Charakter Chrystusa 02

Nikt z nas nie myśli o Janie, Piotrze i pozostałych jako o ludziach, którzy mieli zatwardziałe lub złe serca. Raczej nie. Bylibyśmy gotowi powierzyć im nasze troski i potrzeby. Lecz ta krótka narracja w Ewangelii Marka 6, do której się odnoszę pokazuje, że oni wszyscy zawiedli, wszyscy byli dalecy. Gdy olbrzymi tłum ludzi zbliżał się do Niego, zagrażając ich spokojowi to dla Jezusa była to okazja, do której właśnie lgnął. To wszystko mówi nam o Nim i o Jego charakterze. Nigdy nie znałem nikogo takiego, tak dobrego, kto by zstąpił do godnych jedynie potępienia grzeszników. Tylko Pan Jezus Chrystus jest godny tego, aby ufać Jego miłości. Nie można ufać Marii, czy innemu świętemu, zawsze zaś można ufać nie tylko zwykłej mocy Jego jako Boga, lecz również łagodności Jego serca jako człowieka. Nikt nigdy nie pokazał, nie miał, czy nie wykazał jej tak dobrze – nikt nie inspirował jej z takim przekonaniem. Niech inni zwrócą się do świętych czy aniołów, jeśli chcą, ja ufam bardziej dobroci Jezusa. Z pewnością tak jest, a szczególnie w zdarzeniu z Marka 6, gdy pomijając ciasnotę serca najlepszych z pośród nas, jak Jan i Piotr, okazał pełną, nieukrywaną, zbawiającą łaskę i potwierdził to. Lecz co więcej, jest w Nim zarówno wzajemna obecność charakterów jak i cnót i łask. Jego stosunek do świata, gdy tutaj był, pokazuje to. Był zarówno Zwycięzcą,Cierpiącym jak i Dobroczyńcą. Jakaż molarna chwała jaśnieje z takiego połączenia! On przezwyciężył świat, odmawiając sobie wszystkich jego atrakcji i ofert. Cierpiał przez niego świadcząc o Bogu przeciw wszelkiemu jego (świata) przekleństwu i duchom; błogosławił go, rozdzielając stale miłość i moc, odpłacając dobrem za złe. Pokuszenia świata dawały mu tylko okazję do zwycięstwa, zepsucie i wrogowie do cierpienia, a troski do wyświadczania dobra. Cóż za połączenie!

Jakaż moralna chwała jaśnieje z  każdego Jego zestawu cech!

Pan Jezus zobrazował Słowo, które jest między nami, na świecie, lecz nie ze świata. Zrobił to w formie, której odbiciem jest Jego wypowiedźz J 17:15: „nie proszę Cię, abyś ich zabrał z tego świata, lecz abyśich zachował od złego”. Przez całe swoje życie pokazywał taki stan, ponieważ, choć był na świecie, działał wśród ignorancji i nieszczęścia, lecz nigdy jako jeden z upadłych ludzi; nigdy jako ten, który dzieli  światowe nadzieje i plany czy dotknięty przez jego ducha świata. Lecz wierzę, że w siódmym rozdziale Ewangelii Jana, widzimy Go wybitnie w Jego charakterze. Był to czas święta namiotów, czas radości w Izraelu, oczekiwania na przyjście królestwa, okres zbiorów, gdy ludzie mieli pamiętać tylko o tym, że były dni, gdy wędrowali po pustyni i mieszkali w namiotach. Bracia zaproponowali Mu, aby wykorzystał taką chwilę jako okazję, a “cały świat”, jak mówimy, była to wówczas Jerozolima. Chcieli, aby sam sobie zapewnił ważność i zrobił coś, co zrobiło by z Niego, jak to dziś nazwalibyśmy, człowiekiem świata. Odmówił. Jego czas jeszcze nie nadszedł, aby obchodzić święto namiotów. On będzie miał Swe Królestwo na świecie i będzie potężny, aż po krańce ziemi, gdy przyjdzie Jego dzień, lecz teraz był w drodze do Swego ołtarza, a nie do Tronu. Nie pójdzie na to święto, aby cieszyć się z tego święta, chociaż na nim będzie i dlatego, gdy tym razem dotrze do miasta, widzimy go w służbie, a nie w czci; nie czyniącego cuda, jak chcieli go widzieć Jego bracia, aby zyskał więcej uwagi ludzkiej, lecznauczającego innych, a następnie ukrywającego się pod słowem: Naukamoja nie jest moją lecz tego, który mnie posłał. Bardzo osobliwe iszczególne jest to wszystko. Była w tym część moralnej chwały Człowieka, doskonałego Człowieka, Jezusa, w Jego stosunku do świata. Był zwycięzcą, cierpiącym i dobroczyńcą; na świecie lecz nie ze świata. Lecz z taką samą doskonałością widzimy Go w każdej z tych przedstawionych cech.

