Category Archives: Strom Andrew – artykuły

Prawdziwa czystość, czy to możliwe?


Andrew Strom

Nie to będzie jasne od samego początku: mówimy tutaj o „wewnętrznym człowieku” i jest to tajemnica poczucia całkowitej „czystości”.

Paweł pisał o tym w Liście do Rzymian, oraz Jan w 1J 3. Spora część pełnego mocy głoszenia Wesley’a krążyło wokół tej sprawy. John Finnej napisał o tym tak: „Nie jestem w stanie odczuwać poczucia winy i potępienia bez względu na to, jak bym się starał. Poczucie winy odeszło, moje grzechy odeszły i sądzę, że nie odczuwam jakiegokolwiek poczucia winy tak, jakbym nigdy wcześniej nie zgrzeszył… czuję się usprawiedliwiony z wiary, na tyle na ile rozumiem, jestem w stanie, w którym nie zgrzeszyłem”.

Co za szok! Czy chodzi nam o to, że jest możliwy taki stan, życie w takim stanie, w którym nie ma świadomości „obecności grzechu” w ogóle? Czy mówię, że jest to rzeczywiście „normalne” chrześcijaństwo? Tak dokładnie o to mi chodzi.

„Normalnym” chrześcijaństwem jest: chodzić przed Bogiem z totalnie czystym sumieniem i czystym sercem – jako naszym ‘normalnym’ stanem wobec Niego – ostatecznie czystym. Żadnego ZMAGANIA czy „PRÓBOWANIA być dobrym”. Nowy Testament wyraźnie opisuje takie coś, jako „normalne”. Literalne chodzenie przed Bogiem „bez świadomości grzechu”. Zwróć uwagę na to, że Finney odnosi się do tego, jako do stanu „usprawiedliwienia z wiary” i bezwzględnie ma rację. Dokładnie właśnie o to chodzi. Jest tak podstawowe. Elementarne chrześcijaństwo.

Najsmutniejsze jest to, że współcześnie nikt tego nie głosi. Wygląda to tak, jakby było to zbyt „wzniosłe”, poza zasięgiem zwykłych wierzących. Być może jest tak, że to sami kaznodzieje nie wierzą, że jest możliwe żyć w takim stanie. Nie przeżywają tego sami, więc nie głoszą tego. Jakże to okropne, aż brak słów! Jak bardzo okradamy ludzi lekceważąc tak podstawowe prawdy! Nic dziwnego, że tylko nieliczni są zbawieni.

Powiadam wam, że mówimy tu o podstawach Ewangelii, nic więcej. Dziś może nam się wydawać, że głoszenie „ewangelii” oznacza proste odniesienie się do faktów, o śmierci Jezusa za nasze grzechy, o Jego powstaniu z martwych i oferowania za darmo zbawienia. Tak, jest to ważne, lecz co z „nową naturą” i chodzeniem w niej? Co z tym faktem, że Jezus przyszedł „ZGŁADZIĆ” nasz grzech? Co z „nowym narodzeniem”, które całkowicie przemienia nas od wewnątrz? To, co RZECZYWIŚCIE oczyszcza nas i UTRZYMUJE w czystości? Gdzie te podstawy w naszym głoszeniu? Gdzie tak naprawdę opisujemy to, co się dzieje wewnątrz „naprawdę zbawionej” osoby?

Tak bardzo zredukowaliśmy dziś Ewangelie, aby była bardziej „wygodna”, że nie jest to ewangelia w ogóle. Mamy więc kościoły wypełniony ludźmi, którzy w ogóle nie są zbawieni. Wychodzą do przodu, modlą się „krótką modlitwą”, po czym spędzają resztę życia płacąc dziesięciny i „starając się być dobrymi”. Do tego sprowadza się mnóstwo naszego chrześcijaństwa, a to wszystko są śmiecie. Nie ma „nowego narodzenia” w ogóle. Wesley przewracałby się w grobie, widząc to, co dzisiaj głosimy jako „nowe narodzenie”.

Takie było głoszenie tej „czystości” przez Wesleya i Finneya w ich czasach, że obaj byli oskarżani o „perfekcjonizm”. Myślę jednak, że wielu ludzi nie rozumie tego, że jest tu mowa „WEWNĘTRZNYM ŻYCIU”. Tak, ciągle jesteśmy uczepienie „upadłego” ciała, które czasami potyka się, czego nienawidzimy. Paweł powiada: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi od tego ciała śmierci?” (Rzm 7:24), lecz już wraz z następnym oddechem odpowiada: „Dziękuję Bogu przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana…”

Tak więc, nie chodzi tu o „zewnętrzne” życie, lecz WEWNĘTRZNE. (Choć to „zewnętrzne będzie oczywiście ulegało wpływowi. Musimy chodzić „nie znając grzechu”.) To Jezus daje nam szatę sprawiedliwości, abyśmy w niej chodzili – w „wewnętrznym Człowieku”. O tym jest mowa w Liście do Rzymian w rozdziałach 5-8. Jest to ‘usprawiedliwienie z wiary” – CHODZENIE w czystym wewnętrznie stanie. Czyste białe szaty, dane nam są przez Boga po to, abyśmy w nich chodzili i zachowywali „niesplamione”.

To jest prawdziwe chrześcijaństwo. Chodzić wobec Boga z totalnie czystym sumienie i czystym sercem – nie znając grzechu. Albo jesteś „nowym stworzeniem”, którzy CHODZI jako „nowe stworzenie”, albo nie jesteś. Nie ma miejsca na nic pośrodku.

Dziś, naszym głoszeniem nie doprowadzamy ludzi do tego staniu, a zatem mówię do was: „STRACILIŚMY EWANGELIĘ”. Jeśli straciliśmy ewangelię to straciliśmy samo chrześcijaństwo.

Continue reading

Kultura uzależniona od „ego”

’Pastor Dave'

 Przeczytałem wczoraj sprawozdanie z badań przeprowadzonych przez Stanowy Uniwersytet Ohio, obejmujący 900 dorosłych w wieku od 18-90 lat, w którym stwierdzono, że amerykańska młodzież pokłada tak wielką wartość w swoim poczuciu wartości własne, że bardziej pragną pochwał i komplementów niż żywności, przyjaźni i seksu! W tym badaniu zauważono również, że to pragnienie przypomina uzależnienie. To jest szaleństwo. Uczestnicy tego badania nie są w ogóle narcystycznie, oczywiście, lecz są bliźniaczo podobni.

Profesor prowadzący te badanie odkrył, że punktem początkowym dla pokolenia amerykan obsesyjnie zajętych wartością własną stała się książka wydana w 1969 roku pt.: The Psychology of Self-Esteem („Psychologia poczucia wartości własnej”). Doszedł do wniosku, że ta obsesja nie tylko będzie się pogarszać: „w miarę jak nowe pokolenie wchodzi w kulturę, która stawia na wartość własną, młodsi Amerykanie spędzają więcej czasu na poszukiwanie sposobu podnoszenia wartości własnej i na tęsknotę za nią, a mniej czasu na myśleniu o innych. Cały czas ten poświęcany na myślenie o sobie, nie tylko ma swój wkład w depresję, lecz powoduje, że społeczeństwo staje się mniej życzliwym i spokojnym miejscem”.

Ten sejsmiczny zwrot, który zaczął się 1969 roku spowodował tsunami Facebooka, Pinterest, YouTube, telewizji reality show oraz kościelnych usług skierowanych na rozwój życia. Wydaje się, że Amerykanie nie są w stanie zaspokoić się prawdą o sobie, wyrażaniem siebie, wypełnianiem siebie, rozwijaniem siebie i obroną siebie. To uzależnienie ma gigantyczny wpływ na społeczność chrześcijan. Wybór uczestnictwa w kościele nie jest już sprawą znalezienia miejsca, gdzie jest nauczane Słowo Boże, gdzie ludzie zmagają się z życiem w taki sposób, który podoba się Bogu. Teraz jest to sprawa znalezienia kościoła, który ma najlepszy program, ulubioną muzykę i działalności.

