Deklaracja tożsamości: Czym jest kościół

My Photo
Neil Cole

Wyraźnie pamiętam tę chwilę, gdy stałem przed moim zgromadzeniem składając doroczne sprawozdanie z działań naszego kościoła na polu zakładania kościołów. Nie założyliśmy w tamtym roku ani jednego, więc już czułem się niewygodnie. Mogłem za to przekazać pozytywną wiadomość: jako ochotnicza rada ds zakładania kościołów, w końcu ustaliliśmy, czym jest kościół.

Osoba odpowiedzialna za zakładanie kościołów nie był do tej chwili pewna tego, czym kościół jest. Byliśmy co najmniej szczerzy, tak wielu przecież w ogóle nie zajęło się tą sprawą. Kościół jest jedną z tych rzeczy, które wydają się większości zrozumiałe na podstawie własnego doświadczenia. Okazuje się, że zdefiniowanie tego bytu, który w ciągu stuleci pojawia się w tak wielu formach i przejawach nie jest tak łatwe jak się wydaje. Słownik Merriam-Webstera w definicji obejmuje różnego rodzaju budynki, w których spotykają się chrześcijanie. Niemniej, Nowy Testament nie pojmuje kościoła w taki sposób. Czego więc uczy NT o kościele?

Jak wspomniałem w poprzednim poście, do stworzenia definicji korzysta się typowej listy elementów wyciągniętych z Nowego Testamentu, np.:

Jest to grupa wierzących

  1. …którzy gromadzą się regularnie, aby oddawać cześć.

  2. …którzy słuchają biblijnego głoszenia słowa Bożego.

  3. …którzy uważają siebie samych za kościół.

  4. …mają starszych, posiadających odpowiednie cechy charakteru.

  5. …praktykują chrzest, komunię i (niektórzy dodają) kościelną dyscyplinę.

  6. …są zgodni co do doktrynalnych fundamentów.

  7. …mają ewangelizacyjny cel.

Jak już wcześniej wskazywałem, sporo z tych rzeczy, które umieszczamy na liście nie jest w rzeczywistości tak istotne w nowotestamentowym kościele, jak nam się kiedyś wydawało. Chciałbym w tym poście spojrzeć na coś bardziej alarmującego, a mianowicie to, czego nie umieszczamy na takiej liście.

Oto trzy z takich rzeczy:

1. Jedni drugim. W Nowym Testamencie znajduje się prawie 60 zaleceń skierowanych do naśladowców Chrystusa zawierających zwrot: „jedni drugim”. Ani jedno z nich nie znajduje się na takiej liście. Polecenia takie jak „miłujcie jedni drugich”, „wyprzedzajcie się w okazywaniu jedni drugim szacunku”, „módlcie się jedni za drugich”, „wyznawajcie grzechy jedni drugim”, „napominajcie jedni drugich” czy „noście ciężary jedni drugich” znajdujemy w całym Nowym Testamencie, lecz nic z tego nie pozostawia śladu w definicji kościoła. Jeszcze bardziej alarmujące jest to, że w czasie typowego, niedzielnego nabożeństwa bardzo niewiele z tych zaleceń jest wykonywana, choć wszyscy zakładają, że jest to jest właśnie kościół.

Szybko dodajemy do definicji naszego kościoła głoszenie kazania i rezygnujemy z tej działalności, którą powinniśmy jedni drugim wyświadczać? Nic dziwnego, że współczesny kościół bardziej przypomina publiczność konsumentów, a nie agentów zmiany na tym świecie. Kładzie się tak ogromny ciężar odpowiedzialności na barkach przywódców i starszych, a tak niewielki na barkach ludu Bożego.

