Strach, a głupie decyzje_1

 Logo_FennC_2

John Fenn

Chciałbym dziś pokazać jak to się dzieje, że ludzie motywowani strachem podejmują głupie decyzje, jeśli nie wiedza o tym, że dzieje się to pod wpływem strachu, myśląc w tym czasie, że robią coś właściwego dla Pana.

Jezus powiedział, że „mądrość została usprawiedliwiona/poznana przez swoje dzieci”, co znaczy, że mądre decyzje często nie są uważane za mądre w chwili podejmowania ich, lecz zostają potwierdzone przez konsekwencje i skutki (dzieci) tych decyzji (Mt 11:19; Łu 7:35).

Sam z siebie idiotę?

O tym, jak pierwszy raz rozbierałem ubikację. Chrisowi wydawało się, że zabawka powinna popływać, lecz utknęła gdzieś, poza zasięgiem ręki. Pamiętam odzywający się z dołu krzyk Jasona, jakby to było dziś: „Mamo! Tato! Chris spuścił mojego Lego-mana w ustępie, a teraz jest pełno wody na podłodze!” Po manipulacjach różnym sprzętem wsadziłem tam coś, co miało udrożnić sedes na stałe, ale zabawa uchwytem nic nie pomogła.

Pojechałem więc do sklepu i w dziale łazienkowym wykupiłem wszystko, co przypominało wnętrzności sedesu, jak też narzędzie do wyciągania zablokowanych tam rzeczy, które nie powinny się w ogóle znaleźć wewnątrz.

Chłopaków ustawiłem w odpowiedniej odległości i, choć nie miałem pojęcia, jak to wszystko ma działać razem, rozłożyłem te wszystkie części na podłodze łazienki jak jakiś fachowiec, który ma właśnie poskładać jakieś skomplikowane urządzenie. „No, teraz – pomyślałem. – to mam na tyle części, żeby zrobić z siebie kompletnego idiotę”.

W procesie eliminacji zorientowałem się, co należało zrobić, ucząc się przy okazji mojej pierwszej lekcji na mokro – zakręć wodę! Ostatecznie Lego-man został uratowany i mieliśmy ponownie działającą toaletę.

Kiedy mamy do czynienia z podejmowaniem decyzji, które leżą przed nami jak te dziesiątki części do toalety, nie wiemy, co do czego pasuje. Modlimy się: „Panie, pomóż!” i ruszamy, składając je do kupy tak, jak wydaje nam się, że nasze życie powinno wyglądać tylko po to, aby się później okazało, że zrobiliśmy z siebie idiotę… mądrości czy głupoty dowodzą ich dzieci. Lata później spoglądamy wstecz w nadziei, że możemy spuścić pamięć z umysłu i dziwimy się…

Gdy chodzi o podejmowanie decyzji strach jest czymś subtelnym. Rzeczywiście, aby podejmować mądre decyzje, musisz znać Ojca oraz Jego pokój w swym duchu, jak też wiedzieć, kiedy korzystać ze zdrowego rozsądku, swego osądu. Musisz również rozpoznać w swym duchu strach – pojedynczego ducha, który cię dręczy.

Tak więc, pierwsze trzy przykłady, które są wspólne dla wszystkich, nie charakteryzują nikogo szczególnego i pojawiają się w takiej czy innej formie w czasie mojego 40 letniego chodzenia z Ojcem i w służbie przez większość czasu.

1 – Strach w pracy

Musiałem skonfrontować w pracy zachowania pewnego pracownika, lecz nie chciałem tego zrobić. Bałem się, że zostanę zwolniony, ponieważ był to szef mojego szefa. Ten strach prowadził do myślenia o Barbarze i dzieciach, które były zależne od mojego wynagrodzenia. Ten strach doprowadził do tego, że moi chłopcy nie byli w stanie utrzymać się w tej chrześcijańskiej szkole, a mnie do sytuacji, w której musiałem zacząć od nowa na pozycji z minimalną płacą.

To zaś prowadziło do myślenia o sprzedaży domu, przeprowadzenia się do ciasnego mieszkania … coraz gorszej sytuacji. Zacząłem zastanawiać się czy to nie czas, aby Pan otworzył jakieś nowe drzwi służby dla mnie, wiecie, to taka standardowa procedura „Pan mnie przeprowadza” racjonalizacja/kłamstwo/półprawda, których wielu używa, aby przykryć prawdę na temat opuszczenia swego stanowiska.

Wiedziałem więc, że przede wszystkim muszę spojrzeć na Niego i zobaczyć jak mogę w tej sytuacji stać się bardziej podobnym do Chrystusa, a to, co zobaczyłem, nie podobało mi się – odwaga, stawanie za tym, co jest słuszne bez względu na konsekwencje. Tak więc, chciałem, aby to oznaczało przeniesienie do nowej pracy… to byłoby całkiem łatwym wyjściem z sytuacji. Chciałem uciec od wybuchowego szefa, nie przeżywać konieczności wzrastania w Chrystusie przez konfrontację z nim. Zrobiłem więc to i szef docenił fakt, że nie jestem jednym z tych 'przytakiwaczy’ – udzieliłem mu bezpośrednich odpowiedzi, bez względu na to czy mu się podobały, czy nie.

