Author Archives: admin

Opuszczam ruch 'Chrześcijanie poza kościołem’

Strom Andrew

Nastąpiła zmiana: teraz jest już czas na „WCHODZENIE do”, a nie na wychodzenie.

W zeszłym roku publicznie stwierdziłem, że opuszczam ruch „Proroczy”, którego częścią byłem przez ponad dziesięć tal . Z perspektywy wiem, że była to właściwa i konieczna decyzja. Czasami publiczne „zostawienie za sobą” czegoś jest ważne. Niemniej, nie chciałbym być teraz znany jako ktoś stale „wychodzący” z czegoś, jestem więc zmieszany będąc zmuszony do jeszcze jednego, podobnego ogłoszenia, zaledwie rok później, lecz Bóg kładzie to na moim sercu od pewnego czasu.

Ostatnio coraz bardziej niewygodnie czułem się z następnym ruchem, z którym związane było moje nazwisko przez wiele lat. Na naszej witrynie internetowej nazwaliśmy to ruchem „Out-of-Church” (Książka A. Strom, „Out of Church Christians”, którą zatytułowałem: „Chrześcijanie bez kościoła” – przyp. tłum.), choć ostatnio Geroge Barna zaczął nazywać to „Rewolucją”. Nie jest to dokładnie to samo, lecz w znacznym stopniu pokrywa się. Będąc znany jako sympatyk i poplecznik tego ruchu nadszedł dla mnie czas na to, aby publicznie stwierdzić, że opuszczam go. Nie mogę już więcej być uważana za człowieka, który popiera coś, co jest w sposób fundamentalny anty-nowotestamentowe.

Proszę nie myśleć, że tutaj mówię o ruchu „kościołów domowych”. Nie do tego się tutaj odnoszę, choć mam również pewne obawy, co do tego ruchu, lecz nie o tym mowa tutaj.

Przez ostatnie 20 lat byłem zaangażowany w pracę z grupą ludzi, którzy opuścili swoje kościoły – często tylko po to, aby pozostać w swego rodzaju indywidualizmie typu: „ja i Bóg”. Nie mogę być już dłużej przyznawać się tego myślenia. Problemem polega na tym, że widzę, iż kształtuje się „pustynna” mentalność i wielu wydaje się trwać w tym na zawsze. Nie ma prawdziwego „Żywego Kościoła”, i nie ma prawdziwego „Przywództwa” i zauważyłem, że właśnie z tego powodu NIC SIĘ NIE DZIEJE. Upływa rok za rokiem i NIC.

Dlaczego tak się dziej? Ponieważ „Ciało” i „Przywództwo” są niezwykle ważne dla podstaw nowotestamentowego chrześcijaństwa. Bez tych dwóch rzeczy po prostu nigdzie nie zajdziemy. Myślę w ten sposób: czyż nie jest to wzór, który widzimy bezpośrednie w Dziejach Apostolskich? Dla wielu rewolucja „Out-of-Church” to coś nowego, lecz dla mnie jest to bardzo stara, ponad 20 letnia obserwacja, o której muszę wam coś powiedzieć: TO NIE DZIAŁA.

Nie jest to przeniesienie do rzeczywistego nowotestamentowego „Żywego Ciała”. Nie prowadzi to to Przebudzenia, nie prowadzi do przemiany kościoła. „Rozprasza” zamiast „gromadzić”, prowadzi do tego, co ja nazywam chrześcijaństwem „bezkształtnego tłumem”. Innymi słowy: Ciało Chrystusa staje się rozproszoną masą indywiduów, bez formy czy kierunku działania – „ludzi robiących to, co im się wydaje właściwe we własnych oczach”. Nie wiem czy będziemy w stanie znaleźć coś bardziej przeciwnego do prawdziwego Żywego Ciała.

Wielu ludzi mówi, że jeśli mamy mieć liderów, to muszą oni być prawdziwymi „sługami”. Amen! – w pełni się zgadzam. Lecz Nowy Testament stwierdza również, że potrzebujemy „Ojców” w wierze (- którzy poprawiają, dyscyplinują i nauczają), jak również prawdziwych „pasterzy”. Z mojego doświadczenia wynika, że ci, którzy chcą „sług” – bez „ojców” i „pasterzy” – są często ludźmi, którzy mają w swych sercach głęboką warownię „BUNTU” – co starają się ukryć pod dobrze brzmiącymi mowami (jak ja sam to kiedyś robiłem).

I tego właśnie ten ruch jest pełen: dobrze brzmiących mów. Zobaczysz to również w książce G.Barna „Rewolucja”; słychać tego wszędzie pełno w ruchu „Out-of-Church”. Kolosalne żądania ogłaszają ci, którzy po prostu „wyszli” – i faktycznie „SĄ kościołem, bez CHODZENIA do kościoła” itd. Ktoś mógłby myśleć, że „wyjście” jest rozwiązaniem wszystkiego, co nam dolega. Jak obserwuję to już od 20 lat – nic bardziej mylnego.

Fakty są proste: jeśli twoje myślenie i zachowanie jest zasadniczo „przeciw-Ciału” i „przeciw-liderom” to nie oczekuj, że dojdziesz gdziekolwiek. Nie spodziewaj się również, że Ciało Chrystusa gdziekolwiek zajdzie. Nie zostaliśmy stworzeni, aby być „bezkształtnym tłumem”, lecz po to, aby być zjednoczoną armią z liderami, kierunkiem i zespołową pracą – zdobywającą królestwo ciemności „połączonymi siłami”. Zjednoczeni razem jesteśmy bardzo silni – ponieważ Bóg zaplanował, abyśmy byli „Ciałem”. Podzieleni na „indywidualistów” jesteśmy słabi i nieskuteczni. Dlatego w Księdze Dziejów Apostolskich wierzący jednoczyli się pod przywództwem „LIDERÓW”. To właśnie „LIDERÓW” Bóg używał jako kleju utrzymującego wszystko razem. Po prostu tak zawsze było.

Czy jesteś kimś, kto ma problemy z koncepcją jedności pod przywództwem? W takim przypadku nie oczekuj, że weźmiesz udział w nadchodzącym poruszeniu Bożym. – Twoje motywacje są całkowicie sprzeczne z Nowym Testamentem.

Niemniej, czy ja odczuwam sympatię dla tych, którzy czują się jak „wyrzutki” w kościele. Czy czuję sympatię dla tych, którzy szukają i szukają, i wydaje się, że nie mogą znaleźć kościoła, który stałby na solidnych biblijnych fundamentach? Z pewnością, tak. Przez cały czas wielu ludzi pisze do mnie, mówiąc, że obeszli wszystkie kościoły w okolicy i wszystkie z nich to albo „martwe” tradycyjne kościoły albo jadące na uczuciach, nadmiernie „charyzmaniatyczne” (tak, jestem pełnym Ducha sam, lecz muszę przyznać, współczesny ruch charyzmatyczny jest w wielkim zamieszaniu) i to jest wielki problem – dokąd ci ludzie mają iść?

Faktem jest, że to, co popularyzuje G.Barna jako nową „Rewolucję w wielu przypadkach nie wydaje się być aż tak wielkie. Często jest jest to sprawa kościoła, który tak upadł, że wielu z jego najlepszych ludzi jest zmuszonych do odejścia i to bez powrotu. Czy to brzmi dla ciebie jak wielka „Rewolucja”? Rzeczywistym problemem jest, jak zresztą i sam Barna stwierdza wielokrotnie, KRYZYS PRZYWÓDZTWA w zachodnim kościele. Po prostu niemożliwe jest przyjąć, aby sprawy potoczyły się aż tak źle, gdyby było inaczej.

Gdzie więc szukać odpowiedzi? Z pewnością nie jest to ani odrzucenie koncepcji „Ciała”, ani „przywództwa”. Taka opcja nie wchodzi w ogóle w rachubę, lecz musi być jakiś „nowy” sposób, w jaki Bóg udzieli odpowiedzi odstępczemu kościołowi. Wielokrotnie mówiłem, że to, co nadchodzi na zachód to nie jest tylko Przebudzenie, lecz również „Wielka Reformacja”. Bóg nie może mieszkać wraz z letnik kościołem. Jest już blisko wprowadzenia wielkiej „zmiany”, a w czasie Reformacji Bóg zawsze zajmuje się tymi dwoma sprawami – „Ciałem” i „Przywództwem”. On wzbudza coś NOWEGO.

O co mi chodzi? Po prostu to, że „wyjście” nie jest odpowiedzią. Sprawa raczej polega na tym, czy „wejdziesz” do nowych rzeczy, które Bóg chce robić. To jest zawsze kluczowa sprawa i, powiadam wam, jeśli macie jakiś problem z „Ciałem” lub „Przywództwem” to wasze szanse na „wejście do” są niemal równe zeru. Nie da się po prostu wejść do nowotestamentowego chrześcijaństwa bez tych dwóch elementów.

Nie znam ciebie, lecz mam wielkie oczekiwania, co do tego nadchodzącego, 2006 roku. Głęboko wierzę, że możemy być blisko przeżycia przełomu w „nowych rzeczach”, które Bóg chce ustanowić. Jedno jest jednak pewne: jeśli naprawdę nie chcemy PROWADZIĆ lub być PROWADZONYMI to wierzę, że możemy rzeczywiście zapomnieć o swoim udziale w tym nowym dziele. Tak ważne jest przywództwo w nowym poruszeniu Bożym; jest ono absolutnie niezbędne.

Przyjaciele, czy możecie pojąć ten krytyczny fakt:

– Nastąpiła zmiana: teraz jest już czas na „WCHODZENIE do”, a nie na „wychodzenie z”.

Bóg chce robić „nową rzecz” i rzeczywistym pytaniem jest to, czy twoje serce jest gotowe do tego, aby wejść i stać się częścią tego. Nie bądźcie jak Izraelici, którzy tułali się po pustyni i na niej pomarli, ponieważ nie chcieli wejść do Ziemi Obiecanej.

Bądź tym, który „wchodzi”.

Na zakończenie, muszę powiedzieć jeszcze:

Ponieważ nie mogę już dłużej ochraniać Rewolucji „Out-of-church”, którą popierałem przez wiele lat, jestem zmuszony zdjąć moją książkę „The OUT-OF-CHURCH Christians” ze strony głównej http://www.revivalschool.com

Chciałbym prosić o przekazanie tego listu do waszych przyjaciół i na inne listy, każdemu, kto może znać nasze poprzednie stanowisko. Trzeba, aby stało się to powszechnie znane, że już więcej nie popieramy Rewolucji „Out-of-Church” głównie z powodu tych dwóch spraw – „Ciała” i „Przywództwa”. Proszę więc, aby inni również o tym wiedzieli.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ryzykujemy wywołanie gniewu i smutku wielkiej liczby ludzi, „odcinając się” do tego ruchu. Jest mi naprawdę przykro. Niemniej, wierzę, że takie jest moje powołanie, ponieważ zadaniem „przebudzeniowca” jest odnowienie i głoszenie oryginalnej ewangelii – to jest główne powołanie mojego życia.

W końcu, bardzo silnie odczuwałem, że nie mogę wejść w porządku w nowy, 2006 rok nie mając rozwiązanej tej sprawy – to jest krytyczny rok.

Czy więc należymy do lokalnego kościoła? – TAK NALEŻYMY. Czy nasza służba aktywnie poszukuje prawdziwego „Żywego Ciała” i „apostolskiej” ewangelii? TAK, AKTYWNIE. Dni pełne chwały są przed Ciałem Chrystusa – jestem o tym przekonany. To dlatego pobudzam nas do zostawienia za sobą mentalności „pustyni” i przyjęcia zamiast tego mentalności „Ziemi Obiecanej”. Teraz jest czas na „wejście”. Nie mogę pozostać z żadnym ruchem, który głosi inaczej.

Odpowiedzieć na ten artykuł można przesyłając e-mail na adres:

prophetic@revivalschool.com

Niech Was Bóg błogosławi, przyjaciele

Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.продвижение

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 2

Opuszczam ruch
„Chrześcijanie poza kościołem

MOJE WŁASNE
DOŚWIADCZENIE “PUSTYNI”.

 

 

Jedną z przyczyn tego, że zostałem zaproszony do radia jest to, że, teoretycznie, byłem kimś, kto widział “obie strony” tej sprawy. Jestem chrześcijańskim mówcą, który prowadzi spotkania i przemawia w kościołach, lecz jestem również kimś, kto spędził siedem lat całkowicie “poza kościołem” – na pustyni, aż do 1993 roku i aż do dziś mam wielu przyjaciół i znajomych, którzy ciągle pozostają tam. Zatem rozumiem to zjawisko dobrze.

 

Moje osobiste przeżycie “pustyni” było bardzo ważną częścią mojego życia. Miało ono ogromny wpływ na mnie. Nigdy nie wstydziłem się tego przeżycia i od dawna jest dostępne dla ludzi na moich stronach i w jednej z moich książek. Poniższa wersja jest po prostu przeniesiona z jednej ze stron internetowych. Mam nadzieję, że czytając to zrozumiesz pewne “fazy”, przez które przeszedłem w mojej pustynnej podróży. Z pewnością pobudziło ono wiele komentarzy przez lata.

 

 

 

Wychowywałem się w środowisku chrześcijańskim przez całe moje życie. Ojciec był napełnionym Duchem, baptystycznym kaznodzieją zanim się urodziłem, był też badaczem i pisarzem Przebudzenia (to zostało odziedziczone!) Gdy zatem sam zostałem napełnionym Duchem chrześcijaninem w wieku 17 lat, byłem zafascynowany przebudzeniem i modlitwą od samego początku. Otrzymałem też bardzo silne prorocze namaszczenie, którego nie rozumiałem. (Co jest ze mną “złego”? – Czemu tak cierpię i jestem tak zdruzgotany stanem kościoła podczas, gdy inni wydają się być zadowoleni tym, co jest? ). Na szczęście miałem te wszystkie książki o przebudzeniach, które mówiły mi, że nie jestem sam, lecz po postu jestem jednym z wielu zatroskanych przez stulecia chrześcijan. Niemniej, przeważnie czułem się bardzo samotny (Oczywiście, nie licząc Boga – On zawsze był tutaj).

