Czym to się różni


Richar Murray

Apostoł Paweł był wielkim mężem. Miał liczne objawienia „trzeciego nieba”, miał też różne rozwinięte opinie z „pierwszego nieba”.

Musimy wiedzieć, jaka jest różnica.
Objawienia „trzeciego niebo” z 'sali tronowej’ Boga znajdują się zapisane w listach do Galacjan, Efezjan, Filipian i Kolosan. Poglądy z „pierwszego nieba”, które Paweł opierał na praktycznej wiedzy często pojawiają się w listach do Tymoteusza, Tytusa, Rzymian i Koryntian, pomimo że w są w nich również liczne wnikliwe spojrzenia z „trzeciego nieba”.

Pozwólcie, że wyjaśnię. Jezus nigdy nie wypowiadał się o polityce, niewolnictwie, prawach kobiet itp., a Paweł tak. Niewątpliwie poglądy Pawła w tych szczególnych sprawach są ważne i jest to miejsce, z którego dobrze jest zacząć.

Czy jednak zdanie Pawła na temat spraw światopoglądowych jest ostatecznym słowem na wieki wieczne? Czy na zawsze mamy być związani przez jego zdanie? Czy nie jesteśmy w stanie rozwinąć ich, z szacunkiem nie zgodzić się z nimi, bądź gorliwie dyskutować o nich? Czy stoimy na ramionach Pawła czy też on stoi na naszych? Jeśli Paweł stoi na NASZYCH to my, jako ci znajdujący się niżej w tym totemie, nigdy nie będziemy w stanie dostrzec odpowiedzi bezpośrednio przeznaczonych dla nas samy, lecz będziemy musieli całkowicie polegać na filozoficznej wizji Pawła, jako JEDYNYM prawowitym jasnowidzem w tych sprawach. Lecz jeśli to MY stoimy na ramionach Pawła, wtedy powinniśmy być w stanie widzieć dalej, lepiej i wyraźniej niż Paweł.

Łatwo można sobie wyobrazić apostoła Pawła, który z obłoku niebiańskich świadków nawołuje nas, abyśmy przejęli pałeczkę jego opinii i nieśli szybciej i dalej niż on. On CHCIAŁBY, abyśmy udoskonalili, rozwinęli i poprawili jego osobistą przeświadczenia tak, aby lepiej czcić Pana. Zdanie Pawła w tych obszarach może stanowić fundamentalny „poziom”, na którym stoimy, który daje początkową równowagę, lecz nie jest ostatecznym konceptualnym „sufitem”, do którego dorastamy.

Przejdźmy do takiego przykładu: Jezus NIGDY nie mówił o politycznych systemach, poza tym, gdy powiedział: „Oddawajcie, co cesarskich cesarzowi, a co boże, Bogu” (Mt 22:21). Niemniej, trudno to nazwać politycznym manifestem, który ma nas prowadzić na chrześcijańskiej drodze.

Jezus NIGDY nie powiedział, że KAŻDY rząd jest wyznaczony przez Boga, aby używać miecza przeciwko źle czyniącym, czy to, że wszyscy rządowi urzędnicy są sługami Boga. A jednak Paweł powiedział te rzeczy w Liście do Rzymian 12:1-7. Niemniej, można spierać się o to, czy różni się to od poglądu Jezusa, ponieważ na pustyni w czasie kuszenia zostaje objawione, że wszystkie królestwa ziemi są w mocy Szatana, który daje je komu zechce (Łu 4:5-6). 1J 5:19 potwierdza, że cały upadły świat leży w mocy złego – Szatana. Tak więc, można by dowodzić z Pisma, że ziemskie rządy w najlepszym przypadku nie są duchowe, a w gorszym – pod demonicznym wpływem.

