Bóg następnie to naprawi. Lub możemy przynajmniej poszukać kogoś, kto specjalizuje się w ukrytych, demonicznych rzeczach, kto by nam wyjaśnił całą tajemnicę. Wielu ludzi każdego roku wydaje tysiące dolarów na takie spotkania, szukając brakującego ogniwa – odpowiedzi na to, dlaczego wszystkie złe rzeczy im się przytrafiają.

Nie mamy wszystkich odpowiedzi, lecz jeśli napisane jest, że Bóg nie będzie przed nami zatajał rzeczy, które musimy wiedzieć, to po co w ogóle spieramy się o to z Bogiem? Dlaczego nie mielibyśmy zaprzestać naszych cielesnych wysiłków i po prostu Mu zaufać? Róbmy to, co wiemy, że jest dobre i słuszne i skończmy z naszymi cielesnym próbami zmanipulowania Go, do wyciągnięcia odpowiedzi na pytania i po prostu Mu zaufajmy.

W 1910 roku zaczęto zatrudniać młode dziewczęta do malowania tarcz zegarków za pomocą radioaktywnej farby, aby te świeciły w nocy. Zachęcono je, aby śliniły końcówkę pędzla malując drobne elementy. W wyniku tego setki razy dziennie spożywały one niewielką ilość radioaktywnej farby. Wszyscy myśleli, że to jest nieszkodliwe. W tamtym czasie zaczęto umieszczać rad we wszystkim, od szminki po czekoladę. Ludzie zakładali na siebie pasy nasycone radem, aby pozbyć się choroby. Robiono też inne rzeczy, ale po około dziesięciu latach te młode dziewczyny zaczęły umierać. Dopiero po latach ludzie odkryli śmiertelne skutki nadmiernego promieniowania i powiązali je z chorobami.

Jesteśmy ignorantami, ale uważamy się za mądrych
Dopóki ludzie nie odkryli związku między radem a niezliczoną liczbą chorób, choroby te były dla nich tajemnicą. Niektórzy obwiniali o to Boga, inni winili diabła a niektórzy myśleli, że ktoś rzucił na nich klątwę. Niektórzy ludzie zadawali pytania, dlaczego Bóg pozwolił, by na ich ukochaną zachorowała na tajemniczą chorobę, lecz byli też tacy, którzy nie wiedzieli dlaczego, ale po prostu ufali Bogu.
Zastanawiam się, jakie związki chemiczne spożywamy dzisiaj, o których nie wiemy, że powodują różne dolegliwości i choroby? Jednak reagujemy podobnie: jedni obwiniają diabła, inni Boga a jeszcze inni pytają Boga, dlaczego na to pozwolił. Niektórzy nie mają odpowiedzi więc ufają Bogu. To się nigdy nie zmieni. Jesteśmy tylko ludźmi, którzy niewiele wiedzą.

Przy całej naszej technologii zbadano tylko 5% oceanów. Zbadaliśmy tylko 4% wszechświata. Pozostałe 96% to rzeczy, których naukowcy nie mogą nawet zobaczyć, poznać ani wykryć. A te 4%, które już niby znamy, to tylko przypuszczenia, ponieważ przy nieskończoności wszechświata naprawdę wiemy bardzo mało.

Nie jest to chyba zaskoczeniem, że nie znamy jeszcze efektów tego naszego syntetycznie stworzonego, chemicznego świata? Gorącym tematem w Stanach Zjednoczonych są elektroniczne papierosy. Lekarze mówią, że ludzie je palący są jak szczury laboratoryjne, bo dopiero po latach wyjdą na jaw tego efekty.

„…a co jest jawne, do nas i do naszych synów po wieczne czasy, abyśmy wypełniali wszystkie słowa tego zakonu”.

Powinniśmy dojść do miejsca, gdy po prostu zaczynamy Mu ufać bez względu na to, że nie dzieli się On z nami swoimi tajemnicami. To stawia nas w pozycji, jak powiedział Paweł: „Gdyż w wierze pielgrzymujemy a nie w oglądaniu” (2 Kor 5: 7).

