Author Archives: admin

Kłamstwo – 6

BIBLIJNE SZKOŁY NIE występują w Biblii.

Wiecie, od chwili, gdy zacząłem serię “9 Kłamstw współczesnego kościoła” mnóstwo ludzi kwestionuje moje motywacje. Pytają: 

Dlaczego kaznodzieja pokuty i przebudzenia miałby się pakować w tak “ZEWNĘTRZNE” rzeczy? 

Faktycznie, niektóre z tych spraw nie są w ogóle sprawami istotnymi. Rzeczy typu system “Jeden człowiek pastorem” czy “ Budynki kościelne” wydają się, rzeczami zewnętrznymi. (podobnie jak sprawa “Biblijnych szkół” niewiele się od tamtych różni). Po się więc nimi kłopotać? 

Te rzeczy, na które zwróciłem uwagę jak stare tradycje i zwiedzenia (które traktowaliśmy jako “normalne” latami) są tym, co dodajemy do naszego małego “więzienia”, które zbudowaliśmy sami dla siebie w naszym kościele, dziś. Na swój własny sposób, każda z nich buduje małe “ściany” nieprawdy wokół siebie i gdy je wszystkie doda się do siebie to otrzymujemy rzeczywiste “więzienie” nieprawd, które utrudniają nam bycie tym, czy powinniśmy być. PRAWDA nas uwalnia, pamiętajcie. A dziś, pozostajemy bardzo daleko od Księgi Dziejów Apostolskich – często z powodu tych wielkich “ścian” tradycji, do których przylgnęliśmy. 

Oczywiście, najważniejszymi rzeczami są osobiste Przebudzenie i głęboka pokuta i głębokie szukanie Boga. To są faktycznie “sercowe” sprawy, lecz w rzeczywistości, Bóg potrzebuje ‘nowych bukłaków’ do Swego nowego poruszenia, a my musimy wiedzieć, co należy do “starego” i dlaczego mamy to zostawić za sobą bo inaczej będziemy związani usiłując włączyć to do “Nowego”.Wtedy nasze dzieci będą miały następną Reformację, aby poprawiać to, co my pozostawiliśmy nie zrobione. Czy widzisz już o co mi chodzi? 

Nadchodzące poruszenie Boże, będzie REFORMACJĄ jak i Przebudzeniem. Będzie nowym bukłakiem. Musimy, zatem, być świadomi tych rzeczy, które musimy zostawić za sobą. Te małe “ściany” muszą odejść. Kościół dzisiejszy, jeśli kiedykolwiek ma wyglądać tak jak pierwszy kościół, musi przełamać te 1700 letnie “wiezienie” starych tradycji. I, niestety, czasami potrzebne są te “zewnętrzne” rzeczy. 

SZKOŁY BIBLIJNE są dobrym przykładem. Faktycznie, w pierwszym kościele czegoś takiego nie było i mieli wtedy więcej mocy Bożej niż jakakolwiek grupa ludzie żyjących od tej pory. Po prostu nie ma CZEGOŚ TAKIEGO jaka szkoła biblijne w Księdze Dziejów Apostolskich, a musisz stwierdzić, że mieli się znacznie lepiejbez niej! Więcej cudów, więcej namaszczenia, więcej modlitwy, głębsza społeczność z Bogiem. Komu zatem potrzebna szkoła Biblijna? 

Jak już dyskutowaliśmy wcześniej, pierwsi apostołowie, nie byli bardzo “wykształceni”, zupełnie. Byli rybakami i celnikami! To faryzeusze i uczeni w Piśmie byli wykształceni w szkołach biblijnych tamtych czasów.  To byli profesjonalni “kapłani” . “A widząc odwagę Piotra i Jana i wiedząc, że to ludzie nieuczeni i prości, dziwili się; poznali ich też, że byliz Jezusem (Dz. 4:13).

 
Mamy więc oto, czarno na białym. Apostołowie byli “prości i nieuczeni” w oczach tych religijnych liderów, lecz ponieważ oni BYLI Z JEZUSEM, wstrząsnęli światem. 

Jakie zniszczenia szkoły biblijne i seminaria rzeczywiście wyrządzają? Czy faktycznie są aż tak szkodliwe? Są one tak bardzo niszczące z kilku powodów. Pomyślmy o tych punktach przez chwilkę. 

Szkoły Biblijne są podporami fałszywego podziału między “kapłanami” a “laikami” (- czego Bóg nienawidzi). Innymi słowy, to jest doktryna “POWSZECHNEGO kapłaństwa wierzących” rzucona przez kościół pod nogi. Jak tylko poślesz paru ludzi na uniwersytet czy do szkoły, stają się oni “wykwalifikowanymi”, profesjonalnymi sługami, to tracisz cale nowotestamentowe  chrześcijaństwo. Ci ludzie są dopuszczani do usługiwania, ponieważ mają oni dyplom szkoły biblijnej, podczas gdy inni nie są dopuszczeni, bo nie maja “papieru”. Nie liczy się jakie mają obdarowania czy powołanie mogą mieć. Często kościół odkłada ludzi na półkę jeśli nie maja akademickich “kwalifikacji”. Mogą dostać się do służby w ograniczonym zakresie, lecz w wielu przypadkach jest to bardzo ograniczone. 

 Czy nie sądzisz, że to jest CHORE?Cóż mogli by robić “nieuczeni” rybacy tacy jak Piotr czy Jan robić w takim świecie? Czy przeszli by choćby egzaminy wstępne? Naturalnie, dziś, NIGDY nie zostaliby dopuszczeni do prowadzenia kościoła bezukończenia szkoły biblijnej. Dzień Zielonych Świąt musiałby poczekać, aż do chwili, aż sami odpowiednio by się “wykwalifikowali”. 

Jak  powiedziałem, szkoła biblijne jest podporą tego wszystkiego. Jest to miejsce, dokąd udajesz się, aby zostać “profesjonalistą”. Jest to miejsce, gdzie odbywa się “podział”. Idziesz tam jako zwykły “laik”, a wychodzisz jako “kapłan” – ze wszystkimi prawami i przywilejami, które mają źródło we współczesnym świecie. Wtedy cały kościół jest ćwiczony w siedzeniu w ławkach, a tobie pozwala się wykonywać większość pracy. Koncepcja “usługiwania całego Ciała” ginie całkowicie – przeważnie przez ten JEDEN BŁĄD. 

Charles Finney powiedział:Jestem ciągle pod wrażeniem przekonania, że szkoły w znacznym stopniu niszczą [czy rujnują] usługujących. 

Dziś mamy świadomość istnienia wielu szkól biblijnych, w których spędza się wiele czasu kwestionując wartość i pochodzenie wielu ksiąg z Biblii, kwestionuje się czy wydarzenia zapisane w Biblii faktycznie się dokonały w taki sposób itd. Ludzkie rozumowanie i ludzka mądrość w naturalny sposób mają tendencję do wysuwania się na czoło w takich nastawionych na “umysł” intelektualnych miejscach. Wielu młodych, gorliwych kaznodziei jest faktycznie rujnowanych przez uczestnictwo w takiej szkole. Ich głowy napełniane są wątpliwościami a ich serca szybko tracą ogień. Niektórzy z nich zostają zrujnowani na całe życie. Lecz co, jeśli chodzi o tzw. “dobre” szkoły? Gdzie jest kładziona solidna wiara w Pismo i jest wielu napełnionych Duchem nauczycieli? 

Niestety cała KONCEPCJA biblijnych szkół jest błędna. Cała idea studiowania teorii, egzaminów, zdobywania kawałka papieru, który “kwalifikuje” do służby jest poważnym zwiedzeniem. Nawet “dobre” szkoły biblijne często po prostu produkują masowo ‘usystematyzowanych” ludzi, aby utrzymywać całą kościelną “machinę” w  ruchu. Uczeni są tego jak utrzymywać cały system dobrze naoliwiony, jak skutecznie realizować programy itd.. To wszystko jest wyraźnie sprzeczne  z działaniem pierwszego kościoła.

Jakie więc są PRAWDZIWE “kwalifikacje” do służby, które musimy posiąść? Po pierwsze, musimy mieć dojrzałe dary duchowe i powołanie od Boga. Musimy być kimś, kto spędził wiele czasu SAM Z BOGIEM w modlitwie. Aby być liderem w kościele, musimy wypełniać wymagania 1 Tym 3:1-13. 

Kto o biskupstwo się ubiega, pięknej pracy pragnie. Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, trzeźwy, umiarkowany, przyzwoity, gościnny, dobry nauczyciel, nie oddający się pijaństwu, nie zadzierzysty, lecz łagodny, nie swarliwy, nie chciwy na grosz, który by własnym  domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej  uczciwości,  o jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie  mógł mieć na  pieczy Kościół Boży? Nie może to być dopiero co  nawrócony, gdyż mógłby wzbić  się w pychę i popaść w potępienie diabelskie. A powinien też cieszyć  się dobrym imieniem u tych, którzy do nas nie należą, ….

Niepowodzenie  w wykonaniu powyższych  wskazówek przy wyborze lider w dzisiejszym kościele wywołuje  wszelkiego rodzaju nieszczęścia. 

Czy  zatem jest miejsce na „szkolenie” w  kościele? Z pewnością tak! Lecz wyraźnie jest konieczne, aby było to  raczej  PRAKTYCZNE szkolenie, niż akademickie i intelektualne. Wierzę, że  musimy unikać tego całego syndromu „stopni i dyplomów”. 

Jest  wiele krótkoterminowych obozów  szkoleniowych i praktycznych kursów, które są bardzo  praktyczne i pomocne dla  chrześcijan. Nie widzę nic złego w wielu z nich. YWAM prowadzi:  „Discipleship  Training Schools” od wielu lat. Są to 3 miesięczne praktyczne kursy  uczniostwa  kończące się wyjazdem misyjnym, aby usługiwać biednym czy  potrzebującym. Wiele  z tego rodzaju kursów jest znakomitych. Lecz NIC nie może zająć  miejsca  spędzania DUŻEJ ILOŚCI CZASI samotnie z Bogiem. Jest to główna  kwalifikacja,  którą mieli pierwsi apostołowie i nie powinno być inaczej dziś. 

Czasami  można trafić na szkołę biblijną, która jest głęboko duchowa,  często są małe i  mało znane. Charles Finney sam stał się nauczycielem w nowej szkole  biblijnej  zwanej “Oberlin College” w 1830. Wiele z jego wykładów  sprowadzało się do  pełnych “przebudzeniowych” kazań! Lecz oczywiście, teraz Oberlin jest  odsunięta  daleko od centrum Przebudzenia i to jest problem. Przeważnie w drugim,  trzecim  pokoleniu od założycieli szkoły stają się czerstwa i  zinstytucjonalizowane. Wtedy też zazwyczaj zaczynają robić więcej szkody niż pożytku. 

Pewna  liczba ludzi napisała do mnie pytając o nazwę naszej domeny internetowej: www.revivalschool.com”  Dlaczego  zdecydowaliśmy się na taką nazwę, skoro nie wierzymy w biblijne szkoły?  Wiecie,  w tej chwili jesteśmy w drodze organizowania pewnego rodzaju “Online  Revival  School”, co chcę pewnego dnia robić, lecz zapewniam was, że jest to  bardzo  “praktyczna’ rzecz skierowana na nauczanie ludzi tajemnic “osobistego”  i  “zbiorowego” przebudzenia. Któregoś dnia zrobimy to!


Jak  wiele rzeczy odłożyłem to na razie, ponieważ jest tak wiele innych  spraw wymagających uwagi. 

Niech was Bóg błogosławi

Najlepsze życzenia w Chrystusie 


Andrew Strom.

продвижение по поисковым запросам

Kłamstwo – 5


DOKTRYNY “PROSPERITY” (POWODZENIE) i “ZIARNO WIARY”

Mnóstwo ludzi myśli, że współczesne nauczanie o “powodzeniu” (Prosperity) dotyka tylko tych z „Ruchu Wiary”, lecz jego efekty są odczuwane znacznie szerzej. Jezus powiedział: Odrobina kwasu, cały zaczyn zakwasza” i  okazuje się, że to zdradzieckie nauczanie zainfekowało ogromne części ciała Chrystusa na wiele sposobów. Szczególnie w Ameryce. Jednym z głównych powodów tego jest to, że skutecznie stanęło w szeregu z CHRZEŚCIJAŃSKĄ TELEWIZJĄ.

Jest faktem, że chrześcijańska telewizja może być kosztowna, więc pomaga to w zdobywaniu mnóstwa pieniędzy. A jest udowodnione, że nauczanie o „prosperity” jest maszyną do zarabiania pieniędzy dla kaznodziejów. Ono faktycznie powoduje, że ludzie dają! Zatem tego rodzaju kaznodzieje kwitną w telewizji, lecz jest pewne, że prezentowany jest chory rodzaj „chrześcijaństwa” i całkowicie niezgodny z Pismem, jak zaraz zobaczymy. 

