John Fenn
Pewnego rodzaju szacunek
Jestem najstarszym z czworga dzieci. Gdy ojciec opuścił nas mieliśmy 11, 9, 7 i 5 lat.
Ze względu na swój wiek mam takie wspomnienie o naszym tacie, których nie mają bracia i siostra. Niewiele tego u nich zostało i niewyraźne; tylko kilka jasnych chwil pogrzebanych w pamięci.
W taki sposób wielu widzi Boga Ojca – niewyraźnie, tylko jakieś szczegóły. Ich szacunek dla Niego bardziej wynika z faktu, że jest Bogiem, niż w oparciu o wspomnienia tego, jak On szedł z nimi przez życie.
Pamiętam zapasy z tatą, naszym psem „Patch’em” i braćmi, a to wszystko wśród zwrotów, chwytania i śmiechu aż do chwili, gdy byliśmy spoceni, a pies tak zakręcony, że biegał wokół domu od jednego końca do drugiego. Rodzeństwo ma bardzo niewyraźne wspomnienia po tym, o ile w ogóle coś pamięta.
Pamiętam, jak obserwowałem tatę naprawiającego kosiarkę, którą kosiło się nasze prawie 120arowe gospodarstwo. Jako młody chłopak pomagałem mu, przytrzymując klucz, wręczając obcęgi i tak dalej. Byłem przy tym, gdy rozciął sobie mały palec lewej ręki i obserwowałem, jak wziął igłę z nicią i jedną ręką zaszył ciało, nie dając najmniejszego znaku tłumienia bólu. Moi bracia i siostra nic z tego nie pamiętają.
On nauczył mnie jak potrząsać rękoma (w zn.: witać się – przyp. tłum.), czyścić buty, wiązać krawat, patrzeć prosto w oczy przy powitaniu i jeszcze dużo więcej. U mojego rodzeństwa nie ma takich wspomnień, więc mój szacunek do ojca jest innych niż ich, ponieważ oni nie szli z nim przez życie, a ja tak.