Tak więc w zetknięciu z żalem, który jest, jak to mogę wyrazić, na  zewnątrz, widzimy czułość, moc, która przynosi ulgę, lecz w zetknięciu  z uczniami, widzimy zarówno wierność jak i czułość. Trędowaty w Mateusza 8, jest obcym. Przynosi swój problem do Jezusa i zostaje natychmiast uzdrowiony. W tym samym rozdziale uczniowie przychodzą ze swymi troskami, (strach przed sztormem ) lecz zostają upomnieni, mówido nich: Czemu jesteście bojaźliwi, małowierni. A przecieżtrędowaty miał małą wiarę, tak jak uczniowie. Oni powiedzieli Mu: „Panie,ratuj bo giniemy”, a trędowaty: „Panie, jeśli chcesz możesz mnieoczyścić”. Lecz oni zostali zgromieni, a on nie. Ponieważ dla Pana były to różne sytuacje i słusznie. W jednym przypadku był to zwykły problem, a w drugim chodziło zarówno o duszę jak i problem. Tak więc, w jednym przypadku była w to zaangażowana czuła wrażliwość, a wierność była pobudką do działania w drugiej sytuacji.

Różne Jego relacje w stosunku do uczniów i do obcych, w jednym zestawieniu, pokazują nam w jak doskonale Pan rozróżnia sprawy, które występują tak blisko, ale wcale nie pozostają takie same. Co więcej, aż do tego stopnia doskonałości. Pomimo, że Sam gromi, nie pozwala, aby inni to robili zbyt lekko. Mojżesz mógł być upokarzany przez Pana, lecz Pan równocześnie nie pozwolił na to, aby Miriam i Arron robili mu wyrzuty (Ks. Liczb 11:12). Izrael na pustyni był stale i wciąż karcony ręką Boga, lecz w obliczu Balaama, czy innego przeciwnika, staje jako Ten, który nie widzi żadnych braków u Swych ludzi i nie ścierpi żadnego czarowania w celu pokonania ich.

Tak  więc Pan, w piękny sposób, zdecydowanie wchodzi między dwóch uczniów i napomina dziesięciu (Mateusza 20). Pomimo, że przekazał Janowi Chrzcicielowi słowo ostrzeżenia i upomnienia, jakby w sekrecie (takie słowo jakie tylko sumienie Jana mogło zrozumieć), to do ludzi zwraca się, aby wyrażali się o Janie tylko z pochwałą i zachwytem, i ciągle towarzyszy temu ta Łaska umiejętnego rozeznawania różnic podobnych zdarzeń.

Nawet w pracy z własnymi uczniami przychodzi taki moment, w którym nie widać już wierności, lecz wyczuwana jest sama czułość. Mam na myśli godzinę odejścia (Jana 14:16), było już za późno, aby być wiernym. Ta chwila nie dopuszczała tego. To był czas, który całkowicie należał do serca. Nie było tu miejsca na uczenie duszy. Otwierał przed nimi nowe Tajemnice, sekrety o najdroższej i najbardziej intymnej społeczności między nimi a Ojcem, lecz nie ma tutaj niczego, co moglibyśmy nazwaćnapomnieniem lub zgromieniem. Nie ma takich słów jak: „małowierni”czy „jakże to jeszcze nie rozumiecie?”. Każe słowo, które zabrzmiało by podobnie, było by tylko rozrywaniem rany, która bolała w sercu, która nie pozwoliłaby im poznać miłości, jaką do nich żywił. Była to święta chwila smutku rozstania, w doskonałej myśli i uczuciu Jezusa. I w pewien bardzo prosty sposób doświadczamy jej my sami tak, abyśmy mogli conajmniej radować się i czcić ją w Nim. Jest czas przytulania, jak powiada kaznodzieja, i jest czas powstrzymywania się od przytulania (uścisku). Jest to prawo księgi miłości i Jezus przestrzegał go.