Jedak widzimy, że Paweł miał dobre zdanie o rządach jako boskiej władzy, bądź co najmniej miał takie w czasie pisania Listu do Rzymian. Pomyślmy jednak o tym przez chwilę. Paweł był obywatelem rzymskim, dzięki czemu obejmowało go sporo przywilejów, między innymi: ochrona. Regularnie był chroniony przed śmiercią z rąk judaistów DLATEGO, że był obywatelem rzymskim. Dla Pawła rząd, pod którym się znajdował, oferował jemu i jego służbie pewien poziom zabezpieczenia.

Niemniej, czy Paweł uważałby, że Rzym był „Bożym sługą”, gdy ten złupił Jerozolimę i zabił tysiące Żydów, kobiet, mężczyzn i dzieci. Czy, gdyby Pawłowi został dany proroczy wzgląd w despotyczne rządy Hitlera, Stalina, Mao Tse Tunga, Pol Pota, Husajna, które totalnie, surowo uciskały i brutalnie zabiły setki milionów, napisałby Rzm 13:17? Czy, gdyby Paweł mógł zobaczyć zobaczyć to przyszłe zło, nazwałby WSZYSTKIE rządy „sługami Boga”, jak to zrobił w Liście do Rzymian? Z pewnością nie!

Chodzi o to, że to, co Paweł napisał o rządach było JEGO obserwacją, JEGO najlepszą chrześcijańską opinią, JEGO najlepszą radą dla młodego kościoła wobec potrzeby przekazania praktycznej rady. LECZ to, co napisał, nie było objawieniem „trzeciego nieba”, w którego skład wchodziły transcendentne epifanie „NADNATURALNEJ ŁASKI Pańskiej” i niezrównanej rzeczywistości „W CHRYSTUSIE’ dostępne dla wszystkich wierzących.

Paweł przyznał w 14 rozdziale Listu do Rzymian to, że będąc na różnych poziomach wiary możemy różnić się w opiniach na różne praktyczne sprawy, takie jak dieta, napoje, kalendarz i święta. Brat słabszy w wierze może mieć inny punkt widzenia niż ten bardziej dojrzały, co jednak powoduje, że ten bardziej wolny nie powinien być kamieniem potknięcia dla słabszego, celowo robiąc cokolwiek, co sprawi pogorszenie się stanu wiary tego młodszego w wierze. Pawłowi chodziło o to, że wierzący mogą stać po różnych stronach jakiejś sprawy, równocześnie mając rację JEŚLI tylko każdy działa zgodnie ze swoim osobistym poziomem wiary.

W 1Liście do Koryntian 7:10-16 Paweł również przyznaje, że miał szczególne objawienie dotyczące małżeństwa i był tego pewien, że pochodziło od Pana, LECZ były również INNE sprawy związane z małżeńskimi sprawami, co do których mógł wyrazić tylko swoją najlepszą opinię. Nie miał „objawienia z sali tronowej” na bardzo praktyczne czy zwyczajowe kwestie, które stawały przed nim, a był na tyle mężczyzną, aby się do tego przyznać.

Weźmy inny przykład: Paweł powiedział, że kobieta NIE powinna mówić w kościele, NIE powinna nauczać mężczyzn i NIE powinna mieć jakikolwiek władzy nad mężczyzną (1Tym 2:12; 1KOr 14;34 – 35). Czy jesteśmy ściśle i na trwałe związani Pawła poglądem na temat kobiet, wyrażonym w powyższych wersach? Z pewnością nie. Ciało Chrystusa w większości zostawiło tą prymitywną koncepcję za sobą. Dziś, mamy setki namaszczonych kobiet nauczycielek, prorokiń, pastorów i usługujących, które, chwała Bogu, nie milczą w kościele.

W podobny sposób Paweł polecił sługom, aby byli posłuszni swoim panom (Ef 6:4, Tyt 2:9). Kościół naruszał tą zasadę stale popierając różne anty niewolnicze działalności, w tym pomagał niewolnikom na drogach przerzutowych z czasów Wojny Domowej, zachęcając i umożliwiając niewolnikom nieposłuszeństwo wobec ich panów i ucieczkę.

