Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 7

Opuszczam ruch „Chrześcijanie poza kościołem

 

                                                                                                 DLACZEGO PUSTYNIA?

 

„Pustynia” nie jest pojęciem, który rozumieją dobrze tylko chrześcijanie, poza tym, że jest rozsiane po całej Biblii. Od Księgi Rodzaju aż do Objawienia są wyraźnie odniesienia do „pustyni” jako czegoś, czego Bóg często używa do   zajmowania się człowiekiem. Wzór jest niezaprzeczalny

Lecz, czemu Bóg używa go tak często? Dlaczego koniecznie duchowa pustynia? Jaki jest cel i jak nas zmienia?

 

Gdy przyjrzymy się Pismu, widzimy, że pustynia jest często miejscem duchowych „kryzysów” jak i przygotowania. Jest to miejsce, które Bóg przed nami stawia, zanim zacznie się „rzeczywiste działanie”- zanim wejdziemy do pełni Bożego celu dla naszego życia. Musi nastąpić „śmierć” przed zmartwychwstaniem. Przed „Ziemią Obiecaną” musi być pustynia.

Pustynia jest miejscem próby i testu, złamania i pełnego poddania Bogu. Podpory i działania, które trzymały nas, tanie „zmagania” o to, aby coś się działo, zostają usunięte. Zdolność do polegania na sobie zostaje wstrząśnięta i zastąpiona totalną zależnością wyłącznie od Boga. Każdy „bałwan” w naszym życiu (często jest to też nasza służba) jest prześwietlana Bożym kruszącym światłem, każda egoistyczna motywacja jest tutaj pokazana. Ten proces może trwać latami. Ostatecznie pojawiamy się złamani, zawstydzeni i oczyszczeni. Ten proces oczyścił nas i spowodował nasze dojrzewanie na tak wiele sposobów. Teraz jesteśmy gotowi do wypełnienia wszystkiego do czego Bóg nas pierwotnie powołał. Lecz motywacje naszego serca są całkowicie odmienne od tych, które były wcześniej.

Widzimy ten schemat przez całe Pismo. Wiele lekcji można nauczyć się z tego, co czytamy tutaj. Spójrzmy na kilka przykładów:

 

Z tego co możemy powiedzieć, patriarcha Abraham przeszedł przez co najmniej dwa główne doświadczenia „pustynne” w czasie swego chodzenia z Bogiem. Pierwsze było wtedy, gdy wyszedł wraz z rodziną ze swego domostwa „nie wiedząc dokąd idzie” – w długiej podróży do Kanaanu. Drugim przypadkiem głównego duchowego kryzysu w życiu Abrahama to była jego przyszłość i wszystko w co wierzył.

 

Bóg obiecał Abrahamowi syna, który będzie „ojcem wszystkich narodów”. Gdy Izaak, syn obietnicy przyszedł, Bóg kazał Abrahamowi jechać na górę Moria i złożyć Mu Izaaka w ofierze! Wszystkie nadzieje i marzenia Abrahama były reprezentowane przez tego małego chłopca, a jednak Bóg nakazał zabić syna obietnicy! Jest to bardzo podobne do tego, co wielu odkrywa w ich pustynnym czasie. To jest niemal tak, jakby musieli uśmiercić wszystkie swoje marzenia, a nawet powołanie, które Bóg złożył na ich życiu. Jednak w ostatniej chwili Bóg zatrzymał rękę Abrahama i dał mu barana na ofiarę w miejsce Izaaka. To wiara Abrahama i jego totalna ufność w Boga zademonstrowały się tego dnia. Jego gotowość do złożenia wszystkich jego pragnień i nadziei było właśnie taką postawą serca jakiej wymagał Bóg.

 

 Innym przykładem z tej samej księgi jest Józef – historia, która ma „pustynię” wpisaną w sobie. Józef był ulubionym synem w swej rodzinie i otrzymał sny od Boga na temat jego przeznaczenia jako wielkiego przywódcy wśród swego ludu. Niewiele wiedział na ten temat, że jego droga do przeznaczenie będzie wiodła przez odrzucenie, ból, więzienie. W rzeczywistości głównym czynnikiem tej historii byli zazdrośni bracia, którzy sprzedali go jako niewolnika do Egiptu. Gdyby tego nie zrobili to wątpliwe, czy udzielone przez Boga sny spełniły by się kiedykolwiek.