Lecz nie pozwalał sobie na rozczulanie, gdy sytuacja wymagała wierności, a więc omijał wiele sytuacji, w których ludzka wrażliwość poczułaby się oburzona i w których ludzkie poczucie moralności osądziłoby je jako  oburzające. Nie zdobywał swych uczniów dzięki uprzejmej (miłej) naturze. Miód został wyłączony spośród prawdziwych ogniowych ofiar składanych z pokarmów, podobnie jak kwas. Ofiary z pokarmów nie mogły ich zawierać (Kapłańska 2:11) i nie było ich w Jezusie, prawdziwej „ofierze ogniowej”.

Nie spełniał ich życzeń, a jednak przywiązał ich do Siebie bardzo blisko i w tym jest moc. Zawsze jest moralna moc w tym, że zawierzenie komuś jest zdobywane bez starania się o nie, ponieważ wtedy serce jest przekonane o rzeczywistości miłości. Wszyscy to wiemy.

Uwaga poświęcana komuś, jeśli jest tylko zwykłą uwagą, jest miodem, a jak wiele tego „nędznego” materiału można  w nas znaleźć! Wszyscy jesteśmy narażeni na to, aby sądzić, że wszystko jest w porządku i nie sięgamy wyżej niż tylko do oczyszczenia z kwasu i napełnienia lampy miodem. Niech tylko uda nam się zagrać naszą rolę na dobrze zorganizowanej, uprzejmej scenie przed ludźmi, podobając się innym i robiąc wszystko co możemy, aby utrzymać dobre stosunki z innymi, a już jesteśmy zadowoleni z siebie i również z innych. Ale czy to jest służba Bogu? Czy jest to ofiara ogniowa? Czy można to rozumiećjako część doskonałej moralnej chwały doskonałego człowieka? W rzeczywiści nie. Możemy w naturalny sposób osądzać i jestem pewien, że nikt nie może tego zrobić lepiej czy bardziej skutecznie, lecz ciągle pozostaje jedną z tajemnic świątyni, że miodu nie używano, aby dawał słodki zapach ofiary.

Tak więc widzimy w rozwoju, w rozsądku, w połączeniu i w rozróżnianiu, jak doskonały w moralnej chwale i pięknie był na wszystkich tych ścieżkach Syn Człowieczy!

Życie Pana Jezusa było jasno świecącą lampą. To była taka lampa w domu Bożym, która nie potrzebowała złotych szczypiec, ani popielnic. Zawsze była oporządzona przed Panem i świeciła ogniem z czystej, wygniecionej oliwy. Zawsze manifestowała się tym, którzy byli wokół, obnażając i prostując, lecz zawsze zachowując swoje miejsce niewzruszone. Bez względu na to czy był prowokowany przez uczniów, czy przez przeciwników, a działo się to nieustannie, nigdy nie znajdujemy, aby Pan wymawiał siebie samego.

Raz
uczniowie narzekali: Panie, czy nic cię to nie obchodzi, że giniemy, lecz On nie dochodził prawa do snu, z którego został wyrwany.

Innymrazem zwrócili się do Niego: Widzisz, że lud napiera na Ciebie, apytasz: Kto się mnie dotknął, lecz Pan nie potrzebował pytać, chciał działać w kierunku zaspokojenia zaistniałej potrzeby.

Kiedyindziej znowu Marta powiedziała Mu: Panie, gdybyś tu był nie byłbyumarł brat mój. Lecz Pan nie usprawiedliwiał swej nieobecności, ani powodów zatrzymania się przez dwa dni w miejscu gdzie był, lecz pouczyłMartę jaki skutek przyniesie to Jego opóźnienie: „zmartwychwstaniebrat twój„. Jakże wspaniałe uzasadnienie Jego opóźnienia! Tak było za każdym razem. Czy Pan Jezus był wyzywany czy gromiony, nigdy nie znajdujemy w Jego ustach ani jednego słowa odwołania, czy kroku wstecz. Każdy język, który powstawał przeciwko Niemu z osądem, Pan potępiał.