 

Zaangażowałem się w kilku kościołach – głównie tych znacznie “twardych” zielonoświątkowych grup. Z powodu mojej zuchwałej, młodzieżowej gorliwości w świadczeniu dobrze się tam miałem, choć zawsze miałem problemy z przywództwem. Po prostu nie potrafiłem zamykać swych ust we właściwym czasie – tak bardzo pragnąłem oglądać kościół w stanie prawdziwego Przebudzenia i byłem całkiem bezczelny w swych opiniach ( z pewnością brakowało mi wówczas mądrości). Byłem również bardzo “twardym” legalistą wobec siebie na wiele różnych sposobów, lecz Bóg szkolił mnie i używał, przeważnie pomimo mnie samego.

 

Wtedy stało się. Ostatecznie po wielu dysputach doszedłem do tego, co czułem, co było całkiem fundamentalne w różnicach teologicznych miedzy tym kościołem, a mną i ostatecznie odszedłem na dobre, po pewnym okresie irytacji. Jednak zamiast szukać innego kościoła wraz z żoną zebraliśmy się z przyjaciółmi i próbowaliśmy zacząć naszą własną grupę. Lecz o ile przedtem Boże błogosławieństwo było z nami, teraz wyraźnie go brakowało i niewiele dawało to, co robiliśmy. Bóg miał przygotowane dla mnie WIELKIE lekcje.

 Był to początek okresu, który oznaczał dosłownie SIEDEM LAT całkowicie poza kościelnym systemem ( gdy miałem 20 – 27 lat) dla mnie i rodziny. (Lecz w tym czasie poślubiłem cudowną chrześcijankę i mieliśmy sześcioro wspaniałych dzieci).

 

Przez cały ten okres pustyni, testów i prób, z jednej rzeczy nigdy nie zrezygnowałem, a były to moje nocne modlitwy, czas z Bogiem. Były błogosławione jak zwykle, lecz często były jedyną “duchową” sprawą jaka działa się w moim życiu. Wszystko inne wydawało się zamknięte, puste, martwe. Trwało tak rok za rokiem. WIEDZIAŁEM, że nie wrócimy do kościoła, a jednak nic się nie działo. Lecz kiedy odwiedzałem kościół nie działo się również nic.

 

Wszystko było pustką, aż w końcu ten, który kiedyś był najbardziej dumną, najgłośniejszą, najbardziej “twardą”, arogancką maszyną do świadczenia został tak duchowo zdruzgotany, że z trudnością znosił rozmowy o duchowych sprawach z kimkolwiek. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to wszystko pochodziło od diabła. Nic z tego. Bóg poprowadził mnie na pustynię w pewnym celu i On wyprowadził mnie w Jego dobrym czasie. Byłem uczony pokory i łamany a każde deko dumnego ‘religijnego’ życia było wykruszane ze mnie, aby Bóg mógł któregoś dnia świecić przez mnie.

 

W tym czasie pomału uświadamialiśmy sobie istnienie sieci chrześcijan funkcjonujących poza kościołem w całej Nowej Zelandii (i bez wątpienia w innych krajach również), z których wszyscy wyszli z różnych kościołów (niektórzy byli nawet liderami). Czasami odwiedzaliśmy ich dość przypadkowo i odkryliśmy, że były niemal “pozakościelne’ doktryny wśród tej grupy sami wchłonęliśmy. Więcej z tych “doktryn” było negatywnych niż pozytywnych. Często wymieniałem długie litanie tego wszystkiego, co jest złe w kościelnym systemie i jego liderach (bardzo delikatny i wygodny cel), często angażując się w coś jakby “kpinę”, sarkazm i ulgę z tego, że my “prawdziwi” chrześcijanie pozostajemy teraz poza tym wszystkim.

 W pełni brałem udział w tym wszystkim z rozkoszą, zachowując się agresywnie oraz mając swoje własne urazy do pielęgnowania. Oczywiście, wielka “odpowiedź” – jak zadowoleni z siebie wierzyliśmy – to było całkowite opuszczenie kościołów. Staliśmy się podejrzliwi wobec wszelkich “kościelnych” Chrześcijan, którzy ciągle pozostawali w systemie – nawet jeśli byli ludźmi modlitwy, którzy chodzili blisko Boga. Jakże wielkimi ignorantami byliśmy wówczas! Lecz po jakimś czasie nawet to zaczęło nużyć i zostałem tak “nieszczęśliwy”, że nawet szyderstwa z “systemu” nie cieszyły mnie już więcej. Wszystko było próżne, nicością. Czy Bóg kiedykolwiek jeszcze poruszy?

 Zaangażowaliśmy się w chrześcijańską muzykę (oboje z żoną jesteśmy muzykami), lecz znowu tłukliśmy głową w ścianę przez cały ten okres. Bóg trzymał nas w “więzieniu” i zmierzaliśmy DO NIKĄD, dopóki nie nauczyliśmy się tego, czego On nas musiał nauczyć.

Przez wiele lat modliłem się: “Panie, użyj mnie, Boże wypełnij mnie więcej i więcej twoim Duchem, Boże daj przebudzenie”, a teraz oto siedziałem w duchowym lochu i nic nie mogłem z tym zrobić. Duchowo mówiąc, był to rodzaj “maszyny do miażdżenia”.  To był czas rozpaczy, lecz to właśnie otrzymujesz, jeżeli prosisz Boga, aby cię “złamał i użył”. Nie zdziw się, jeśli weźmie cię za twoje słowo! Do tego czasu mój pierwszy zespól stał się dla mnie niemal “bałwanem” (miałem 26 lat) – jak to często z usługującymi bywa. Jednak któregoś dnia, coś poszło dramatycznie źle i musieliśmy odwołać koncert i nagle WIEDZIAŁEM – po prostu WIEDZIAŁEM, że to wszystko nie było z Boga – to byłem ja i moje zmagania, zmagania, zmagania, aby “WSZYSTKO POSZŁO”.

Nagle wiedziałem, że wszystko skończone. To była moja ostatnia nadzieja, „as w rękawie”, jedyna duchowa służba jaką zostawiłem i ona nie była z Boga. Zespół był skończony. Zagraliśmy kilka ostatnich koncertów i to było wszystko. NIE BYŁO NIC WIĘCEJ. NIC PRÓCZ BOGA.

 Zamiast zmagania i “służby- bałwana” zacząłem ponownie spędzać godziny po prostu skąpany w obecności Boga, łzy lały mi się strumieniami, uwielbiałem Jego obecność – uwielbiając Go i mając społeczność z Nim. Zacząłem wchodzić pod prorocze namaszczenie, życie którego nigdy nie znałem, nawet na początku. Miałem 27 lat i byłem na Pustyni od siedmiu lat.

 

Nagle Bóg usunął starą pelerynę ciężaru i wymienił ją na szatę chwały. Mówił do mnie to samo stale i wciąż :”PRZEBUDZENIE NADCHODZI, PRZEBUDZENIE NADCHODZI”. (Czasami skakałem z radości z powodu realności tego słowa). W czasie jednego takiego intensywnego trzydniowego czasu, Bóg pokazał mi w jaki sposób mogę zaatakować i zniszczyć w
imieniu Jezusa, wiele warowni pychy, buntu, religii itd., które trzymałem w swoim życiu przez wiele lat i to dosłownie zrobiłem. Chwała Bogu! Mówię wam, to było przemieniające!

 

Bóg zaczął mni również przedstawiać wielu modlącym się i proroczym ludziom (w większości będących “w kościele”, choć niektórzy byli “poza” – mnie jednak już więcej nie obchodziło jak ci ludzie byli zaszufladkowni, teraz liczyła się ich relacja z Bogiem). Wielu z tych ludzi potwierdziło to, co Bóg pokazywał mi na temat nadchodzącego przebudzenia. Po raz pierwszy usłyszałem też “prorocze” taśmy z za mórz, które były zdumiewającym potwierdzeniem. Nagle nie byłem sam! To wszystko, co Bóg pokazywał mi przez te lata, dawał również innym! Nagle, zacząłem czuć, że muszą to wszystko napisać, aby inni mogli mieć udział w tym, co Bóg mówił. (Nie pisałem przez wiele lat). Nie byłem już zmiażdżony i zdesperowany na Pustyni. Byłem potężnie wolny w Jezusie. Lecz coś ważnego we mnie (w rzeczywistości wiele rzeczy) zmieniło się w przez tą Pustynną podróż. Nie byłem już tą samą osobą i to w wielu wymiarach. (Wielu nie mogło uwierzyć w te zmiany) Bóg zmiażdżył mnie i ponownie przywrócił do życia – Jego sposobem. Wiele z moich kanciastych brzegów zginęło na zawsze i faktycznie, myślę teraz, jak Bóg mógłby mnie używać takiego jakim wtedy byłem?

 Mam teraz 37 lat. Obecnie jesteśmy z żoną szczęśliwym małżeństwem od siedemnastu lat i mamy szóstkę cudownych dzieci. Zaangażowaliśmy się w lokalny napełniony Duchem kościół Armii Zbawienia, później w społeczność baptystów. Lecz jestem przekonany, jak wielu z was, że to co najlepsze (i najbardziej wyzywające) jest jeszcze przed nami, a wspaniałe Przebudzenie jest tuż za rogiem.

 

Z tego wszystkiego pojawiają się dwa wnioski, które chciałbym streścić. Po pierwsze, wierzę, że Bóg wyprowadził mnie z kościelnego systemu przede wszystkim ze względu na MOJE wady – bardziej niż wady kościoła. (Choć oczywiste jest, że dzisiejszy kościół ma poważne problemy). Pan chciał wyprowadzić mnie na miejsce odosobnienia i pozbawić mnie mojej arogancji, pychy, zuchwałości, twardego, legalistycznego postrzegania spraw.  Później również zajął się moim „wyniosłym”, zadowolonym z siebie stosunkiem do „kościelnego” chrześcijaństwa, systemów itd. Chciał mnie złamać i upokorzyć (na moje życzenie), ponieważ tylko wtedy mógł mi poważnie zaufać. Jakże niszczący proces! Lecz jak mądrze przeprowadzony przez Boga! On nie chcę nas zniszczyć, lecz uratować przed nami samymi. Jak ciemne jest nasze serce i jak bardzo potrzebujemy być złamani i odnowieni w obraz Jego świętego Syna.

 Wierzę, że wielu proroczych ludzi (jak ja sam w tamtych dniach) ma problemy z „buntem”. Czasami  sprowadzają liderów na manowce. Potem rozwijają „kompleks prześladowanego” lub chyłkiem oddalają się pławiąc się w użalaniu nad sobą. Przerabiałem to wszystko i znacznie więcej. Bunt jest najbardziej zdradzieckim grzechem i gdy zaczniesz dostrzegać jak bardzo dominuje nasz świat, jak bardzo się zintegrował z nami, to ujrzysz jak bardzo otwiera to oczy. Było to dla mnie w ciągu ostatnich lat absolutne objawienie. Jakże zwodnicze i złe jest serc człowieka!

 

Z drugiej strony, współczuję prorokom mówiącym niepopularne słowo, które pochodzi z Bożego serca i są odrzucani. Jakże niszczące doświadczenie dla proroka. Byłem również i ja w takich sytuacjach, lecz odkryłem, że tylko wtedy, gdy uporałeś się z Buntem, możesz prawdziwie ufać sobie, aby mówić Boże słowo do liderów. Bunt może bardzo znacznie wpłynąć na słowo, które przynosimy liderom, a wielu proroków  nie chce wiedzieć o tym, że ma problemy w tej dziedzinie. Teraz mogę spojrzeć wstecz i skrzywić się na wpływ buntu na moje słowa i działania w przeszłości. Lecz Bóg oczyszcza i uzdrawia.

 

Następną rzeczą, jeśli chodzi o proroczych ludzi i typy „poza kościelne” to ich ‘indywidualizm’, który z łatwością się zadomawia i powoduje, że nie mogą być poważnie przez Boga używani w jakiś istotny sposób, ponieważ oni po prostu nie potrafią się odnieść do „Ciała”… Nie jest możliwe, aby ciało było złożone z indywidualistów, to po prostu nie działa. Prawdziwe Ciało ma LIDERÓW. Jego członki są „ZŁĄCZONE STAWAMI RAZEM”.

Często jestem zdumiony czytając literaturę typu „pozakościelnego”, gdzie nakręca się szerzący się indywidualizm (tj. wychodzimy z kościoła i „robimy swoją własną rzecz dla Boga”) i po czym przechodzi do mówienia o cudownym Przebudzeniu, które nadchodzi. Powiadam wam, dopóki nie możesz się PRZYŁACZYĆ DO CIAŁA i odnieść dobrze do liderów i wszystkich innych rzeczy związanych z Ciałem, NIGDY NIE WEŹMIESZ UDZIAŁU W NADCHODZĄCYM PRZEBUDZENIU. To jest mrzonka. Niektórzy mówią, że będą się dobrze odnosić do tych liderów, którzy przyjdą, choć mają problemy z tymi, którzy są dziś. Powiem wam coś: Bóg pracuje nad buntem teraz. Jeśli nie możesz siedzieć pod władzą dziś to będziesz cierpiał i jutro. Zajmij się swoim buntem teraz, albo stracisz przebudzenie. To jest tak proste.

 

Drugi wniosek jest taki, że to na właśnie na Pustyni JEST właściwe miejsce dla ludzi, którzy są złamani, wyszkoleni i wymodelowani przez Boga. Wielu Bożych herosów, dużych i małych, w ciągu stuleci, było osobiście tak taktowanych przez Boga na Pustyni. Wierzę, że wielu z tych, których Bóg przygotował, aby byli częścią Jego nowego poruszenia, zostało przez Boga zabranych na Pustynię w dzisiejszych dniach. Pustynia sama w sobie nie jest odpowiedzią. Jeśli utkniesz na Pustyni, jak dzieci Izraela, to jesteś w kłopocie. Jeśli podoba ci się widok Pustyni bardziej niż Ziemi Obiecanej to jesteś w DUŻYM problemie. Pustynia pochłonęła większość dzieci Izraela. Nie wykorzystali jej jako przygotowania tak jak powinni. Poszli na miejsce próby i zawiedli, lecz historycznie Pustynia ma bardzo ważne miejsce w łamaniu i szkoleniu. Jest to miejsce gdzie Bóg przygotowywał mężów i niewiasty Boże zanim używał ich w jakiś sposób.