Amerykańscy chrześcijanie bardziej stali się konsumentami niż praktykami. Szukamy najprzyjemniejszych nabożeństw, najwygodniejszych planów, najbardziej zajmujących prezentacji i programów, które w największym stopniu wypełnią nasze pragnienia. Wydaje się, że jesteśmy przyciągani do tych kościołów, które są najbardziej podobne do świata. Jeśli chodzi o kościół to naszym głównym zmartwieniem nie jest to w jaki sposób możemy usłużyć ciału kościoła, lecz w jaki sposób ciało kościoła może służyć nam.

Kościoły, w których głosi się, że chrześcijanie zasługują na, lub należą się im, dobre rzeczy, szczęście, błogosławieństwo i osobiste spełnienie pękają w szwach. Kościoły, które nauczają o ubóstwie w duchu, narzekaniu na grzech, łagodności, czystości serca i pragnieniu sprawiedliwości mają problemy ze znalezieniem słuchaczy. Czy jesteśmy świadkami spełnienia się ostrzeżenia Pawła, które skierował do Tytusa: „albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce, i odwrócą ucho od prawdy, a zwrócą się ku baśniom„.

Nie można równocześnie pragnąć sprawiedliwości i być uzależnionym od siebie

-PLEASE COMMENT on this topic at the following website-

http://www.revivalschool.com/

раскрутка сайта

Dlaczego świat nie nienawidzi nas?

Prześladowania za głoszenie…

„Nie mamy prześladowań tutaj w Ameryce”. Te słowa są dziś wypowiadane z ust wielu chrześcijan. Słyszałem jak ludzie mówili coś takiego: „Straszne prześladowania są w innych krajach, lecz tutaj, w Ameryce, mamy wolność i prawa, która zapewniają nam bezpieczeństwo”. Pewny jestem, że nieraz to sam słyszałeś. O ile prawdą jest, że w innych krajach są ogromne prześladowania to nie jest prawdą to, że w Ameryce nie mamy prześladowań z powodu „wolności” i „praw”. Wiem, o wielu chrześcijanach, którzy są prześladowani, aż do wtrącenia do więzienia włącznie za nic więcej jak tyko głoszenie ewangelii. Brak biblijnych prześladowań we współczesnej Ameryce jest bezpośrednio związana z brakiem biblijnego głoszenia.

Kiedy chrześcijanin spada z łóżka o północy to może oskarżać diabła i nazywać to walką duchową. Jeśli idąc chodnikiem uderzy się w duży palec u nogi, może to nazywać „atakiem przeciwnika”, lecz prawda jest taka, że diabeł nie jest zainteresowany, ani nawet nie zwraca uwagi na wielu członków kościoła. To pycha powoduje, że wielu z nas wierzy, że diabeł staje przeciwko nim. Jeśli nie uderzymy diabła silnie to i on nas nie uderzy mocno. Czy rzeczywiście wierzymy w to, że diabeł zwraca na nas uwagę, lub że jesteśmy znani w piekle, jeśli po prostu trzymamy się siebie i siedzimy zamknięci w naszych „kościelnych” budynkach. Jeśli na nasze świadczenie składa się okazjonalny, przyjacielski akt dobroczynności, dlaczego by diabeł miał nas prześladować? Przecież on dobrze wie, że „wiara płynie ze słuchania”? (Rz. 10:1). Za dużo jest mowy o bronieniu się przed przeciwnikiem, a za mało o tym, aby diabeł sam musiał bronić się przed nami.

Jedynymi prześladowanymi chrześcijanami będą chrześcijanie głoszący ewangelię, ci, którzy wołają do świata: „oczyśćcie swoje ręce, grzesznicy, i serca ludzie o rozdwojonej duszy” (Jk. 4). Najwięcej jest kąsany jest ten, kto trzęsie ulem, a ten kto zakłóca spokój kopca mrówek ognistych (pierwotnie odmiana występująca w Płd. Afryce), bardzo szybko dowie się, dlaczego tak zostały nazwane. Diabeł jest całkowicie pochłonięty prowadzeniem spętanych grzeszników do piekła, lecz jeśli tylko zbliżysz się z obcęgami do ich kajdan, aby uwolnić więźniów, dowiesz się szybko, że głoszący chrześcijanin jest prześladowanym chrześcijaninem. „I zobaczyłem dusze tych, którzy zostali ścięci ZA TO, że składali świadectwo o Jezusie i głosili Słowo Boże” (Obj. 20:4). Przyczyną tego, że są tak wielkie prześladowania naszych braci i sióstr, którzy aktualnie głoszą ewangelię w Azji, jest to, że świadczą oni zgubionym o przemieniającej życie mocy Jezusa Chrystusa i głoszą Słowo Boże. A ponieważ wielu tutaj, w Ameryce, nie głosi tak jak głosi się w Azji, to nie mamy udziału „w Jego cierpieniach”, tak jak ci w Azji.

 Choć może nam się wydawać, że wypełniamy nasz chrześcijański obowiązek, gdy wiernie chodzimy na niedzielne nabożeństwa w naszym lokalnym kościele, to chciałbym powiedzieć, że bardzo się mylimy. Chrystus nie powiedział, „idźcie za mną, a ja sprawię, że będziecie chodzić do kościoła”. Świat nigdy się nie zmieni przez chodzenie do kościoła. To dlatego Chrystus powiedział: „chodź za mną, a ja uczynię cię rybakiem ludzi” (Mt. 4:19). Chrystus przyszedł, aby szukać i zbawić zgubionych; zatem ci, którzy idą w Jego ślady, czynią podobnie. Jeśli chcesz zobaczyć czy ktoś jest prawdziwym uczniem Chrystusa, przyjrzyj się temu, jak świadczy a to pokaże ci, jak blisko idzie za Panem i jak bardzo wierzy Słowu Bożemu.

Jedno z pierwszych doświadczeń, jakie miałem, gdy zacząłem świadczyć nastąpiło wkrótce po moim nawróceniu. Zostałem wyklęty z biblijnego studium, ponieważ widzieli, że rozdawałem traktaty ewangelizacyjne zgubionym. Powiedzieli mi: „nie chcemy, żebyś psuł dobre imię studium biblijnego”. A jednak Chrystus „wyprał się samego siebie” (Flp. 2:7). W którymś momencie jeszcze jeden członek studium biblijnego rozdawał wraz ze mną traktaty, lecz gdy informacja o tym przyniosła wyrzuty świata, wkrótce zostało to zarzucone. Gdy statek naszej dobrej reputacji zaczyna tonąć, człowiek gotów jest wyrzucić z niego wszystko i wszystkich, aby tylko utrzymał się dalej. Jeśli chcesz zmienić świat odrzuć swoją reputację i jeśli chcesz być żołnierzem Krzyża i prowadzić wojnę o zdobycie dusz ludzkich, niech ci nawet przez myśl nie przejdzie przyłączanie się do Chrześcijańskiego Klubu. Żołnierze nigdy nie pasowali do zwykłych członków Klubu. Dopóki trzymamy się naszej reputacji i nie próbujemy „zrujnować naszego własnego imienia” w świecie, nigdy nie zmienimy świata jak to zrobił nowotestamentowy kościół. Będziemy przynosić wstyd imieniu Chrystusa jeśli pozwolimy na to, aby strach przed ludźmi był większy niż nasza bojaźń Boża. Wielu spośród nas nie przeszkadzało by, gdyby mówiono o nas, że: „o wierze waszej mówi się po całym świecie” jak to było z Kościołem NT, lecz z pewnością nie chcielibyśmy słyszeć o sobie, jak też mówiono wtedy: „sekta, której się wszędzie sprzeciwiają” (Dz. 28:22). Jeśli robimy to, co robił nowotestamentowy kościół i mówimy: „o grzechu, wstrzemięźliwości i nadchodzącym sądzie (Dz. 24:25), to będziemy przeżywać to samo, co pierwszy kościół: prześladowania i zbawienie dusz.

 Jeśli nasza służba nie jest służbą typu nowotestamentowego to nie jest służbą w ogóle.