2. Pobożne cechy charakteru. Mamy w Nowym Testamencie dużo różnych list cech charakteru, które chrześcijanie powinni przejawiać, jak w przypowieściach (Mt 5:1-10), opisy miłości (1Kor 13:1-13), owoce Ducha (Ga 5:22-23), cech (Flp 4:8-9), cech starszego/ diakona (1Tym 3:1-13, Tyt 1:5-9), lecz nigdzie nie ma listy składników niezbędnych do tego, aby być kościołem. Czy kościół nie byłby dla świata atrakcyjniejszy, gdybyśmy przyjęli takie listy jako część tego czym powinniśmy być, robić, gdy się gromadzimy razem? Jedyne, co w definicji kościoła skłania się w kierunku tych pobożnych cech jest opis „kompetentnych starszych”, ale znowu oznacza to, że liderzy noszą cały ciężar, nawet jeśli chodzi o to, aby być podobnym do Chrystusa.

3. Jezus. O wiele bardziej zasmucające jest to, że nie ma na takiej liście Jezusa! Niektórzy uważają, że jest obecny z założenia, ponieważ wszędzie, gdzie wierzący gromadzą się On jest pośród nich. Osobiście, zadaję natychmiast pytanie: Więc przyjmujesz to, że Jezus jest obecny, lecz wyrażasz głośno potrzebę posiadania starszych? Co jest ważniejsze, Jezus czy starsi?

Czy faktycznie ważne jest to, abyśmy dodali Jezusa do naszej definicji kościoła?

Tak, wierzę, że nie powinien to być tylko jeden z czynników, lecz jej najważniejszy element. Czy jest to biblijne założenie? Tak, tak myślę.

Widzimy w 1 rozdziale Dziejów Apostolskich, że w górnej komnacie są obecne te wszystkie składniki, a jednak istnienie kościoła zaczęło się dopiero w 2 rozdziale. Co zostało dodane? Zamieszkująca wewnątrz obecność Ducha Chrystusa! Kościół narodził się z chwilą, gdy Chrystus zamieszkał w nas. Jego obecność to jedyne, co odróżnia kościół od każdej innej organizacji na tym świecie. Opisane wcześniej elementy, które prawdopodobnie powinny składać się na kościół, równie dobrze mogą być wykorzystane do opisania Kiwanis Club (jednej z największych organizacji charytatywnych – przyp. tłum.).
Niektórzy chcieliby oddzielić Jezusa od kościoła, lecz nie wydaje mi się to mądre ani biblijne. Równie dobrze możesz próbować odciąć głowę od swego ciała. Jezus wyraźnie powiedział: „Trwajcie we mnie, a Ja w was… beze Mnie nic uczynić nie możecie”.

Jezus wspomina w ewangeliach o kościele tylko dwa razy i w obu przypadkach jego obecność jest kluczowym składnikiem. W 16 rozdziale Ewangelii Mateusza mówi, że Jezus zbuduje Swój kościół, a nie nas. W 18 rozdziale tej samej Ewangelii, obecny jest wszędzie, gdzie się gromadzimy, nawet jeśli jest to grupa tylko dwóch lub trzech osób.

W księdze Objawienia Jezus zwraca się do siedmiu kościołów. Niektóre są zdrowe inne nie. Pan ostrzega kościół efeski, mówiąc, że jeśli nie będą pokutować to usunie spośród nich Swoją obecność (co jest przedstawione jako usunięcie ich świecznika), co w istocie oznacza, że przestanie istnieć. To właśnie znajdowanie się w obecności Jezusa tworzy z nas kościół, a usunięcie Jego obecności determinuje nasz upadek jako kościoła.

To Jego obecność daje nam wszystko, co dobre. Dlaczego tak szybko prowadzimy do tego, że w kościele ma chodzić o nas, a nie o Niego? Czy dziwne jest więc, że świat nie jest zainteresowany kościołem? Cholera, w tych czasach nawet chrześcijanie nie za bardzo są zainteresowani kościołem.

Wyobraź to sobie na chwilę: definiujemy kościół, właśnie pomijając te trzy składniki.
Co by było, gdyby na kościół składała się miłość i pobożność, które byłyby efektem działania Ducha Chrystusowego zamieszkującego w nas? Sądzę, że szybko okazałoby się, że znacznie więcej ludzi jest zainteresowanych tym, aby się przyłączyć.