 

Proszę więc tych, którzy są „w kościele”, aby nie umniejszali tego, co się dzieje w życiu ludzi, których Bóg „wywołał” na jakiś czas, podobnie jak proszę, aby oni nie dyskryminowali was. Wiele jest prawdy w idei, że Bóg używa Pustyni nie tyle, aby ludzi wyciągnąć z systemu ile, aby system wyciągnąć z ludzi. Musimy oduczyć się wielu naszych starych ‘chrześcijańskich’ zachowań na nadchodzące Przebudzenie tak, abyśmy ich już nie powtarzali. To Przebudzenie NIE będzie dało się ująć w konwencjonalne „kościelnictwo” takie, jak znamy. Ponieważ ono zrujnuje przebudzenie tak, jak rujnowało wiele Przebudzeń w ciągu stuleci. To „oduczanie” jest jednym z bardzo ważnych powodów, dla których, jak wierzę, Bóg wziął tak wielu ludzi z chrześcijaństwa na chwilę na pustynię. Jest to przygotowanie na nadchodzące Przebudzenie, które będzie bardzo różnić się od tego, co mamy teraz (lecz również w bardzo praktyczny sposób – padnie jak w pierwszym kościele). 

Pisząc to, mam nadzieję, że będzie to wyzwaniem dla obu grup – tych wewnątrz i tych z poza systemu; że przygotuje cię na to, co On chce zrobić w taki sposób jak to z tobą robi. I, że będzie również promować zrozumienie różnych dróg jakimi On prowadzi swoich ludzi.

< Część 1 | Część 3 >

topod.in

Kłamstwo – 8

PROGRAMY I

Andrew Strom

WIĘCEJ PROGRAMÓW

Fakt, że dzisiejszy kościół kręci się przeważnie wokół CZŁOWIEKA, a nie wokół Boga, jest oczywisty dla wielu, którzy obserwują jak on funkcjonuje z dnia na dzień. Smutne jest to, że gdy Duch Święty nie porusza się w poważniejszy sposób, człowiek zawsze jest gotowy i chętny do wystąpienia na przód i „pomagania Bogu”, biorąc na siebie prowadzenie kościoła. Ludzie zawsze są przepełnieni „dobrymi pomysłami”  na rozwinięcie pracy. 

Wiele z tej działalności może być wytłumaczona jako „dobra” działalność, oczywiście. Możemy znaleźć tysiące powodów, dla których powinniśmy dodawać nowe programy, działalności i spotkania i utrzymywanie chrześcijan nieustannie zajętych, zagonionych i zapracowanych kościelnymi sprawami. 

Lecz smutnym faktem jest to, że często rzeczy naprawdę ważne są lekceważone – jako spotkania modlitewne – gdzie rzeczywiście możemy wejść w kontakt z BOGIEM, zamiast biegać w kółko ‘ROBIĄC COŚ, ROBIĄC COŚ, ROBIĄC COŚ”Lecz, co dziwne, wejście w kontakt z Bogiem nie jest bardzo wysoko na liście działań dzisiaj. Zamiast tego często wydaje się, że jest to ‘budowanie NASZEGO kościoła’ – i wszelka działalność z tym związana. Żądzą ludzkie pomysły a Boży głos został wypchnięty przez zabieganie i auto-promocję. 


Kiedy gromadziłem w zeszłym roku e-maile do mojej książki na ten temat pt.: „Chrześcijanie bez kościoła” zauważyłem, że jedną z głównych przyczyn powodujących opuszczanie przez tych ludzi kościołów było to, że przesycenie ‘aktywnością’ a BRAK BOGA. Oni po prostu nie mogli żyć w tej wszechogarniającej „mentalności programów” w kościele – to po prostu śmierdzi CZŁOWIEKIEM.

Znaczące jest  również to,  że wielu z tych „poza kościelnych” ludzi było jakiegoś rodzaju liderami  w  kościele. Często latami byli bardzo aktywni. Widzieli całą tą rzecz od  środka i chcieli wyjść. Dość CZŁOWIEKA. Chcieli więcej Boga.

Jaki był ten Pierwszy Kościół w tej dziedzinie? W jakie programy i działalności byli zaangażowani?

Po pierwsze musimy zdać sobie sprawę z tego, że Pierwszy Kościół to byli ludzie, którzy prawdziwie kochali Boga. Duch Święty był zaangażowany w kościele – nie człowiek. (Co nie znaczy, że nie było liderów. Byli ludzie z wielkim duchowym autorytetem, namaszczeni przez Boga do prowadzenie kościoła. Lecz byli nieustannie wrażliwi na Ducha Świętego w każdej decyzji jaką podejmowali). Było to kościół PROWADZONY PRZEZ BOGA, a nie człowieka. Było to kościół żyjący w środku wielkiego wylania Ducha Świętego. Jaka to różnica!

Poza wspólnymi spotkaniami na otwartym powietrzu i po domach, odkrywamy, że jedynym „realnym” programem jaki miał kościół w Jerozolimie wydaje się być karmienie biednych. Wyznaczyli siedmiu „diakonów” (co literalnie znaczy „sług”), którzy byli „pełni wiary i Ducha Świętego” – i zaangażował ich w karmienie i ubieranie wdów i sierot w regularny i systematyczny sposób. I to wszystko. To był ich jedyny faktyczny „program”. 

Nie mówię tutaj, że jest to jedyny prawnie program jaki możemy uruchomić, lecz istotą jest to, że wszystko, o czym decydujemy musi być ZARZĄDZANE PRZEZ DUCHA ŚWIĘTEGO – a nie następną ludzką „światłą ideę”.

Wierzę również, że podobnie jak w Dziejach, większość programów dziś powinna być skierowana na docieranie do biednych i tych w potrzebie (wdowy, więźniowie itd.) Wyraźnie jest to najwyższej wagi w sercu Boga. Lecz nawet wówczas, musimy być wrażliwi na Boże prowadzenie. 

Niektórzy ludzi poszli znowu za daleko w tej sprawie, mówiąc, że wszystko, co jest “zorganizowane jest całkowicie złe. Mówią, że literalnie wszystko powinno być robione przez Niego Samego, a ludzie powinni tylko „czekać” na Niego, aż to zrobi. Oczywiście, nie mogę się z tym zgodzić. To nie zgadza się wcale z Księgą Dziejów. Bóg zawsze używał LUDZKICH ISTOT do głoszenia, nauczania, uzdrawiania chorych, prowadzenie zgromadzeń i spotkań modlitewnych, usługiwania biednym itd. Widzimy to w Dziejach. Gdyby to ANIOŁOWIE, mieli robić to z pewnością robili by to oni, lecz Bóg dał wszystkie te zadania ludziom! I większość tych rzeczy wymaga co najmniej jakiegoś „zorganizowania”. 

Bardzo wyraźnie widać, że oni nie czekali na jakieś „objawienie od Boga”, który powie im, aby się spotykali ze sobą każdego dnia. Po prostu kochali Boga i siebie nawzajem – zbierali się więc razem w domach codziennie – prawdopodobnie w określonym czasie. Jest też oczywiste, że był też prawdopodobnie „wyznaczony czas”, gdy apostołowie usługiwali na otwartym powietrzu w Przysionku Salomonowym każdego dnia. Nie ma absolutnie żadnej sugestii, że czekali na jakąś anielską wizytę czy piorun z jasnego nieba zanim się zebrali. Po prostu było to naturalną rzeczą, aby to zrobić. Równie naturalne było wspólne modlenie się i karmienie wdów. Jak powiedziałem, to wymagało pewnego stopnia „zorganizowania”  (tzn. zaaranżowania czasu i miejsca spotkań itd.). 

Wielu ludzi  posunęło koncepcję “odpoczywania w Panu” zbyt daleko. Czy jesteś kimś, kto prawdziwie ODPOCZYWA w Nim? Wspaniale! Lecz, czy to teraz znaczy, że nie robisz zupełnie nic? Oczywiście, że nie! 

Niektórzy stali się leniwi duchowo i utknęli na rutynie – po prostu dlatego, że źle zrozumieli „odpoczywanie w Panu”. Idź i czyń wszystko cokolwiek mówi ci Bóg – lecz tym razem w Duchu, a nie w cielesnej walce, jak to zwykle było do tej pory! To właśnie do tego uzdalnia cię „odpocznienie” – możesz być faktycznie bardzo zajęty, jak był Jezus, a jednak ciągle będziesz „odpoczywał w Panu”. 

Strach przed „organizowaniem” czy „prowadzeniem” jest znany w historii, jako przeszkoda czy nawet przyczyna zniszczenia wielu przebudzeń. Walijskie przebudzenie zamarło w niecały JEDEN ROK po tym, gdy Even Roberts (mąż Boży namaszczony i powołany do prowadzenie przebudzenia), faktycznie SCHOWAŁ SIĘ, ponieważ obawiał być dłużej liderem (został przekonany, że mogłoby to znaczyć okradanie Boga z chwały). Lecz w rzeczywistości było to NIEPOSŁUSZEŃSTWO, ponieważ Bóg wzbudził go, aby prowadził i miał on do wykonania pracę. Najbardziej „pokorną” rzeczą jaką możemy robić to, po prostu, robić WSZYSTKO cokolwiek Bóg mówi. Jeśli jesteśmy powołani do prowadzenia to jest nieszczęściem jeśli wycofamy się z tego. Czas przebudzenia to zawsze okres, w którym przywództwo jest w najwyższej cenie i Bóg przeszukuje ziemię za tymi, którzy chcą zapłacić cenę i odpowiedzieć na Jego wołanie. 

Podobna postawa do Evana Robertsa przeważała na spotkaniach na Azusa Street – gdzie liderzy  chowali się za modlitwą I pozwalali na to, by KAŻDY mówił z platformy.

Nie tylko  chrześcijanie,  lecz wszelkiego rodzaju szarlatani i zdemonizowane charaktery czasami  mogli  przemawiać i wywoływało to niekończące się problemy. Czasami trochę  władzy jest właściwe – Bóg wzbudza liderów z jakiegoś POWODU.

Nie może być  wątpliwości co  do tego, że przebudzenie Azusa zanikło przed czasem – znacznie z powodu  właśnie takich błędów. 

Liderzy  przebudzeń  napotykają na bardzo delikatną równowagę –jak utrzymać wszystko w  torach nie będąc zbyt ciężkiej ręki. Jak dać Duchowi Świętemu wolne panowanie –  lecz nie  pozwolić, aby była zbyt wielka „swoboda”, przez którą diabeł może  spowodować  nieszczęście. Jest to trudna sztuka balansowania, która wymaga  wrażliwości na  Ducha Świętego i wielkiej mądrości. Wielu próbowało i zawiodła w ciągu  stuleci. Lecz nie jest to niemożliwe.

Myślę, że  bardzo ważnym  faktem jest to, że dwa najdłużej trwające ruchy przebudzeniowe w  historii były  również NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANE. Zdecydowanie były to potężne  ‘WYLANIA” Ducha  Świętego, a jednak był również dobrze zorganizowy „Nowy bukłak”, który  został  przygotowany, aby nadać całej sprawie strukturę i długie życie. Mówię  teraz o  poruszeniu Bożym zwanym Przebudzeniem Wesley’a (tj. Wielkie  Przebudzenie w  Anglii), oraz początek Armii Zbawienia. W obu przypadkach te ruchy  trwały w  stanie „Przebudzenia” przez około 40 lat. Znacznie dłużej niż większość przebudzeń dotąd. 

Jaki był główny  klucz do  sukcesu? Wierzę, że był to fakt, że oba te ruchy pozostawiły za sobą  „stary  bukłak” i ukształtowały całkowicie nowy – znacznie bardziej zbliżony do  Księgi  Dziejów. Nie usiłowały wcisnąć nowego ruchu w istniejące kościoły, lecz  wykonały odważny (i kontrowersyjny) krok tworząc prawdziwie NOWY  bukłak, stary pozostawiając za sobą. 

Interesujące jest to, że  oba te poruszenia był oparte na wychodzeniu na „ZEWNĄTRZ”. Prowadzili  ogromne  zgromadzenia na otwartym powietrzu – na zewnątrz tam, gdzie byli  ludzie. Mieli  również podobne spotkania dla nawróconych, wzbudzili „laickich  kaznodziei” (dla  kościoła ogromny horror). Modlili się bez ustanku i głosili ogniste  przebudzeniowe kazania o pokucie i nowym narodzeniu (Pierwotnie Armia  Zbawienia  wzorowała wiele swego przesłania na kazaniach Finney’a). Były to jedne  z  najbardziej wspaniałych i długo trwających przebudzeń w historii. I nie  zapominajmy – były również NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANE. 

Nie bójmy się  zatem  przywództwa i organizacji, przyjaciele! Lecz niech zawsze będzie to  przez  prowadzenie Ducha Świętego. To programów i „dobrych pomysłów” ludzi  musimy się  tak naprawdę obawiać. Jest gdzieś zdrowa równowaga miedzy nimi, lecz  wierzę, że  prawdziwa równowaga może przyjść tylko wtedy, gdy naprawdę będziemy w  stanie  „przebudzenia”. Wtedy będziemy widzieć prawdziwe kierowanie Ducha Świętego.


Niech was  wszystkich błogosławi Bóg

Wszystkiego  najlepszego w Chrystusie 

Andrew

сео оптимизация цены

Funkcja Wojenna

Frangipane Francis

Miałem 17 lat i byłem seniorem w średniej szkole. Właśnie garbiłem się nad moim biurkiem, gdy uczeń o rozmiarach dwukrotnie większych od moich wszedł do klasy. Nagle zobaczył mnie i iskrząc i dymiąc złością ruszył do miejsca, gdzie siedziałem. Nie miałem pojęcia dlaczego był zdenerwowany na mnie, nie byłem więc przygotowany, gdy mnie złapał za kołnierz, podniósł w górę i zaczął przestawiać moją facjatę.