 

Przez cały ten czas Bóg łamał go i kształtował na wielkiego przywódcę, którym miał się stać, ponieważ wyłącznie w oddzielonych miejscach Bóg może wykonać tą głęboką przygotowawczą pracę.

Potem nagle, po wielu, wielu latach, jednego dnia Józef dostaje się z więzienia do pałacu! Dzięki Bożej mądrości w wykładaniu snów faraona, Józef zostaje premierem Egiptu – drugim zaraz po królu; lata oczekiwania na pustyni kończą się. Zaczął się nowy okres. Okres, w którym zobaczył jak wypełniają się wszystkie obietnice, które Bóg mu dał!

 

Prawdopodobnie najlepiej znanym przypadkiem „doświadczenia pustyni” w ST jest historia Mojżesza i dzieci Izraela. Jest w tym wiele ważnych lekcji. Wszyscy dobrze znamy tą historię. Mojżesz, wychowany i uczony całe swoje życie w pałacach Egiptu nagle spotyka się jako Izraelita ze swoim dziedzictwem, powstaje „ze swej własnej siły” i zabija Egipcjanina. Zostaje zmuszony do ucieczki na pustynię, gdzie spędza 40 LAT jako prosty pasterz. Jakże niezwykła długość czasu! Wyobraź sobie, że każdy chrześcijański lider musiałby spędzić tak długo na pustyni, zanim Bóg mógłby mu pozwolić prowadzić Jego lud! Niewyobrażalne są głębie desperacji i uśmiercenia wszystkich marzeń i nadziei przez jakie Mojżesz musiał przejść w tym czasie! Faktycznie trudno po 40 latach wyobrazić sobie kogoś bardziej „martwego” zwykłym ambicjom i pokuszeniom przywódczym niż mógł być wówczas Mojżesz. A jaką CIERPLIWOŚĆ te lata oczekiwania musiały w nim wywołać!|

Ponownie widzimy tutaj te długości, przez które Bóg będzie prowadził w okresie „przygotowania” lidera (40 lat jest zazwyczaj długie). Izolacja, irytacja, wołanie do Boga o uwolnienie – to wszystko jest tego częścią. Takie przeżycie jest nie do zastąpienia. To dlatego Bóg go tak często używa. Serca ludzkie są tak do siebie podobne u tak wielu dziedzinach, że Boży „lek” staje się również podobny.

On zamyka nas nawet w swego rodzaju „więzieniu” na pewien czas, tak, abyśmy nie mogli uciec przed tym doświadczeniem. Jest tak ważne. Nie chce, aby nastawieni na siebie liderzy prowadzili jego drogocenne owce.

 

Po 40 latach przygotowań Mojżesz wrócił do Egiptu na Boże polecenie, aby wyprowadzić Jego ludzi z niewoli. To był początek doświadczenia pustyni całego izraelskiego narodu. Ponieważ, gdy opuszczali Egipt jedyna droga do Ziemi Obiecanej prowadziła przez pustynię. Niektórzy komentatorzy mówią, że droga w linii prostej zajęła by im kilka tygodni lub mniej, lecz z powodu nieposłuszeństwa i strachu ogromna większość tych, którzy opuścili Egipt pomarła na pustyni, nigdy nie osiągając Ziemi Obiecanej. W rzeczywistości ich pustynna podróż zajęła im 40 lat!

 

Musimy tu zrobić szczególną uwagę, jeśli chodzi o ten fakt: Nie każdy, kto wszedł na pustynię przeżył ją, a w rzeczywistości tłumy poginęły tam. Pustynia wypróbowała ich i okazali się nie spełniać wymogów. Weszli do miejsca prób i zawiedli. Jest to szczególnie zasadnicza sprawa do uświadomienia sobie i dziś. Tylko dlatego, że zostaliśmy „wywołani” i weszliśmy w czas pustyni, nie znaczy, że uchwycimy Boży kontakt i właściwie zareagujemy. Jest całkiem możliwe, że wszystko zostanie tam stracone. Ci ludzie stracili wszystko całkowicie. Tylko ich dzieci weszły do dziedzictwa obietnic Bożych.

