Category Archives: Pozostałe

Słowo ciałem się stało

Słowo stało się ciałem

1) Bóg i Słowo w Ewangelii Jana 1
2) Słowo Było u Boga

3) Słowo było Bogiem
4) W Nim Było Życie
5) Życie było światłem
6) Wszystkim, którzy Go przyjęli
7) Słowo ciałem się stało

Kevin Bauder | 1 maja 2026 r.

Wstęp do Ewangelii Jana zawiera bogaty opis osoby Jezusa Chrystusa, którego Jan nazywa Słowem. Istniał On przed wszelkim początkiem. Był z Bogiem, co implikuje pewien poziom odrębności od Boga. Posiadał jednak wszystkie cechy i właściwości przynależne Bogu – całą boską naturę. Te twierdzenia mogą być podtrzymane jedynie przez doktrynę Trójcy Świętej. Słowo jest wieczną Drugą Osobą Trójcy Świętej, ale nie jest Ojcem ani Duchem Świętym. Jest Synem.

Słowo jest Bogiem. Słowo jest również życiem i światłem. To On zapewnia zbawienie ludziom. Kiedy ludzie wierzą w Jego imię, On daje im prawo, by stali się dziećmi Bożymi.

Słowo rozszerzyło życie i światłość na ludzi, przychodząc do swoich. To, co uczynił, aby zapewnić zbawienie, to wspaniała historia, ale historia ta rodzi ważne pytanie. Jak On przyszedł do swoich? Jak ten wieczny, ten, który zawsze był twarzą w twarz z Bogiem i ten, który posiadał wszystkie boskie atrybuty – jak ten, który mógł przyjść do swoich?

Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w Ewangelii Jana 1:14 : „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas (i oglądaliśmy chwałę Jego, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca), pełne łaski i prawdy”. Werset ten zwraca uwagę na przyjście Słowa do swoich. Słowo stało się ciałem. Słowo zamieszkało wśród nas. To są cuda i należy je właściwie rozumieć.

Jan nie używa w tym wersecie terminu „ czynić” , lecz „ stawać się ”: Słowo stało się ciałem. Co to znaczy?

Z pewnością nie oznacza to, że jakakolwiek część boskości Słowa przekształciła się w człowieczeństwo. Bóg się nie zmienia ( Ml 3,6 ). Jest zawsze taki sam, jeśli chodzi o swoją istotę i osobowość. W boskiej naturze nigdy nie zachodzą żadne zmiany. Bóg w żaden sposób nie przekształcił boskości w człowieczeństwo.

Bóg nie zamienił boskości na człowieczeństwo. Nie spieniężył boskości wartej pięćdziesiąt dolarów, by wymienić ją na człowieczeństwo warte pięć centów. Bóg nigdy nie może przestać być Bogiem. Bóg nie ma żadnych stopni boskości. Bóg nigdy nie może być mniej Bogiem, niż jest. Nic nigdy nie było i nigdy nie może być odjęte od boskiej natury.

Nawet wśród Osób Boskich nie ma stopni boskości. Ojciec jest w pełni Bogiem. Syn jest w pełni Bogiem. Duch Święty jest w pełni Bogiem. Wszyscy są tej samej substancji. Każdy jest równy innym w chwale, mocy, majestacie i godności. Kiedy Chrystus ogołocił samego siebie ( Flp 2,7 ), nie odrzucił ani jednej cząstki swojej boskości.

Słowo stało się ciałem nie przez nawrócenie czy odejmowanie, lecz przez przyjęcie. Przyjął ludzką naturę w Swojej Boskiej Osobie. Jego boskość pozostała niezmieniona, ale On stał się kimś, kim nigdy wcześniej nie był: prawdziwym, pełnym człowiekiem.

W Swoim wcieleniu wieczna Druga Osoba Bóstwa przyjęła pełną naturę ludzką w Swojej Boskiej Osobie. Akt ten nazywany jest czasem zjednoczeniem hipostatycznym , co oznacza zjednoczenie natur. Jego boska i ludzka natura pozostały odrębne i niezmieszane, lecz zjednoczyły się w jednej Osobie.