Czy dojrzali chrześcijanie na całym Globie zgadzają się z podejściem Pawła, według którego niewolnicy uciekinierzy zawsze powinni wracać do swoich panów, aby ponownie poddać się jarzmu niewoli, a to PO TO, aby zgodzić się z Pawła opinią? Właśnie tak postępuje Paweł z uciekinierem, Onezymem, o czym czytamy w Liście do Filemona 9-24. Wysyła Onezyma z powrotem do Filemona wraz z prośbą o uwolnienie go.

Nie zrozumcie mnie źle. Rozwiązanie, jakie Paweł znalazł w przypadku Onezyma jest piękne i pełne łaski. Jego prośba do Filemona doprowadza do łez. Niemniej, czy to znaczy, że jest to uniwersalna zasada postępowania, którą należy stosować zawsze i wszędzie? Czy też możemy rozwinąć, zmodyfikować jego myślenie, aby odkryć inne „rozwiązania wiary” dla siebie samych? Miliony niewolników uciekinierów dokładnie tak zrobiło przez ostatni tysiąc lat. Czy mam przekonanie, aby powiedzieć, że Duch Święty NIGDY nie poprowadził ŻADNEGO uciskanego niewolnika, aby uciekł od tego ucisku? Nie!!!

Wracając do rządów wiemy przecież, że chrześcijanie mają długą historię sprzeciwiania się i odmowy posłuszeństwa, gdy chodzi o „posłuszeństwo” władzom, które Bóg ustanowił „nad nami”. Od aborcji do służby wojskowej, przez niesprawiedliwe wojny i karę śmierci, chrześcijanie pobudzeni przez sumienie długo „sprzeciwiali się postanowieniom Bożym i autorytetowi rządu”. A przecież Paweł napisał, że „kto sprzeciwia się władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu; a ci którzy przeciwstawiają się, sami na siebie potępienie ściągają” (Rzm 13:2).

Dietrich Bonhoeffer, powszechnie szanowany za prawe życie i służbę, jest również powszechnie uważany za męczennika z powodu konspiracyjnych działań mających na celu usunięcie od władzy Hitlera – po niepowodzeniu zamordowany przez hitlerowski reżim. Bonhoeffer zdecydowanie nie zgodziłby się z twierdzeniem Pawła, że WSZELKA władza jest od Boga (Rzm 13:1). Jest po prostu niemożliwe, że to Bóg ustanowił Hitlera, aby rządził Niemcami pod boskim namaszczeniem.

Continue reading

Codzienne rozważania_21.02.2018


Jon 4:11
A JA NIE MIAŁBYM ŻAŁOWAĆ NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA W KTÓRYM ŻYJE WIĘCEJ NIŻ STO DWADZIEŚCIA TYSIĘCY LUDZI, KTÓRZY NIE UMIEJĄ ROZRÓŻNIĆ MIĘDZY TYM CO PRAWE, A TYM, CO LEWE, A NADTO WIELE BYDŁA?

