Category Archives: Pozostałe

Brak ruchu? Znajdź kotwice.

Logo

Alan Smith, 24 marca 2008

Heb. 12:1-2:Przeto i my, maj ąc około siebie tak wielki obłok świadków, złożywszy z siebie wszelki ciężar i grzech, który nas usidla, biegnijmy wytrwale w wyścigu, który jest przed nami, patrząc na Jezusa, sprawcę i dokończyciela wiary, który zamiast doznać należytej mu radości, wycierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę, i usiadł na prawicy tronu Bożego.

Czy znalazłeś się w sytuacji bezruchu w życiu? Rozumiesz, czujesz wiejący wiatr życia, lecz nigdzie nie zmierzasz? Wydaje się, że wszyscy wokół ciebie poruszają się do przodu i przeżywają powodzenie a ich marzenia się realizują. Lecz ty sam czujesz sie tak, jakby życie biegło poza planem, a ty jesteś zbyt spóźniony, aby twoje pragnienia i marzenia się spełniły. Odwagi, drogi przyjacielu, nie jest za późno! Nigdy nie jest za późno, aby robić to, do czego zostałeś stworzony, i aby być tym, do czego zostałeś stworzony. Całe niebiosa oczekują na to, abyś stanął w ostatecznym kształcie stworzenia, które Bóg tchnął w ciebie. Obłok świadków otacza cię i modli się o twoje zwycięstwo, a nie o porażkę. Możesz zapytać: cóż więc mnie trzyma od zdobycia tych obietnic niebiańskich? Spójrzmy dalej.


Ps. 107:23-28
: Ci, którzy na statkach płynęli po morzu, Uprawiając handel na wielkich wodach, Widzieli dzieła Pana I cuda jego na głębinach. Rzekł, i zerwała się burza, Która spiętrzyła fale, Wznosili się aż do nieba, zapadali się w głębiny; Dusza ich truchlała w niebezpieczeństwie. Zataczali się i chwiali jak pijani, A cała ich mądrość obróciła się wniwecz. Wołali do Pana w swej niedoli, A On wybawił ich z utrapienia.

Czy będziesz wołał do Pana? Zastanów się nad tym: twoje życie jest jak pływające naczynie zwane galeonem, a ocean jest światem. Geleon był używany zarówno do żeglugi handlowej jak i celów wojennych, był budowany do nowych oceanicznych podróży tamtych czasów. Galeony były tak wszechstronne, że można je było przysposobić w ciągu dni do działań wojennych. Ich zdolność manewrowa była nieprzeciętne jak na ich rozmiary. Były również bardzo stabilne w bardzo trudnych warunkach pogodowych. Galeony nie miały wioseł i były całkowicie przystosowane do żeglugi na wietrze. Miały niewiarygodną wytrwałość w bitwie i znane były z tego, że potrafiły przetrwać nawet najbardziej nieprawdopodobne sztormy. Znane były również z tego, że zawsze wracały do domu. Niemniej, największym niebezpieczeństwem dla tej wspaniałej łodzi żaglowej był całkowity brak wiatru. To wtedy śmierć mogła zajrzeć na ten nie byle jaki okręt wojenny. Był całkowicie „martwy” na wodzie i można go było zniszczyć bardzo łatwo. Również w czasie tych okresów „martwego morza” nie można było uzupełnić zapasów wody, które zbierano w czasie burz. Wtedy to załoga umierała z pragnienia.


Czy przypomina to ciebie? Czy czujesz się jakbyś znalazł się na martwych wodach? Czy potrzebujesz świeżego łyka wody Ducha Świętego? Czy jesteś w samym środku sztormu? Tak, święci Boży, podnieście żagle i dajcie się ponieść. Stanie sie to tylko wtedy, gdy wyciągniesz żagle, które sam przygotowałeś sobie, aby ruszyć do przodu, gdy wielkie wiatry sztormów zaczną wiać. Pamiętaj, modliliśmy się o to, aby przybyły wielkie wiatry Ducha Świętego, po prostu nie wiedzieliśmy o tym, że te wiatry są w burzy. Wykorzystaj życiowe burze, nie pozwól, aby wiatru Ducha, który w nich jest, oddalił się nie zaprzężony.

Czy chciałbyś ponownie czuć wiatr Ducha na twoim życiu? Pytanie jest takie: czy wykorzystasz szansę, aby ponownie znaleźć wiatr Ducha w czasie sztormu? Czy w swym życiu wypuściłeś swoje duchowe żagle, aby złapać wiatr Ducha tylko po to, aby zostały zniszczone maszty i rozerwane żagle? Tak, wszyscy tak robią; lecz musimy zrozumieć to, że modliliśmy się zawsze o to, aby przyszły potężne wiatry. Żegluga na galeonie polegała na tym, że zawsze wiatry najsilniejszych sztormów były tymi najlepszymi wiatrami. Wiatry takich burz mogą nadać ogromnej prędkości statkowi; lecz, jeśli właściwie się ich nie wykorzysta, mogą też spowodować duże zniszczenia.
Pamiętam taki film pt.: Master and Commander („Mistrz i dowódca”). W tym filmie statek znalazł się w potężnej burzy i złamał się maszt, który przewrócił się na pokład. Maszt uzbrojony w setki lin po przewróceniu nadal był uczepiony okrętu. Ten potężny maszt, pomimo że tak był tak ważną częścią statku, teraz działał jak wielka kotwica, mogąca doprowadzić do zniszczenia statku. Należało błyskawicznie podjąć decyzję lub z całą pewnością nastąpiło by przewrócenie statku. Kapitan wyciągnął miecz i z wielkim oddaniem i wytrwałością zaczął odcinać liny. Wiedział, że jeśli nie zadziała szybko ta ważna część statku sprowadzi śmierć na wszystkich.

Jest to taki obraz naszego życia. Czy masz takie rzeczy, które kiedyś były dla ciebie ważne, lecz teraz funkcjonują jak kotwica? Musisz „odciąć liny” kotwicy twojej przeszłości, ponieważ z pewnością doprowadzi ona do tego, że twoje życie wywróci się. Autor Listu do Hebrajczyków powiada nam, abyśmy odrzucili wszelki ciężar. Ruszaj, „ODETNIJ LINY” i pozwól sobie znowu, abyś mógł swobodne poruszać się.

Po prostu pomyśl: Jezus przyszedł i umarł, aby te „kotwice” przeszłości twojego życia zostały odcięte. Weź miecz Ducha, odetnij je i pozwól, aby wiatr Ducha Świętego zabrał cię do miejsca twego przeznaczenia. Gdy wiatr Ducha zacznie wiać, na horyzoncie twojego życia pojawią się burze. Jeśli teraz trwa sztorm w twoim życiu, wystaw żagle i złap ten wiatr. Wiatr Ducha Bożego jest większy niż ten sztorm. Wiatr Boży przebywa pośrodku tego sztormu. Zaufaj Mu, ponieważ On zatroszczy się o ciebie. Po prostu pozwól, aby wiatr Jego Ducha zabrał cię tam, gdzie Jemu się podoba.


Wiele błogosławieństw

Alan

раскрутка

Myliłem się!

Rev. Ken Joseph, Jr.

Amman, Jordan

Wersja durkowana (PDF)

Czy przyznajesz się, gdy jesteś w błędzie? Co robisz, gdy zdasz sobie sprawę z tego, że ci, których broniłeś w rzeczywistości nie chcą twojej obrony, a chcą czegoś całkiem innego od ciebie i od świata? To jest moja historia. prawdopodobnie zasmucę wszystkich – tych, z którymi  walczyłem o pokój przez całe moje życie i tych, którym decyzje o wojnie przychodzą za szybko.