Ludzie łatwo błędnie rozumieją zjednoczenie człowieczeństwa z boskością w Chrystusie. Niektórzy wyobrażają sobie, że ta jedność czyni Go swego rodzaju mieszaniną. Na przykład, jeden ze starożytnych nauczycieli (Apolinary) uważał, że Jezus miał ludzkie ciało i duszę, ale boski Logos zajął miejsce Jego ludzkiego ducha. Problem z traktowaniem Jezusa jako mieszaniny polega na tym, że taka taktyka zawsze niszczy Jego ludzką naturę.

Zastępując ludzkiego ducha Jezusa boskim Logosem, Apolinary uczynił Jezusa mniej niż w pełni człowiekiem. To samo stało się z innym starożytnym nauczycielem, Eutychesem. Wyobrażał on sobie zjednoczenie człowieczeństwa z boskością w Chrystusie jak zmieszanie kropli miodu z oceanem wody. Miód zostanie wchłonięty przez wodę. Choć rzeczywiście obecny w wodzie, będzie tak rozcieńczony, że stanie się niewykrywalny. Skutkiem eutychianizmu było osłabienie człowieczeństwa Chrystusa i uczynienie go mniej pełnym i realnym.

Takie wysiłki, by chronić boskość Słowa, podważają Jego człowieczeństwo. Wyrządzają krzywdę idei, że Słowo stało się ciałem. Jeśli Słowo jest rzeczywiście życiem i światłem ludzkości, to Jego ludzka natura musi być kompletna. Musiał upodobnić się do tych, których przyszedł zbawić. Musiał upodobnić się do nich pod każdym względem, z wyjątkiem jednego: był bez grzechu ( Hbr 4,15 ).

Innym błędnym wyjaśnieniem wcielenia Słowa jest to, że połączyło ono swoją wieczną, boską osobę z całkowicie odrębną osobą ludzką. Zwolennicy tego poglądu uważali, że boska osobowość Jezusa była połączona z Jego boskością, podobnie jak bliźnięta syjamskie. Zatem Maryja nie urodziła osoby boskiej, lecz jedynie osobę ludzką. Słowo Boże przepływało przez nią jak woda przez rurę.

Teorię tę popierali zwolennicy Nestoriusza. Stwarza ona poważny problem. Uniemożliwia ona chrześcijanom oddawanie czci jednemu Panu Jezusowi Chrystusowi. Co więcej, chrześcijanie nie potrafią stwierdzić, która osoba (boska czy ludzka) mówiła i działała w danym momencie na ziemi. Nie wiedzą, która osoba umarła na krzyżu. Nie wiedzą, komu zaufać w kwestii zbawienia. Pogląd nestoriański zakłada, że ​​Bóg współpracował z człowiekiem, ale Chrystus nie był pojedynczym Bogiem-człowiekiem.

Wcześni przywódcy chrześcijańscy zmagali się z pytaniem, jak wyrazić prawdę, że Słowo stało się ciałem. Jak mogliby wyjaśnić tę prawdę najpełniej, jak to możliwe, nie mówiąc więcej niż zezwala Pismo Święte? Po wielu nieudanych próbach, uzgodnili następujący język (sporządzony w Chalcedonie w 451 roku). Stwierdzili, że Jezus jest w pełni Bogiem i w pełni człowiekiem, i że posiada dwie natury: „bez zmieszania, bez zmiany, bez podziału, bez rozłączenia”. Przez wieki nikt nie znalazł lepszego sposobu, by to wyrazić.

To podsumowanie chroni przed istotnymi błędami. Jednocześnie jednak nasuwa kolejne pytania. Niektóre z nich wynikają również z reszty fragmentu Jana 1:14 . Warto się im przyjrzeć.

rozdzielacz

Autorem tego eseju jest Kevin T. Bauder, profesor teologii historycznej i systematycznej w Central Baptist Theological Seminary. Nie wszyscy profesorowie, studenci i absolwenci Central Seminary zgadzają się z każdą opinią wyrażoną w tym eseju.

Codzienne rozważania_02.05.2026

Krocz we właściwym tempie

Greg Laurie
Ci, którzy mówią, że żyją w Bogu, powinni żyć tak, jak żył Jezus” (1J 2:6).

Mam problem, kiedy spaceruję z żoną. Zawsze idę trochę szybciej niż ona. Za każdym razem, gdy wychodzimy razem, łapię się na tym, że idę przed nią. Muszę się zatrzymać i poczekać, aż mnie dogoni. Świadomie staram się iść wolniej – przynajmniej przez chwilę. Ale zanim się obejrzę, znowu idę szybko.

