Milczące Kazanie

Milczące kazanie, które Jezus głosił w czasie swoich ostatnich godzin życia na Ziemi było najpotężniejszym przesłaniem Jego służby. Odkryłem ostatnio zdumiewającą tajemnicę spokoju, odkopując stracone kazanie Jezusa.
Przeoczałem je w moich wykopaliskach ewangelii latami. Gdy już raz zacząłem kopać, stało się to prostym odkryciem. Zapraszam cię, abyś zrobił to dla siebie.

Poświęć kilka minut na Nowy Testament i przejrzyj wszystkie fragmenty dotyczące ukrzyżowania. Gdy je wszystkie znajdziesz, spisz wszystkie zapisane stwierdzenia jakie wyszły z ust Jezusa, gdy wisiał na krzyżu. Szczegółowo wypisz każdą frazę wypowiedzianą przez Chrystusa przybijanego do belek krzyża, aż do chwili, gdy nerwowy rzymianin przybił pieczęć na kamieniu zamykającym Jego grób.
A teraz, powoli powtórz je głośno, jedno po drugim. Odkryjesz, że trudno będzie wypełnić nimi jedną minutę mówionej konwersacji, gdy się je zepnie razem.
Siedem pojedynczych linijek! Co takiego, dosłownie. Jezus mówi przez całe pozostałe sześć godzin na Krzyżu? Czy kiedykolwiek rozważyłeś swoje własne możliwe wyznania? Co by było, gdybyś ty sam się znalazł w podobnej próbie, pozbawiony sprawiedliwości, umierając między dwoma przestępcami.

Jezus mógł zakończyć otwarty spór o Jego wydanie przy pomocy rozdzierającego uszy kazania czy zaoferować danie z proroczego grzmotu jako pożegnalny strzał do Piłata. Mógł się wyładować ostrym gromieniem w stronę starszych czy choćby tylko Barabasza, żeby wiedział, że był najszczęśliwszym zwolnionym na ziemi. Mógł też zażądać dwugodzinnej przerwy i iść głosić na pogrzebie Judasza Iskarioty.
Mógł zwrócić się z religijną retoryką do rzymskiej kohorty, która odarła Go z ubrań, a następnie zalać potępieniem tych, którzy pluli na Niego. Mógł zamienić trzcinę, którą z szyderstwem dali mu do ręki w pałkę i zacząć rozbijać czaszki ze Wzgórza Czaszki. Ci, którzy „przechodzili mimo” i „bluźnili Mu, potrząsając głowami” (p. Mk. 15:29) mogli zostać poturbowani przez wściekłego Lwa z Judy.

Przeciwnicy, którzy zawiesili żartobliwy napis nad jego głową mogliby mieć natychmiast wytatuowany znak bestii na swoich głowach. Ten, co wyrzucił szóstkę za Jego szatę, wraz mistrzem od korony cierniowej, sprzedawcą miecza i octu, każdy jeden z nich, mógł usłyszeć ilustrowane, 10-punktowe kazanie o piekle. Między uderzeniami młota Jezus mógł wykrzyczeć kilka celnych słów z proroctw Jeremiasza do krnąbrnego Izraela. Może między uderzeniami, mógł zamówić kilka głodnych niedźwiedzi, jak to zrobił Eliasz.

Można by się zastanawiać, czy Jezus, z Jego imieniem i dziedzictwem, nie patrzył przez karmazynową zasłonę zasłaniającą Jego twarz, czy nie zbliżają się. Kto? Tłumy ludzi. Po całej Galilei porozrzucane jak zdmuchnięte wiatrem konfetti było mrowie bezimiennych i pozbawionych twarzy jednostek, które zostały zrehabilitowane dotknięciem Jego współczucia. W każdej chwili mógłbyś się spodziewać, że ci emocjonalnie i fizycznie uzdrowieni, wraz ze wszystkimi uwolnionymi od demonów, popędzą na Kalwarię z włóczniami w rękach. Sprawiedliwe rozruchy były na miejscu, to był właściwy czas na to, aby odłożyć na bok nauczanie o łagodności i wziąć się za kilku Rzymian.

