Jazda na fali przebudzeń

Nasza duchowa podróż zaczęła się w Ruchu Jezusa Chrystusa w późnych latach sześćdziesiątych. Lecz na początku ’90 wydawało się, że wszelkie nasze „spotkania mocy” z Panem były już tylko wspomnieniami z przeszłości. Mimo tego, że byliśmy z żoną pastorami dużego, wpływowego zboru, staliśmy się religijnie sformalizowani i bardzo potrzebowaliśmy osobistego duchowego odnowienia. Nasze ciężkie położenie pogłębiło się, gdy kościół został doprowadzony do gwałtownego kryzysu, przez moralny upadek założyciela.

Duchowo wysuszeni, pozbawieni złudzeń przez zborowe życie, które znaliśmy i zdesperowani potrzebą duchowego spotkania z Bogiem, zrezygnowaliśmy z naszej odpowiedzialności. Szukając u Pana nowego kierunku, i zdecydowani nie zostać duchowymi uciekinierami, przeprowadziliśmy się do Queensland, Australia (Słoneczne Wybrzeże).

W tych dniach uchwyciliśmy się słowa z Iz 8,23: „lecz, nie będzie zaćmione to, co znosi ucisk,…, tak w przyszłości okryje chwałą drogę morską,…” Po raz pierwszy w ciągu ostatnich dwudziestu lat nie mieliśmy odpowiedzialności służby, kościoła, ani nawet pracy, lecz tylko obietnice „chwały ” przez drogę morską. Jestem przekonany, ze niektórzy, znając moją przeszłość jako surfera, wątpili w moje motywacje przeprowadzenia się na wybrzeże. Mając mnóstwo czasu do dyspozycji, przemierzałem codziennie długie piaszczyste plaże wołając do Boga o nowe spotkanie z Nim. Co prawda, również surfowałem wiele i odkryłem, że w znaczący sposób oddziałuje ze światem poza „kościołem” w taki sposób, w jaki nie miałem do tego okazji przez wiele lat.

Gdy dzieliliśmy się z Patrycją, wizją „chwały przez drogę morską” z innymi, ludzie zaczęli zbierać się u nas w domu, aby modlić się i szukać Boga, żeby zrobił coś nowego i zbawił wielu ze społeczności surferów, w której żyliśmy.

To był początek kościoła, który nazwaliśmy „Way of the Sea” Christian City Church” ( Kościół „Drogi morskiej”) Przeważnie sposób w jaki prowadziliśmy „kościół” był niekonwencjonalny. Spotykaliśmy się w klubach surfowych, barach, na patiach z grialmi i ogłuszającą współczesną muzyką. Pomimo, że mieliśmy swobodny i „surfowy” styl, byliśmy pasjonatami w zdobywaniu zgubionych dusz i zdeterminowani, aby przeżywać Boga.
Któregoś razu, w czasie niedzielnego zgromadzenia, kobieta zaczęła prorokować: „opuśćcie bom żagli, nadchodzi wielki wiatr Boży, jak cyklon.” Inna osoba prorokowała: „Zwróccie twarze w stronę wiatru…” Dla surferów z australijskiego wschodniego wybrzeża nadchodzący cyklon oznacza dni potężnych, nieskończonych, pompujących adrenalinę oceanicznych fal! Oczekiwaliśmy na jazdę naszego życia. Nikt z nas nie widział dokładnie, przed czym nas Pan ostrzegał, lecz brzmiało to dla nas jak dobra wiadomość!

Później tego samego tygodnia, byliśmy z Patrycją na obiedzie z pastorem z innego zboru. Zaczął nam opowiadać o „wybuchu Ducha Świętego” na ich zgromadzeniach, który charakteryzował się wielką radością i śmiechem. Ludzie padali i byli tak „pijani,” ze trzeba było ich później odprowadzać do samochodów. Prawdę mówiąc, niewiele pamiętam z tego, co powiedział, oprócz tego, ze im dłużej mówił, tym bardziej czułem, ze miałem zrobić to samo. Czy to była „ta Chwała,” dla której przyjechaliśmy na wybrzeże?

Nasz przyjaciel modlił się o mnie i Patrycje i ja padłem na podłogę. Zmieszany nagłością zdarzenia, usiłowałem przewrócić się, aby ukryć twarz w dywanie. Ku mojemu zdumieniu okazało się, ze nie mogłem nawet podnieść ramion z podłogi. Było tak, jakby jakiś ciężar dociskał mnie w dół. Nie było to nieprzyjemne; faktycznie zmusiło mnie do niekontrolowanego śmiechu, gdy zdałem sobie sprawę z tego, ze to właśnie była wspaniała „ciężka” Chwała Boża. (dosłowne znaczenie słowa „chwała” w hebrajskim znaczy „ciężkość”). Aby „uaktualnić” moje przeżycie z Nim, Bóg dosłownie usiadł na mnie. Gdy w końcu udało mi się wstać, czułem przemożną radość i skakałem po pokoju wykrzykując w kółko: „Nowe wino dla narodów!” zanim wylądowałem znów na podłodze.