 

Wiele stuleci później czytamy o innym kluczowym przywódcy w historii Izraela – który wytrzymał długi okres próbowania w pustynnym procesie. To był Dawid, pasterz, którego przeznaczeniem była korona.

 

Dawid spędził całe lata dosłownie ratując swoje życie ucieczką przed Saulem, panującym królem Izraela, który był zazdrosny i bał się Dawida. Młody człowiek wiedział, że został powołany na króla, lecz to przez wielkie doświadczenia do królestwa doszedł. Dawid ukrywał się latami w jaskiniach, a nawet w wioskach Filistynów, aby uciec przed złością króla Saula. 400 innych uciekinierów przyłączyło się do niego, mógł zatem prowadzić swoją własną małą armię „buntowników”.

 

Widzisz, Bóg nie mógł dopuścić następnego Saula do prowadzenia Izraela. To dlatego musiał poddać próbie Dawida aż do tego stopnia. Pan chciał być pewien, że on był tym człowiekiem „według Bożego serca”, a ten proces zajął wiele, wiele lat.

 

Jednym z kluczowych testów, przez które Dawid musiał przejść był test „buntu”. Miał pewnego razu możliwość odebrania życia Saulowi w bardzo łatwy sposób i jego człowiek zachęcił go do tego, lecz Dawid nie podniósłby ręki przeciwko Saulowi. Nadal widział go jako „pomazańca Pańskiego”, pomimo tego, że było wyraźnie widoczne, że Saul został odrzucony przez Boga jako król. Dawid nie zrobiłby tego, aby pomóc swemu przeznaczeniu przez uderzenie na istniejące przywództwo. On oczekiwał na Bożą rękę w Bożym, doskonałym czasie. To był krytycznie ważny dla Dawida test. Ostatecznie, gdy Saul został zabity w bitwie, Dawi doszedł do królestwa w Bożym, wyznaczonym czasie. W ten sposób zaczęła się „złota era”  historii Izraela. Wydłużony czas przygotowania na pustyni przydawał się Dawidowi aż do końca życia.

Lecz ST pokazuje wyraźnie, że nie tylko przyszli królowie czy liderzy byli przez Boga szkoleni na pustyni. Większość proroków była zazwyczaj przygotowywana do ich służby w tym miejscu oddzielenia i pustki. Każdy przyszły Eliasz czy Elizeusz Boży musi przejść przez taki czas intensywnego duchowego szkolenia i jest to prawdą nie tylko w ST, lecz również i w Nowym Testamencie. W rzeczywistości do dziś dnia jeśli jest jakaś służba najbardziej związana z pustynią to jest to służba „prorocza”. Ja osobiście wierzę, że jest bardzo silny proroczy aspekt w sporej części tego, co widzimy jako ruch „poza kościołem” dziś.

 

Moglibyśmy pokazywać liczne przykłady doświadczenia „pustyni” wielu proroków ST, ponieważ wydaje się, że jest to niemal uniwersalna rzecz, lecz, myślę, że jednym z najbardziej interesujących proroków, któremu się warto przyjrzeć jest Jan Chrzciciel, prorok, który „przygotował drogę” dla ery Nowego Testamentu. Jezus ogłosił, że „nie narodził się z niewiasty nikt, kto byłby większy od Jana”. Jan zawsze był przeznaczony na proroka – napełniony Duchem jeszcze w łonie matki. A jednak po 30 latach przygotowań jego służba trwała tylko 6 miesięcy. Lecz jakie to było sześć miesięcy.

 

Jan Chrzciciel był prawdziwie „pustynnym” prorokiem w najbardziej radykalnym sensie. W okresie swego przygotowania i szkolenia był, jak czytamy, ukryty w miejscach pustynnych, aż nadszedł czas ukazania się. Nagle przybył, jakby znikąd, z przenikającym słowem pokuty na ustach. Jego kazania znajdowały się wśród najbardziej płomiennych ze wszystkich proroków. „I wychodziła do niego cała Judea, Jerozolima i byli chrzczeni w rzece Jordan wyznając grzechy swoje” (Mat. 1:5).

