Trzy obawy powstrzymujące przed dzieleniem się wiarą

Matthew Perry

W czasie II Wojny Światowej prezydent Franklin D. Roosevelt powiedziałcoś, co wpisało się między wielkie powiedzenia amerykańskich mężów stanu: „Nie mamy się czego bać, prócz samego strachu”.
A jednak dla wielu z was, chrześcijan, którzy zastanawiacie się nad dzieleniem się swoją wiarą, pojawia się kilka rzeczy, które mogą wywoływać strach.

Przede wszystkim, chcę abyście wiedzieli, że to, jak się czujecie, jest normalne. Po drugie, chcę, abyście wiedzieli, że ten rodzaj strachu nie pochodzi od Boga.  2 Tym 1:7 przekazuje: „Ponieważ, Bóg nie dał nam ducha strachu, lecz ducha mocy, miłości i samokontroli” Jeśli jesteś zbawiony, Bóg umieścił w tobie Ducha Świętego, który daje do naszej dyspozycji mocy Bożej. Mamy również miłość Bożą.

John Stott mowi, że: „jednym z najsilniejszych bodźców do ewangelizacji była wizja ludzi ginących bez Chrystusa w piekle”.  Ten rodzaj współczucia i wrażliwości widzimy w sposobie działania Jezusa ze zgubionymi. Faktycznie ap. Paweł pisze w Liście do Rzym. 9:1-3:
„Prawdę mówię w Chrystusie, nie kłamię, a poświadcza mi to sumienie moje w Duchu Świętym, że mam wielki smutek i nieustanny ból w sercu swoim. Albowiem ja sam gotów byłem modlić się o to, by być odłączony od Chrystusa za braci moich, krewnych moich według ciała”.

O ile współczucie jakie miał Chrystus i Paweł jest godne polecenia – i czymś co powinno być naszym udziałem – to musimy również wiedzieć w jaki sposób radzić sobie z bardzo realnymi obawami, które pochodzą z naszego ciała.
Bóg daje nam siłę do wykonania celu jaki nam przeznaczył a nie ma większego zadania niż dzielenie się Dobrą Nowiną o Jezusie Chrystusie.

1. “Nie wiem wystarczająco dużo”. (Dz.Ap. 22:3-16, 21)

Ludzie nienawidzą uczucia, że są ignorantami lub wyglądają na takich, zatem dzielenie się swoją wiarą z obcymi, a co jeszcze trudniejsze z członkami rodzin, gdy nie wiedzą jak to robić, rzeczywiście może być paraliżujące. Wielu członków naszych kościołów, którzy przyjęli Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela faktycznie nie wie jak się dzielić swoją wiarą. Tim Beougher z Southern Seminary pisze w swojej książce pt.: Overcoming Walls to Withnessing (Pokonywanie barier w świadczeniu):

„Eksperymentalne poznanie Boga poprzez Chrystusa jest istotne do skutecznego świadczenia. Gdy ludzie doświadczają (przeżywają) odkupieńczą miłość Boga do siebie samych to mają się czym podzielić!:”  (BGEA, 19).

Dla nas zaczyna się to od tego, że wiemy komu wierzymy i w co wierzymy.
Paweł mówi nawet w 1 Tym 1:12: „Wiem komu zawierzyłem”. Dla wielu z nas, którzy znajdujemy się na tym miejscu: słyszeliśmy Słowo, może byliśmy w szkółce niedzielnej przez kilka miesięcy, może lat, mieliście tutaj w Boon’s Creeek kilku wiernych kaznodziejów od czasu założenia kościoła w 1785 roku. Macie więc wspaniałe tradycje, biblijne nauczanie. Zatem większość z nas wie więcej, niż sami to przyznajemy.

Lecz pytanie jest takie; „Jak?”
Spójrz na chrześcijańskie traktaty. Jest tak wiele sposobów dzielenia się Chrystusem. Rzymska droga, Cztery Prawa Duchowego Życia, Wiara,Pięć Kroków do Pokoju z Bogiem (między innymi) to tylko przykłady, z którymi możemy być już zaznajomieni. Bardzo zachęcam do tego, abyś przeglądał chrześcijańskie traktaty i przyjrzał się wersom towarzyszącym każdemu z tych punktów a z pewnością znajdziesz podobieństwa i wspólne wersety w każdym z nich.

Boży zamiar – nasz grzech  ——-> Boża inicjatywa – nasza odpowiedź.
To, co może faktycznie pomóc to krótkie osobiste świadectwo. Ludzie wydają się reagować na rozmowy o ich życiu bardziej niż na zapamiętany monolog. Gdy ludzie widzą, co Jezus zrobił dla ciebie osobiście sprawia to, że zdają sobie sprawę z realności tego – a w tym samym czasie są ugruntowywani w historycznym fakcie śmierci i zmartwychwstania Jezusa.

Paweł pomaga nam pokazując w Dz. 22;3-21 jak wplatać swoje świadectwo wokół istoty zmartwychwstania Chrystusa. W zarysie mówił tak:

Dz. 22:3-5: Przed Chrystusem

Dz. 22:6-16: Jak poznał Chrystusa

Dz. 22:21: Co Chrystus miał dla niego.

2. Nie chcę być odrzucony

Każdy z nas chce być akceptowany, nikt nie lubi odrzucenia. Jednak, gdy zostaje się uczniem Chrystusa, trzeba zdać sobie sprawę z tego, że będzie to związane z wieloma trudnościami – nawet nie sądź nigdy inaczej. Jezus powiedział uczniom: „Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził”(Jn 15:18). A dodatkowo,jeśli  kiedykolwiek przeczytałeś księgę Dziejów Apostolskich, to wiesz, jak uczniowie Jezusa byli strasznie prześladowani. Nie uciekali przed tym – i faktycznie rozumieli, że to było częścią ich życia. 2 Tym 3:13 mówi: „wszyscy, którzy chcą żyć pobożnie w Chrystusie Jezusie, prześladowania znosić będą”.