Boże pytanie jest jednocześnie odpowiedzią, „A ja nie miałbym żałować Niniwy?” Nie powinniśmy pozwolić, aby ciche niedomówienie kryjące się w słowach Pana, zaćmiło ich prawdziwe znaczenie. Delikatność, z jaką Bóg postawił swoje pytanie, pokazuje wyraźnie jak łatwo Jonasz skreślił narody pogańskie, jak gdyby nie były niczym więcej tylko pokarmem dla szatana. Te same słowa są również wyzwaniem dla zainteresowania, lub raczej jego braku, ewangelizacją w dzisiejszym Kościele. Bóg pyta nas, tak jak pytał Jonasza dawno temu, „Czy nie powinniście żałować ludzi wokół was?” Szczególnej uwagi wymagają tutaj trzy elementy. Są nimi: troska, oddanie i zaufanie. Można mówić o trosce o niewierzących i o tym, że naszym zdaniem Chrystus stanowi odpowiedź na ich najgłębsze duchowe i doczesne potrzeby, a jednocześnie w głębi serca pozostać obojętnym, zdystansowanym, przyziemnym i pozbawionym motywacji do działania. Troszczymy się do pewnego stopnia, ale nie jesteśmy tym poruszeni, nie wylewamy łez z powodu losu tych, o których podobno się troszczymy. Bóg sprawdzał motywację Jonasza. Czy troszczył się on o Niniwę? Czy miłował zgubionych i skazanych na piekło bezbożników? Nie, ponieważ nie chciał aby zostali oni zbawieni. A czy ty miłujesz ludzi tam gdzie mieszkasz? Czy troszczysz się o to miasto, w którym Bóg cię umieścił, abyś wydawał świadectwo? Czy też z postawy Jonasza kryje się w twoim umyśle, ujmując nieco z twojej troski i powstrzymując cię przed składaniem świadectwa? Troska o zgubiony świat oznacza praktyczną miłość okazywaną ludziom, wśród których żyjemy. Oznacza pragnienie tego, aby i oni stali się chrześcijanami. Zostali zbawieni z łaski, przez tego samego ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa, który nas zbawił i dał nam żywą wiarę oraz nowe życie. Ale troska, która może obficie zaowocować wspieraniem innych chrześcijan przez modlitwę, zachętę i pomoc finansową, musi mieć swój początek w głębokiej trosce o składanie świadectwa tam, gdzie się znajdujemy – w słowach, czynach i każdym innym aspekcie życia chrześcijańskiego. A to oznacza pragnienie, aby nasi bliźni kochali Chrystusa tak jak my. Pragniemy tego, ponieważ to Chrystus nas pierwszy umiłował.
Życzę błogosławionego dnia.

Bądź miłosierny dla siebie samego

Phil Drysdale

Robiąc to, co robię, często znajduję się na pozycji bardzo podobnej do pastora. Znaczy to, że mamy do czynienia ze wszelkiego rodzaju ludźmi znajdujących się w trudnych sytuacjach:

bliskich samobójstwa,

z problemami tożsamości,

z problemami w relacjach,

wobec śmierci i żałoby,

rozwodów

i wiele, wiele więcej.

Odkryłem, że jedną z korzyści, jakie odnoszę, jest to, że mnóstwo tych sytuacji całkiem dobrze przetwarzam na swój własny użytek. (Obserwacja, jak ludzie radzą sobie czasem dobrze jak, czasem niedobrze, pomaga w zdobyciu dobrej perspektywy.)

Skutek jest taki, że jestem znacznie bardziej dojrzały pod względem emocjonalnym niż wtedy, gdy zaczynałem służbę!

Jednak, kiedy w zeszłym miesiącu zmarła moja mam, uderzyło mnie w bardzo nieoczekiwany sposób.

Przekonania mam silne, więc mój duchowy stan oraz pogląd na Niebo i Piekło nigdy nie były poddawane w wątpliwość, lecz to, co mnie zaskoczyło to fakt, jak bardzo dotknęło mnie to pod względem emocjonalnym. Wydawało mi się, że jestem osobiście dobrze przygotowany do całego przebiegu spraw i przebrnięcia przez to. Niemniej, z chwilą, gdy to się stało, okazało się, że straciłem motywacje. Czułem się bardzo przybity, a przebywanie wśród ludzi było bardzo przytłaczające. Zauważyłem też, że przespałem cały ten czas (należę do ludzi, którzy ściśle przesypiają 6 godzin na dobę, więc było to dla mnie bardzo dziwne).

Było to bardzo dotkliwe.
Nie byłem zupełnie sobą.

Żeby jeszcze bardziej pogorszyć sprawę, zacząłem sam siebie rozbijać. Czułem się winny, że nie pracowałem wystarczająco dużo; zawstydzony tym, że moje życie (moje wyobrażenie o nim) nie sięgało oczekiwań innych ludzi. Powiedziałbym o sobie, że byłem w tym czasie okropnym przyjacielem i mężem.

Znasz te wszystkie pomocne rzeczy, które można robić, gdy już jesteś przydołowany! 😉

Zdumiewające, jak szybko możemy obwiniać samych siebie.