 
Nie tylko czas przygotowania Jana wypadł na pustyni, lecz również cała jego służba! On był człowiekiem pustyni w każdym sensie i to on miał honor ochrzczenia Jezusa – obiecanego Mesjasza.

 

Ważne jest pamiętać o tym, że również Jezus przeszedł przez okres pustynny tuż przed rozpoczęciem służby. Jak wiemy, gdy został ochrzczony Duch Święty zstąpił na niego jako gołębica. „I został Jezus zaprowadzony przez Ducha na pustynię by go kusił Szatan (Mt. 4:1). Ten okres pustyni był czasem testów i prób, 40 dniowego postu i niewyczerpanych ataków przeciwnika. Gdy Jezus dotarł do końca, był rzeczywiście gotów do Swojej służby. Zatem, nawet w życiu Zbawiciela „pustynia” była kluczowym kamieniem milowym.

 

Ap. Paweł to następny mąż, od którego Bóg wymagał przejścia przez takie doświadczenie. Wspomina, że natychmiast po nawróceniu i ochrzczeniu Duchem Świętym spędził w Arabii (region pustynny) w społeczności z Bogiem i nie odwiedził apostołów w Jerozolimie przez co najmniej 3 lata (Gal 1:17-18). Ponownie ukazuje to jak ważne jest dla tych, którzy mają specjalne posłanie od Boga, aby spędzić czas wyłącznie z Nim, przed ujawnieniem się światu. Najpierw muszą zostać przygotowani i o to właśnie chodzi w doświadczeniu pustyni.

 

Jak to już widzieliśmy w całym Piśmie wielu przyszłych Bożych liderów i mówców było wysyłanych do miejsca samotności i złamania zanim zostali wprowadzeni w prawdziwe przeznaczenie. Nie wspomnieliśmy o takich herosach jak Noe, Jozue, Jakub, Job, i inni, którzy mieli podobne przeżycia. Część tego procesu leży w „oczekiwaniu”, które tam ma miejsce. Również w tym, że wszystkie wspierające podpory zostają usunięte. Samo oczekiwanie może być torturą.

 

Pustynia ma również na celu zajęcie się wszelkim strachem przed ludźmi oraz „usystematyzowanym” patrzeniem na sprawy. Bóg często używa go, aby wprowadzić całkiem świeżą perspektywę, która jest bardzo ważna dla lidera, który ma reprezentować „nowe” podejście lub napotkać na opozycję wywołaną słowami konfrontacji, które przynosi. Samotne lata pustyni dają im kręgosłup, który wytrzyma tłumy czy moce i pozwoli ogłaszać Bożą prawdę bez kompromisu. Teraz naprawdę boją się Boga bardziej niż ludzi i myślą zupełnie inaczej niż reszta. Pustynia jest żywotnie ważna dla każdego, kto chce przynieść świeżą mannę Bożemu ludowi.

 

Oto kilka interesujących e-maili, które otrzymałem dotyczących tej sprawy:

 

Scott (USA):

Łatwo przychodzi nam porównywać „Pustynię” z czymś negatywnym. Nie wierzcie w to. Wierzę, że część tego, co Bóg przygotowuje nie da się nauczyć z za kazalnicy. Stare powiedzenie, że: „Tego nie da się nauczyć, to trzeba przeżyć” odgrywa tutaj ogromną rolę.  

„A dziecię rosło i wzmacniało się na duchu, PRZEBYWAJĄCA NA PUSTYNI, aż do dnia wystąpienie przed Izraelem” (Łk 1:80). Właśnie przygotowywana była zmiana porządku rzeczy… Jan, syn Zachariasza, nie miał uczyć się PRAWDY w domu swego ojca, ani w kościele w Sabaty. TO było objawienie, które przyszło, gdy Jan przebywał na pustyni. To, co Bóg przygotowywał, poruszenie Boże, które szykował do objawienia (Jezus) musiało być wyłożone całkiem poza wpływami i porządkiem tamtych dni.

