
Kevin Bauder
[ Ten esej został pierwotnie opublikowany 5 lutego 2016 r. ]
Reformatorzy stworzyli doktrynę powołania w reakcji na rzymskie rozróżnienie między duchowieństwem a świeckimi. W tamtym czasie katolicy uznawali tylko dwa powołania: powołanie do konsekracji (zazwyczaj związane z wstąpieniem do zakonu) oraz powołanie do święceń kapłańskich (kapłaństwa). Innymi słowy, mnisi i księża mieli powołanie; inni nie.
W opozycji do tego rozróżnienia reformatorzy twierdzili, że Bóg powołuje wszystkich chrześcijan. Ich powołaniem jest pozycja, która pozwala wierzącym okazywać Bożą miłość poprzez służbę innym. W protestanckim ujęciu powołania powołani są duchowni, ale także piekarze, rolnicy, sklepikarze i rzemieślnicy.
Protestanckie spojrzenie na powołanie wywodzi się z 1 Listu do Koryntian 7:17-22 . W tym fragmencie powołanie odnosi się przede wszystkim do Bożego powołania jednostki do zbawienia. To jest pierwsze i najwyższe powołanie każdego chrześcijanina — bycie dzieckiem Boga, ukazanie Jego charakteru w świecie, wypracowywanie naszego zbawienia. Paweł w tym fragmencie i jego kontekście wskazuje, że każda legalna pozycja życia (małżeństwo, stan wolny, niewola, wolność, obrzezanie, nieobrzezanie) stwarza okazję do czynienia właśnie tego. Mamy wykorzystywać każdą pozycję, w której się znajdujemy, dla chwały Bożej. Doktryna powołania reformatorów — protestancka doktryna powołania — jest w rzeczywistości Pawłową i biblijną doktryną powołania.
Ta Pawłowa doktryna powołania prawdopodobnie kryje się za tajemniczym komentarzem Pawła w 1 Liście do Tymoteusza 2:15 . Mówi on, że kobieta będzie zbawiona w rodzicielstwie, jeśli trwa w wierze, miłości, świętości i samokontroli. Paweł z pewnością nie ma na myśli nauczania, że urodzenie dziecka w jakiś sposób odpuszcza kobiecie grzechy i zapewnia życie wieczne. Biorąc pod uwagę kontekst, najprawdopodobniej mówi, że macierzyństwo jest stanem, który pozwala kobiecie pokazać, jak zbawcza łaska Boga działa w jej życiu. Kaznodzieja ukazuje swoje zbawienie poprzez głoszenie i nauczanie, ale Paweł zabronił kobietom nauczania lub uzurpowania sobie władzy nad mężczyznami. Czy są one zatem relegowane do pozycji chrześcijan drugiej kategorii? Wcale nie! Macierzyństwo (i dom) pozwalają mamie, która zajmuje się domem, w pełni wystawić swoje zbawienie na widok publiczny.
To ważna prawda. Pastorzy mają przywilej spędzania godzin dziennie na czytaniu Pisma Świętego, aby móc głosić Słowo Boże. Matki pozostające w domu mogą mieć trudności ze znalezieniem kwadransa na modlitwę. Niektórzy mogą sądzić, że pastor zajmuje bardziej duchową pozycję, ale Paweł tak nie twierdzi. Kobieta, która właściwie wypełnia swoją rolę matki, przynosi chwałę Bogu, tak jak pastor.
To, co dotyczy mamy-gospodyni domowej, dotyczy wszystkich legalnych powołań. Są one sposobami okazywania Bożej miłości poprzez służbę innym. Są sposobami na osiągnięcie naszego zbawienia. Każde powołanie stanowi ogromny ekran, na którym chrześcijanin może wyświetlać wieloraką łaskę Bożą.
