Category Archives: Murray Richard

Nigdy nie skacz do pustego basenu

Richard Murray

Nigdy nie skacz do pustego basenu. Wydaje się całkiem oczywiste, lecz…

Otrzymałem ostatnio wspaniałe pytanie na temat duchowości zewnętrznych absolutów tego, co „dobre i złe”, które narzuca Prawo. Lista Jakuba rzeczywiście stwierdza, że jeśli ktoś złamie JAKIKOLWIEK przepis Prawa, to jest winny złamania WSZYSTKICH (Jak 2:10). Czy jednak TA mrożąca krew w żyłach prawda jest faktycznie ostatecznym celem Pana w nadaniu Prawa; potępić i zmiażdżyć nas lawiną poczucia winy i upadku, gdy Prawo jak śnieżna kula zmierza w naszą stronę.

Z pewnością nie.

Oto inny, być może bardziej korzystny sposób postawienia tego pytania: „Czy nasza niemożność podporządkowania się ostrym zewnętrznym wymaganiom Prawa jest ostatecznym zewnętrznym celem naszej wiary? CZY raczej Prawo jest tymczasową „odskocznią” świadomości, która pozwala nam znaleźć ostateczny cel – życie w Duchu?

Paweł napisał, że: „Prawo nie jest z wiary” (Ga 3:12). Jest to zdumiewająca deklaracja, która powinna nas na chwilę zatrzymać, zanim damy nura w sztywne, betonowe i potępiające absoluty tego, co dobre, a co złe. Podobne to jest do nurkowania w pustym basenie. Każdy kto chce skoczyć na główkę rozbije się na twardej powierzchni.

Absoluty Prawa pojawiają się wyłącznie jako tymczasowi opiekun tych, którzy nie działają zgodnie z zamieszkującym w nich Duchem Chrystusa. Prawo po prostu diagnozuje i ujawnia fundamentalną chorobę duszy, która wynika ze „sprawiedliwości własnej” ZAMIAST „sprawiedliwości Bożej”.

„Sprawiedliwość Boża” jest stanem wiecznego bytu, który kwitnie wtedy, gdy poddajesz się zamieszkującemu wewnątrz Duchowi. Prawo po prostu wskazuje na to, jak niemożliwie surowa i nieprzebaczająca jest rzeczywistość pozbawiona Ducha. Ta świadomość toksycznych skutków życia w stanie „braku wiary” i „braku Ducha”, która pochodzi ze „sprawiedliwości własnej” powinna nas doprowadzać do wołania o to, aby Duch Jezusa zamieszkał w nas i wcielił się w nas.

Gdy to się stanie, absoluty Prawa zostają zrzucone i rozdrobione jak martwy kokon krępujący wzrastającego i rozwijającego się motyla. Ten kokon był przydatny przez pewien czas, lecz teraz jest odrzucony ze względu na wyższą rzeczywistość (?). Pojawia się piękno i dar Ducha. Czas na latanie wraz z Panem, który staje się naszymi skrzydłami. Teraz mamy już Jego naturę, która oświeca podejmowane decyzje i uzdalnia nas do działania.

Pozbawiony życia kokon Prawa wypełnił swoje zadanie, przeobrażony i następuje przejście do działania Ducha.

Prawo działa „wobec człowieka” podczas gdy Duch działa „z człowieka”, a jest to różnica, która decyduje o wszystkim.

Mówiąc prosto: nasze własne przeklęte uczynki sprawiedliwości własnej zostają zastąpione boską sprawiedliwością samego Chrystusa. Teolodzy ten upgrade nazywają „propassions of Christ” (odwieczne cnoty Chrystusa) – Jego umysł i emocjonalne stany udzielone nam dzięki zamieszkującemu w nas Jego Duchowi. Jezus przemienia nasze dusze dokonując transfuzji Swojej natury do całego naszego jestestwa.

Taka jest jedyna końcówka Prawa – ujawnienie naszej rozpaczliwej potrzeby duchowej transfuzji po czym zaoferowanie nam szybko tej transfuzji jako daru. Teraz TAKI jest basen, do którego można z całego serca wskoczyć „na bombę”. s

Adam i Ewa jako alegoria

Richard Murray

Otrzymuję prywatnie liczne prośby o przykłady alegorycznego czytania Biblii. Tak więc, chciałbym regularnie oferować każdemu przykłady tego, jak ojcowie pierwszego kościoła czytali alegorycznie te teksty, w nadziei, że pomoże nam to zrozumieć JAK z korzyścią czytać Stary Testament.

Poniżej przykład nowotestamentowego fragmentu, który alegoryzuje starotestamentową narrację o Adamie i Ewie do symbolu Chrystusa i kościoła. Następnie znajdziecie komentarze trzech różnych wczesnych egzegetów, którzy czytają tą alegorię w zasadniczo ten sam sposób. Bez względu na to czy istniał dosłownie Adam oraz Ewa, która wyszła z jego fizycznego żebra przestaje być dla czytelnika żywotną sprawą. To, co TERAZ liczy się w tym fragmencie to zapowiedź Chrystusa i to jakie ma to zastosowanie dla nas na dziś, tutaj i teraz.