 

Wierzę, że nadchodzi zmiana w dzisiejszym kościele, podobnie jak za dni Jana. Oczywiście nie mam na myśli nowych zasad zbawienia czy łaski, chodzi mi o kościół. Wyprodukowaliśmy całe mnóstwo rzeczy, z którymi Jezus nie ma nic wspólnego. Wierzę, że zmiana porządku, przywróci Boży porządek Jego ludziom. Wierzę, że Bóg tych, których nazywa synami trzyma na „pustynnych miejscach”, ponieważ przygotowuje ich do wszczepienia i zdeponowania w ich sercach tego, czego prawdopodobnie nie da się nauczyć w dzisiejszym kościele…

Nie mówię, że cały współczesny kościół jest wykręcony. Kocham ten kościół, biorę w nim udział każdego tygodnia. Wierzę, że ci, którzy są teraz na pustyni kochają kościół równie mocno. Wierzę, że są znaki zachęty Ducha Świętego. Są takie rzeczy i prawdy, które Bóg otwiera przed nimi, a których nie da się teraz nauczyć w 4 ścianach kościoła.

 

W swoim artykule napisałeś, że „tysiące wybrało wyjście a wielu czuje się tak, jakby „czekali” na coś”. Wierzę w to! Wierzę, że są tam wyczekując. Modląc się, poszcząc, słuchając głosu Bożego! Wątpię czy wielu z nich to rozumie, dlaczego. Lecz przez wewnętrzny poziom wiary, wierzą temu, co powiedział Jezus: ”Przyjdę wkrótce”.

 

Napisałeś, że nie jest możliwe, aby pozostali z dala na zawsze. Zgadzam się. Wierzę, że wrócą i przenikną kościół i wprowadzą ze sobą posłanie i objawienie, które nami wstrząśnie. Oczywiście, będą tacy, którzy wykorzystają „zranienia i rany” jako powód do odejścia i nie przyjęcia odpowiedzialności. Inni są po prostu leniwi i cieleśni, lecz są tacy, którzy słyszą głos Pana pobudzający ich do szukania Jego oblicza i serca poza 4 ścianami lokalnego kościoła.

 

 

Deborah (Lokalizacja nieznana):

Wielu opuściło „system” i nie wiedzą dlaczego. W Egipcie był ogromny nacisk na Żydów, aby „pracowali”. Jest to symbol zmęczenia, które przychodzi wraz z „uczynkami”. Sprawiedliwość oparta na odgrywaniu przedstawiania jest skrajnie wyczerpująca. Większość została wkupiona w system nieświadomie. Wierzę, że Bóg wywołuje wielu z tego „systemu wiary”… ON wywołuje nas z „Egiptu”…

 

Gdy On wywołuje „poza obóz” to jest czas świętowania. Dlaczego? Wierzę, że jest tak dlatego, że Pan mówi, że to już czas na głębszą relacje z Nim i na przygotowanie. Przygotowanie do tego, z czym się musimy spotkać, co przed nami. Wywołanie nas poza obóz, jak to było z Jezusem, aby umrzeć. Będą to najlepsze i najgorsze czasy. Najlepsze, dlatego, że wejdziemy z Nim w głębszą i bardziej realną relację niż kiedykolwiek wcześniej i będziemy mniej związani przez „uczynki”. Najgorsze, ponieważ to, co nie jest z Niego musi umrzeć.

 

Hari (Australia):

Podobnie jak wielu, jestem pewna, że byliśmy ostrzegani o niebezpieczeństwach sytuacji pozostania „samemu” a zatem te wszystkie sprawy znalezienia się między wilkami (choć, co smutne, spotkałam więcej wilków wewnątrz kościoła) czy odrzucania „zgromadzeń wzajemnych” braci itd.

Pustynia to miejsce bez jakichkolwiek zakłóceń i fanfar, miejsce gdzie sam Pan czeka na ciebie. Minęło już pięć lat i w tym czasie próbowaliśmy „wrócić do”, lecz jakoś byliśmy wypychani „na zewnętrz”… Nie jesteśmy rozgoryczeni ani nie poddający się, lecz po prostu pozbawieni złudzeń.

