J. Lee Grady
Na pierwszym roku studiów pewna kobieta z mojego kościoła z przedmieścia Atlanty umożliwiła mi przeżycie chrztu w Duchu Świętym; nazywała się June Leverette.
Siadłem z June w jej gościnnym pokoju a ona podzieliła się ze mną wersami z Ewangelii Łukasza, Dziejów Apostolskich i 1 Listu do Koryntian. Jej wgląd w Słowo Boże doprowadził mnie to wspaniałego spotkania z Bogiem, które radykalnie zmieniło moje życie.
Nigdy nie zapomnę tego, gdy June swoją otworzyła Biblię w sierpniowe popołudnie. Kartki były zużyte a kolorowe zakładki wystawały na zewnątrz. Wiele wersów było podkreślonych na niebiesko, żółto i różowo, a June pisała swoje uwagi na górze, na prawym i lewym marginesie na wielu stronach. Nigdy wcześniej nie widziałem tak bardzo zużytej czytaniem Biblii!
Jej przykład ukształtował kręgosłup moich duchowych wartości. Chciałem, mocy Ducha Świętego a ona pokazała mi w jaki sposób znaleźć namaszczenie. Pokazała mi jednak również, że napełnieni Duchem chrześcijanie powinni poważnie traktować studiowanie Biblii oraz to, że nasze charyzmatyczne doświadczenia zawsze muszą być ugruntowane na solidnym fundamencie Pisma.
Dziś, zbyt wielu chrześcijan traktuje Biblię dorywczo. Głównie czytają ją wtedy, gdy pastor miga im przed oczami wersami na ekranie. Osobiste studium Słowa staje się zagubioną sztuką. Już nie kopiemy w nim, aby wydobyć głębsze prawdy. Wynikiem jest żałośnie płytkie chrześcijaństwo, a w wielu przypadkach biblijny analfabetyzm prowadzi do zwiedzenia.


