Chrześcijańska żądza „rzeczy nadnaturalnych”

crosby2

Jestem wdzięczy za moje 40 charyzmatycznego dziedzictwa. Z tego, co ma do zaoferowania ten Wszechświat, przeżyłem to, co najlepsze i co najgorsze. Gdybym miał, podobnie jak apostoł Paweł, okazać moje „super-naturalne referencje” czy „super-naturalne doświadczenia” miałbym swoje własne, lecz zdecydowałem się pysznić czymś, ee, kimś innym. Dziś, pożądliwość manifestacji, egocentryzm, wiedziona brakiem poczucia bezpieczeństwa potrzeba „dotknięcia” Jego obecnością, prowadzi w imię „otwartości na Ducha” coraz większą ilość wierzących (szczególnie młodych naiwnych wierzących) do New Age, gnozy, okultyzmu i innych pogańskich praktyk i „duchowych technik”.

Jedną z rzeczy, o których Pismo mówi nam bardzo oględnie jest to, że: „On włożył wieczność w ich serca”. Ludzkość jest stworzona do tego, żeby przeżywać i doświadczać rzeczy duchowych i tego, co wieczne. Ludzkie serce tęskni do „domu”, tam. Ludzki duch wzdycha za czymś więcej niż to, co daremność pogaństwa, humanizmu czy mdłe, martwe, ortodoksyjne chrześcijaństwo i religijność mogą dać. Pragnienie nadnaturalnych przeżyć (w ogólnym sensie relacji z czynnikiem boskim) jest cechą daną przez Boga całej ludzkości, a nie tylko tych odkupionych. Oczywiście, wiemy że jeśli chodzi o wierzących, dom jest czymś lepszym niż zwykła wiecznością. Jest to serce i łono Ojca.

Tak więc, można zrozumieć jak spragniony szukający Boga człowiek może być z łatwością wprowadzony w błąd przez nauczania i praktyki duchowych technik, które wydają się zaspokajać potrzebę relacji w nadnaturalnej rzeczywistości. Chodzi o to, aby nie niszczyć pragnienia przeżywania, lecz raczej nauczać i zarządzać nim oraz dostarczać zdrowego kontekstu i sposobu wyrażania się.

Każda roślina potrzebuje gleby odpowiedniej do swojej natury. Jeśli zasiew „nadnaturalnej rzeczywistości” ma przynieść dobry owoc, musi mieć właściwą glebę. Współczesne praktyki i współczesne uwielbienie oraz informacje o tym, „jak dostać się na seminarium o nadnaturalności” nie są taką glebą. Glebą jest rzeczywistość Boga w zmartwychwstaniu i doświadczalna realność Jego Krzyża. Chwała i uwielbienie oraz duchowe techniki nie zaprowadzą nas do serca Ojca. Już tam jesteśmy, Jezus zabrał nas wraz ze Sobą, gdy powstał martwych, wstąpił do nieba na wysokości. On posłał Ducha Świętego, Ducha Synostwa, aby nam przekazał, że … wykonało się. Jesteśmy w domu. Chwała i uwielbienie jest jak deszcz na dobrą glebę – ma swoją wartość jako czynnik mający swój wkład w rozwój, ale nie jest glebą, która ma dać dostęp do relacji z Bogiem.

Zmienione stany świadomości

Współczesna chwała i uwielbienie często jest używana jako główny środek, służący do zaangażowania ludzi w wymiarze nadnaturalnym, bądź jako sposób na subiektywne przeżywanie Jego obecności w zmienionym stanie świadomości czy wymiarze egzystencji. Nazbyt często dzieje się to w formie umysłowej bierności; z wyłączonym umysłem. Gdy wchodzi do życia bierność, umiejętność mówienia: „nie”, czy zwykłej niezgody, jest fizycznie wysterylizowana. Konsekwencje są takie: „ta obecność” jest tak cudowna, a ja się nie zgadzam, więc rujnuję ją, bo obecność podnosi się, więc przełknę wszystko, co przychodzi z kazalnicy a co wydaje się przedłużać „obecność”, którą mogę odczuwać”.

Tak dzieje się cały czas.

Bardzo ważny i wyraźny sygnał tego, co rzeczywiście jest ważne, a co nie, widzimy, gdy uwielbienie/muzyka fizycznie wyczerpuje ludzi tak, że w czasie głoszenia Chrystusa z Pisma, są zmęczeni. Jeśli ludzie są pompowani w czasie „uwielbienia”, lecz nie mogą się skupić czy być czujni w czasie usługi ze Słowa, granica zostaje przekroczona.

Tak dzieje się cały czas.