Dlaczego więc tak mocno walczymy z tym, czego nie możemy poznać? Kiedyż to zaakceptujemy sytuacje, gdy zgromienie diabła nie przyniosło zmiany sytuacji? W którym momencie przestajemy szukać odpowiedzi, prosząc o pomoc „namaszczonych” ludzi, którzy specjalizują się tej lub innej szczególnej rzeczy duchowej i po prostu zaczniemy ufać Bogu, skoncentrujemy się na wzrastaniu w Nim, na robieniu tego, co po ludzku wiemy, ufając, ze pewnego dnia poznamy wszystkie odpowiedzi?

Pod koniec życia Paweł napisał do Tymoteusza prywatnym list, a w nim: „… wiem, komu zawierzyłem, i pewien jestem tego, że On mocen jest zachować to, co mi powierzono, do owego dnia..” II Tym 1:12

Były tajemnice, których nawet Paweł nie poznał. Ale to, co zrobił, to powierzył Panu rzeczy, ludzi i wydarzenia, aby je strzegł do czasu, jak on dotrze do nieba. Był o tym przekonany, że Pan będzie strzegł tych rzeczy aż do tego czasu. To nie tylko wiara – to ufanie charakterowi i naturze naszego Pana i naszego Ojca.

Jak Corrie ten Boom powiedziała: „Patrząc w nieznaną przyszłość nigdy nie bój się zaufać Bogu, którego znasz”. Amen, siostro!

John Fenn

Nigdy nie skacz do pustego basenu

Richard Murray

Nigdy nie skacz do pustego basenu. Wydaje się całkiem oczywiste, lecz…

Otrzymałem ostatnio wspaniałe pytanie na temat duchowości zewnętrznych absolutów tego, co „dobre i złe”, które narzuca Prawo. Lista Jakuba rzeczywiście stwierdza, że jeśli ktoś złamie JAKIKOLWIEK przepis Prawa, to jest winny złamania WSZYSTKICH (Jak 2:10). Czy jednak TA mrożąca krew w żyłach prawda jest faktycznie ostatecznym celem Pana w nadaniu Prawa; potępić i zmiażdżyć nas lawiną poczucia winy i upadku, gdy Prawo jak śnieżna kula zmierza w naszą stronę.

Z pewnością nie.

Oto inny, być może bardziej korzystny sposób postawienia tego pytania: „Czy nasza niemożność podporządkowania się ostrym zewnętrznym wymaganiom Prawa jest ostatecznym zewnętrznym celem naszej wiary? CZY raczej Prawo jest tymczasową „odskocznią” świadomości, która pozwala nam znaleźć ostateczny cel – życie w Duchu?

Paweł napisał, że: „Prawo nie jest z wiary” (Ga 3:12). Jest to zdumiewająca deklaracja, która powinna nas na chwilę zatrzymać, zanim damy nura w sztywne, betonowe i potępiające absoluty tego, co dobre, a co złe. Podobne to jest do nurkowania w pustym basenie. Każdy kto chce skoczyć na główkę rozbije się na twardej powierzchni.

Absoluty Prawa pojawiają się wyłącznie jako tymczasowi opiekun tych, którzy nie działają zgodnie z zamieszkującym w nich Duchem Chrystusa. Prawo po prostu diagnozuje i ujawnia fundamentalną chorobę duszy, która wynika ze „sprawiedliwości własnej” ZAMIAST „sprawiedliwości Bożej”.

„Sprawiedliwość Boża” jest stanem wiecznego bytu, który kwitnie wtedy, gdy poddajesz się zamieszkującemu wewnątrz Duchowi. Prawo po prostu wskazuje na to, jak niemożliwie surowa i nieprzebaczająca jest rzeczywistość pozbawiona Ducha. Ta świadomość toksycznych skutków życia w stanie „braku wiary” i „braku Ducha”, która pochodzi ze „sprawiedliwości własnej” powinna nas doprowadzać do wołania o to, aby Duch Jezusa zamieszkał w nas i wcielił się w nas.

Gdy to się stanie, absoluty Prawa zostają zrzucone i rozdrobione jak martwy kokon krępujący wzrastającego i rozwijającego się motyla. Ten kokon był przydatny przez pewien czas, lecz teraz jest odrzucony ze względu na wyższą rzeczywistość (?). Pojawia się piękno i dar Ducha. Czas na latanie wraz z Panem, który staje się naszymi skrzydłami. Teraz mamy już Jego naturę, która oświeca podejmowane decyzje i uzdalnia nas do działania.