 

Czasami musisz znaleźć się na zewnętrz, aby zobaczyć, co się dzieje. Aby móc pomóc człowiekowi złapanemu w dół-pułapkę musisz być na zewnątrz, aby go wyciągnąć. Oczywiście, bycie „poza” samo w sobie jest urazą dla tych „wewnątrz”. Wywołuje to na powierzchnię wiele pytań, które zwyczajnie nie ustąpią, a na które wielu nie chce trafić.

 

Lecz na tej pustyni znaleźliśmy Pana i On sam prowadził nas i karmił i spowodował nasz wzrost w taki sposób, że tysiąc nabożeństw nie byłoby w stanie tego dokonać.

Być może podobnie jak Jan Chrzciciel my wszyscy oczekujemy na wywołanie do wyjścia i udania się do miast (Łk 3:2) i, podobnie jak on, będziemy ludźmi przygotowanymi do przygotowania drogi Pańskiej, na Jego przyjście… Być może wtedy świat zobaczy coś innego, być może wtedy my ponownie będziemy ludźmi, którzy „wywrócą świat do góry nogami”.

 

 

_________________________________________

Wielu piszących do mnie miało wiele bardzo interesujących rzeczy do powiedzenia na temat ich własnego doświadczenia pustyni:

 

Christopher (USA):

Byłem mentorowany przez dwie wielkie służby i do 1996 roku zostałem drugim zarządzającym w służbie, która tutaj stała się znaną jednostką w proroczych kręgach.

Pod koniec 1999 Pan zaczął do mnie mówić na temat bałwochwalstwa wobec tej służby. Było to bardzo trudne, ponieważ ja zwyczajnie postępowałem według poleceń typu: „jak to…” moich mentorów i zrezygnowałem z kariery w korporacyjnych Stanach w odpowiedzi na „powołanie” (jak byłem uczony). Wtedy w listopadzie 2000 roku Sam Pan przyszedł do mnie i zaczął rozmowę…

 

Siedziałem w moim biurze w fotelu na wpół leżąc za biurkiem, gdy nagle usłyszałem głos Pana mówiący do mnie w bardzo wyraźny sposób. Powiedział:

 

Chris, czy byłoby z tobą w porządku, gdybym powiedział ci, że zamierzamy udać się na skraj pustyni i w tym miejscu, to wszystko co uważałeś i znałeś jako normalne zaniknie. Nie będzie nabożeństw, działalności, widoczności. Będzie się wydawało jakby wszystko się zatrzymało – lecz to co będziesz miał to będzie manifestacja mojej Obecności.

 

Był króciutka chwila ciszy w tym momencie i Pan wrócił ponownie do mnie mówiąc:

 

Chris, wszystko co masz to Ja i tylko Ja, czy będzie to dla ciebie wystarczające?

 

Jak tylko Jezus skończył zadawać pytanie, zdałem sobie sprawę z tego, że właściwa odpowiedź brzmi „tak”, lecz coś wewnątrz mnie spowodowało, że powstrzymałem się i pomyślałem o pytaniu, a nie odpowiedziałem pośpiesznie. To było tak, jak gdyby to, co powiem miało być proroctwem tego, co się stanie – i zostanie uruchomione natychmiast po tym, gdy to wypowiem. Przez krótką chwilę zastanawiałem się nad tym, co mówiła by odpowiedź „nie” („Nie, Jezus, Ty nie wystarczyłbyś. My pragniemy służby bardziej niż Ciebie”), lecz było to tak śmieszne, że byłem gotowy odpowiedzieć na pytanie Pana, nawet gdyby miało wywołać zwrot, o którym nie myślałem. Wiedziałem, że wszelka służba warta zaangażowania zawsze MUSI zaczynać się i kończyć z Jezusem. Powiedziałem więc:

 

 Tak, Panie, Ty sam wystarczysz.

 

Znów nastąpił następny moment ciszy i Pan po prostu odpowiedział:

 

OK.

 

Intensywna Jego obecność odeszła i nie przeżyłem następnego nawiedzenia takiego jak to aż do końca stycznia 2002.