Oto dyskutowany fragment Pisma:

Mężowie, miłujcie żony swoje, jak i Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy go kąpielą wodną przez Słowo, aby sam sobie przysposobić Kościół pełen chwały, bez zmazy lub skazy lub czegoś w tym rodzaju, ale żeby był święty i niepokalany. Tak też mężowie powinni miłować żony swoje, jak własne ciała. Kto miłuje żonę swoją, samego siebie miłuje. Albowiem nikt nigdy ciała swego nie miał w nienawiści, ale je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus Kościół, gdyż członkami ciała jego jesteśmy; Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, i połączy się z żoną swoją, a tych dwoje będzie jednym ciałem. Tajemnica to wielka, ale ja odnoszę to do Chrystusa i Kościoła” (Ef 5:25:32).

I komentarze:
„Słyszeliśmy o pierwszym Adamie [i o tym, jak został zraniony w bok, aby wydać Ewę]; przejdźmy więc teraz do drugiego Adama i zobaczmy w jaki sposób kościół został uczyniony z jego boku. Ten bok Zbawiciela, gdy wisiał na krzyżu został przebity włócznią”.
Hieronim „Homilie” 66, z: Louth, ed., Ancient Christian Commentary, 70.

„Ponieważ pierwszy Adam jest wizerunkiem Chrystusa, a sen Adama cieniem śmierci Chrystusa, który miał zapaść w śmiertelny sen, aby z rany uczynionej w Jego boku, mogła, w podobny sposób (jak została ukształtowana Ewa) by uosabiać kościół, prawdziwą matkę żyjących”.
Tertulian, “O duszy” z: Roberts and Donaldson, eds., Ante-Nicene Fathers, 3:222.

„Ponieważ Ewa została stworzona z boku śpiącego Adama… z boku Chrystusa wiszącego na krzyżu … musiał zostać stworzony. , kościół który jest „tą kobietą”.
Quodvultdeus, “Księga obietnic i zapowiedzi Bożych” 1:3, z Louth, ed., Ancient Christian Commentary, 71.

Nasza wiara nie powinna spoczywać na historycznej wartości czytania „martwej litery” tego, czy rzeczywista kobieta powstałą dosłownie z żebra rzeczywistego mężczyzny. Powinna raczej spoczywać na tym, co ten fragment mówi o: 1) Chrystusie i wielkim powołaniu Jego kościoła-oblubienicy. 2) co mówi o relacji ludzkiego małżeństwa dziś, tutaj i teraz – mianowicie to, że jesteśmy powołani do najgłębszej intymności zarówno z Panem jak i współmałżonkami.

Żona, symbolizowana przez żebro, staje się symbolicznie zabezpieczającym strażnikiem oraz duchową obudową serca swego męża, lecz co ważniejsze, to żebro również staje się nieprzemijającym symbolem miłości Chrystusa do Swego kościoła, która została przebita i ujawniona z Jego boku na krzyżu. Jakże wspaniały wizerunek pokazuje ta alegoria. Alegoryczne/Chrystologiczne czytanie jest duchową poezją i porusza serce znacznie bardziej, głębiej i wyżej niż klinicznie historyczne czytanie, które ma skłonność do wysuszania i uśmiercania tekstu.

Stary Testament jest teoretycznie historią, która łączy w sobie pewne fakty, pewne legendy, pewne archetypy, nieco retoryki, nieco baśni i trochę poezji, a to wszystko powiązane natchnieniem Ducha Świętego.

W taki sposób hebrajski umysł integrował rzeczywistość i duchowość, lecz pod działaniem Ducha Nowego Przymierza ten tekst ewoluuje jeszcze bardziej. Dla Chrystologicznej wagi, gramatyczna dokładność Starego Testamentu jest absolutem, lecz plastycznie podatna ma nowotestamentowe oświecenie, zarówno w sensie alegorycznym JAK I semantycznym.

Starotestamentowa precyzja historyczne po prostu staje się mniej żywotna. To, Mojżesz ( czy mojżeszowy autor) oraz inni starotestamentowi autorzy pierwotnie zamierzali jako narrację historyczną, teoretyczną czy plemienną, TERAZ jest całkowicie reinterpretowana jako alegoria Chrystologiczna kontrastująca ze sobą religijne paradygmaty prawa i Ducha, życia i śmierci, światła i ciemności, męża i żony itp.

Czytać Stary Testament w sposób alegoryczny NIE oznacza, że brak mu JAKIEJKOLWIEK historycznej wartości. Chodzi raczej o to, że głównym znaczenie Pism ST jest symboliczne i niedosłowne. Jest to podobne do bohaterskiego „trailera filmowego” o Chrystusie i Jego „zbliżającym się” królestwie. Trailer nie jest narracją, lecz cyklem szybkich cięć i splecionych symbolicznych fragmentów, które ekscytują nas błyskami światła rzucanymi na Jezusa. Niemniej, taki trailer może być przeglądany wyłącznie na monitorze serca obudzonego przez Ducha.