 Wielu chrześcijan jak tylko poczuje nosem najdrobniejszy nawet zapach trudności czy nawet lekki smrodek prześladowań, ucieka w przerażeniu i strachu, zamiast maszerować do przodu w bożej odwadze i pełnym pokoju przekonaniu, że Chrystus jest z nami zawsze, nawet wewnątrz ognistego pieca. Musimy pamiętać o tym, że gdy stajemy twarzą w twarz z prześladowaniami i oko w oko z uciskiem, Chrystus pomoże nam w tych trudnościach i da pokój w tym czasie. Gdy jesteśmy zmuszani na kompromisu tam, gdzie nie może być mowy o kompromisie; do wyrzeczenia się tego, czego wyrzec się nie wolno; gdy jesteśmy zmuszeni do posłuszeństwa władzy ludzkiej, zamiast Bożej; to święty bunt i pobożne nieposłuszeństwo są nie tylko konieczne w tej wojnie lecz są naszym jedynym wyborem wobec tych niedorzecznych żądań. Kaznodzieje mówią mi: „Władze usiłują uciszyć moje publiczne przesłanie, czy powinienem słuchać Boga czy ludzi?” Mówię im, że, jeśli chcą otrzymać szczerą odpowiedź, niech zapytają dusz w piekle, co one o tym myślą a otrzymają pewną odpowiedź.

Pierwsi kaznodzieje metodystów, gdy głosili ewangelię w publicznych miejscach byli bardzo poważnie prześladowani, lecz zamiast uciekać maszerowali ku chwalebnemu zwycięstwu. Ci mężczyźni przewrócili świat do góry nogami, a świat usiłował odwrócić go z powrotem. John S.Simon opowiada nam taką historię: Gdyby metodyzm nie miał kontaktu z tłumami, nigdy nie zdobyłby tej części Anglików, którzy najbardziej potrzebowali zbawienia. „Religijne socjety” zamknięte w swoich pokojach, nigdy nie zreformowałyby kraju. Konieczne było, aby powstała rasa bohaterskich mężów, których stać było na odwagę konfrontacji z najdzikszymi i najbardziej brutalnymi ludźmi, aby powiedzieć im o znaczeniu grzechu, wskazać na krzyż Chrystusa i Tron Sądu. Ustawiczne napady tłumu na metodystycznych kaznodziei pokazywały, że zdobyli masy. Z pierwszorzędną odwagą, rzadko porównywaną do pól bitewnych ci kaznodzieje stale i wciąż uderzali w te miejsca, z których byli wyrzucani przemocą, aż do chwili, gdy ich wytrwałość stępił antagonizm ich napastników. Wtedy, z tego niegdyś rozwścieczonego tłumu, zbierali się mężczyźni i kobiety, których serc dotknął Pan”.

Podobnie jak metodyści, członkowie Armii Zbawienia napotkali na biblijne prześladowania za swoje biblijne głoszenie. W pełnych chwały dniach Armii Zbawienia w czasie zgromadzeń na otwartym powietrzu musieli przejść przez liczne boje po to, aby wygrać wojnę. Winkie Pratney mówi nam: „Byli wiązani, bici pięściami, kopani, opluwani, obrzucani płonącą siarką i ostrzeliwani ze statków, a całe gangi liczące setki a nawet tysiące członków napadały na nich, aby powstrzymać tą małą świętą grupę. Lecz pomimo tego, Armia wchodziło do miasta pokryta błotem, lecz nie zawstydzona. Klęcząc w centrum miasta, podnosili w górę głosy: „Panie Jezu, w Imieniu twoim ogłaszamy, że to miasto należy do Boga”, po czym wstawali z kolan i brali je bez względu na okoliczności!”

Również my możemy zmienić ten świat, podobnie jak oni, jeśli będziemy równie zdeterminowani i oddani.

Widziałem chrześcijan, którzy porzucali to, co nazywam „ewangelizacją frontową” gdy tylko pojawiły się jakieś prześladowania, myśląc, że zrobili coś źle. Nic bardziej błędnego. Prześladowania są znakiem tego, że stałeś się celem mocy ciemności, że jesteś przyczyną zmian dla Królestwa Bożego. Coś przeraźliwie niewłaściwego jest w naszych służbach jeśli nigdy nie natykamy się na opór. Czy Chrystus nie powiedział: „i będziecie znienawidzeni przez wszystkich dla imienia mego”? (Łuk 21:17). Źle reprezentujemy Jego imię jeśli nie sprowadza dotyka nas to samo, co działo się z Nim. Głoszenie na otwartym powietrzu nie przyniesie ci chwały ludzi. Otwarta służba doprowadziła do wywyższenia Jezusa na krzyżu, a nie wywyższenia wśród podziwu ludzi.

Nawet jeśli trzeba biec pod górę, musimy dokończyć biegu;nawet jeśli trzeba płynąć pod prąd, musimy trwać! W tempie w jakim ostatnio odbywają się tutaj w Ameryce sprawy dla ulicznych kaznodziejów wydaje się, że o wiele więcej amerykanów będzie zmuszonych do rozpoczęcia służby więziennej, ponieważ dokładnie tam zmierzamy. Nie będę już więcej zaskoczony tym, że uliczni kaznodzieje są aresztowani, dziwić mnie będzie, jeśli usłyszę, że ktoś nie został zamknięty. Nigdy nie będę narzekał na te kilka aresztowań za głoszenie, ani nie będę narzekał, gdy znowu się to stanie. Nie spodziewam się gorszego traktowania, niż był traktowany Jezus, mój Pan, i wszyscy wielcy mężowie wiary, którzy szli przed nami. Czyż głoszenie Jana Chrzciciela nie doprowadziło go do więzienia? Czy głoszenie Chrystusa nie zaprowadziło Go na krzyż? I.E.Evans napisał: „jeśli ludzie rzeczywiście zaczynają się bać kogoś z powodu tego, co zwiastuje i usiłują go uciszyć zabijając go, to znaczy, że zwiastował w potężny sposób”.

Tylko wtedy możemy zapłacić cenę za dusze, gdy jesteśmy gotowi zapłacić koszty cierpienia. Nie ma innego sposobu na podążanie za Chrystusem jak tylko wziąć swój krzyż. Jakkolwiek bolesne i pełne agonii to jest, to przypadek Chrystusa jest wystarczająco wiele warty. Leonard Ravenhill napisał: „Gdy naród wzywa swych pierwszych mężów do walki rodziny są rozbijane, pełne słodyczy serca przekazują sobie pożegnania, przedsiębiorstwa są dostosowywane na potrzeby wojennej produkcji, reglamentacja i niewygoda są akceptowane – wszystko dla wojny. Czy możemy zrobić mniej dla największej walki, której ten świat poza krzyżem nigdy nie widział – owego oblężenia świętości, czystości i duchowości na koniec czasów?

Kiedyś głosiłem do szydzącego tłumu grzeszników na błoniach w Connecticut. Pamiętam szczególnie jednego wyjątkowo wściekłego mężczyznę. Był w gorszym stanie niż jego kolega, który już groził, że mnie pobije i wybije mi zęby. Był tak wściekły, że nie mogąc już dłużej znieść mojego głoszenia, przedzierał się do tyłu. Wkrótce potem znowu wrócił, lecz tym razem zobaczyłem na jego twarzy zmianę, gdy powiedziałem: „Zapewniam was, że jeśli się nie narodzicie na nowo, nie możecie oglądać królestwa Bożego” (Jn.3:3). Zamiast okazać swą zwykłą jadowitość, powiedział – wierzę ku jego samego zdumieniu – że wierzy, że to prawda. Duch Święty dopadł go potwierdzając Słowo Boże w jego sercu. Bez dalszego przerywania skończyłem moje przesłanie, a on stał i słuchał każdego słowa. Gdy skończyłem podszedł do mnie, przeprosił mnie za swoje głupie zachowanie. Gdy rozmawiałem z nim o jego duszy, pojawiło się w jego oczach poważne przekonanie. Powiedział, że musi załatwić swoje sprawy przed Panem, zwrócił się do swojego przyjaciela i powiedział: „Mam już tego wszystkiego dosyć, mam dość!” mając na myśli grzech. Zapewnił mnie, że zamierza szukać Boga, pokutować ze swoich grzechów i zacząć czytać Biblię, którą już miał. Zazwyczaj ci, którzy najbardziej ci się sprzeciwiają, najbardziej są dotykani.