Wielu ludzi, którzy mnie znają, uważają mnie za „faceta łaski”, a jednak, oto jestem tutaj w sytuacji, w której sam sobie powinienem udzielić łaski najwięcej, jako człowiek wylewający potępienie i winę.

To nie jest śmieszne

Cieszę się, że mam wspaniałą żonę i cudownych przyjaciół. Pomogli mi zobaczyć siebie w taki sposób, jak widzi mnie Jezus. Gdy nie jestem w najlepszym stanie, dadzą mi taką radę, której ja sam udzieliłbym im w ich najgorszym czasie. Nie tylko udzielili mi łaski, lecz przypomnieli mi, aby sam znalazł ją dla siebie.

Teraz już jest ze mną lepiej. Ciągle mam jeszcze wiele przed sobą, lecz zdecydowanie dostrzegam, że z dnia na dzień staję się coraz bardziej normalny.

Chciałbym podziękować wszystkim za każde dobre słowo i modlitwy skierowane do mnie i mojej rodziny. Przykro mi, że nie odpowiedziałem wszystkim … po prostu nie było to możliwe, lecz dzięki nim otrzymałem dużo wzmocnienia!
Niemniej, może ty zechcesz skorzystać z mojego przeżycia z ostatnich tygodni, aby przyniosło łaskę dla ciebie.
Może ktoś z twoich znajomych zmaga się z tym, aby sobie samemu udzielić łaski?

Może to ty?

Czym innym jest być miłosiernym wobec innych, a całkowicie czym innym objąć łaską samego siebie. Jeśli jednak Bóg jest łaskawy wobec nas, możemy co najmniej zrobić tyle, aby nie podważać Jego autorytetu i być miłosiernym dla siebie.

Dużo miłości, przyjacielu. Wiem, że milczałem przez ostatnie tygodnie, lecz będziesz ode mnie słyszał coraz częściej, w miarę jak powrócę do normalnej regularnej rutyny.

Mam nadzieję, że u was wszystko w porządku.

Phil

Codzienne rozważania_16.02.2018

Jon 4:10
A PAN RZEKŁ: TY ŻAŁUJESZ KRZEWU RYCYNOWEGO, KOŁO KTÓREGO NIE PRACOWAŁEŚ I KTÓREGO NIE WYHODOWAŁEŚ; WYRÓSŁ ON W CIĄGU JEDNEJ NOCY I W CIĄGU JEDNEJ NOCY ZGINĄŁ.

Jonasz nie potrafił jasno myśleć, ale Bóg nadal wyjaśniał mu i pouczał go o znaczeniu łaski i konieczności wewnętrznej przemiany. Dostrzegamy tu mądrość i łaskę Boga w postępowaniu z Jonaszem. Bóg najpierw pokazał Jonaszowi na czym polega jego łaska o czym mówi powyższy werset. Krzew był darem. kiedy Bóg go zabrał, to tym samym podkreślił znaczenie tego faktu.Jonasz zachowywał się jednak tak, jakby Bóg był jemu winien ten krzew. To stanowi dowód na to, że nie uważał go wcześniej za dar Bożej łaski, ofiarowany za darmo przez Dawcę, na który obdarowany nie zasłużył. Prorok był zadowolony ze swego krzewu, ale bardziej radował się z komfortu jaki mu zapewniał, niż z łaski, która spowodowała, że wyrósł on, aby ochronić go przed słońcem. To był jego krzew i dlatego czuł, że Bóg zrobił mu na złość, kiedy go zabrał. Cieszymy się z jego darów i oddajemy cześć naszym krzewom a nie Bogu. Ale krzew może uschnąć, wtedy znikają widoki na przyszłość; kończą się „czarujące przyjaźnie” . Zamiast na dary spoglądajmy na łaskę Boga, który jest ich dawcą. Zamiast na przejawy Bożej łaski, patrzmy na jej głębsze cele. Klasycznym celem dochowania wierności w tym względzie jest Job. Wiódł on bogate i spełnione życie, miał wiele „krzewów” i nie przechodził prób, aż do dnia,w którym zabrano mu jego „krzewy”. Jaka była jego reakcja? Job wyznał: „Lecz ja wie, że Odkupiciel mój żyje i że jako ostatni nad grobem stanie” (Job 19:25). Sekret Joba – który wcale nie jest sekretem, ale prawdą zapewniającą pokój każdemu wierzącemu – polega na pokładaniu ufności w Odkupicielu i wiecznych obietnicach Bożych, a nie w błogosławieństwach, jakich udzielił mu Bóg w ciągu życia. Krzew Jonasza usechł, a on powinien się z tego nauczyć, że jego Bóg był Bogiem łaski i że łaska ta jest dana darmo tym, którzy na nią nie zasługują. Powinno mu to także uświadomić, że łaska okazana Izraelitom była tą samą łaską, jaką Bóg okazał Niniwie. Jeżeli łaska ma być łaską, to musi być niezasłużona i niezmierzona. I jeżeli Bóg jest Bogiem łaski, to jest całkowicie suwerenny w zbawianiu i żaden człowiek, otrzymujący dar łaski, nie ma prawa sprzeciwiać się, gdy Bóg okazuje łaskę innemu człowiekowi! Powinien raczej radować się, że Pan rozciąga swoją łaskę na coraz większą liczbę ludzi.
Życzę błogosławionego dnia.