Pozbawiony życia kokon Prawa wypełnił swoje zadanie, przeobrażony i następuje przejście do działania Ducha.

Prawo działa „wobec człowieka” podczas gdy Duch działa „z człowieka”, a jest to różnica, która decyduje o wszystkim.

Mówiąc prosto: nasze własne przeklęte uczynki sprawiedliwości własnej zostają zastąpione boską sprawiedliwością samego Chrystusa. Teolodzy ten upgrade nazywają „propassions of Christ” (odwieczne cnoty Chrystusa) – Jego umysł i emocjonalne stany udzielone nam dzięki zamieszkującemu w nas Jego Duchowi. Jezus przemienia nasze dusze dokonując transfuzji Swojej natury do całego naszego jestestwa.

Taka jest jedyna końcówka Prawa – ujawnienie naszej rozpaczliwej potrzeby duchowej transfuzji po czym zaoferowanie nam szybko tej transfuzji jako daru. Teraz TAKI jest basen, do którego można z całego serca wskoczyć „na bombę”. s

O heretykach, królach i lisach

https://www.patheos.com/~/media/images/components/navigation/patheos/patheos-logo-header.png


Brad Jersak

16 październik 2019

„Ci [heretycy] zachowują się jak ktoś, kto znalazł piękny piękny portret króla z drogocennych klejnotów stworzony przez utalentowanego artystę, rozbierają ten portret na części, przestawiają klejnoty i układają z nich psa lub lisa – a nawet to czynią niezdarnie. Potem oświadczają, że to właśnie tak wyglądał piękny portret stworzony przez uzdolnionego artystę. Wskazują na klejnoty, który wspaniale zostały poskładane przez artystę w obraz króla, lecz teraz tragicznie zamieniły króla na kształt psa. Eksponując te klejnoty zwodzą ignoranta, który nie ma pojęcia jak rzeczywiście wygląda król. Tamci zaś przekonują ich, aby uwierzyli, że ta nędzna podobizna lisa jest naprawdę pięknym obrazem króla. Tak samo ci kaznodzieje zlepiają baśnie starych wdów, brutalnie wyrywając wyrocznie Boże z właściwego im kontekstu, wyrazy, zwroty i przypowieści i dostosowują je do swych bezpodstawnych fikcji”.
Ireneusz, Przeciw Herezjom 1.8.

O heretykach
Ireneusz z Liony, uczeń ucznia apostoła Jana (II w.) bardzo przejmował się tym starożytnym problemem, mianowicie, ludzką, stwarzającą kłopoty cechą przeinaczania Boga. Pokazywał to na podstawie chrześcijańskiego świata, obserwując w jaki sposób „ci heretycy” jego dnia demontowali Pisma i re-aranżowali je w taki sposób, aby dopasować je do obrazu Boga od czegoś tak majestatycznego i szlachetnego jak król, do czegoś spokrewnionego z psem czy lisem.

Dla Ireneusza była to wielka tragedia, ponieważ obraz Chrystusa Króla nie był jeszcze sprofanowany przez szpetotę chrześcijańskich imperiów… a psy i lisy były bardziej podobne do pierzchających szkodników niż do cukierkowych portretów z Instagrama. Był zatrwożony tym, w jaki sposób chwała Boże objawiona w Chrystusie mogła zostać oszpecona przez podstępne projekcje budowane przez tych, którzy redukowali Boga na swój własny obraz. Ku jego przerażeniu używali oni do tego słów, przypowieści i proroctw z Biblii! Oczywiście, każdy może sobie przywłaszczyć ilustrację Ireneusza, aby usprawiedliwić siebie, a oskarżyć innych. Lecz, zamiast tego, wszyscy powinniśmy usiąść przy Stole Pańskim i zapytać wraz z uczniami: „Panie, chyba nie ja? Czy ja jestem zdrajcą? Skąd mam to wiedzieć?”