Wielu wierzących staje przed podobnym wyzwaniem, jeśli chodzi o chodzenie z Bogiem. Niektórzy chcą Go wyprzedzić. Niecierpliwią się, czekając, aż odpowie na modlitwę lub objawi swoją wolę, więc biorą sprawy w swoje ręce. Inni pozostają w tyle. Niechętnie działają, gdy On ich do tego nakłania. Wahają się wyjść poza swoją strefę komfortu bez dwutygodniowego wyprzedzenia.

Naszym celem powinno być postępowanie w harmonii z Panem. Musimy pozostać blisko Niego i dostosować nasze kroki, aby były zgodne z Jego wolą. Enoch jest wymieniony w Galerii Sław Wiary (zob. List do Hebrajczyków 11:5). Jednak niewiele o nim wiemy poza wzmianką w Księdze Rodzaju 5:22 (BW), powtórzoną w wersecie 24: „Enoch chodził z Bogiem” (BW).

Odnosząc się do naszej codziennej relacji z Duchem Świętym Boga, apostoł Paweł napisał: „Skoro żyjemy według Ducha, postępujmy według Ducha” (Gal 5:25).

Ale co to oznacza w praktyce? Jak to robić? Jak wygląda „dotrzymywanie kroku Duchowi”? Oznacza to, że priorytetowo traktujemy sprawy Boże. Oznacza to, że wstając rano, poświęcamy czas na czytanie Biblii. Jeśli zaniedbamy Słowo Boże, odbije się to na naszym życiu. Dotrzymywanie kroku Duchowi oznacza również, że spędzamy czas we wspólnocie z ludem Bożym.

Apostoł Jan ujął to tak: „Kto mówi, że żyje w Bogu, niech żyje tak, jak Jezus” (1 J 2,6 NLT). Krótko mówiąc, znajdź czas na sprawy Boże. Bądź proaktywny w swojej drodze z Panem. Nie czekaj, aż wolny czas się pojawi. Świadomie wygospodaruj czas w swoim harmonogramie. Jeśli oznacza to godzinę snu mniej, niech tak będzie. Jeśli oznacza to opóźnienie posiłku, powstrzymaj się od apetytu. Jeśli oznacza to pominięcie programu telewizyjnego, pogódź się z tym. Rób to, co musisz, ponieważ te rzeczy są niezbędne do duchowego wzrostu, trwania z Bogiem i wydawania duchowych owoców.

Nigdy nie trać z oczu tego, jakim zaszczytem jest chodzenie z Panem. Każda ofiara, jaką musisz ponieść dla tej drogi, będzie warta zachodu. Twoja wędrówka z Bogiem przyniesie nieopisane bogactwo do twojego codziennego życia.

Pytanie do refleksji: Jak wyglądałoby podążanie za Duchem w twoim życiu?

Codzienne rozważania_01.05.2026

Co łączy wszystkich wierzących?

Greg Laurie
Ci ludzie odeszli z naszych kościołów, ale tak naprawdę nigdy nie byli z nami związani; w przeciwnym razie zostaliby z nami. Kiedy odeszli, okazało się, że nie są z nami związani” (1J 2:19).

W Kazaniu na Górze Jezus wygłosił kilka poruszających słów do ludzi, którzy za Nim podążali: „Nie każdy, kto do mnie woła: 'Panie! Panie!’, wejdzie do królestwa niebieskiego. Tylko ci, którzy pełnią wolę mojego Ojca, który jest w niebie, wejdą” (Mt 7:21).
Wielu słuchaczy tego dnia wierzyło, że przestrzeganie Prawa Mojżeszowego – czyli bycie „wystarczająco dobrym” – jest przepustką do Królestwa Niebieskiego. Jezus pomógł im zrozumieć, że konieczna jest całkowita zmiana ich nastawienia. Musieli pokutować.

Cztery rozdziały wcześniej Jezus powiedział faryzeuszom i saduceuszom – ludziom, których całe życie poświęcone było przestrzeganiu Prawa Mojżeszowego – „Dowiedź swoim życiem, że żałujesz za grzechy swoje i nawróciłeś się do Boga” (Mt 3,8). Dowód odmienionego życia znajduje się w reakcji człowieka na grzech. Ci, których wiara jest szczera, zostaną głęboko dotknięci, gdy ulegną grzechowi. Odpokutują i odbudują swoją relację z Panem.