Kobiety w Królestwie


Faith

Ostatnio, na kilka różnych sposobów, Ojciec naświetlił mi osobliwe zmaganie, które jest doświadczeniem wyłącznie kobiet. W taki czy inny sposób mężczyźni przejmują nad nami władzę, a nie zawsze oddajemy ją dobrowolnie, lecz często posłuszeństwo jest na nas wymuszane. Czy to na gruncie religijnym przez błędne wykorzystanie wersów czy fizycznie przez obezwładnienie.

Serce kobiet jest tak stworzone, że ich pragnieniem jest pielęgnować innych, a nie bronić siebie. Tak więc, gdy nie tak się dzieje, cierpimy po pierwsze: ponieważ trzeba się bronic, a po drugie: z powodu zmuszania kobiet do obrania drogi, która jest sprzeczna z naszą naturą.

Pytałam Ojca, co chciał mi pokazać, a On odpowiedział: „Czy rozumiesz tą różnicę jaka występuje w Królestwie?”

Wtedy spojrzałam z Mojego Miejsca na swoje królestwo i zobaczyłam, że nie ma żadnej różnicy między mężczyzną i kobietą. To Królestwo jest duchowe, a jednak to tam zasiadamy podczas gdy panujemy i rządzimy Ziemią.

Tak więc Synowie Boży nie są ani męscy, ani kobiecy, a ich władza nie dotyczy ich fizycznych cech na Ziemi.

Kiedy spoglądam na swoje królestwo, nie widzę ziemskich różnic między mężczyznami i kobietami, rasami, seksualnymi preferencjami czy jakimikolwiek innymi uprzedzeniami. Ta równość nie da się porównać z niczym innym, cokolwiek widziałam w życiu wcześniej, nawet w kościele. W Królestwie każdy chodzi w swych darach i talenta
ch, staje wewnątrz przed Ojcem w tej Tożsamości i żadna inna tożsamość nie pojawia się.

Lecz tutaj, na Ziemi, uprzedzeń jest mnóstwo i dopóki nie nauczymy się patrzeć z perspektywy Królestwa mają na nas ogromny wpływ. Gdy już tak widzimy uczymy się stosować ten punkt widzenia (tj. z naszego Miejsca) na Ziemię. Dzieje się tak wtedy, gdy rozumiemy co to znaczy, że mamy panowanie nad ziemskimi systemami. Zaczynamy obserwować, jak systemy zmieniają się przed naszymi oczyma.