Wiedzieć możemy wyłącznie patrząc na Chrystusa, ponieważ: „Boga nikt nigdy nie widział, lecz jednorodzony Bóg, który jest na łonie Ojca, objawił go” (J 1:18). Powiedzieć, że Jezus jest Słowem Bożym to powiedzieć, że „Jezus Chrystus jest tym, co Bóg ma do powiedzenia o sobie” (Brian Zahnd). Apostolskim świadectwem jest to, że Jezus jest obrazem niewidzialnego Boga, dokładnym odbiciem Bożej natury. To, w jaki sposób On ułożył te drogocenne kamienie przekazuje temu światu twarz Boga jako wcieloną Miłość – Bóg zamanifestowany jako piękno, prawda i sprawiedliwość.

Tak więc, dla protegowanego Jana, „heretykiem” jest każdy, kto przestawia te klejnoty Bożego objawienie Siebie w taki sposób, że uzyskany obraz nie jest podobny do Jezusa Chrystusa.

O Królach
W dzisiejszych czasach „król” to wzbudzający dreszcze wyraz. Zazwyczaj pamiętamy królów jako patriarchalne i hierarchiczne typy władców i gnębicieli. Ameryka została założona na odrzuceniu monarchii. Deklaracja Niepodległości jest odrzuceniem tego rodzaju króla królów. Historia obecnego Króla Wielkiej Brytanii to stale powtarzane krzywdy i uzurpacje mające na celu ustanowienie w tym kraju absolutnej tyranii, a jest to trafny opis w przypadku ogromnej większości ludzkich królów. Jeśli chodzi zaś o Boga to nazywanie Go Królem jest niemal bluźnierstwem, jeśli jest to połączone z ludzkim charakterem królowania!
Mój przyjaciel, Jason Upton, Po napisaniu bardzo popularnej pieśni o Chrystusie jako naszym królu, był tak zatrwożony tym, w jaki sposób została ona zastosowana w nabożeństwie wyniosłego triumfalizmu i chrześcijańskiego nacjonalizmu, że zastanawialiśmy się, czy nie potrzebujemy 100 letniego postu za wykorzystanie metafory króla.

A jednak Chrystus mówił o Królestwie. Nie zgodził się być typem króla wojownika, którego ten świat żądał. Jego królestwo nie jest z tego świata, a gdy już nasz niebieski Król pojawił się nam to jechał na osiołku, niósł koronę z cierni i został osadzony na tronie Krzyża. Dla Jana i Ireneusza chwałą królowania Chrystusa jest Jego pokora. Właśnie to widząc, Jason napisał nową pieśni, zatytułowaną: „The King’s Way”.

There is a road
That leads to peace that leads to life
But few will follow
We’re at the crossroad
Which way will we go
There is not today a more holy way
Than the steps that lead me to the cross
Where my will can’t be the priority
And these crowns I’ve gained I count as loss
When I hear the spirit say|
That this is the true King’s way

Jest droga,
która wiedzie do pokoju która wiedzie do życia
lecz niewielu ją wybiera
Jesteśmy na rozdrożu
W którą stronę pójdziemy?
Nie ma lepszej drogi od tej,
która prowadzi pod krzyż
Gdzie nie liczy się to, czego chcę
Gdzie to, co zyskałem poczytuję za stratę
Gdy słyszę głos Ducha, który poświadcza mi,
że wybrałem tę prawdziwie królewską drogę
(tłum.: Jola Sz.)

Ten niebiański Król jest piękny, ponieważ zamiast wymuszać tyranię i szkody swoim poddanym i obywatelom, poniósł naszą tyranię i zniósł nasze rany w Swej Pasji za życie tego świata. Taki jest pokorny Sługa-Król, który pewnego dnia sprowadzi każdego na kolana w głębokim dziękczynieniu za to ze nas uwolnił ..

O psach i lisach
Jednak herezja nadal robi swoją zdradziecką robotę, wyrywając imponującą sagę o odkupieniu i przekładając te kawałki w bardzo biblijną, lecz całkowicie pozbawioną Chrystusa religijność.