W 2
rozdziale Ewangelii Łukasza jego matka gromi Go, lecz zamiast przyznać jej słuszność, to ona musi wysłuchać Jego, gdy przekonuje ją o jejbłędnym myśleniu.

Piotr

bierze Go na stronę, aby upomnieć: Panie miej litość nad Sobą, nie przyjdzie to na Ciebie. Lecz Piotr musiał się nauczyć tego, że to samszatan poddał mu takie napomnienie.

Urzędnik w pałacu arcykapłana posunął się nawet dalej, poprawiając Go i uderzając w policzek, lecz został przekonany o tym, że złamał zasady sądzenia, wobec sądu i w miejscu sądu.

To wszystko mówi nam o doskonałym Mistrzu. Okoliczności mogły nieraz być przeciwko Niemu. Czemu śpi w łodzi, gdy wiatry i fale atakują? Dlaczego zatrzymuje się w drodze, gdy córka Jaira umiera? Czy też dlaczego pozostaje na miejscu gdzie był, podczas gdy Jego przyjaciel Łazarz w dalekiej wiosce w Betanii choruje? Lecz to wszystko są tylko okoliczności i to chwilowe. Słyszeliśmy o tych wszystkich sytuacjach jak sen, opóźnienie, zatrzymanie, lecz widzieliśmy też zakończenie jakie zgotował Pan Jezus i to wszystko razem jest doskonałe.

W dniach patriarchów okoliczności były przeciwko Bogu Joba. Posłaniec za posłańcem przynosili zdawałoby się zbyt wiele, bezlitośnie, nieuchronnie, lecz Bóg Joba nie musiał się tłumaczyć. Podobnie nie musiał tłumaczyć się Jezus, którego działanie mamy opisane w Ewangeliach.

Gdy więc spoglądamy na Pana Jezusa jako na lampę w świątyni, światło w domu Bożym, odkrywamy, że ani szczypce, ani popielnice nie mogą być używane. Nie mają żadnego zastosowania do Niego. Wobec czego, konsekwentnie ci, którzy Go prowokowali lub napominali, sami musieli wrócić napomnieni i przyjąć na siebie wstyd. Używali szczypiec i popielnic do lampy, która ich nie wymagała, zdradzali przez to tylko swoją głupotę, a lampa świeciła jeszcze większym blaskiem, nie dzięki szczypcom i popielnicom lecz dlatego, że mogła przekazać więcej nowego świadectwa (które dawała przy każdej okazji), że tego nie potrzebuje.

Z tego wszystkiego uczymy się tej lekcji, że we wszystkich przypadkach powinniśmy stanąć z boku i pozwolić Jezusowi wykonywać swoje dzieło. Możemy patrzyć i uwielbiać, lecz nie mieszać się i nie przeszkadzać, jak wszyscy ludzie w tamtych czasach, przeciwnicy, krewni, a nawet uczniowie. Nie byli w stanie pomnożyć światłości, która świeciła; mogli cieszyć się nią, chodzić w niej, lecz nie wolno im było próbować jej poprawić czy regulować.

Pozwólmy naszym oczom patrzeć tylko na Pana Jezusa Chrystusa i na Jego doskonały charakter a będziemy mogli być pewni, że lampa Pana, ustawiona na świeczniku, oświetli w pełni całe ciało.

Lecz  idźmy dalej. Możemy dalej obserwować, że jak Pan nigdy nie tłumaczy się pod ludzkim osądem w czasie całej swej służby, jak to widzieliśmy, tak też jest i w godzinie Swej słabości, gdy moce ciemności powstały przeciwko Niemu. Nie poddał się ludzkiemu użalaniu. Gdy został uwięziony przez Żydów i Greków nie błagał ich, ani nie zaskarżał ich. Nie odwoływał się do współczucia, nie słyszymy błagania o życie. Modlił się do Ojca w Getsemane, lecz nie była to próba usunięcia żydowskiego arcykapłana czy rzymskiego namiestnika. Wszystko co w tej godzinie mówi, nie ma na celu obnażenia grzechu na jaki ludzie, czy to Żydzi czy Grecy, cierpieli w tej godzinie.