Obawa przed odrzuceniem jest realna i odrzucenie zdarza się każdemu z nas. Właśnie ten strach powoduje, że patrzymy na nasze świadczenie pod niewłaściwym kątem. Gdy świadczymy i ktoś przyjmuje to, co powiedzieliśmy mu, czujemy, że odnieśliśmy sukces. Jednak, gdy przychodzi taki czas, że ludzie odwracają się i odchodzą, przeklinają nas – czasami gaszą – czujemy się jak ostatni nieudacznicy.

Mój przyjaciel z Florydy usiłował świadczyć swojej własnej mamie. Był prawnikiem o dobrze prosperującej praktyce, ale i chrześcijaninem,którego pragnieniem było zdobywanie innych dla Chrystusa. Jego matka wcale nie chciała tego przyjmować. Powiedziała mu: „Jeśli dalej tak będziesz robił, stracisz praktykę prawniczą. Musisz z tym skończyć!” Został odrzucony przez swoją własną matkę, która ostatnio zmarła bez Chrystusa.

Przeczytajmy J15:18, gdzie Jezus mówi: „Jeśli świat was nienawidzi, wiedzcie, że mnie wpierw niż was znienawidził”.
Jesteśmy tylko posłańcami dobrej nowiny. I jeśli są tacy, którzy nas odrzucają – to faktycznie ostatecznie odrzucają Jezusa Chrystusa. Świat  jest z natury niechętny posłaniu Chrystusa i uważa je za „głupstwo” (1 Kor 1:18)

Spójrzmy razem do Dz. 9:15-16:
15. „Idź ponieważ mąż ten jest moim narzędziem wybranym,. Aby zaniósł imię moje przed pogan i królów, i synów Izraela”. Ja sam pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia mego.

Zatem Paweł miał się dowiedzieć tego, że będzie cierpiał za swoją misję głoszenia ewangelii innym.
Lecz Chrystus wyraźnie pokazuje, że ci, którzy odrzucają Dobrą Nowinę, ostatecznie odrzucają Chrystusa.

Widać, że Paweł nie dbał o to, ponieważ powiedział: „Nie wstydzę się ewangelii, jest ona bowiem mocą Bożą ku zbawieniu, każdemu kto wierzy”.
Wydaje się, że gdy zdał sobie sprawę z tego, że został zaakceptowany przez Chrystusa, przy całej swojej grzesznej przeszłości – to wszystko, co miało jakieś znaczenie było związane z podobaniem się temu, który go zbawił.

3.Mogę narobić więcej szkody niż pożytku.

Pamiętam, że tak się właśnie czułem, gdy pojechałem na szkolenie pn.: FAITH Evangelism Through Sunday School (Ewangelizacja Wiary Przez Szkółkę Niedzielną), było to w kościele baptystycznym. Spędziliśmy półtora dnia omawiając kolejne punkty po czym ćwicząc je ze sobą nawzajem. Lecz był jeden wieczór, kiedy mieliśmy wyjść na zewnątrz do przydzielonego obszaru w sąsiedztwie i dzielić się tym zarysem WIARY.
Nie będę wam opowiadał jak byłem zdenerwowany (przerażenie byłoby bardziej właściwym słowem). Dlaczego? Czy wstydziłem się ewangelii? Nie, wcale. Chciałem mieć jakieś schemat, szkic, dzięki któremu czułbym się bardziej wolny i przekonany.
Bałem się tego, że zrobię coś źle, że po tym, gdy już przejdziemy te punkty ich stan będzie gorszy niż przedtem. Bałem się tego, że moja ignorancja na zawsze oddali i zbruka ich przyszłe możliwości przyjścia do Chrystusa.

Jednak, Słowo Boże ma coś cudownego do powiedzenia na ten temat.
Zwróćmy się do 1 Kor 2:11-14

……..
2:14:  ale człowiek zmysłowy nie przyjmuje tych rzeczy, które są z Ducha Bożego, bo są dlań głupstwem, i nie może ich poznać, gdyż należy je duchowo rozsądzać.

Poruszyliśmy to w zeszłym tygodniu, gdy czytaliśmy Mat 16 i wyznanie Piotra, że Jezus jest „Chrystusem, Synem Boga żywego”. To poznanie przyszło od Ojca, nie miało nic wspólnego z osobą Piotra, jego ciałem i krwią. Jest to duchowy wniosek, który może przyjść wyłącznie od Ducha Świętego.
Paweł wykłada to tak: rozumiemy duchowe rzeczy wyłączenie dzięki Duchowi Świętemu – który bada głębokości Boże (1 Kor 2:10) – który jest w nas. Są to te rzeczy, które nie mogą być pojęte przy pomocy ludzkiego umysłu.

Wracając więc do mojego zmartwienia (a być może i twojego) – nie możemy spowodować, aby znaleźli się w gorszym stanie niż są – zgubieni, umierający i przeznaczeni do wiecznego piekła.

Lecz pozwólcie, że zachęcę was Bożym Słowem. Przejdźmy do 1 Kor 3:6-7:

6. Ja zasiałem, Apollos podlał, a Bóg dał wzrost. 7. A zatem, ani ten co sadzi, jest czymś, ani ten, co podlewa, lecz Bóg, który daje wzrost.

Gdy zatem siejemy nasiona ewangelii to ich wzrost nie zależy od naszej sprytnie przeprowadzonej prezentacji, lecz do Boga, który daje wzrost.продвижение и раскрутка сайта

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.