Continue reading

Codzienne rozważania_30.04.2026

Nowe ciało

Greg Laurie
Drodzy przyjaciele, jesteśmy już dziećmi Bożymi, ale Bóg jeszcze nam nie pokazał, jacy będziemy, gdy Chrystus się objawi. Wiemy jednak, że będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest naprawdę” (1J 3:2).

Ludzka pomysłowość wynalazła niezliczone sposoby na transformację ludzkiego ciała. Od chirurgii plastycznej po leki odchudzające. Od tatuaży po piercing. Od farbowania włosów po kolorowe soczewki kontaktowe. Wydaje się, że wiele osób nie cofnie się przed niczym, by mieć nowe ciało.

W trzecim rozdziale swojego pierwszego listu apostoł Jan porusza tematykę transformacji i nowych ciał z wiecznej perspektywy. Jego przesłanie jest następujące: Każdy wierzący otrzyma nowe ciało w niebie. Ci, którzy są niepełnosprawni na ziemi, nie będą niepełnosprawni w niebie. Ci, których ciała zostały zniszczone przez starość lub choroby na ziemi, nie doświadczą tego zniszczenia w niebie.

Jan mówi, że nasze ciała po zmartwychwstaniu będą przypominać ciało Chrystusa po zmartwychwstaniu. Pomyśl tylko! W 1 Liście Jana 3:2 czytamy: „Umiłowani, jesteśmy już dziećmi Bożymi, ale Bóg jeszcze nam nie pokazał, jak będziemy, gdy Chrystus się objawi. Lecz wiemy, że będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest” (NLT).

Jakie były różnice między zmartwychwstałym ciałem Jezusa a ciałem, które poniosło śmierć na krzyżu? Kiedy Jezus chodził wśród nas po tej ziemi, dobrowolnie naraził się na ograniczenia człowieczeństwa. Tak jak wszyscy inni, odczuwał senność, pragnienie, zmęczenie i głód. W Jego zmartwychwstałym ciele istniały podobieństwa do starego ciała, ale też istotne różnice. Jego uczniowie Go rozpoznali, ale coś w nich zastanawiało się: „Czy to naprawdę Ty, Panie?”
Z drugiej strony, Jezus w swoim zmartwychwstałym ciele dokonał rzeczy, których nigdy nie dokonał w swoim starym ciele. Nagle pojawił się w pokoju bez użycia drzwi. Wzniósł się w powietrze, aż zniknął w chmurach.

Continue reading

Ojciec nie odwrócił twarzy

Jason A. Staples
Oryg.: TUTAJ
4 kwietnia 2026 r.

Zdjęcie: Alex Noriega na Unsplash

Korekta powszechnego błędnego odczytania krzyku porzucenia z krzyża
Co roku mniej więcej o tej porze frustruje mnie powszechność idei (szeroko rozpowszechnionej w pieśniach ), że kiedy Jezus wisiał na krzyżu, Bóg Ojciec odwrócił twarz od swojego syna, niezdolny spojrzeć na niego, gdy Jezus wziął na siebie grzechy świata. Jak ujął to Stuart Townend w niezwykle popularnym współczesnym hymnie „How Deep the Father’s Love For Us” (Jak głęboka jest miłość Ojca do nas):

Jak głęboka jest miłość Ojca do nas,
Jak ogromna ponad wszelką miarę,
Że oddał swego jedynego Syna,
Aby uczynić nędznika swoim skarbem.
Jak wielki jest ból palącej straty – Ojciec odwraca twarz, Jak rany, które ranią Wybranego, Przynoszą wielu synów do chwały.

Znalezienie źródła błędu
To nauczanie ma na celu wyjaśnienie krzyku Jezusa z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34; Mt 27,46). Z prostego odczytania krzyku Jezusa, osoba nieznająca Biblii doszłaby do wniosku, że w tym momencie Jezus w pełni odczuwa ciężar swojego ostatecznego losu, odczuwając gorzkie rozczarowanie z powodu Bożego opuszczenia w obliczu zbliżającej się śmierci.