Podtekst, podtekst, podtekst

Orygen „O zasadach” (4:2.1-2,4)
„Prostackie twierdzenia o Bogu wydają się być tylko i wyłącznie tym: Pismo nie jest rozumiane w swym duchowym sensie, lecz jest interpretowane zgodnie z nagą literą”.
Innymi słowy: Orygenes mówi, że ignorując biblijny podtekst oznacza ignorowanie jego najlepszego i najgłębszego znaczenia.

Tak więc, aby uniknąć „prostackich twierdzeń” o charakterze Boga, musimy głęboko zanurzyć się w podtekst Pisma. Sam tekst, przy różnych okazjach, może doskonale lub niedoskonale opisać historyczne zdarzenia z ludzkiej perspektywy. Niemniej, w „podtekście” osadzone są dodatkowe chrystologiczne znaczenia, które mają mieć pierwszorzędne znaczenie i powinny być zdobywane dla naszej korzyści dziś, tutaj i teraz.

David Baboulene w praktycznej akademickiej pracy na temat Historii Opowieści – The Story Book – definiuje PODTEKST JAKO: „wynik jakiejkolwiek luki wiedzy między dowolnymi uczestnikami opowieści; na przykład między autorem a postacią, między dwoma postaciami czy między słuchaczami a co najmniej jedną postacią”.

Powyższy cytata na temat podtekstu jest kluczowy PONIEWAŻ wyjaśnia jeden z najmniej zrozumiałych aspektów właściwego czytania Biblii. Ponieważ Biblia jest NATCHNIONA przez Boga, lecz literalnie NAPISANA przez człowieka, zawsze jest „LUKA WIEDZY” między tym, co KONTEKSTOWO i CZĘŚCIOWO wie, gdy pisze WOBEC tego, co Pan DOSKONALE I ZUPEŁNIE WIE o CAŁEJ sytuacji. Jak zauważył wielki ojciec kościoła Orygenes, biblijni autorzy „napisali” więcej niż kontekstowo ‘wiedzieli” Dopóki nie docenimy tej cudownej dynamiki, będziemy podatni na popadania w „leniwą dosłowność”.

Dlaczego OGRANICZAMY tekst Biblii TYLKO do tego, co ludzki pisarz wiedział w starożytnych czasach, gdy to pisał? Czy nie lepiej UWOLNIĆ tekst pozwalając Duchowi Świętemu mówić do nas w każdy możliwy sposób, wszelkimi możliwymi środkami, które On uzna za właściwe, dostępne i korzystne tutaj i teraz?

Właśnie ten dynamiczny stały przepływ objawienia jest samą istotą podtekstu.

Ernest Hemingway, jeden z największych pisarzy wszech czasów oraz Konstantin Stanisławski, jeden z największych nauczycieli aktorstwa wszech czasów, wierzyli, że najbardziej wartościowa i znacząca część KAŻDEJ spisanej pracy znajduje się w podtekście. Podobnie jak góra lodowa, o której naukowcy powiadają, że 90% jej masy jest niewidoczna, znajduje się pod wodą, tak też bogactwo wszelkich wspaniałych dzieł pisarskich pojawiają się w „nieliteralnym” podtekście.

Widzicie, wielcy pisarze rzadko „wyraźnie” i „literalnie” wyrażali to, co chcieli powiedzieć, w liniowy sposób ABC. Nie skreślali każdego „t” i nie stawiali każdej kropki nad „i”, lecz raczej pozostawiali wiele „niedopowiedzeń” i „niejasności”. Powód? Chcieli, żeby czytelnik zainwestował w tekstu swój czas, serce i umysł, aby stał się poszukiwaczem skarbów, który przyłącza się do poszukiwań autora. Często to czytelnik znajdzie skarb, o którym ludzki autor nie wiedział, bądź co najmniej nie był świadomy jego istnienia.

Wielcy pisarze starali się pozyskać tą energię czytelnika, która nie pojawia się, gdy wszystko jest wyraźnie napisane z ich strony. To ostatnie nie wymaga zagorzałego wysiłku czy głębokiej inwestycji ze strony czytelnika, ponieważ zostało legalistycznie przeliterowane dla nich. Pisarze starają się raczej korzystać z alegorii, sugestii, implikacji, wnioskowania, metafory, wyobraźni i intuicji. Pozwalają, aby słowa w naszych umysłach i sercach „oddychały” tak, aby nasza wyobraźnia i emocje mogły smakować, medytować i rozszerzać w stronę nowych, płynących z głębi serca terytoriów.

Umberto Ecco powiedział: „Dobra książka zawsze jest mądrzejsza od jej [ludzkiego] autora”.Tak też ta „dobra książka” jest mądrzejsza od jej ludzkich autorów. To w podtekście odkrywamy, że woda jest czyściejsza i o wiele bardziej nietknięta. Gdy pijemy ją, odkrywamy, „sensus plenior” (pełniejsze znaczenie) Pisma.