Ewangelia prosperity zasadniczo naucza, że Jezus nie tylko chce usunąć twoje grzechy, lecz również chce, abyś prosperował a nawet był „bogaty”. Nie tylko ‘DUCHOWO’, lecz rzeczywiście był błogosławiony wszelkiego rodzaju posiadłościami jak samochody, domy, posesje itd., ponieważ, oczywiście, wszelkiego rodzaju ubóstwo i cierpienie jest „przekleństwem” a my wiemy, że Jezus przyszedł, aby uwolnić  nas od tego „przekleństwa”.

Jest oczywiście w tym nieco prawdy. Gdyby nie było to, to fałszywe nauczanie nigdy nie odrosłoby od ziemi.

Lecz Biblia wyraźnie stwierdza, że uczniowie Jezusa mogę oczekiwać tego, że będą dzielić z Nim cierpienia (Rzym 8:17, Łk. 14:27 itd.). Pismo mówi również, stale i wciąż, o głębokim współczuciu Jezusa dla BIEDNYCH i Jego sprzeciwie wobec tych, którzy byli bogaci. W rzeczywistości oczywista przewaga Pisma w tym temacie jest zdumiewająca. Jest dla mnie zaskakujące, że nauczyciele prosperity są w stanie przebijać się z tym, co mówią. Czy nikt już więcej nie czyta Biblii?

Faktem jest, że ci ludzie są w stanie znaleźć tylko JEDEN werset wspominający „prosperity” w całym NT (i jest to wątpliwa pomoc jak zobaczymy), są natomiast dziesiątki wersetów na rzeczy przeciwnej strony! Które, jednak, wybierają oni i cytują bez przerwy? Oto jest ten werset w wersji Króla Jakuba (które to jest jedynym tłumaczenie wspierającym ich w jakikolwiek  sposób): „A nade wszystko chciałbym, aby prosperował i był zdrów tak jak prosperuje twoja dusza” (3 J. 2). Interesujące jest zwrócenie uwagi na to, co to „prosperowanie” znaczy w tym wersie. Znany naukowiec i badacz j. Greckiego W.E.Vine mówi, że jest tu po prostu mowa o: „prosperowaniu (powodzeniu – przyp.  tłum.) fizycznego i duchowego zdrowia” – a zatem nie ma nic na temat PIENIĘDZY!

I tak znajdujemy, że wszystkie późniejsze tłumaczenia  podkreślają to znaczenie. Na przykład NIV (New International Version)  mówi tak:  ”Modlę się o to, abyś cieszył się dobrym zdrowiem i aby wszystko było u  ciebie w porządku, nawet tak, jak się ma twoja dusza”

Czyż nie jest to ciekawe?

Jak powiedziałem, jest to JEDYNY WERS,  który nauczyciele prosperity cytują z całego NT. Jeśli są szczerzy, to przyznają, że cała reszta  NT jest PRZECIWKO NIM.

Zachęcałbym każdego, kto chce zbadać ten temat, aby wziął  sobie konkordancję i sprawdził KAŻDY WERS zawierający słowa: (1)  bogaty, (2)  pieniądze, (3)bieda, (4) Mamona, (5) majętność, (6) skarb, (7) sprzedaj  lub sprzedano, itd.

Będziesz szczerze zdziwiony jak zdecydowanie NT wypowiada się o tych sprawach. Zrobiłem takie badanie kilka lat temu i byłem zaskoczony tym, co znalazłem.

Gdy znajdziesz słowo “Bogaty” znajdziesz takie stwierdzenia:

Łuk 6:24:
Ale  biada wam bogaczom, bo już odbieracie pociechę swoją.

 
Jak  trudno tym, którzy mają majętności, wejść do Królestwa  Bożego. Łatwiej bowiem  wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego.

1
Tym 6:9  A  ci, którzy chcą być bogaci, wpadają w pokuszenie i w sidła,

Jak
5:1  A  teraz wy, bogacze, płaczcie i narzekajcie nad nieszczęściami, jakie na was przyjdą.

Jest wiele więcej podobnych wersów –  przyjrzycie się im, a zobaczycie!

 Okazuje się, że gdy Jezus głosił zasady  królestwa to był  bardzo zdecydowany w tej dziedzinie. Gdy przyszedł do niego „bogaty młodzieniec”, powiedział mu:

Mat 19.21:
idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!

Powiedział też do swoich własnych uczniów:

Łuk  12:33     Sprzedajcie majętności swoje, a dawajcie BIEDNYM
(wg. wersji angielskiej – przyp. tłum.).

 W moim ostatnim artykule „Dziesięcina”  przedyskutowaliśmy już cały temat nowotestamentowego dawania. W rzeczywistości nie ma „prawa” mówiącego, że chrześcijanie mają dawać 10%, lecz NT stanowi wyraźnie, że WSZYSTKO, co literalnie mamy należy do Boga. Wielu ludzi głosi, że „wszystko co mam, należy do Boga” lecz nie działają zgodnie z tym, co mówią! Nowy Testament mówi wyraźnie, że od chrześcijan oczekiwano, że sprzedadzą swoje posiadłości, ziemię czy domy, aby dawać potrzebującym braciom czy siostrom – szczególnie wdowom i sierotom. Z pewnością nie dawali pieniędzy bogatym kaznodziejom z telewizji! Nie dawali również pieniędzy, aby wznieść nowy budynek na rogu (Taki coś nie istniało wtedy). Dawali z SERCA – i o ile część z tego szła na wspomożenie służb, WIĘKSZOŚĆ była przekazywana na karmienie i ubieranie BIEDNYCH (p. Dz. 2:44-4;4:34-37).

Niektórzy ludzie dziś chcą wrócić do Starego Testamentu I używać ludzi takich jak Salomon i Abraham jako przykłady BOGATYCH, aby ich naśladować. Lecz to czego nie widzą to fakt, że ST jest „typem” czy CIENIEM Nowego (Kol 2:16, Hebr 10:1). Stary był „fizycznym” przymierzem z „fizyczną”świątynią i rytuałami, itd. „Błogosławieństwo” Boże był również przeważnie FIZYCZNE i materialne, lecz dziś mamy „duchowe” przymierze – oparte na „sercu” z przeważnie DUCHOWYMI błogosławieństwami. To dlatego nie powinniśmy szukać  starotestamentowego bogactwa dziś. Żyjemy pod innym przymierzem.

 Jest całkiem oczywiste z Nowego Testamentu, ze nie ma CZEGOŚ TAKIEGO jak ewangelia powodzenia („prosperity”). W rzeczywistości jest co całkiem PRZECIWNEGO. Jezus powiedział: „Błogosławieniu UBODZY, ponieważdo was  należy królestwo Boże” (Łuk 6:20). Jakub zaś ogłasza (Jak 2:5): „ Czyż to nie Bóg wybrał ubogich w oczach świata, aby byli bogatymi w wierze i dziedzicami Królestwa,  obiecanego tym, którzy go miłują?”.

Jezus zaś wyraźnie stwierdził, że „NIE MOŻECIE służyć Bogu i mamonie” (Mat 6:24), a jest oczywiste, że wielu chrześcijan usiłuje służyć dziś OBU. Nauczanie „prosperity” wyraźnie zachęca do tego. Jest to bardzo niebezpieczny i szkodliwy  błąd logiczny.

Czy Bóg chce błogosławić swoje dzieci czy nie? Oczywiście, że chce! Lecz On chce błogosławić nas tak, abyśmy mogli DAWAĆ WIĘCEJ- NIE abyśmy mogli gromadzić więcej luksusów dla siebie. Jak to może być sprawiedliwe dla chrześcijanina być bogatym i kręcić się wokół pieniędzy i posiadłości, podczas gdy na tej samej ulicy są chrześcijanie, którzy z trudem mają wystarczająco dużo jedzenia? A co jeśli chodzi o naszych potrzebujących braci i siostry za oceanem?

W proroctwie dotyczącym nadchodzącego poruszenia Bożego jest jedna rzecz, która mówi o tym, że będzie ono zbudowana na „rozrzutnym dawaniu biednym”. Naprawdę, mocno w to wierzę. Jestem przekonany, że jest to  coś to  coś, co jest bardzo wysoko w Bożym porządku.

DAWANIE „ZIARNA WIARY” (lub „zasiew wiary”).

 Trzeba również skomentować tutaj nauczanie na temat „ziarna wiary”, ponieważ tak wielu telewizyjnych kaznodziei używa tego do naciskania na ludzi, aby dawali na ich służbę. Sprowadza się to do doktryny „dawaj, aby otrzymać” rażąco wykrzywiające Pismo.

 Gdy kaznodzieja mówi coś takiego: “Zasiej  1000$ w moją służbę dziś, a Bóg odda ci 100-krotnie” to właśnie funkcjonują w doktrynie  „ziarna wiary”. W rzeczywistości mówią „dawaj, aby otrzymać”.  Motywacją takiego dawania nie jest błogosławienie tej służby tylko OTRZYMANIE CZEGOŚ Z POWROTEM od Boga. Taka motywacja jest całkowicie skrzywiona. Czy faktycznie oczekują, że Bóg będzie „błogosławił” coś, co ma tak złe nastawienie serca?

Lecz telewizyjni kaznodzieje kochają tą doktrynę,  ponieważ ona umożliwia im zbieranie ogromnych sum pieniędzy.

Zaskakujące jest to, że badania wykazują, że to biedni iludzie w potrzebie dają im najwięcej. Dlaczego? Ponieważ ci ludzie często czują, że tylko finansowy „cud” możeich uratować. Nie jest niczym niezwykłym, że zdesperowani chrześcijanie dają i dają, znacznie ponad ich możliwości, w nadziei, że Bóg wyratuje ich. Niektórzy nawet stracili swoje domy. Często starsi i chorzy dają ofiary w nadziei na jakiś rozwój sytuacji.

Wielu kaznodziei jest świadomych tego, jakich ludzi wyzyskują. Jak chore jest to wszystko.

A Jezus powiedział w ew. Mt 23;14: Biada wam  uczeni w Piśmie i faryzeusz, że pożeracie domy wdów i to pod pokrywka długich modlitw; dlatego otrzymacie surowszy wyrok”

Drżę cały na samą myśl o losie jaki czego niektórych z tych kaznodziei w Dniu Sądu.

Wiele argumentacji stojącej za tym nauczaniem na temat “ziarna wiary” jest zniekształceniem „siania i zbierania”, które jest biblijną koncepcją. Lecz gdy jest wykrzywiona przez kaznodziei i sprzedawana jako „dawaj, by wziąć” to wychodzi daleko poza Pismo. Czystość prostoty “dawania z serca” została utracona I zamieniona na egoistyczne motywacje. Ludzi dają ponieważ kaznodzieja „gwarantuje” im, że otrzymają „wielką odpłatę” za ich inwestycję!

Motywacja jest tak zła, że nic dziwnego, że ta doktryny spowodowała takie katastrofalne skutki w kościele. Jest to jedna z najbardziej chora rzeczy.

Następnym razem, gdy usłyszysz kaznodzieję używającego tego rodzaju manipulacji, aby dać mu 1000$, zgrom zdecydowanie w imieniu Jezusa to zwiedzenie i wyłącz telewizor!

O wiele lepiej będzie, gdy będziemy dawać biednym.

deeo.ru

Kłamstwo – 4


„DZIESIĘCINY” nie są dla chrześcijan

Słowo“dziesięcina” dosłownie znaczy “dziesiątka”. Dziś jest używana jako Zakon w wielu kościołach do zmuszania chrześcijan, aby dawali jedną dziesiątą ze swoich dochodów kościołowi. Wielu mówi się, że „okradają Boga” jeśli nie dają co najmniej tak dużo instytucji, w której biorą udział w niedziele.

Jakże ironiczne jest to, że większość współczesnych kaznodziei nie głosi niemal nic innego jak tylko: „łaska”, „łaska”, „łaska” z tym wyjątkiem który dotyczy Dawania – wtedy nagle czują się wolni do tego, aby ludzi naładować potępieniem i poczuciem winy.

Z jakichś powodów wydaje się to być przedmiotem, gdzie oni “kładą zakon”. Zastanawiam się dlaczego? Faktem jest, że wiele w kościelnej maszynerii zależy od tego prawa, aby zmusić ludzi do dawania i utrzymania całej ‘machiny’ w ruchu.

Lecz czy faktycznie praktyka dziesięciny występuje w Nowym Testamencie? Czy jest rzeczywiście dla Chrześcijan czy też jest częścią Starego Przymierza? Czy jest faktycznie prawo stwierdzające, że wszyscy chrześcijanie muszą dawać dziesięć procent? Czy też mamy być „ochotnymi dawcami” – po  prostu dającymi to, co Bóg umieścił w naszych sercach?