Wielu uczonych twierdzi, że wołanie to odzwierciedla historyczne uświadomienie sobie przez Jezusa, że ​​Bóg jednak go nie uratuje, że jego plan wymuszenia na Bogu ręki i doprowadzenia do odnowy Izraela zakończył się haniebną śmiercią.1

Oczywiście nie jest to powszechny pogląd większości wyznających chrześcijan. Coraz powszechniejszy jest pogląd, że wołanie to rozbrzmiewa w momencie, gdy na Jezusie spoczął cały ciężar grzechu ludzkości, w którym to momencie – ponieważ grzech oddziela ludzkość od Boga – Jezus został oddzielony od swojego Ojca po raz pierwszy w całej wieczności. Biblijnym tekstem dowodzącym tego fragmentu jest Księga Habakuka 1,13, w której prorok skarży się Bogu: „Zbyt czyste są twoje oczy, aby patrzeć na zło, a na zło nie możesz patrzeć”.

Czytając ten werset w połączeniu z okrzykiem Jezusa opuszczenia, nasuwa się myśl, że Bóg Ojciec odwraca się od Jezusa – nie mogąc patrzeć na grzech, nie może już patrzeć na swojego ukochanego syna, który stał się grzechem (2Kor 5,21). Trzeba przyznać: to porywająca historia, pełna patosu i umiejętnego połączenia wstawek biblijnych.

Problem w tym, że jest to po prostu błędne. Po pierwsze, takie odczytanie błędnie interpretuje Księgę Habakuka 1:13, która nie jest teologiczną deklaracją Bożej niemocy, tak jakby niezdolność do spojrzenia na grzech była wrodzona w naturze Boga. To stwierdzenie jest raczej skargą proroka, którego skarga na niesprawiedliwość została rozwiązana objawieniem, że Bóg posłuży się Chaldejczykami/Babilończykami, aby ukarać Judę (Ha 1:6–11).
Niedowierzający prorok kwestionuje sprawiedliwość takiego osądu, twierdząc, że Chaldejczycy sami są niesprawiedliwym i brutalnym ludem:

Twoje oczy są zbyt czyste, aby patrzeć na zło.
I nie możesz patrzeć [przychylnie] na zło.
Dlaczego patrzysz [przychylnie]
na tych, którzy postępują zdradziecko ?
Dlaczego milczysz, gdy niegodziwcy pochłaniają
sprawiedliwszych od siebie?

Problem polega na tym, że sprawiedliwy Bóg w jakiś sposób karci swój niesprawiedliwy lud, posługując się jako narzędziem sprawiedliwości jeszcze bardziej niesprawiedliwym ludem. To po prostu zbyt daleko idący krok dla niedowierzającego proroka, który kwestionuje sprawiedliwość takiego układu, zastanawia się, dlaczego Bóg pozwala na powodzenie niegodziwym i dlaczego Bóg zdaje się nie mieć żadnego problemu z patrzeniem na zło.
To doskonały przykład tego, jak ważne jest rozpoznanie gatunku i kontekstu danej wypowiedzi. Mówiąc: „Twoje oczy są zbyt czyste, by patrzeć na zło”, prorok nie wypowiada doktrynalnego stwierdzenia o oczach Boga, lecz apeluje i skarży się Bogu na to, jak jego zdaniem powinien On postępować.

Continue reading

Codzienne rozważania_29.04.2026

Sieć bezpieczeństwa
przez Greg Laurie 29 kwietnia 2026 r.
Jeśli twierdzimy, że nie mamy grzechu, oszukujemy samych siebie i nie żyjemy w prawdzie” (1J 1:8).

Odwiedzający San Francisco nie mogą wyjść z podziwu nad cudem architektury, jakim jest most Golden Gate. Jednak jego piękno i innowacyjność miały ogromną cenę. Na początkowym etapie budowy kilku robotników straciło równowagę i wpadło do Zatoki San Francisco, gdzie zginęło.

Budowniczych oczywiście niepokoiła ludzka tragedia. Ale martwili się również opóźnieniami w harmonogramie z powodu ofiar śmiertelnych. Musieli znaleźć sposób na zapewnienie bezpieczeństwa pracownikom w najbardziej niebezpiecznych warunkach. Rozwiązanie, do którego doszli, było niespotykane dotąd.