Jestem Asyryjczykiem. Urodziłem się i wychowałem w Japonii, gdzie jestem drugim pokoleniem w służbie po tym, gdy mój ojciec przyjechał do Japonii na wezwanie generała Douglas Macarthur’a o 10.000 młodych ludzi, którzy pomogą odbudować Japonię po wojnie.

Jako duchowny i zgodnie z moimi osobistymi przekonaniami zawsze byłem przeciwko wojnie, bez względu na przyczyny. Było to całkowicie spowodowane moralnym przekonaniem, które prowadziło mnie do tego, aby robić wszystko, co tylko możliwe w celu powstrzymania obecnej wojny w Iraku.

Zaczynając od udziału w demonstracjach przeciwko wojnie w Japonii do zdecydowanego sprzeciwu w mojej audycji radiowej, w telewizji i w regularnie pisanych artykułach, robiłem wszystko, co tylko mogłem, aby stać przeciwko temu, co uważałem za niesprawiedliwą wojnę przeciwko niewinnym ludziom – tak naprawdę, przeciwko moim ludziom.

Opowiadano mi, jako Asyryjczykowi, historię o naszym ludzie od młodości. O tym, jak mój dziadek uciekał przed asyryjskim holokaustem w 1917 roku osiadając ostatecznie w Chicago.

Obecnie jest około 6 milionów Asyryjczyków – 2.5 w Iraku i reszta rozsiana w Asyryjskiej Diasporze – po całym świecie. Bez kraju a nawet praw do naszej narodowej ziemi całe pokolenia modliły się, aby Asyryjski Naród któregoś dnia został odrestaurowany i aby ludzie niegdyś wielkiego Asyryjskiego Imperium ponownie znaleźli się w domu.

W KOŃCU W DOMU
Z takimi odczuciami, wraz z zaopatrzeniem dla Kościoła i rodziny pojechałem do Iraku, zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby pomóc dokonać jakiejś zmiany.

Z poczuciem radości przekraczałem granicę – w końcu w domu, myślałem, gdy po raz pierwszy odwiedzałem ziemię moich przodków. Uprzejmość strażników granicznych, gdy dowiedzieli się, że jestem Asyryjczykiem, taksówkarza, ludzi na ulicy, to wszystko rzeczywiście robiło wrażenie powrotu „do domu” po długiej nieobecności. Teraz wreszcie znam siebie samego! Pieśni, zrelaksowana atmosfera, uprzejmość obcych, jedzenie, zapachy, język, wszystko zdawało się włączać jakąś straconą pamięć z najgłębszych pokładów mojego DNA.

Pierwszym obowiązkiem, było odwiedzenie Kościoła. To właśnie tutaj wszystkie moje moralne wartości zostały pogrzebane pod węglem i po raz pierwszy zostałem zmuszony do zbadania ich w twardym świetle rzeczywistości.  Na zaproszenie pięknego „Pokoju”,    abym wziął udział w wspólnym posiłku organizacji Peace Actifvist (Działaczy na rzecz pokoju), w której nawet    dzieci biorą udział, przeszliśmy do sąsiedniego pokoju na skromne danie.

O co ci chodzi? – zapytałem. –  Jakże możesz nie chcieć pokoju?Nie chcemy pokoju.

Chcemy, żeby przyszła wojna.

Siedzący    obok mnie starszy mężczyzna, który zaczął domnie    pokrzykiwać. Najwyraźniej czując się swobodnie w tym zmieszanym tłumie, nagle zwrócił się do mnie i powiedział: „Powinieneś coś wiedzieć”. „Co?” – zapytałem zdumiony nagłym komentarzem. .

`Nie chcieliśmy być tutaj dziś wieczorem – mówił dalej. „Gdy
kapłan zaprosił nas na zgromadzenie na nabożeństwo o Pokój, powiedzieliśmy,
że nie chcemy przyjść. – powiedział.

„O co chodzi?” – pytałem zmieszany. „Nie chcieliśmy    przyjść dlatego, że my nie chcemy pokoju” –    odpowiedział.

„Co to ma znaczyć” – zapytałem. – „Jak możecie nie chcieć pokoju?” „My nie chcemy pokoju. My chcemy, aby przyszła wojna” –  kontynuował.  „O czymże ty w ogóle mówisz?” – wybuchnąłem.
To był początek dziwnej odysei, która głęboko wstrząsnęła moimi przekonaniami i moralną podstawą, lecz równocześnie dała mi to nadzieję dla moich ludzi, i tak naprawdę, dla świata.

ZACZYNA SIĘ DZIWNA ODYSEJA

Zaczynając od tej nocy i dalej przez prywatne spotkania w domach, z moją rodziną, u której zatrzymałem się, pomalutku zaczęły spadać łuski z moich oczu.

Nie zdawałem sobie z tego sprawy, lecz zacząłem zdawać, że wszyscy obcokrajowcy są w Iraku pod 24 godzinną inwigilacją prowadzoną przez rządowych „goryli”, którzy organizowali wszelkie wywiady, odwiedziny i kontakty zwykłych Irakijczyków. Przez jakiś szczęśliwy zbieg okoliczności czy to z powodu mojego religijnego zaproszenia, czy moich rodzinnych powiązań nie byłem poddany żadnemu rządowemu „gorylowi’ przez cały czas pozostawania w Iraku.

Z tego, co się orientuję, byłem jedyną osobą, włączając w to media, ludzkie  tarcze i wszystkich innych znajdujących się w Iraku, bez rządowego strzegącego tutaj 'goryla’.

To, co się wynurzyło, było czymś tak okropnym, że trudno jest o tym nawet pisać. Dyskutując z głową naszego plemienia o tym, co powinienem zrobić jeśli chciałbym pozostać w Bagdadzie z naszymi ludźmi w czasie ich próby, dowiedziałem się, że najskuteczniej mogę pomóc sprawie asyryjskiej udając się na zewnątrz i opowiadając tą historię światu.

Mówiąc prosto: ci żyjący w Iraku, zwykli, normalniludzie znajdują się    w żywym koszmarze. Z przerażenia, które  pojawia się twarzach mojej rodziny z powodu nieznajomego gościa, rozmowytelefonicznej, pukania do drzwi zacząłem zdawać sobie sprawę z horroru, w którym żyją codziennie.

Stale i wciąż pytałem ich: „Dlaczego chcecie wojny? Dlaczego jakakolwiek ludzka istota chce wojny?” Ich odpowiedź była cicha i wyważona; „Spójrz na nasze życie! Żyjemy jak zwierzęta, bez jedzenie, bez samochodu, bez telefonu, bez pracy i w większości bez nadziei”.

Zdumiewałem się nad tym, gdy moja rodzina w jak najbardziej normalny sposób zajmowała się wszystkimi codziennymi sprawami. Bagdad był całkowicie spokojny, bez jakiegokolwiek sygnału, że jest wojna. Ojciec wstawał, jadł śniadanie, wychodził do pracy; dzieci do szkoły, starsi ludzi – dziesięcioro w tym domostwie – do swoich codziennych obowiązków.

`Nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, co to znaczy żyć w stanie wojny przez 20, 30 lat. Musimy trzymać się naszej codziennej rutyny, bo inaczej potracimy zmysły”.

Wtedy zacząłem dostrzegać wokół siebie tych, którzy w każdejrodzinie odeszli od zmysłów. Wydawało się, że w każdej rodzinie była jedna lub więcej osób, które w każdym innym społeczeństwie znalazłyby się w szpitalu    psychiatrycznym, oraz obecne w każdej rodzinie zdjęciach tych, którzy zginęli w jednej z licznych wojen.

Jako urodzony i wychowany w Japonii, gdzie pomimo 50 lat demokracji ciągle utrzymuje się ślad 400 letniego państwa policyjnego, szybko zacząłem wyłapywać te niuanse w pełni rozkwitłego, współczesnego państwa policyjnego.