Możesz być zdziwiony, gdy dowiesz się, że słowo “dziesięcina” nie jest w NT nawet wymienione. W rzeczywistości, nie ma w ogóle żadnego wersetu mówiącego, że CHRZEŚCIJANIE mają dawać dziesięcinę. Jest tylko jeden werset w NT mówiący FARYZEUSZOM, aby dawali, lecz we wszystkich listach apostolskich do kościoła, nigdy nie twierdzili, że jest to dla chrześcijan. W całej Księdze Dziejów Apostolskich (historia 30 lat pierwszego kościoła) nie jest nawet JEDEN RAZ wspomniana dziesięcina. Jest mnóstwo przykładów ludzi dających pieniądze „z serca”, lecz NIE MA WSPOMNIENIA o dziesięcinie. Czy nie jest to interesujące?

A jednak ludzie często cytują słowa Jezusa do faryzeuszy, jakby dotyczyły one chrześcijan, aby zachowali dziesięcinę. Lecz tak nie jest. Oto co powiedział Jezus: „Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, że dajecie dziesięcinę z mięty i z kopru, i z kminku, a zaniedbaliście tego, co najważniejsze w zakonie: sprawiedliwości, miłosierdzia i wierności; te rzeczy należało czynić, a tamtych nie zaniedbywać (Mat 23:23, NIV).

Zwróć uwagę na to, że Jezus odnosi się tutaj do „spraw zakonu”. Tam właśnie one były. To są sprawy dotyczące starotestamentowego Zakonu – a nie częścią Nowego Testamentu dla chrześcijan. Jezus sam odnosi się do nich w ten sposób i zauważ do kogo mówił w powyższym fragmencie. Mówił do Żydów zachowujących Zakon, którzy ciągle żyli pod Starym Przymierzem (Nowe Przymierze nie miało zacząć się dopóki Jezus nie umarł i nie zmartwychwstał). Zatem to, co Jezus mówił było właściwe DLA NICH. Lecz nie dla nas, ani nie na teraz.

A jednak obrońcy dziesięciny zwracają uwagę na zwrot: „to powinniście czynić nie zaniedbując tamtego”. Przyczyna jest taka, że jest to jedyny werset, który mają w całym NT, który niewyraźnie naciska na dziesięcinę! A jednak jest zwrócony do Faryzeuszy!

Bądźmy wyraźni, to jest ich NAJLEPSZY nowotestamentowy werset na ten temat. Nie mają niemal nic innego i jest to skierowane do FARYZEUSZY, i jeszcze do tego jest wyraźnie stwierdzone, że dziesięcina jest „sprawą zakonu”. Jak śmieją ci ludzie stosować ten wers do dzisiejszych chrześcijan? Nie jesteśmy pod Zakonem, Biblia nam to mówi. Jakąż gorycz mają ci  ludzie – aby dawać ludziom poczucie winy wobec Zakonu ST, tylko po to, aby mogli  dostać więcej pieniędzy. Jakże haniebne.

„Nie jesteśmy pod zakonem, lecz pod łaską” (Rzym  6:14)

„Lecz jeśli Duch was prowadzi, nie jesteście już więcej pod zakonem” (Gal 5:18).

W rzeczywistości jedyny inny werset, który faktycznie dotyczy dziesięciny w NT podkreśla to samo. Na początku 7 rozdziału Listu do Hebrajczyków jest fragment odnoszący się do dziesięciny w Starym  Testamencie. Wyraźnie stwierdza, że jest ona częścią Starego Zakonu (w.5), a mówi tak: „A przeto poprzednie przykazanie zostaje usunięte z powodu jego słabości i nieużyteczności, Gdyż zakon nie przywiódł niczego do doskonałości, z  drugiej zaś strony wzbudzona zostaj lepsza nadzieja, przez którą zbliżamy się do Boga” (Hebr 7:18-19).

Robi się tutaj stwierdzenie, że Stare Przymierze było przymierzem „nakazów” (jak MUSISZ dawać dziesięcinę), lecz Nowe Przymierze jest przymierzem SERCA i my mamy dawać z serca opływającego miłością Bożą. NIE dlatego, że jesteśmy do tego „przymuszeni’. Stare przeminęło. Żyjemy dziś pod Nowym Przymierzem.

A teraz następny ważny argument za dziesięciną, który jest używany to: “dziesięcina była przed zakonem” i używają przykładu Abrahama i Melhizedeka (Rdz. 14:18-20). Mówią zatem ciągle stosuje się go do nas i dziś.

Mam więc pewne proste pytanie dla nich: czyż nie jest prawdą, że OBRZEZANIE było przed zakonem również? (Rdz. 17). A jednak wszyscy wiedzą, że obrzezanie jest traktowane jako część Starego Zakonu, który został zakończony . Podobnie jest z dziesięciną, nie ma żadnej różnicy.

Jak widzimy w każdym miejscu NT Pismo mówi o dziesięcinie wyraźnie jako o części STAREGO ZAKONU. Nie jest żadną częścią Nowego Przymierza. Jakim wstydem jest to, że dziś jest to używane do manipulowania chrześcijanami, aby dawali dziesięć procent na rzecz kościelnych instytucji. Jak smutne i całkowicie nie biblijne.

Jak stwierdza były pastor Bruce Lengeman w swym artykule “Gwałt dziesięciny”: “Tytuł może brzmieć twardo, lecz wierzę, że jest odpowiedni do zniszczeń robionych przez błędne nauczanie doktryny o dziesięcinie.. Prosto i wyraźnie, doktryna o dziesięcinie tak jak jest powszechnie nauczana we współczesnych ewangelikalnych czy biblijnie wierzących kościołach jest wykrzywioną egzegezą!”

JAK ZATEM POWINNIŚMY DAWAĆ?

Dziś, jeśli chodzi o „dawanie”, często głoszone jest z Mal. 3 ze ST, który mówi Żydom, aby „przynieśli pełną dziesięcinę do spichlerza” i mówi, że oni „okradają Boga i że są „przeklęci” jeśli tego nie robią (Mal 3:8-10). Współcześni kaznodzieje uwielbiają porównywać spichlerz do ich własnych kościołów (!!), tak aby mogli stosować te wersy do siebie, lecz rzeczywistość jest zupełnie inna. Jak stwierdza Bruce Lengeman: “spichlerz z Malachiasza nie był w niczym podobne w strukturze swej do dzisiejszego kościoła; nie było to miejsce zgromadzeń, ani oddawania czci. Był to po prostu magazyn na składane z dziesięcin dobra, które były rozdzielane Lewitom, którzy nie posiadali dziedzictwa, jak również wdowom, obcym i sierotom”.

Jakże inny widok od dzisiejszych pułapek-poczucia winy, o których słyszymy dziś!

Gdy przejdziemy do Księgi Dziejów Apostolskich, odkryjemy, że faktycznie WIĘKSZOŚĆ PIENIĘDZY jaka przychodziła była rozdzielana na jedzenie i ubranie dla biednych i wdów. Była to powszechna praktyka wśród chrześcijan, że sprzedawali swoje majątki i składali pieniądze u stóp apostołów, aby rozdzielali biednym (p. Dz. 4:32-37). Jaką miłość ci ludzie prezentowali! I było to prawdziwe dawanie „z SERCA’, a nie z „ZAKONU”, który mówił im ile dawać.

Jest mnóstwo miejsce w NT popierających dawanie tym, którzy usługują ewangelią (p. 1 Kor 9:13-14, 1 Tym 5:17, etc.), lecz o wiele większy nacisk na dawanie wdowom i sierotom.

Wierzę, że Bóg prowadzi nas dziś do tego, abyśmy byli prowadzeni w dziedzinie dawania przez Ducha Świętego. Znajdź sposób na dawanie pieniędzy biednym i wdowom, który będzie skuteczny. Na przykład, niektóre charytatywne organizacje chrześcijańskie, jak „Open Doors” (Otwarte Drzwi)wspierają prześladowane chrześcijanki wdowy w islamskich krajach itp.). Znajdź również skuteczne służby chrześcijańskie, aby dawać im pieniądze.

Koncepcja „lokalnego kościoła-spichlerza’ jest na wiele sposobów zwodniczym błędem. Faktem jest, że nie było czegoś takiego jak „budynki kościelne” w NT, jak zatem mógł być „spichlerz”? Musimy dawać tam, gdzie Bóg nas prowadzi – z prawdziwie szczodrym sercem.

Jak napisał ostatnio jeden z moich czytelników:

E-mail, który wysłałeś około 2 miesięcy temu przekonał mnie, że dawanie powinno być oparte na nowotestamentowym modelu – dawaniu radośnie i jak zamierzymy – zamiast wykonywania zakonu. Chrystus uwolnił nas od przekleństwa zakonu. Odkryłem, że od chwili, gdy zacząłem dawać wtedy, gdy Ojciec pokaże mi, aby dać, zbieram błogosławieństwa. Zawsze dawałem 10% do mojego lokalnego kościoła i nigdy nie widziałem większych wyników. Zostałem przekonany, że mój lider uwielbienia potrzebuje pieniędzy, więc z tego mocnego przekonania dawałem. Nagle okazało się, że w pracy sprzedaż ruszyła z kopyta, a do tej pory szło bardzo biednie i byłem bliski zamknięcia interesu. Wiem, że jedyną różnicą jest posłuszeństwo Duchowi Świętemu i robienie tego co  On powie mi, że mam z moimi pieniędzmi zrobić jak to jest w przykładach NT”.

AMEN!!

Niech Bóg błogosławi twoje dawanie, mój przyjacielu.  Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.

 продвижение

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 5

Opuszczam ruch „Chrześcijanie poza kościołem

 

KONTROLA I DUCHOWE
WYKORZYSTYWANIE

 

 Wielu przypuszcza, że główną przyczyną tego, że ludzie opuszczają kościoły musi być to, że „docierali się” z liderami. Musieli zostać „zranieni” w jakiś sposób i dlatego odeszli. Jest to jedna z licznych przyczyn, których ludzie kościoła nie potrafią zrozumieć – zatem zakładają (często błędnie), że WSZYSCY, którzy odchodzą są zgorzkniali lub „zranieni”.

Lecz często nie jest to W OGÓLE PRZYCZNĄ. Jak widzieliśmy, jest wiele znacznie głębszych przyczyn, niż „problemy z przywództwem”. Niemniej jest tak jest jeśli chodzi o pewnych liderów, szczególnie tych, którzy mieli do czynieni z nieco bardziej „kontrolującym” środowiskiem. Niestety wydaje się, że wśród zielonoświątkowców w ostatnich latach kontrola i nadużycie stają się coraz bardziej i bardziej powszechne. Często nadużywanie terminów takich jak „poddanie”, „autorytet”, „przykrycie” prowadzi do tych problemów.

 

Wielu chrześcijan pozostających poza zorganizowanym kościołem naświetlało fakt, że przywództwo Biblijne często wydaje się być zupełni inne od większości tego, co widzimy dziś. Zwrócili również uwagę na to, że pewnego rodzaju nauczania jeszcze bardziej pogłębiają problemy w dzisiejszym kościele.

Poniżej kilka e-maili dotyczących tej sprawy:

 

Alistair (Nowa Zelandia)

Mam kilku szczerych, zdrowo myślących i skutecznych przyjaciół, którzy nie chcą być częścią systemu, który zwany jest kościołem i w większości przypadków przyczyną jest przywództwo. Gdy „autorytaryzm”, który nie pochodzi od Boga, staje się oczywisty, mający rozeznanie wiedzą to i usuwają się. Nie opuszczają Boga, lecz system. Ludzkie narzucanie (władzy – przyp. tłum) nigdy nie miało biblijnego autorytetu…

 

Jeff (Nowa Zelandia):  

Wierzę, że wielu pastorów wymaga od swoich zgromadzeń, aby uczynili „ich” pierwszymi tj., postawili „ich” na piedestale, a jeśli tego nie zrobisz to jesteś ”buntownikiem” lub „nie umiesz wejść pod autorytet” czy też „masz „ducha czarownictwa” albo jeszcze coś innego. Rzuciłem wyzwanie liderom, że powinni być pasterzami owiec, które Bóg im posłał, a nie panami nad nimi i nie podchodzić do nich jak niewolników. Wielu pastorów jest zdania, że owce mają służyć im, a nie tak jak przedstawił to Jezus w Piśmie: „paś owieczki moje”.

 

W Ks. Objawienia 2:6 Jezus mówi o Nikolaitach, że ich nienawidzi. Rozumiem, że jest to jedyny raz, gdy Jezus powiedział, że nienawidzi czegoś i jest to wymienione dwa razy w Ks. Objawienia 2, ponownie w wersie 15. Jest to mowa o kontroli, jaką mieli przywódcy nad ludźmi i nadużyciach jakich dokonywali. Jest to bardzo interesujące i naświetlające ostrzeżenie na dziś. Ujawnia ono tego samego ducha Nikolaitów dziś i teraz.