„Sensus Plenior” jest dodatkowym, głębszym znaczeniem, zamierzonym przez Boga, lecz wyraźnie nie zamierzonym przez ludzkiego autora, co jest widoczne w słowach tekstu Biblii (czy grupie tekstów, czy nawet całej księdze), gdy są studiowane w świetle dalszego objawienia, czy rozwoju w rozumieniu objawienia”.

Kto poddał znikomości całe stworzenie?

Richard Murray.

Czy 20ty wers ósmego rozdziału Listu do Rzymian sugeruje, że to Bóg „poddał” równocześnie całe stworzenie niewoli „znikomości” i błogosławionej „nadziei”?Mamy do dyspozycji trzy różne tłumaczenia tego samego fragmentu. Zastanówmy się, co każde z nich mówi o charakterze i naturze Boga.

1) „gdyż stworzenie zostało poddane znikomości, nie z własnej woli, lecz z woli tego, który je poddał, w nadziei, że i samo stworzenie będzie wyzwolone z niewoli skażenia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych” Rzm 8:20-21 BW.

2) W wersji Biblii Króla Jakuba (i w Biblii W-P) w tłumaczeniu pominięto przecinek przed zwrotem „w nadziei”. „Słabości bowiem zostało poddane stworzenie – nie z własnej woli, ale ze względu na poddającego je [prawom słabości] W NADZIEI, że i samo stworzenie będzie uwolnione z niewoli zepsucia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych” Rzm 8:20-21 BW-P.

3) W komentarzu Matthew Pool znajdujemy to oddane następująco (nawiasy dodane przez RM):
„… Niecierpliwym wypatrywaniem [tj. NADZIEJĄ] oczekuje stworzenie na objawienie się synów Bożych. (Słabości bowiem zostało poddane stworzenie nie z własnej woli, ale ze względu na poddającego je [Szatan]) w nadziei [z niecierpliwym wypatrywaniem], że i samo stworzenie będzie uwolnione z niewoli zepsucia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych” (przyp. tłum.: na podstawie B.W-P).

Te alternatywne tłumaczenia podnoszą kwestię co do tożsamości „tego”, który jest odpowiedzialny za upadek stworzenia w Rzm 8:20-21… jest to Bóg, … jest to Adam,… czy jest to Szatan? Jeśli jest to Szatan (bez względu na to czy widzimy diabła jako anioła ciemności czy też personifikację ciemnej dynamiki) to KTO jest źródłem nadziei stworzenia na uwolnienie z wersów 19-21. Ze względu na sugestie co do Bożego charakteru oraz na to w jaki sposób zgadza się to bardziej spójnie z pozostałą częścią Nowego Testamentu, wolę propozycję tłumaczenia 3) z Komentarza Matthew Pole’a (należy pamiętać o tym, że grecki tekst nie zawiera interpunkcji i dopóki nie wstawimy koniecznych znaków, jest to jedno długie zdanie).

Wprowadzenie wersu 20, „bowiem”/”ponieważ” zaznacza to, co następuje natychmiast jako wtrącona w nawiasie myśl, która kończy się natychmiast po „samo”. Pierwsze słowa po wtrąconej myśli kończą się „w nadziei” i pojawiają się na koniec wersu 20. „Niecierpliwe wypatrywanie” oraz „nadzieja” z wersu 20 to jeden i ten sam wyraz. Zdrowy rozsądek podpowiada nam, że są to kontekstowo synonimy.
„W nadziei” podejmuje poprzednią myśl z wersu 19. Jeśli przeczytamy to w całości, bez wtrącenia, myśl płynie w następujący sposób:
Niecierpliwym wypatrywaniem [tj. NADZIEJĄ] oczekuje stworzenie na objawienie się synów Bożych,… w nadziei [z niecierpliwym wypatrywaniem], że i samo stworzenie będzie uwolnione z niewoli zepsucia ku chwalebnej wolności dzieci Bożych”.

W tym miejscu „w nadziei” jest po prostu odniesieniem do wcześniej występującego w wersie 19 terminu „niecierpliwe oczekiwanie”. Następujące tutaj wyjaśnienie mówi o tym, DLACZEGO ta „nadzieja” i to „niecierpliwe oczekiwanie” istnieje i trwa – mianowicie przyczyną są starożytne prorocze obietnice mówiące, że „całe stworzenie” zostanie wyzwolone ze wszystkich składników śmierci.

Przejrzymy więc ponownie główne interpretacyjne pytanie jakie ten fragment prezentuje. „Kto” spowodował upadek i rozpad stworzenia w wersie 20 i „KTO’ jest źródłem „nadziei” i „oczekiwania”, wypatrywanego przez całe stworzenie ratunku z wersów 19-21; czy jest to jeden i ten sam byt, czy różne?
Jak czytamy w Cambridge Bible Commentary for Schools and Colleges odnośnie tego „tego” z Rzm 8:20: „Bardzo trudno jest zdecydować czy jest to (a) Kusiciel, który spowodował Upadek; (b) Człowiek, który upadł; c) Sędzia, który mógł ukarać Upadek”.