Wyglądało na to, jakby jakiś psotnik napisał coś uwłaczającego na jego zeszycie i podpisał moim imieniem. Oczywiście, że działo się w życiu tego Wielkiego Chłopiska coś więcej, niż ktokolwiek był świadomy. Jakakolwiek frustracja gromadziła się ostatnio w jego sercu, głównym jego celem było natychmiastowe rozładowanie furii na ostatnim winowajcy, którym z pewnością byłem ja.

Powinienem wspomnieć o tym, że sam miałem niecałe 180cm i osiągałem szczytową wagę 61kg. Wyrosłem na osobą, która z natury raczej wolałi nadstawić drugi policzek, jeśli oznaczałoby to uniknięcie walki. Oczywiście, nadstawianie policzka to niebyła moja naturalna cech charakteru, którą przyniosłem na świat, lecz tchórzostwo. Moje starania o pokój z potencjalnymi przeciwnikami był wynikiem strachu przed zranieniem. W rzeczywistości, wypracowałem sobie pewne sprytne sposoby unikania konfrontacji z gwałtownymi duszami i ciągle wyglądać na względnie fajnego kumpla wśród moich przyjaciół.

Niemniej, nie ma żadnego znaczenia jaką ktoś wyznaje filozofię konfliktu, gdy już znajduje się w starciu z wściekłym gigantem. Wielkie Chłopisko nie szukało okazji do rozmowy, lecz krwi. Znalazłem się w walce i jedna świadoma myśl jaka przepłynęła mi przez umysł to fakt, że muszę podjąć walkę, nawet gdybym miał dalej obrywać.

Wielkie Chłopisko właśnie rzuciło mną przez kilka szeregów ławek i podchodziło do mnie ponownie, gdy ostatecznie zdałem sobie sprawę z tego, że on nie zamierza przestać. Jeśli ten atak miał się zakończyć to mogło się tak stać tylko wtedy, jeśli całe swoje serce włożę w podjęcie walki. Gdy już zaakceptowałem sytuację taką jaka była, coś zdumiewającego zdarzyło się we mnie. Zamiast pogłębiającego się strachu, odprężyłem się. Energia, która była rozpraszana przez strach i obawę o zranienie została odnowiona i teraz zostałem powołany do swojej obrony. Niespodziewanie odkryłem inny wymiar mojej duszy: „funkcję wojenną”.

Szczerze mówiąc, nawet nie wiedziałem, że mam funkcję wojenną, lecz to Wielkie Chłopisko sięgnęło po mnie do „drugiej rundy” i mój instynkt walki zaskoczył do działania. Łatwo było mu rzucać mną, gdy się nie sprzeciwiałem. Teraz podskoczyłem w górę z ciosem, który wylądował na jego nosie i spowodował, że odrzuciło go krok wstecz. Uderzyłem go ponownie drugi i trzeci raz po czym wskoczyłem na niego w chwili, gdy tracił równowagę, wywracając go na podłogę. Być może, że potknął się o stołek, a mój cios nie miał nic wspólnego z jego upadkiem, lecz to nie miało znaczenia. Gdy znalazł się na plecach, na nim wylądował 61 kilogramowy Sycylijczyk.

W tej chwili uczniowie ściągali mnie z niego. Krew lała mu się z nosa, a ja byłem nazywany przez jego kolegów tyranem. Gdy do klasy wszedł nauczyciel, wszystko wyraźnie wskazywało na to, że to ja byłem agresorem, a Wielkie Chłopisko biedną ofiarą, poddaną mojego nieubłaganego ataku. Niemal nie wyleciałem ze szkoły z powodu tego incydentu, lecz nie obchodziło mnie to. Coś wewnątrz mnie dojrzało i zmieniło się. Odkryłem funkcję wojenną. Nadal nie szukałem bitek, lecz nie musiałem się już więcej bać.

Islamski terroryzm

Dlaczego wam o tym opowiadam? Ponieważ od 9-11-01 islamscy terroryści tyranizują narody Środkowego Wschodu i dalsze. Nawet USA zostało zastraszone i obawia się odwzajemnić powtarzającym się atakom przeciwko naszemu narodowi. Radykalni muzułmanie wdarli się do naszej świadomości, złapali za serce i rzucili nami i wielu innymi krajami o ścianę. Przez lata akceptowaliśmy ich taktykę i pozwalaliśmy na to, aby łagodzenie było naszym działaniem. Nasze modlitwy nie były niczym więcej niż skomleniem: „Proszę, niech oni nas zostawią w spokoju”. Określiliśmy zwycięstwo nie jako pokonanie wroga, lecz przez to, że nie zostaniemy zbyt silnie zranieni.

Lecz islamski terror nie zrezygnował, duch terroru unosił się nad nami; wkradł się w myślenie naszego narodu, drwiąc i strasząc nawet w przeważającej części muzułmańskie kultury.

Nawet jeśli nie było dowodów na podjęcie akcji terrorystycznych, upiór terroru sięgał swoją duchową obecnością do naszych marzeń i pragnień narodów. Zostaliśmy przekonani, że islamski terror będzie już na zawsze częścią naszego świata.

W tajnych zakątkach naszej zbiorowej pamięci przyjęliśmy do wiadomości, że islam stara się o panowanie nad światem, lecz nie byliśmy w stanie otwarcie pogodzić się z tą rzeczywistością. Mówiono nam, że ich wściekłość jest zakorzeniona w ubóstwie czy eksploatacji Arabów przez zachód. Prawda była taka, że jest pewna pierwotna wizja pobudzająca do działania radykalny islam: zdobyć świat dla Allacha. Terroryści byli gorsi od tyranów; oni reprezentowali najgorszy rodzaj ludzkości. Byli źli i religijni. Ich nieświęty wyścig to zredukować świat do ich wychudzonej i żałosnej duszy. Lecz, dzięki Bogu za Prezydenta Geroge’a W. Busha. Podniósł się przeciw strachowi, zastraszeniu i rzucił wyzwanie radykalnemu islamowi. Kraje, który były trzymane jako zakładnicy zagrożenia terroryzmem miały zostać ostatecznie uwolnione.Spojrzał islamowi w twarz i oddzielił to, co wspólne i godne czci od tego, co straszne i poszukiwał tego, co straszliwe. Co więcej, amerykański prezydent powiedział wyraźnie, że każdy kraj, który używa terroryzmu czy utrzymuje bądź wspiera terrorystów sam stanie się celem międzynarodowej sprawiedliwości, a nawet wojny ze strony USA.

Prezydent wraz z premierem Wielkiej Brytanii Tony Blair’em jak również z przywódcami prawie 60 innych krajów w poszukiwaniu islamistów.
Dumni mężczyźni i dumne kobiety w siłach zbrojnych korzystając z odwagi tych narodowych przywódców sami nabrali odwagi, najpierw w natarciu na Afganistan a później na Irak. Pomimo nieugiętej, handlującej strachem liberalnej prasy, w ciągu mniej niż trzech miesięcy wojna w Afganistanie została wygrana, Talibowie i Al Kaida upokorzona, rozproszona i zabita. Prezydent Bush, wraz z międzynarodową Koalicją Woli skonfrontował Saddama Husaina. Był to dyktator, który płacił za samobójcze ataki bombowe 30.000$. Saddam był państwowym sponsorem terroryzmu. Prezydent Bush wstawiał się w ONZ, aby podjęła ona zdecydowaną akcję przeciwko Husseinowi i powstrzymała niekończące się uspakajanie Irackiego despoty. Był to dyktator, który wyszedł na następnego Nabukadnezara; szaleńca, który zaatakował Iran, Kuweit i swoich własnych ludzi, Kurdów, zabijając i kalecząc miliony. Czy Saddam miał broń masowego rażenia? Tak. Umysł Saddama Huseina był sam w sobie bronią masowego rażenia. Było wolą Bożą, aby rządy Saddama zostały usunięte przemocą.

Z następną koalicją ponad 40 państw prezydent Bush i Tony Blair poprowadzili wojnę przeciwko Irakowi. Pierwszy stopień tej ofensywy został zakończony w niecałe dwa miesiące, niemniej umocnienie pokoju było kosztowne. Pamiętaj, Irak jest obszarem ziemi, na którym Lucyfer po raz pierwszy podpełzł do Ewy w ogrodzie Eden. To właśnie na tym obszarze starożytny Babilon został po raz pierwszy założony, po czym rozprzestrzenił swoje wpływy na całą resztę świata. Może ktoś powiedzieć, że Irak ma unikalne miejsce dla diabła. Jest to dom jego dzieciństwa.

Jaki jest nasz wpływ?
Ci, którzy znają mnie, wiedzą, że jestem całkowicie ogarnięty miłosierdziem. Gdy podejmuję decyzje, w które zaangażowani są ludzie, wybieram błądzenie po stronie miłosierdzia. Tak więc nie jestem adwokatem zbrojnej wojny. Niemniej nie jestem również tchórzem. Nie możemy mylić fałszywego pokoju, który jest wynikiem kompromisu ze strachem, z rzeczywistym pokojem, który jest zwycięstwem walki przeciwko złu.

Dziś, wielu jest zmęczonych światowymi wydarzeniami. Część tego zmęczenia bierze się stąd, że serca są podzielone: usiłujemy zachować pokojową mentalność w czasie wojny. Faktycznie energia do radzenia sobie z dzisiejszymi walkami bierze się z rozpoznania współczesnych konfliktów, wyjścia im naprzeciw i znalezienia zasobów, aby zwyciężyć w mocy Bożej. Od 9-11, nasze dusze pragną powrotu do 9-10, lecz nie możemy ukryć się w przeszłości. Jesteśmy w stanie wojny i naszą rolą jako chrześcijan jest wstać i modlić się o naszych przywódców, wspierać nasze armie i wstawiać się o miłosierdzie, aby dotknęło muzułmanów. Musimy również podążać za duchowa wojną, modląc się agresywnie przeciwko terrorystom i demonom, które nimi kierują, aby popełniali zło.

W ogólnym schemacie rzeczy, Biblia mówi nam, że jest nawet legalny „czas wojny” (Ekl. 3:9). Teraz jest ten czas. Im wcześniej włączymy wojenną funkcję tym szybciej wejdziemy w moralną siłę, aby pokonać osobistą opresję. Samo-użalanie się i pasywność znikną; znajdziemy Bożą łaskę ku przetrwaniu. Umiłowani, można sobie to wyobrazić, że będziemy przeżywać coraz więcej terrorystycznych ataków w przyszłości. Nie pogodziłem się z tą możliwością, lecz agresywnie modlę się przeciwko niej. Niemniej, jeśli się zdarzy, jeśli zostanę powalony nagłością terroru, szybko pozbieram się i wstanę. Wstanę z nastawieniem człowieka, który włączył funkcję wojenną.

„PAN wyrusza jak bohater, jak wojownik budzi zapał do walki, rzuca donośny zew bojowy, wydaje okrzyk, nad swoimi wrogami odnosi zwycięstwo” (Iz. 42:13).

_____________________________________________________

począwszy od 25 września do 2 listopada 2004 roku tysiące kościołów i służb będzie zaangażowanych w 40 dniowy okres postu i modlitwy (więcej informacji patrz. „Intercessors For America’s Website” www.40daysusa.org).

продвижение

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 3

 

DLACZEGO
ODCHODZĄ?

 

„Niemniej jednak moim wnioskiem jest to, że liczba opuszczających ewangeliczne, zielonoświątkowe i charyzmatyczne kościoły jest znacznie większa niż początkowo oczekiwano i tempo opuszczania ciągle zwiększa się”.

-Pastor Alan Jamieson, autor książki: 'A Churchless Faith’.


Ukazało się ostatnio wiele publikacji dotyczących zjawiska „bycia poza kościołem”. Jak pisze chrześcijański ankieter George Barna w „Re-Churching the Uncherched”: Relatywnie niewielu będących poza kościołem ludzi jest ateistami. Większość z nich sami siebie nazywają chrześcijanami i mają za sobą poważną dawkę kościoła w swym życiu”. Autor Światowej Encyklopedii Chrześcijaństwa, David Barrett, szacuje, że jest około 112 milionów chrześcijan ‘bez kościołów’ na świecie – około 5 procent wszystkich zwolenników. Szacuje, że liczba ta podwoi się do 2025 roku.


Pastor z Nowej Zelandii Alan Jamieson, autor „A Churchless Faith” badał to zjawisko przez kilka lat. Ku jego zaskoczeniu odkrył, że 94% pozostających „poza” to byli liderzy różnego rodzaju – jak diakoni, starsi, nauczyciele szkółek – a 40% to pełnoetatowi pracownicy chrześcijańscy. Odkrył również, że przełom dla wielu nastąpił nie dlatego, że stracili wiarę, lecz dlatego, że chcieli ja zachować..

Smutne jest to, jak mówi Jamieson, że wiele kościołów wydaje się nie zainteresowanych tymi, którzy odeszli z ich szeregów. Znakomita większość wychodzących, z którymi przeprowadził wywiady, powiedziała mu, że nikt z ich kościoła nigdy nie rozmawiał z nimi o tym, dlaczego odeszli.


Ja sam odkryłem, że jest ogromna różnorodność powodów, dla których ludzie odchodzą i wiele sytuacji, w których znajdują się dzisiaj. Niektórzy przyłączyli się do nowych sieci grup domowych czy kościołów komórkowych, które powstają na całym świecie. O wiele więcej, jednak, opowiada się za bardziej spontaniczną czy też niestrukturalną formą chrześcijaństwa. Niektórzy zostawili również regularne chrześcijańskie społeczności. Dla nich jest to prawdziwe doświadczenie Pustyni – samotnie z Bogiem. Jestem pewien, że rozpoznacie te różne doświadczenia w poniższych e-mailach.

To, co chcę zrobić w tej książce to poświęcić pewną ilość rozdziałów na przyglądnięcie się przyczynom, dlaczego ci ludzie odchodzą. Potem, chcę spojrzeć na wartość tego, co robią obecnie i ostatecznie czego potrzeba, aby się ponownie zaangażowali w szerszym Ciele.


Pomimo tego, że niektóre z rzeczy wypowiadanych przez tych ludzi o kościele może być sklasyfikowana jako „negatywne” to wierzę, że jest to absolutnie żywotne, aby posłuchać ich tym razem. Ponieważ to, co oni mówią jest reprezentatywne dla tysięcy, które tłumnie opustoszają teraz nasze kościoły. Musimy więc poważnie przyjrzeć się przyczynom tego zjawiska. Może nam się nie podobać to, co mówią, lecz faktycznie musimy tego wysłuchać – dla naszego własnego dobra i ich.