Do technik kontroli umysłów należy powtarzanie stale pewnych zwrotów opartych na muzyce. Byliśmy kiedyś wraz z żoną na pewnym spotkaniu, gdzie usługa i uwielbienie jednej z najsławniejszych proroczych służb polegało na 2 godzinach skandowania jednego słowa na jednym akordzie: przyjdź, przyjdź, przyjdź, przyjdź. Tak, przez dwie godziny. Zawsze, gdy prowadzący uwielbienie w nieskończoność zachęca ludzi, aby powtarzali pewne proste zwroty w rytm prostej muzyki, stale i wciąż, stale i wciąż, i jest to pod przykrywką wolności w uwielbieniu czy pieśni dla Pana, granica psychicznej manipulacji zostaje przekroczona.

Oczekiwania i warunkowanie

Bóg w Swej osobie jest przedmiotem chwały i uwielbienia oraz wszelkich nadnaturalnych przeżyć. Jednym z faktycznych korzyści pochodzących ze zdrowego oddawania chwały i uwielbienia oraz przeżywania nadnaturalnych doświadczeń, jest to, że rozkoszujemy się Jego osobą i dobrodziejstwami płynącymi z Jego łaski. Czasami obejmuje to przeżywanie i udział w jakichś rzeczywiście niezwykłych nadnaturalnych rzeczach i to wszystko jest dobre.

Problem zaczyna się, gdy nie uważamy i kończy się to na pragnieniu tych dobrodziejstw, zamiast Osoby, która jest ich źródłem. Niektórzy nazywają to szukaniem Ręki, zamiast szukania Twarzy. Nie za bardzo lubię tą metaforę, lecz zgadzam się z tym, ku czemu to prowadzi. Bóg często używa tak zwanych „suchych okresów”, aby pomóc nam oduczyć się oczekiwania na rzeczy, które niekoniecznie są dla nas dobre. Wszystko to jest pewną częścią procesu wzrostu… rezygnowaniem z tego, co dziecięce.

Bardzo łatwo przychodzi nam mylenie nadnaturalnych manifestacji Bożej dobroci z owocem naszych wysiłków, zamiast przypisywać to Jego przychylności. Jeśli wydaje nam się, że Bóg robi D, E bądź F, ponieważ my zrobiliśmy A, B, lub C to stajemy się inicjatorami, a Bóg tym, który odpowiada. Relacja Stwórca – Stworzenie zostaje odwrócona, co jest jedną z definicji bałwochwalstwa. Boża miłość jest za darmo, Jego nie trzeba uwarunkowywać do tego, aby był dobry. Śpiewamy, ponieważ On zawsze jest Bogiem, a nie kimś, kogo trzeba zmuszać do udzielania Swej dobroci.

Jeśli głównym celem wspólnego uwielbienia i chwały jest zaspakajanie ludzkich potrzeb przeżywania, czy są to spotkania typu „ściąganie nieba na dół” to naturalną ludzką reakcją jest rozczarowanie, gdy nie są zaspokojone. Jest to nieuniknione. Zaczyna się przejawiać frustracja, a na jej grzbiecie nieopisane problemy. Na przykład:

Powiedzmy, że na zgromadzeniu nr 1 ma miejsce niezwykła manifestacja odczucia obecności Bożej, i On, przez Swego Ducha, czyni w Swym ciele i dla niego, wyjątkowo nadnaturalne rzeczy. Jeśli pasterze nie są uważni i nie myślą dobrze to jakie będzie ich oczekiwania co do spotkania nr 2. Co najmniej takie same, jeśli nie większe. . . wychodzimy „na wyższe poziomy i głębiej w Duchu”

Załóżmy, że spotkanie nr 2 nie jest takiej jak nr 1, a być może w porównaniu do pierwszego było nudno, a tu przed nimi czas na spotkanie nr 3. Jaka będzie psychiczna presja, aby „ponownie zdarzyło się spotkanie 1”? Znaczna.

Możemy to nazwać zdecydowanym pójściem za Bogiem czy jakkolwiek zechcemy, lecz jesteśmy naiwni, jeśli wydaje nam się, że nie mamy tutaj do czynienia z presją. Wyjątkowo silnej osobowości trzeba, aby sztucznie nie manipulować spotkaniem, siedzieć po kilku miesiącach „nędznych spotkań” i czuć się absolutnie w porządku.

Wyobraźmy więc sobie, że od spotkania nr 1 mija jeszcze kilka tygodni i nic szczególnego się nie dzieje. Lider uwielbienia zachęca i strofuje zgromadzenie, aby ludzie śpiewali więcej bądź głośniej, skakali wyżej czy wchodzili do rzeki, popuszczali, bądź pozwalali Bogu, czy jeszcze jakiś z tysiąca charyzmatycznych haseł. Zborowi obiecuje się, że jeśli się dostosują, wykażą w ten sposób swoją szczerość, a Bóg z pewnością odpowie uwalniając niebiańską dobroć.