Matthew Poole’s Commentary, zastanawiając się nad tym czy Szatan nie jest owym „tym” z 8:20 proponuje:

„Mamy podstawy do tego, aby spodziewać się i mieć nadzieję, że to stworzenie powróci ponownie do swego pierwotnego stanu, w którym zostało stworzone; że zostanie uwolnione i odbudowane do lepszej kondycji, jak to widzimy w następnym wersie. Ci, którzy przez stworzenie rozumieją pogański świat, dają różne interpretacje tych słów. Mówią, że poganie zostali poddani znikomości to jest bałwochwalstwu czy próżności, zabobonnym praktykom oddawania czci (bałwany są nazwane znikomością, Dz. 14:15). bądź nędznemu, nikczemnemu stanowi, który jest (jak zauważa Hezychiusz z Aleksandrii) zapożyczeniem marności tego świata. Nie dzieje się to na ich własne życzenie czy z ich wolnego wyboru, lecz z mocy i złośliwości Szatana … on rządzi w ich sercach, wiąże ich serca swoją wolą, poddaje ich wszelkiej niedoli. Sensowne jest przypuszczać, że cie biedni poganie chcą być uwolnieni (co najmniej w pewnym stopniu i jakaś ich liczba) od tej marności i niewoli, jak to jest zapisane w Rzm 8:22.

Pytanie: skoro tym, który ich „poddaje” jest diabeł, to jak można powiedzieć, że robi to „w nadziei”?
Odpowiedź: zwrot „w nadziei” należy do zakończenia poprzedniego wersu (19), a cała reszta wersu czytana bądź zawarta w nawiasie. To stworzenie uczestniczy w manifestacji synów Boży w nadziei: w międzyczasie jest poddane znikomości.

Komentarz John Gilla (John Gill’s Commentary) przyjmuje podobne podejście do tego fragmentu, mianowicie, że „tego” oznacza tu Szatana: „Choć świadomie poddaje się znikomości, nie zostało z chęcią poddane tej znikomości czy zniewoleniu; on poprowadził ich zniewolonych według swojej woli, z mocą ich wprowadził, przy boskiej zgodzie, tak więc stali się wasalami jego, i swoich pożądliwościach, ponieważ wydaje się, że to on jest pomyślany jako ten, „który poddał go”, nie Adam, przez którego grzech wszedł na świat.

Myśl o tym, że „ten” z Rzm 8:20 „jest kimś innym niż Bóg w τὸν ὑποτάξ” znajduje się w licznych komentarzach: „Knatchbull oraz Capellus interpretowali go jako ‚Adama’; Chryzostom, Schneckenburger, Bisping, oraz Zahn – jako ‚człowieka’; Hammond oraz inni cytowani przez Wolfa, – jako „diabła” (Meyer’s New Testament Commentary). Wśród tych trzech opinii najbardziej sensowną wydaje się być uznanie diabła jako „tego, który poddał”. Bóg nie „poddaje” nas niewoli – Szatan tak. Bóg jest źródłem nadziei ratunku, NIE źródłem znikomości i związania. Takie błędne czytanie maluje dwubiegunowy i dualistyczny obraz Boga i jest to sprzeczne z narracją postępującego objawienia całego tekstu Biblii.

Zastanów się nad fragmentem z 2 rozdziału Listu do Hebrajczyków, 14-15, który wydaje się zajmować tym samym wnioskiem, co Rzm 8:20: „Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła, i aby wyzwolić wszystkich tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli”. Widać wyraźnie, że to Szatan jest tutaj zidentyfikowany jako źródło „znikomości” i „związania” stworzenia, NIE Bóg.

Czyż przebieg innych fragmentów Nowego Testamentu nie wskazuje raczej na Szatana, a nie Boga, jako tego, który związał ludzkość?
Z pewnością.
Czytając poniższe fragmenty zadaj sobie sam pytanie, kto przynosi związanie, a kto je zrywa. Odpowiedź jest całkiem jasna. Przeczytanie Rzm 8:20-21 tak, aby powiedzieć, że Bóg jest tym, który związuje pogwałca to, co Nowy Testament mówi w licznych miejscach.

Jeśli pozwolimy, aby te fragmenty przeprowadziły nas przez źródło „znikomości”, „więzów” i duchowej „ślepoty”, stanie się jasne, że to Szatan, a NIE Bóg:

„A sługa Pański nie powinien wdawać się w spory, lecz powinien być uprzejmy dla wszystkich, zdolny do nauczania, cierpliwie znoszący przeciwności, napominający z łagodnością krnąbrnych, w nadziei, że Bóg przywiedzie ich kiedyś do upamiętania i do poznania prawdy i że WYZWOLĄ SIĘ Z SIDEŁ DIABŁA, KTÓRY ICH ZMUSZA DO PEŁNIENIA SWOJEJ WOLI” (2Tym 2:24-26).