Prawdą jest, że zawsze publiczne głoszenie ewangelii wiązało się z wielkim oporem i będzie nadal wielki w naszych czasach, lecz odpłata dusz zawsze będzie tego warta. George Whitefield, który był kaznodzieją ulicznym, który rozpalił pierwsze Wielkie Przebudzenie Ameryki, usiłował dzielić się tą prawdą ze swoim pokoleniem, a być może nasze pokolenie usłyszy te słowa głośno i wyraźnie. Arnold Dallimore pisze o Whitefield’zie: „On pobudzał wszystkich kaznodziejów, żeby nie byli zadowoleni z niedzielnego głoszenia, lecz aby robili to w ciągu tygodnia, aby głosili na otwartym powietrzu i nie ograniczali się do swoich parafian, lecz szli wszędzie, gdziekolwiek znajdują się stracone dusze i głosili im łaskę Bożą. Takie działania, zapewniał ich, wywołają opozycję władz i nienawiść świata, lecz będą również świadczyć o błogosławieństwie Bożym”. Whitefield zbyt dobrze wiedział, co to znaczy opozycja władz i nienawiść świata, lecz był również mężem, który był świadkiem wielkiego Bożego błogosławieństwa, prowadząc tysiące zdesperowanych, straconych dusz do rzek Życia po oczyszczenie! Whitefield grzmiał Słowem Bożym, aby zbudzić mężów z ich głębokiego snu, ściągnąć ich z wygodnych łóżek grzechu. Potrzebujemy dzisiaj takich mężów jak on, którzy będą jak irytujące budziki wzywać ludzi do powstania i udania się pod zimny prysznic pokuty.

Po Whitefield’zie, nadszedł młody człowiek, który sprowadził ewangelię do miejsca, do którego ona należy. Również i on doświadczył taranów świata i błogosławieństwa Bożego. Tym młodym człowiekiem był William Booth, założyciel Armii Zbawienia. Ponieważ biedni bardzo rzadko chodzą do Kościoła postanowił on zanieść ewangelię biednym.

I oto jesteśmy już w naszych, dzisiejszych czasach, gdzie miliony dusz buntują się przeciwko Bogu i znajdują się na równi pochyłej do piekła. Diabeł walczy o ich wieczność. Oto jesteśmy więc w naszych czasach, gdy wielu z pośród nas ukrywa się przed światem w kościelnych pomieszczeniach, podczas gdy świat wokół nas ginie. Raczej wolimy nie głosić, ponieważ jest to tak niewygodne, tak niezręczne. Lecz powiedz mi coś: Czy krzyż był wygodny dla Chrystusa? Jak wiele dusz ginie z powodu wygody i komfortu jaki zachowujesz?

Jeśli głosisz prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, będziesz źle traktowany, niezrozumiany, a słowa twoje przeinaczane. Jeśli zamierzasz stanąć za Chrystusem, spodziewaj się tego, że świat będzie starał się wepchnąć cię z powrotem do dziury. Spodziewaj się tego, że będziesz musiał zanieść krzyż na górę Kalwarii, aby być tam ukrzyżowanym, lecz musisz pokonać wszelkie trudności na rzecz ewangelii życia wiecznego. Zbyt wielu mamy delikatnych mężczyzn, a zbyt nieliczni są strażnicy, którzy dmą w trąbę ogłaszając: „uciekajcie przed nadchodzącym gniewem” (Łuk 3:7). Jeśli pokonamy wszelkie przeciwności i będziemy głosić ewangelię bez względu na to, co się dzieje, również i my możemy być naocznymi świadkami cudu nowych narodzin zgubionych.

Z listy subskrypcyjnej:

REVIVAL SUPERSITE – http://www.revivalschool.com

сайта

Prawda o chrzcie

Strom Andrew

 Ostatnio przyglądaliśmy się temu, że Wieczerza  Pańska w NT  nie była zwykłym „symbolem” czy rytuałem, lecz raczej czymś naładowanym  duchowym „ŻYCIEM”. Podobnie jest z chrztem wodnym. Należy przyjąć za  fakt, że  NIC co Jezus wprowadził dla kościoła nie jest zwykłym rytuałem czy  symbolem.  Wszystko RZECZYWIŚCIE znaczy to, co mówi, że znaczy. Rytuały i  „zewnętrzne cienie” pozostały w Starym Testamencie, Nowy Testament jest czymś RZECZYWISTYM.

Czy zatem chrzest  jest znacznie bardziej ważny niż do tej pory kazano nam wierzyć?

Kościół Baptystyczny, w którym się wychowywałem,  zasadniczo  naucza, że chrzest jest “zewnętrznym symbolem”. Są też takie starsze  denominacje, które nawet nie zanurzają ludzi w wodzie, lecz  „pokrapiają” dzieci  , które są zbyt młode, aby uwierzyć – po czym ogłaszają, że zostały one „ochrzczone”!

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że mnóstwo  napełnionych duchem wierzących w naszych kościołach, nigdy nie  zatroszczyło się  o swój chrzest przez pełne zanurzenie, ponieważ nawet charyzmatyczne  kościoły  często traktują chrzest jako zwykły „symbol”. Wielu z tych ludzi mówi  językami  i zostało prawdziwie napełnionych Duchem Świętym, lecz jeśli chodzi o  chrzest  to wyobrażają sobie, że któregoś dnia „wezmą się za to”, lecz nie  spieszy się z tym wcale. Wierzę, że jest to błędne. 

W rzeczywistości, gdy ludzie zaczynają badać  sprawę chrztu w  Biblii, często są zszokowani tym, jak zdecydowanie Pismo traktuje ten  temat.  Jeśli weźmiesz konkordancje i spojrzysz na wszystkie wersety, w których występuje słowo „chrzest” to będziesz zaskoczony tym, co tam odkryjesz.

Jak napisałem w innym artykule, pierwszą rzeczą,  którą  zauważycie jest to, że w Biblii ludzie byli zawsze chrzczeni  NATYCHMIAST. Nikt  nie czekał na sześciotygodniowy „kurs przygotowawczy”! Nawet w samym  środku  nocy, chrzest był tak ważny i naglący, że odbywał się natychmiast (p.:  eunuch etiopski, Dz. 8:35-39,  strażnik  więzienny Dz. 16:30-33 jako dobre przykłady. Tak było w każdym  przypadku  nawrócenia Dz. Rozdziały 2,8, 10-11, 19 itd.).

Drugą sprawą jest zwrócenie uwagi na to, CO Pismo  mówi o  chrzcie. Większość tych rzeczy nigdy nie została by powiedziana dziś –  o ile  nie nazwano by ich „heretyckimi”. Gdy przebadasz te wersety, zaczniesz  widzieć  to, że sprawa chrztu ociera się o sprawę ZBAWIENIA – tak zdecydowane  jest w tym  Pismo. Ludzkie zbawienie rzeczywiście może być w tym punkcie zagrożone.  Jeśli nie wierzysz, spójrz:

Apostoł Piotr powiedział ludziom: “upamiętajcie się  niechaj  każdy z was da się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa NA ODPUSZCZENIE  GRZECHÓW WASZYCH” (Dz. 2:38).

Pawłowi powiedziano: „Wstań, DAJ SIĘ OCHRZCIĆ, i  OBMYJ  GRZECHY SWOJE (Dz. 22:16). Jezus powiedział: „Kto uwierzy i ochrzci się  BĘDZIE ZBAWIONY” (Mk. 16:16),

A ap. Piotr mówi o chrzcie: „…chrztu, który I TERAZ WAS ZBAWIA” (1 Ptr. 3:20-21).

Lecz dla tych wszystkich, którzy myślą, że chrzest  jest zwykłym „symbolem” jest jeszcze więcej:

Paweł mówi o chrzcie jako o „obrzezaniu”  (odcięciu) starej  natury (Kol 2:11-12). Mówi nam również, że zostaliśmy „pogrzebani”  przez  chrzest w Chrystusa (Rzym 5, Kol. 2:12). Paweł poświęcił cały rozdział  Listu do Rzymian mówiąc o tym, czym jest dla nas chrzest (Rzym. 6)

Mówi: „czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni  w Jezusa  Chrystusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? POGRZEBANI tedy  jesteśmy WRAZ Z NIM przez chrzest w ŚMIEĆ…”   (Rzym 6:3-4). 

Czy wiesz, że Biblia NIGDY nie mówi o chrzcie jako  o zwykłym  “symbolu”? Wierzę, że z Bożego punktu widzenia, gdy ktoś bierze chrzest  dzieje  się coś pełnego mocy w duchowej rzeczywistości (czego my nie możemy  widzieć  naszym wzrokiem). Jest to literalne „odcięcie” starego człowieka. Jest  to  pogrzeb naszego przeszłego życia w „śmierć” tak, abyśmy mogli żyć nowym  życiem w Jezusie.