Niedawno głuchy powinien usłyszeć tłukący młot i rzucić się bez zastanowienia. Były ślepy powinien zobaczyć migotliwe srebro noszącego miecz setnika, czy co najmniej, jasno czerwoną rzekę agonii biegnącą z brwi Jezusa; oni powinni widzieć to wszystko i żądać, aby ich spętany Kapitan został uwolniony.
Ktoś powinien być poruszony, aby coś zrobić. Nawet osioł, który taksówkował Jezusa wśród okrzyków”hosanna!” tydzień wcześniej, mógł był pośpieszyć, aby zjednoczyć się z Jezusem swymi zębami, po czym wynieść Go w bezpieczny zachód słońca.
Lecz źródła milczą na ten temat, jak i Jego kazanie: On, gdy Mu złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził,…. (1 Ptr. 2:23).

Przesłanie nabazgrane czerwienią
W naturalnym wymiarze, zachowanie Jezusa nie ma sensu. Wyszydzany, trwał w milczeniu. Wykorzystany i przebity, wypowiedział słowa przebaczenia równie szybko, jak szybko wypływała Jego krew. Nie wymagał otarcia ran, strupów i szram zanim przebaczył. Nie ma żadnego śladu po tym, aby Jezus kalkulował Swój osobisty ból, przed wypowiedzeniem wybaczenia.
Każdy siniak i cios był przyjmowany w milczącym miłosierdziem. Z pewnością Szatan nie oczekiwał, że automatyczna reakcja Jezusa będzie taką bezwarunkową miłością.

Patrząc wstecz diabeł prawdopodobnie życzyłby sobie wybrać jakąś szybką egzekucję zamiast przedłużającego się ukrzyżowania, ponieważ im dłużej Jezus tam wisiał, tym bardziej głupio wyglądał diabeł. Bezsłowny Jezus był potężnym bilbordem błogosławionej pewności. Lecz Jezus nie tylko umierał.  On przekazywał czerwonym atramentem ponadczasową tajemnice królestwa.
Jego skłonność do milczenia stała się określonym zaufaniem, On otwarcie pokazywał Swojej Oblubienicy, jak uchwycić krzyż, który ją czekał.

Krzyż był tematem regularnie poruszanym między Jezusem i uczniami,  choć musiało się to wydawać niewygodne, gdy Jezusa mówił im, że kto nie bierze swego krzyża a idzie za mną, nie jest Mnie godzien
(Mat. 10:38). Praktyczny rozkaz wymarszu dla każdego po tej stronie Kalwarii, lecz co z 12tką drapiących się po głowach uczniami? Jezus jeszcze wtedy nie umarł na Krzyżu.

Uczniowie znali krzyż tylko z makabrycznego pokazu kryminalnego wyroku,  publicznej śmierci, która miała kształtować publiczną świadomość nie jako coś, co miało stać się kotwicą, do której ludzkie grzechy zostały przyczepione i wrzucone w bezdenne morze zapomnienia.

Lecz, gdy nadszedł rok Jego śmierci, szczegóły dotyczące Krzyża stawały się coraz bardziej wyraźne.
Dziewięć miesięcy przed Swoją śmiercią, zaczął Jezus Chrystus tłumaczyć uczniom swoim, że musi pójść do Jerozolimy, wiele wycierpieć od starszych arcykapłanów i uczonych w Pismie, że musi być zabity… (Mat. 16:21).

Piotr spanikował, gdy to usłyszał.
Właśnie zostały mu wręczone chwilę wcześniej „klucze”, gdy Jezus powiedział „Ja dam ci, klucze Królestwa Niebios” (w. 19).

Jezus scharakteryzował zarówno życie Piotra jak i jego wyznanie jako „skałę” (w. 18). Rybak i cieśla byli już teraz niezaprzeczalnie złączeni. Piotr wiedział, że jeśli zostanie wykonana egzekucja na Jezusie, on będzie następny.
Piotrowi podobała się myśl, że będzie oratorem Królestwa, lecz nie miał najmniejszego pragnienia zostawać męczennikiem. Szybko więc starał przekonać Jezusa do innej drogi. Jego wysiłki wywołały, zgodnie z relacją Biblii, najgłębszy gniew Chrystusa.

Idź precz ode mnie, szatanie! (w. 23 ). Jezus powiedział faryzeuszom, że byli oni „synami diabła” i „kamieniami potknięcia dla innych”. Lecz do Piotra powiedział: „Ty jesteś diabłem, kamieniem potknięcia dla Mnie, osobiście!”

Piotr znakomicie zaliczył ustny egzamin – Ty jesteś Chrystus, Syn żywego Boga (w. 16), lecz straszliwie zawalił końcowy egzamin krzyża. Jak mógł Piotr spaść ze skały do kamienia potknięcia tak szybko?