Płakałem razem z członkami rodziny, gdy uczestniczyłem w ich bólu i z wielką trudnością, wśród głębokiego przeglądania duszy, zacząłem pomalutku rozumieć ich pragnienie wojny, aby ostatecznie ich ostatecznie uwolnić to tego koszmaru, w którym żyją.

Straszliwa cena płacona w prosty, praktyczny sposób – członek rodziny, którego syn po prostu wrzeszczy przez cały dzień, członek rodziny, który stracił swoją żonę, która nie mogła już sobie dać rady, członek rodziny, idący do codziennej pracy, nie mający nic do roboty, członek rodziny, którego syn zginął na wojnie, mąż zatracony w alkoholizmie, trudna do pojęcia, powolna śmierć ludzi, których cała nadzieja zginęła.

Obrazy Saddama Husseina, którego ludzie na początku witali wszędzie z wielką nadzieją. Saddam Hussein ze swoją wyciągniętą ręką. Saddam Hussein wirujący swym koltem. Saddam Hussein w swej arabskiej kwaterze głównej. Saddam Hussein na swym klasycznym starym zdjęciu, gdy miał 30 lat – jeden czy dwa z tych czterech obrazów wiszących wszędzie na ścianach, na środku drogi, w domach, na pomnikach – on był wszędzie!

Wszystko widzący, wszystko wiedzący, wszystko obejmujący.

`Życie jest piekłem, my nie mamy żadnej nadziei, lecz wszystko będzie dobrze, gdy wojna się skończy’. Dziwaczne pragnienie wojny, które wyrwie ich z beznadziei, było w najlepszym wypadku, trudne do zrozumienia.

Spójrz na to taki: bez względu na to, jak jest źle, nie wszyscy  zginiemy. Mieliśmy nadzieję na taki czy inny sposób, lecz nic nie działa. 12 lat temu niemal wszystko poszło tą drogą, lecz zawiodło.

Nie możemy czekać już dłużej. Chcemy wojny i chcemy jej teraz’.

Nie byłem przyjmowany z radością, lecz z gniewem, gdy wracałem do    członków mojej rodziny i opowiadałem im o rozmowach prowadzonych w ONZ na temat doprowadzenia do jakiegoś kompromisuw    Iraku. „Nie, nie da się inaczej! Chcemy wojny! To jest jedyna droga, żeby się go pozbyć z naszego życia”.

Demonstrowałem przeciwko wojnie myśląc, że robię coś właśnie dla ludzi, z którymi byłem tutaj i teraz, a jednak nigdy nie zatroszczyłem się o to, aby ich zapytać, czego oni chcą.

Wracając ponownie do moich japońskich korzeni zaczynałem rozumieć to.  Historie jakie słyszałem od starszych Japończyków o tym,  jak w dziwnie witali widok bombowców na niebie nad Japonią . Oczywiście, nikt nie chciał być zbombardowany, lecz pierwszy widok amerykańskich bombowców B29 wskazywało im, że wojna zbliża    się ku końcowi. Mogły być straszliwe zniszczenia, oni sami mogli równie dobrze zginąć, lecz w końcu w tragiczny sposób,    w końcu była jakaś nadzieja.

Wtedy zacząłem czuć się straszliwie. Oto ja demonstrowałem przeciwko wojnie, myśląc, że robić coś dla tych ludzi, z którymi byłem teraz i tutaj, a jednak nigdy nie zatroszczyłem się o to,a by ich zapytać czego oni chcą. Co oni chcieli, aby robił.

Teraz  było już dla mnie jasne, czego oni chcieli ode mnie. Zacząłem rozmawiać z tak zwanymi „ludzkimi tarczami”. Czy pytałeś kiedyś ludzi tutaj, czego oni chcą? Czy rozmawiałeś kiedyś ze zwykłymi ludźmi, z dala od „goryli”, i pytałeś ich,  czego oni chcą? Ich odpowiedzi zszokowały mnie. „Nie  musimy tego robić, wiemy czego oni chcą” padała zazwyczaj odpowiedź, zanim goryl przystąpił, aby sprawdzić, kim jestem.

W łóżku, ze łzami spływającymi po twarzy w malutkim domku w Bagdadzie stłoczony wraz z 10 innymi z mojej krwi i kości, wszyscy wyczerpani kolejnym dniem nie życia, lecz egzystencji bez nadziei, wyczerpani dziennym zmaganiem,  aby po prostu nie zginąć, musiałem powiedzieć sobie: „myliłem się”.
Jakże śmiałem twierdzić, że mówię za tych, których nigdy nie zapytałem, czego oni chcą!

WSZYSTKO, CO MOGĘ ZROBIĆ
Wtedy zaczęła się moja dziwna podróż ku temu, aby zrobić wszystko, co tylko mogę i ciągle utrzymać się przy  tym, o co prosi nasze plemię, aby cały świat dowiedział się o prawdziwej sytuacji w Iraku.

Ostrożnie, przy wielkim ryzyku, nie tylko dla mnie, lecz przede wszystkim dla tych, którzy opowiedzieli mi swoje historie i otworzyli swoje  domy przed aparatem fotograficzny, zrobiłem to,co mogłem najlepszego, aby po prostu nagrać ich prośby tak szczerze i prosto jak tylko mogłem.  To czy uda mi się wydostać tą drogocenną taśmę z kraju było zupełnie inną historią.

Nie byłem przygotowany na jawne przerażenie , które odczuwali mówiąc.

Chcąc mieć przekonanie, że nie zbieram wyłącznie odczuć długo uciskanej  mniejszości – Asyryjczyków – rozmawiałem z dziesiątkami  ludzi. To na co nie byłem przygotowany to jawne przerażenie, jakie odczuwali mówiąc o tym.

Stale i wciąż mówiono mi: „Zabiją nas za opowiadanie czegoś takiego” i okazywało się, że będą mówić wyłącznie w zaciszu prywatnego domu czy też wtedy, gdy będą absolutnie pewni dzięki wprowadzeniu przez innego
Irakijczyka, że nie mam swojego 'goryla’.

Od byłego członka armii do osoby pracującej z policją, od taksówkarza do właściciela sklepu, od matek do rządowych urzędników,bez jednego wyjątku, gdy tylko mogli swobodnie mówić przesłanie było takie samo – Prosimy sprowadźcie wojnę. Jesteśmy gotowi. Cierpieliśmy już dość długo. Możemy stracić swoje życie, lecz niektórzy z nas przeżyją a dla naszych dzieci prosimy, prosimy, skończcie z tą niedolą.

Ostatniego dnia po raz pierwszy zobaczyłem oznaki wojny. Po raz pierwszy     worki z piaskiem zaczęły pojawiać się na rządowych budynkach, lecz    żołnierze układający je stawali później w małych kręgach, przekazując wyraźną wiadomość, że nie mają odwagi nic mówić.

Nienawidzili tego, lekceważyli to. To była ich robota i dawali zwykłym obserwującym ich ludziom wyraźnie do zrozumienia przez sposób w jaki pracowali, że byli po ich stronie i że nie będą walczyć.

Pod koniec mojego pobytu pewien członek rodziny przyniósł informację, że właśnie została rozdysponowana broń członków partii Baath i po raz pierwszy widzieliśmy małe, lecz stale rosnące oznaki wojny.

A co jeśli chodzi o ich uczucia do Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii? Te uczucia były wyraźnie mieszane. Nie kochali Brytyjczyków i Amerykanów, lecz ufali im.
„Nie boimy się amerykańskiego bombardowania. Będą bombardować z uwagąi nie będą celować w ludzi. My boimy się Saddama Husseina i tego, coon i partia Baath zrobi, gdy zacznie się wojna, lecz mimo tego, chcemy tej wojny. Jest to jedyny sposób na to, aby uciec z piekła. Proszę powiedz im to szybko. Jesteśmy już na wojnie przez tyle lat, że już czas, aby ona dała nam nadzieję”.

