Siedem najgorszych (i najlepszych) rzeczy jakie robiłem w służbie tradycyjnego kościoła

pastor Smith

Oryg.: http://j.mp/12CNVns

Ostatnio, po 25 latach zrezygnowałem ze sprawowania funkcji pastora i z tej zawodowej służby. Decyzja nastąpiła po 2 latach zmagań sumienia, kiedy próbowałem, według słów Wolfganga Simpsona (http://krolestwoboze.pl/wolfgang-simson.html) „Przekroczyć rzekę, nie mocząc stóp”. Po roku przemyśleń, proponuję siedem najgorszych i najlepszych rzeczy, jakie robiłem jako pastor tradycyjnego kościoła.

1. Brałem wypłatę za pracę na etacie. Do czasu opuszczenia służby, nie miałem pojęcia o tym, jak szkodliwy dla kościoła jest taki pakiet wynagrodzenia. Zmienia sposób myślenia o sobie i zmienia sposób w jaki ludzie postrzegają ciebie. Stajesz się swego rodzaju profesjonalnym chrześcijaninem, który unosi się nad laickimi masami pospólstwa. Niemal każdego dnia wpływa na proces podejmowania decyzji. Trójca staje się Ojcem, Synem i Świętym Przepływem Kasy.

2. Broniłem dziesięciny jako zasady i jest to blisko związane z pierwszym punktem. Przez „obronę” rozumiem to, że nigdy tak naprawdę nie wierzyłem w to, że dziesięcina jest nowotestamentowym wymaganiem, lecz zachowywałem konspiracyjne milczenie duchowieństwa po to, aby chronić finanse kościoła. Używałem wyrazu „zasada” jako przyjemniejszego niż „prawo”. W naszym zborze nikt nie miał obowiązku płacić dziesięciny, lecz jeśli chciał sprawować jakąkolwiek przywódczą rolę,…w porządku.

3. Głosiłem każdej niedzieli. Było to coś zaskakującego dla mnie, ponieważ, jak większość pastorów, miałem wysokie przekonanie o swoich możliwościach inspirowania, zabawiania i przemieniania życia zza kazalnicy. Oczywiście, teraz zdaję sobie sprawę z tego, że będąc tydzień w tydzień głosem Bożym, tworzyłem grupę słuchaczy, którzy nie mieli przekonania co do swoich własnych umiejętności słuchania Boga, a co dopiero nauczania innych.

4. Promowałem muzykę jako uwielbienie. Każdy, kto przez dłuższy czas brał udział w naszych nabożeństwach, mógł dojść do wniosku, że półgodzinny koncert muzyczny na początku każdego niedzielnego spotkania był najwyższym punktem czczenia i uwielbiania Boga. Przedstawianie siebie jako żywej ofiary każdego dnia, pojawiało się jako bardzo odległy drugi punkt.

5. Wprowadzałem kościół na rynek (dosł. „Marketed the church”). Przez wiele lat spędzałem nadmierną ilość czasu i pieniędzy na to, aby nasza społeczność nie traciła naszego kościoła z widoku. Reklamowanie, zbiorowe podpisy, specjalne wydarzenia zajęły miejsce cudów, znaków i cudów w praktyce, jeśli nie w doktrynie.

6. Założyłem „equipping tracks” (szereg kursów, wykładów i seminariów mających na celu duchowy wzrost wierzących w Słowo Boże). Wyposażanie jest klasycznym uczniostwem. To te „kursy” były przekroczeniem granicy. Próba usystematyzowania duchowego wzrostu nie tylko jest ignorancją i niebilijną praktyką, lecz jest również nie do wykonania. Na ludzi nałożono oczekiwania poświęcania dużych ilości czasu, energii do tego doszedł emocjonalny szantaż, aby popychać ludzi na sztucznych, sztywnych programach, co kończyło się bardziej spuchnięciem, niż zbudowaniem.

7. Kupiłem budynek. Zwieńczeniem moich pastorskich osiągnięć było obarczenie mojego zgromadzenie na ponad 20 lat zobowiązaniem spłaty długu oraz kosztów jego utrzymania.

Niemniej, życie nie jest takie złe. Oto siedem najlepszych rzeczy, które robiłem jako pastor:

1. Ustanowiłem grupy komórkowe. Zaczynając od 1994 roku spędzaliśmy coraz więcej czasu i pracy w małych grupach. Zazwyczaj znacznie więcej osób angażowało się w grupach niż w uczestniczyło w niedzielnych porankach.

2. Nauczyłem ludzi poświęcać czas. Przez dwa lata wyposażałem moje zgromadzenia w środki do tego, jak każdego dnia wędrować po Biblii. Nadal otrzymuję od ludzi informacje, jak dużo to dla nich znaczy.

3. Stałem się policyjnym kapelanem. Pragnę sięgać poza zgromadzenie i nasz model ewangelizacji, więc pracowałem w naszym mieście jako policyjny kapelan przez 16 lat.

4. Dotarłem do akademików/internatów. Kościół, w którym byłem pastorem mieści się w akademickim mieście. Wraz z kilkoma innymi osobami ze zboru docieraliśmy regularnie prowadząc wśród uczniów/studentów badania ankietowe. Mam kilka wspaniałych wspomnień z tych wyjść.

5. Czyniłem uczniów. Im dłużej byłem pastorem tym więcej czasu spędzałem na budowaniu relacji z ludźmi, a mniej na przygotowywaniu do niedzieli. Ironicznie jest to, że im mniej czasu poświęcałem na „kontrolę jakości” tym lepsze stawały się zgromadzenia.

6. Nigdy nie przestałem się modlić. Zawsze uważałem modlitwę za departament R&D (badawczo rozwojowy) kościoła. To modlitwa włączyła mnie do tej służby, modlitwa utrzymywała mnie w tej służbie i ostatecznie to modlitwa wyprowadziła mnie z niej.

7. Byłem pastorem dwu-zawodowym. Pierwsze dwa i ostatnie dwa lata pracowałem częściowo poza kościołem. Pierwsze dwa były konieczne, a dwa ostatnie z wyboru. Te dwa ostatnie lata przygotowały mnie do utrzymywania siebie samego w służbie prostego kościoła, jaką teraz sprawuję.

Mogę podsumować te dwie listy w taki sposób: Większość najgorszych rzeczy jakie robiłem jako pastor to promowanie, ochranianie, utrzymywanie i prowadzenie porannych nabożeństw niedzielnych. Większość najlepszych rzeczy jakie robiłem jako pastor, robiłem w czasie zwykłych codziennych zajęć w ciągu tygodnia. Mam nadzieję, że te listy pomogą innym uniknąć tych samych błędów.

– – – – – – – – –

Pastor Smith był pastorem konwencjonalnego zboru w Northwest przez 25 lat. Obecnie mieszka wraz z żoną w Las Vegas, szkoląc prosty kościół, zdobywając zgubionych i usługując/ pracując w dwóch zawodach.

aracer

One comment

  1. Pastor to jakiś wymysł kompletnie pozbawiony biblijnych podstaw , dzięki Bogu że kolejny człowiek to zrozumiał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.