Widzę liski poruszające się między tymi, którzy dwoją się wśród ludzkiego wstydu i boskiej zemsty. Jak powiedziałem był to problem starożytny, tak stary jak historia pierwszego potknięcia Adama i Ewy. Z chwilą, gdy odwrócili się od chwały ku samowoli, poczuli wstyd, a to, co wynikło z tego wstydu to fałszywy obraz Boga; Boga przed którym muszą się ukryć. Dlaczego? Czy Bóg dał im jakiś powód do tego, żeby postrzegali Go jako mściwego. Czy dlatego, że ostrzegł ich przed drzewem, które mogło być śmiertelnie trujące? Czy przez postawienie granic, które mogły zapewnić ludzkości kwitnienie? Nie! Zawstydzeni sfabrykowali Boga, bo życzliwe ostrzeżenie opacznie zrozumieli jako groźbę. Zbudowali bałwana zemsty, który trzyma się przez wszystkie stulecia i stał się chrześcijańską doktryną. Wyobraź sobie świętokradcze rozmontowanie Krzyża boskiej miłości i takie ułożenie klejnotów pochodzących z niego, że powstał obraz boskiego ukarania.
Brak mi słów

Właśnie, gdy już myślałem, że wyszliśmy poza to… Niestety, całkiem nowy „rurkowy fundamentalizm” (dosł.: “skinny jeans fundamentalism”) dumnie kroczy po wielkiej scenie. Niektóre z najszybciej rosnących w Północnej Ameryce kościołów kwitną na rynku, chcą odsunięcia rzekomego liberalizmu pięknej Ewangelii Bożej nieskończonej miłości. Machają pięściami na tą ewangelię i potępiają tak zwaną „herezję Bóg jest miłością”.

Te lisy zwiększyły nacisk na Boży gniew przeciwko grzesznikom, zaspokojenie gniewu i wieczne ognie piekielne. Ich besztanie i zawstydzanie cudownie znalazły pokrycie w przygotowanej glebie serc noszących gadżety z „50 Twarzy Grey’a”. Wygląda na to, że pojawił się całkiem nowy rynek dla uczniów, którzy mają chętkę na autorytarnych despotów, którzy domagają się światowych królów czy to duchowych, czy politycznych. Tak, ten świat przeżywa kryzys spiralnego chaosu, lecz niepodobny do Chrystusa, kontrolujący i mściwy Bóg nie jest rozwiązaniem!

Dobra Nowina
Dobrą nowiną jest to, że fala odwróciła się. Apostolska prawda o tym, że Bóg JEST miłością, była dziwną nowiną dla starożytnego religijnego świata przed Chrystusem. Lecz prorocy tacy jak: Abraham, Mojżesz, Dawid, Ozeasz zaczęli dostrzegać mignięcia łaski, która miały przyjść w Osobie Jezusa Chrystusa, wcielonej Miłości. Jezus pokazał nam, że Bóg stoi za przywróceniem, a nie odwetem. Abba, którego pokazał Jezus nie ma nic wspólnego z urojonymi rywalami, którzy dobrze rozwijają się na gniewie.

Wielką tragedią jest to, że pomimo wiernych ostrzeżeń Ireneusza nawet chrześcijaństwo szybko powróciło do pogańskich wyobrażeń o rozgniewanym bogu, który potrzebuje uspokojenia przy pomocy przemocy. Ten obraz rządził przez wiele stuleci, lecz obecnie szybko gaśnie w świetle chwały wielkiej Ojcowskiej miłości. Nawet moi agnostyczni przyjaciele wiedzą teraz, że ten Bóg w którego nie mogą uwierzyć jest dobry, życzliwy i miłosierny. Noc przed napisaniem tego artykułu uzależniony przyjaciel powiedział do mnie: „Nie wierzę w Boga. Po prostu nie mogę… ale jeśli Bóg istnieje, to Bóg jest miłością, Chcę, aby moja córka wiedziała o tym!” Jego wyczucie Boga jest znacznie bardziej Chrysto-podobne niż słyszałem od pozbawionej Chrystusa religii.
W istocie spodziewam się, że nadszedł czas na to, aby toksyczne teologie boskiej zemsty, wiecznych mąk w ogniu i gniewnego moralizatorstwa przeszły do obrony. Ci, którzy zniesławiają dobrą nowinę o Bożej łasce zostali teraz złapani w swoją własną pułapkę. Czas na to, aby pokutowali za to w jaki sposób ich „ewangelia” stworzyła całe pokolenia wypalonych chrześcijan i mających dość ateistów. Czas na to, aby zobaczyli, że prawdziwy Król jest boską Miłością, ukrzyżowaną i wzbudzoną z martwych, którego celem jest zbawić (nie wypalić) ten świat.