Jakiż obraz! Któż mógłby wymyślić taką  rzecz! Musiał być pokazany lub opisany, tak jak był widziany przezinnych. To był doskonały Człowiek, który wędrował tu w pełni moralnejchwały, a promienie i odblaski Jego doskonałej chwały pozostawione zostały przez Ducha świętego na stronach Ewangelii. Proste, szczęśliwe i szczere przekonanie o Jego osobistej miłości do nas (Panie, rozwiń to w naszych sercach!), najbardziej wspomaga nasze pragnienia, aby być z Nim i odkrywać Jego samego.

Słyszałem  o kimś kto obserwując Jego światło i błogosławione drogi w czterech Ewangeliach, wybuchnął łzami i nie mógł powstrzymać wyrażania swoichuczuć i wołał: O, i ja tam byłem z Nim! Jeśli jeden może mówić za wszystkich, kochani, to jest to czego chcemy, czego pragniemy. Znamy swoje potrzeby, lecz można także powiedzieć, że Pan zna nasze pragnienia.

Ten sam kaznodzieja, którego już cytowaliśmy, mówi: Jest czas zatrzymywania i czas odrzucania (Kaznodziei 3:6). Pan zarówno zatrzymywał jak i odrzucał, we właściwym czasie. Nie ma strat w służbie serca czy ręki, która wielbi Boga, niech będą tak hojne, jak tylko mogą.

Wszak  od Ciebie pochodzi to wszystko, a my daliśmy tylko to, co z Twojej ręki mamy” jak powiada Dawid.

Bydło tysięcy wzgórz należy do Niego i wszystko co napełnia ziemię. Lecz faraon traktował chęć Izraelitów do uwielbienia Boga jako próżniactwo i zajmowanie się bredniami, a uczniowie poczytywali wylanie na ciało Jezusa olejku za trzysta denarów jak stratę. Lecz oddanie Panu Jego własności, czy to honoru i czci, czy miłości serca, czy pracy rąk, czy materialnego domu, nie jest ani próżniactwem ani stratą. Jest to najważniejsza praca, którą przedkładać można Bogu.

Lecz tu chciałbym się zatrzymać na chwilkę lub dwie.

Wyrzeczenie się Egiptu nie jest próżniactwem, ani nie jest stratą namaszczenie głowy Chrystusa; chociaż tak to widzimy, że pewne szczególne rachunki prowadzone między synami ludzkimi a nawet często (zbyt często) między świętymi Boga, mogą spowodować taki pogląd.

Życiowe okazje są pomijane, światowe możliwości światowych obietnic nie wykorzystywane, ponieważ serce zrozumiało ciężar wspólnoty z odrzuconym Panem.

Lecz niektóre osoby mogą powiedzieć, że istnieje próżniactwo i strata, okazje mogły być zatrzymane przez „właściciela”, a możliwości mogą być wyszukiwane i zdobywane, a następnie wykorzystane dla Pana. Lecz takie osoby tego nie dostrzegają. Twierdzą, że te ludzkie, ziemskie wpływy, które są związane z „okazjami” to dar od Pana, który może być użyty dla korzyści, budowania i błogosławienia wierzących, ale Odrzucony Chrystus, Chrystus wyrzucony przez ludzi poza obóz, jeżeli jest znany poprzez duchową społeczność, przez daną duszę, będzie ją uczył innej lekcji.

Te życiowe profity, światowe okazje, tak zalecane, są dokładnie tym samym Egiptem, którego Mojżesz się wyrzekł. Wyrzekł się nazywania go „synem córki faraona”. Bogactwa Egiptu nie były w jego oczach wartościowe, ponieważ nie mógł ich wykorzystać dla Pana i odwrócił się od nich i Pan wyszedł naprzeciw niego i w końcu wykorzystał go, nie po to bybłogosławić Egipt, lecz aby wyprowadzić swój lud z niego.

Pójdę  nieco tym tropem dalej, ponieważ, jak czuję, jest to dla nas ważne. To wyrzekanie musi być wykonane na gruncie zrozumienia i wiary w odrzuconego Pana, ponieważ będzie wymagało całego pięknego, szczerego i właściwego charakteru. Jeśli zostanie podjęte z powodu zwykłych religijnych zasad, jak wypracowanie świętości, czy tytułu dla siebie, to można spokojnie powiedzieć, że będzie to coś gorszego niż próżniactwo i marnotrawstwo. Będzie to „wpadnięcie” w pułapkę szatana, który wtedy nas przezwycięży. Nie będziemy wtedy mieli możliwości zwyciężyć nad światem. Lecz jeśli rzeczywiście decyzja zostanie podjęta w wierze i miłości dla odrzuconego Pana, i w zrozumieniu Jego stosunku do obecnego złego świata, to jest to właściwy krok uwielbiający Pana.