 

Rozmawiałem z wielu chrześcijanami w ciągu ostatnich 6 miesięcy, którzy opuścili kościoły i pytałem ich o przyczyny. Niektóre odpowiedzi były takie: 1) Było tam wiele duchowego wykorzystywania/ kontroli nad nami. Jeśli nie poddalibyśmy się kształtowaniu według życzeń pastora i liderów (nawet jeśli było to sprzeczne z Pismem) to byliśmy ignorowani i bojkotowani. Nie śmieliśmy kwestionować niczego. 2) Jeśli nie dawaliśmy dziesięciny zgodnie z ich postrzeganiem naszych dochodów to znów byliśmy ignorowani i bojkotowani. 3) Wszystko rozbijało się o pastorów. Usiłowali być „supergwiazdami” i jeśli biegałeś wokół podobając się im i zgadzając się nimi to byłeś promowany i używany do służby. Wydawało się, że używali tylko tych, którzy czołgali się przed nimi. Traktowaliśmy ich uprzejmie, lecz nie szliśmy tak daleko, aby się do nich przyssać czy pozwalać na kontrolowanie. Znaczy to, że po prostu siedzieliśmy w ławkach i byliśmy dla nich serdeczni nigdy nie będąc używani do służby. Po pewnym czasie odeszliśmy. Chcieliśmy być używani przez Boga – a nie tylko siedzieć w ławkach. „Pastorzy używali tylko ulubieńców” (słowa bliskiego przyjaciela, który wyszedł z kościoła po 10 latach wiernej służby). 4) Kościoły mówią o tym, aby wstać i być aktywnym w swoich lokalnych społecznościach miejskich (być Jezusem dla świata), lecz to skończyło się przynależnością do klubu „błogosław mnie”. Mnóstwo gadania o tym, aby zanieść ewangelię do ludzi, lecz praktycznie żadnego działania. 6) Każdy tydzień to jak przedstawienie. Pastor robi tam przedstawienie, aby nas utrzymać w regularnych chodzeniu co tydzień i stale zbiera 10% naszych dochodów tak, aby mógł trzymać się swojej roboty. Żadnego Ducha Bożego nigdzie.

Skończę na tym, mógłbym o tym napisać książkę…

 

John (USA):  

Byłem w kościołach, które podkreślają wagę „Bożego człowieka na właściwą godzinę” i oczekiwanego respektu, który powinien łączyć się z „tym namaszczonym”. Słyszałem jedno kazanie znanego proroczego sługi, który głosił, że jeśli ktoś przyłączy się i służy „mężowi Bożemu” to namaszczenie męża Bożego w końcu spocznie na słudze jak w przypadku Eliasza i Elizeusza. I było wiele odniesień do tego i do tamtego namaszczonego sługi a wszyscy oni mieli status supermanów. Nie miałem lekceważącego stosunku w tych sprawach, bo zgadzam się z tym, co ap. Paweł napisał, jeśli chodzi o szacunek dla tych którzy pracują dla Pana. Niemniej jednak, pewne rzeczy zaczynają rzucać się w oczy… odczuwałem pychę, chełpliwość, samo-wynoszenie się, a nie poczucie Bożego respektu i obecności.

 Słyszałem kaznodzieję, który używał Słowa „Nie dotykajcie pomazańców Pańskich” w takim znaczeniu, że lepiej by było dla zwykłych wiernych i świata, aby uważali na to w jaki sposób traktują usługujących. Z pewnością Bóg czuwa nad swoją własnością – widziałem to osobiście, lecz w chrześcijaństwie nie chodzi przecież o relacje typu: „traktujcie mnie dobrze – bo jak nie…” To jest czarownictwo.

Bóg chce mocy i czystości. Gdybyś miał mieć jedno z dwojga to czystość byłaby właściwa! Moc bez miłości i czystości wydaje tyranów i despotów zatrutych nimi.

 

Mike (USA):

Czytałem ostatnio kilka książek o pierwszym kościele i o tym, co Jezus nam zostawił, w porównaniu do tego, co nazywam dziś „kościołem”. Wydaje się, że nie ma ani jednego wersetu popierającego w Nowym Testamencie model kościoła, w którym pastor prowadzi, pastor wiedzie, pastor wspiera… Paweł wyznaczył pięciorakie służby, wspominając coś o „wspieraniu każdego członka…” Pastor nigdy nie miał robić „tego wszystkiego”.

 

____________________________________________

Wśród piszących do mnie znaleźni się i tacy, którzy mieli fatalne osobiste doświadczenia z liderami. Niestety, wydaje się to nieco powszechne wśród ludzi pozostających poza kościołem. Można się tylko zastanawiać jak wielu chrześcijan zostało rzeczywiście wywiedzionych poza kościół z powodu tak straszliwych doświadczeń jak to:

 

Tina (USA):  

Jako nowa wierząca w 1979 roku, bez jakiekolwiek wcześniejszego doświadczenia w kościele, zostałam zaprowadzona do charyzmatycznego kościoła, który miał nowego zaczynającego pracę pastora (z pastorskim sercem) i byłam członkiem społeczności przez 15 lat. To była rodzina. Uczono mnie Biblii, była miłość… był wśród nas Bóg. W 1997 roku, nie wchodząc w szczegóły… ten pastor zrezygnował i przeprowadził się. Na jego miejsce przyszedł pastor „Słowa Wiary”, przejął kościół i zaczął budować „wielką służbę”… To, co mieliśmy zostało zastąpione mnóstwem hałasu. Odebraliśmy wiele nauczania temat czczenie „męża Bożego”, byciem giermkiem, itd., itd.

 

Wraz z mężem zrezygnowaliśmy z naszych stanowisk tam i odeszliśmy, bez „zabierania ze sobą kogokolwiek”. Dziś niemal wszyscy z pierwotnej grupy odeszli i nie są członkami żadnego kościoła. Nie wchodząc we wszystko, co przez te trzy lata naszego pobytu tam ujawniło się, podsumuję tym, że kiedyś prowadząc samochód usiłowałam sobie wyobrazić, co się stało, Pan powiedział: „Zostałaś duchowo zgwałcona”.

Usiłowaliśmy znaleźć inne miejsce, gdzie moglibyśmy się przyłączyć, lecz nie udawało się… po prostu nie chcieliśmy czy nie mogliśmy już więcej „grać w tę grę”. Czasami robi się samotnie. Wiesz, Ciało będące wieloma członkami, brak przebaczenia, urazy czy zgorzknienie w moim sercu… pewnie tym wszystkim po trochę trzeba się było zająć… po prostu tęsknota z czystą społecznością ze wspólnotą Wierzących, bez agend i z Jezusem jako jednym Królem.

 

Larry (USA):  

Wyszedłem z takiego kościoła, jaki opisałeś w swoim artykule – bardzo autorytatywnego, niemal dyktatorskiego. Byłem w tym środowisku przez 15 lat. Skończyłem ekskomunikowany za opuszczenie tego kościoła i bliski załamania nerwowego. Z punktu widzenia kościoła, ja nie opuściłem kościoła, lecz zostawiłem Boga i oni pokazali mi to wyraźnie. Pokonanie tego i lata umysłowego wykorzystywania, które było moim udziałem, było bardzo trudne. Zajęło mi to całe lata, mogę więc zrozumieć dlaczego ludzie są świadomi silnego kościelnego autorytetu panującego nad nimi. Jak wiele kościołów jest podobnych do Chrystusa? Widzę więcej grzechu i świata w kościele niż Chrystusa. Myślę, że czuję się wygodniej sam prowadząc moje własne życie niż mając grupę bardzo zajętych ciał, które są na wycieczce w poszukiwaniu mocy i starają się mi mówić, co mam robić i jak żyć. Mam nadzieję, że to rozumiesz. Myślę, że tylko ktoś, kto sam przeszedł przez coś podobnego może zrozumieć, jak to jest być pod autorytetem obraźliwego pastora przez długi czas.

 

April (USA):  

Jestem chrześcijanką „z poza kościoła”; członkiem charyzmatycznej społeczności od 13 lat, która mocno siedziała w „teologii rekonstytucjonalnej”, włącznie z czczeniem liderów jako „pomazańców Bożych” i wymaganiem „uczniowskiego poddania autorytetowi” (które sprowadzało się do niewolniczej pracy dla figur u władzy i rzeczy takich jak pytanie się o zgodę na odwiedziny rodziców czy przyjaciół z poza kościoła).

 

W końcu odeszłam w 1987 roku i, wierz mi lub nie, wyszłam wraz z kilku dobrymi rzeczami; nawykami naukowego badania Biblii, umiejętnościami duchowej walki, modlitwy wstawienniczej i praktyką usługiwania ciału oraz kontemplacyjnego uwielbienia. Nie przystałam do żadnej społeczności aż do 1990 roku, gdy wraz z mężem przyłączyliśmy się do episkopalnego kościoła, którego kapłan był charyzmatykiem. Ostatecznie, polityka kościelna (ludzi byli motywowani bardziej chciwością i ambicjami niż przez Ducha) odeszliśmy z tej społeczności około 1995 roku. Więcej już nie uczestniczyliśmy w kościele, choć mój mąż obecnie należy do Vineyard Christisan Felloship.

Pierwsze lata „poza kościołem” czułam się tak, jakbym robiła coś niewłaściwego, lecz za każdym razem, gdy pytałam Pana czy powinnam przyłączyć się gdzie indziej, On odpowiadał, że nie. Zatem przez ostanie 8 lat kultywowałam moją relację z moimi sąsiadami kochając ich i modląc się o nich. Miałam wiele możliwości dzielenia się miłością Jezusa z nimi.

Jeśli poczuję się wystarczająco bezpiecznie, chciałabym wrócić do społeczności z lokalnym ciałem wierzących.

 

Sherril (Afryka Płd.)

Kocham Ciało Chrystusa, lecz zostałam rozczarowana tak bardzo liderami. Modlę się do Boga o miejsce dla mnie w Ciele, gdzie liderzy byliby ludźmi żyjącymi zgodnie z tym, co głoszą.

 

Moje ostatnie doświadczenia dotyczyły mężczyzn, którzy nie interesowali się „owcami” wcale. Były pozostawione, aby radziły sobie same. Pastorowanie zostało oddane laikom takim jak ja. Trzech pastorów, o czym wiem, było zaangażowanych w nieuczciwe interesy finansowe.

Nie potrafię powiedzieć jak bardzo mnie to bolało. Ci ludzie ciągle są w służbie i widzę coraz więcej rozbicia i rozproszenia wśród owiec. Rozważałam nawet rozpoczęcie swojego własnego kościoła. Mam stopień naukowy z teologii i wkrótce zaczynam pracę nad dyplomem profesora (nauczyciela szkoły średniej). Wiem, że będzie mi potrzebne bardzo wyraźne prowadzenie Ducha Świętego, lecz pokazuje to jak bardzo stałam się zdesperowana.

 

Dennie (USA):

Pracowałem w chrześcijańskim sklepie i to co widziałem złamało mi serce. Stale usiłowałem pamiętać o tym, że chrześcijanie to jeszcze nie skończone dzieło, lecz serce miałem tak obciążone, że musiałem zrezygnować albo byłbym całkowicie pochłonięty przez załamanie. Mój kościół jest wspaniałym miejscem, lecz jest wypełniony frakcjami usiłującymi przebić się ze swoimi wizjami. Od 5 miesięcy wycofałem się z kontaktów z kościołem i chrześcijanami i serce mi rani.

 

Nate (Australia):  

Wraz z żoną byliśmy w zespole muzycznym i przywództwie 200 osobowego silnie zielonoświątkowego kościoła. W czasie, gdy tam byliśmy, jak i teraz, myślę, że pastorzy byli bardzo kontrolujący. Byliśmy zachęcani do tego, aby grać i mówić w taki sposób, który odwoływał się do ludzkich emocji i było to interpretowane jako prowadzenie Ducha. Ja (osobiście) czułem, że jest to manipulacja. Byliśmy wraz z żoną rozczarowani tym, że pastorzy byli skupieni na wzrastającej liczbie członków i znalezieniu „doskonałego” budynku. Stale i wciąż nauczanie koncentrowało się wokół tego. Inne rzeczy były głoszone, lecz jedynym celem niedzielnego nabożeństwa wydawało się być (w moich oczach) manipulowanie ludźmi, aby byli pasjonatami „budynku” czy cokolwiek było ostatnio określane jako „poruszenie”.