Zacznijmy od kilku liderów, którzy zostawili za sobą formalny „kościół’ zaangażowali się w „domowy kościół” – obecnie błyskawicznie rosnący trend na całym świecie.

 

Ron (New Zealand)

Byłem pastorem przez kilka lat, widziałem i przeżyłem wiele niedostatków współczesnego kościoła. Widziałem ludzi, którzy żyli w miernocie, usiłując dopasować Boga do ich życia, zamiast spróbować dopasować swoje życie do Boga. O ile jest wielu dobrych ludzi w kościele i dobrych kościołów, ja również miałem wrażenie, że musi być coś więcej.


To, co Bóg zaczął mi objawiać to fakt, że jest wiele sposobów na kształtowanie kościoła. Od chwili, gdy zostałem chrześcijaninem 17 lat temu, znałem wyłącznie „kościół społecznościowy”. To, czego się w konsekwencji dowiedziałem, to coś co Larry Kreider, międzynarodowy dyrektor Dove Ministries dobrze wyjaśnił – powstaje wiele różnych modeli kościoła.


Tradycyjny model to „kościół społecznościowy”, gdzie pastor prowadzi kościół, kościół ma różne programy działania i spotyka się w budynku społeczności.

W ciągu ostatnich 20 lat powstał model „mega – kościoła”. Zbiegło się to w czasie z powstaniem supermarketów, do których ludzie jeżdżą z bardzo odległych miejsc, aby załatwić wszystko za jednym razem.


Niemniej bardziej interesujące jest powstawanie sieci mikro-kościołow. Te małe grupy kościołów, kościołów domowych czy podobne, współpracują ze sobą wspierając się, mając wspólną wizję i odpowiedzialność. Te sieci rozkwitły na całym świecie przeważnie pod prowadzeniem Ducha Świętego (nie jako model importowany!). Małe grupy są bardziej intymne, realne, dają więcej relacji i składają się z ludzi, którzy żyją pod prąd współczesnej kultury. Ewangelizacje opierają się głównie na relacjach i są bardzo skuteczne. Te grupy zamiast wzrostu trzymają się zasady pomnażania i zakładania coraz większej ilości kościołów, które stają się częścią sieci.

To zjawisko pojawiło się w ciągu ostatni 3-5 lat i szczególnie odpowiada pokoleniu X i Y ponieważ zawiera bardzo silny element relacji.

 

Sam (Kanada):  

Byłem w radzie kościoła Vineyard i zrezygnowałem w 1999 roku po intymnym spotkaniu z Panem przez czytanie Słowa Bożego i książki Tommy Tenney’sa „GOD CHASERS. Zrezygnowałem w tydzień po moim ostatnim kazaniu. Nie byłem w stanie już więcej grać w tą grę. Odkryłem, że mój mechanik, starszy lokalnego kościoła zielonoświątkowego i przyjaciel od 17 lat również wyszedł i spotykał się z chrześcijanami w domach a ich oddanie Panu nie zgasło, a nawet wzrosło!


Odkryłem inną grupę ludzi, którzy wyszli z systemu. Oni sami stali się społecznością. Niektórzy ciągle mieszkali w swych domach, lecz część sprzedała swoje własności, zebrali pieniądze i kupili duży dom tak, aby mogli mieszkać wszyscy razem i tak byli ze sobą od 1998 roku.


Znalazłem też innych wierzących, którzy spotykali się w TimHortons, naszym wydaniu Starbucks, kafejki, gdzie rozmawiali i modlili się, i zachęcali nawzajem. Okazało się, że w jednym z naszych największych marketów spotyka się grupa chrześcijan w niedzielne poranki, aby chodzić z innymi ludźmi i praktykować, 
po czym znowu spotkać się i dzielić swymi potrzebami i tym, co Pan robi w ich życiu.


Ci wszyscy ludzie optowali za wyjściem z systemu i pragnęli autentycznego chrześcijaństwa. Zarówno oni jak i ja sam porzuciliśmy religijny system, który wydawał się być autentyczny, lecz my postrzegamy kościół jako lud Boży, a nie pułapki służb, budynków, dziesięcin i danin, czy programów
za programami. Nie chcemy mieć z tym nic wspólnego.


Zacząłem bywać z innymi, którzy równie rozczarowani jak ja. Po prostu spotykaliśmy się razem, jedliśmy, byliśmy ze sobą i mieliśmy ze sobą społeczność. Przyprowadzaliśmy nasze dzieciaki, graliśmy w różne gry i cieszyli życiem. Uwielbialiśmy i dzielili Słowem, pomagaliśmy sobie nawzajem i troszczyli o pewne oczywiste potrzeby, jak też wykonywaliśmy służbę miłosierdzia na zewnątrz w mieście. Po roku w listopadzie 2000 roku poprosiłem wszystkich (18 osób), żebyśmy szukali Pana o to, czy mamy stać się zorganizowanym kościołem. Pościliśmy i modliliśmy się przez miesiąc, po czym zebraliśmy się i rozmawiali o tym, co Pan mówił do nas. Wystarczająco dziwne to było: „Róbcie to, co robicie, ponieważ do dlatego wywołałem was i zebrałem razem. Już jesteście kościołem i coraz bardziej stajecie się ludźmi takimi jakich ja pragnę”.


To wstrząsnęło mną. Byłem gotów zakładać kościół komórkowy, lecz tutaj Pan powiedział, że już jesteśmy kościołem, jakiego On chce. Nie trzeba mówić, że szliśmy dalej w tej podróży. Staliśmy się obsesyjni na punkcie Pana i intymności z Nim i rozwinęliśmy znacznie głębszą relację z Panem i sobą nawzajem i w pełni zrozumieliśmy wszystkie nowotestamentowe „jedni drugim”, a szczególnie wersy „jedni drugich miłujcie”. Jestem zdumiony tym, co się stało. Nigdy nie wróciłbym z powrotem do tego, co znałem wcześniej. Nigdy.

Współpracuję teraz w sieci z innymi. Okazało się, że jest ponad 12 takich domowych kościołów w mieście i, że cały czas pojawiają się nowe. Okazało się, że pastorzy kościoła Vineyard przekształcili trzy zbory na sieć kościołów domowych. Są to sieci, które odkrywają nowe sposoby wyrażania życia Jezusa i Jego służby w różnorodności bukłaków… wierzymy, że jest to określony nowy paradygmat życia kościoła uwolniony w Ameryce Płn.

 

Kristine (USA):  

Więc, jaki „kościół domowy” mi się przydarzył? Kilka lat temu moja mała „prorocza grupa”, która spotykała się w ramach wielkiego kościoła została razem i stała się domowym kościołem, a później, przy wielkiej radości, założyliśmy 15 następnych takich grup w czasie „zebrania kościoła domowego”, które odbywało się w domu. Wielu spośród nas przyłączało się i chodziło do innych domów na różne nauczania, noce wstawiennictwa czy po prostu, aby „się zebrać, zjeść razem i cieszyć się sobą przez całą noc”. Nasz kościół domowy skontaktował się również z kościołem domowym, który każdej niedzieli dożywiał bezdomnych w lokalnym parku (co było dla mnie bardzo trudne dla mnie, ponieważ już robiliśmy to, co Jezus powiedział, aby „nakarmić głodnych”) I oto teraz robiliśmy niedzielny „kościół” w parku. To już nie chodziło więcej o NAS… lecz o NICH!

 

 

Zack & Patty (USA)

Jeśli chodzi o nas, to nie mogliśmy już dłużej grać kościoła. Kościół, do którego należeliśmy miał być miejscem pięciorakiej służby, gdzie wyposaża się ludzi, aby mogli robić to, do czego ich Bóg powołuje, a stał się kościołem pracy z programami, liturgią i kontrolą. Nasz poprzedni pastor zarządzał wszystkimi aspektami kościoła, od uwielbienia do wypoczynku.


Mąż był liderem uwielbienia. Zarządzanie stało się tak twarde, że powiedziano mu jak ma uwielbiać. Bóg i prowadzenie Ducha Świętego zostały z tego obrazu całkowicie usunięte. W końcu nie mógł już tego dłużej znieść. Musiał wybrać Boga!! Musiał zrezygnować… i robić to, co czego Bóg go powoływał… uwielbiać Go w wolności! Jeśli chodzi o mnie to byłam liderką służby kobiet i diakonisą.

Ponieważ opuściliśmy kościół zostaliśmy nazwani buntownikami, martwymi drzewami i byliśmy oskarżeni o to, że mamy ducha Izabel. Smutne, nie tak.. Wszystko czego chcieliśmy to Jezusa i aby On był wywyższony!


Po odejściu z kościoła znaleźli się ludzie, którzy chcieli uwielbiać Boga i cieszyć się Jego obecnością poprzez dar Boży udzielony mężowi. Zatem Bóg rozwinął domową grupę uwielbienie i chwały, którą ja nazwałam The Acts II Gang (Grupa Dziejów II). Za każdym razem, gdy się spotykamy ktoś jest uzdrawiany lub komuś zostaje usłużone przez Boga i moc Ducha Świętego. Aktualnie mamy 10-15 osób na spotkaniach.


Do tego właśnie Bóg powołał mojego męża. Prowadź uwielbienie w miejscu, gdzie ludzie dojdą do większego zrozumienia Bożej miłości i przeżyją cudowne Boże dotknięcie. Smutne jest pomyśleć, że gdyby na to samo pozwolono to ten sam rodzaj posługi mógłby się dziać w poprzednim kościele.


Chcemy być częścią Bożego poruszenia… chcemy wywyższyć Jego kościół… nie ludzkie agendy kościelne… Chcemy widzieć wywyższonego Jezusa i ludzi realnie poznających Go…

 

_________________________________________________

Oprócz tych, którzy wychodzą z tradycyjnego kościoła, aby prowadzić domowe spotkania w swych domach, jest spora liczba chrześcijan, którzy również optują za wyjściem. Dla jednych jest to wynik jednego złego doświadczenia, dla innych całej serii takich doświadczeń:

 

Bob (USA):  

Kościół po drugiej stronie ulicy, Kościół Chrystusa, prowadzi spotkania przebudzeniowe w tygodniu. Nasza frontowa weranda umożliwia obejrzenie ulicy z wysoka. Siedzimy z Kay patrząc jak się zbierają. Niektórzy spojrzą w górę, nieliczni, o ile w ogóle ktokolwiek coś powiedzą, a jednak jesteśmy zmęczeni.


To już pewien czas, tak długo, gdy „chodziliśmy do kościoła”. Tego wieczora, gdy siedzieliśmy tam przypominając sobie owe dni, to mogło już być, powiedzmy, 15 lat od chwili ostatniej wizyty, zaczynając od połowy lat siedemdziesiątych, w Kościele Nazarejczyka. Zastanawialiśmy się nad tymi, których znaliśmy wówczas, jak się dziś mają. Przypominaliśmy sobie ich imiona, innym towarzyszyły jakieś wydarzenia, czasem pamięć zawodziła. Byliśmy bardzo mocno zaangażowani w ich działalność, choć nigdy nie byliśmy członkami, którzy chodzili z plakietkami.

Wprowadzili nas i kochali, wierzę. Zgodziliśmy się z Kay, że tęsknimy za tymi przyjaźniami z trzema czy czterema parami, z którymi się polubiliśmy, za wzajemnymi wizytami w domach i wydarzeniach zaplanowanych tak, aby zaangażować wielu członków kościoła. To wszystko wydawało mi się dobre, te socjalne relacje.


Na drugie lato wyznaczyli mnie, aby zebrać zespół piłkarski softball (odmiana amerykańskiej piłki nożnej, uprawiana na mniejszym boisku i większą, delikatniejszą piłką) w lidze lokalnego kościoła. Zarządzanie zespołem sportowym to był mój zawód. Przedstawiłem swoje oczekiwania, myśląc, że będzie to lekki spacerek. Przede wszystkim w większości chrześcijanami byli to chrześcijanie, przeważnie miało to na celu „ćwiczenia koleżeństwa” … żadnej szaleńczej konkurencji, żadnych wstrętnych postaw czy dyspozycji. Przerabiałem to wszystko wcześniej biorąc udział w lidze miejskiej, lidze wojskowej, ten palnik zwany „wygraj-za-wszelką-cenę”, który czasami tak utrudnia życie, a w ekstremalnych przypadkach powoduje fizyczną konfrontację. Nigdy w kościelnej lidze!


Phil był przyczepką, zawsze chętny do pomocy i zrobienia czegoś. Jeśli zostaliśmy wyznaczeni jako „domowy zespół” to często do moich zadań należało dopilnowanie, aby
boisko zostało należycie przygotowane do gry. Koszenie trawy, rysunek baz, czy gotowe. Nikogo do pomocy, a Phil był zawsze w pobliżu. Wtedy mógł mieć około 19 lat, był nieco powolny, zarówno fizycznie jak i umysłowo, ale tylko troszkę. Choć w oczach niektórych mógł być „zawadą”. Wiedziałem, że Phil potrzebuje przyjaciela i być jednym z … Wiedziałem również, że chciał grać w piłkę. Ludzie, moje iluzje zaczęły kruszeć. Phil nie był graczem, lecz hej… to była kościelna liga, chłopaki z wielkim sercem i dobrotliwą naturą. Pozwoliłem mu grać.


Prawe pole powinno być dobrym miejscem dla niego, nieczęsto będzie się zdarzało, aby miał cokolwiek do złapania. Wiedząc, że ten zespół nie będzie miał dobrego lewicowego… przyglądałem się jednemu nadętemu ważniakowi, który wchodził na pozycję łapacza ze złej strony. Jego intencje były oczywiste, wiedział, że możliwości Phil’a złapania czegokolwiek były jak 1 na 100. Powstrzymałem oddech,… nie pomogło. Phill ominął rutynowo lecącą piłkę, no i kilku chłopaków było na mnie wściekłych.

Zabieraj go stamtąd!

Oooo. No chłopaki, to tylko dla zabawy, to jest po prostu gra, pozwólcie mu grać.

