Zadziwiający sposób zdobywania tysięcy muzułmanów dla Chrystusa

World Revival Network Blog

Uwielbiam historie o wspaniałych ewangelistach i przebudzeniowcach. Mam sporo książek, w których znajdują się relacje cudownych uzdrowień i przełomów. Wiele z nich to bardzo inspirujące historie, które sprawiają, że chcesz wstać i zrobić coś niesamowitego dla Jezusa.

Ostatnio wyciągnąłem drobną broszurę pt.: „Miracles” („Cuda”) napisaną przez nieżyjącego R.W. Schambacha (1926-2012). Pierwotnie była wydrukowana na początku lat 60tych, a zapisane są tam niektóre z jego doświadczeń w służbie u ewangelisty A.A. Allena (1911-1970) i historia jego późniejszego uruchomienia własnej służby. To bardzo ekscytujące relacje, znacznie pobudzające wiarę.

Jedna z tych historii naprawdę wyskoczyła na mnie z tych stron. Gdy ją czytam, czuję, że rzeczywiście konieczne trzeba ją przekazać. Skoro myślimy nad tym, czym jest ewangelizacja i co to znaczy dotknąć całe nowe pokolenie to tego rodzaju historie trzeba wykrzykiwać z dachów.

Szambach pisze, że wspierał pewnego misjonarza w Indiach przez 30 lat. Usłyszał, jak ten misjonarz wspomniał, że nigdy nie udało mu się doprowadzić do zbawienia żadnego muzułmanina. Takie stwierdzenie zdenerwowało go.

Zmartwiony tym, że jego pieniądze nie są właściwie inwestowane, zdecydował udać się tam i zobaczyć samemu, co się dzieje. Zorganizowano więc w Indiach ogromną krucjatę na ponad 50 000 uczestników. Szambach głosił godzinami, dzielił się najpotężniejszymi prawdami z Pisma. Przypuszczał, że jego przesłanie przenikło serca tłumu, a jednak, gdy przyszło do wezwania do wyjścia do modlitwy, nikt z 50000 nie odpowiedział.

Przypomniały mu się słowa tego misjonarza. Jednak Szambach już dawno zdecydował, że nie zamierza znosić. Wiedział, że Bóg wezwał go do czegoś więcej nie tylko głoszenie Słowa. Miał również upoważnienie do tego, aby demonstrować Ewangelię. Choć tłum już miał wychodzić, powiedział: „Jeszcze nie skończyłem. Bóg powiedział, że Jego znaki będą towarzyszyć głoszeniu Słowa. Ja swoją część wykonałem, teraz zobaczycie, jak On wykonuje Swoją”.

Poprosił, aby tego ogromnego tłumu troje upośledzonych żebraków wyszło do przodu. Jedna kobieta była niewidoma, druga kulawa, a mężczyzna był głuchy i niemy. Wyprowadził ich do przodu i zaczął głośno modlić się w imieniu Jezusa. Nastąpiło uzdrowienie niewidomej kobiety i głuchoniemego mężczyzny.

Wtedy odczuł, że musi zrobić coś innego w przypadku kalekiej kobiety. Wyjaśnił tłumowi, że zamierza się pomodlić w imieniu Mahomet, ich domniemanego proroka, i zobaczą czy coś się stanie. Wyprowadził ją do przodu tak, aby wszyscy widzieli i modlił się w imieniu założyciela islamu. Nic się nie stało.

Wtedy powiedział: „W porządku, teraz będę się modlił w imieniu, które jest ponad wszelkim innym imieniem. W imieniu Zbawiciela, który żyje!” Nakazał w imieniu Jezusa, aby ta kobieta została uzdrowiona w imieniu Jezusa. Natychmiast, na oczach wszystkich, zostały wzmocnione jej nogi.

Po wstrząsie tej chwili muzułmanie zaczęli zeskakiwać z drzew i biec ze wszystkich stron ku Schambachowi. Krzyczeli: „Jezus żyje”. Grupa ludzi, która dopiero co była całkowicie obojętna na ewangelię, została radykalnie zmieniona w ciągu kilku minut. Wielu z nich z pasją szło za Jezusem.

Głoszenie słowa było istotne, lecz demonstracja mocy doprowadziła do wydarzeń na zupełnie innym poziomie. Głoszenie przygotowało ich serca i udzieliło koniecznego wyjaśnienia roli Jezusa. Niemniej, to znaki i cuda umożliwiły tym muzułmanom rzeczywiste unaocznienie autorytetu Jezusa.

Ta historia przypomina mi o tym, że chrześcijanie zostali wezwani do większych przejawów mocy. Jestem wdzięczny za mądrość i prawdę, którą możemy się dzielić, lecz czasami Bóg chce pokazać coś więcej. Wierzący muszą chcieć podjąć dla ewangelii większe ryzyko.

Czasami rzeczywiście to czego potrzebujemy to demonstracja, która idzie wraz z ogłaszaniem.

[Głosów: 7   Average: 5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.