NA GRANICY…. OSTATECZNE WOŁANIE O POMOC

Ostatnie wołanie o pomoc pojawiło się w najbardziej niespodziewanym miejscu – na granicy. Niestety, żegnany przez płaczącą rodzinę, wyjechałem. Wszystko zmieniało się z godziny na godzinę – zwykła podróż za 100$ z Bagdadu do Ammanu początkowo kosztowała 300$, potem 500, a przed północą 1000$.

Gdy dotarliśmy do granicy zaczęło się rutynowe przeglądanie papierów, następnie przeszukiwanie naszego samochodu, Wszystko było w porządku, aż nagle pogranicznik zapytał czy mam jakieś pieniądze. Wyraźnie nam powiedziano, że wolno nam zabrać tylko 300$, gdy będziemy wracać, wiec otworzyłem portfel, w który miałem paszport i pieniądze upchane w spodniach.

Nagle strażnik zaczął mnie przeszukiwać. „O, nie. – pomyślałem. Wszystko skończone”. Powiedziano mi, co się stanie, jeśli zostanę złapany z taśmą wideo, telefonem komórkowym czy jakimkolwiek sprzętem elektronicznym, który nie został zgłoszone. Oznaczało to powrotną podróż do Bagdadu, prawdopodobne pojawienie się przed sądem, w niektórych przypadkach 24-48 godziny zatrzymania lub więcej. Natychmiast znalazł pierwsza kasetę upchaną w kiszeni i wyjął ją. Widziałem przerażenie na    twarzy kierowcy, gdy dusił krzyk. Strażnik potrząsnął głową i sięgnął do mospan style=”font-size: small;”jej kieszeni, wyjmując następna kasetę i jeszcze jedną, i jeszcze jedną, telefon komórkowy, cyfrową kamerę – wszystko złe rzeczy.

Staliśmy    wszyscy w jawnym przerażeniu – przez krótką chwilę    przeżywając uczucie, które zaczynając od mojej kochanej    rodziny każdy Irakijczyk odczuwał nie przez chwilę, lecz dzień i    noc przez 24 godziny na dobę, 365 dni w roku.  To potworne uczucie, że twoje życie nie należy do ciebie, że jego los spoczywa w rękach kogoś innego, że po prostu w jednej chwili mogą je zakończyć.

Dla kogoś urodzonego w wolności uczucie przerażenia trwa tylko chwilkę.

Gdy celnik powoli odkładał drogocenna taśmę na biurko wszyscy oczekiwaliśmy w cichym przerażeniu na słowa, aby zabrać nas z powrotem do Bagdadu i zacząć ten koszmar.

Nie musiał mówić ani słowa. Nauczyłem się języka uwięzionego Iraku.

Nagle odłożył ostatnią kasetę i spojrzał w górę. Jego twarz    zamarzła mi w pamięci, lecz dla mnie było to spojrzenie smutku, gniewu, po czym ostateczne spojrzenie cichej satysfakcji, gdy klinicznie potrząsnął głową i cicho, bez słowa wręczył mi wszystkie drogocenne kasety – wołanie tych, którzy głosu nie mają.

Nie musiał wypowiadać ani słowa. Nauczyłem się języka uwięzionego Iraku. Mając przez jawny terror zakaz mówienia , używali tego języka, który im pozostał – ludzkiej dobroci.

Gdy jego ręce powoli przesuwały się, aby dać mi taśmę powiedział na swój własny sposób to, co powiedział mój wujek, co powiedział taksówkarz, co powiedział zniszczony człowiek, co powiedział człowiek w restauracji, co powiedział żołnierz, co powiedział mężczyzna współpracujący z policją, co powiedziała starsza kobieta, co powiedziała młoda dziewczyna  – powiedział on za nich wszystkich w tym jednym ostatnim przesłaniu, gdy przekroczyłem granicę między tyranią, a wolnością….

Proszę,    zanieś te kasety i pokaż światu. Proszę pomóż nam… i proszę, śpiesz się!

Rev. Ken Joseph Jr. jest Asyryjskim  duchownym urodzonym i wychowanym w Japonii, gdzie kieruje AssyrianChristians.com, Japan Helpline oraz Keikyo Institute.

HOME

раскрутка сайта продвижение бизнеса

Prawdziwa duchowość

Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój Rzm. 8:6

Bracia, jeśli człowiek zostanie przyłapany na jakimś upadku, wy, którzy  macie Ducha, poprawiajcie takiego w duchu łagodności, bacząc każdy na siebie samego, abyś i ty nie był kuszony. Gal. 6:1

Trudno  jest wyrazić ideę prawdziwej „duchowości” w jednym wersie czy zdaniu, lecz można to zawęzić do pewnej zasady.

 Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie. Jn. 4:24

Tak więc, aby odnosić się do duchowości, człowiek musi być „duchowo nastawiony” czy być „w Duchu”. Bycie duchowy wskazuje, że doszliśmy do pewnego stopnia duchowej równowagi i dojrzałości, w której żyjemy i chodzimy w stałej osobistej relacji z naszym Stwórcą, Jezusem. Sugeruje to również, że zostaliśmy 'wstawieni’ w Ciało Chrystusa i mamy zrównoważone relacje z Kościołem, oraz że jesteśmy świadectwem w świecie.

Niektórzy prezentują prawdę i objawienie ze Słowa Bożego jakby była ona końcem wszystkiego, czując, że jest to znak duchowości. Objawienie może być szczere i prawdziwe, a jednak dopóki nie wywołuje zmian w życiu przez tego, kto je otrzymał, jest, używając słów z 1 Kor. 13:1, „miedzią dźwięczącą i cymbałem brzmiącym”.

Nasze poświęcenie dla Pana, nasza droga z Nim, nasza społeczność z ciałem wierzących, którego częścią jesteśmy, nasza relacja do świata, w którym żyjemy, musi być takiej jakości, aby „objawienie’, które słyszymy i otrzymujemy znalazło swój wyraz i wypełnienie w naszym życiu – Słowo stające się ciałem, aby było widoczne i poprzez te wszystkie elementyżycia pociągające dla innych.

 Co było od początku, co słyszeliśmy, co oczami naszymi widzieliśmy, na co patrzyliśmy i czego ręce nasze dotykały, o Słowie żywota  A żywot objawiony został, i widzieliśmy, i świadczymy, i zwiastujemy wam ów żywot wieczny, który był u Ojca, a nam objawiony został  o widzieliśmy i słyszeliśmy, to i wam zwiastujemy, I Jn. 1:1-3a

Znaczy to, że spisane Słowo Boże i życiowa praktyka Jezusa zjednoczyły się. Przez Jego życie, świat zobaczył widzialną demonstrację skończonego dzieła Słowa w Jego codziennym życiu.

W Księdze Dziejów Apostolskich 1:8, Jezus mówi uczniom: będziecie moimi świadkami. O  naszej duchowej dojrzałości nie decyduje ilość czy wielkość objawień, a raczej odnosi się ona do konsekwentnego stosowania duchowych praw i prawd do własnego życia. Izrael widział dzieła Boże, lecz Mojżesz chodził drogami Bożymi. Przez całe życie Mojżesza, Izrael mógł oglądać objawienie Boga.

Gdybyśmy dziś zaczęli żyć i praktykować wszystko, co wiemy o duchowych sprawa, ten kraj zostałby wstrząśnięty i sprowadzony do Boga. Obiektywna prawda musi być przede wszystkim być praktykowana i personalizowana w nas, zanim rzeczywiście  stanie się nasza. Słowo będzie miało moc tylko wtedy, gdy świat będzie miał  w nas „punkt zaczepienia”, bo to spowoduje, że życie Chrystusa będzie się manifestować przez nas. Wtedy, ponownie będą się dziwić i mówić:  Nigdy nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek…. ponieważ nauczał ich jako moc mający, a nie jak uczeni w Piśmie (Jn. 7:46b, Mat.7:29).