Czuliśmy się tak skompromitowani i ograbieni z czasu, że ostatecznie poszliśmy do pastorów i powiedzieliśmy, że chcemy zrobić sobie przerwę w grze w zespole i liderstwa. Nie zostało to przyjęte tak, jak chcieliśmy i wdaliśmy się w walkę, w której rzucano w nas takimi słowami jak „zwiedzeni” i „stwarzający podziały”.

Myślę, że w tym momencie stałem się zbędny. Pastorzy usiłowali „zdobyć” moją żonę. Powiedzieli jej, że jestem buntowniczy i inne tego typu rzeczy – jak to, że mieli sny, itd. – co powodowało, że byłem na nich jeszcze bardziej zły, gdy mi o tym opowiedziała. Byłem zdecydowany, co powodowało, że żona czuła się miotana między dwoma kierunkami. (W tym stanie nadal chodziliśmy do kościoła i wszyscy udawali, że nic się nie dzieje).

 W końcu przeprowadziliśmy się do innego miasta, co odcięło nasze więzi z tymi pastorami.

 

G.F. (Lokalizacja nieznana): 

Tęsknie do uczniostwa, odpowiedzialności, napominania w miłości i spotkań wspólnych częściej niż w same niedziele.. lecz moja zdolność do ufania liderom została tak okaleczona przez moją otwartość na zranienia w dziedzinie mojego osobistego życia i wynikłe z tego odrzucenie, nie raz, lecz wielokrotnie.. następnie poważnie wykorzystana przez następnego bardzo ważnego „Męża Bożego”. Zatem zdecydowałam się na wyjście z systemu… Gorąco pragnę znać Pana, lecz nie wiem czy kiedykolwiek będę jeszcze w stanie zaryzykować udział w WIELKIM kościele. Na szczęście mam przyjaciół, którzy jadą na tym samym wózku i zbieramy się, aby kochać Pana i siebie nawzajem.

 

Lynda (USA):

Nasza historia… Pomagaliśmy budować i płacić za kościelny budynek. Złożyliśmy nasze życie na ponad 20 lat służąc w każdy możliwy sposób, prowadząc grupę liderską przez pewien czas (choć nie byliśmy do tego przygotowani).

Po 20 latach sprowadziliśmy pastora i jego żonę z lokalnej „denominacji” – a oni unicestwili nas – zniesławienie – odgradzania – duchowe nadużycie… Niemal wszyscy, którzy byli tam, gdy oni zaczynali zostali zmuszeni do odejścia – jeden mężczyzna usiłował popełnić samobójstwo w związku obrzydliwością ich działań wobec nas wszystkich – długa historia – zajęło nam 2 lata ukrycia w jaskini, aby się wyleczyć. Sądziliśmy, że Pan już zrezygnował z nas… ja osobiście obawiałam się czy kiedykolwiek zobaczę innych „chrześcijan” – tak strasznie mnie zniesławili…Wtedy –Pan zaczął ponownie i zdaliśmy sobie sprawę z tego, że to był On sam, jedynie. Przerzucił nas ponad poprzeczką religijnego systemu – umarliśmy a teraz znowu zostaliśmy wskrzeszeni. TERAZ żyjemy – realnym życiem w WOLNOŚCI – bez nadużywania czy religijnych programów i kontroli – bez hierarchii/ politycznego śmietnika… będąc Jezusem na ziemi… w miłości, szacunku do ludzi… nie budując dla chwały ludzkiej… lecz aby uwielbić Jezusa. Jesteśmy bezpiecznym miejscem!!

Nasza nowa służba… zaczęliśmy w naszym domu – przerośliśmy go i teraz spotykamy się na uwielbianie w centrum konferencyjnym.. Jesteśmy tak wdzięczni za to, że Pan wyprowadził nas z tego systemu – ludzi budujących królestwo dla swojego imienia i chwały… A jeśli chodzi o to nad czym się zastanawiasz – przebaczyliśmy i cieszymy się z naszych przeciwników, że Bóg użył ich do tego, aby przynieśli nam wolność.

______________________________________________

Jedna kobieta wyraziła to w bardzo elokwentny sposób zadając serię pytań skierowanych wprost do serca współczesnego kościoła:

Lynnette (USA):

Kiedy przestaliśmy być szpitalem dla grzeszników?

Kiedy staliśmy się świątynią dla świętych?

Kiedy duch kontroli stał się głową kościoła?

Kiedy Duch Pański poszedł?

Jak długo musi to trwać?

Ogień pali głęboko tych, którzy wędrują poza kościołem. Kiedy, Boże? Kiedy?

Włóczę się po tym miejscu jak wyrzutek, lecz pamiętam, o drogi Panie, pamiętam, gdy Ty poruszałeś się. Modliłam się o dzień, gdy zobaczę twoje ponowne działanie w tych miejscach, które należą do ciebie. „Kościół jak zwykle” stał się zimnym,  martwym, suchym miejscem, bez względu na to, jak mały jest. Kiedy przestaniemy odgrywać kościół i zaczniemy być Ciałem i Oblubienicą?

раскрутка сайта

< Część 4 | Część 6 >

Kłamstwo – 2

 KOŚCIELNE BUDYNKI NIE WYSTĘPUJĄ W BIBLII

Jest to proste stwierdzenie faktu: kościelnych budynków niema w Biblii. Kropka. Po prostu nie istnieją. Są one innym wynalazkiem człowieka. Możesz przeszukać cały Nowy Testament od początku do końca i nie znajdziesz najmniejszej wspominki o nich. Tylko dwa wieki były potrzebne, aby kościół oddał miejsce odstępstwu i zwiedzeniu i zaczęły pojawić się budynki kościelne. Nawet wtedy były to dwa domy połączona razem. Jednak dopiero po roku 300 gdykościół popadł w rzymskie odstępstwo, zaczął budować „katedry”.

Mnóstwo ludzi myśli, że posiadania budynku„nie liczy się wiele”. Mówią „budynki  są neutralne”.„Budynki nie mają na nas wpływu. Po prostu są budynkami, przede wszystkim”.

Lecz ja się z tym nie zgadzam. Wierzę, że jest pewne nastawienie umysłu i cały zestaw „wyuczonych zachowań”, które wiążą się z budynkami. Trudno jest nam to dostrzec, ponieważ jesteśmy przyzwyczajeni do korzystania z nich, lecz wierzę, że mają one BARDZO niszczący skutek pod wieloma względami, czego w ogóle nie jesteśmy świadomi.

Poniżej kilka krótkich uwag, pochodzących od naukowców iuczniów, którzy przyglądali się temu tematowi.

„Nie mamy świątyń czy ołtarzy”. To stwierdzenie, odnoszące się do chrześcijan, pochodzi spod pióra apologety Miniciusa Felixa, 200 r. i wszelkie dowody potwierdzają jego trafność. W ciągu pierwszych dwóch stuleci nie było budynków kościelnych jako takich. (-J.G. Davies).


Kiedy kościół był bardzo młody nie miał budynków. Zacznijmy od tego uderzającego faktu. To, że kościół nie miał budynków jest najbardziej widocznym punktem różniącym pierwszy kościół od współczesnego. W umysłach wielu współczesnych ludzi „kościół” znaczy przede wszystkim budynek i prawdopodobnie coś innego na drugim miejscu; lecz rzadko „kościół” stanowi cokolwiek innego niż budynek. Lecz oto fakt, od którego zaczęliśmy: pierwszy kościół nie posiadał budynków i wykonywał swoją pracę przez bardzo wiele lat bez wznoszenia czegokolwiek” (Ernest Loosley).

„Okres największej żywotności kościoła i wzrostu aż do współczesnych czasów miał miejsce w ciągu pierwszy dwóch stuleci naszego wieku. Innymi słowy, kościół wzrastał najszybciej wtedy, gdy nie miał żadnej pomocy ani przeszkód w budynkach kościelnych”.

(Howard Snyder).


Ponownie ANDREW STROM:
Czyż nie jest to godna uwagi sprawa? Oto my w XXI wieku ciągle wydajemy tak wiele pieniędzy, bólu i ofiar na nasze budynki, a jednak cała idea nawet nie znajduje się w Biblii!

W jaki sposób zatem pierwsi wierzący gromadzili się razem? Są dwie odpowiedzi. Mnóstwo ludzi z ruchu „domowych kościołów” powie wam, że pierwsi chrześcijanie po prostu spotykali się w domach. Mają rację, lecz jest to tylko połowa historii. Ponieważ pierwszy kościół w Jerozolimie nie tylko spotykał się w domach, lecz apostołowie prowadzili masowe spotkania na OTAWRTYM powietrzu każdego dnia. Ogromne spotkania poza zamkniętymi pomieszczeniami.

Gdzie to się działo? W miejscu zwanym „przedsionkiem Salomona” – które to było najbardziej uczęszczanym i zatłoczonym miejscem w Jerozolimie. W rzeczywistości było przed samym nosem setek i tysięcy ludzi przechodzących tam pieszo. Przedsionek Salomona znajdował się na „przedsionku pogan”, który był otwartym placem (wielkości około 5 boisk do amerykańskiego footballu) przylegającego do Świątyni. Służył różnym celom jako „rynek miejski” Jerozolimy. Setki i tysiące ludzi przechodziło tamtędy codziennie i mogli tam zobaczyć apostołów nauczających, uzdrawiających chorych przed oczyma całego świata. Jakież wspaniałe miejsce na spotkania Przebudzeniowe! (Faktycznie, tam tez Jezus głosił, gdy był w Jerozolimie).

TO dlatego właśnie tak często mówię o „kościele zewnętrznym” i „ulicznym przebudzeniu”. Istotą jest to, że pierwszy kościół BYŁ ‘kościołem zewnętrznym” (otwartym), lecz tego nigdy nie dowiedziałbyś się patrząc na dzisiejszy kościół, prawda? To, co robimy dziś to ukrywania się przed światem – za „czterema ścianami” (które zazwyczaj kosztują fortuny). Jakież to smutne i jak nie biblijne.

Większość służby Jezus odbywała się na otwartym powietrzu. Jan Chrzciciel usługiwał również na powietrzu. Kościół Księgi Dziejów Apostolskich w Jerozolimie był przeważeni kościołem na otwartym powietrzu, lecz my mamy coś przeciwnego. I miliony kosztuje nas co roku wznoszenie większej ilości „ścian”. Nic dziwnego, że nie mamy wpływu na świat tak, jak  powinniśmy!

Wydaje się, że oprócz ogromnych spotkań na powietrzu, jedynym miejscem, gdzie spotykali się pierwsi wierzący były domy. Tam mogli się spotykać najczęściej i dzielić się swym życiem ze sobą nawzajem. Wspólnie posilając się i spożywając wieczerzę, działając w darach duchowych i nauczając nowo-nawróconych.Pełne życie miłości i społeczności. Taki był właśnie pierwszy kościół i żadnych „budynków kościelny” na widoku.


Przeczytaj to uważnie: (Dzieje 2:42-46):

I trwali w nauce apostolskiej i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwach. A dusze wszystkich ogarnięte były bojaźnią, albowiem za sprawą apostołów działo się wiele cudów i znaków. Wszyscy zaś, którzy uwierzyli, byli razem i mieli wszystko wspólne, …. Codziennie też jednomyślnie uczęszczali do świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali pokarm z weselem i w prostocie serca,

(Patrz również: 4:32-35, Acts 5:12-16, etc).

Widzimy też, że przez cały Nowy Testament Paweł mówi o tym, że “Kościół spotykał się u takiego a takiego w domu”. Np. Film.1;2: do Archippa, współbojownika naszego, i do zboru, który jest w twoim domu:

Akwila i Pryscylla ze zborem, który jest w ich domu (1 Kor 16:19).

Patrz również Rzym 16:5,  Kol 4:15, etc.

Kiedy spojrzysz na to, to odkryjesz, że nowotestamentowy kościół był po prostu ogromną siecią domowych kościołów –  zjednoczonych „jako jedno”. Nie byli niezależnymi stowarzyszeniami, ani denominacjami. Byli „jednym kościołem” – jednym ciałem – pod przywództwem apostołów. Bez podziałów i żadnej separacji. Jakże to inne od współczesności.

 Sianie zniszczenia

Jakie, zatem, są zniszczenia dla naszego kościelnego życia, które jest tak skoncentrowane na budynkach kościelnych dziś? Wierzę, że powoduje to ogromne krzywdy. Nie możesz być tak daleko od wzorca Nowego Testamentu bez spowodowania ogromnego zniszczenia. Lecz my w dzisiejszym kościele, mieszkaliśmy w budynkach kościelnych przez tak wiele stuleci, że nawet z trudnością to zauważamy.