To wszystko domaga się pytania: “Co z tymi, którzy nie zostali ochrzczeni?”

 Zgodnie z Pismem,  można powiedzieć, że “stary człowiek” nie został prawdziwie odcięty czy  “pogrzebany z Chrystusem”, a zatem jak można żyć jako nowotestamentowy  chrześcijanin? Jak można mówić, że jest się posłusznym Bogu i  posłusznym  Ewangelii? Jak można mówić, że ich grzechy są w pełni „obmyte” jak to  zrobił  Paweł w K. Dziejów? Jak można mówić, że „Jeśli z Nim UMARLIŚMY z Nim  też żyć  będziemy”, gdy faktem jest, że nie „umarliśmy” z Nim wcale? Nie są w  stanie poprawnie  odpowiedzieć na te pytania, a zatem musiałbyś powiedzieć, że poprzez  swoje  nieposłuszeństwo podstawowemu PRZYKAZANIU Pisma, musza z pewnością  ryzykować swoim ZBAWIENIEM – taki przynajmniej wniosek mogę wysnuć w tej sprawie.

A dotyczy to nie tylko kilku osób. Dotyczy to  ogromnych  tłumów wypełnionych Duchem wierzących, którzy po prostu nie zawracają  sobie  głowy posłuszeństwem wobec Boga w tej dziedzinie. Niektóre kościoły są  niemal w połowie wypełnione takimi ludźmi. Nie jest to zbyt dobre.

Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że chrzest w  Biblii  zawsze jest przez „pełne zanurzenie” w wodzie. Jak każdy student greki wiem,  słowo „baptizo” literalnie oznacza „zanurzyć”. Ludzie powinni być „POGRZEBANI”  w chrzcie pod wodą! O to  właśnie chodzi w tym. Z całą pewnością nie możesz być „pogrzebany” przez  pokropienie czy „polanie”, nieprawdaż. Te metody zostały wynalezione  przez LUDZI w ciągu stuleci i one po prostu tego NIE ZROBIĄ.

Kto zatem jest zakwalifikowany do chrzczenia? Jak  to  widzieliśmy w poprzednim tygodniu, WSZYSCY jesteśmy „królami i  kapłanami” i nie  ma absolutnie żadnych przeszkód, aby napełniony Duchem wierzący chrzcił  kogoś  innego. W rzeczywistości ap. Paweł sam został ochrzczony przez zwykłego „ucznia” imieniem Ananiasz – a nie przez jakiegoś wielkiego przywódcę.

Gdy miałem 20 lat (I nie byłem “ordynowany” czy  coś w tym  rodzaju), gdy Bóg poprowadził mnie do tego, abym zaczął chrzcić ludzi.  Od tej  pory z pewnością sprawiało mi ogromną radość chrzczenie dziesiątek  ludzi.  Kiedyś, w wieku 23 lat, byłem na Fidżi na misji towarzysząc starszemu ewangeliście i pewnej nocy w Suva Duch Święty zaczął poruszać się.

Nie było zupełni nikogo innego, kto by to mógł  zrobić, więc  zostałem poproszony, aby poszedł na brzeg w samym środku nocy i  ochrzcił  siedmiu ludzi w oceanie! Muszę powiedzieć, że nigdy nie czułem się  bliżej  Księgi Dziejów niż tej nocy. Innym razem zostałem poproszony przez  telefon, aby  przyjechał i ochrzcił 23 ludzi w basenie. Ponownie czułem się bliski  wydarzeń  Księgi Dziejów. Jest to dokładnie to, która dziś w kościele tracimy! –  uczucie,  że moglibyśmy się „znaleźć w Dziejach” – niemal nigdy nie czujemy się w  taki sposób. Większość z tych rzeczy, które tracimy jest bardzo prosta.

Powiem wam coś – gdy ‘zwykły’ chrześcijanin  zaczyna robić te  proste rzeczy, jak chrzest ludzi w wannach czy rzekach, łamanie chleba  w swych  domach i działa w darach Ducha – TO wtedy ‘poczucie’ „przynależności do  Dziejów” może ponownie dotykać i wszystko może się wydarzyć.  Chrześcijaństwo staje się wtedy EKSCYTUJACE!

Uwolnienie całego Ciała, które będzie brała udział  w tych rzeczach jest bardzo ważne. To właśnie o to chodzi w „kościele jutra”.

Zatem musimy zacząć rzucać wyzwania naszym  przyjaciołom i zadawać im pytania, którymi wcześniej nie „niepokoiliśmy ich”, jak

Czy zostałeś ochrzczony?

Czy chciałbyś?

Niech Bóg was błogosławi, przyjaciele! Najlepsze życzenia w Chrystusie,

Andrew Strom.

 topod.in

Prawda o Komunii (Wieczerzy Pańskiej)

Andrew Strom

Bardzo wielu z nas było uczonych, że Komunia (Wieczerza  Pańska) jest w dużej mierze “symboliczna” – czy po prostu jest  “pamiątką”. Lecz  z NT jest wyraźnie widoczne, że pierwsi chrześcijanie postrzegali ją  jako coś  znacznie więcej niż to. Inaczej, dlaczego mieli by korzystać z  wieczerzy KAŻDEGO DNIA.  Chodzi mi o to, że  symboliczny rytuał, nie był by TAK pilny, czyż nie? Gdyby była tylko  “symboliczna” to dlaczego Paweł mówiłby, że niewłaściwa postawa wobec  Komunii  spowodowała, że niektórzy Koryntianie byli słabi, chorzy, a niektórzy  nawet POMARLI??? (1 Kor 11:29-30).  Myślę, jak  to możliwe, aby zwykły “symbol” miał moc spowodować choroby, w  przypadku niewłaściwego używania?

Fakt jest taki, że, podobnie jak chrzest,  Wieczerza Pańska  nie jest wcale symbolem. Jest bardzo realnym współudziałem w “ŻYCIU”  Jezusa.  Wynika bardzo wyraźnie z pism NT na ten temat, że apostołowie mieli  wielką świadomość tego, jak potężna i ważna była Wieczerza.

Musimy być bardzo ostrożni, abyśmy nie posunęli  się zbyt daleko, ponieważ  Kościół Katolicki ma  bardzo dziwne zrozumienie Komunii. Wierzą oni, że staje się ona realnym  FIZYCZNYM CIAŁEM i realną FIZYCZNĄ KRWIĄ Jezusa, co jest  swego rodzaju zaskoczeniem, gdy o tym pomyślisz. Czy możesz sobie  wyobrazić  jedzenie rzeczywistego ludzkiego ciała i picie rzeczywistej ludzkiej  krwi? Nic  dziwnego, że protestanci uciekli w zupełnie przeciwnym kierunku!  Niemniej  jednak, opierając się na Piśmie, jest oczywiste, że to w czym  rzeczywiście bierzemy  udział w Komunii to jest DUCHOWE ŻYCIE najpotężniejszego rodzaju –  faktycznie  odnowienie w nas “Chleba żywota” i oczyszczenie “Krwią Nowego  Przymierza”,  która obmywa nas z grzechów. Mamy brać ją przez WIARĘ – świeże  wszczepienie  istoty samego Jezusa. Można nawet opisać to jako rodzaj odświeżenia  przeżycia “nowego narodzenia” w pewnym sensie.

To wszystko brzmi całkiem dramatycznie, lecz czy  istnieje jakiś faktyczny dowód na to wszystko w Piśmie.

Przyjrzyjmy się temu. Przypomnij sobie słowa Jezus,  gdy po raz pierwszy  wziął Wieczerzę Pańską z uczniami:

wziął Jezus  chleb i  pobłogosławił, łamał i  dawał uczniom, i rzekł: Bierzcie, jedzcie, TO JEST CIAŁO MOJE. Potem  wziął  kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy; albowiem  TO JEST KREW MOJA nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów (Mt 26:26-28, BW).

 
Zauważ, że nie powiedział: “To jest SYMBOLE mojego ciała czy  krwi”. Powiedział: “To JEST moje ciało, to JEST moja krew”. Wyraźnie  widać  również, że właśnie w taki sposób uczniowie traktowali Komunię od tej  chwili.  To jest REALNY udział we wszelkim uprawomocnieniu i oczyszczeniu jakie  znajduje  się w duchowym ciele i krwi Jezusa. Była brana w WIERZE, przyjmując za  każdym razem od Boga odświeżenie.