 

Jeden zajrzał mi w twarz, rzucił kij:

Ja tu jestem, aby wygrać, jeśli ty nie, to tracę czas…

I odszedł, wsiadł w samochód i odjechał do domu. Stałem tam zszokowany, zraniony,  zamyślony, zmieszany… Tylko Phil podszedł do mnie:

W porządku Bob, nie chce ci robić kłopotów, siądę sobie.

To złamało mi serca, naprawdę.

 

Wiecie, to się działo tak wiele lat temu, a jest tak świeże z powodu wpływu jaki wywarło, że nie mogę zapomnieć. Ale to, co „najlepsze” to mam wam dopiero do powiedzenia. Całkowicie bezradny, nie wiedząc co robić i jak dalej radzić sobie z sytuacją szukałem pomocy zastępcy pastora, który był tam w czasie gry i widział całe zajście.

Bob, nie martw się. Nawet jeśli przestanie przychodzić do kościoła to nie będzie wielkiej straty. On nie daje w końcu tak wiele dziesięciny.

  W mgnieniu oka, wiele z moich wyobrażeń upadło: jakże wyraźnie zrozumiałem wartość człowieka. Nowy budynek wspinał się w górę i myśli pobiegły mi do kazania pastora z poprzedniej niedzieli o dziesięcinie. ‘Przeglądałem ostatnio tutaj księgi i niektórzy z was albo nic nie robią, albo okradają Boga” A oto tutaj był inny „kaznodzieja”, który był bardzo wyraźny… pieniądze.

  Obserwowaliśmy ich tego wieczoru idących do kościoła… oczywiście ich więź, ich przyjaźń, rozmowy. Siedzieliśmy w milczeniu przez pewien czas… wtedy Kay powiedziała smutno Tęsknię za tym..

Znam jej serce i to co rzeczywiście miała na myśli…i powiedziałem,  – Ja też, kochanie, ja też.

 

_______________________________________-

Inni zaś, którzy odeszli mówią, że po prostu nie mogli już znieść przewidywalności tej samej starej „rutyny” i wiele więcej. Gdzie jest życie? Gdzie jest żywotność Chrystusa? Dla nich, nawet w wielu tzw. „napełnionych Duchem” kościołach wydawała się trwać całkowita nuda i przewidywalność. Każdego tygodnia coraz trudniej było im zmusić się do wytrzymania:

 

Shawn Marie (Wyspy Kajmana)  

Również jestem osobą wierzącą, która ukrywa się poza, w domowej intymności z Panem, ponieważ jest tak wiele pustki, nudziarstwa i frustracji w kościołach, a mówię o kościołach napełnionych Duchem. Mieszkam na Wyspach Kajmana i mam społeczność z wierzącymi na całym świecie przez internet. Tak wielu jest zranionych i pozostawionych w bólu przez brak duchowego pożywienia – „głodujących”! Wierzę, że jesteśmy na skraju całkowicie nowego duchowego wybuchu, eksplozji i podniesienie się całkowicie nowej armii Pana.

 

Chris & Rick (USA) 

NIE jesteśmy „buntowniczy” czy „indywidualistami”, czy dziećmi w Chrystusie… Byliśmy zbawieni przez ponad 20 lat, wychowaliśmy syna, który KOCHA Jezusa i jest pastorem uwielbienia, byliśmy pierwszymi „liderami kościoła”  i mamy siedmioletnią służbę więzienną…Po prostu nie mogliśmy już strawić „rutyny” cotygodniowego chodzenia, aby usłyszeć tego samego faceta wychodzącego z INNYM przesłaniem…

 

Bill & Bonnie (Kanada):

Jesteśmy już tak sfrustrowani kościołem od kilku lat. Słowo nie jest już głoszone, a to co się nazywa „Poruszeniem Ducha Bożego” z pewnością nim nie jest. Modliłem się i prosiłem Pana, by pokazał nam, gdzie możemy znaleźć wierzących, którzy są również spragnieni Jezusa. Byliśmy oskarżeni o odstępstwo, skakanie po kościołach. Odwiedziliśmy kilkanaście kościołów lecz nie mogliśmy znaleźć jednego, gdzie Jezus byłby wywyższany.

 

______________________________________________

 

Spora liczba tych, którzy napisali widziało zbyt wiele podwójnych standardów w kościele – głoszenie jednego a wykonywanie czegoś innego i w końcu wpłynęło to na ich chęć pozostawania tam. Nie chcieli odchodzić, lecz po jakimś czasie było to dla nich zbyt wiele:

 

From: Geralyn (USA):

Jestem jednym z tych chrześcijan, którzy mają coraz większe trudności w znalezieniu kościoła działającego tak jak kościół w Księdze Dziejów – w Biblii. Jestem tak zmęczona kontrolowaniem przez jednego człowieka (Pastora, księdza, itd.) wielu chrześcijańskich kościołów. Boża idea kościoła (ecclesia) to nie jest to, co się dzieje w większości kościołów. Pan chciał, aby wszyscy byli równie ważni i używali różnych duchowych darów, aby cały kościół wzrastał. Miał starszych w kościele, nauczycieli, uczniów i apostołów. Musimy pozbyć się tej postawy chodzenia do kościoła i zdać sobie sprawę z tego, że mamy BYĆ kościołem. Powinniśmy być ciałem wierzących, które ma specyficzne zadania głoszenia ewangelii zgubionemu światu.  Nauczania w kościele jest ważne, lecz zbliża się czas, gdy będziemy musieli robić to, czego jesteśmy nauczani; że będziemy musieli żyć według tego, czego jesteśmy nauczani. Tak wielu chrześcijan za bardzo jest podobnych do tego świata, a nie do dzieci Bożych. Mamy żyć innym życiem, które będzie widoczne dla wszystkich, aby nie-wierzący zapragnęli tego, co my mamy.

 

 

Douglas (USA):

Lepiej być szczerym z Panem niż chodzić do kościoła i odgrywać tą grę „świętszy od tamtego”, którą wszyscy zdają się tam grać… dopóki nie spotkasz ich poza kościołem, w ich codziennym życiu i zobaczysz jak ci „świętsi-od-tamtych” faktycznie żyją… To właśnie tam Bóg nas chce,… w naszym rzeczywistym życiu, a nie tym udawany, jak większość ludzi czuje, że trzeba się zachowywać w kościele… On kocha nas takimi, jakim naprawdę jesteśmy.

 

 

D.D. ():

Byliśmy liderami kościoła, filarami wiary, bojownikami modlitwy i wstawiennikami, przez 20-30 lat wiernej pracy w kościele… Lecz ludzie zdaje się byli przeklęci przez jakiegoś rodzaju mentalność wojny obronnej swego poletka i większe skupienie się na budowaniu imperiów swych własnych służb niż budowani Królestwa Bożego. Po wielu latach doszliśmy do smutnego wniosku, że „władze będące” na szczycie struktury kościelnej tak faktycznie nie chciały wcale budować zgodnie z wzorem, który Bóg pozostawił w Biblii… lecz raczej coś, co szło w zgodzie ze światem biznesu.. Pomyśl o tym: Co by było, gdyby Noe nie zbudował Arki zgodnie z wzorem podanym mu przez Boga? Co by było, gdyby Salomon nie zbudował świątyni zgodnie z Bożym planem, który otrzymał Dawid?.. Dopóki „kościół” za którego narodziny umarł Jezusa nie będzie budował zgodnie z Jego planem, będziemy oglądać coraz więcej i więcej schorzeń i będziemy opuszczać kościół, który jest całkowicie nastawiony na programy, w których nie ma poruszenia Bożego.

 

 

Mary Jean (USA):

Widzieliśmy to wszystko: od martwych kościołów żyjących w kompromisie, do sztucznie szumnych, w których mówiono nam, że jeśli będziemy robić to czy tamto to przyjdzie następny poziom. No, i oczywiście największa doktryna naszego pokolenia: jeśli będziesz dawał więcej pieniędzy to wszystkie twoje problemy zostaną rozwiązane, lub, co gorsze, Pan cię uzdrowi, naprawi twoje małżeństwo i zaleje mnóstwem pieniędzy itd.

 

 

Michelle (USA):  

 Chodziłam z dala od Pana przez wiele lat i właśnie ostatnio znalazłam drogę powrotu. A może, mówiąc precyzyjniej, Pan powiedział „DOŚĆ” a ja posłuchałam. Próbowałam wrócić. Ostatnim razem, gdy poszłam pastor głosił i miał takiego ducha rozczarowania, że z trudnością mogłam to znieść. Wyglądało to tak, jak gdyby nie był w stanie już nigdy więcej wierzyć. Takie było moje ogólne odczucie. Kościół jest czasem społecznym; czasem na ubiory i udział w „świętych” plotkach. Dary odrzucono i nikogo nie obchodzą rzeczywiste potrzeby braci, grzech zaś jest lukrowany.

 

Vicki (USA):  

 Opuściłam mój kościół (charyzmatyczny, wielo-kulturowy, Płn. Amerykański) osiem miesięcy temu. Odwiedziłam inne kościoły i błagałam Ducha Świętego o prowadzanie mnie w tym, co mam robić. Tęskniłam za społecznością, bezpieczeństwem i prowadzeniem, które daje zgromadzenie jednostkom.

  Ostatnio odwiedziłam mój zbór. Pomyślałam, być może mam wrócić i nic, jak tylko moje głupia pycha nie pozwala mi na zrobienie tego, czego Bóg ode mnie chce. Jestem zmęczona samotnością, trwaniem bez duchowej rodziny udzielającej emocjonalnego wsparcia. Lecz niestety wróciły wszystkie te same wrażenia. Przywództwo chce dziesięcin, mojej obecności i ślepego posłuszeństwa, a większość chrześcijan chce „ciepłego i lekkiego” chrześcijaństwa…

 

 

Marlene (Nowa Zelandia):

Jestem jedną z tych „pustynnych” chrześcijanek, o których pisałeś w mailu. Dla mnie, a jestem całkowicie przekonana tego, że to co czuję i doświadczam jest „z Boga”. Zaczęło się to wszystko tak: zostałam poproszona o wzięcie udziału w grupie liderskiej nowego kościoła, teraz to już będzie kilka lat temu. Odkryłam, że stan kościoła był bardzo wielkim moim ciężarem w tym czasie. Często w samym środku uwielbienia bywałam ogarniana przez ducha wstawiennictwa płakałam w niemal nie kontrolowany sposób. Czułam ogromny smutek i żal. Kiedy prosiłam Pana o jakieś zrozumienie, jedną rzeczą jaką otrzymywałam było to, że Jego obecność wiązała się ze smutkiem. Czułam, że Pan opuścił kościół, a my robimy jak zwykle biznes bez zwracania uwagi na Niego. Wierzę, że kościół jako zbiorowość zgubił Jego drogę i Bóg mówi dość już dość. Przeprowadziłam się ostatnio do innego miasta i jest tam znaczni więcej życia w jednym z kościołów, do którego przyłączyłam się, lecz wydaje mi się, że odgrywanie i powtarzanie tego samego tak się zakorzeniły, że wielu ludzi w ogóle by nie zauważyło, gdyby Boga tam nie było. Nie znoszę wspierać czegoś, co nie jest funkcjonalnie skuteczne. Gdzie jest Jego obecność na naszych zbiorowych zgromadzenia? Już czas, aby zacząć wołać do Boga i powiedzieć: „nie zrezygnuję, aż przyjdziesz!” Wielu ludzi, z którymi rozmawiałem czuje dokładnie to samo. Jestem głęboko oddaną chrześcijanką od jakichś 20 lat. Nie opuściłam kościoła z powodu zgorzknienia czy zranienia – po prostu dlatego, że kościół nie wykonuje dzieła Bożego.

______________________________________________

 Wielu ma sporo do powiedzenia na temat tego, jak wygląda obecnie kościół i faktu, że nie wydaje się być szczególnie biblijny czy chrześcijański. Ci ludzie często maja coś bardzo interesującego do powiedzenia:

 

Orlando (USA): 

 Wyraźnie widać, że „system” kościelny jaki się rozwinął, zaakceptowany i rozpoznawany przez wielu, którzy są jego częścią, jako „nurt główny chrześcijaństwa” nie funkcjonuje zgodnie z nowotestamentowym przykładem kościoła, który został dany w Piśmie. Zamiast aktywnego życia, wzrostu i pomnażania, zjednoczonego i wolnego organizmu (Ciała Chrystusa) to, co zostało zbudowane jest po prostu złączoną organizacją, prywatnym klubem socjalnym dla elit..

 

Najbardziej oczywistym dowodem na to, że współczesny kościół nie jest ustanowiony zgodnie ze standardami Nowego Testamentu jest używanie takich zwrotów jak „turystyka kościelna” czy „mój kościół/twój kościół” czy nawet stawianie pytania „Czyjego kościoła jesteś członkiem?” Te zwroty stały się powszechną i akceptowaną częścią słownika ogromnej większość chrześcijan.

 

Richard (USA):

Przyjacielu Kościół nie jest, powtórzę NIE JEST, jakimś miejscem do którego idziesz. Kościół to jest coś, czym JESTEŚ ty. Jeśli nie jesteś Kościołem, to chodzenie do jakiegoś budynku pod jakimkolwiek pretekstem nie zrobi z ciebie Kościoła Możesz wstawić konia do garażu, ale to nie zrobi z niego samochodu.

 

Marcia (New Zealand): 

 W chrześcijańskim świecie jest bardzo podobnie jak w świecie tzn.,. ważne jest, co robisz? Zajęcie określa to, kim jesteś. Są tam chrześcijanie, dla których odpowiedź na pytanie: „Do jakiego kościoła chodzisz?” determinuje kim jesteś w Chrystusie. To tak niedobrze, lecz ciągle się to zdarza. Mam nadzieję, że kiedyś to się skończy. Nie uczestniczę w kościele od 2 lat. Jestem bardzo zadowolona z mojej relacji z Bogiem, który jest rzeczywiście rozkoszą mojej duszy.