Pan szuka takich, którzy pozwolą się ukształtować przez prawdę i objawienie, które w tej godzinie się pojawia. Prawda, którą Pan mówi  dziś, musi znaleźć swoje wypełnienie w życiu i przez życie tych, których serca pragną znać Go lepiej.


Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój
Rzm. 8:6

Nasze codzienne chodzenie z Panem; nasz stałą społeczność z Ciałem Wierzących, które jesteśmy częścią; nasze relacje w świecie – to wszystko musi w widoczny sposób objawiać i pokazywać skuteczność spisanego Słowa Bożego oraz Objawień, jakie otrzymujemy: Słowo stające się ciałem.

Być „duchowym” wskazuje na to, że doszliśmy do takiego stopnia „duchowej dojrzałości”, że znamy Jego głos, potrafimy rozpoznać i zareagować na Jego obecność i utrzymywać aktywną, stałą, osobistą więź z Panem. Wtedy powinna w nas być „miara” (30-60-100 krotna) „substancji” Bożej, którą inni odczuwają.

 Miłuję tych, którzy mnie miłują, a którzy mnie gorliwie szukają znajdują mnie,…. Darząc bogactwem tych, któryz mnie miłują, i napełniając ich skarbce. Przyp. 8:17, 21″Duchowość”  może zostać określona przez biblijne napomnienie: Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i w prawdzie. (Jn 4:24). Tak więc, aby móc odnosić się do tego, co duchowe, należy być „duchowo wrażliwym i spostrzegawczym”.

Sugeruje to również, że jesteśmy „zrównoważeni” w naszym duchowym przeżywaniu, w naszych relacjach do Ciała Chrystusa. Dodatkowo, być duchowym oznacza, że mamy dobre świadectwo przed tymi, z którymi mamy kontakt.


A gdy szli, wstąpił do pewnej wioski; a pewna niewiasta, imieniem Marta,przyjęła go do domu. Ta miała siostrę, a na imię jej było Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała jego słowa. Marta zaś krzątała się koło różnej posługi; a przystąpiwszy, rzekła: Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja pozostawiła mnie samą, abym pełniła posługi? Powiedz jej więc, aby mi pomogła.

Luke 10:38-40a


A zachorował niejaki Łazarz z Betanii, miasteczka Marii i Marty, jej siostry.

Jn. 11:1

To była jedna rodzina – dwie kobiety i mężczyzna, którzy nie tylko żyli w czasach Jezusa, lecz którzy żyją wśród nas. Marta to służba, usługiwanie; Maria to nasza pobożność. Łazarz odnosi się tutaj do natury Adamowej.

Marta narzekała do Jezusa, że Maria nie chce jej pomóc w usługiwaniu, lecz Jezusa nie powiedział Marii, aby przestała usługiwać, ponieważ wszystko jest ważne. Były siostrami i nie można ich było rozdzielić, podobnie jak każda z tych rzeczy ma swoją ważną rolę w naszym życiu. Łazarz, ich brat, był chory, co mówi nam o tym, że Adamowa natura musi umrzeć.

Gdy więc Jezus wchodzi do ich domu (nasze życie) Marta (nasza służba) zacznie usługiwać; Maria (nasza pobożność) zacznie czcić; a Łazarz (nasza Adamowa natura) zacznie umierać. Te wszystkie elementy mają funkcjonować w „równowadze”wobec siebie (jednej rodziny).

Żadne z nich nie powinno mieć pierwszeństwa czy priorytetu nad innymi. Niemniej, światło Ducha Świętego może czasami naświetlić jasno pewien aspekt naszego życia. Ta „równowaga” powinna być utrzymywana zarówno w naszym osobistym życiu, jak i służbie Kościołowi.

Pan szuka takich, którzy dopasują siebie do prawdy i objawienia, które w tej godzinie się pojawia – Pana biorącego panowanie nad Swym zbiorowym ciałem po to, aby demonstrować Jego życie w poprzez nasze życie.

Powtórzmy:  gdy Słowo staje się ciałem, nasz naród i świat zostają wstrząśnięte i doprowadzone do Boga. To jest znakiem i świadectwem prawdziwej Duchowości.

продвижение

Jesteś Szczególnym Stworzeniem

Logo


Alan Smith

Ps. 139:13-14: Bo Ty stworzyłeś nerki moje, ukształtowałeś mnie w łonie matki mojej. Wysławiam cię za to, że cudownie mnie stworzyłeś. Cudowne są dzieła twoje i duszę moją znasz dokładnie.

Czy wiedziałeś(aś) o tym, że jesteś szczególny(a): że zostałeś(aś) stworzony(a) przez Boga jako jednostka, która nigdy nie jest powielana? Czy wiedziałeś(aś), że są w tobie idee, których nie posiada nikt inny? Czy wiedziałeś(aś), że świat ciemności usiłuje zatrzymać twój straszliwy (dla nich – przyp.tłum.) i cudowny model od chwili narodzenia? Bóg stworzył cię jako „Specjalne Stworzenie” i przeznaczył, abyś sprowadził Jego Królestwo na ziemię. Każdy z nas posiada „specjalną” część puzzli, która jest jego wkładem w ogromny obraz Królestwa Bożego. Zostały ci udzielone zdolności do „myślenia” oraz „wolna wola”, przez którą wykonuje się to myślenie. Przestańmy „myśleć” o niepowodzeniu, egoizmie, a zastanów się jak cudownie zostałeś stworzony. No, stworzenia Boże, pójdźmy dalej! Chciałbym zadać ci takie pytanie: „Kim jesteś?” Możesz odpowiedzieć: „Jestem nauczycielem” lub „Jestem pracownikiem fizycznym”. Niektórzy powiedzą: „Jestem pilotem” czy „jestem kamieniarzem”. Jeśli odpowiedziałeś w podobny sposób to twoja odpowiedź jest błędna. To jest odpowiedź na temat tego, „CO” robisz zawodowo, lecz nie na temat „kim” jesteś. Kiedy pytam ludzi, większość z nich tak naprawdę nie wie. Łączą swoją tożsamość z tym, co robią, zamiast wiedzieć, kim rzeczywiście są. Jeśli masz Ducha Świętego w swoim życiu, masz też zdolność do odkrycia tego „nowego ja”; osoby, która oczekuje, aby eksplodować w życiu.


W Liście do Efezjan 4:22-24 apostoł poucza nas, że jeśli chodzi o poprzednie życie, to mamy
zewlec z siebie starego człowieka, który jest zepsuty przez zwodnicze żądze ; zaleca: abyśmy się odnowili w duchu umysłu naszego i oblekli w nowego człowieka, który jest stworzony według Boga w sprawiedliwości i świętości prawdy.


Przez całe swoje życie słyszałem, że muszę umrzeć dla wszystkiego. Nikt nie powiedział mi, że mam żyć i odkrywać moje prawdziwe ja, to, które rzeczywiście może żyć swoją pełnią. W tym fragmencie widać, że jeśli chcesz znaleźć „nowe ego”, które zostało obiecane, musisz najpierw mieć „nowe poglądy”. Oznacza to, że stare ego żyje w twoich „starych poglądach”. Najpierw musisz odświeżyć swoje postrzeganie siebie, zanim będziesz mógł wejść do życia tego „nowego ja”. „Nowe ego” musi mieć „nowy umysł”, albo będzie to tylko nowe ego ze starym myśleniem; które tak naprawdę nie będzie nowym ego wcale. Świeże, nowe postrzeganie, które zmienia postawy, tworzy „nowy umysł”, aby chodzić w tym „nowym ja”. Nie możesz iść do przodu w życiu, jeśli masz te same stare koncepcje o sobie. Nie musisz pozwalać na to, aby okoliczności dyktowały to, jaką osobą jesteś ani trochę więcej niż pozwalać na to, aby to, co robisz, określało, kim jesteś.


