Dlaczego uczniostwo oparte na relacjach stało się moim priorytetem

 J. Lee Grady

Tłum.: B.M.

Wolę inwestować w kilku wschodzących przywódców niż nauczać tysiące. Oto dlaczego.

Kiedyś, gdy podróżowałem po Indiach, pewien pastor poddał mi kuszącą propozycję: „Jeśli przyjedziesz do naszego miasta, zorganizujemy wielką kampanię ewangelizacyjną i zaprosimy tysiące”, powiedział. „Będziesz mógł głosić im wszystkim”. Ten człowiek założył, że będę tym zaintrygowany. Po wszystkim będę mógł robić zdjęcia tych wielkich tłumów i chwalić się ile to ludzi podjęło decyzje pójścia za Chrystusem.

Nie przyjąłem propozycji. Zamiast tego zaproponowałem mu inną opcję: „Pozwól mi spędzić trzy dni z niewielką grupą pastorów”, powiedziałem. „Pozwól mi zachęcić ich, a potem mogą iść i głosić na wielkich spotkaniach. Zrobią to znacznie lepiej niż ja”.

Jezus nie produkował masowych rzesz zwolenników. On własnoręcznie wyrzeźbił kilku i stali się filarami wczesnego kościoła.

Nie jestem przeciwko ewangelizacji masowej. Nie krytykuję ludzi, którzy organizują duże spotkania, ale uczę się, że najlepszym sposobem wywarcia wpływu na wielu ludzi jest skupienie się na kilku.

Taka była metoda posługi Jezusa. Większość z jego rozmów w Ewangelii przeprowadzona została z Jego niewielką grupą starannie dobranych uczniów. Nawet, gdy organizował masowe zgromadzenia, używał je, by pouczać ludzi, których osobiście wybrał. Przez 3,5 roku inwestował w swoich najbliższych zwolenników w głęboko osobisty sposób, nie jako instruktor, ale jako przyjaciel. Jezus nie produkował masowych rzesz zwolenników. On własnoręcznie wyrzeźbił kilku i stali się filarami wczesnego kościoła.

Jezus wzywa nas do posługi na Jego sposób – poprzez czynienie uczniów. Jednak w dzisiejszej kulturze opartej na wydajności, uważamy, że więcej znaczy lepiej. Wykładamy wszystkie nasze pieniądze i czas na krzykliwe wydarzenia ignorując relacje. Chcemy tego, co sensacyjne, nie proste. Pragniemy dużych spotkań, większych platform, hałaśliwych kazań, wielkich wezwań do ołtarza i natychmiastowych rezultatów. To może wyglądać na coś spektakularnego w pierwszą noc, ale bardzo szybko blaknie.

Ta płytkość nas zabija. Chrześcijaństwo w wielu częściach świata jest na kilometr szerokie i centymetr głębokie, ponieważ uważamy, że wiara jest najlepiej przekazywana ludziom przez kaznodziejów stojących za pulpitem. Głoszenie jest oczywiście ważne, ale bez osobistego uczniostwa nie powstaną liderzy, a chrześcijanie nie rozwiną prawdziwego charakteru. Jeśli ten aspekt relacji jest pomijany, nasza wiara staje się zaprogramowana, powierzchowna i potwornie sztuczna.

Gdy tylko pojąłem tę prawdę, zmieniłem priorytety. Nie jestem zainteresowany krzykliwymi konferencjami wielkich tłumów tak bardzo, jak jestem zainteresowany wywieraniem niezatartego śladu na ludziach, którzy mogą potem czynić uczniami innych. Jak tylko Pan poprzestawiał moje priorytety, skoncentrowałem się bardziej na celowym czynieniu uczniów, co stało się częścią mojego codziennego życia. Robiłem to stosując piątkę następujących zasad uczniostwa:

1. Selekcja. Jezus modlił się uważnie przed wybraniem tych, którzy by z Nim chodzili. Paweł wybrał takie osoby jak Tymoteusza, Sylasa, Akwillę i Pryscyllę aby Mu towarzyszyli w służbie. Do szkolenia kogo ty zostałeś powołany? Bóg łączy ludzi w relacjach uczniowskich.

2. Inwestycja. Nie patrz na uczniów jak na program. To musi wypływać z miłości i prawdziwej przyjaźni. Jest to cenna inwestycja twojego czasu w młodszego chrześcijanina. Paweł powiedział do Tesaloniczan: „Żywiliśmy dla was taką życzliwość, iż gotowi byliśmy nie tylko użyczyć wam ewangelii Bożej, ale i dusze swoje oddać, ponieważ was umiłowaliśmy” (1Tes 2:8).

3. Włączanie. Jednym ze sposobów, w jaki ja szkolę młodych ludzi jest zabieranie ich ze mną tam, gdzie usługuję. Miałbym mniej kłopotów, gdybym podróżował sam, ale moja prywatność nie jest tak cenna. W ciągu ostatnich kilku lat zabrałem ze sobą takich wschodzących liderów, jak Jasona, Stevena, Witalija, Khuram, Donnie i Felipe, Lyndle i Ryana, by towarzyszyli mi w różnych wydarzeniach. Dla mnie inwestowanie w ucznia stało się bardziej ekscytujące niż głoszenie do tłumów!

4. Instruowanie. Jezus nie pouczał swoich uczniów. Zręcznie wplótł swoje nauczanie w wydarzenia codziennego życia – burzę, śmierć przyjaciela lub spotkanie z żebrzącym. Jego nauka płynęła z jego relacji z towarzyszami. Szkolenie uczniów nie musi odbywać się w klasie. Może mieć miejsce w cukierni, podczas jazdy na rowerze lub samochodem. Spodziewaj się, że okazja do szkolenia przyjdzie naturalnie podczas spędzania czasu z tymi, których prowadzisz.

5. Wstawianie się. Paweł powiedział do Tymoteusza, że ciągle pamięta o nim w swoich modlitwach „we dnie i w nocy” (2 Tym. 1:3). Najskuteczniejsze uczniostwo ma miejsce wtedy, gdy szkolący inwestuje czas w modlitwę o tych, których szkoli. Gdy w zeszłym roku otrzymałem od kilku moich uczniów iPada, zdecydowałem zrewanżować się używając go w modlitwie za nich. Mam teraz „wizualną listę modlitewną” z fotografiami ludzi, za których się regularnie wstawiam.

Floyd McClung, były przywódca Młodzieży z Misją, który obecnie mieszka w RPA, mówi, że żałuje, że nie spędzał więcej czasu ze swoimi uczniami, gdy był młodszy. Niedawno napisał: „Błogosławieństwem było dla mnie robienie wielu rzeczy: pisanie książek, konferencje, media, itp. Ale to jeszcze nic w porównaniu z inwestowaniem w innych i patrzeniem, jak idą na całość”.

Przywódcy na całym świecie dochodzą do tego samego wniosku. Uznają, że dzisiejsze pokolenie bez ojca szuka czegoś więcej niż najgorętszej muzyki, najfajniejszego oświetlenia sceny lub najmodniejszego techno-kaznodzieji. Oni po prostu chcą autentycznych wzorców, którzy będą spędzać z nimi czas.

раскрутка сайта

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.