Jak napisał Backham o rzymskich wpływach na współczesny kościół: „używając kombinacji rzymskiego i feudalnego systemu rządzenia, cesarz Konstantyn stworzył kościelną strukturę, która trwała przez siedemnaście stuleci… Ludzi idą do budynków (katedr) w szczególny dzień tygodnia (niedziela) i ktoś (kapłan, czy dziś pastor)coś robi im(głosi, naucza, odpuszcza, uzdrawia) lub dla nich ( rytuał czy przedstawienie) za pewną cenę (kolekta, ofiara).

W taki sposób kościół funkcjonował w Wiekach Ciemnych i aż do dzisiaj. Mnóstwo z tego pochodzi z romanizmu, a nie z chrześcijaństwa. Nie da się tego znaleźć w Nowym Testamencie wcale, lecz współcześnie akceptujemy to jako „normalne”. To nas zaślepia, jakże jesteśmy zwiedzeni.

Oto kilka szczególnych zniszczeń jakie  „budynki kościelne” powodują rujnując chrześcijaństwo:

(1)   Budynki kościelne zamykają nas „wewnątrz – z dala  od świata, który mamy zdobywać. Tylko ten jeden, sam aspekt jest  wystarczająco dobry, aby go odrzucić.

(2) Pochłaniają kolosalne ilości pieniędzy – dosłownie miliardy dolarów tylko w samych USA. Samo to ustanawia „finansową presję” na kaznodziei  i zgromadzenia i powoduje, że współczesne chrześcijaństwo kręci się wokół „pieniędzy, pieniędzy, pieniędzy”

(3) Budynki kompletnie rozbijają naszą koncepcję tego,  czym jest „kościół”. Wielu z nas zaczyna myśleć o nim jako o BUDYNKU – zamiast o LUDZIACH. Zaczynamy mówić o „chodzeniu do kościoła” zamiast zdawać sobie sprawę z tego, że „to my JESTEŚMY kościołem”. Często prowadzi to do tego, że chrześcijanie prowadzą dwa odrębne życia – jedno, kościelne, i drugie „na resztę tygodnia”. Cóż za nieszczęście! Prowadzi to również do wszelkiego rodzaju głupoty – takiej jak odnoszenie się do naszych budynków jako do „Domu Bożego” i traktowanie ich jako czegoś świętego, etc. Nie ma końca zamieszaniu i zwiedzeniu krążącemu wokół tego.

(4)  Budynek jest faktycznie centrum całego  „religijnego”  nastawienia i błędu – datującego się od rzymskiego przejęcia władzy 1700 lat temu. Jest centrum zwiedzenia.

(5) Sama koncepcja oddzielenia, otoczenia ścianami zgromadzenia – każdego w swym własnym malutkim pudełeczku – przyczynia się do budowania denominacji, podziałów i sekt, samo w sobie. Oddzielne budynki są bardzo  wielkim czynnikiem DZIELĄCYM ciało Chrystusa dziś. Jeśli możemy wyjść z budynków, to będzie znacznie więcej jedności.

(6)   Pomyśl po prostu o tych wszystkich radach i zarządach, zdobywaniu pieniędzy i kwestach i księgowych, których moglibyśmy się pozbyć tylko przez POZBYCIE SIĘ NASZYCH BUDYNKÓW!To „czerwona taśma” i subtelna presja pieniądza wiąże kościół ze sprawami tego świata bardziej niż prawdziwa praca dla królestwa. Jaki diabeł jest sprytny.

(7)  często=”” kończymy=”” „idąc=”” wznosząc=”” monolity=”” wszędzie=””  gdziekolwiek=”” dotrzemy=”” energia=”” czas=”” pieniądze=”” s=”” marnowane=”” te=”” rzeczy=”” zdumiewające=””>

(8)   Poza tym wszystkim, najlepszym argumentem przeciw  budynkom kościelnym jest to, że NIE MA ICH W BIBLII.

W tym momencie mnóstwo ludzi zadaje pytanie takie jak:

Lecz co się stanie, gdy pogoda będzie zła?

lub

A co zrobimy w zimie?

Odpowiedź jest prosta wynajmiemy hurtownie czy nie  używany piętrowy parking czy coś w tym rodzaju a 4 miesiące i wrócimy, gdy pogoda się poprawi. Mamy również DOMY, aby się w nich zgromadzać i to przez cały rok.

Pamiętaj, pierwszy kościół był bardzo PRAKTYCZNYw tych sprawach. Jeśli musisz wynająć jakieś miejsce czasowo ZRÓB TO, lecz, proszę,nie utknij w budynku kościelnym! Wierzę w to, że jesteśmy bliscy oglądania potężnej mocy Bożej i wielkiego ‘TRZĘSIENIA” w kościele – które doprowadzi go do tego rodzaju wspaniałego, zjednoczonego, ZEWNĘTRZNEGO chrześcijaństwa, o którym tutaj mówiliśmy. Osobiście, nie mogę się doczekać!

Niech was Bóg błogosławi.

Najlepsze życzenia w Chrystusie

AndrewStrom.

aracer

Kłamstwo – 3


SYSTEM „JEDEN CZŁOWIEK PASTOREM” nie występuje w Biblii.

Większość współczesnych kościołów jest dziś prowadzonych zgodnie z modelem „starszego pastora”, gdzie jeden człowiek (niemal zawsze absolwent szkoły biblijnej) wykonuje większość usługi i jest postrzegany jako „mąż Boży”. Niewielu potrafi zaprzeczyć temu, że to faktycznie pastorzy dziś prowadzą  kościoły.

Lecz, co jest wystarczająco zdumiewające, w Księdze Dziejów, w historii 30 LAT pierwszego kościoła, słowo „pastora’ NIE JEST NAWET RAZ WYMIENIONE. W rzeczywistości nawet w całym NT to słowo jest użyte tylko jeden raz – i jest ono niemal na samym dole listysłużb w kościele: „i On ustanowił jednych apostołami, innych prorokami, jeszcze innych ewangelistami, pastorami i nauczycielami (Ef. 4:11). Jest to  jedyne miejsce, gdzie słowo „pastor” można znaleźć.

Byli starsi i nadzorcy (te terminy są wymienne) w nowotestamentowym kościele, lecz jest to coś całkowicie przeciwnego od pozycji „jeden człowiek pastorem” jak to mamy dziś.

Jak to się stało, że pastorzy skończyli zajmując  się wszystkim i jaki ma to wpływ na kościół?

Gdy prześledzisz historię to stanie się oczywiste, że otrzymaliśmy tą koncepcję bardziej z Rzymu niż z Biblii. Jak powiedział Beckham (cytowany już w poprzednim artykule): „używając kombinacji rzymskiego i feudalnego systemu rządzenia, cesarz Konstantyn stworzył kościelną strukturę, która trwała przez siedemnaście stuleci… Ludzi idą do budynków (katedr) w  szczególny dzień tygodnia (niedziela) i ktoś (kapłan, czy dziś pastor) coś robi im nich (głosi, naucza, odpuszcza,  uzdrawia) lub dla nich ( rytuał czy przedstawienie) za pewną cenę (kolekta, ofiara)”.

W większości przypadków to co dziś widzimy jest kontynuacją systemu „kapłan i laik”, który zdominował kościół w Ciemnych Wiekach.  Jest bardzo niewiele różnic, naprawdę. Zmieniły się tytuły, lecz poza tym jest to zasadniczo stary Rzymsko Katolicki system profesjonalnych „kapłanów” zajmujących się wszystkim. My nazywamy ich „pastorami’, lecz zajmowana pozycja jest zasadniczo ta sama.

To są ludzie, którzy zdobyli stopień ze szkoły  biblijnej i  teraz my im płacimy, aby byli naszymi „ministrami” (usługującymi). Nigdy nie bierze pod uwagę tego, że my WSZYSCY mamy sobie usługiwać!

W wyniku tego powstają dwie „klasy” w kościele” – klasa „usługujących” i klasa „chodzących do kościoła” (lub laików), czyli coś czego Bóg całkowicie nie cierpi.On nie może znieść tego, że Jego ludzie zostali podzieleni na tego typu „klasy”. Jest to doktryna „nikolaitów” (p. Obj. 2).

Ale, czy rzeczywiście jest to tak złe? Jakie  szkody to rzeczywiście wyrządza?

Poniżej kilka szczególnych sposobów w jaki ten model “jeden człowiek pastorem” czyni ogromne zniszczenia w kościele:

(1) Stawia jedną osobę na piedestale – ponad wszystkimi innymi. W wielu kościołach ta cześć dla pastora blisko przypomina bałwochwalstwo. Jego słowo jest prawem i cały kościół kręci się wokół tego jednego człowieka.

(2) Bezpośrednio prowadzi to do PYCHY. Pozycja, którą nadajemy tym ludziom jest straszliwie niebezpieczna dla nich i dla całego kościoła. Jest niezwykle trudno NIE wykształcić w sobie pychy, gdy się jest traktowanym w taki sposób. Pycha jest najbardziej subtelną i duchowo fatalną w skutkach chorobą. Sieje spustoszenie wszędzie, gdziekolwiek znajdzie miejsce.

(3) Kontrola, manipulacja i duchowe wykorzystanie stają się normalne tam, gdzie moc jest skupiona w jednych rękach, jednej „czczonej” figury. Moc demoralizuje. Pochlebstwa korumpują. Cześć deprawuje. Zanim się zorientujesz, ludzie będą straszliwie zepsuci i poranieni przez kontrolę i „techniki zarządzania” wymuszane przez górę. Nowe nauczania o „okrywaniu” i „posłuszeństwie”przetaczają się i udzielają prawa do wywierania presji na ludzi. Wszystkim mówi się, że maja być „poddani” i nie kwestionować. System „jeden człowiek pastorem” sam prowadzi do tego całego scenariusza jak ręka w rękawiczkę. Jest on faktycznie po to stworzony.

(4) Zamienia kościół w grupę „obserwatorów”. Innymi słowy, każdy siedzi wokół i patrzy, podczas gdy „profesjonaliści” wykonują cała pracę. To jest ich „robota”w końcu – jest to całkowity kataklizm, ponieważ my WSZYSCY mamy dary i powołani oraz namaszczenie od Boga.

(5) Pozycja sama w sobie prowadzi do „szat i tytułów”.  Jezus powiedział do uczniów: „Nie pozwalajcie nazywać siebie RABBI”, ponieważ jeden jest wasz Mistrz, a wszyscy jesteście braćmi. Nie pozwalacie nazywać siebie „ojcem”, ponieważ jednego macie Ojca, który jest w niebie. Nie pozwalacie nazywać siebie nauczycielami, ponieważ jeden jest wasz Nauczyciel, Chrystus” (Mat 23:5-12), a jednak nic z tego zdaje się nie powstrzymywać ludzi przed przyjmowaniem tytułów.

(6) Wielu pastorów ze swej natury „gra bezpiecznie”.  Nie lubią chybotliwej łodzi i często sprzeciwiają się faktycznym zmianom. Fakt, że dziś kościół jest w rękach pastorów, a nie apostołów i proroków jak być powinno,którzy „podejmują ryzyko” w kościele, oznacza, że jest on bardzo powolny w swych reakcjach i łatwy do wymanewrowania przez przeciwnika. Desperacko potrzebujemy namaszczonych  ‘ryzykantów” i liderów nastawionych na zmiany.

(7) Ze względu na to,pozycja pastora jest zazwyczaj „jedyną robotą” zmusza to ewangelistów i proroków do tego, aby zostali pastorami, aby się mogli dostać do służby. Często znajdują się oni zupełnie poza miejscem przeznaczenia i jest to dla nich katastrofa.

(8) To wszystko składa taki ciężar na ramionach tego  człowieka wyznaczonego na pastora, że ta praca ma jeden z największych temp WYPALANIA w zachodnim świecie.

(9) Ostatecznie, podobnie jak w przypadku kościelnych budynków, najlepszą przyczyną odrzucenia tego modelu przywództwa jest to, że po prostu NIE WYSTĘPUJE W BIBLII.

Niektórzy ludzie mówią, że istnienie „rady starszych”, która może wynająć lub zwolnić pastora trzyma to wszystko w porządku. Niestety nie tak.Może trzymać „kontrolną” stronę na niskim poziomie, lecz sam fakt, że oni czują się zobowiązani do „wyznaczenia pastora” po prostu pokazuje, jak są w tym systemie faktycznie umieszczeni. Ma wiele stuleci a wszystko co my robimy to po prostu korygujemy go.

Jak zatem oni sobie z tym radzili w Nowym Testamencie?