Rozumiemy to, że systemy nie mają mocy, którą, jak nam się  wydawało, że mają. Naturalne prawa fizyki oraz „porządek” ludzkości to po prostu bardzo przekonujące dym i lustra. Wszystko trzyma się razem wyłącznie dzięki wierze, którą w nie mamy. Gdy ta wiara zmienia się, budzimy się do naszej prawdziwej tożsamości, a tamta powlekana żelazem rzeczywistość topnieje.

Prawda nie jest produktem Ziemi – Ziemi nie ma mocy do stworzenia jej. Nie mamy jej również my. Prawda jest jedynie produktem Królestwa, Ojca, stamtąd wytryskuje, a my sprowadzamy ją na Ziemię. Z Mojego Miejsca, ogłaszam Prawdę, którą widzę w Królestwie a wtedy ona nabiera pierwszeństwa i ujarzmia Ziemię.

Ziemia została właśnie po to stworzona, abyśmy nad nią panowali, podobnie jak białe blejtramy są produkowane po to, aby na nich malować i tworzyć. Artysta musi najpierw „zobaczyć” obraz, zanim weźmie do ręki pędzel.

Metamorfoza Ziemi w Królestwo nie jest do przeprowadzenia przy pomocy pieniędzy czy jakiegokolwiek rządu czy ziemskiego systemu. Przemiana dokonuje się z naszego niebiańskiego Miejsca, skąd pierwszy raz widzimy Doskonałość, a następnie obwieszczamy ją tak, aby zaistniała tutaj. W ten sposób zaczyna się kształtować malowanie na blejtramie. Najpierw Ojciec stworzył ciemność, wirującą próżnię na początku.

Tak więc, drogie damy, gdy zasiadacie na swoim Miejscu, możecie dostrzec manifestację swojej Tożsamości, jako kobiety, lecz waszym jedynym domostwem jest Jezus. ON żyje w was. Wy i On jesteście jedną żywą istotą. Nie jesteście dwoma osobnymi bytami i nie ma żadnego innego władcy nad wami, jak tylko Ojciec. Continue reading

Codzienne rozważania_13.02.2018

Jon 4:7-9
7. LECZ NAZAJUTRZ Z POJAWIENIEM SIĘ ZORZY WYZNACZYŁ BÓG ROBAKA, KTÓRY POGRYZŁ KRZEW RYCYNOWY, TAK ŻE USECHŁ.
8. A GDY WZESZŁO SŁOŃCE, ZESŁAŁ BÓG SUCHY WIATR WSCHODNI I SŁOŃCE PRAŻYŁO GŁOWĘ JONASZA, TAK AŻ OMDLEWAŁ I ŻYCZYŁ SOBIE ŚMIERCI, MÓWIĄC: LEPIEJ MI UMRZEĆ NIŻ ŻYĆ.
9. WTEDY RZEKŁ BÓG DO JONASZA: CZY TO SŁUSZNE, TAK SIĘ GNIEWAĆ Z POWODU KRZEWU RYCYNOWEGO? A TEN ODPOWIEDZIAŁ: SŁUSZNIE JESTEM ZAGNIEWANY, I TO NA ŚMIERĆ.