Sława, a nasza odpowiedzialność

Stephen Crosby

Tak więc, po raz kolejny jawne postępowanie chrześcijańskiego celebryty znalazło się na pierwszych stronach wiadomości. „Upadł” przez niemoralność seksualną. Niestety, nie jest to nic nowego. Takie rzeczy zawsze będą miały miejsce w kulturze wołającej „daj nam króla (celebrytę), gdzie ceni się sławę i talent bardziej niż charakter. Niemniej, nie mamy tutaj do czynienia wyłącznie ze sprawą odpowiedzialności jednostki.

O ile jednostki muszą ponieść odpowiedzialność i spotkać się z konsekwencjami takich sytuacji, wszyscy jesteśmy w to zamieszani. Dlaczego? Ponieważ nasza żądza chwały umożliwia takie zdarzenia. Jeśli psychiczna energia, pieniądze i uwielbienie chrześcijańskich tłumów promują jednostkę do sławy, której ona nie jest w stanie unieść, to ten tłum jest zamieszany w upadek tejże jednostki. To my powołujemy królów, a następnie, gdy upadną, kiwamy palcem. My musimy pokutować, a nie tylko ten człowiek.

Cieszę się z tego, że w Chrystusie zawsze jest przebaczenie, akceptacja, nadzieja i odnowienie dla każdego, dla wszystkich i zawsze. Cieszę się z tego, że Ojciec nie potępia nikogo. Niemniej: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu” to modlitwa, której nigdy za wiele. Jest wiele zamieszania w tej kwestii. Nasz status synów i córek Bożych w Chrystusie nie neguje tej koniecznej skłonności do świadomości siebie Jeśli chodzi o Johna Crista dziennikarz USA Today napisał ostatnio:

„… dalej istnieją konsekwencje naszych czynów ( i powinny być), lecz ostatecznie nie określa nas to, co zrobiliśmy, lecz to, co zrobił dla nas Jezus. Johnie Crist, spartaczyłeś to porządnie, lecz Bóg nadal kocha cię i kochać zawsze będzie”.

Porównajmy to z tym, co POWIEDZIAŁ JEZUS: Po owocach (zachowaniu, jakie ich życie wydaje) poznacie ich”.

To jest definicja rzeczywistości przy pomocy etyki, a nie wiarą w zastępcze zadośćuczynienie, pozycyjną sprawiedliwość i teorię tożsamości! Jest to sprawozdanie z postawy oparte na rzeczywistości planety Ziemia, a nie na metafizycznej duchowości. Wydaje się, że Jezus myślał o tym, że w ostatecznym rozrachunku zostajemy rozpoznawani po naszym zachowaniu. Dla galaretowanych zachodnich ewangelików słowa Jezusa są nie do pomyślenia, ponieważ zawierają zakazane we współczesnych opartych na łasce (dosł.: grace-based; fałszywie tak zwanych) wszechświatach, brudne słowa: osąd (ocenę) i zachowanie. Następujące słowa są na ustach mnóstwa tak zwanych chrześcijan, których spotykam:
„Bóg akceptuje mnie takiego jaki jestem, bez względu na to, co zrobiłem a ty nie możesz mnie osądzać (oceniać)”.

Źle. Zamieszanie. Zwodniczo.

Indywidualizm, subiektywizm i prawnicze założenia takiego podejścia są bardzo niepokojące, a jednak tak powszechne na współczesnym, popularnym poziomie zachodniego protestantyzmu, jak piasek na Saharze. Z chwilą, gdy pomylimy nasze wierzenia dotyczące naszego statusu jako zaakceptowanych w Umiłowanym i tym, którym Bóg wybaczył w Chrystusie z etyką – z tym, jak żyjemy wobec obserwującej ludzkości – pomijamy to, co dotyczy dyscypliny naszego życia i przemieniającego życie działania Krzyża.

Pokaż mi swoją wiarę bez uczynków a ja ci pokażę moja wiarę z uczynków

Wiara bez uczynków jest martwa.