Pierwsza rzecz jaką musimy sobie uświadomić to fakt, że apostołowie nie byli “profesjonalistami”. Poza Pawłem nigdy nie byli w Szkole Biblijnej (które były prowadzone przez faryzeuszy!) Większość apostołów to  prości rybacy i celnicy, lecz oni SPĘDZILI WIELE CZASU Z JEZUSEM – to były ich kwalifikacje. Jest również widoczne, że pastorzy nigdy nie byli zaangażowani w kościele. To APOSTOŁOWIE grali tutaj tą rolę, lecz nigdy nie byli „panami nad” ludźmi. Wszędzie, dokąd się udawali wyznaczali starszych oraz nadzorców (liczba mnoga) kościoła na czas ich nieobecności. Niestety niektórzy tłumacze biblijni używają słowa „biskup”, co daje wrażenie „hierarchii”, lecz nie było takpierwotnie. Jak stwierdza badacz języka greckiego W.E.Vine: „Presbuteros”, starszy, jest innym terminem określającym tą samą osobę co „biskup” czy „nadzorca”. Spójrzmy na Dz. 20:17 wraz z wersem 28. Byli to więc zwyczajnie ‘starsi’ i wszystko.

To wtedy, gdy kościół popadł w poważny upadek i w rzymską filozofię skomplikowana“hierarchia” zaczęła się. Przedtem wszystko było proste. Być może, któregoś dnia znów będzie.

Teraz, może ktoś zapytać:

 Czy te wszystkie informacje powodują, że będę  przeciw pastorom?

Nie na poziomie osobistym. W rzeczywistości ja sam mam dobre stosunki z pastorami, spotykam się z nim i stale, lecz musimy zdawać sobie sprawę z tego, że wielu z nich zmaga się wewnętrznie z systemem, który jest całkowicie nie biblijny – a zmiana nadchodzi.

Niech was Bóg błogosławi!

Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.

topod

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 6

Opuszczam ruch „Chrześcijanie poza kościołem

MASZYNA

Ogromna ilość ludzi, którzy pisali do mnie wspominali o tym, że jak bardzo zmęczyli się wszystkim programami, technikami wzrostu kościoła, budowanie fundamentów i systemami fundowanym przez dzisiejszy kościół. „Gdzie jest Bóg w tym wszystkim?” było powszechnym wołaniem. Dla nich to było, jakby kościół stał się jakiegoś rodzaju „maszyną”, która mieli i mieli, czy Bóg jest obecny czy nie. Dla wielu był to znaczący czynnik ich decyzji, aby wyjść z kościołów. rzeczywistości niewielu z nich było wcześniej liderami, którzy w pełni sami brali udział w działaniu tej „maszyny”:

D.O. (-USA)

 Twój artykuł pt. „Chrześcijanie bez kościoła” naprawdę porwał mnie. Czytałem również inne świadectwa ludzi, którzy byli zmęczeniu kościelną „grą”. Ciekaw jestem ile świadectw ty słyszałeś od pastorów takich jak ja sam, zmęczyli się kościelną grą, nie wiedząc, co z tym robić. Gdy się modliłem to panowała zupełna cisza z nieba (jak i z tego mojego kawałka ziemi), więc zrezygnowałem!

Byłem pastorem kościoła Foursquare porzez 15 lat i Assambly of God przez 8. W końcu zmęczyłem się wylewaniem mojego serca przed ludźmi, którzy wydawali się tego nie „łapać”. Było kilku żarliwych, lecz oni poszli do szkoły biblijnej i zostali sługami na własny rachunek. To nie jest złe, ale ja zostałem zupełnie bez pomocy. Mieliśmy „wspaniałe” usługi pieśniami, ekscytujące proroctwa, posłania w językach, świadectwa, specjalnych śpiewaków i tą całą resztę – lecz nie wyglądało na to, że ma to jakikolwiek trwały wpływ na kogokolwiek. Gdybyśmy mieli nudne usługi po tych „wspaniałych” to ludzie byliby gotowi odejść.

Po prostu zmęczyłem się ! Zmęczyłem się próbami „rozpalenia” ludzi dla Jezusa. Zmęczyłem się usiłowaniem udzielenia im pomocy wyjścia z grzechu i destrukcyjnych praktyk. Zmęczyłem płaczem, gdy ludzie pomimo wszystkich moich wysiłków popadali w cudzołóstwo, narkotyki i co tam jeszcze. Zmęczyłem się nawet brakiem odpowiedzi na modlitwy o tych ludzi.

Zmęczyło mnie również troszczenie się o stare budynki kościelne, wymagające naprawy. Psujące się klimatyzacje i rozlatujące się piece. Zmęczyłem moją żoną, która spędzała dziesiątki godzin wykonując pracę woźnego. Byłem również zmęczony tym, że musiała wozić tych wszystkich „biedaków” po całym mieście, aby swoją harówkę.

Zmęczyłem się płaceniem podatków i uszczęśliwianiem poborcy podatkowego przez wykonywanie wszystkich przepisów IRS (urząd podatkowy) dla kościołów, które rzeczywiście krzywdzą kościół. Zmęczyłem się denominacją, która obciąża co miesiąc swoich ordynowanych kapłanów, aby zachować ważność ich dokumentów… Tak zostałem zmęczony, że rzuciłem kościół i moją denominację. Byłem sfrustrowany, zły i zraniony – i nieco rozczarowany samym Bogiem za to, że nic nie robił, aby uchronić Jego kościoły przed brakiem duchowości a zatem materialistyczną mentalnością.

Nie chodziłem do kościoła nigdzie przez jeden rok. W końcu pod naciskiem żony zaczęliśmy „sprawdzać” kościoły w okolicy. Nie muszę wyliczać szczegółowo tego, co się tam działo. Inni autorzy listów elokwentnie opisali niekończące się zaabsorbowanie licznymi „aktywnościami”, aby wszyscy byli zajęci i/lub szczęśliwi

Ostatnio Pan zaczął szturchać moje serce, abym się przygotował do służby znowu. Nie sądzę, żeby Pan chciał, abym został „pastorem kościoła jaki znamy”. Może jakieś domowe studium Biblijne – po prostu nie wiem.

Phil (Australia)

Jako były pastor zielonoświątkowego zgromadzenia (w Nowej Zelandii) widziałem z pierwszej ręki od wewnątrz działanie wielkiego ruchu i odszedłem rozczarowany, odrzucony, zmieszany, skonsternowany itd… Teraz, wiele lat później jestem wolny, zostałem uzdrowiony z tego wszystkiego, lecz jeśli chodzi o kościoły i tych, którzy je prowadzą to niewiele się zmieniło.

Większość kościołów i pastorów (nie wszyscy) jest przede wszystkim zainteresowanych swym „sukcesem”. Ten sukces oczywiście jest mierzony wielkością zgromadzenia i oni czują potrzebę wartościowania swojej egzystencji jako „głowa zespołu”. Jest to syndrom: „duży kościół = duży sukces”.

Już to samo w sobie wywołuje dość problemów, lecz, co jeszcze bardziej niepokojące to jest imperatyw (nakaz), aby być stale „flagą powiewającą” wychwalającą cnoty ich szczególnego ruchu. Często widzą siebie jako tych, którzy mają coś unikalnego, wyłącznego czy jakieś szczególne powołanie, czy objawienie od Boga, którego inni nie mają – co buduje w nich pychę i chełpliwość. „Hej, jesteśmy szczególni, robimy coś, czego nikt inny nie robi” (Nawet jeśli nie robią nic niezwykłego).

Jako narodowe ciało wierzących zrobiliśmy bardzo niewiele przez ostatnie kilka dziesięcioleci poza utrzymywaniem otwartych drzwi. Wiele kościołów, ogólnie rzecz biorąc, jest przewidywalnych, nie na temat, często nawet nudnych. Jestem chory słysząc kaznodziejów i pastorów rozentuzjazmowanych wspaniałą obecnością Bożą w tym miejscu, silnym namaszczeniem jakie tu jest, podczas, gdy w rzeczywistości jest to niewiele więcej niż powiew ciepłego powietrza idący od frontu…

Anthony (USA):

W końcu znalazłem się w czymś zwanym Holiness Pentecostal Church (Uświęceniowy Kościół Zielonoświątkowy). Spędziliśmy wiele lat usiłując robić to co właściwe. Otrzymałem stopień jednego z denominacyjnych koledżów biblijnych.

Po jakimś czasie opuściłem tą organizację by pracować z innymi kościołami, niektórymi niezależnymi, częściami innych organizacji (jak Assamblies of God, Vineyard, itp.). Wszędzie widzieliśmy dobre i złe strony, lecz nigdy nie byliśmy usatysfakcjonowani…było tak, jak gdyby głębia, której chcieliśmy w Bogu w rzeczywistości tam nie istniała. Tak wiele z tego, co było w kościołach było całkowicie powierzchowne. Wiele z nich ogłaszało, że nie wierzą w „programy”, lecz ich nie-programowość była programem samym w sobie, od którego oni nie mogli odstąpić. Jak bardzo boli mnie powiedzenie tego co trzeba powiedzieć, że to, co obserwowaliśmy w kościołach to było wypychanie Jezusa poza kościoły i wstawianie w Jego miejsce ludzkich planów i programów. Wydawało się jakby w kościołach w ogóle nie chodziło o Jezusa, lecz o „kościół”, pastora i jego służbę…

Teresa (USA):

Byliśmy mocnymi liderami kościoła. Wraz z mężem nauczaliśmy nastolatków, prowadziliśmy służbę wśród dzieci, biednych, w wiezieniu, uwielbienie, poradnictwo laickie, wstawiennictwo, grupy prorocze, małe grupy służb i moja ulubioną służbę wśród kobiet.

Byliśmy zaangażowani w ten kościół w latach 1990-99, nie mogliśmy więc być postrzegani jako „kościelni turyści”, lecz jako ludzie oddani sprawie królestwa. Możesz zapytać, dlaczego odeszliśmy? W miarę jak kościół rósł programy stawały się ważniejsze niż ludzie. Ludzie zostawali usuwani ze swoich służb, jeśli nie ubierali się w szczególny sposób, nie mówili w szczególny sposób czy przeskakiwali przez wszystkie te „bramki”, których pragnęli.

Zaczęłam być cierniem, ponieważ walczyłam o wielu ludzi, których nie dopuszczano do służby. Nie mieli żadnych biblijnych powodów czy nie było problemów z ich życiem zgodnym z ewangelią, aby ich trzymać z dala od zadań dla kościoła. Usiłowałam respektować ich decyzje i trwać pod autorytetem jaki Bóg tutaj postawił, lecz przychodziło mi to coraz trudniej… Kilka dni temu robiłam małe przyjęcie i zdałam sobie sprawę z tego, że oprócz jednego członka kościoła, mam w pokoju 15 dodatkowych kobieta zranionych i zwolnionych przez kościół. To są dobre kobiety, które zamiast iść do przodu w poszukiwaniu Jezusa zatrzymały się ponieważ kościół powiedział im, że nie są już „wystarczająco dobre”, ponieważ one nie kupują tego, co tam się naucza…

Mario (Kanada):

Ogromna i stale wzrastająca ilość prawdziwych chrześcijan, których wspólnie głęboko frustruje „ustabilizowany system kościelny” może być postrzegana jako wskazówka, że to Sam Bóg jest Autorem tej frustracji.

Oto coś z mojego osobistego doświadczenia… w 1993 roku zostałem poproszony, aby wziąć udział w grupie zakładającej kościół. Około 5 lat później okazało się, że jestem obciążony wzrastającą frustracją dotyczącą grupy pracowników kościoła. Podczas, gdy zgromadzenie gwałtownie wzrastało, nasi progresywnie liderzy zaczęli stosować coraz więcej i więcej programów, które miały zapewnić stałe powodzenie służby.

Jako członek zespołu uwielbiającego musiałem spędzać wiele godzin na seminariach i na spotkaniach. Tematem było rozwinięcie najbardziej skutecznej nowoczesnej służby. Musieliśmy uczyć się wszystkiego na temat systemu meta kościoła i jak tworzyć wygodną atmosferę w przyjaznym środowisku. Jako źródło powodzenia i wzrostu kościoła widziano to, aby być ludźmi „wypatrującymi szukających”, przy strategicznym skupieniu się na potrzebach ludzi.

W tym czasie doszedłem do przekonania, że „wypatrywanie szukających” oznacza po prostu umizgiwanie się do ludzi. Wkrótce odkryłem, że sam zmagam się z duchem poczucia winy i potępienia. Bo może byłem zbyt krytyczny i osądzajacy  w swej postawie, lecz bez względu na to, jak bardzo się starałem uciszyć to przekonanie, frustrację to czułem tylko ich wzrost. Do niczego nie prowadziły próby rozmawiania na ten temat,  a modlitwa liderów kościoła również nie pomagała.

W końcu Pan dał mi wizję dotyczącą istoty problemu w naszym kościele i zdecydowałem, że nie mogę już dłużej grać tą grę. W wizji, która doprowadziła do tej decyzji, zobaczyłem obraz pomieszczenia spotkań rady. Bóg wezwał na zebranie i powiedział pastorom naszego kościoła, że daje im służbę i że będą się regularnie spotykać. Pan chciał pomóc im i wyposażyć ich we wszystko czego potrzebowali. Tak więc spotykali się, aż do pewnego dnia, gdy powiedzieli Mu, że nie chcą mu już więcej przeszkadzać tymi spotkaniami. Czuli się pewnie, że do tej pory nauczyli się już jak skutecznie prowadzić kościół, że przy całym ogromie dostępnych materiałów, kursów i seminariów będą już w stanie dobrze sobie dawać radę.

