Antyaborcja w USA górą

Antyaborcja  górą

Luty  2007 – „ENDING ABORTION: How the pro-life side will win the war”

Pro-aborcyjni  Demokraci kontrolują Kongres, Nancy Pelosi jest rzecznikiem prasowym Białego Domu, niezadowoleni wyborcy kierują się na lewo, Hillary  Clinton może być następnym prezydentem – i 34 lata po Roe  v.Wade*), Sąd Najwyższy ciągle ma większość popierającą Roe. Co więcej,  od ustanowienia fatalnych praw w 1973 roku niemal 50 milionów  nienarodzonych dzieci zostało zabitych a miliony matek zranionych fizycznie, psychologicznie i duchowo.

Dlaczego  więc działacze na rzeczy antyaborcji uśmiechają się? Uśmiechają się  ze względu na cichą rewolucję, która się dzieje. Choć nie jest  to widoczne ze stolicy USA, z Budynków Sądu Naczelnego czy  Białego Domu, jest bardzo widoczne na dole, „na ulicy” –  na tym poziomie, prawdziwego życia, gdzie kobiety i dziewczęta  podejmują zdesperowane decyzje, aby rozwiązywać swój „ciążowy problem” przez aborcję.

We  wstrząsającym, lutowym wydaniu zatytułowanym „ENDING ABORTION:  How the pro-life side will win the war,” entuzjastycznie  przyjmowany przez WND magazyn Whistblower zabiera czytelników  w dramatyczną i zmieniającą paradygmat podróż do przemysłu  aborcyjnego i ruchu antyaborcyjnego, ukazując jak daleko wojna o życie jest niewiarygodnie i niezaprzeczalnie wygrywana

„Ale  aborcja jest ciągle legalne” – ktoś może powiedzieć. Tak,  lecz zanim się zmieni prawo, musza zmienić się serca – a  dramatyczna zmiana serc właśnie ma miejsce, swój wielki czas,  właśnie tutaj, właśnie teraz. Ameryka zwraca się przeciwko aborcji: „Jeśli  nie zajdzie jakaś dramatyczna zmiana, Amerykanki stracą swoje prawo  do aborcji, a Amerykański  Sąd Najwyższe nie będzie tego przyczyną . . . lecz przyczyną będzie  to, że lekarze albo nie mogą, albo nie chcą wykonywać tej podstawowej  służby”. – mówi Barbara Radford, były dyrektor National Abortion Federation (Krajowej Federacja na rzecz Aborcji).

„…  największym zagrożeniem dla prawa do aborcji może nie być już  przeciwna postawa sędziów czy polityków, lecz  zmniejszający się dostęp do usług aborcyjnych . . . ” –  powiedziała Nita Lowey, zdecydowanie pro-aborcyjna kongresmenka na 18 sesji nowojorskiego okręgu kongresu

„…  dostępność aborcji zmniejsza się ponieważ niewielu lekarzy chce wykonywać to postępoewnie”. – The Washington Post

„Prowadzący  kliniki aborcyjne, nawet w wielkich miastach, mówią, że ich najpoważniejszym problemem jest rekrutacja lekarzy”. – The San Francisco Chronicle

„…  lekarze nie chcą przychodzić i pracować w aborcyjnych klinikach.  Zgadnij, co jeszcze? Pielęgniarki nie chcą przychodzić i pracować w klinikach aborcyjnych”. – Genevieve Grein, manager, Choice Medical Group, Santa Cruz, Calif.

„Aborcja  jest w tym kraju sprawą wyboru nie tylko kobiet, lecz również  lekarzy, przede wszystkim. W całym kraju, większość lekarzy nie  decyduje się na wykonywanie tego zabiegu….…” – American Medical News

Pomimo,  że nie ustają gorliwe wysiłki zakończenia procederu aborcyjnego  skierowane „z góry na dół” – włączając  w to próby podejmowane przez kilka stanów szykujących  bezpośredni, konstytucyjny sprzeciw wobec Roe, wysiłki kongresowe,  aby ograniczyć aborcję, aborcję, powiadamianie rodziców,  informowanie oczekujących matek i tak dalej – to największą  panikę w ruchu aborcyjnym wywołuje to, co się dzieje na poziomie klinik.

Na  przykład: Gdy ciężarna kobiety wysiadają ze samochodów i  nerwowo maszerują ku klinice aborcyjnej, na spotkanie ze śmiercią,  często spotykają „chodnikowego doradce” – zwykła  osobę, wyposażoną wyłącznie w miłość i informacje, których  kliniki aborcyjne absolutnie nie chcą dopuszczać do swoich klientów.  Często po krótkiej rozmowie, doradca prowadzi matkę spod  kliniki za niedaleki róg do „centrum opieki ciąży”  (pregnancy care center). Te centra wyrastają w całej Ameryce tak  szybko, jak szybko znikają kliniki aborcyjne. Wiele z tych centrów  jest wyposażonych w nowoczesne urządzenia ultrasonograficzne typu  „4D”. Gdy klientki takiej kliniki aborcyjnej kładą się i  przeżywają, po raz pierwszy, realność ich nienarodzonego dziecka –  nie jakiś ziarnisty, trudny do zobaczenia staromodny sonogram, lecz  nowoczesny krystalicznie wyraźny obraz jej własnego dziecka –  nie decydują się w ogromnej większości przypadków planowanej aborcji.

To  jedna z wielu rewolucyjnych metod ataków na „prawo do  aborcji” – uważane, ze wielu naukowców  konstytucjonalistów za nieodwołanie podobne do  wczesno-amerykańskiego „prawa do niewolnictwa”. W  międzyczasie istnieje jeszcze wiele frontów walki, takich jak  programy abstynenckie w krajowych szkołach odnoszące zdumiewające  powodzenie. Całe legiony mądrych, młodych, specjalnie wyszkolonych  prawników przygotowuje obronę kobiet i pozwy dla aborcyjnych klinik, włączając w to Planned Parenthood (Planowane Rodzicielstwo).

A  to wszystko dzieje się w klimacie, który nieustannie ujawniają  ogólnokrajowe dane statystyczne mówiące, że tylko jeden  na czterech Amerykanów zgadza się z uwolnioną aborcją na  życzenie, jak dopszczono w Roe V. Wade. Kilka lat temu, w Ameryce  było około 2.000 klinik aborcyjnych, obecnie jest ich poniżej 800. Lekarze odmawiają wykonywania tej praktyki masowo.

Podsumowanie: Aborcja odpycha Amerykan coraz częściej.

*)Roe v. Wade, 410 U.S. 113 (1973)[1], był przypadkiem ustanowienia przez Naczelny Sąd Stanów Zjednoczonych zapisu stwierdzającego, że większość praw przeciwko aborcji pogwałca konstytucyjne prawo do prywatności, unieważniającym wszelkie stanowe przepisy wyjmujących z pod prawa i ograniczających aborcję. Jest to jedna z najbardziej kontrowersyjnych decyzji w historii Naczelnego Sądu Stanów Zjednoczonych.

сайта

[Głosów: 0   Average: 0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.