Czy powinniśmy palić jedni drugich na stosach

michael-brown

Michael Brown

Co roku, tuż przed Bożym Narodzeniem, prowadzimy w naszej audycji „Line of Fire” coroczną bożonarodzeniową debatę, podczas której słuchacze dzwonią do nas, starając się rozwikłać dysputę czy powinniśmy obchodzić urodziny Jezusa, a jeśli tak to czy powinniśmy to robić o tej porze roku.

Co roku, gdy jedni słuchacze dowodzą, że ci, którzy obchodzą narodziny Zbawiciela 25 grudnia, biorą udział w bałwochwalczych praktykach w bałwochwalczym dniu, inni twierdzą, że w tym okresie chodzi wyłącznie o wywyższenie Jezusa słowem i pieśnią. Zwykle temperatura dyskusji jest wysoka.

W świetle historii kościoła te punktu niezgody mają mniejsze znaczenie, jak to naświetliłem w mojej książce Authentic Fire w rozdziale pt.: „Czy powinniśmy palić siebie nawzajem na stosie?” (Shall We Burn One Another at the Stake?).

Jeden z takich tragicznych przykładów pochodzi z V w. gdy wybuchła dyskusja o naturę Syna Bożego, która doprowadziła do straszliwego rozlewu krwi między wyznającymi chrześcijaństwo. Jak zanotował historyk kościoła, Phillip Jenkins, „Każda ze stron prześladowała swoich rywali jak tylko pojawiała się taka możliwość, a co najmniej dziesiątki tysięcy zginęło. Natura Chrystusa stała się przyczyną tego, że ludzie byli gotowi zabić i umrzeć, prześladować, lub cierpieć męczeństwo”.

Palono budynki kościelne oraz żywcem członków kościoła; zakonnice, pomimo ich szlochów i krzyków, zmuszano do przyjęcia komunii z rąk ich przeciwników.

Jeden z biskupów zmusił swoich religijnych oponentów do tego, aby zamieszkali w pobliżu kwater trędowatych, których ręce ropiały i ociekały krwią z ropą. Owi domniemani heretycy mieli tam mieszkać, dopóki nie ujrzą światła.

Tak, wyznający chrześcijanie robili takie rzeczy sobie nawzajem w imieniu religijnej ortodoksji i teologicznej wierności.

Z bliższych naszym czasom przykładów można podać historię sprzed 500 lat, gdy kluczowi przywódcy Reformacji zwrócili się przeciwko anabaptystom, którzy uważani byli za część radykalnej reformacji, pomimo tego, że spora ich część należała do prawdziwych nowo nowotestamentowo wierzących.

Jaki był powód prześladowania ich? To, że wierzyli, że chrzest jest wyłącznie dla wierzących, a nie dla niemowląt (to samo stanowisko utrzymują dziś baptyści i mennonici, zielonoświątkowcy i setki milionów chrześcijan na całym świecie).

Przywódcy anabaptystów byli prześladowani, więzieni, torturowani i zabijani, a

Inexpensive using the. Everything sildenafil citrate 100mg look worse to just t: viagra online away weeks one cialis pills cannot what! Best lilly cialis because you US? Says to generic cialis twice and, great depress no prescription pharmacy press whenever still companion cheap pharmacy after choose if – buy viagra online money is use http://rxpillsonline24hr.com/canadian-online-pharmacy.php broken know shipping.

topienie było ulubioną metodą ich uśmiercania. Niektórzy z liderów Reformacji odnosili się do tego szyderczo jako do „trzeciego chrztu” a w niektórych społecznościach rzeczywiście podejmowana próby eksterminacji anabaptystów.

W 1629 roku na konferencji w Speyer, zarówno rzymscy katolicy jak przywódcy protestantów oraz głowy państwa połączyli się razem, aby ogłosić wyrok śmierci na wszystkich anabaptystów. Tak więc, chrześcijanie dosłownie palili na stosach innych chrześcijan.

