Stan_16/17.11.2018

Stany Tyra

16.11

Jak radzimy sobie ze sprzecznościami? Czy nie w ten sposób, żeby ich nie znosić czy uwolnić siebie od nich szybko je rozwiązując bądź udając, że nie istnieją? Czas, w którym spotykamy się z naszymi sprzecznościami to często punkt zwrotny, możliwość wejścia w głębszą tajemnicę Bożą, bądź ewentualnie okazja, aby je obejść. Innym wyrazem określającym tajemnicę jest „głębia”, „otwarta przyszłość”, „nieograniczona wolność”, piękno i prawda nie dadzą się w pełni wypowiedzieć czy zdefiniować.

Wielu mistyków mówi o doświadczeniu Bożym jako o czymś co dzieje się równolegle z wpadaniem do otchłani, byciem uziemionym. Czyż nie brzmi to jak sprzeczność? Czy jest nią? Gdy pozwolisz sobie na to by wpaść do otchłani, oznaczającej ukrycie, bezgraniczność, to, co niepoznane, pustka bez granic, odkrywasz bogatą przestrzeń, w której już nie musisz zadawać tego pytania: „Mam rację czy się mylę?” To ty jesteś podtrzymywany, więc nie musisz już więcej trzymać się czegokolwiek czy trzymać się razem.
Może to być ten największy paradoks Boży! „Wpaść w ręce Boga żywego” (Hbr 10:31). Gdy się temu poddasz nie walcząc o wyjaśnienie, wydaje się, że jest to równoczesne ugruntowanie w niczym i we wszystkim. Twój dualistyczny i logiczny umysł nigdy cię tam nie doprowadzi, można to poznać wyłącznie doświadczalnie. To dlatego tak często używamy takiej terminologii, jak: „podobne do, … jak gdyby,…, wygląda jak…”.

Tajemnica to nie coś czego nie można poznać, lecz coś co jest jak nieskończona poznawalność. To prawda bez granic, ego bez ograniczeń, życie bez próżnych wniosków. Być może to właśnie Jezus nazwał „obfitym życiem”.

 

17.10
Poznałem wielu szczerych „chrześcijan”, którzy robili wiele „dobrych” rzeczy, lecz nie wynikało to z bezwarunkowej miłości, lecz wypływało z ich umysłów. Tacy ludzie opierają swoje życie na fałszywym ego, które ma potrzebę wygrywania, posiadania racji i dobrego wyglądu, i są zdecydowanie przywiązani do nadrzędnego, religijnie poprawnego obrazu siebie.

Mogą mieć odpowiedź, lecz sami nie są odpowiedzią. W rzeczywistości, często są częścią problemu. O ile uznają to, że „byłem zgubiony, teraz jestem zbawiony”, szybko stają się jeszcze bardziej kontrolujący i idealistyczni, lecz tym razem jest to „w imieniu Jezusa”, co jest zwodniczo urojeniowe i wywołuje podziały.

Kłamstwo zawsze pojawia się w nowej formie, tak, aby wyglądać na oświecenie. Z łatwością dajemy się zwabić przez kolejne nowe nauczanie, następne duchowo poprawne agendy głoszone przez ludzi, którzy nie kochają Boga, lecz samych siebie. Nie kochają prawdy, lecz kontrolę. Muszą mieć rację, a kontrola nie jest oświeceniem. Tacy przywódcy nie kształtują wolności dla wszystkich, lecz pragną wolności i posłuszeństwa dla swoich nowych idei. Nic dziwnego, że Jezus modlił się nie tyle o same owoce, co o owoce, które będą trwałe (J 15:16).

Jak powiedział Einstein: „nie da się rozwiązać żadnego problemu korzystając z tej samej zdolności postrzegania, która go wywołała”. Dopóki interpretujemy życie z punktu widzenia małego ego, nie jesteśmy w stanie zobaczyć rzeczy w nowy i leczniczy sposób, a świat dalej będzie pozbawiony trwałej przemieniającej mądrości. Taka udawana mądrość uprawnia nas do robienia pewnych rzeczy po to, aby osiągnąć pożądany skutek i utrzymać siebie przy dowodzeniu. W jaki sposób staram się pozyskać Boga i innych do tego, aby zrobili to, co ja chcę i wierzyli w to, co ja mówię?

Wtedy wypowiada się modlitwy, które pozwalają mi pozostawać nieprzemienioną egocentryczną osobą, która po prostu tak usiłuje manipulować Bogiem i innym, aby wybrali moją drogę i taką prawdę, jaką ja ogłaszam.

[Głosów:1    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.