John Fenn
Gdy miałem około 17 lat nienawidziłem kłótni z matką o wiarę. Kiedyś, zająłem się wersami mówiącymi o zwycięstwie wiary i w zasadzie powiedziałem mamie tak: „Jeśli masz dość wiary, nie będziesz miał problemów, ponieważ pismo mówi, że „my zwyciężamy świat”.
Mama, wówczas 41 letnia kobieta, samotnie wychowująca 4 dzieciaków (ojciec zostawił nas 6 lat wcześniej) przeżywała kiedyś wielką radość z posiadania takiej rodziny o jakiej zawsze sobie marzyła, po czym wszystkie jej marzenia zostały rozbite. Teraz szła przez życie bardzo ostrożnie, jakby przechodziła na bosaka przez pokój, w którym rozbite w drobny mak lustro jej marzeń, leżało rozsypane, odbijając fragmenty tych marzeń, grożąc poranieniem stóp i wielkim bólem jej samej i dzieciom przy każdym nieuważnym kroku.
Ciągle miałem mleko pod nosem. Nigdy do tej pory nie spłacałem pożyczki za dom, nie miałem żadnych rachunków na głowie, a moje wakacyjne zarobki, uważnie wydawane, starczały na cały rok szkolny dla mnie i Barbary na randki.
Dyskusję, w której staliśmy na swoich stanowiskach, mianowicie: ja, twierdząc, że moja wiara, jeśli będzie wystarczająco silna, da lekkie życie, spełnienie wszystkich marzeń, a mama przekonana, że jej wiara pomogła jej przejść przez życiowe problemy, zakończyła tak: „Po prostu musisz jeszcze zrobić parę kilometrów na piechotę”.