Teraz, zamiast cieszyć się z tego, co było i reagować na tą unikalną „Bożą rzecz” na spotkaniu nr 1, przekraczamy granicę, za którą my, lider, opierając się na własnych wysiłkach, usiłujemy zmusić Boga, aby przyszedł i zaspokoił nasze oczekiwania na naszych warunkach.

Niestety ten cykl często podąża ku czemuś jeszcze gorszemu. Ponieważ własne wysiłki są grzechem, Bóg nie może odpowiedzieć na grzech, lecz musi aktywnie sprzeciwiać się wszelkim wysiłkom własnym w chwale i uwielbieniu tak ofiarowanemu. Wszelkie dążenia pozostające poza wiarą w Chrystusa, są na zawsze potępione. Jezus powiązał Swoją przejawiającą się obecność z wiarą i posłuszeństwem, nie ze śpiewem, chwałą czy uwielbieniem, a z pewnością nie z grzechem własnych starań, stosowania „nadnaturalnych technik …” Kiedy następuje „wycofanie manifestacji” przez Boga, pozostaje poczucie posuchy i dostrzegany jest „brak namaszczenia” na spotkaniu. (To czy rzeczywiście ten brak występuje, czy nie, to inna sprawa na inny dzień.)

Co więc robimy? Staramy się jeszcze bardziej. Zaczynamy spotkanie nr 6, zachęcając do „wstąpienia do rzeki”, a na spotkaniach 10 i 20 stosuje się coraz więcej przymuszania. Zaczyna wkradać się subtelne zagrożenie, jakoby Bóg nie miał w nas upodobania, jakby brak było oddania całego serca i tak dalej. Teraz już zgromadzenie znajduje się w introwertycznej perspektywie świadomości własnego stanu i nawet jeszcze bardziej walczy w chwale i uwielbieniu oraz na seminariach o to, co nadnaturalne i jak to osiągnąć, i cały ten cykl trwa nadal.

Jeśli owe suche spotkania trwają przez dłuższy czas, zaczyna wnikać krytycyzm i osąd. Zespół uwielbienia, lider i przywódcy kościoła nagle znajdują się pod ogniem: „może jest jakiś grzech w ich życiu”,..”stracili namaszczenie”, „grali szybką pieśń, kiedy trzeba było zagrać coś wolniejszego więc Duch Święty jest zasmucony i wycofuje swoją obecność…” i ludzie zaczynają opowiadać wszelkie rodzaju tego typu bezsensy.

Skoro nasze potrzeby przeżywania nadnaturalnych rzeczy nie zostają zaspokojone to ostatecznie bierzemy rodzinę i pieniądze do innego kościoła, gdzie „zaspakajają moją potrzebą nadnaturalności” bardziej regularnie. To dzieje się stale. I teraz dochodzimy do istoty – pieniędzy. Kiedy pieniądze zaczynają wychodzić przez drzwi, przechodzimy do czegoś gorszego niż parcie na uwielbienie – fałszujemy je. Musimy. Musimy „dostarczać dóbr” po to, aby utrzymać tyłki w siedzeniach i przepływ kasy. Wycofujemy się do czegoś bardziej subiektywnego, do subkultury i języka wyparcia aż do czasu, gdy sprawy przejmie iluzoryczność, Władca nie ma ubrań, lecz nikt nie ma zgody, bądź odwagi, na stwierdzenie tego, co oczywiste.

Jest to sytuacja dla naszych dusz nie do przyjęcia a pęd do realizacji swoich potrzeb przeżywania rzeczy nadnaturalnych nazywamy namaszczeniem, czym nie jest, ale musimy to robić. Ta kultura tego wymaga. Mówimy o Bożej obecności, kiedy jej nie ma. Mówimy o życiu, gdy jest śmierć. Całkowicie straciliśmy naszą drogę. Całkowicie przeszliśmy do nieautentycznej kultury fałszerstwa, równocześnie utrzymując, czasami bardzo dramatycznie zewnętrzne formy uwielbienia dawidowego i inne formy metod i technik rzekomo prowadzących do nadnaturalności.

Wniosek

Wydaje się, że u resztki charyzmatycznej gałęzi ekklesia mamy do czynienia albo z brakiem wrażliwości, albo niezdolnością do rozróżniania spraw. Lekarstwo jest proste: utrzymujmy Chrystusa i Krzyż (wcielenie, śmierć, pogrzeb, zmartwychwstanie, wstąpienie do nieba, uwielbienie, wylanie Ducha i Jego zamieszkiwanie wewnątrz) w centrum wszystkiego, co mówimy i robimy.