Przeczytaj teraz ponownie listę siedmiu składników, które składają się na „definicję” kościoła i zapytaj samego siebie czy twoi sąsiedzi chcieliby przyjść. Wyobraź sobie, że zrobiłeś błyszczącą ulotkę, na której są wymienione te elementy i tak przedstawione, aby były atrakcyjne, następnie idziesz od drzwi do drzwi zapraszając ludzi, aby przyszli. Jak myślisz, kto byłby zainteresowany? Dlaczego ktokolwiek, kto nie jest chrześcijaninem, miałby chcieć przyjść do miejsca, w którym jest pełno chrześcijan, gdzie ktoś zbierze kolektę, ktoś wygłosi kazanie, a następnie zaśpiew się wspólnie kilka nieznanych pieśni? Czy taka jest nasza strategia zdobywania świata? Poważnie? W jakiś sposób sami siebie przekonaliśmy, że właśnie taki jest Boży plan. Naprawdę?

Jezus nie powiedział: „Przez to wszyscy poznają, żeście uczniami Moimi, że odpowiedni starsi będą głosić co tydzień rzetelne doktryny, a po nabożeństwie będziecie jeść ciasteczka, i wypijecie naparsteczek owocowego soku”. Nie. To dzięki „miłości jedni do drugich” pokazujemy, że jesteśmy Jego uczniami.

Jeśli zdefiniujesz kościół bez Jezusa, to możesz prowadzić kościół bez Jezusa. Oto nasza największa hańba. Kościół stał się czymś, co robimy/prowadzimy, a nie tym, czym jesteśmy ze względu na zamieszkującego w nas Chrystusa. Chcę być częścią tylko tego, co może zrobić tylko Jezus. A ty?

Apostoł Paweł napisał: „Chrystus w was nadzieja chwały”. Obyśmy dopuścili do tego, że to będzie naszą chwałą, a nie wszystko inne, co robimy.

Następnym razem podzielę się tym, jak ja rozumiem to, czym jest kościół.

Deklaracja tożsamości: czym jest kościół_2

5 comments

  1. To słowo pokazał mi kiedyś Duch Święty (będzie ze 20 lat temu), ja wtedy nic nie rozumiałam. Potem kilkakrotnie czytałam w artykułach chrześcijańskich ale pierwotny tekst zgubiłam. Na szybkiego znalazłam te dwa wersety:

    Iz 1;(26) I przywrócę ci twoich sędziów jak niegdyś, i twoich radców jak na początku. Potem nazywać cię będą grodem sprawiedliwości, miastem wiernym. (27) Syjon będzie odkupiony przez sąd, a ci, którzy się w nim nawrócą, przez sprawiedliwość.

    Pośrednio z kontekstu: Oz 13;(10) Gdzież jest twój król, aby cię ratował – we wszystkich twych miastach, gdzie sędziowie twoi? O nich to mówiłeś: Dajcie mi króla i książąt! (11) Dałem ci króla w swym gniewie i zabiorę go znowu w swej zapalczywości.