Pamiętaj,  że Jezus powiedział w tych samych, dramatycznych słowach: “ style=”font-family: Arial; color: black;”>Zaprawdę,


zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie
będziecie jedli ciała
Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w
sobie….
Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest
prawdziwym napojem

(J. 6:53-55).

W tym samym fragmencie mówił o sobie jako o  “chlebie żywota”  – że “chleb, który zstąpił z nieba… Kto spożywa ten chleb, żyć będzie  na  wieki (J. 6:58). Wiemy, że Jezus jest zarówno “Słowem Bożym”  jaki i “chlebem  żywota”. Jest to sama istota tego, w czym bierzemy udział i wiemy  dokładnie, o  co chodzi z “krwią”. Przez całe Pismo mówi nam się, że “ŻYCIE jest we  krwi” i  że Jezus “oczyścił nas z grzechów”. Przyjaciele, czy jesteście gotowi  wziąć  Komunię jako świeże zaszczepienie tych rzeczy w ciebie? Jeśli tak, to  jesteś  gotowy wziąć udział w niej dokładnie tak, jak to czynili w księdze  Dziejów  Apostolskich? Jest jasne, że oni brali w niej udział każdego dnia. To było TAK    ważne. Używali komunii  jako środka do  “trwania w Jezusie” i brali udział w Jego ŻYCIU jeszcze raz. To było  podobne do  tego, gdy dzieci Izraela brały udział na pustyni w ‘mannie” każdego  dnia, aby pozostać przy życiu.

Współcześnie słyszałem przypadki, kiedy ludzie  byli  fizycznie uzdrawiani przez udział w komunii w taki głębszy sposób. Nie  jest to  zaskakujące, ponieważ oni biorą udział w samym życiu i oczyszczeniu  Jezus przez  wiarę. Naprawdę powinniśmy to robić stale – podobnie jak pierwszy kościół.

Co zatem takiego robili Koryntianie, co obracało  moc Komunii  przeciwko nim? Jeśli przeczytasz cały fragment – 1 Kor 11:17-34 to  zobaczysz, że ich głównymi problemami były:

1) podziały wśród nich; 2) nieszanowanie siebie nawzajem; 3) udział w Komunii w bardzo cielesny sposób.

 Pamiętaj, komunia  jest udziałem w “jednym ciele” Chrystusa. Zatem jest to nie tylko  “jedność” z  Jezusem, lecz jest również jednością z naszymi braćmi i siostrami. Jest  to  rzecz o prawdziwej jedności. To dlatego Paweł mówi:

Niechże  więc człowiek samego siebie doświadcza i tak niech je z chleba tego i z  kielicha tego pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając  ciała Pańskiego, sąd własny je i pije.

(1 Kor 11:28-29, NIV). Zatem “jedność serca” wśród  braci  jest bardzo ważna. Jeśli masz coś przeciwko bratu czy siostrze to ważne  jest, aby iść załatwić sprawę przed wzięciem komunii.

Aby faktycznie uzyskać z Komunii maksimum, wierzę,  że ważne  jest, aby w czasie modlitwy błogosławieństwa robić to publicznie i  otwarcie  jako będące “ciałem Jezusa” dla nas (“chleb żywota) i jako faktyczna  “krew  Nowego Przymierza”. Modlenie się w taki sposób nad Komunią jest ważne  również  dlatego, że gdy ludzie biorą ją to mogą mieć WIARĘ, że będzie ona TYM  dla nich. Wtedy są prawdziwie zdolni do wejścia.

Pamiętaj, że WSZYSCY jesteśmy “królewskim  kapłaństwem”, zatem każdy z nas może modlić się i łamać chleb  wśród nas w naszych domach i na zgromadzeniach.

Ostatnio w naszej społeczności domowej w Kansas  City sami  zaczęliśmy spożywać wspólnie posiłki i brać razem Komunię, po czym  przechodzimy  do czasu, w którym każdy porusza się w duchowych darach. Do tej pory  było  wspaniale i widzę, że jest to po prostu sposób na zgromadzenia, który w  pierwszym kościele tak dobrze działał. Czasami czujesz się tak, jakbyś  faktycznie mógł znaleźć się w Dziejach. Jestem przekonany coraz  bardziej o tym,  że Duch Święty pragnie poruszać się znacznie więcej niż może to robić  na większości naszych dzisiejszych spotkań.

-On po prostu czeka na zaproszenie.

Ten rodzaj społeczności wokół “komunii” był bardzo  ważny w  życiu pierwszego Kościoła. Oczekuję waszych uwag i doświadczeń moi przyjaciele.

 
Nie was błogosławi wszystkich Bóg!

Wszystkiego najlepszego w Chrystusie,

Andrew

сайта

Kłamstwo – 9

Ewangelia HUMANIZMU

Czym jest humanizm? Jest wszędzie wokół nas. Jest dominującym duchowym kredo większości zachodniego społeczeństwa; szerzy się w mediach, edukacji, medycynie – wszędzie. Co smutne – przeniknął w ostatnich latach w znaczny sposób także do kościoła.

W humanistycznym myśleniu to raczej CZŁOWIEK jest centrum wszystkiego niż Bóg. Wszystko kręci się wokół tego, aby uszczęśliwić CZŁOWIEKA.
Mowa o „GRZECHU” sprawia, że ludzie czują się nieszczęśliwi i winni – zatem jest to „złe”, aby być tak ‘osądzającym”, i głosić ostro przeciwko grzechowi.
Humanizm jest bardzo tolerancyjny, mówi: „Oni nie ranią nikogo, niech sobie robią, co chcą”. W rzeczywistości „TOLERANCJA” i „SZCZĘŚCIE CZŁOWIEKA” są wielkimi mantrami humanizmu.

W jaki sposób ta podstępna filozofia wdarła się do kościoła?
Za każdym razem, gdy słyszysz ewangelistę brzmiącą jak telewizyjne reklamy to jesteś świadkiem inwazji humanizmu. Usłyszysz jak mówią:

-Bóg chce CI dać fascynujące życie. Bóg chce CIĘ błogosławić. Bóg chce zabrać wszystkie TWOJE zranienia a dać CI szczęśliwe życie…”

Oczywiście, to wszystko jest prawdą, lecz to co się tutaj dzieje to przeniesienie NACISKU ze „zbawienia od grzechów i sądu” na to, że „Bóg chce cię błogosławić i uszczęśliwić”.
Nie skupiamy się już na tym, że nasze grzechy obrażają Boga, i że KRZYŻ jest jedynym ratunkiem. Przesłanie staje się raczej „komercyjną pastą do zębów” – używaniem Jezusa jako środka do szczęśliwego i udanego życia. Staje się po prostu środkiem do wypełnienia naszych egoistycznych potrzeb. Chodzi tylko o to, „co ja mogę z tego mieć”?

Jak odkrył przemysł reklamowy jest mnóstwo pieniędzy i powodzenia w „usuwaniu negatywów” i podkreślaniu wyłącznie pozytywnych i szczęśliwych rzeczy i mnóstwo współczesnych kaznodziejów zdaje się iść ręka w rękę z humanistyczną falą przypływową – głosząc wyłącznie „błogosławieństwo i łaskę”, a zapominając o przekonaniu o grzechu i „braniu na siebie krzyża”. No, przecież nie chcemy nikogo „zgorszyć”, prawda?

Lecz to nie jest to co Jezus i apostołowie głosili. Głosili „grzech, sprawiedliwość i sąd” w bardzo bezpośredni i przeszywający sposób.
Często jest to wyraźnie widoczne, że ich słuchacze byli bardzo urażeni – podobnie jak to miało miejsce w przypadku głoszenia proroków Starego Testamentu. Oni głosili prawdziwą pokutę „przeliczanie kosztów” i zostawienie wszystkiego. Lecz dziś, wiele kościołów za taką mowę nigdy nie zaprosiło by cię ponownie i w ten sposób dojrzało do zwiedzenia.