 

Pewnego poranka pod koniec stycznia 2002, siedziałem pracując dokładnie w tym samym fotelu w moim biurze, gdy Pan ponownie przyszedł do mnie tak samo jak ostatnio w listopadzie. Choć minęło kilkanaście miesięcy od ostatniego „spotkania”, Pan przemówił do mnie tak, jak gdybyśmy nadal kontynuowali poprzednią rozmowę. Powiedział:

 

Chris, gdybym dał ci te rzeczy, o których myślałeś, że potrzebowałeś w służbie,  wzgardziłbyś nimi nawet bardziej niż
wzgardziłeś tymi aspektami biznesu, które uważałeś, że konkurują o twój czas i przeszkadzają w wypełnieniu Mojego powołania na twoim życiu.

Mówił dalej:

 

 

W nadchodzących dniach największym pragnieniem moich ludzi będzie, aby po prostu usiąść u moich stóp i cieszyć się słodką społecznością. Już więcej nie będą swoich pasji owijać w to, co dla mnie robią. Ja będę ich pasją. Wtedy powiem do jednego, czy pójdziesz i przekażesz to posłanie tej grupie; i powiem do tamtego, czy pójdziesz na ulicę i pomożesz temu w wielkiej potrzebie; i powiem do jeszcze innego, czy pójdziesz i zachęcisz tego, który jest Moją owcą. Z powodu pasji dla mnie nie będą chcieli opuszczać tego miejsca przy moich stopach, lecz pójdą i zrobią, gdy poproszę, z wielkiej miłości dla mnie.  Oni wszyscy pójdą i wykonają swoje zadania dokładnie tak, jak ich poinstruuję, lecz gdy skończą swoje zadania ich jedynym pragnieniem będzie szybko wrócić na miejsce i siedzieć u Moich stóp. Nigdy więcej nie będą zastępować swej pasji dla Mnie tymi rzeczami, które robią dla Minie. Ja sam będę ich pasją.

 

„Wyszliśmy na zewnątrz” i nie widzę powrotu. Wyglądam w przód, aby zobaczyć, co Pan będzie teraz robił, ponieważ wierzę, że On stoi za tym wszystkim.

 

Nancy (USA):

Muszę powiedzieć, że wcale nie czuję się jakbym była na pustyni. Być może, że jestem, lecz po prostu nie wiem o tym (ha). Dla mnie, pustynia to jest miejsce, gdzie nie ma Boga. NIE czuję tego w ten sposób wcale. Rozmawiam z Nim codziennie, On mówi do mnie codziennie. Idę za nim najlepiej jak potrafię. Ufam Mu, że wprowadzi mnie do większej wierności Jemu, większego oddania modlitwie, większej miłości do Niego. Z pewnością bardzo lubię być z ludźmi, lecz miałam tego wiele przez te wszystkie lata, gdy byłam w kościele. Jedyne za czym wtedy tęskniłam to był Bóg!

 

Rodney (USA):

Jakieś 7 lat temu zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że spędzę całe moje tak zwane chrześcijańskie życie w takim lub innym grzechu myśląc przez cały czas, że znam Boga. Nagle zdałem sobie sprawę z mojej ogromnej potrzeby Jego. Błagałem GO przez sześć miesięcy, aby coś dla mnie zrobił. Któregoś dnia zrobił. W jednej chwili przyszedł i oczyścił mnie i całkowicie zmienił kierunek mego życia. Od tej chwili zacząłem się dziwić dlaczego po tak wielu latach spędzonych w kościele nigdy nie widziałem tego rodzaju mocy. Kochając Boga bardziej niż kiedykolwiek, a nawet wzrastając stale odłączyłem się odzorganizowanego kościoła. Walczyłem z poczuciem winy, skrajną samotnością, wieloma niemal bezsennymi nocami i wielu innymi emocjami, ponieważ przez kilkanaście lat czułem się tak, jakbym był jedynym, który tak czuje. Pozwól, że podkreślę fakt, że moja miłość do Boga stale wzrastała. On Osobiście uczy mnie rzeczy, o których nigdy nie słyszałem w kościele. Bóg wypełnił moje serce tak wielu cudownymi rzeczami i tak bardzo pragnąłem powiedzieć ludziom, a jednak nie było uszu do słuchania.