To proste: zbliżający się krzyż przyspieszył sprawdzanie jego duchowej szczerości: Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i niech idzie za mną. Bo kto by chciał życie swoje zachować, utracił, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je (w. 24-25)

Krzyż ujawnił, że wyznanie Piotra to były tanie słowa obietnicy. Na podstawie tego stwierdzenia potencjalna służba Piotra zabrzmiała na kilometr wokół, lecz wstęp do krzyża udowodnił, że jego oddanie miało zaledwie centymetr w głębokości i szybko wyparowało.

Ostatecznie Piotr uchwycił się krzyża. Dzień Zielonych Świąt uzdolnił go do zobaczenia, że 360 minut Kalwarii odzwierciedlało wiele z tego, co było przygotowane dla kościoła.

Rozwodniony Symbol
Niemniej jednak, krzyż w tragiczny sposób stał się najbardziej rozcieńczonym symbolem współczesnego kościoła. Dziś, paraduje się z nim w postaci taniej biżuterii lub pokazuje na kosztownej architekturze.

Dla Piotra i Jana, czy w tym przypadku każdego innego człowieka z początków kościoła, przypadkowe noszenie kolczyków z krzyżem byłoby równie maniakalne, jako dziś pokazywanie naszyjnika z nowym elektrycznym krzesłem czy przywdziewanie wisiorka z 14 komorą gazową z karatowego złota. Może wyobraźmy sobie absurdalność widoku długiej szubienicznej pętli umocowanej na dachu kościoła,  dobrze oświetlonej i widocznej z autostrady!

Nie sugeruję, że emblemat krzyża ma być usunięty, tylko to, że prawda o nim powinna być przekazywana.
Symbolizuje on bardzo wielką ofiarę, jest największą lekcją Jezusa i umarł ucząc jej. Nic tak nie uczy w życiu jak te chwile krzyża. Jezus był mistrzowskim nauczycielem; Krzyż był Jego szkolną klasą. W pewnym sensie, krzyż reprezentuje to, co część świata czuje do Jezusa: nienawiść, lecz krzyż reprezentuje również to, co wszystko w Jezusie czuje do ludzkości: miłość.

Jezus wiedział, że bez żywej wizji wytrwałości i zaufania Jego uczniowie nie przetrwają 10 korków poza górną komnatę. Podobnie jak Piotr posiadali właściwe słownictwo; lecz również podobnie jak Piotr mieli postawy hipokrytów. Kościół potrzebował chwili, do której Duch Święty mógł się odnosić przez całą wieczność. Tak więc Syn, którego Ojciec dał, również zdecydował się dać dar.

Krzyż, który dał Jezus, ukuł nowy rodzaj odpowiedzialności między słowem a uczynkiem. Już nie mogli sztuczni faryzeusze czy letni uczniowie żyć wyłącznie wyznawaniem.

Podobnie jak ich Zbawiciel, uczniowie wkrótce zostali wezwani do codziennego niesienia swojego krzyża. Chrystus zapłacił dług, którego żadna ludzka istota nie mogła pojąć i, dzięki Bogu, dług, o który żaden zwykły człowiek nie został poproszony do spłacenia.

Czym więc jest krzyż, do którego niesienia jesteśmy wezwani?
Jezus nie wymagał od Swoich naśladowców, aby fizycznie ginęli na drewnianym krzyżu, lecz wezwał ich do wielu ubocznych presji, które on znosił w dniu Swojej śmierci. Pierwszy kościół szybko nauczył się surowości nadmiernej reakcji Jerozolimy na wszystko, cokolwiek dotyczyło Chrystusa. Dla nich „noszenie krzyża” oznaczało, że będą doświadczali wielkiej niesprawiedliwości z rąk innych. Gapiła się na nich publiczność zimnego serca za napełnienie Duchem Świętym, byli gorzko wyśmiewani przez pobożnych bigotów za pomaganie biednym, więzieni przez rządowe agencje za czynienie cudów na ulicach. Niektórzy zostali nawet zgładzeni jako męczennicy przez demonicznie napędzane marionetki udające religijnych purystów.

