Hillsong, homoseksualność i pół-Ewangelia

The Stream

Owen Strachan

12 sierpnia 2015

Na tym zdjęciu widać członków Hillsong UNITED, Joela Houston oraz Taya Smith występujących na drugim dorocznym Klove Fan Awards w Grand Ole Opry House 1 czerwca 2014 w Nashville, Tennessee.

Broadwayowi aktorzy, Josh Canfield oraz Reed Kelly, byli kluczowymi członkami nowojorskiego kampusu Hillsong Church, gdzie Canfield był dyrektorem chóru, a Kelly prowadził „connect group” dla członków Hillsong. Jak podaje Christianity Today, ta para nie wahała się jeśli chodzi o informacje na temat ich homoseksualne relacji i planów wzięcia ślubu następnego roku: „Od samego początku, mówiliśmy o tym otwarcie i szczerze o naszej relacji” – powiedział Kelly.

W odpowiedzi na to Hillsong roztrąbił, że co do homoseksualizmu to trzyma się biblijnego stanowiska. Brian Huston, pastor założycie mega kościoła w Sydnej, powiedział: „Ja rozumiem, że nie byli oni od tej pory aktywnie zaangażowani w przywództwo czy służbę. Powiedziawszy to, nadal kochamy ich i uznajemy, że oni – podobnie jak my wszyscy – jesteśmy w drodze, a naszą rolą w kościele jest towarzyszyć im w tej podróży z łaską i współczuciem”.

Ten kościół chce, aby „ludzie z LGBT czuli się zaproszenie – z pewnymi ograniczeniami” jak przekazuje reports Jonathan Merritt z Religion News Service. “Są oni mile widziani, niech biorą udział, oddają cześć, niech nawet będą członkami i mogą brać udział w tych samych służbach, lecz nie innych. Na przykład, Josh i Reed, mogą śpiewać w chórze, lecz nie mogą kierować nim. W oświadczeniu mówiącym o tej ciężkiej próbie Huston nazwa nawet Hillsong „kościołem mile widzącym gejów” (dosł.: ‘a gay-welcoming church’).

Pozwalając na to, aby Kelly i Canfield żyli przez pewien czas jak gejowska para i pozwalając im być członkami kościoła, Hillsong zawiódł nie oferując im prawdziwej ewangelii. Oto ironia: kościoły, które głoszą pół-ewangelię myślą, że działają dając nadzieję, Myślą, że zgubieni ludzie będą bez ograniczeń korzystać z ich wyciszonego i poskromionego przesłania. „Po prostu wybierz Jezusa, a resztę wyjaśnisz później”, tak to idzie. W tym ujęciu najpierw przychodzi oddanie, a życiowe zmiany zdarzają się później. Lub nie.

Brzmi to jak chrześcijaństwo, lecz nim nie jest. Dla kościoła okazanie afirmacji takiemu zachowaniu może wydawać się przejawem miłości, lecz ta afirmacja, bez względu na formę, jest jej głęboko pozbawiona. (J 14:15, 23). Każdy inny rodzaj miłości, uwarunkowany przez jakąkolwiek inną praktyką, jest fałszerstwem.

Takie komentarze nie mierzy się w ten czy inny grzech. Jest tylko jeden warunek, zgubienie, i jedno rozwiązanie – Chrystus. Każdy grzesznik, każdego rodzaju potrzebuje, bardziej rozpaczliwie niż z tego zdaje sobie sprawę, przemieniającej miłości Boga. Poza przyjęciem tej miłości, jesteśmy całkowicie równie odstręczający i beznadziejni. Jedynym sposobem, aby pokonać ten straszliwy los to pokuta i zaufanie Jezusowi (J 1:12-13).

Wiele współczesnych kościołów, w tym liczne mega kościoły, pozbyły się „zmiany zachowania” („behavior modification”). Nie chcą, aby chrześcijaństwo prowadziło tylko do tego, że ludzie stają się lepszymi obywatelami. Chcą dla swych ludzi „autentycznej, żywej relacji” z Bogiem, lecz nieświadomie tworzą jednak nowy rodzaj „zmiany zachowania”. Możemy tą sytuację nazwać zmianą kierunku. Nadal głoszą Jezusa, lecz blask płomienia wiary skurczył się. Mówisz, że jesteś chrześcijaninem, lecz nie jesteś przemieniony. Krwawa droga, po której kroczył Abraham, została oczyszczona i wymazana. Teraz sprawdzasz szufladkę z Jezusem, czasem bierzesz udział w zgromadzeniu i żyjesz swoim złamanym, zamieszanym i nieodnowionym życiem.

Może ktoś powiedzieć: „Czemu jesteś taki surowy wobec Hillsongu? Oni są w Nowym Yorku. Czy masz jakiekolwiek pojęcie jak ciężko jest zdobyć ludzi w tym mieście? Musisz ich małymi krokami”. Prawdą jest, że po nawróceniu każdy z nas musi umierać dla grzechu przez całe swoje życie. Dopóki nie umrzemy, Chrystus idzie z nami, stale przebaczając nam, którzy grzeszymy przeciw Niemu, mimo wszelkich motywacji i całej zachęty, aby tego nie robić.

Lecz nie ma czegoś takiego jak specjalny program dla wielkich miast. Nie ma unikalnej ewangelii dla teatralnej społeczności, świata sportowców czy politycznej super klasy. Nie ma jednego przesłania dla krytyków żywności a innego dla hydraulików. Jest jeden Pan i jeden chrzest. Dowodzić czegoś innego to stracić wagę przesłania Listu do Koryntian. Korynt był zaawansowanym Nowym Jorkiem swego czasu, miastem przesiąkniętym niegodziwością. Wysławiało swobody seksualne i zachęcało ludzi do tego, aby utożsamiali się z demoralizacją.

U Pawła nie było takich ludzi: „A takimi niektórzy z was byli, – przypomina swoim zmagającym się przyjaciołom. – aleście obmyci, święci i usprawiedliwieni w imieniu Pana Jezusa Chrystusa przez Ducha naszego Boga” (1Kor 6:9-11). Jeśli kiedykolwiek istniał klimat na jakąś 'duchową gradację” to Korynt był właściwym miejscem. Paweł pokazuje nam, że nie istnieje papkowaty środek duchowej pół – przemiany.

Przesłanie Chrystusa nie zmieniło się. Pan nie oferuje nam pół-ewangelii oddania najpierw, a przemiany później (być może). Konieczne jest tylko jedno: nam głosić Chrystusa, ogłaszać pełną ewangelię i obserwować jak Bóg pokonuje grzechy, o których twierdzimy, że nie możemy się ich pozbyć. To jest dzieło, którego tylko Bóg może dokonać i On to zrobi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.