Stan_14/15.11.2018

 

Stan Tyra

14.11

Miłość realizuje się w tym, w jaki sposób odnosimy się zarówno do Boga jak i do ludzi. Miłość sama w sobie nie jest prawdziwa czy wystarczająca, nie znajduje się w próżni. Nie można kochać, nie wyrażając miłości. To dlatego „tak Bóg umiłował świat, że dał…” Miłość jest nagrodą sama dla siebie, jest własnym owocem i satysfakcją sama dla siebie. Nie szuka swego, swojej racji, swej sprawy czy swojej własnej drogi. Kocham po prostu dlatego, że jestem miłością. To jest moja prawdziwa tożsamość, stworzona na podobieństwo i obraz Boga.

Kochać kogoś „w Chrystusie” to kochać takim jaki jest i tylko ze względu na niego samego, a nie dlatego kim dla mnie czasami powinien lub może być. To drugie nazywa się manipulacją. Przebudzona i przemieniona świadomość widzi inną osobę jako inne ja, kogoś kto jest równie kochany i akceptowany przez Boga jak ja, a nie jako obiekt oddzielony ode mnie, ktoś, kogo szczodrze obdarzam moją chrześcijańską przychylnością.

Jeśli dotąd nie kochałeś, miłość zmęczyła cię bądź odrzuciła, to jest tak dlatego, że inni ludzie są postrzegani jako inwestycja, zobowiązanie, obowiązek bądź zagrożenie, zamiast być przedłużeniem mojego własnego cierpienia i samotności. Czy nie słyszeliśmy o tym, że: „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych najmniejszych (najmniej zasługujących), mnie uczyniliście”?

Nasze głębokie niepokoje i frustracje wynikają z tego, że usiłujemy naprawić samych siebie i innych, wiedząc, że to nie działa! To nasza wielka pycha i bezużyteczne próby usprawiedliwiania siebie, uważamy to za akty miłości, lecz faktycznie jest to coś dokładnie przeciwnego. Tylko wtedy uzdrowienie jest skutkiem miłości, gdy jest oferowana jako obecność pozbawiona jakichkolwiek oczekiwań czy wymagań.

Nie musisz być dla nikogo najlepszym przyjacielem. Nasza miłość nie jest budowana na romantycznych wyobrażeniach czy uczuciach do siebie nawzajem. Jest to miłość zakorzeniona w Chrystusie, co pozwala nam szukać korzyści bliskiego bez jakichkolwiek zysków własnych. Taka jest łaska! Jest radykalna, wygórowana i niezasłużona. Miłość to nie coś, co przyznaję komuś innemu, jest to najgłębsza obecność tego, kim jesteśmy w Chrystusie. Idea jednej wielkiej „Królewskiej” rodziny nie daje niczego, lecz buduje nierealistyczne wymagania, fałszywe oczekiwania a zatem sprawia niepotrzebne rany. Zawsze wystarczy jedno zachowanie, aby ujawnić, czym rzeczywiście jest – substytutem boskiej miłości, udającym rzetelną miłość.

_____________________________________________

15.11

Chciałbym o czymś dziś pomówić. Przyznaję, że jeszcze nie rozumiem dobrze, co, oczywiście, można powiedzieć o wszystkim, o czym mówię. Niemniej, mam nadzieję, że uchwycicie pewne zrozumienie siebie samego i ludzkości z innej perspektywy.

Myślę, że większość ludzi jest powołana do małżeństwa bądź długoterminowej relacji, ponieważ potrzebujemy drugiej osoby, aby była dla na zwierciadłem, aby odbijać to, co w nas najlepszego i najgorszego. Pamiętajmy, jak stwierdziłem w jednym z wcześniejszych postów, że lustro nie zmienia ani nawet nie próbuje zmienić obrazu – po prostu odzwierciedla to, co jest. Gdy rozpoznamy i uszanujemy odbicie w lustrze, otrzymujemy szansę na poznanie siebie tak, jak jesteśmy poznani, a nie tak, jak byśmy chcieli być znani, czy jacy udajemy być. Wyjaśnię: nie chodzi o to, że każdy powinien być w związku małżeńskim, mówię po prostu, że dłuższe głębokie relacje stanowią jedno z najlepszych luster, jakie mogą dać nam obraz tego, jacy faktycznie jesteśmy Jeśli !!! będziemy słuchać naszego własnego odbicia.

Często odrzucamy własny obraz, krzycząc: „to nie prawda” bądź „nikt mnie nie rozumie!” Zabawne to jest, że gdy spotykamy osobę, która wydaje się naprawdę rozumieć nas, okazuje się, że jest to ktoś, kto przez pewien czas zgadza się całkowicie z nami i odzwierciedla to, co w nas najlepszego. Często nazywamy to szczenięcą miłością bądź miesiącem miodowym. Zaprasza nas, lecz nie uczy niczego więcej poza powierzchowną przychylnością.

Przemiana jest możliwa wyłącznie wtedy, gdy będąc w swym najbardziej niekochanym stanie, spotykamy się z bezwarunkową miłością. Miłość jest jedyną rzeczą, która nie zawodzi. Nie znając lustrzanego odbicia siebie, nie mamy możliwości na prawdziwe poznanie bezwarunkowej miłości Boga. Tylko nieliczni są najpierw wciągani przez Boga w zasadzkę.

Nawet najlepsi spośród nas, którzy potrzebują nieskończonego przebaczenia 7×70 i przyjaźni, rzadko są w stanie zaoferować ten poziom dawania i przyjmowania prawdy i przebaczenia.
W moim ponad sześćdziesięcioletnim życiu tego rodzaju poziom przyjaźni spotkałem tylko z dwoma osobami, nie licząc mojej żony i rodziny.

Powodzenie nie uczy nas wiele. To upadki skonfrontowane z bezwarunkową miłością uczą nas pokory aż do punktu autentyczności. Jeśli jakakolwiek relacja szanuje wyłącznie to, co w nas najlepsze, tak długo jak to możliwe udajemy taką osobę. Uzależniamy się od walidacji (sprawdzanie zgodności naszych własnych spostrzeżeń ze spostrzeżeniami innych ludzi dotyczących nas samych), a jak jej nie ma to rozglądamy się za czymś innym, co nam to zastąpi. Wcześniej czy później ten domek z kart wali się. To po taką rozbitą osobę przyszedł Jezusa, chorą, a nie zdrową, jak to nazwał. To nasza słabość, gdy zostanie ona właściwie dostrzeżona i wyciągnięte zostaną wnioski, zaakceptowana staje się siłą najbardziej uświadamiającą i przemieniającą.

[Głosów:2    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.