Różnica polega na tym, że powołanie pastora prowadzi go do nauki, z dala od pośpiechu i zgiełku życia, by w ciszy słuchać Boga. Powołanie matki prowadzi ją do pokojów zabaw i sklepów spożywczych, gdzie zajmuje się takimi czynnościami, jak zmiana pieluch, przygotowywanie posiłków i wycieranie kataru. Używając tradycyjnych określeń, życie pastora jest kontemplacyjne, podczas gdy życie matki jest aktywne.
Chodzi o to, że oba te życia są powołaniami. Oba są duchowe. Oba przynoszą chwałę Bogu, jeśli są sumiennie realizowane.
Większość chrześcijan w rzeczywistości wykonuje wiele powołań. Jedno z nich dotyczy wszystkich wierzących: powołanie do ukazania zbawienia. Inne powołania odkrywamy w naszych konkretnych sytuacjach. Żonaty mężczyzna jest powołany do kochania swojej żony. Ojciec jest powołany do wychowywania dzieci w karności i napomnieniu Pańskim. Wszystko, co robimy, aby zarobić na życie, jest również naszym powołaniem, czy to prowadzenie ksiąg rachunkowych, przeprowadzanie operacji, czy smażenie burgerów. Oczywiście niektóre powołania mogą się zmieniać z czasem. Ślub oznacza koniec stanu wolnego (jedno powołanie) i początek małżeństwa (inne powołanie). Zmiana pracy również zazwyczaj oznacza zmianę powołania.
Niektóre powołania wybieramy sami; niektóre są nam wybierane. Niewolnik zazwyczaj nie wybiera niewolnictwa, choć Paweł mówi, że jeśli niewolnik ma wybór, powinien wybrać wolność. Niemniej jednak zarówno niewola, jak i wolność są powołaniami. Czasami nasz wybór powołania jest ograniczony okolicznościami: nie ma wolnych miejsc pracy dla księgowych, więc zamiast tego zamiatamy podłogi. W takich sytuacjach nie powinniśmy czuć się ofiarami ani popadać w rozgoryczenie wobec powołania, do którego poprowadził nas Bóg. Musimy je wykorzystać dla Jego chwały.
Czasami Bóg pozwala nam wybierać spośród wielu opcji. Jak zatem powinniśmy dokonać wyboru? Zbyt wielu chrześcijan zakłada, że najbardziej satysfakcjonującą finansowo opcją musi być powołanie Boże. Czasami tak jest, ale często nie. Powołania prawie nigdy nie powinny być wybierane wyłącznie na podstawie kryteriów finansowych. Powinniśmy raczej pytać: Gdzie mogę najlepiej pokazać swoje zbawienie? Jak mogę najlepiej pokazać ludziom Bożą miłość, służąc im? Do czego jestem w stanie się przygotować i co będzie miało największe znaczenie dla Pana?
Mężczyzna, który byłby fatalnym pastorem, może być wspaniałym kierowcą ciężarówki. Kobieta, która nigdy nie zaadaptowałaby się na polu misyjnym, może być dobrą prawniczką. Niektórzy młodzi ludzie, którzy byliby nieszczęśliwi na studiach, mogą być bardziej przydatni – i szczęśliwsi – jako hydraulicy lub elektrycy. Bóg nie tylko powołuje ludzi do różnych powołań, ale także w różny sposób ich do nich przygotowuje.
Każde powołanie zasługuje na szacunek, a nawet poważanie. Chrześcijanie, którzy są rolnikami, bankierami, lekarzami, pilotami, policjantami, kucharzami, menedżerami, kasjerami, aktuariuszami i gospodyniami domowymi, mają powołania, które są dla Boga równie ważne, jak powołanie duchownego. Szanujmy wszystkie i korzystajmy z powołań, które dał nam Bóg.
_________________________
Autorem tego eseju jest Kevin T. Bauder, profesor teologii historycznej i systematycznej w Central Baptist Theological Seminary. Nie wszyscy profesorowie, studenci i absolwenci Central Seminary zgadzają się z każdą opinią wyrażoną w tym eseju.