Bóg nie jest w pierwszej kolejności zainteresowany ludzkim szczęściem. Jego bardziej interesuje nasza ŚWIĘTOŚĆ, lecz dla wielu kaznodziei „Łaska i Błogosławieństwo” stały się receptami na sukces i wielu obecnie podąża tą szeroką i zwodniczą ścieżką. Całkiem sporo z nich nauczyło się nawet jak podnosić głos w taki sposób, abyś MYŚLAŁ, że głoszą w mocy i wyzywająco, lecz gdy przebadasz to, co mówią, to jest w tym znacznie więcej formuły „błogosławieństwa i ekscytacji”.

Smutne jest to, że kościół karmi się tymi „cukrowanymi odpadami” bardzo szybko stając się skrajnie „tłusty’ i letni.

Apostoł Paweł napisał: “Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce” (2 Tym 4:3)/

Muszę powiedzieć, że nie było w historii takiego czasu, aby tak rażąco wypełniało się to Pismo niż dziś. Mamy literalnie STERTY „występujących” nauczycieli, nie kończące się konferencje. Niemal każdy łaskocze uszy chrześcijan i ciągnie z tej „żyły złota” bardzo dobre pieniądze za to, co robi. Gdybyś usuną zdolność do „łaskotania uszu” to połowa kaznodziejów w Ameryce znalazło by się bez pracy w ciągu jednej nocy.
Nie mieliby niczego do powiedzenia. Oni poświęcają niemal CAŁY CZAS głoszenia na „sympatyczne” i ekscytujące rzeczy do łatwowiernych chrześcijan, którzy szczęśliwi dają na opłaty rejestracyjne i na składki, I na „drugą ofiarę”, I POTEM kupują zestawy kaset za wygórowane ceny. ‘Swędzące uszy?” – mamy tego aż do przesady, dziś. Niestety przypomina się stare powiedzenie o
„zabawianiu siebie samych, aż na śmierć”.

W ten sposób humanizm zdominował kościół.

Co, zatem, robi Bóg w takim stanie rzeczy? To samo co zawsze, robił. Znajdzie gdzieś takich, których umieści na końcu pustyni na kilka lat i wyszkoli ich, aby byli grupą „Janów Chrzcicieli” na taki czas jak ten. We właściwej chwili wyjdą z nikąd mówiąc przenikające i bezkompromisowe słowo „POKUTUJCIE!”

Takimi byli Finney’owie, Wesley;owie i Whitefiled`owie w minionych wiekach. Historia przebudzenie jest historią Bożych proroków pojawiających się w Jego wyznaczonym czasie.

Jest taka cięta wypowiedź A.W.Tozera, którą zawsze lubiłem:

„Bóg zawsze miał takich swoich specjalistów, których głównym przedmiotem troski było moralne załamanie i upadek duchowego zdrowia narodu czy kościoła. Tacy ludzie jak Eliasz, Malachiasz i inni tego rodzaju, którzy pojawiali się w krytycznych momentach historii, aby karcić, gromić i napominać w mieniu Bożym i sprawiedliwości… Taki człowiek zwykł być tak drastyczny, radykalny i czasami gwałtowny, że zdumiony tłum, który zbierał się wokół, aby obserwować szybko określał go jako skrajnego, fanatycznego i negatywnego, i w pewnym sensie tak było. Był skupiony, surowy, bez cienia strachu i takich cech wymagały okoliczności. Niektórych szokował, innych napawał strachem i zrażał wielu, lecz wiedział dobrze, kto go powołał i w jakim celu został posłany. Jego służba przeznaczona była do sytuacji krytycznych i ten fakt decydował o tym, że był inny, oddzielony”.

(-Ze wstępu Tozer’a do  'Why Revival Tarries' Ravenhill’a).

Humanizm jest “niewidzialny przeciwnikiem”, który przejmuje współczesny kościół. Jest to „ewangelia egoizmu”, która infiltruje przez swoją subtelność i przebiegłość, a ludzie tak bardzo to kochają. Lubią ludzi, którzy wywołują u nich śmiech, a unikają tych, którzy będą wywoływać u nich płacz.
Dominująca filozofia duchowa zachodu pomału staje się równie dominująca
w kościele. Czy znajdą się mężowi i niewiasty, którzy będą mieli odwagę „podnieść standardy” przeciwko ultra – POPULARNEMU zwiedzeniu – i będą głosili
prawdę? I tacy kaznodzieje, którzy będą śmieli zrazić ludzi, jeśli to będzie konieczne, lecz swego Boga nigdy?

Musi nadejść taka chwila, gdy tacy prorocy znowu odnajdą się. Modlę się o to, aby stało się to szybko, ponieważ jesteśmy naprawdę w krytycznej sytuacji – tak złej czy nawet jeszcze gorszej niż wielu, którzy byli przed nami.

Niech powstaną Janowie Chrzciciele!

Niech was Bóg błogosławi. Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.

сайт

Kłamstwo – 8

PROGRAMY I

Andrew Strom

WIĘCEJ PROGRAMÓW

Fakt, że dzisiejszy kościół kręci się przeważnie wokół CZŁOWIEKA, a nie wokół Boga, jest oczywisty dla wielu, którzy obserwują jak on funkcjonuje z dnia na dzień. Smutne jest to, że gdy Duch Święty nie porusza się w poważniejszy sposób, człowiek zawsze jest gotowy i chętny do wystąpienia na przód i „pomagania Bogu”, biorąc na siebie prowadzenie kościoła. Ludzie zawsze są przepełnieni „dobrymi pomysłami”  na rozwinięcie pracy. 

Wiele z tej działalności może być wytłumaczona jako „dobra” działalność, oczywiście. Możemy znaleźć tysiące powodów, dla których powinniśmy dodawać nowe programy, działalności i spotkania i utrzymywanie chrześcijan nieustannie zajętych, zagonionych i zapracowanych kościelnymi sprawami. 

Lecz smutnym faktem jest to, że często rzeczy naprawdę ważne są lekceważone – jako spotkania modlitewne – gdzie rzeczywiście możemy wejść w kontakt z BOGIEM, zamiast biegać w kółko ‘ROBIĄC COŚ, ROBIĄC COŚ, ROBIĄC COŚ”Lecz, co dziwne, wejście w kontakt z Bogiem nie jest bardzo wysoko na liście działań dzisiaj. Zamiast tego często wydaje się, że jest to ‘budowanie NASZEGO kościoła’ – i wszelka działalność z tym związana. Żądzą ludzkie pomysły a Boży głos został wypchnięty przez zabieganie i auto-promocję. 


Kiedy gromadziłem w zeszłym roku e-maile do mojej książki na ten temat pt.: „Chrześcijanie bez kościoła” zauważyłem, że jedną z głównych przyczyn powodujących opuszczanie przez tych ludzi kościołów było to, że przesycenie ‘aktywnością’ a BRAK BOGA. Oni po prostu nie mogli żyć w tej wszechogarniającej „mentalności programów” w kościele – to po prostu śmierdzi CZŁOWIEKIEM.

Znaczące jest  również to,  że wielu z tych „poza kościelnych” ludzi było jakiegoś rodzaju liderami  w  kościele. Często latami byli bardzo aktywni. Widzieli całą tą rzecz od  środka i chcieli wyjść. Dość CZŁOWIEKA. Chcieli więcej Boga.

Jaki był ten Pierwszy Kościół w tej dziedzinie? W jakie programy i działalności byli zaangażowani?

Po pierwsze musimy zdać sobie sprawę z tego, że Pierwszy Kościół to byli ludzie, którzy prawdziwie kochali Boga. Duch Święty był zaangażowany w kościele – nie człowiek. (Co nie znaczy, że nie było liderów. Byli ludzie z wielkim duchowym autorytetem, namaszczeni przez Boga do prowadzenie kościoła. Lecz byli nieustannie wrażliwi na Ducha Świętego w każdej decyzji jaką podejmowali). Było to kościół PROWADZONY PRZEZ BOGA, a nie człowieka. Było to kościół żyjący w środku wielkiego wylania Ducha Świętego. Jaka to różnica!

Poza wspólnymi spotkaniami na otwartym powietrzu i po domach, odkrywamy, że jedynym „realnym” programem jaki miał kościół w Jerozolimie wydaje się być karmienie biednych. Wyznaczyli siedmiu „diakonów” (co literalnie znaczy „sług”), którzy byli „pełni wiary i Ducha Świętego” – i zaangażował ich w karmienie i ubieranie wdów i sierot w regularny i systematyczny sposób. I to wszystko. To był ich jedyny faktyczny „program”. 