Kiedy zdarzy się coś niezwykłego, sprawdzamy to w stosunku do tego, co mamy w centrum i cieszymy się tym, co pasuje, a odrzucamy to, co nie pasuje. Aby jakiekolwiek „przeżycia” były dla wierzącego legalne, muszą mieć „cel”, a tym celem jest poznanie Chrystusa i Jego krzyża.

Kiedy to, co sami uważamy za naszą potrzebę „przeżywania nadnaturalnego”, dla samego przeżywania, staje się centrum i etapem końcowym, stajemy się okultystami, a nie chrześcijanami.

________________________________________

Jest to fragment książki pt. Praise, Worship and the Presence of the Lord: A Better Way to Worship, dostępnej na: www.stevecrosby.com

Copyright 2014 Dr. Stephen R. Crosby http://www.swordofthekingdom.com Udziela się zgody na kopiowanie, przekazywanie czy dystrybucję tego artykułu jeśli niniejsza uwaga zostanie zachowana na wszystkich duplikatach, kopiach i linkach referencyjnych. Na druk w celach komercyjnych czy w jakimkolwiek formie przeznaczonej dla mediów należy uzyskać pisemną zgodę.

Kontakt: stephcros9    @     aol.com

www.badchurchexperience.com

Służba utrzymuje się z dobrowolnych ofiar naszych partnerów i wierzą w przesłanie radykalnej łaski zrozumieniu nowego przymierza. Jeśli ten artykuł był dla ciebie błogosławieństwem, może zechciałbyś zastanowić się nad przekazaniem darowizny przez przycisk PayPal, aby nam pomóc w pracy. Dziękujemy i niech was Bóg błogosławi.

продвижение

One comment

  1. Dzisiejszy kościół bardziej przypomina „fermę drobiu” niż gniazdo Ojca Orła..
    Ponieważ dziś wszystko dzieje się „szybko i dużo „. Współczesne chrześcijańskie społeczności stosują taką samą taktykę w hodowaniu swojego „inwentarza” .
    Jeden opiekun , specjalnie spreparowany pokarm bardzo często podawany „na siłę ”
    Oczekiwania ?
    Mnóstwo owoców.
    Zaraz, zaraz .
    Czy widzieliście różnię między jajkiem z kury hodowanej na uwięzi i karmionej mączką rybną ,a jajkiem kury „wolnej „?
    Tak właśnie wygląda dzisiejszy „kościół”
    Kombinaty, serwujące plewy zamiast Bożego Słowa. Krasomówcy ,dalecy od Bożej Prawdy.
    Lecz wśród tych sztucznie hodowanych egzemplarzy znajdzie się zawsze „brzydkie kaczątko”
    Inne, odstające od wszystkich pod każdym względem. Poszukujące innego pokarmu niż ten „grupowo podawany”.
    Buntownik, serwujący wokoło Prawdę Bożego Słowa. Będący zagrożeniem dla autorytetu hodowców.
    Skąd biorą się tacy? ZRODZENI z NIESKAZITELNEGO NASIENIA. Nie godzący się z „bylejakością”
    Gdy tacy pojawiają się na horyzoncie, hodowcy zmuszeni są do działania. Dalecy od źródła , od Boga pozwalają wkraczać do społeczności siłom zła. Nie chcąc utracić swoich wątpliwych autorytetów posuwają się do rzeczy nadprzyrodzonych nie koniecznie z Bożego źródła.
    Tak wychowywani chrześcijanie tracą orientację w tym co dobre, święte i od Boga, nie reagując na duchowe wypaczenia.
    Potrzebując Boga, jego obecności, nie nauczeni samodzielności, idą ślepo za swoimi przewodnikami.
    Lecz oto wśród mnogości inwentarza do odpowiedniego poziomu duchowego dorastają owe „brzydkie kaczątka” okazujące się być „orłami” z Bożego nasienia”
    Karmione Bożym Słowem silne i pewne Tego ,który ich powołał.
    Poszukujące tego co gwarantuje im Boże Słowo, mianowicie życia w Mocy Bożej.
    Już plewy im nie wystarczają, a wiedzeni swoim naturalnym „instynktem ” dążą do ciągłego bycia w Nim.
    Czasami mija dużo czasu ,gdy zorientują się ,że miejsce w którym przebywają to nie gniazdo Ojca Orła, tylko ferma kur niosek.

    Pogoń za nadprzyrodzonością nie jest zatem niczym nie normalnym .
    Nie normalnym natomiast jest fakt braku nadprzyrodzonej Bożej obecności w codziennym życiu chrześcijańskim.

    Co zrobić z tym problemem?
    Jeśli jest Ci ciasno w zgromadzeniu w którym przebywasz, to może nie jesteś w gnieździe Ojca Orła lecz w fermie kur.
    Módl się ,czytaj Słowo Boże i poddaj się prowadzeniu Ducha Św ,który wskaże Ci Bożą drogę .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.