Brzmi to podobnie do podróży Jezusa, czyż nie?
Bóg zatrudnił nawet duchowo zepsutych ludzi, aby pokazać aktualny kierunek Swemu ciału. Lecz spójrzmy na Jezusa. On nie został ukrzyżowany ręką Ojca a namówiony przez Ducha Świętego. To grzeszni rzymscy żołnierze ukrzyżowali Go, ludzie, którzy sami zasłużyli na śmierć. Jak obrzydliwy skalpel w ręce chirurga, rzymscy żołnierze byli Bożym narzędziem do wypełnienia Jego pragnienia. Kalwaria była surowym stołem operacyjnym oblężonym przez nowicjuszy. A jednak Jezus zniósł go bez wydania dźwięku zgorzknienia. To było nadzieją kościoła, ponieważ każda presja, która naciskała na pierwszy kościół mogła oddawać doświadczenia Jezusa w czasie, gdy umierał.

Nieskończona Łaska
Jeśli chodzi o codzienny krzyż, zarówno skazani jak i narzędzia desperacko potrzebują Łaski. Żaden prawdziwy uczeń nie ucieknie od kowadła znanego jako krzyż. Może zniechęcać widok innych chrześcijan, którzy wydają się paradować wokół wolni od trosk.
Możesz zastanawiać się dlaczego ich krzyż przypomina styropian, podczas gdy twój jest jak odlewane żelazo. Lecz Bóg nie da się z siebie naśmiewać. Nie ma środka znieczulającego, który Bóg podaje komukolwiek w czasie Swoich chirurgicznych działań na poziomie podświadomości.

Może być bardzo trudno utrzymać czystą perspektywę w czasie forsownych okresów kształtowania krzyża. Jedyną moją nadzieją na powodzenie jest skupienie wzroku na języku ciała kalwaryjskiego, cichego Baranka, gdy uważnie słucham tych słów, których On nie powiedział. Ponieważ, gdy moje oczy i słuch odwracają się od Krzyża, ludzie szybko doprowadzają mnie do rozpaczy i gwałtownie spadam w duchową porażkę. Zawsze będą wokół ludzie, którzy będą robić z igły widły, lecz wtedy przypominam sobie o krzyżu… o tym, jak Jezus przeszedł przez niego pierwszy.

Zawsze mogę liczyć na nieproszonych gości, którzy z radością przyglądają się temu, jak mój niebieski Ojciec dyscyplinuje mnie i może to być straszliwie kłopotliwe, lecz znów, pamiętam… Jezus przeszedł przez to również.

Nawet jeśli Bóg posyła do mnie niedojrzałych duchowo chrześcijan jako część Jego tajemniczego planu mojego wzrastania,  aby uczyć mnie w milczeniu, nie wolno mi zapomnieć o tym, że Jezus czuł to również. To wszystko było krzyżem. A co najmniej jest tym krzyżem, który znał Jezus.

Lecz za te wszystkie ciężary, z którymi się ty i ja spotykamy, jako uczniowie, nikt nigdy nie zapłaci tak, jak Jezus. Jego śmierć jest przepełniona nieskończoną łaską i obfitością zakłopotania.

Ponieważ to Ja, a nie Jezus, powinienem zginąć za łamanie przykazań mojego Stwórcy i to ja zasługiwałem na ciężar niesienia boso ciężkiego drewna po nierównym wzgórzu za moją niegodziwość. To ja zasługiwałem na głośny publiczny śmiech i agonię cierni wbijających się w czoło. To ja powinienem był czuć ból przebijanych żeber, podczas gdy pogańska ślina spływała z twarzy. Tak, to ja powinienem zawisnąć, ubezwłasnowolniony przez sześć tysiącleci, nie godzin. A jednak to był Jezus, a nie ja; On umarł gwałtownie jako milcząca zapłata.

Tak więc, w Wielkanoc, zachęcam ciebie, abyś wstał wcześnie wdział maskę i wyczyścił buty. To jest dzień, gdy Boży ludzie na całym świecie radośnie obchodzą Jego zmartwychwstanie! Lecz pamiętaj, w czasie, gdy radujesz się wielkanocnym posiłkiem, o największym milczącym kazaniu, jakie kiedykolwiek zostało wygłoszone. To, które miało miejsce wcześniej w piątek. To, które trwało przez sześć godzin, które łatwo jest zapamiętać, lecz jakże trudno naśladować; to, które było przeżyte, nie opowiedziane, przez milczącego Baranka.

Scott Hagan jest pastorem seniorem Harvest Church w Elk Grove, California.

———-

© Copyright 2008 Strang Communications, All Rights Reserved

продвижение сайтов seo раскрутка сайта обучение

[Głosów: 0   Average: 0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.