Nie mówię tutaj, że jest to jedyny prawnie program jaki możemy uruchomić, lecz istotą jest to, że wszystko, o czym decydujemy musi być ZARZĄDZANE PRZEZ DUCHA ŚWIĘTEGO – a nie następną ludzką „światłą ideę”.

Wierzę również, że podobnie jak w Dziejach, większość programów dziś powinna być skierowana na docieranie do biednych i tych w potrzebie (wdowy, więźniowie itd.) Wyraźnie jest to najwyższej wagi w sercu Boga. Lecz nawet wówczas, musimy być wrażliwi na Boże prowadzenie. 

Niektórzy ludzi poszli znowu za daleko w tej sprawie, mówiąc, że wszystko, co jest “zorganizowane jest całkowicie złe. Mówią, że literalnie wszystko powinno być robione przez Niego Samego, a ludzie powinni tylko „czekać” na Niego, aż to zrobi. Oczywiście, nie mogę się z tym zgodzić. To nie zgadza się wcale z Księgą Dziejów. Bóg zawsze używał LUDZKICH ISTOT do głoszenia, nauczania, uzdrawiania chorych, prowadzenie zgromadzeń i spotkań modlitewnych, usługiwania biednym itd. Widzimy to w Dziejach. Gdyby to ANIOŁOWIE, mieli robić to z pewnością robili by to oni, lecz Bóg dał wszystkie te zadania ludziom! I większość tych rzeczy wymaga co najmniej jakiegoś „zorganizowania”. 

Bardzo wyraźnie widać, że oni nie czekali na jakieś „objawienie od Boga”, który powie im, aby się spotykali ze sobą każdego dnia. Po prostu kochali Boga i siebie nawzajem – zbierali się więc razem w domach codziennie – prawdopodobnie w określonym czasie. Jest też oczywiste, że był też prawdopodobnie „wyznaczony czas”, gdy apostołowie usługiwali na otwartym powietrzu w Przysionku Salomonowym każdego dnia. Nie ma absolutnie żadnej sugestii, że czekali na jakąś anielską wizytę czy piorun z jasnego nieba zanim się zebrali. Po prostu było to naturalną rzeczą, aby to zrobić. Równie naturalne było wspólne modlenie się i karmienie wdów. Jak powiedziałem, to wymagało pewnego stopnia „zorganizowania”  (tzn. zaaranżowania czasu i miejsca spotkań itd.). 

Wielu ludzi  posunęło koncepcję “odpoczywania w Panu” zbyt daleko. Czy jesteś kimś, kto prawdziwie ODPOCZYWA w Nim? Wspaniale! Lecz, czy to teraz znaczy, że nie robisz zupełnie nic? Oczywiście, że nie! 

Niektórzy stali się leniwi duchowo i utknęli na rutynie – po prostu dlatego, że źle zrozumieli „odpoczywanie w Panu”. Idź i czyń wszystko cokolwiek mówi ci Bóg – lecz tym razem w Duchu, a nie w cielesnej walce, jak to zwykle było do tej pory! To właśnie do tego uzdalnia cię „odpocznienie” – możesz być faktycznie bardzo zajęty, jak był Jezus, a jednak ciągle będziesz „odpoczywał w Panu”. 

Strach przed „organizowaniem” czy „prowadzeniem” jest znany w historii, jako przeszkoda czy nawet przyczyna zniszczenia wielu przebudzeń. Walijskie przebudzenie zamarło w niecały JEDEN ROK po tym, gdy Even Roberts (mąż Boży namaszczony i powołany do prowadzenie przebudzenia), faktycznie SCHOWAŁ SIĘ, ponieważ obawiał być dłużej liderem (został przekonany, że mogłoby to znaczyć okradanie Boga z chwały). Lecz w rzeczywistości było to NIEPOSŁUSZEŃSTWO, ponieważ Bóg wzbudził go, aby prowadził i miał on do wykonania pracę. Najbardziej „pokorną” rzeczą jaką możemy robić to, po prostu, robić WSZYSTKO cokolwiek Bóg mówi. Jeśli jesteśmy powołani do prowadzenia to jest nieszczęściem jeśli wycofamy się z tego. Czas przebudzenia to zawsze okres, w którym przywództwo jest w najwyższej cenie i Bóg przeszukuje ziemię za tymi, którzy chcą zapłacić cenę i odpowiedzieć na Jego wołanie. 

Podobna postawa do Evana Robertsa przeważała na spotkaniach na Azusa Street – gdzie liderzy  chowali się za modlitwą I pozwalali na to, by KAŻDY mówił z platformy.

Nie tylko  chrześcijanie,  lecz wszelkiego rodzaju szarlatani i zdemonizowane charaktery czasami  mogli  przemawiać i wywoływało to niekończące się problemy. Czasami trochę  władzy jest właściwe – Bóg wzbudza liderów z jakiegoś POWODU.

Nie może być  wątpliwości co  do tego, że przebudzenie Azusa zanikło przed czasem – znacznie z powodu  właśnie takich błędów. 

Liderzy  przebudzeń  napotykają na bardzo delikatną równowagę –jak utrzymać wszystko w  torach nie będąc zbyt ciężkiej ręki. Jak dać Duchowi Świętemu wolne panowanie –  lecz nie  pozwolić, aby była zbyt wielka „swoboda”, przez którą diabeł może  spowodować  nieszczęście. Jest to trudna sztuka balansowania, która wymaga  wrażliwości na  Ducha Świętego i wielkiej mądrości. Wielu próbowało i zawiodła w ciągu  stuleci. Lecz nie jest to niemożliwe.

Myślę, że  bardzo ważnym  faktem jest to, że dwa najdłużej trwające ruchy przebudzeniowe w  historii były  również NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANE. Zdecydowanie były to potężne  ‘WYLANIA” Ducha  Świętego, a jednak był również dobrze zorganizowy „Nowy bukłak”, który  został  przygotowany, aby nadać całej sprawie strukturę i długie życie. Mówię  teraz o  poruszeniu Bożym zwanym Przebudzeniem Wesley’a (tj. Wielkie  Przebudzenie w  Anglii), oraz początek Armii Zbawienia. W obu przypadkach te ruchy  trwały w  stanie „Przebudzenia” przez około 40 lat. Znacznie dłużej niż większość przebudzeń dotąd. 

Jaki był główny  klucz do  sukcesu? Wierzę, że był to fakt, że oba te ruchy pozostawiły za sobą  „stary  bukłak” i ukształtowały całkowicie nowy – znacznie bardziej zbliżony do  Księgi  Dziejów. Nie usiłowały wcisnąć nowego ruchu w istniejące kościoły, lecz  wykonały odważny (i kontrowersyjny) krok tworząc prawdziwie NOWY  bukłak, stary pozostawiając za sobą. 

Interesujące jest to, że  oba te poruszenia był oparte na wychodzeniu na „ZEWNĄTRZ”. Prowadzili  ogromne  zgromadzenia na otwartym powietrzu – na zewnątrz tam, gdzie byli  ludzie. Mieli  również podobne spotkania dla nawróconych, wzbudzili „laickich  kaznodziei” (dla  kościoła ogromny horror). Modlili się bez ustanku i głosili ogniste  przebudzeniowe kazania o pokucie i nowym narodzeniu (Pierwotnie Armia  Zbawienia  wzorowała wiele swego przesłania na kazaniach Finney’a). Były to jedne  z  najbardziej wspaniałych i długo trwających przebudzeń w historii. I nie  zapominajmy – były również NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANE. 

Nie bójmy się  zatem  przywództwa i organizacji, przyjaciele! Lecz niech zawsze będzie to  przez  prowadzenie Ducha Świętego. To programów i „dobrych pomysłów” ludzi  musimy się  tak naprawdę obawiać. Jest gdzieś zdrowa równowaga miedzy nimi, lecz  wierzę, że  prawdziwa równowaga może przyjść tylko wtedy, gdy naprawdę będziemy w  stanie  „przebudzenia”. Wtedy będziemy widzieć prawdziwe kierowanie Ducha Świętego.


Niech was  wszystkich błogosławi Bóg

Wszystkiego  najlepszego w Chrystusie 

Andrew

сео оптимизация цены