  2. @Mona
    To ciekawe co piszesz. Ja w swoich poszukiwaniach czym jest „kościół” (a właściwie w greckiej części Biblii eklesia, synagoga, a w hebrajskiej kahal i edach) doszedłem do tych samych odkryć i fragmentów w Biblii.
    Rzeczywiście najbardziej Boży zamiar dla kahal-eklesia zniekształciła hierarchia, różnie nazywana w różnych środowiskach. Oprócz wymienionych przez Ciebie ja często słyszałem też autorytet (co też nie występuje w Biblii).
    Czytając NT wydaje się, że Jezus bardzo chciał znieść ten porządek, który koncentruje się na pośrednictwie między nami a Bogiem. Bardzo lubię w tym względzie fragment Mt 23:8-13. Kahal-eklesia bez pośredników-hierarchów duchowych jako nowe przymierze jest zapowiedziane w ST przez Jeremiasza Jer 31:33-34 i kilkakrotnie cytowane w NT.
    Ta zmiana jest trudna, bo od wieków ten system funkcjonuje wśród wierzących, a sukces modelu korporacyjnego z silną hierarchią we wspólczesnym świecie tylko ten model umacnia.
    Kilka fragmentów które zachęcają do samodzielności w relacji z naszym Bogiem: J 6:45, 1J 2:27, 1Kor 2:15, itp
    Współcześnie w różnych denominacjach chrześcijańskich widać kryzys hierarchii, mam nadzieję-wierzę, że to zapowiedziany czas końca „królestw” i „królów” w wymiarze duchowym i czas kiedy wierzący odkryją moc wiary i wezmą klucze Królestwa Bożego i zbudują Boże eklesia – Mt 16:18-19. Tak właśnie rozumiem ten fragment, Piotrowi- zwykłemu człowiekowi powierzono te klucze, aby zwykli ludzie tworzyli nowe, Boże eklesia, a nie klucze zmienią Piotra, aby stanął na czele hierarchii…
    Ciekawy artykuł w tym temacie http://otwarteniebo24.pl/magazyn/porady-i-nauczania/item/190-kwestia-autorytetu-frank-viola

    A do Ciebie mam jeszcze pytanie, gdzie jest to proroctwo o powrocie czasów sędziów, gdzie Izrael znowu nie będzie miał króla nad sobą?

  3. Od wielu lat wolę czytać NT w wersji interlinearnej. Okazuje się, że duchowi religijnemu udało się dopaść ponoć niezmienialne Słowo Boże i… zmienić je! WIEM, że tłumaczenie jest trudną sztuką, ale zbyt wiele znaczeń zostało kompletnie zmienionych, by nie widzieć, że są niebezpieczne dla religijnych instytucji i trzeba je było „przystrzyc”.
    Dwa największe wstrząsy (dosłownie) towarzyszyły poznaniu znaczenia słów: „kościół” i „nawrócenie”.

    Czy wiecie, że w Nowym Testamencie nie ma słowa „kościół”? Byłam wstrząśnięta i dosłownie czułam i słyszałam huk walącej się kamiennej budowli w moim systemie myślenia, kiedy okazało się, że słowo „eklezja” oznacza dosłownie: „społeczność wywołanych” i określa grupę osób dorosłych, zgromadzonych we wspólnym celu, wolnych, odpowiedzialnych za rozwój i bezpieczeństwo miasta, wspólnie decydujących o jego polityce.
    Słowem eklezja określono tłum Ateńczyków wrzeszczących: „Wielka jest Artemida Efezka”…
    Tak więc eklezja to grupa ludzi idąca w określonym kierunku a nie hierarchiczna instytucja.

    Zgadzałoby się to z proroctwem ze ST w którym jest mowa, że powrócą czasy sędziów, czasy, gdzie Izrael NIE BYŁ JAK INNE NARODY. Nie miał króla nad sobą który by decydował o czymkolwiek. A od czasu obrania króla nad nimi i nad wszystkimi, za których myśli „król” (ksiądz, pastor, lider, kierownik w pracy, polityk, nauczyciel, mąż… ) podlegamy przekleństwu wypowiedzianemu przez Boga: 1Sam 8;11-17
    Czyż dokładnie tak nie jest? „Jesteś młotkiem w ręku swojego pastora – jak będzie cię potrzebował to cię użyje lub odłoży na półkę” – autentyk z konferencji…

    Drugim przekłamanym słowem jest „metanoia” – nawrócenie, która dosłownie oznacza: „zmienić myślenie”. Jest jednak różnica między tymi znaczeniami.
    Ludzie którzy zaczynają poddawać swój umysł Bogu, są niebezpieczni 😉
    NT przemawiał do mnie w niezwykły sposób od momentu zastąpienia nawrócenia zmianą myślenia. Nagle wszystko zaczynało mieć sens. Co z tego, że zawrócę i będę szukać Boga, jeśli wciąż myślę jak poprzednio? Do czego doprowadziło moje myślenie, było widać po moim życiu „przed”. „Po” zaczęło się od rezygnacji z własnych przekonań i uwierzeniu w Jezusa. „Jak przyjęliście Pana, tak w Nim chodźcie” – poddając się Duchowi Świętemu rezygnuję z własnych pomysłów i przekonań… NT mówi o tym na wiele sposobów 🙂