Czy przeciwstawiam sobie Jakuba i Pawła? Absolutnie nie. Ta sztuczna łamigłówka pojawia się wyłącznie wtedy, gdy ktoś jest narażony na pewne skrajne protestanckie schematy interpretacji, czyli: Pokaż mi / pokaż sobie. Nie mówi: pokaż Bogu.

Paweł i Jakub zwracają się do całkiem innej grupy ludzi, a to, co pisze reprezentuje dwie strony tej samej monety – Ewangelii: zwróconej ku Bogu i zwróconej ku ludzkości.
Jest to jedna i ta sama, niepodzielna moneta. Nie pracujemy po to, by „zarobić” na zbawienie, to ta część zwrócona ku Bogu, lecz jeśli chodzi o tą skierowaną ku ludzkości to z całą pewnością dowodzimy w ten sposób, że nasza wiara jest żywa, a nie martwa. Z całą pewnością w oczach ludzi charakteryzuje nas nasze zachowanie. Jeśli chodzi o to, co niektóre skrajne formy nauczania łaski rozgłaszają, nasza odpowiedzialność wobec innych ludzi jest częścią pakietu zbawienia.

By-Life
W j.angielskim proste słowo „believe” czy „belief” wywodzi się ze swego pierwotnego znaczenia. Pochodzi ze starego skandynawskiego wyrazu: by-lief, co oznacza: „by life” – przez twoje życie! Wiara nie jest jakimś umysłowym abstrakcyjnym usposobieniem do duchowych zasad z Biblii.
Wiara jest relacyjnym zaufaniem, którego dowodem jest to, jak żyjemy. Przede wszystkim, nawet standardowy wers luterańskiego protestantyzmu: „a sprawiedliwy z wiary żyć będzie„, mówi właśnie to! Nie jest tam mowa o tym, że sprawiedliwy będzie właściwie rozumiał z Pisma propozycjonalną prawdę o swej tożsamości jako synowie i córki. Będzie ŻYŁ z wiary (relacyjnego zaufania).. Życie to coś, co ludzie będący wokół Ciebie widzą.

Jezus – Niech wasz światło świeci przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i wielbili Boga, który jest w niebie.

Wzywanie imienia na próżno
Często, pytany „Czy jesteś chrześcijaninem?” kategorycznie odpowiadam; NIE! (z różnych powodów, których nie będę tutaj omawiał). Często daje to dobrą okazję do bardzo owocnej rozmowy. Czasami odpowiadam: „Dążę do tego, aby być”, jako ktoś kto idzie drogą Jezusa z Nazaretu. To również pobudza do dobrych konwersacji.

Fakt, że tak wielu z tych, którzy wzywają tego Imienia, nie przypomina Go swoim zachowaniem. „Branie imienia Pańskiego na daremno” nie ma nic wspólnego z „przeklinaniem” jako takim. Oznacza to wzywanie Jego Imienia i nie zachowywanie się tak, jak ON – wzywasz je nadaremno. Chodzi tu o wierność w relacji z Bogiem i reprezentowanie Boga przed tym światem, a nie przeklinanie, choć, oczywiście… nie klnijmy Jego Imieniem.

Sprawa tego, czy Bóg nadal kocha mnie jako jednostkę, czy Bóg nadal akceptuje mnie, gdy moje zachowanie jest okropne w ogóle nie powinno pojawiać się w tej dyskusji. Tu nie o to chodzi. Istotą jest to: Co widzi mój bliźni? Co widzi świat? Jak zachowuję się wobec tego świata ? Czy wezwałem Tego Imienia na daremno moim zachowaniem? Niemniej, jeśli skupiamy się na tym, aby upewnić przestępcę (siebie czy kogoś innego), żeby nie „czuł się źle” to, podmiotowo (jak w tym dziennikarskim twierdzeniu powyżej) nie stoimy na gruncie Ewangelii. Powinniśmy się subiektywnie czuć źle ze względu na to, co uczyniliśmy dla Imienia Pańskiego, z powodu tego, jak niewierni byliśmy i jaką potwarzą dla Jego Imienia było to przed obserwującym światem.
Jeśli gramy kartą pn.: „nie możesz mnie osądzać, bo jestem pod łaską” to okazujemy w ten sposób obserwującym nas bliźnim lekceważenie. Robiąc tak gubimy się w bagnie popularnej psychologii dobrego samopoczucia, a nie zanurzamy w Ewangelii. Ludzie nie widzą różnicy między wstydem, poczuciem winy, a przekonaniem. Wstyd dotyka mojej wartości, pozostałe dwa – mojego zachowania. Tylko dlatego, że Bóg nie chce, abyśmy żyli zawstydzeni (a nie chce), nie znaczy, że nigdy nie powinniśmy czuć się źle w sensie poczucia winy i przekonania o grzechu.