Pozwól, że powiem trochę o tym, kim jesteś, a kim nie jesteś. Nie masz być niewolnikiem mocy ciemności, mocy kontroli i manipulacji. Nie zostałeś ponownie stworzony do życia w „piekle” przez całe twoje życie, lecz zamiast tego, do życia w „mocy” Królestwa Bożego. Aby odkryć tą „moc”, musisz zrozumieć, że potrzebne jest do tego nowe nastawienie umysłu pochodzącego z „nowego ja”. Pamiętaj, że zostałeś stworzony, aby tworzyć z Bogiem. Zostałeś również stworzony, aby wejść do nadnaturalnego świata zasilany wiarą. Idźmy za tym! To „nowe ego” jest w drodze i będzie odkrywać Boski Plan, który Bóg ma dla ciebie: tego bardzo szczególnego stworzenia. Musisz umieć zidentyfikować stare myślenie i odrzucić je, wiedząc, że ono nie może cię prowadzić przez resztę tej życiowej podróży. Twoje myślenie znajduje się w znacznej części twego umysłu. Umysł składa się z twojego świadomego i podświadomego myślenia. Wydaje ci się, że to świadome myślenie jest twoim centrum dowodzenia, nie rozumiejąc, że podświadomy umysł dyktuje większość tego, co robisz w życiu. Świadoma część umysłu programuje podświadomość przez stałe powtarzanie świadomego myślenia. Większość naszego życia odbywa się w ten sposób, że reagujemy na wszystkich i wszystko wokół nas, nie funkcjonując kreatywnie. Wszystko, co kiedykolwiek pomyślałeś jest przetrzymywane w podświadomości: obawy, radość, miłość i nienawiść. Twoje uczucia i emocje są przechowywane w podświadomości: tak więc to one znajdują się pod wpływem wszystkich myśli, z którymi razem są przechowywane. Te uczucia i emocje bezpośrednio wpływają na „twoją wolę”, gdzie znajduje się miejsce twojej kreatywności. Widzisz, jak kreujesz to, co czujesz, a więc to, co czujesz, jest bardzo ważne. Słyszałem, jak ktoś kto się źle czuje mówi: „Dobra, załatwmy to”. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, lecz jest to konieczne. Te uczucia wpływają na twoje kreatywne myślenia. Specjalne Stworzenie jest przeznaczone do „specjalnego” myślenia, które tworzy „specjalną” naturą. Twoja natura składa się ze zbioru twoich podświadomych myśli, a twoja podświadomość jest zbiorem świadomych myśli. Tak więc, nasza natura jest tworzona przez świadomy wysiłek naszego myślenia. Nasza natura dyktuje to, w jaki sposób reagujemy i odpowiadamy.

Ta „specjalna natura” wprowadzi pokój i radość do „Specjalnego Stworzenia”. W jaki sposób odpowiesz na zadane pytanie: „Jak ci idzie?” Czy od razu ruszysz z natychmiastową odpowiedzą, jak źle się czujesz, jak świat źle cie potraktował w poprzednim tygodniu? Czy twoja odpowiedź będzie bolesna, wzmacniająca tylko niezdrowe myślenie? Czy też wysilisz się na to, aby dodać sobie zdrowego myślenia, które wyda Boską Naturę? Ta natura jest naturą „Specjalnego Stworzenia”, gdy wejdziesz w pełnię swego stworzenia.


2 Ptr. 1:3-7:
Boska jego moc odbarowała nas wszystkim, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie tego, który nas powołał przez własną chwałę i cnotę. Przez które zostały nam darowane drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury, uniknąwszy skażenia, jakie na tym świecie pociąga za sobą pożądliwość. I właśnie dlatego dołóżcie wszelkich starań i uzupełnijcie waszą wiarę cnotą, cnotę poznaniem, poznanie powściągliwością, powściągliwość wytrwaniem, wytrwanie pobożnością, pobożność braterstwem, braterstwo miłością.


Modlę się o to, abyś mógł doświadczyć tej natury, którą będziesz miał w niebie, zaczynając „teraz”. Modlę się o to, abyś widział siebie, jako „Specjalnej Stworzenie”, stworzone przez Boga z niebiańską naturą, która może przeżywać obecność Wszechmogącego Boga.

Wiele błogosławieństw,
Alan
сайта

Nie czekaj na kościół!


Robert Ricciardelli 

email: robert @   vision2advance.com

Nie czekaj na kościół, ty jesteś Kościołem! Ciągle słyszę takie komentarze, jak: „Zapraszaliśmy go do kościoła wiele razy, ale on nie przyjdzie” czy „Jeśli nie możemy ściągnąć ich do kościoła to Pan dotknie ich i będą zbawieni”. Niestety, takie rzeczy można usłyszeć od dojrzałych chrześcijan, którzy znają i kochają Jezusa. Z własnego doświadczenia wiem, że około 90% wierzących było uczonych w taki sposób, bądź doprowadzono ich do tego, aby tak wierzyli. Zgromadzenia świętych powinny być zgromadzeniami świętych, tak, powinniśmy zapraszać niewierzących tam, lecz lepiej najpierw przyprowadzić ich do Jezusa, a potem na zgromadzenie, aby ich tam wyposażać.


Ty jesteś Świątynią

Częściowo problem leży w tym, że nie rozumiemy tego, kim jesteśmy w Nim. Gdy zdamy sobie sprawę z tego, że jesteśmy domem Bożym, to Bóg jest wszędzie, gdziekolwiek my jesteśmy. On jest równie skuteczny we mnie czy to, gdy jestem na szczycie góry, czy na morzu, czy w meczecie, czy na spotkaniu w zorganizowanym kościele. Nie ma wątpliwości, że jest pomnożenie mocy i obecności w Chrystusie, gdy 2, 3 czy 30 jest zebranych w Jego imieniu, lecz Jego moc mieszka w tobie, przez Ducha Świętego przez cały czas. Duch Święty w Bożych ludziach często drzemie poza niedzielą i poza kościelnymi spotkaniami przez sporą część historii chrześcijaństwa. Królestwo Boże tak bardzo chce oddziaływać w każdym aspekcie naszego życia; każdego dnia, każdej minuty, w każdym oddechu, każdym kroku, na każdym miejscu, wkażdej osobie i systemie, we wszystkim, w co się angażujemy.

Musimy mieć umysł Chrystusa, żyjąc życiem Chrystusa w nas. Gdziekolwiek Jezus chodził, było usługiwanie. Kogokolwiek dotknął, tam była służba. Gdy wchodził do budynku to tam odbywała się służba, gdy wychodził z niego, tam była służba. Gdy modlił się to była służba, gdy bawił się to była służba. Gdy oddawał cześć to była służba, gdy kochał bezwarunkowo to była służba. Jego życie było służbą od chwili, gdy wstawał, aż do momentu, gdy kończył się dzień i tak samo musi być z naszym życiem.


Raczej transformacja niż Reformacja

Większość z nas jest wdzięczna za reformację. Czy reformacja jest odpowiedzią? Musimy przyjrzeć się bliżej reformacji i zobaczyć, co rzeczywiście zostało zreformowane. Usłyszałem kiedyś powiedzenie: „Luter uwolnił mnie, a potem stał się moim strażnikiem”.

Wszyscy jesteśmy wdzięczni za Reformację i wielu katolików również, ponieważ popchnęła nas ona bliżej do Królestwa Bożego. Luter mówił o powszechnym kapłaństwie wierzących, a jednak ciągle to „mężczyźni w szatach”  usługiwali. Służba dalej była postrzegana jako coś, co dobywa się w budynkach. Formalne szkolenie i ordynacja były wymagane, aby zaangażować się w kapłańską służbę. Nawet dziś słyszymy o tym, że często głosi się kapłaństwo wszystkich wierzących, lecz w praktyce rzadko to widzimy.