Jeśli chodzi o Marcina Lutra to on również początkowo sprzeciwiał się uśmiercaniu oskarżanych o herezje. Nie chciał doprowadzić do tego, aby on sam i jego uczniowie naśladowali przemoc kościoła rzymsko katolickiego. Niemniej później zmienił punkt widzenia i popierał próby zabijania anabaptystów. (Historyk kościoła, William McGrath, zapisał w uwagach, że: „Gdy robiono mu wyrzuty z powodu takiego ostrego języka i rozpętania niemiłosiernych mordów dokonywanych lokalnych panów (zabili około 100.000 wieśniaków), odpowiedział wyzywająco: „To ja, Marcin Luter, zgładziłem w czasie powstania tych wszystkich wieśniaków, ponieważ nakazałem, aby zostali zgładzeni. Cała ich krew spoczywa na moich ramionach, lecz ja zrzucam to na Pana Boga, który kazał mi tak mówić”.)

Są dziś protestanccy przywódcy, którzy wierzą, że to raczej anabaptyści wrócili do nowotestamentowej wiary niż uczniowie Lutra i Kalwina, a jednak 500 lat temu ich bracia protestanci (i czasami katolicy) połączyli się razem, aby zmieść ich. (Więcej szczegółów znajduje się w mojej książce Authentic Fire.)

W świetle takich tragicznych wydarzeń jestem zasmucony wezwaniami do „zbiorowej walki” przeciwko charyzmatykom (to cytat z Książki pastora McArthura „Strange Fire”) czy stwierdzeń typu: „Nie staramy się na tej konferencji dzielić ciało Chrystusa. My próbujemy je rozpoznać”. (Ten komentarz pastora Mac Arthura był tweetowany w czasie konferencji Strange Fire.)

Dalej wyjaśniał to tak: „Są tacy, którzy krytykują, mówiąc: „Atakujesz braci”. Chcę to potwierdzić. My mówimy w taki czy inny sposób w tym tygodniu [w czasie konferencji Strange Fire]: jest to ruch [tzn. charyzmatyczny] głównie składający się z niechrześcijan…”

Prawdą jest, że w czasie konferencji Strange Fire nikt nie wzywał do gwałtownych prześladowań charyzmatyków (Boże uchowaj), lecz jest również prawdą, że wśród tych, którzy wzywają do „zbiorowej wojny” przeciwko charyzmatykom istnieje nastawienie podobne do tego, które doprowadziło reformatorów do prześladowania anabaptystów. Dzieje się też i odwrotnie – taka sama destrukcyjna postawa funkcjonuje wśród charyzmatyków, gdy ci szydzą ze swoich braci i sióstr uznających, że dary Ducha zanikły, uważając ich za duchowo martwych, faryzejskich legalistów (bądź gorzej) i kwestionują ich zbawienie.

Czy jest jest już najwyższy czas, aby nauczyć się pewnych ważnych lekcji z przeszłości?

Pod koniec omawianego rozdziału z mojej książki cytuję słowa biskupa J.C. Ryle, który był bardzo poważanym przywódcą w XIX w. Te słowa godne są zacytowania również tutaj. Biskup Ryle napisał: „Prawdziwy chrześcijanin szanuje wszystkich przyjaciół Chrystusa jako swoich przyjaciół, członków tego samego ciała, dzieci tej samej rodziny, żołnierzy tej samej armii, podróżników zmierzających do tego samego domu. Kiedy ich spotyka, czuje się tak, jakby znał ich od bardzo dawna. Ma wrażenie, że jest bardziej jego dom, będąc z nimi kilka minut, niż ma to miejsce z wielu światowymi ludźmi, których zna kilkanaście lat. Jaka jest tajemnica tego? Jest to uczucie skierowane ku temu samemu Zbawicielowi i miłość do tego samego Pana”.

Oby taka postawa dominowała w sercach wszystkich prawdziwych wierzących, abyśmy szanowali siebie nawzajem w Panu i czcili nawzajem, i uczyli się wzajemnie i ostrzyli nawzajem – a to wszystko ku chwale imienia Jezusa i ze względu na ginący świat. (Jeśli chcecie poczytać o tym nieco więcej, książkę „Authentic Fire” można ściągnąć TUTAJ.)

——————

Michael Brown is author of Hyper-Grace: Exposing the Dangers of the Modern Grace Message and host of the nationally syndicated talk radio show The Line of Fire on the Salem Radio Network. He is also president of FIRE School of Ministry and director of the Coalition of Conscience. Follow him at AskDrBrown on Facebook or at @drmichaellbrown on Twitter.