Budowniczowie zainstalowali pod placem budowy gigantyczną siatkę bezpieczeństwa. Robotnicy wiedzieli, że jeśli spadną, siatka ich złapie. Doświadczenie to niekoniecznie będzie przyjemne dla nieszczęśnika, ale przynajmniej przeżyje, by o tym opowiedzieć. Dzięki siatce robotnicy mogli wykonywać swoje obowiązki bez obawy o śmierć. Po usunięciu zagrożenia mogli szybko działać i dokończyć projekt.

Czy wiesz, że Bóg umieścił pod tobą siatkę bezpieczeństwa? Mam na myśli to, że kiedy się poślizgniesz, upadniesz, popełnisz błąd, nie musisz się martwić, że twoje imię zostanie wymazane z Księgi Życia. Nie musisz stawiać czoła perspektywie stania się persona non grata u Boga.

Apostoł Paweł napisał: „Wszyscy bowiem zgrzeszyliśmy i wszyscy jesteśmy słabi wobec chwały Bożej. Lecz Bóg w swojej łasce darmo usprawiedliwia nas przed swoim obliczem. Uczynił to przez Chrystusa Jezusa, uwalniając nas od kary za nasze grzechy. Bóg bowiem wydał Jezusa na ofiarę za grzech. Ludzie zostają usprawiedliwieni przed Bogiem, gdy wierzą, że Jezus oddał swoje życie, przelewając swoją krew” (Rzm 3:23–25).

Jeśli wierzysz w Chrystusa, masz duchową siatkę bezpieczeństwa. Masz barierę przed duchową śmiercią. Ponieważ Jezus przyszedł do twojego serca, przebaczył ci i oddał się tobie, teraz cię chroni, pieczętuje i usprawiedliwia dzięki temu oddaniu.

Faktem jest, że my, chrześcijanie, będziemy grzeszyć i upadać. Pismo Święte, a także nasze własne doświadczenia życiowe, mówią nam, że to prawda. Według 1 Listu Jana 1:8: „Jeśli twierdzimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie postępujemy zgodnie z prawdą” (NLT). Nie jest to usprawiedliwienie dla bezbożnego życia. Nie jest to też przyzwolenie na grzech. To proste uznanie rzeczywistości.

A jednak Paweł napisał: „Jestem przekonany, że nic nie może nas odłączyć od miłości Bożej: ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani demony, ani nasze obawy o teraźniejszość, ani o jutro, ani moce piekielne nie mogą nas odłączyć od miłości Bożej” (Rzymian 8:38).

Nic nie jest w stanie zniszczyć naszej siatki bezpieczeństwa.

|01.02.2026 >

Pytanie do refleksji: Co dla ciebie oznacza twoja duchowa sieć bezpieczeństwa?

Codzienne rozważania_28.04.2026

Prawdziwa miłość

Greg Laurie
Jeśli ktoś mówi: „Miłuję Boga”, a nienawidzi współwyznawcy, ten jest kłamcą. Bo jeśli nie kochamy ludzi, których widzimy, jak możemy kochać Boga, którego nie widzimy? A On dał nam takie przykazanie: Kto kocha Boga, powinien kochać także swoich współwyznawców” (1J 4:20–21).

Jedną z pierwszych rzeczy, jakie pamiętam, kiedy oddałem swoje życie Jezusowi Chrystusowi, była erozja goryczy i gniewu w moim sercu oraz wzrost miłości, której wcześniej nie znałem. To mnie zaskoczyło, ponieważ ta gorycz i gniew były moimi stałymi towarzyszami. Pielęgnowałem je od dawna, odkąd pamiętam. Ale taka jest moc Boga i Jego miłości.

Jeśli twierdzimy, że jesteśmy naśladowcami Chrystusa, a w sercach żywimy gorycz lub nienawiść do kogoś, powinno to być dla nas sygnałem ostrzegawczym. Apostoł Jan nie pozostawił pola manewru, pisząc: „Jeśli ktoś mówi: «Miłuję Boga», a nienawidzi współwyznawcy, ten jest kłamcą. Jeśli bowiem nie miłujemy tego, co widzimy, jakże możemy miłować Boga, którego nie widzimy? A On nam dał takie przykazanie: Kto miłuje Boga, niech miłuje też współwyznawców” (1 J 4,20–21 NLT). Mówi, że jeśli w sercach żywimy nienawiść do współwyznawców, coś jest nie tak w naszym życiu duchowym. Coś, z czym musimy się natychmiast uporać, jeśli chcemy wzrastać w wierze.

Continue reading