Wszyscy jesteśmy wdzięczni i nadal będziemy wdzięczni za wszystkie zgromadzenia w imieniu Jezusa. Wszyscy korzystamy z nich i doprowadziło nas to do tego, co mamy dziś. W samym środku denominacyjnej budowy kościoła, wśród wielu systemów wiary i religii, nawet te najlepsze z nich, są co najmniej nieodpowiednie. Są nieodpowiednie, ponieważ są one w stanie tylko przekazywać Jezusa, który jako jedyny może przemienić serca ludzi. Gdy przemienione serca wejdą w nabytą krwią rzeczywistość Królestwa, wtedy zaczniemy widzieć naród królów i kapłanów zaangażowanych w tym świecie.
Obj. 5:10 uczyniłeś z nich dla Boga naszego naród królewski i kapłanów, i będą królować na ziemi. 

 
Oczekuj Bożych chwil właśnie tu, gdzie jesteś

Przemieniona osobowość królestwa nie jest związana przez systemu, ponieważ nie należy do tego systemu. Może być w systemie, który przybiera postać chrześcijańskich organizacji, rodzin, korporacji, rządów, kultury itp, lecz jest tylko w systemie, lecz jest Z Królestwa. Życie czy śmierć, powodzenie czy upadek przybierają zupełnie innych znaczeń dla tych, którzy są pochłonięci i zapaleni Chrystusem, i umocnieni dla Jego Królewskiej chwały.

Gdy biznesmen lub bizneswomen zostaną „spacyfikowani przez królestwo” (dosł. „Kingdomized”), wstają codziennie zafascynowani tym, co też Pan ma dla nich na ten dzień. Zaczynają chodzić i pływać w Jego obecności „Teraz” przez cały dzień. Zaczynają słyszeć to, co Ojciec słyszy i zaczynają wiedzieć to, co Ojciec widzi, bez względu na to, co słyszą i widzą naturalnymi zmysłami. Gdy idą na spotkanie, oczekują tego, że Jego obecność rozbije ściany i doprowadzi do Boskiego wglądu. Gdy spotykają się z potencjalną biznesową transakcją, oczekują Boskiej przychylności. Gdy natrafiają na wrogość, zdają sobie sprawę z tego, że ta osoba jest zraniona i potrzebuje właściwego słowa, uzdrowienia a nade wszystko miłości.

Gdy jadą przez swoje sąsiedztwo, modlą się o swoich sąsiadów i proszą Pana, aby Jego pragnienia i Jego miłość dosięgły ich. Bóg zaczyna otwierać możliwości dotykania tych wokół nich, a ponieważ wielu z nich nigdy nie widziało Jezusa przekazywanego w takiej miłości i akceptacji, pragnąiść za tymi królewskimi kapłanami.

Oni pragną relacji i chcą wiedzieć: „Czym jest miłość? Nigdy nie widziałem tego u chrześcijanina. Oni zwykle mi głoszą kazania i mówią, że nie jestem dobry, lecz ten tutaj jest jakiś inny. Co to jest takiego, co odczuwam od niego?”.

 
Idź więc i kochaj

W naszym życiu chodzi o kochanie Boga i kochanie innych w codziennym życiu; w naszych domach, w naszym biznesie, w naszych wspólnych zgromadzeniach. Nie czekaj na to, że ten wspólny, zbiorowy czas będzie wpływał na ludzkie życie, ty jesteś gotowym instrumentem już teraz jeśli tylko Duch Święty jest w tobie. On zawsze jest gotowy do przekazania Swej miłości i miłosierdzia przez ciebie. Bądź gotów, bądź otwarty i bądź posłuszny, aby przekazać Jego miłość i Jego dotknięcie wszędzie, gdziekolwiek idziesz. Nie przejmuj się rozmowami o rozdziałach i wersetach, oni już i tak uważają, że jesteśmy stuknięci, wierząc w niewidzialnego Boga, który posłał Swego Syna na śmierć. To jest tylko moje własne zdanie, lecz proszę nie dolewaj im jeszcze olejuodrzucenia, mówiąc pięćsetletnim językiem!*) Mówi prosto z serca, żyj ewangelią miłości i bądź ewangelią dla świata. To musi być autentycznei musi być zrodzone z miłości.

Królestwo Boże jest relacyjne – nadnaturalnie relacyjne, tak więc obserwuj ludzi, z którymi Pan cię łączy. Większość konwersacji odbywa się dzięki relacjom. Nie musisz zapraszać ich do kościoła na usługę, ty jesteś sługą. Nie musisz czuć się przynaglany do poprowadzenia ich w jakiejś formie modlitwy, przede wszystkim kochaj ich, bądź prawdziwy i obserwuj jak Miłość prowadzi ich do poznania Tego, którego ty znasz. Gdy Jezus już raz ich uwolni, możesz zaprosić na zgromadzenie, szkolenie, zbiorowe uwielbienie, aby wzrastali i poznawali się z innymi. Staną się częścią Królewskiej rodziny i będą mieli okazję, aby rozszerzać to Królestwo na innych ludzi.

Jego obecność jest w tobie, pragnąc wpłynąć na każde rozsądzanie. Obserwuj, jak oporne bramy wyłamują się, gdy ty przynosisz Jego obecność i swoją wiarę, aby napędzić wpływy królestwa. Oczekuj objawienia, oczekuj wszczepienia, oczekuj cudów wszędzie, gdziekolwiek się pojawisz. Wizje i sny staną się regularną rzeczywistością Królewskiego życia a to, co kiedyś było  możliwe, teraz staje się prawdopodobne, wszystko to zaś na chwałę naszego Króla.

Jakież wspaniałe Królestwa, jakiż wspaniały Bóg!

– – – – –
*) Aluzja autora do często używanego przez chrześcijan w anglojęzycznych krajach języka zaczerpniętego z tzw. Biblii Króla Jakuba wydanej po raz pierwszy w 1611 roku.

раскрутка

Pozbywanie się Krzyża


POZBYWANIE SIĘ KRZYŻA

Vern Kuenzi.

Pan mówił do mnie trzy raz w ciągu ostatnich 6 lat o nieobecności krzyża w obecnej wizji i sprawach kościoła. Były to jedne z najsilniejszych i najbardziej wyraźnych rzeczy, jakie Pan kiedykolwiek do mnie powiedział. W czasie, gdy to do mnie mówił, oddzielił mnie na osobność, abym dokładnie pojął i aby nie było żadnych wątpliwości co do tego, że to On mówi i co powiedział.

Po raz pierwszy pod koniec 1996 roku na wielkim spotkaniu ewangelizacyjnym w tutaj, w Honolulu. Na tym spotkaniu, gdzie byli obecni najlepsi mówcy, najlepsi muzycy i kaznodziejskie przesłanie w dobrym nastroju i wezwanie do przodu do przyjęcia Jezusa jako Zbawiciela. Usiłowałem dopasować się do takiego przebiegu spotkania i zszedłem na dół pod scenę w nadziei, że będę mógł rozdać moje karty z dobrowolnym zobowiązaniem do finansowego wsparcia, lecz nie byłem skuteczny, więc bardzo zasmucony w swym duchu wróciłem na miejsce i siedziałem tam załamany aż do zakończenia spotkania. Myślałem, że jest coś nie tak ze mną. Nawet nic chciałem brać udziału przez następne dni w spotkaniach i leżałem w łóżku następnego ranka odarty z wszelkiego entuzjazmu. Zostałem więc bardzo zaskoczony, gdy Pan do mnie wyraźnie przemówił przez ostatni list Dawida Wilkersona i powiedział: „Oni pozbyli się krzyża”. Oczywiście, wszystko, co mamy najlepszego jeśli chodzi o ewangelizacyjne wysiłki nie liczy się zupełnie, jeśli pozbędziemy się krzyża. Może to wyglądać dobrze, brzmieć znakomicie, lecz ciągle to będzie drewno, siano i słoma. Krzyż jest mądrością i mocą Bożą, i bez niego więźniowie nadal pozostają  związani.