Mogę, jako syn czy córka, być w porządku z Bogiem (bez wstydu), lecz nie o to tu chodzi! Co z bliźnim? Jesteśmy stróżami naszych braci, nasze zachowanie jest ważne.

Nasz współczesny świat (w tym świat kościelny) nie toleruje: obiektywnej oceny (osadu przez innych oraz czegokolwiek, co sprawia, że ktoś czuje się niewygodnie. Może dla niektórych jest to wiadomość z ostatniej chwili, lecz te wartości są niekompatybilne z wartościami Królestwa. Pokuta w stylu Królestwa nie jest możliwa w wszechświecie, którym rządzą takie wartości.

Wniosek:
Jeśli ty czy ja jesteśmy bardziej oddani pewnej szczególnej protestanckiej soteriologii czy sposobowi interpretacji Pawła (co, tak przy okazji, jest z pewnością trudne) niż słowom Jezusa, musimy przemyśleć pewne rzeczy. Mówiąc inaczej: Nie wolno nam mieszać naszej soteriologii (naszego zbawienia) z naszą ontologią (aktualnym stanem bycia). To, że Bóg kocha nas i na zawsze jesteśmy w domu na Jego łonie, w Chrystusie, nigdy nie podlega kwestii, a co najmniej w moim umyśle. Lecz ten dziennikarz jak i miliony ewangelików nie rozumieją tego, że jesteśmy odpowiedzialni zarówno wobec Boga, jak i ludzi..

Stan 8/9.11.2019

Stan Tyra

8 listopada
Otrzymałem ostatnio sporo pytań dotyczących świadomości. Ludzie chcą wiedzieć, czym rzeczywiście jest świadomości i jak osiągnąć/otrzymać. Poświęćmy na to kilka postów i spójrzmy na świadomość na nowo, zobaczmy czy da się rozjaśnić nieco zamieszanie wokół tego.

Często, gdy mowa jest o świadomości, używa się terminu „rozszerzenia/rozwinięcia” i chcecie wiedzieć, co zrobić, aby ona wzrosła czy rozwinęła się. Może to być szokiem, lecz nie da się. Świadomość nie jest jakimś celem, zatem nie możesz go „osiągnąć. Twoja świadomość jest tym, czym jest, nie rośnie coraz bardziej, a jest tak dlatego, że spoczywa ona w twojej duszy, a dusza nie wzrasta. To umysł wzrasta/rozszerza się.

Świadomość spoczywa w duszy, a uwaga w umyśle. Obecnie masz w życiu do czynienia z tym, że zwracasz większą uwagę na świadomość, nie ignorując jej. Połączenie świadomości i umysłu nazywamy samowiedzą/przytomnością/trzeźwością… Jest to obecność Adama i Ewy w każdym człowieku. (Jest to historia, która nie ma nic wspólnego z tożsamością płciową.) Jedno jest ciekawskie, zadające pytania i łatwo ulegające, a drugie niezachwiane i zawsze znające się na rzeczy. Umysł (Ewa) da się zwieść, lecz Adam (dusza) „jest rozmyślne/świadome”. Pamiętaj o tym, że w tej metaforycznej opowieści o ogrodzie, wąż pojawił się nagle, gdy ci dwoje nie byli razem. Gdy ta para chodzi po ogrodzie razem, jedno jest nieustannie świadome drugiego i w pełni świadomy „JA JESTEM”, natomiast wąż nie „plącze” się w pobliżu. Umysł pozbawiony świadomości duszy interpretuje życie jako „diabeł”. Ci dwoje nigdy nie poznali „winy/potępienia/nagany” dopóki nie znaleźli się w tej podróży nie „razem”.

Continue reading