My wiemy, że z Boga jesteśmy, A CAŁY ŚWIAT TKWI W ZŁEM” (1j 5:19).

Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć TEGO, KTÓRY MIAŁ WŁADZĘ NAD ŚMIERCIĄ, to jest diabła, i ABY WYZWOLIĆ WSZYSTKICH TYCH, KTÓRZY Z POWODU LĘKU PRZED ŚMIERCIĄ PRZEZ CAŁE ŻYCIE BYLI W NIEWOLI” (Hbr 2:14-15).

Teraz odbywa się sąd nad tym światem; teraz WŁADCA TEGO ŚWIATA BĘDZIE WYRZUCONY” (j 12:31). „Już wiele nie będę mówił z wami, nadchodzi bowiem WŁADCA ŚWIATA, ale nie ma on nic do mnie” (Jn 14:30).

„… o sądzie zaś, gdyż KSIĄŻĘ TEGO ŚWIATA został osądzony” (J 16:11).

„… w których BÓG ŚWIATA TEGO zaślepił umysły niewierzących, aby im nie świeciło światło ewangelii o chwale Chrystusa, który jest obrazem Boga” (2 Kor 4:4).

Znowu wziął go DIABEŁ na bardzo wysoką górę i pokazał mu wszystkie królestwa świata oraz chwałę ich. I rzekł mu: To wszystko DAM CI, jeśli upadniesz i złożysz mi pokłon” (Mt 4:8-9).

I wyprowadził go (DIABEŁ) na górę, i pokazał mu wszystkie królestwa świata w mgnieniu oka. I rzekł do niego diabeł: Dam ci tę całą władzę i chwałę ich, ponieważ ZOSTAŁA MI PRZEKAZANA, i daję ją, komu chcę. Jeśli więc Ty oddasz mi pokłon, cała ona twoja będzie” (Łk 4:5-7).

Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi WŁADZAMI, ze zwierzchnościami, z WŁADCAMI TEGO ŚWIATA CIEMNOŚCI, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” (Ef 6:12).

I wy umarliście przez upadki i grzechy wasze, w których niegdyś chodziliście WEDŁUG MODŁY TEGO ŚWIATA, NAŚLADUJĄC WŁADCĘ, KTÓRY RZĄDZI W POWIETRZU, DUCHA, KTÓRY TERAZ DZIAŁA W SYNACH OPORNYCH” (Ef 2:1-2).

Tak więc, biorąc te wszystkie fragmenty pod uwagę, niejasność Rzm 8:20 zostaje wyjaśniona i staje się spójna z całą resztą Nowego Testamentu. Całe stworzenie jest rozbite i niedoskonałe dopóki dzieci Boże nie ZAMANIFESTUJĄ SIĘ jako synowie Boży, aby uwolnić stworzenie z więzów Szatana. To „żarliwe wyczekiwanie” pozwala nam teraz żyć „w nadziei”, nawet pomimo tego, że stworzenie „wydaje się” być poddane diabelskiej znikomości.

Niemniej, wielu czyta Rzm 8:20 jako oświadczenie, że to BÓG jest tym, który poddał stworzenie związaniu i znikomości. Ja jednak czytam to inaczej, jak opisałem powyżej. Lepszego sensu temu, że „stworzenie zostało poddane znikomości, nie ze swej własnej woli, lecz z woli tego, które je poddał” odnosi się do woli Szatana jako źródła poddania. Przymierze Szatana i Adama ze śmiercią spełniło się w alegorii ogrodu. Jest tutaj w szczelinie upadku, wola szatana, nie Boga.

Dla równowagi Rzm 8:18-21 mówi, że „Bo stworzenie z nadzieją oczekuje tego, że będzie wyzwolone z niewoli skażenia”. W Nowym Testamencie tylko Szatan jest pokazywany jako ten, który narzuca więzy, nie Bóg. Pamiętajmy o tym, że Jezus trzy razy nazywa Szatana „archon” czy władcą systemu tego upadłego świata (J 12:31; 14:30; 16:11). Paweł nazwał Szatana „bogiem tego świata” (2Kor 4:4) i „księciem zwierzchności niebieskich” (Ef 2:2), Jan zaś, że świat jest w mocy Szatana (1J 5:19).