Około  dwóch lat później brałem udział w charyzmatycznym spotkaniu domowym w pobliżu mojego domu w Pearl City. Znałem zaproszonego kaznodzieję, znaki, cuda i prorocze wypowiedzi wydawały się płynąć swobodnie. Święci byli przewracani w Duchu, niektórzy ogłosili uzdrowienie. Następnego rana, gdy wstałem, wydało mi się tak, jakby Pan wyssał ze mnie całe duchowe życie. Miałem wrażenie, że nie przeżyję tego. Nigdy w życiu nie czułem takiej pustki. Leżała koło mnie broszurka (Free Grace Broadcaster – Rozgłośnia Darmowej Łaski), którą podniosłem do oczu i zacząłem czytać. Artykuł zaczynał się tytułem „Chwała Krzyża” i gdy zacząłem go czytać, czułem, jak życie wraca do mnie. Pan wyraźnie przemówił do mnie przez ten artykuł, mówiąc: „Niech cię Bóg strzeże, abyś się chlubił w czymkolwiek innym niż krzyż Jezusa Chrystusa”. Z pewnością chlubiłem tej nocy się wieloma innymi rzeczami  niż krzyż.

Ostatnio (połowa 2002 roku, około sierpnia) przeglądałem kilka książek napisanych przez najbardziej popularnych autorów, którzy trzymali się i nadzorowali aktualny apostolski/proroczy ruch. Wspólną ich wizją jest to, że kościół jest powołany do gruntownej rewizji politycznych, ekonomicznych, finansowych i edukacyjnych systemów tego kraju, zanim powróci Jezus. Czułem się postawiony tak bardzo obok tej wizji, że miałem przez kilka dni niepokój i znowu zastanawiałem się, co jest ze mną nie tak. Próbowałem kupić jedną z tych książek sprzedawanych w chrześcijańskiej księgarni, w której ją wertowałem, ale kasa nie działała i wróciłem do domu z jakimś oporem w duchu. Następnego dnia wróciłem te tej księgarni i wziąłem ponownie do ręki tą samą książkę, czytając jej fragmenty. Poprosiłem Pana, by pokazał mi, gdzie błądzę i prosiłem, aby zachował mnie od zwiedzenia. Nagle Pan zdawało się, że Pan powiedział:  „Gdzie jest centralizm krzyża tej wizji?”

Trzy razy Pan mówił do mnie surowo o tych rzeczach, które wydają się być „dobre” i we wszystkich trzech przypadkach, problemem, który On zidentyfikował, była nieobecność krzyża. W tych trzech przypadkach ból tego doświadczenia był bardzo rzeczywisty. Wierzę obecnie, że był to ból  towarzyszący rodzeniu.

Jakkolwiek „dobre” może wydawać się naprawianie ekonomicznych, prawnych, finansowych i edukacyjnych systemów przed powrotem Jezusa, to nie jest o ostatnie zdanie, które zapisuje Biblia… Widzimy resztkę świętych, którzy pokonują szatana przez krew Baranka, słowo swego świadectwa i nie umiłowanie swego życia, aż na śmierć. Księga Daniela kończy się mówiąc, że koniec naszych czasów nadejdzie, gdy moc świętych ludzi zostanie rozbita. Widzimy migawkę tego w życiu dwóch świadków z Księgi Objawienia  11.

Tak więc, księgi Daniela i Objawienia osadzają prawdziwą wizję dla kościoła na koniec tego wieku, a tą wizją nie jest zwycięstwo w światowym sensie, lecz zwycięstwo przez demonstrację mądrości i mocy krzyża. Przeznaczeniem prawdziwej resztka kościoła jest iść za Jezusem i chodzić drogą cierpiącego sługi. Boży wieczny cel to zaangażowanie Jego świętych w pokonanie diabła, a to zwycięstwo zostanie osiągnięte wyłącznie wtedy, gdy kościół będzie chodził demonstrując  mądrość i moc krzyża…

Sami siebie oszukujemy podobnie jak naród Izraelski 2000 lat temu, gdy oczekiwali na politycznego mesjasza. Jezus nie przyszedł pokonać Rzym, a przeznaczeniem resztki kościoła nie jest pokonanie Babilonu, lecz wyjściez niego. Świadectwo kościoła w środku Babilony spowoduje uwolnienie więźniów.

Niebezpieczeństwo posiadania wizji, które jest odrobinę obok celu jest takie, że może spowodować iż staniemy po złej stronie. Antychryst nie zamierza przyjść w czerwonym kubraczku z trąbami. Przyjdzie jako zwodziciel i fałszywka. Naturą podróbki jest to, że jest bardzo podobna do tego, co naśladuje, lecz nie jest tym w rzeczywistości. On zamierza przyjść z planami „dobrych” rzeczy, lecz będą to rzeczy, które będę robione bez krzyża.

Plan diabła jest bardzo prosty. Jeśli uda mu się naszą wizję troszkę odchylić od centrum pozbywając jej centralizmu krzyża, ma zapewnione zwycięstwo, ponieważ nie będziemy wtedy ustawieni we pozycji odpowiedniej do demonstrowania mądrościi mocy krzyża w naszym życiu.

Głównym czynnikiem rozdzielającym końca tego czasu będzie stosunek do krzyża Jezusa Chrystusa. Ci, którzy uchwycą się go tak, jak ich Duch Święty prowadzi, zwyciężą. Ci, którzy tego nie zrobią, będą polegać na ludzkich możliwościach i zrozumieniu, odpadną. Jeśli nasz grzech i nasze upadki nie doprowadzą nas do miejsca totalnej świadomości, że ani jedna dobra rzecz nie ma miejsca w naszym ciele to znaczy, że zmarnujemy tą pracę, którą Pan chce w nas wykonać. Paweł doszedł do tego, że zdawał sobie sprawę z tego, że jest pierwszym z grzeszników, i że nie ma w nim nic dobrego, i że nie może się niczym innych chlubić, jak tylko krzyżem Jezusa Chrystusa. Paweł wypowiadał słowa nie w mądrości, lecz w słabości, strachu i z drżeniem, a on sam uznawał to, że wyłącznie przez łaskę i miłosierdzie Boże i moc Ducha Świętego mógł  zaoferować cokolwiek wartościowego umierającemu światu wokół niego.

Nadchodzące na ziemię wydarzenia w tych dnia mają za zadanie oczyszczenie kościoła i wiążą się z bólami porodowymi. To z wielkiego ucisku powstanie ten wielki tłum, który wyprał swoje szaty i wybielił się we krwi Baranka. Musimy zrozumieć, że w tym procesie bierze udział skończona miłość Boża, nie Jego gniew. Jego gniew będzie szedł za wielkim uciskiem i będzie bezpośrednio  zwrócony na tych, którzy nie będą pokutować.

Słyszałem kiedyś mężczyznę głoszącego w telewizji, który mówił: „Bóg nigdy by nie zrobił czegoś takiego Swojej Oblubienicy” (odnosił się do pytania o jej przejście przez wielki ucisk). Nie zrozumiał dzieła krzyża w doskonaleniu  świętych. W swej doktrynie pozbył się krzyża.

Święci! Nie róbmy tego błędu. Raczej uchwyćmy się krzyża, zamiast pozbywać się go. Nieustannie trwajmy w uchwycie żarliwej miłości Ojca, aby nasza miłość nie ostygła. Kochamy Go, ponieważ On pierwszy nas umiłował i kochamy Go nadal oraz innych, wtedy gdy trwamy żyjąc w Jego miłości. Zwycięscy będą ludźmi miłującymi, a cała chwała niech należy do Pana!

создание раскрутка сайта реклама сайтов