 

Betty (USA):

Odkryłam Jezusa jako mojego Zbawiciele, gdy miałam sześć lat w kościele Foursquare. Teraz mam 57 lat, Większość tych lat spędziłam w ramach systemu kościelnego i byłam zaangażowana w „służbę”. Uczyłam w szkółce niedzielnej, prowadziłam chór, grałam na pianinie, byłam sekretarką dwóch pastorów, lecz sercem zawsze pragnęłam czegoś więcej. I tak odkryłam Aglow i spotkania domowe Full Gospel Business Men (Biznesmeni Pełnej Ewangelii). Zawsze poszukiwałam. Około 10 lat temu pamiętam, że pytałam Jezusa:


Jezu, czy to jest kościół, o którym mówiłeś, że go zbudujesz?

  Byłam już chora od kościoła i wszystkich ludzkich programów, braku Jego obecności i poruszenia Bożego. W tym czasie ktoś dał mi książkę, która otworzyła mi oczy i serce i mogłam zobaczyć prawdę na temat pięciorakiej służby z Ef. 4. Mogłam zobaczyć, że to nigdy nie będzie się dało dopasować do obecnej rządowej struktury kościelnej. 

   Przechodziłam od kościoła do kościoła przez pewien czas, zawsze mając nadzieję, że w końcu znajdę ten prawdziwy. Lecz niestety nie. Jest to tak trudne miejsce na pobyt, pustynia. Tęsknię do zborowego uwielbienia. Uwielbiam Pana sama w domu, lecz bez wątpienia jest pewna dynamika w zbiorowym uwielbieniu, za którym tęsknię. Masz rację, nie możemy trwać na pustyni, musimy w końcu zejść się razem. Lecz… my nie możemy doprowadzić do tego „zejścia się razem” Chrystusowego kościoła. Tylko On może.

 

 

________________________________________________

 Niektóre e-maile otrzymałem od ludzi, którzy odkryli skrajne uwolnienie do wolności od tych wszystkich działalności i restrykcji „kościoła jaki znamy”. Teraz mogli osiągnąć o wiele więcej dla Boga niż wcześniej. Jeden wspaniały e-mail przyszedł od grupy czterech starszych kobiet, które teraz robią zdumiewająco dużo:

 

Pat (USA):

Nasza mała grupka została uwolniona do wszelkiego rodzaju posługi, których prawdopodobnie nigdy byśmy nie robiły, ani nawet nie wiedziały o nich, gdybyśmy były zaangażowane w kościelną działalność. Przeprowadziłyśmy trzy kursy Alfa (2 z młodych ludzi, którzy przyszli do Pana na naszym pierwszym kursie usługuje teraz pantomimą w dużym kościele), zorganizowałyśmy i bierzemy udział w grupie, która pracuje z zatrzymaną młodzieżą w lokalnym obozie paramilitarnym. Pracujemy z lokalną młodzieżą. Trzy z nas pracują w zarządzie służby, która jest wyjściem do społeczeństwa… Wspieramy zarówno finansowo jaki i duchowo misjonarza w Mozambiku. Sponsorowałyśmy wypoczynek kobiet… Ja uczę co tydzień uczę w biblijnej klasie, a jedna z nas jest przewodniczącą lokalnego oddziału CWA (Christian Wordl Adoption – chrześcijańska organizacja adopcyjna).

Jedna z nas została licencjonowanym doradcą ds. narkotyków i jest chrześcijańskim doradcą, inna ma centrum wypoczynkowe, jako swoją działalność gospodarczą.

Robimy to, czego nie mogłybyśmy robić w tradycyjnym kościele. Jeśli cztery starsze kobiety mogą mieć tak wielką służbę to pomyśl po prostu, co mogło by się wydarzyć, gdyby ludzie przestali wpatrywać się w ciemiona siedzących z przodu i zacząć traktować Wielki Nakaz poważnie… Oto jesteśmy my, mała grupka kobiet, lecz uprawomocniona przez wszechmogącego Boga. Co by się stało, gdyby namaszczenie do służby swobodnie poruszało się tak, jak Duch prowadzi?

< Część 2 | Część 4 >

_________________________________

Trzeba też pamiętać, że e-maile opublikowane w tej książce są reprezentatywne dla wielu tysięcy chrześcijan, którzy optują za wyjściem ze swych kościołów, a które to liczby są już teraz zarejestrowane. Ja sam otrzymałem setki odpowiedzi na mój artykuł – lecz tutaj możemy pokazać tylko ich część. Ten ruch jest potężny.

Dzieje się to na skalę globalną a anegdotyczne dowody sugerują, że to zjawisko rośnie w fenomenalnym stopniu. Na każdy opublikowany tutaj e-mail jest wiele innych, które zostały do mnie wysłane i wyrażają podobną troskę. Musimy spotkać się z faktami:

Tysiące oddanych, modlących się chrześcijan opuszcza nasze kościoły – wielu nigdy nie wraca. Badacz George Barna zebrał dane, które pokazują, że jest obecnie dziesięć milionów takich ludzi tylko w samych Stanach. Musimy więc posłuchać przyczyn ich wyjścia z kościołów.

deeo.ru

Kłamstwo – 7

“NIEDZIELNY” brak jedności

Andrew Strom

Pozwólcie, że zadam wam proste pytanie:

Czy sam fakT, że spotykamy się wszyscy w tym samym czasie w niedzielę już nie tworzy KONKURENCJI i PODZIAŁU w kościele?

Zanim na to odpowiesz, przeanalizujmy to, co dzieje się obecnie na całym świecie w niedzielne poranki.

Na zachodzie w niedziele większość chrześcijan wstaje i przejeżdża jakąś drogę, aby dostać się do swego  ulubionego kościoła. Niektórzy uczestniczą lokalnie, lecz wielu nie. A nawet ci “lokalni” uczestnicy muszą wybierać miedzy kilkoma denominacjami w swym okręgu.

Wszystkie te budynki, dokąd chodzimy mają różne “zawieszki” na sobie i musimy wybrać JEDEN z nich ponieważ spotykają się w tym samym czasie. Zatem również i my zostajemy “oznaczeni” przez grupę, w której uczestniczymy. Stajemy się “baptystami” czy “zielonoświątkowcami” czy “vineyard’owcami”…Przeważnie nie poznajemy większości chrześcijan z naszej ulicy, ponieważ oni chodzą do swoich grup – nigdy więc tak naprawdę nie mamy ze sobą razem społeczności.  Spotykamy się w NASZYCH grupach – i nawet nie znamy chrześcijan z naszego własnego sąsiedztwa.

Czy cokolwiek z tego brzmi “właściwie” dla ciebie. Czy to brzmi jak cokolwiek Dziejów Apostolskich?

Faktem jest, że  niedzielny poranek zamienił się w czas PODZIAŁU, gdy my wszyscy musimy wybrać, do której “sekty” czy którego de nominacyjnego kościoła zamierzamy się udać. Jest to czas, w którym wszyscy dzielimy się na kategorie. “Do której ligi należysz?” Pod jaką hierarchią jesteś? W którą szufladkę możemy cię wsadzić?

Próby przystępowania do tzw. “jedności”w współczesnym kościele są bardzo często słabe. Zazwyczaj zalicza się kilka “wydarzeń”, gdy wszyscy zbierają się razem na chwilę, lecz później wszystko wraca wprost do naszego “podzielonego” stylu ponownie. Mogą to być też regularne spotkania pastorów, co jest widziane jako “jedność”.

Lecz gdy spotkania się kończą to faktem jest, że te wszystkie grupy zasadniczo ze sobą KONKURUJĄ (a szczególnie charyzmatyczne i zielonoświątkowe). Wszyscy spotykają się o tej samej porze w tygodniu – mając nadzieję, że więcej przyłączy się do “ICH” grupy. Wszyscy mają swoją własną hierarchię, swoją ‘rzekę’, do których należą. (nawet tzw. Ponad de nominacyjne kościoły – które są w rzeczywistości równie ‘usystematyzowane’)

Ktoś porównał to do kajdanków “fast-food” ponieważ warunki są bardzo podobne. Przypuśćmy, że Burger Kingotwiera restaurację wzdłuż ulicy, na której stoi już McDonads. Dwaj menadżerowie mogą być bardzo przyjacielscy wobec siebie zewnętrznie. Faktem jest, że oni SPRZEDAJĄ TEN SAM PRODUKT wzdłuż jednej ulicy. Potrzebują więcej klientów więc są KONKURENYCJNI wobec siebie. Czy ktokolwiek może obmyślić prawdziwą “jedność” między Burger King’iem a McDOnalds’em? Nie, nawet za milion lat! (Nie, dopóki nie wykupią siebie nawzajem).

NIE MA JEDNOŚCI w  takim scenariuszu. Jest zaprojektowane do KONKURENCYJNOŚCI, a struktura dzisiejszego kościoła jest rzeczywiście identyczna. My wszyscy jesteśmy wzdłuż jednej ulicy, konkurencyjni – WOBEC SIEBIE. Ten system nie dopuszcza jedności. Został wybudowany z konkurujących “strumieni’, denominacji i oddziałów. Dopóki zachowujemy ten system to szansa na jedność są równie duże jak na PRAWDZIWA jedność McDonads’a stającego się “jedno” z Burger King, jutro.

Jezus modlił się o swoich uczniów: “aby byli JEDNO… aby świat mógł UWIERZYĆ”. Ten podział i brak jedności jest oczywisty dla wszystkich i jest jednym z ogromnych powodów tego, że świat nie WIERZY w to, co mówimy. Wskazują na nasze podziały i (całkiem słusznie) gardzą naszymi słowami.

Jak już wcześniej mówiliśmy, w Księdze Dziejów był JEDEN kościół – zjednoczony pod przywództwem apostołów. Prowadzili oni potężne spotkania miejskie i mniejsze społeczności domowe, lecz wszyscy byli JEDNYN CIAŁEM. Gdy spotykali się razem “po domach” zasadniczo byli to WSZYSCY lokalni chrześcijanie z sąsiedztwa. Mieszkali i przyjaźnili się ze sobą od ulicy do ulicy. To jest rzeczywiste znaczenie “lokalnego kościoła’!

Lecz dziś nie możemy być po prostu częścią “całego Ciała”, prawda? Musimy wybrać “oddział” do którego należymy – inaczej będziemy postrzegani jako “heretycy”. Wierzę, że apostołowie przewracali by się w grobach, gdyby mogli zobaczyć jak kościół dziś funkcjonuje.

Gdybyśmy tylko mogli zobaczyć siebie sami ich oczami. Każdej niedzieli ubieramy się i idziemy do naszej oddziałowej “katedry”, gdzie siadamy, wstajemy, śpiewamy “pięć szybkich, pięć wolnych pieśni”, słuchamy kazania, umieszczamy pieniądze w worku, słuchamy ogłoszeń i idziemy do domu. Tydzień w tydzień, niemal zawsze to samo i wydają nam się, że jest to “życie kościoła”!

Jak napisał pionier  zielonoświątkowy Frank Bertleman: “stale dryfujemy z powrotem do starych, odstępczych, kościelnych koncepcji, form i ceremonii i tak historia smutno się powtarza. Teraz musimy ciągnąć w górę rzeki. Chodzimy do kościoła w niedzielę itd., itd., dokładnie jak “narody (kościoły) wokół nas”. Lecz od początku tak nie było”.

JAK zatem znaleźć prawdziwą JEDNOŚĆ?

 Odpowiedzią na to  pytanie jest to, że MUSIMY wyjść spod tych wszystkich “szufladek”. Musimy odrzucić system, który po prostu nie pozwala nam BYĆ KOŚCIOŁEM jakim powinien być. Wiem, że brzmi to “drastycznie”, lecz rozważałem ten temat latami i jest dla mnie bardzo wyraźne, żę NIE MA DROGI POWROTU do prostej jedności pierwszego kościoła , dopóki nie odrzucimy obecnego systemu. Dzisiejsza struktura NIE MOŻE być zreformowna. Jest to teren kataklizmu – i “podział” jest w samym jego centrum

Jak napisał znany chrześcijański autor John Bunyan: Jeśli chcesz wiedzieć jak chciałbym być nazywany to pragnę, aby Bóg mógł zaliczyć mnie do wiernych, chcę być nazywany chrześcijaninem, wierzącym czy jakimkolwiek innym imieniem, sankcjonowanym przez Ducha Świętego. Lecz jeśli chodzi o te wszystkie frakcyjne tytuły jak, anabaptyści itp., wierzę, że one nie pochodzą ani z Jerozolimy, ani z Antiochii, lecz raczej z piekła i Babilonu, ponieważ mają one naturalną tendencję do dzielenia, a poznasz je po ich owocach”.

Lecz JAK zawrócimy cały kościół do tego typu jedności jaką mieli w Księdze Dziejów? Jakże sprawimy, aby ludzie porzucili te PODZIAŁY?

Jestem przekonany, że  potrzeba będzie pełnego rozkwitu ROZBUDZENIA, aby to się stało. Jestem przekonany, że to rozbudzenia musi się zacząć POZA – poza “4 ścianami” – tak jak w Dziejach.

Dlaczego tak ważne jest wyprowadzenie ludzi z ich religijnego otoczenia i poza ściany? Z powodu tych wszystkich “wyuczonych zachowań” i PODZIAŁÓW, które się z tym otoczeniem wiążą. Ludzie muszą zostawić to wszystko za sobą, choćby tylko żeby zobaczyć jak to jest chore. Również dlatego, że tylko na zewnątrz możemy doświadczyć rzeczywistości “jednego kościoła”. Gdy ludzie prawdziwie przeżyją miłość i jedność zgromadzeń z wierzącymi POZA ŚCIANAMI wtedy zdadzą sobie sprawę z tego, co traciliśmy przez te wszystkie lata i jak proste to jest. Bóg chce, abyśmy ŻYLI W TEN SPOSÓB przez cały czas – a nie przy szczególnych okazjach.

Gdy już ludzie raz doświadczą czym jest prawdziwa jedność to, wierzę, w naturalny sposób poprowadzi ich to do społeczności “po domach” w ich sąsiedztwie. Jest to po prostu kontynuacja tej samej koncepcji.

Teraz, posłuchajcie mnie uważnie: nie wierzę w “wygłuszenie” naszego chrześcijaństwa w celu osiągnięcia jedności. Nie wierzę w jednoczenie się wokół “najmniejszego wspólnego mianownika”.  Wierzę, natomiast, w PODNIESIENIE naszych standardów i zjednoczenie wokół nich. Zatem nic mniejszego niż wspaniały, przepojony Duchem kościół będzie robił – czysty i święty, napełniony chwałą Bożą. Nie głoszę jedności “za wszelką cenę” tutaj. Jest to jednoczenie się wokół PRAWDY i wylewanie Ducha Bożego.