 

Pustynia był czymś nieznośnym dla mojej rodzin i dla mnie. Znacznie łatwiej było w dawnych czasach żyć w ignorancji, po prostu grając w tą grę. Wielokrotnie myśleliśmy, że powinniśmy wrócić i zaangażować się ponownie. Gdy idziemy na „kościelne nabożeństwo” to często zostajemy ogarnięci zmartwieniem i wielkim smutkiem. W ciągu ostatnich kilku lat spotykaliśmy się z ludźmi podobnymi do nas i teraz mamy społeczność z ponad dziesiątką rodzin a znamy wiele więcej.
Czasami uczestniczymy w nabożeństwach, po prostu dlatego, że czujemy tak wielką miłość do ludzi, której nigdy nie mieliśmy wcześniej i chcemy być z nimi (nawet z ludźmi, których nie znamy), a jednak czasami potrzeba tygodnia lub więcej, aby dojść do siebie po tym bolesnym przeżyciu.

Mógłbym dodać, że kościół, do którego należymy jest, tak dalece jak chodzi o kościół, jest prawdopodobnie tak dobry jak ci, którzy przychodzą.

Teraz po 7 latach, nie zamieniłbym tego na nic innego. Nawet w okresie najstraszniejszej pustyni i samotności byłem tak pewien tego, że to wszystko Bóg czyni, że założyłbym się swoim życiem o to. Pan był tak niesamowicie wierny i wydaje się teraz, że jesteśmy poza pustynią i czujemy, że coś się wydarzy.

 

Nikki (USA):

Czasami, gdy jesteś sam, nie znając nikogo, lub zaledwie kilku innych – myślisz, że pewnie jesteś buntowniczy – lecz czas z Panem jest tak bogaty, głęboki, a wzrastające korzenie takie dobre, że wiesz, że coś tutaj jest w porządku. Uczymy się słuchać, chodzić z Panem i podążać za Nim w bardzo rzeczywisty i osobisty sposób. On ma swoje powody a ja wiem, że ja wiem, że nie będziemy mieli problemów słuchając Go, gdy mówi nam, aby „Iść” – lecz nie będzie to prawdopodobnie budynek, lecz żywa świątynia Jego dzieci, wszystkich posłusznych Jego powołaniu.

 

 

Donna (USA):

 Jestem poza kościołem od kilu lat. Czasami, okazjonalnie odwiedzam jakiś, lecz zawsze słyszę głos Ducha: „Nie – to nie jest twój dom”. Wiedziałam, że mój Ojciec ma jakiś cel w tym doświadczeniu pustyni i że zrozumie to we właściwym czasie. Ostatnio, zrozumiałam, że to na pustkowiu przygotowywana jest droga…

 

Nie wiem dokładnie, co mój Ojciec zaplanował dla mnie, lecz jest to coś znacznie ponad wszystko, co mogę sobie wyobrazić. Wiem, że jest objawienie odnowionej prawdy, które nadchodzi do wielu znajdujących się na pustyni a które wkrótce będzie przekazane. Wszyscy powinni robić zakupy z Obj. 3:18, a szczególnie maść na oczy. Nie wszystko przychodzi przez łaskę, jest cena, którą zapłacić muszą ci, którzy zwyciężą.

 

Shearon (USA):

Polityka nie należy do kościoła, chóry na paradach nie należą do kościoła, „dzień kapelusza” nie należy do kościoła itd.. Pozbyliśmy się wszystkiego, czym kościół jest. Pan zabiera nas z powrotem.

 

Ja również przeszłam przez doświadczenie pustyni, mogę więc odnieść się do tego, przez co oni przechodzą. Pustynia nie jest łatwa, wszyscy powinniśmy przejść jedną. Jest cel w pustyni i dziękuję Bogu za moje przeżycie, tak wiele się nauczyłam. Lecz, tak masz rację, jest czas na wyjście. Nie możesz pozostać na pustyni (tak, chciałam). Jest taki czas, gdy Bóg wyśle cię na pustynię, podobnie jak Mojżesza i Swego Syna. Może to być 40 dni, może 6 miesięcy, a może 40 lat, lecz musisz wyjść.

Jeśli nie, to po co by to było?

topod

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.