Służenie  ludziom na koszt Bożej prawdy nie jest chrześcijaństwem, pomimo, że ludzie, którzy to robią mogą być postrzegani jako dobroczyńcy. Chrześcijaństwo bierze pod uwagę chwałę Bożą, jak również błogosławienie ludzi, lecz jak tylko stracimy to z oczu, będziemy kuszeni do uważania za próżniactwo i stratę czasu tego, co w rzeczywistości jest świętą, konsekwentną i oddaną służbą dla Jezusa. Rzeczywiście tak jest. Przyznanie słuszności kobiecie, która wylała olejek na Jego głowę mówi mi właśnie o tym (Mateusza 26). Mamy oddawać chwałę Bogu we wszystkim co robimy, pomimo, że ludzie odmówią uznania tego, co nie jest wykorzystuje światowego porządku czy nie zaspokaja potrzeb naszych sąsiadów. Możemy się uczyć od Jezusa, który znał Boże wymagania i sposoby działania w tym egoistycznym wiecie. Pan Jezus znał (z pewnością możemy to powiedzieć) prawdziwą i rzeczywistą konieczność działania we właściwym i jedynym porządku. Pan wiedział kiedy odrzucać,a kiedy zatrzymywać. „Zostawcie ją – powiedział o kobiecie,która rozbiła buteleczkę z drogocennym olejkiem – dobry uczynekspełniła względem Mnie”. Lecz po nakarmieniu tłumów powiedział: ”pozbierajcie resztki, aby nic nie przepadło”.

Obserwujemy to działanie według Bożej zasady: jest czas zbierania i czas rozrzucania. Jeśli hojna służba serca czy ręki w uwielbieniu nie ma iść na straty, to każdy okruch ludzkiego jedzenia jest święty i nie wolno

go wyrzucić. Ten, który przyznał, że słuszne było wydanie 300 denarów przy jednej okazji, przy innej nie pozwolił, aby jakikolwiek kawałeczek chleba zmarnował się na ziemi. W Jego oczach takie kawałki były święte. Były one żywnością konieczną do życia, którą Bóg dał człowiekowi do tego by żył, a życie jest rzeczą świętą.

Bógjest Bogiem żywych. „Będziesz z tego jadł”; powiedział o tym Bóg i dlatego Jezus uświęcił to. W Księdze Powtórzonego Prawa 20:19 drzewa pól są życiem człowieka, mówiło prawo, taki przepis był przeznaczonydla tych, którzy byli pod zakonem „jeśli wypadnie wam oblegać jakieś miasto przez wiele dni, by je w końcu zająć, nie będziecie niszczyć rosnących tam drzew, przykładając do nich siekierę, bo będziecie przecież spożywać z nich owoce. Nie będziecie przeto ich niszczyć. Zresztą, czy drzewa rosnące na polu są ludźmi, żebyście musieli jeoblegać?” To byłoby marnotrawstwem, profanacją, aby w ten sposób znęcać się nad żywnością, która jest Bożym darem. Jezus w tej czystości  i doskonałym Bożym porządku nie pozwolił, aby kawałki życia zmarnowały się na ziemi, „zbierzcie je, aby nic przepadło”.

Są to zaledwie drobne przypadki; lecz we  wszystkich okolicznościach ludzkiego życia, przez jakie Pan Jezus  Chrystus przechodził, widzimy jak one zmieniały się całkowicie pod wpływem Jego moralnej chwały; pod wpływem jaki wywierał na nie  Jego doskonały charakter; na wszystkich ścieżkach, po których stąpały Jego święte stopy.

Dla  ludzkiego oka nie było możliwie śledzenie tego, lecz dla Boga było to  stałą, świętą wonią słodyczy, poświęceniem, doskonałą ofiarą całopalną w świątyni.

 Część Trzecia

aracer

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.