Stan_31.03.2019

Dużo czasu pochłania dojście do tego, aby pozwolić Bogu być takim, jaki rzeczywiście jest. Chcemy uczynić Boga, jak też z tego powodu wszystkich innych, aby był/byli tacy, jak my chcemy widzieć. Rolą mądrego nauczyciela utrzymywać ludzi w wolności dla Boga, równocześnie utrzymując w wolność Boga dla ludzi.

Pierwsze przykazanie mówi, że nie wolno nam czynić jakichkolwiek obrazów Boga bądź czcić ich.

Obawiam się, że nie zwróciliśmy na to uwagi, chyba że po to, aby oznakować tych, którzy czczą inaczej niż my, jako bałwochwalców. Bóg stworzył ludzkie istoty na Boży obraz, a my odwróciliśmy tą życzliwość, że tak powiem, tworząc Boga na własny obraz. Po prostu projektujemy nasz obraz na Boga i mówimy: „taki jest Bóg i do tego jest podobny”.

Trudno nam przyjąć Boga, który jest większy od naszej kultury, denominacji, naszych projekcji. Dominuje to, co pozwala nam utrzymać małego Boga, który da się mocno trzymać w garści. To taki „Bóg”, który gra według naszych reguł, pasuje do naszego systemu i przytakuje naszym wnioskom.
Szybko przychodzi nam przypiąć łatkę bałwana każdej figurze czy rzeźbionemu obrazowi Boga, który nie spełnia naszych „chrześcijańskich” wymagań. Niemniej, dotyczy to również przede wszystkim tych obrazów Boga, które mamy w głowie i w systemie wierzeń. Ludzie wielkiej wiary, zawsze wypuszczają z rąk swego intelektualnego Boga, denominacyjnego Boga czy „biblijnego” Boga, rozumiejąc, że to Bóg w pierwszej kolejności musi objawić siebie, a jest tak, że pismo pierwsze objawia Boga. Tylko Bóg zna i objawia Boga. To powinno być oczywiste, skoro jest milion różnych interpretacji Pisma, wynikających, jak wszyscy twierdzą, z „nieomylnego Pisma, i zamykających „ich boga” jak „TEGO boga”. Być może to dlatego wiara jest taką rzadkością, a religia tak rozpowszechniona. Religia najczęściej jest środkiem do utrzymania rodzimego obrazu Boga, nawet jeśli jest on sprzeczny z życiem Jezusa i zaprzecza każdej definicji miłości. Czujemy się lepiej z naszymi przekonaniami, nawet jeśli są patologiczne, destrukcyjne i anty-Chrystusowe.

Wiara ZAWSZE zaprasza nas do nowych, nieznanych miejsc. Ten czas między tym, co znane, a tym, co jeszcze nie objawione, często jest nazywana ciemnością, ciemną nocą duszy, pustynią czy śmiercią. Podobnie jak w przypadku Jezusa na pustyni, musimy skonfrontować, pokonać i odpuścić „nasze” obrazy. On został opróżniony – o to właśnie chodzi w poście, o opróżnianie swojego własnego obrazu.

Jest tylko jeden sposób na odkrycie, kim rzeczywiście jest Bóg i obiecuję wam, nie ma się czego obawiać.

Tego jednak nie dowiesz się dopóki nie odbędziesz podróży do swojej własnej pustyni. Ludzie, którzy opróżniają siebie samych z własnych obrazów, zawsze spotykają Boga, który jest większy i bardziej kochający niż sobie to wyobrażali. Zawsze odpuszczaniu tego, co nazywałeś Bogiem i „prawdą”, towarzyszy niepokój i brak poczucia bezpieczeństwa. Tylko duch może cię poprowadzić, a jedyne, co możesz zrobić to odpuścić. Jest to przemiana od samo-kontroli do samo-poddania.

[Głosów: 3   Average: 4.7/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.