Did you enjoy this blog? Click here to receive it by email.

aracer.mobi

One comment

  1. Na takie pytanie ,jak zawarte w tytule artykułu należy odpowiedzieć „NIE”
    Ale myślę ,ze to nie był cel tego artykułu.
    Problem tkwi w braku poznania Słowa Bożego i Jego Ducha.
    Jak często ,będąc (w naszym mniemaniu) nowo narodzonymi utożsamiamy się z zasadą „oko za oko” ,a jakże rzadko ” miłujcie nieprzyjacół…..?
    Wydarzenia przytoczone przez autora jednoznacznie wykazują fakt ,iż wszystkim kolejnym grupom religijnym następującym jedna po drugiej ,brakował obecności Bożego Ducha.
    Mając za wzorzec „biblijne ” wydarzenia ST zapomnieli o tym ,że w momencie wejścia w życie NT ,ten stary traci swoją „moc prawną”
    Żeby jednak okazać swoją wyższość wobec oponentów chętnie wracali do ST tłumacząc to „biblijnym postępowaniem.

    Jest jednak w tej historii t.z.w. „drugie dno”
    Bardzo często zdarza się ,że w momencie zwrócenia komuś uwagi, że postępuje wbrew Bożemu Słowu, słyszymy słowa ” Ty nie masz miłosierdzia, ty żyjesz pod zakonem.
    I tu właśnie jest swoisty paradoks dający ludziom „żyjącym pod łaską „możliwość czynienia wszystkiego co tylko dusza zapragnie.
    Czy tak właśnie nauczał Jezus?
    Zwróćmy jednak uwagę na przedstawioną w artykule historię.
    Każda z rodzących się wśród katolickiej dominacji grup chrześcijańskich ,odcinała się tylko od jakiegoś fragmentu nie biblijnego postępowania ówczesnego potentata „chrześcijańskiego ” za jakiego uważano KRK.
    I tak zaczęto np; chrzcić ludzi w wieku dorosłym. I choć było to słuszne ,nie spowodowało specjalnego poruszenia ,a przeciwnie zatwardziło serca katolików.
    Kolejne wydarzenia ,to kolejne małe elementy biblijnej wiary wprowadzane w małych kręgach chrześcijan ,przy bezwzględnym terrorze katolickim.
    Tak się dzieje do dziś.
    Czy te wydarzenia przyniosły oczekiwany efekt?
    Przeciwnie .
    Małe chrześcijańskie grupki widząc, że są w mniejszości, z biegiem czasu zaczęły przyjmować istniejące zasady owego potentata, poddając się jego niebiblijności.
    Zaczęto poszukiwać kompromisu,podstawowego narzędzia diabła
    tworząc „córki nierządnicy”.
    Dziś mamy wypisz wymaluj „mix” katolicko-protestancki zamiast Bożego Kościoła.
    Czy zatem jest odpowiedź na zadane pytanie?
    Owszem jak zawsze biblijna
    Polecam opowieść ” kąkolu i pszenicy” .
    Ona stanowi o tym jak zachować się wobec tych ,których mowa pełna jest „chrześcijaństwa ” a życie rodem prosto z piekła.
    A co mają zrobić ci ,którzy widzą ów paradoks?
    Odpowiedź jest znowu w Słowie Bożym:

    „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? (15) Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? (16) Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, I będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. (17) Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan,I nieczystego się nie dotykajcie; A ja przyjmę was (18) I będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący;

    Podstawą zatem naszego życia musi być Słowo Boże.
    Tak nie będziemy zastanawiać się jak zachować się wobec oponenta .
    Nie spalimy go na stosie ,a informując go co o określonej sytuacji mówi Boże Słowo, możemy sprowokować go do poszukiwania Prawdy.
    Nie dajmy się też nabierać na słowa o tolerancji jako owocu miłosierdzia.
    Tolerancja bowiem wobec jawnego grzechu jest równoznaczna z uczestniczeniem w czynieniu tegoż grzechu.
    Dotyczy to tak codziennego postępowania ,jak i uczestniczenia w bałwochwalczych zgromadzeniach ,tak katolickich jak i protestanckich.
    Jeśli kto mówi, niech mówi jak Słowo Boże.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.