Myślę jednak, że nawet jeśli wersja King James JEST poprawna i modyfikacja tekstu nawiasami dokonana przez Matthew Pool jest błędna to ciągle nie oddaje właściwie dynamiki. Paweł miał kilka czkawek starotestamentowej hiper-suwerenności w Liście do Rzymian w szczególności w rozdziałach 9-11. Jeśli rzeczywiście przekład King James jest tutaj najlepszą wersją, co jest bardzo wątpliwe, proponowałbym, że jest to kolejna taka czkawka. Niemniej, proponowałbym to alternatywne tłumaczenie jako lepsze.
Jeszcze jeden dodatkowy punkt. Jeśli tłumaczenie z nawiasami, za którym stoję, jest złe to rozważmy ten cytat dotyczący alternatywnego użycia greckiego wyrazu ELPIS, tłumaczonego w Nowym Testamencie jako „nadzieja”: „w klasycznej grece miał on ogólne znaczenie oczekiwania, w odniesieniu zarówno do złego jak i dobrego. Stąd Platon mówi życiu w złym oczekiwaniu („Państwo” ) to jest w obawie przed złem. Tukidydes pisze o „nadziei na zło, które ma przyjść” to jest o oczekiwaniu na aresztowanie. (Vincent, M. R. Word Studies in the New Testament). TA możliwość „złej nadziei” dobrze koresponduje z „obawą śmierci”, która umożliwiła Szatanowi zniewolenie całej ludzkości (Hbr 2:14-15). O ile trzeba przyznać, że ELPIS nie jest w takim sensie używane nigdzie indziej Nowym Testamencie to jednak kontekst Rzm 8:20 daje możliwość takiego alternatywnego podejścia, które jest o wiele bardziej pożądane niż przypisywanie „znikomości” i „związania” ramieniu Bożemu.

Wszystko, co nie jest z wiary, jest grzechem

Richard Murray
Wszystko, co nie jest z wiary, jest grzechem” Rzm 14:23.

W tym miejscu Paweł wyrównuje ogniwa chrześcijańskiej wiary tak, aby nie chodziło o to, w CO wierzymy i co ROBIMY (w odniesieniu do żywności i świętych dni), lecz raczej o to, ŻE WIERZYMY i CZYNIMY. Właściwą kwestią nie jest tutaj jakie zachowania są dozwolone czy zabronione, lecz raczej to, że Ja angażuję się w tą szczególną dziedzinę aktywności wiary, wierząc, że Bóg pozwala mi (czy uwalnia) na to, co robię, udzielając Swego błogosławieństwa.
Oto, co jest tutaj oburzające: odpowiedź na kwestionowane zachowania różnych chrześcijan, może być różna, a jest tak dlatego, że istnieją fundamentalne różnice w rozumieniu pewnych rzeczy w zależności od poziomu ich wiary.
Tym, w tym momencie Paweł zajmuje się subiektywnym stanem naszej wiary w ramach duchowego wzrostu i w kontekście osobistej relacji z Panem. Oczywiście, Paweł „sugeruje” w 14 rozdziale Listu do Rzymian, że „słabszy w wierze” bardziej koncentruje się na zachowaniu wymogów prawnych, lecz dla Pawła ważniejsze jest to, żeby każdy wierzący postępował zgodnie z przekonaniem jakie ma.
Głównym punktem tutaj jest to, abyśmy całkowicie oddawali siebie nawzajem opiece Pańskiej.
Możemy przecież być pewni tego, że Pan umie pracować w każdym i przez każdego z naszych braci, aby prowadzić i błogosławić na tyle, na ile ich wiara pozwala. On jest Panem przyrostu i wzrost musi pochodzić od Niego.
Czyż nie jest to uwalniające? Nie musimy obciążać się sprawowaniem funkcji „duchowego sejmu” i być osobiście odpowiedzialni za legalizację duchowości wszystkich innych. Mamy wszystkich przekazać Panu, mając przekonanie o Jego dobrej woli. Z pewnością, prowadzeni do tego, możemy zachęcać i dzielić się, lecz nie do nas należy mikro-zarządzanie ich religijnymi przekonaniami. Ta odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na Panu.
W cudowny sposób Królestwo Boże nie jest zdefiniowane przez to CO formalistycznie robimy, lecz raczej przez jakość naszego „samopoczucia”. „Albowiem Królestwo Boże, to nie pokarm i napój, lecz sprawiedliwość i pokój, i radość w Duchu Świętym. Bo kto w tym służy Chrystusowi, miły jest Bogu i przyjemny ludziom” (Rzm 14:17-18).

Taki jest znak chrześcijańskiego braterstwa: nie to, co formalistycznie wykonuje, lecz raczej stan serca, którym promieniujemy.
Dążmy więc do tego, co służy ku pokojowi i ku wzajemnemu zbudowaniu. …
Przekonanie, jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto nie osądza samego siebie za to, co uważa za dobre
” (Rzm 14:19, 22).

Pawłowa reinterpretacja starotestamentowych tekstów

Richard Murray
Jeśli szczerze spojrzymy na to, to Paweł zaprezentował sposób reinterpretacji starotestamentowych tekstów, który uwalnia nas z łańcuchów legalizmu i dosłowności. Przeinterpretował sporo, o ile nie całą starotestamentową symbolikę jako niedosłowne.
Z hermeneutycznego punkt widzenia dokonanie Pawła w dziedzinie hermeneutyki jest ogromne. Sprawił, że każdy fragment Starego Testamentu natychmiast stawał się odpowiedni dla nowotestamentowych wierzących.
Narracja historyczna byłe teraz postrzegana jako archetypy symbolizujące różnorodne części NASZEJ wewnętrznej, indywidualnej oraz zbiorowej chrześcijańskiej drogi.