Pomimo, że kościół nadal wzrastał w ilości, wielu wartościowych ludzi odeszło w swym pościgu raczej za cudowną obecnością Pana niż następnym programem i tradycją. Na swych pustyniach wyrobili sobie niegasnące pragnienie Jego wody żywota.

 ____________________________________________

Inni piszący do mnie deklarowali swoje sfrustrowanie wobec ludzkich metod i programów działania, które przejęły panowanie nad tym, co powinno być niebem duchowego odświeżenia – z koncentracją na działającym BOGU, a nie CZŁOWIEKU.

Wielu spośród nich widziało tak wiele z tego rodzaju rzeczy, że niemal utracili nadzieję na znalezienie miejsca, gdzie Bóg byłby prawdziwie wolny do działania:

 Connie (USA):

Trudno jest wysiedzieć w instytucji, która wyznaje, że służy Ojcu podczas, gdy wszystko, co widzisz wokół to coraz większy wpływ ludzkich działań. Nie mogłam zostać w tym miejscu ani chwili dłużej. Przed wejściem do budynku odczuwałam w duchu ostrzeżenia i modliłam się o odpowiedzi do Pana. Tak wiele programów zostało wprowadzonych. Słyszałam modlitwy takie jak: „Ojcze, modlę się o to, aby każdy z tutaj obecnych zaangażował się w ten nowy program i stał się aktywnym uczestnikiem, a jeśli nie to wydal ich z mojego kościoła”. To spowodowało złamanie się czegoś we mnie, czego nie potrafię wytłumaczyć. Mój duch znów był zasmucony i w bólu. Wołałam, O, Boże; O, Boże; O, Boże….

Jest bardzo smutne widzieć jak „kościół” stał się rzeczą, „tym”. Jest to konto bankowe a starani o to, aby ludzie zostawali członkami mają na celu, aby oni zadbali o wszystkie obciążenia tego kąta. Chcą powiększyć budynek, abyśmy mogli pomieścić nowych członków, którzy jeszcze są poza i przyprowadzić ich. Gdyby to było dla Pana – wspaniale. Lecz okazało się, że trudno byłoby znaleźć w tym gdziekolwiek Boga. Masz rację w tym, co napisałeś w artykule, gdy stwierdziłeś, GDZIE JEST BÓG W DZISIEJSZYM KOŚCIELE?

Robin (USA)

Nie znalazłam kościoła. Byłam członkiem kościołów, które znajdują się w promieniu 30 mil i nie znalazłam ani jednego, który by miał serce Boga. W większości, wszystko kręciło się wokół pieniędzy. Jeden nie dopuści cię do żadnej służby dopóki nie udowodnisz, że dajesz 10% (nie wystarczy powiedzieć, UDOWODNIĆ). Co się dzieje, jeśli ktoś nie może dawać dziesięciny, bo oznaczało by to głodowanie jego rodziny?

Lisa (Nowa Zelandia):

Oh, można by w nieskończoność o tym, dlaczego tak wielu prawdziwie odrodzonych chrześcijan opuściło i opuszcza fizyczny kościół…

Jeśli chłodno spojrzy się na instytucję kościoła na Zachodzie to właśnie to jest problemem, TO JEST INSTYTUCJA. Problemem dla mnie jest to, że niczym nie różni się to od surowego włoskiego Kościoła Katolickiego w jakim wychowałam się w dzieciństwie. Jakże krępujące było zdać sobie sprawę, że one są takie same i robią to samo.

Tony (Afryka Płd)

Na początku lat 90-tych zaczęła się era mega-kościołów tutaj w Płd. Afryce. Nawet lokalne główne denominacyjne kościoły chrześcijańskie zostały przez to porwane i wielu przystosowało system kościołów komórkowych przy pomocy licznych pułapek i obietnic powodzenia oferowanego systemu. W rzeczywistości tylko nieliczni charyzmatyczni liderzy zastosowali ten system z powodzeniem i zbudowali mega-kościoły, co wzmocniło ich w przekonaniu o Bożym błogosławieństwie, co spowodowało,  że nawet ludzie ze świata otworzyli usta ze zdumienia nad ekstrawagancjami ich kościelnych budynków,  ekstrawaganckiego stylu życia liderów, lecz to wszystko było pieczętowane jako „błogosławieństwo Boże” i przedstawienie trwało.

Słowo „Doskonałość” brzmiało wszędzie i wszyscy walczyli o to, aby osiągnąć te większe zespoły uwielbiające i bardziej błyszczące broszurki. Nigdy nie było dość, niektórzy liderzy mieli więcej niż jeden kościół i skupili się na sobie apostołami i nosili tytuły takie jak: „założyciel” czy „przewodniczący” takiej to, a takiej służby. Ci apostołowie zbierali tą nowo odkrytą ważność, której pojawienia się potrzebowali jaki obstawy zatrudnionej do ochrony „męża Bożego”, podczas gdy sami arogancko dumnie kroczyli jak koguty z niewielką lub żadną świadomością rzeczywistości, nigdy nie przejmując się jakimkolwiek kontaktem z Bogiem.

Kościoły stały się pożywką dla wszystkich nastawionych na przedstawienia, którzy obfitowali w tym nowym środowisku. Pod koniec lat 90-tych głównym słowem było WIZJA i PRZEZNACZENIE, przy czym te kościoły miały wizje, aby zdobyć swoje miasta i swoje kraje dla Boga. Te wizje, jakkolwiek wielkie, były ludzką próbą pochwycenia nieba swymi własnymi sposobami i zmaganiami. Te wizje, podobnie jak pierwotna wieża Babel, miały na sobie tą samą pieczęć: „chodźcie zbudujmy sobie” i niestety końcowy wynik był ten sam – wielkie zamieszanie i rozproszenie ludu Bożego.

Problem jest tak stary jak kościół. Wspólne jest dla ludzi, aby zostawić podróż wiary w łasce i wynająć kurs oparty na uczynkach, Niestety koniec jest ten sam – zostajesz z grupą wypalonych, zranionych chrześcijan i liderem, który kończy nie wypełniając dokładnie tych samych praw, które głosił w każdą niedzielę. Widzieliśmy niezliczone ilości liderów popadających w grzech głównie w dwóch kategoriach: kobiety i pieniądze. Widzisz, jedyna rzecz, której uczynki nie są w stanie stłumić to ciało. Jest to możliwe wyłącznie wtedy, gdy Syn, który może nas uwolnić i Jego łaska działają w naszym życiu, nie nasze własne zdolności.

To, co przykuło moją uwagę to brak Boga w całej ich działalności. Ludzie nigdy nie byli uzdrawiani, uwalniani i życie ich nie ulegało zmianie. Otrzymywali świadomość grzechu i całe życie spędzali chodząc w poczuciu winy i potępienia, próbując najnowszą strategię, kupując ostatnią książkę czy jeżdżąc na seminaria, aby wzmocnić swoje życie. Rozwody i inne społeczne problemy są tak powszechne w kościołach jak w świecie. I ci sami liderzy popadający w tą samą kategorię….

_______________________________________________

Wielu nie zgadzało się z ogólnym nastawieniem współczesnego zorganizowanego kościoła i sposobu w jaki jest prowadzony, uważając po prostu, że jest to nie biblijne i nie w porządku.

Richard (USA):

Kościół Pana Jezusa Chrystusa nie jest stworzoną przez ludzi organizacją ani instytucją. Nigdy nią nie był ani nie będzie. Ludzkie próby organizacji i zdobycia Bożej zgody są w najlepszym razie komiczne, a w najgorszym tragiczne. W takim procesie Bóg jest faktycznie wyrzucany z całego obrazu sprawy.

Tom (USA):

Główny nurt dzisiejszego chrześcijaństwa jest często zajęty robieniem „chrześcijańskich” rzeczy, tracąc z widoku BYCIE chrześcijaninem. Wykonywanie obowiązków narzuconych przez religijny system nie czyni z ciebie chrześcijanina, lecz kogoś religijnego, często zmęczonego i zniechęconego; zapytaj wielu pastorów, którzy dziś pasują do tego opisu. Świat widzi to i w konsekwencji nie widzi w kościele żadnych zbawczych wartości, które by go przyciągały.

Dzisiejsze systemy kościelne są tak zajęte szukaniem tej jednej formuły, która sprowadzi masy zgubionych dusz. Wracają nawet do odgrywania przedstawień, zakończonych kawą i capuccino na nabożeństwach, aby ludzie byli „szczęśliwi” i chcieli wrócić.

Gdzie jest wezwanie do pokuty i pokory, wezwanie do chodzenie bez kompromisu? Wynika to stąd, że bardziej jesteśmy skupieni na wywołaniu pewnego dobrego samopoczucia niż zrobieniu z kogoś „dobrego” (zbawczego).

Jestem ze Stanów, lecz mam przyjaciela z Australii. Podzielił się ze mną broszurą wręczaną przez członków lokalnego kościoła sąsiadom. Nigdzie Jezus nie był nawet wymieniony a w całej broszurce były zdjęcia dzieci, klownów i ludzi pomagający i miłych ludziom. Wszystko w porządku i dobrze jest gdy dzieci się bawią, ludzie powinni pomagać sobie nawzajem, lecz pytanie ciągle pozostaje: Gdzie jest Jezus? Żaden z tych „dobrych” uczynków nie może zbawić duszy.

pomoże kościołowi, gdy zdobędzie pełno ludzi, lecz straci wszystkie dusze?

Roberta (USA):

Wydaje się, że wielu z tych, którzy są „poza kościołem” nie tylko zmęczyło się programami, lecz również kościołem, w którym panuje mentalność widza sportowego. Jeśli wszystko, co wolno robić w kościele to obserwować to równie dobrze mogli wszyscy zostać w domu i pooglądać z daleka. Nawet jeśli ktoś jest dopuszczony do „udziału w tych programach” to ciągle pozostaje to program, a nie Bóg.

Moje serce woła i płacze czasami wraz z Bogiem nad duchem widza w kościele. Tak, bardzo pragnę być w miejscu, gdzie ludzie chcą Boga tak bardzo, że poświęcą siebie i przygotują na rzeczywiste nawiedzenie Boga, a nie na dobry show. Pan nie toleruje bałwochwalstwa w kościele, który oddaje chwałę wykonawcom.

Byli tacy, którzy przedstawiali całkowicie odmienne rozwiązania dla „maszyny” i miało to na celu rozpoczęcie czegoś o zupełnie innym „smaku”.

Bob & Jan (-USA):

Pan zaprowadził nas w naszym regionie do ogromnego parku, które jest miejscem, w którym zbierają się ludzie i powiedział, że abyśmy tam byli. Aby skrócić całą historię powiem, że spotykamy się tam z grupą ludzi od wielu miesięcy. Ponieważ mieszkamy na Florydzie łatwiej jest spotykać się na zewnątrz. Spotykamy się pod pawilonem i ostatnio zaproponowaliśmy, aby wykorzystano go w czasie złej pogody, gdy my cieszymy się swobodą pobytu na zewnątrz na łonie Jego stworzenia. Cudowne jest uwielbienie ze wzrokiem podniesionym w niebo! Nie uważamy siebie za kościół. My jesteśmy „kościołem”. Nie mamy form ani zwierzchnika. Po prostu idziemy i czekamy na Boga. Jest to takie odświeżające. On pojawia się za każdym razem. Ciągle uczymy się i wzrastamy i tylko mamy nadzieję, że nie urośniemy zbyt wielcy, albo nie zaczniemy planować, abyśmy nie skończyli tam, skąd przybyliśmy. Cieszymy się prostotą tego wszystkiego. Częścią naszego istnienia tutaj są wyjścia ewangelizacyjne. Mamy nadzieję przyciągnąć ludzi, zatem my wychodzimy do ludzi, którzy mieszkają w obozie znajdującym się na terenie parku.

Jest dla mnie jasne, że to ta „maszyna” jest głównym problemem wielu wierzących będących „poza kościołem” ( i słusznie). Dopóki nie będą widzieli Ciała bardziej jako „organizmu” niż „organizacji” to nie będą zainteresowani. Programy, działalności, organizowanie funduszy itd., – to wszystko śmierdzi dla nich „CZŁOWIEKIEM’. Lecz to za czym oni są tak zdesperowani to „WIĘCEJ BOGA” i dopóki tego nie zobaczą w kościele, po prostu nie wrócą.

< Część 5 | Część 7 >

продвижение сайта интернете