  4. Niestety ludzkość w swoim biegu po dobra tego świata zdegradowała słowo. które określa nam stosunek Boga do ludzi. Jakie słowo? „MIŁOŚĆ”
    Tym słowem określa się wiele rzeczy tylko nie tą najgłębszą więź jaka towarzyszyła Jezusowi gdy zdecydował się oddać życie za nasze grzechy. Jezus rozmawiając ze swoimi uczniami podkreślił stosunek między ludźmi bezpośrednio wynikający z miłości.
    Oto jego słowa:
    Jesteście przyjaciółmi moimi, jeśli czynić będziecie, co wam przykazuję. (15) Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego; lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mojego, oznajmiłem wam.
    Ta niezwykła więź, którą podkreśla Jezus nie funkcjonuje niestety w dzisiejszej strukturze nazwanej niesłusznie „kościołem”
    Bo czy ktokolwiek z nas w owym”kościele” znalazł choćby jedną osobę, której mógłby zaufać bezgranicznie?
    Czy masz Bracie i Siostro choć jedną osobę, której bez przymrużenia oka mógłbyś powierzyć swój los w jej ręce?
    Wątpię.
    Kiedy zapytałem w jednym ze zgromadzeń ” Bracia i siostry, co tak naprawdę nas łączy? Padła oczywiście odpowiedź : Chrystus !!!
    Odpowiedziałem więc:
    Moi Drodzy. Myślę, że bardziej wspólne miejsce zgromadzeń.
    Wspólna ich godzina. Połączone ze sobą krzesła.
    Patrzyli na mnie jedni ze zdziwieniem inni ze złością.
    Dodałem : Zobaczcie. Po wyjściu z tego miejsca każdy z nas idzie do swoich spraw by po tygodniu życia w świecie znowu odprawić rytuał zwany nabożeństwem. Czy to jest nowotestamentowy Kościół?
    Czy to co „uprawiamy”, to miłość , przyjaźń ?
    Więcej ze sobą mają wspólnego członkowie partii politycznych.
    Czy zatem możemy, wzorem pierwszego Kościoła napisać o naszym zgromadzeniu:

    A u tych wszystkich wierzących było jedno serce i jedna dusza i nikt z nich nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. (33) Apostołowie zaś składali z wielką mocą świadectwo o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wielka łaska spoczywała na nich wszystkich. (34) Nie było też między nimi nikogo, który by cierpiał niedostatek, ci bowiem, którzy posiadali ziemię albo domy, sprzedając je, przynosili pieniądze uzyskane ze sprzedaży (35) i kładli u stóp apostołów; i wydzielano każdemu, ile komu było potrzeba.
    Nie sądzę !!!
    Jeśli nie, to wiedzmy, że łączy nas wszystko inne tylko nie Chrystus.
    Czy to jest Kościół, ciało Chrystusa, którego On jest Głową?

  5. Odnosząc sie do 3 punktów przeoczonych wg autora w definicji koscioła
    ad 1 ogromny ciężar odpowiedzialności na barkach przywódców a nie na ludzie Bożym, pytam gdzie biblia wyznacza takie, lub jakiekolwiek przywództwo duchowych jednostek?
    ad 2liderzy niosą ciężar noszenia obrazu Jezusa, może lepiej żeby po prostu przestali zajmowac nie przypisaną dla nich pozycję, nie musieli by byc na świeczniku i nosic ciążary nie do udźwignięcia
    ad3 Jezus jest ważniejszy niz starsi, i to Jezus mówi o powszechnym kapłaństwie, ale bez wycofania sie liderów wraz z ich uprzywilejowaną pozycją, prosty lud nigdy tego nie osiągnie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.