Skupić się na Panu

Przez ponad 4 dziesięciolecia widziałem ludzi, którzy wyjaśniali swój brak kręgosłupa, mówiąc, że „Pan przenosi mnie”. Oczywiście Pan często nas przenosi, lecz tutaj chodzi mi o to, że ludzie, zmieniając pracę, wybierają tylne wyjście z jakiejś sytuacji, zamiast pokazać odwagę Dawida czy Rut i doświadczyć osobistego wzrostu, a przy tym tracą możliwość zobaczenia wierności Pana po drugiej stronie sytuacji.

Zazwyczaj ktoś przychodzi do mojego biura, dzwoni lub pisze emaila informując, że szef bądź współpracownik jest koszmarny, przeklina, mówi nieetyczne i niemoralne rzeczy, często źle zarządza na swojej pozycji czy firmą… co wszystko jest prawdą, jako że szefowie i współpracownicy, którzy to czynią, mają większe osobiste sprawy.

Kiedy jednak mówię tym ludziom, aby zastanowili się nad tym, że być może Pan stara się, aby w ich życiu nastąpił osobisty wzrost, że, podobnie jak Józef, Daniel, Debora, Rut, młody Samuel i Dawid nie potrzebowali drogi wyjścia z sytuacji, lecz większej dojrzałości w Panu, odwracają się.

Czasami jest tak, że należy takie sytuacji opuścić, lecz z mojego doświadczenia wynika, że tylko wtedy, gdy ty, jako sól, masz czas, aby wyłożyć im wszystko, co złe i dobre, oni wiedzą, co można zrobić. JEŚLI odrzucą łaskę Pana, której udziela przez ciebie, to Pan przeniesie cię dalej, ponieważ osoby upomniane nie odrzuciły ciebie, lecz Jego.

Wielu w pierwszej kolejności myśli o tym, jak „uciec od sytuacji” zamiast o tym, „jak w tej sytuacji mogę być bardziej podobny do Jezusa?” Wolą raczej, rozglądając się za ucieczką do innej pracy, wykorzenić życie swoje, swoich dzieci, małżonki i kręgu przyjaciół, starając się w każdy możliwy sposób wyjaśnić, że to Bóg daje im nową pracę, zamiast po prostu okazać twardy kręgosłup, stanąć wobec sytuacji i wykorzystać autorytet pozycji, jaki daje mu firma.

Strach przed człowiekiem jest jednym z dominujących rodzajów strachu, a niektórzy ludzie gorliwie pyszniący się Chrystusem w nich oraz tym, jak cudowne rzeczy Bóg robi w ich życiu, nagle tracą odwagę, gdy trzeba być mężem czy niewiastą jakich Bóg chce. Myślą o ucieczce, zamiast o stanięciu wobec szefa, współpracownika, rówieśnika w pracy i skonfrontowania bądź postawienia granicy, na co pozwolą sobie, a na co nie.

Radzenie sobie ze strachem PRZED modlitwą

Flp 4:6-7 jest jednym z fragmentów, które są instrukcją Pisma typu: krok po korku. Paweł powiada:

„(1) Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w (2) modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. (3) A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie”.

Moim problemem było to, że niosłem ten strach przez wszystkie moje modlitwy, a wynik był taki, że nie miałem więcej pokoju przy „amen”, niż na początku. Tak więc wziąłem polecenie Pawła jako krok 1, krok 2, krok 3 i wtedy miał przyjść pokój.

Walczyłem ze swoim strachem i obawami przez 3 tygodnie, a moje błagania oczekiwały jak szybkowar na tylnym palniku dopóki nie poradziłem sobie ze strachem, lecz nie odważyłem się wypowiedzieć mojego życzenia, zanim nie mogłem szczerze powiedzieć, że „nie troszczę się o nic”. Przeprowadziłem w myślach wszystkie możliwe sytuacje, podobnie jak to było przy składaniu sedesu.

Obawiam się tego, że na końcu każdej drogi okaże się, że Pan stoi tam z zapisem naszej życiowej wierności. Gdy już raz droga strachu zostanie mentalnie zaliczona, WTEDY wypuszczam moje prośby do Niego z dziękczynieniem.

Nagle pokój pochodzący od Niego opanował mojego ducha… wiedziałem, że On usłyszał, że On zaspokoił potrzeby, że te części mojej sytuacji zostaną poskładane razem w Jego porządku. Teraz natychmiast radzę sobie ze strachem i mogę modlić się i przyjmować pokój – lecz pierwotnie,.. to było ciężkie!

Wolność od strachu daje odwagę, aby robić to, co jest właściwe bez względu na konsekwencje. Czasami oznacza to konfrontację z kimś w pracy, oznacza samotnego pracownika, który określi, co prawe, a co nie, co moralne, a co niemoralne, co etyczne, a co nieetyczne, który zdecyduje się być Danielem czy Rut, zamiast kłamać wokół, że to „Pan otworzył drzwi do nowej pracy”.

Tak, z pewnością on dał ci nową pracę, lecz bądź pewien tego, że SPOTKASZ się z tym samym strachem przed ludźmi na drodze kawałek dalej, w tej następnej pracy, ponieważ On stara się kształtować ciebie na Swój wzór i nie zrezygnuje z tego, aż dokończy dzieła.
Następnym razem o rodzinnych relacjach i sytuacjach, więcej o strachu i decyzjach …

Strach, a głupie decyzje_2

Wiele błogosławieństw

John Fenn

Email me at cwowi @ aol.com

topod.in

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.