Już następnego dnia Bóg wyznaczył robaka, który podgryzł krzew rycynowy, tak że usechł. Miało to dwa następstwa. Po pierwsze, Jonasz nie mógł ukryć się przed promieniami słońca. Uczucie dyskomfortu wzmagał jeszcze suchy, wschodni wiatr, co spowodowało, że Jonasz był na skraju wyczerpania. Drugim następstwem, zaostrzonym przez nasilające się niewygody, był ponowny napad gniewu. Omdlewał i życzył sobie śmierci mówiąc: „Lepiej mi umrzeć niż żyć” (w.8). Jaka nagła zmiana nastroju. Od radości do rozpaczy, a wszystko z powodu krzewu, który nawet nie istniał wtedy, gdy Jonasz przygotowywał sobie punkt obserwacyjny dzień wcześniej. Bóg powtórzył to samo pytanie, które zadał wcześniej w związku z gniewem Jonasza wywołanym ocaleniem Niniwy. „Czy to słuszne tak się gniewać?” Czy mało znaczące uschnięcie krzewu usprawiedliwiało myśli o śmierci? W końcu nikt nie zmuszał Jonasza do siedzenia na słońcu. Na początku nie było tam krzewu rycynowego. Krzew został dany a później odebrany. Jonasz sam był twórcą swojego problemu. Dlaczego miałby się teraz gniewać? I dlaczego gniew ten przerodził się w skrajną rozpacz? To co robił Bóg, miało na celu pokazać całkowite szaleństwo obsesji, która opętała Jonasza w związku ze zniszczeniem Niniwy. Jonasz był tak pochłonięty oczekiwaniem zmiany decyzji Boga w stosunku do Niniwy, że najmniejsze rozdrażnienie doprowadzało go do rozwścieczonego zgorzknienia. Na podstawie tego przykładu widzimy jak wściekłe i pozbawione sensu mogą być żądze naszego ciała. Nie ma nic lepszego niż unikać, zanim staną się silniejsze niż powinny być, ponieważ pielęgnując występek, zmierzamy do zatwardziałości i uporu. Nauczanie Biblii na temat niedoskonałości chrześcijan nie jest tylko teorią wymyśloną po to, aby wyjaśnić drobne przewinienia. To dokładna ocena naszej potrzeby świętości i strasznej realności i niebezpieczeństwa pokusy, aby poddać się zepsuciu, od którego, jak wyznajemy, jesteśmy wybawieni przez krew Chrystusa.

Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_10.02.2018

Jon 4:6
A PAN, BÓG WYZNACZYŁ KRZEW RYCYNOWY, ABY WYRÓSŁ NAD JONASZEM, DAWAŁ CIEŃ JEGO GŁOWIE I OSŁANIAŁ GO PRZED GROŻĄCYM MU NIESZCZĘŚCIEM. I JONASZ RADOWAŁ SIĘ BARDZO TEGO KRZEWU RYCYNOWEGO.

W odpowiedzi na gniew Jonasza, Bóg okazał mu jeszcze więcej łaski i miłości. W wersecie tym wyraźnie widać podobieństwo do ucieczki w kierunku Tarszyszu. W obu przypadkach, bunt przeciw Bogu pociąga za sobą i najwyraźniej jest wywołany przez sprzyjające okoliczności. Wtedy był to statek i pomyślny, zachodni wiatr, teraz schronienie w liściach krzewu. Wtedy Jonasz zasnął przekonany o tym, że uwolnił się od Bożego powołania, teraz wypoczywał i oczekiwał zniszczenia Niniwy. Dobroć okazana Jonaszowi stanowi dla niego zachętę, aby mieć nadzieję i oczekiwać, że ten kataklizm nastąpi. Tak naprawdę to Bóg zgarniał rozżarzone węgle na głowę Jonasza. Bóg nie zamierzał dać się zwyciężyć złu Jonasza, ale dążył do zwycięstwo dobra nad złem. Krzew rycynowy był narzędziem umożliwiającym zastosowanie tej zasady w przypadku Jonasza. Nie ulega wątpliwości, że za jego pośrednictwem Jonasz otrzymał dawkę duchowego oleju rycynowego przed upływem dwudziestu czterech godzin. Początkowo krzew zapewniał przyjemny cień, w którym Jonasz mógł oczekiwać spełnienia swoich pragnień – unicestwienia Niniwy. Był zadowolony z krzewu, ale jego radość miała się wkrótce skończyć. W naszym egoistycznym, zapatrzonym w siebie wieku, miłość uważa się za coś, czego potrzebujemy i dlatego powinniśmy ja dostawać. Miłość to coś, co pragniemy otrzymywać w naszych relacjach z innymi. Nie chodzi o to, że nie zamierzamy dawać miłości lub nie jesteśmy przygotowani na to, że miłość bywa czasami kosztowna. Rzecz w tym, że przewodnim motywem dzisiejszej miłości jest to, „co będę z tego mieć”, a nie „co jestem gotów dać”, aby zbudować głębszy i trwalszy związek.
Życzę błogosławionego dnia.