Nie miałem żadnego pojęcia w jaki sposób wytłumaczyć zgromadzeniu to, co się stało z nami w ciągu tego tygodnia, wiec nawet nie próbowałem. Właściwie nie musiałem; następnej niedzieli, pod koniec uwielbienia nagle zstąpił Duch Święty. Ludzie padali na prawo i lewo na wprost, niektórzy wybuchając śmiechem, inni płaczem, a jeszcze inni byli jak pijani. Duża kazalnica z żelaznych ram i dębowych paneli w jakiś sposób przewróciła się z ledwością mijając kilka osób, i rozbiła się na podłodze. Prawdziwie cyklon uderzył w to miejsce, wszystko co nie było przymocowane zostało zdmuchnięte. Później, ktoś wyciągnął taki wniosek z przewrócenia kazalnicy: „Nie tylko dla ludzi za kazalnicą, lecz dla całego zgromadzenia, również.” Od tej niedzieli nic już nie było takie samo. Przyzwyczailiśmy się do nagłych wybuchów Chwały spadającej w czasie uwielbiania, podczas kolekty, komunii, czy usługiwania słowem! Nasze dwu-godzinne zgromadzenia przerodziły się w cztero-godzinne. Zwróciliśmy nasze „twarze w stronę wiatru.” Choć nie rozumiałem wszystkiego, wiedziałem, ze owoce były dobre i większość z nas była pewna, że to bylo od Boga.

W tych dniach nie mieliśmy żadnego wzorca do naśladowania, dopóki nie zaczeły docierać do nas wieści o zdumiewających wydarzeniach w Toronto. Gdy John i Carol Arnott wraz ze swym zespołem przybyli na pierwsze w Nowej Zelandii spotkania „Catch the Fire” (Złap Ogień), zebraliśmy grupę i polecieliśmy do Auckland, aby ich posłuchać. W czasie tych niezwykłych spotkań zobaczyliśmy wiele z tego, do czego przywykliśmy na naszych zgromadzeniach, lecz, co ważniejsze dla nas, usłyszeliśmy nauczanie i świadectwa o tym jak gospodarować tym namaszczeniem. Byliśmy pod głębokim wrażeniem pokory, łagodności ludzi z Toronto.
Tam dowiedzieliśmy sie o „nasiąkaniu” w Bożej obecności; po prostu o spędzaniu czasu pod wpływem Ducha Świętego, pociągając Go do głębszych zakamarków naszego życia. Zobaczyliśmy potrzebę zrobienia z naszych zgromadzeń „bezpiecznego miejsca” dla ludzi, którzy mają przyjść i przyjąć Duchowy Ogień. Wykształciliśmy grupę ludzi usługujących i nauczyliśmy ich w jaki sposób to przekazywać. Od tej pory jeżdżę na coroczne „pielgrzymki” do TACF, czasami na główne konferencje, czasami jako gościnny mówca, czasami jako anonimowy uczestnik w czasie cichych tygodni, żeby po prostu posiedzieć i nasiąkać w obecności Pana.

Ludzie często pytają mnie jak to osiągnęliśmy, że utrzymuje się tak długi czas wolność Ducha. Myślę, że ma to związek z tym jak cenimy sobie namaszczenie tego cudownego wylania. Współpraca z ludźmi z TACF nauczyła mnie wiele na temat czci dla Ducha Świetego i tego, aby naszą podstawą było bardziej „przyjmowanie” niż „osiągnięcia.” Nasz kościół nauczył się, że „znać Bożą miłość i przekazywać ją dalej” jest jednym z kluczy do stałego trwania przebudzenia. W konsekwencji szybko rozwinęliśmy cotygodniowe „Coastfire” (Ogniste Wybrzeże), które polegają na tym, ze zabieramy grupy do dalekich małych miasteczek, aby prowadzić spotkania i semianria, aby błogosławić lokalne kościoły, przekazując im to,co Bóg dał nam.
W biblijnej definicji Duch porusza sie jako „Rzeka Boża.” Rzeka nie jest nieregularnym strumieniem, jak wiele z naszych suchych koryt rzecznych w głębi Australii. Nie jest również statyczna, lecz zwiększa swe natężenie i ma swój kierunek. Pierwsza wzmianka w Piśmie o kierunku Rzeki znajduje się w Gen 1.10: i mówi, że wypływa z Edenu do wielu narodów. Później Ezechiel widział Rzekę wypływającą ze Świątyni na wschód…” zbierając wielkie żniwo ryb (Ez. 47,8). Następnie Jezus widział Rzekę wypływającą z wnętrza (Jan 7,39) i Jan widział Rzekę wypływającą spod Tronu Bożego (Obj. 22,1). Wierzę, że w miarę jak będziemy płynąć z Rzeką Bożą to zdobędzie ona zgubionych i ginący świat.

ZnaleLliśmy swoje miejsce we wspaniałym, międzynarodowym ruchu w Kościele, który jest w znaczący sposób dotknięty trwającym przebudzeniem i oddany zdobywaniu ludzi dla Chrystusa. Niezliczone ilości ludzi zostało zbawionych, uzdrowionych i uwolnionych w dramatycznych spotkaniach z Duchem Świetym w ciągu ostatnich siedmiu lat. Teraz wiem, że są pewne manifestacje mocy Ducha „w domu” (Kościele), a inne manifestacje Jego mocy „poza domem.” W domu, poprzez przeżycia takiego typu, jak w Górnej Komnacie, Rzeka powoduje odświeżenie, odnowienie, umocnienie, namaszczenie. Poza domem używamy tego namaszczenia do głoszenia Chrystusa, uzdrawiania chorych, wypędzania demonów wśród niezbawionych ludzi, których znamy! Tak więc, ciągle jadę na tej nowej fali przebudzenia. A ty?

topodin.com

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.