Wracając do rzeczy,  myślę, że  musimy UNIKAĆ NIEDZIELNYCH PORANKÓW jako czasu naszych  zgromadzeń! Inaczej po  prostu stajemy się “konkurencyjni” z kościołami. Przełammy ten  destrukcyjny wzór, dobrze?

 Na zakończenie tego artykułu, wierzę, że ważne  jest dla nas, abyśmy pamiętali to, co wydarzyło się na początku Dziejów:

 (1)  Było zebranie 120 ‘pionierów’ – oczyszczony  i uniżonych przez Boga.

(2)  Ci pionierzy wołali do Boga przez 10 dni.

(3)  Nastąpiło wielkie WYLANIE Ducha Świętego na tych pionierów.

(4)   Pionierzy wyszli na zewnętrz i głosili w mocy  Ducha Świętego i  poprowadzili tysiące innych do tego samego wspaniałego przeżycia  oczyszczenia i napełnienia, przez które sami przeszli.

(5)  To przebudzenie zaczęło się od wielkiego  zgromadzenia poza ścianami i rozszerzyło się „po domach”. Ogień był nie do powstrzymania!

Tak prawdziwy „Przebudzony Kościół” został  narodzony,  całkowicie przepełniony chwałą Bożą.

Tą samą drogą musimy iść dziś, jak wierzę.

Niech was Bóg błogosławi, przyjaciele.

Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.

p class=”MsoNormal” style=”margin-left: 19.5pt; text-indent: -19.5pt; text-align: justify;”

deeo

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 4

Opuszczam ruch
„Chrześcijanie poza kościołem

„WYWOŁANI” ?

 

Znaczna część tych ludzi, którzy napisali do mnie zaznaczali, że główną przyczyną ich wyjścia z kościoła było to, że czuli się „wywołani” przez Boga. Nie było to z powodu zranienia czy urazy, ani z żadnej innej przyczyny. Upierali się przy tym, że otrzymali od Boga wezwanie, aby „wyjść na zewnątrz” i to właśnie zrobili. W tym rozdziale spojrzymy co ci chrześcijanie mówią na temat przyczyn ich wyjścia:

 

 

Anne (Nowa Zelandia):

Nie mam za sobą zranienia. Jestem poza strukturami kościoła od 3.5 roku po tym, gdy wyraźnie usłyszałam wezwania Pana do wyjścia. Nie jestem pewna czy przechodzę przez doświadczenie pustyni, lecz przez większość czasu wzrastam w uczeniu się i posłuszeństwie i totalnej zależności od mojego bardzo wiernego, najbliższego przyjaciela. Jestem otwarta na powrót do ‘systemu’, lecz nie inaczej, jak tyko na wezwanie Boga do ponownego wejścia; równie wyraźnego jak poprzednie do wyjścia.

 

 

Sue (Australia):  

Również ja odczułam, że Bóg „wywołuje mnie”, pomimo tego, że czytano mi zazwyczaj stosowane wtedy wersety z Pisma, i oskarżano o że jestem „buntownicza”, „nie chcę być pod autorytetem” itd. Lecz poczucie Bożego powołania było tak mocne, że musiałam to zrobić.

 Nie odeszłam z kościoła, nie mówiąc moim pastorom dlaczego to robię. To był kościół, który jest ‘przyjazny poszukującym’ wiec to, co tam podawano nie było nawet duchowym mlekiem. Poinformowałam moich pastorów, że naprawdę potrzebuję duchowego mięsa. Wydawali się całkiem zadowoleni z tego, że jedna owca opuszcza ich dlatego, że potrzebuje mięsa; jestem pewna, że nadal trwają w cyklach spotkań pt.: „Możesz wieść szczęśliwe życie” z kilkoma odniesieniami do Boga, rzuconymi trochę tu, trochę tam.

Dość zabawne jest to, że mocniej wzrosłam w Panu i nauczyłam się więcej przez dwa lata pobytu poza kościołem, niż przez osiem lat należności od niego.

 

 

Pete (New Zealand)

Poczułem się „wywołany” rok temu i wyszedłem pomimo wielkich trudności i czasu prób zarówno wewnętrznie jak i pochodzących z chrześcijańskiej społeczności. Spędziłem długie godziny na modlitwie i szukając Boga w sprawie, która całkiem prawdziwie złamała mi serca. W czasie, gdy trwały prześladowania poznałem Boga i mojego Pana Jezusa Chrystusa znacznie głębiej i bardziej osobiście niż kiedykolwiek przypuszczałem, że jest to możliwe w „kościele”.

Teraz zdaje sobie sprawę z tego, że Bóg chciał, abym doszedł do całkowitego polegania wyłącznie na Nim jeśli chodzi o mój wzrost i wiarę, i że Bóg nie chciał, abym był w przywództwie denominacyjnego systemu. Zaczęliśmy nasze własne domowe spotkania nazwane: „Reaching Out” Christian felloship i obecnie mamy już wiele więcej osób biorących udział w niedzielnych społecznościach i piątkowych grupach nocnej modlitwy. Usługujemy tym z pośród lokalnej społeczności tym, którzy są w mniej szczęśliwej sytuacji, potrzebującym pomocy i docieramy do ludzi, którzy dla kościoła wydawali się być nie dostępni. Zdecydowanie czujemy, że jest to początek i że Bóg buduje fundament wśród ludzi.

 

 

Darcy (USA):

Odkąd Pan „wywołał mnie” z kościoła, którego członkiem była moja rodzina, cierpieliśmy wielkie potępienie, niezrozumienie i krytycyzm naszej decyzji, aby raczej iść za Panem niż za ludźmi. Było to bardzo trudne i nieraz było tak, że chciałem wyjść spośród „współ-wierzących”, którzy nieustannie zadawali mi pytanie: „Gdzie będziecie chodzić teraz do kościoła?” Gdy mówiłem im, że nie zamierzam tym razem chodzić do żadnego kościoła, szybko zapraszali mnie do siebie (wszyscy próbowali) lub osądzali mnie i mówili, że odrzucam wspólne zgromadzenia.

Przez długi czas byłem w stanie odrętwienia z powodu tego wszystkiego, potem Pan zaczął przyprowadzać do mnie ludzi, którzy jechali na tym samym wózku. Jakim darem było wiedzieć, że nie jestem sam.

 

_________________________________________

Sporo osób znajdujących się poza kościołem mówi o znacznie większej ‘intymności’ z Jezusem teraz, gdy odeszli od wszelkiej działalności i kościelnej krzątaniny. Biblia mówi nam, że największym przykazaniem jest „Kochaj Boga z całego serca twego, z całej duszy i ze wszystkich sił”. Taka ogarniająca miłość do Boga może rozwinąć się tylko przez „szukanie Go z całego serca”. Zwróciłem uwagę na to, że jest kładziony bardzo silny nacisk na ten rodzaj bliskiej, osobistej więzi z Jezusem wśród ludzi z poza kościoła. Jest to faktycznie dominujący temat wielu e-maili, które otrzymałem.

 

Robin (-USA):  

Nie jestem już więcej spragniona Jezus, głoduję z tęsknoty za Nim, a Jego nie ma w lokalnych kościołach! Byłam posłuszna jego wezwaniu, aby po prostu odpocząć w Nim i robię to od niemal 4 lat. Gdy Pan powoła mnie do powrotu, pobiegnę, bo wiem jak brzmi Jego głos, ponieważ mam ucho przyciśnięte do Jego piersi od dłuższego czasu. Nie jestem przepełniona buntem przeciwko kościołom, ponieważ wołam o to, aby ich oczy zostały otwarte, aby również mogli nauczyć się wchodzić głęboko w obecność Tatusia, w intymność, której nic na tym świecie nie jest w stanie zaspokoić.

 

My jesteśmy kościołem, nie cztery ściany! Te ściany muszą zostać zwalone, abyśmy mogli przyciągnąć zgubionych Jego miłością, objąć siebie nawzajem Jego
pragnieniem, Jego ogniem a nigdy już nie będziemy tacy sami. Mocno wierzę, że nadchodzi czas, że wszyscy, którzy zostali wywołani i odpoczywali, i oczekiwali na Pana, zostaną wezwani do powrotu, lecz w nich będzie pochodnia, które rozpali serca!

 

Louise (Australia):  

Jestem poza głównym nurtem „kościoła” od 2 lat i Pan poprowadził mnie w znacznie głębszej i intymnej podróży w tym czasie. Odkryłam świeżą wolność w naszej relacji i w konsekwencji odkryłam, że „kościelny” system to … system, który jest całkowicie stworzony przez człowieka i na człowieku skupiony. Był to czas, w którym nauczyłam się przychodzić bezpośrednio do tronu po mądrość i Pan był wierny. Słowa: „Zbliżcie się tronu Bożego, a On zbliży się do was” są moim codziennym drinkiem.

 

 

Cindi (USA):  

Widzę to od jakiegoś czasu jako masowy EXODUS uczniów Pańskich, którzy są prawdziwie spragnieni REALNEJ obecności i intymności, i rzeczywistego, codziennego chodzenia naszym Ojcem.. Czy wiesz, że Słownik Webstera definiuje religię? Jako „powrót do niewoli”? Większość tzw. denominacji bez względu na nazwę jest zaangażowana w działania w swoich własnych „agendach” już tak długo, że zapomnieli, a może nigdy nie znali totalnej zależności od Chrystusa i Jego Świętego Ducha… Wielu z nas, którzy odeszli odkryło Boga osobiście w sposób niesamowicie potężny, intymny i radykalnie odmienny od tego, czego byliśmy uczeni w czasie kościelnych nabożeństw.

 

 

David (Kanada):  

Byłem „starszym” i człowiekiem zaangażowanym w działaniu w więcej niż jednej denominacji i w końcu doszedłem do miejsca, w którym musiałem wszystko zostawić. Było to bardzo realne spotkanie, którego wynikiem było „biada mi” dokładnie tak jak u Izajasza, gdy na oka mgnienie uchwyciłem jaka jest naprawdę moja grzeszna natura i jak wiele z tego, co kiedykolwiek zrobiłem było dla Jego Imienia. Najemnik, a nie przyjaciel. Modliłem się o przebudzenie, o Jego Obecność w kościele, jak to nazywasz. Odpowiedzią było, aby zacząć widzieć Jego, a brzydzić się sobą. Nie mogłem dalej tak iść. Nikt nie zrozumiał, co się ze mną stało, a najmniej ja sam.

  Społeczność, którą się cieszę, jest bardziej wolna i cudowna niż kiedykolwiek była. Nic z tego nie wydarzyło się w tradycyjnych granicach. Nic. Pan poprowadził nas na pustynię, aby mówić do nas czule. Jest to miejsce, gdzie jest tylko pustyni i On. Żadnych przeszkód i wtedy Pan zamienia pustynię w owocujący ogród.

 

 

Lorraine (Lokalizacja nieznana):

Należę do „tych”, których wymieniłeś jako ludzi, o których słyszałeś, że Pan powołał ich do „wyjścia” z systemu i pozostania samemu z Nim. Z mojego doświadczenia przebywania sam na sam z Nim w ciągu ostatnich 3.5 roku szczerze mogę powiedzieć ci, że nic nie może się równać z tym, jak cudownie jest być coraz bliżej i bliżej Niego w codziennej intymności. Moja relacja z Panem pogłębiła się w każdy możliwy sposób przez to doświadczenie. Nie da się opisać, jak realny stał się Bóg w moim życiu. Wszystko, co robię i mówię obraca się wokół tego, co On mówi, abym zrobiła czy powiedziała. Jest to miejsce samotności z Nim i Pan udowodnił, że On wystarczy!

Wielu sądzi, że taka „samotność” z Nim oznacza bycie poza Ciałem. Uważają, że oznacza to, że ci poza systemem nie mają społeczność z innymi wierzącymi. Nic nie wiem o innych, lecz ja sama mam więcej społeczności z innymi wierzącymi niż wtedy, gdy byłam w systemie. Społeczność z innymi, która płynie z intymności z Panem jest znacznie bardziej szczera, otwarta i napełniająca, niż społeczność, którą miałam, gdy byłam w systemie. Komunikowanie z innymi jest realne i serdeczne. Jest to łączność całkowicie z Ducha do Ducha, bardziej niż naturalne przyjacielskie gesty wobec innych dlatego, że chodzą do tego samego kościoła co ty.
Bardziej czuję się częścią Ciała niż kiedykolwiek wcześniej, gdy siedziałam w naturalnym budynku pełnym ludzi.

 

To, czego nie jest w stanie zaoferować system to intymna relacja z Bogiem. Ten system oferuje różne cielesne działalności, lecz nie ma mocy do wpływania na wnętrza ludzkich serc. Poza systemem spotkałam Żyjącego Boga, który jest w trakcie odnawiania mnie ku właściwej relacji z Nim. Zaczynam Go poznawać osobiście w taki sposób, jak nigdy dotąd. W systemie, tylko wiedziałam o Nim.. teraz zaczynam poznawać Go intymnie każdego dnia.

 

Naturalny sposób myślenia prowadzi do wniosku, że ci, którzy są poza systemem są odłączeni od Ciała, lecz to nie jest prawda. Ci, którzy są uczeni intymnego poznawania Boga, ostatecznie stają się takim Ciałem, jaki Pan zaplanował. To, czy ktoś należy do Ciała nie zależy od tego czy jest nim w sposób naturalny czy nie, lecz od poznania Tego, który jest Głową. Jeśli ktoś jest intymnie połączony z Głową to jest połączony z Jego ciałem, bez względu na to, gdzie się znajduje fizycznie.
Nigdy nie porzucę Go i nie wrócę do pustki religii. Jest to trudno zrozumieć komuś, kto nie poznał Go z poza religii. Ci z was, którzy poza systemem doświadczają Jego realności w swym życiu nic nie mogą zrobić jak tylko pragnąć, aby wszyscy poznali Pana w taki cudowny sposób.

 < Część 3 | Część 5 >

aracer