Podobnie stało się Prawem, które z zewnętrznych przykazań stało się alegoriami wewnętrznej Chrześcijańskiego życia.

Spójrzmy na niektóre przykłady:

Paweł pogłębił koncepcję „literalnego”obrzezania z pustego i pozbawionego znaczenia rytuału do duchowej przemiany serca.
Ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nie ma żadnego znaczenia, a tylko zachowywanie przykazań Bożych” (1Kor 7:19).
bo w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz wiara, która jest czynna w miłości” (Ga 5:6).
ale ten jest Żydem, który jest nim wewnętrznie, i to jest obrzezanie, które jest obrzezaniem serca, w duchu, a nie według litery; taki ma chwałę nie u ludzi, lecz u Boga” (Rm 2:29).

Autor Listu do Hebrajczyków, którym, jak wierzę, jest Paweł, wynosi ofiary ze zwierząt ze statusu bezużytecznych rytuałów pod „literą prawa” do cudownego poetyckiego obrazu doskonałej ofiary Chrystusa złożonej raz na zawsze za wszystkie nasze grzechy – Hbr 10:1-10.

Apostoł zmienia Sabat z dosłownego obchodzenia „litery prawa”, cotygodniowego rytuału, na stały sposób życia wewnętrznego duchowego bytu (Hbr 4:1-11).
Podaje całkowicie inne, niedosłowne, znaczenie historii Abrahama, Izaaka, Hagar i Ismaela tak, aby odnosiło się NIE do historycznych ludzi, lecz raczej do obecnej relacji między Prawem a Duchem.
W 1Liście do Koryntian 10:1-11 „alegoryzuje” cały Exodus Izraela jako rodzaj chrześcijańskiej drogi, odczytując go w nieliteralny sposób.
W 2Liście do Koryntian 3:6-18 Paweł pisze, że mamy być „sługami Nowego Przymierza, a nie litery, ponieważ LITERA ZABIJA, lecz Ducha, ponieważ Duch daje życie”. Mojżesz staje się tutaj symbolem starotestamentowego zrozumienia, które „zasłania” prawdziwe znaczenie tych pism przez to, że są czytane ze ślepym literalnym podejściem.
W 8 rozdziale listu do Hebrajczyków (ww 1-5) alegoryzuje spore starotestamentowe fragmenty mówiące o „świątyni”, „kapłaństwie” i „ofiarach” ogłaszając, że to wszystko są „cienie niebieskich rzeczy”, a nie rzeczywistych rzeczy na ziemi.
Dalej List do Hebrajczyków 10:1 widzimy, że i samo prawo ma być czytane alegorycznie: „zakon, zawierając w sobie tylko cień przyszłych dóbr, a NIE sam obraz rzeczy…
W Liście do Kolosan 2:17 starotestamentowe święta, święte dni i dieta zostają nazwane proroczymi „cieniami Chrystusa”, które ma nadejść, znowu nie jako coś dosłownego.

Idąc za hermeneutycznym prowadzeniem apostoła Pawła centralną kwestią staje się teraz NIE to „co fragment ST znaczy literalnie?” lecz raczej „Co oznacza w duchowym sensie dany fragment ST”?.

Moje podejście do teologii

Richard Murray

Mam nieco inne podejście do teologii.

Eschatologia nie wprowadza porwania.
Eklezjologia nie dzwoni moim kościelnym dzwonem.
Biblijny Krytycyzm niewiele wpływa na moją inspirację.

Pozwólcie, że powiem wam, co pompuje moją duchową pasję.

Teologia praktyczna. Praktyczny mistycyzm.
Praktyczna mądrość. Praktyczna miłość.
Praktyczna moc. Praktyczna łagodność.

Co mam na myśli, mówiąc „praktyczny”. Po prostu, coś do czego mogę „się odnieść” i z czego „zaczerpnąć inspiracje”.

Teologia, której można dotknąć, spróbować, poczuć. Teologia z biciem serca.
Teologia, która nie wali cię po głowie, nie uderza poniżej pasa.
Teologia, która ogrzewa serce, pobudza umysł i ożywia ciało.
Teologia, która nie kieruje mnie ku osądzaniu cudzych motywacji, lecz do oczyszczania własnych.

Jeśli jest to teologia, której nie mogę wykorzystać DZIŚ i TERAZ w praktyczny sposób w mojej drodze z Bogiem, aby stawał się dla Niego miłującym synem, nie jestem nią zainteresowany.

Nie możemy żerować na cudzej teologii. Jeśli nie jesteśmy w stania na tyle zrozumieć naszej wybranej teologię, aby przyjąć za własną, zastosować i stale czerpać z niej życie, to po prostu nie ma ona w sobie „praktycznej” wartości.

Teologia, aby była prawdziwa, musi być faktycznie praktyczna, musi być, ponad wszystkim innym, osobista. Nic nie może być bardziej osobiste. Praktyka czyni mistrza.