Category Archives: Fenn John

Brak duchowej równowagi_1

Fenn John

Dużo głosów

Pewien młody mężczyzna zafascynował się wypędzaniem demonów. Wkrótce przyczyną wszystkiego co szło nie tak, bądź niezgodnie z tym jak uważał, że powinno, był demon, dzięki czemu nie musiał brać na siebie odpowiedzialności za swoje życie – wszystko to była wina demona.

Pewna młoda dama była wstawienniczką, osobą wrażliwą na Ducha Świętego. Wkrótce popadła w takie obciążenie modlitwą, że przestała regularnie jadać, tracąc wagę, aż zostały z niej skóra i kości, całe jej życie była pochłonięte postem i modlitwą w przekonaniu, że jeśli tego nie będzie robić, ludzie będą przeżywać tragedie i będzie to jej wina.

Pewna para dowiedziała się, co Biblia mówi na temat mocy naszych słów i zaczęli bardzo uważać na to, co mówią. Wkrótce nie byli w stanie właściwe zajmować się zachodzącymi zdarzeniami, lecz usiłowali mówić do okoliczności, zamiast się nimi zająć i poprawiali tych, którzy mówili niełaściwie.

Dlaczego tak się dzieje?

Jest tak dlatego, że ludzie nie mają żadnego absolutnego standardu, według którego mogliby sprawdzać nauczania, które słyszą i to jak je stosować.

Jezus rzeczywiście powiedział, że Jego owce będą słyszeć Jego głos, a za innymi nie pójdą, lecz jeśli chodzi o podejmowanie decyzji życiowych to nigdy nie oczekiwał od nas, że będziemy szli za Nim na podstawie pojedynczego słowa. Nawet decyzja, która prowadzi do zbawienia była kulminacją tygodni, miesięcy może nawet lat Jego pracy w naszych sercach, potwierdzającej wielokrotnie Jego pociąganie nas ku Sobie. Tak też Jezus powiedział w Ewangelii Jana 6:63: “Duch ożywia,… słowa, które do was powiedziałem są duchem i żywotem”. Duch i Słowo są zgodne. Jedno potwierdza drugie, a żadne nie pozostaje samo.

To co absolutne i co nie absolutne

Jednym z moich ulubionych fragmentów Pisma jest List do Hebrajczyków 1:1-3, gdzie jest napisane: „Wielokrotnie i wieloma sposobami Bóg (Ojciec) przemawiał dawnymi czasy do ojców przez proroków; ostatnio, u kresu tych dni, przemówił do nas przez Syna, którego ustanowił dziedzicem wszechrzeczy, przez którego także wszechświat stworzył. On (Chrystus), który jest odbiciem i odblaskiem chwały i odbiciem Jego (Ojca) istoty podtrzymuje wszystko słowem Swojej (Ojca) mocy…”

NIE ma mocy w Słowie, jeśli Słowo jest samo, ale raczej Jezus jest Słowem mocy Ojca (Ducha). Słowo i Duch nie są od siebie niezależne, one są Jedno. Jezus jest Słowem wychodzącym z mocy Ojca i w taki sposób światy są podtrzymywane. Słowo i Duch są absolutnym standardem zgodnie z którym należy rozsądzać wszelkie nauczania i wszelkie nasze działanie.

Nie kieruj się w życiu tym…

Ludzie tracą duchową równowagę, ponieważ w ich życiu nie funkcjonuje zgoda Słowa i Ducha. Gdy usłyszą jakieś nauczanie, które wydaje się być duchowe, nie wiedzą w jaki sposób porównać je ze Słowem Bożym. Inni znowu widzą błąd, lecz co wydaje się takie duchowe, lecz nauczyciel jest tak dobrze znany, że odkładają Słowo i zdrowy rozsądek, aby gonić za duchowym przelotnym powiewem.

Odkładają zdrowy rozsądek w imieniu wiary.

Ten młody, który człowiek myślał, że demony stały za wszystkim, powinien poczytać ewangelie, Dzieje Apostolskie, bądź jakikolwiek list, ponieważ gdyby tak zrobił, zobaczyłby, że demony nie były przyczyną wszelkiego zła, a od ludzi oczekiwano, że wezmą odpowiedzialność za swoje własne życie.

Gdyby owa młoda kobieta, która skończyła poszcząc tak dużo, że zapadła na zdrowi i musiała być poddania szpitalnemu leczeniu, przeczytała Słowo, zobaczyłaby, że są tam zawarte przykłady postu jednodniowego, oraz ograniczonego do pewnego dłuższego czasu (jak trzytygodniowy post Daniel, który powstrzymywał się od pogańskiej żywności, mięsa i wina; 10:3)., lecz zawsze były powodowany konkretną przyczyną.

Młode małżeństwo, które tak bardzo bało się wszystkiego, co mówili, dało się złapać na teologię, która uczy, że „jeśli ja zrobię to, to Bóg zrobi tamto”, jakby Bóg był maszyną losującą z Las Vegas, a oni tylko czekali, aż trafią na wygraną. W końcu tak zostali zranieni, że zrezygnowali z chodzenia do jakiegokolwiek kościoła, bez względu na kształt, formę czy styl.  Gdyby poczytali Słowo, zobaczyliby, że o ile mamy uważać na to co mówimy, o tyle Pan jest żywą istotą, z którą mamy mieć żywą więź, a nie komputerem, a Słowo nigdy nie zaleca, aby ludzie zapierali się życiowych okoliczności.

Kochają ludzkie tradycje bardziej niż Słowo.

Kilka lat temu nauczałem w pewnej klasie na temat rozważania duchowych przeżyć i nauczania, które są sprzeczne ze Słowem Bożym, mówiąc, że jeśli coś nie jest zgodne z oboma równocześnie, to należy odrzucić.

Podałem im przykład, który wydawał mi się  nieszkodliwy, tego, jak ludzi odlatują, ponieważ nie porównują nauczania ze Słowem Bożym. Posłużyłem się przykładem z Łk. 11:1-13, który zaczyna się od Modlitwy Pańskiej, która stwierdza to, jak Ojciec zaopatruje nas, przebacza i nie prowadzi do pokuszenia. Dalej Jezus opowiada o dwóch przyjaciołach rozmawiających w nocy; o mężczyźnie, który nie chciał wstać z łóżka i pomoc przyjacielowi.

Powiedziałem, że Jezus NIE mówi tutaj o tym, że Ojciec jest tym śpiącym, który odmawia otwarcia drzwi. Jezus NIE mówił, że mamy dobijać się tak długo, aż niebiosa otworzą się. Wyjaśniłem, że Jezus wykorzystywał przeciwności, aby porównać jedno z drugim, aby pokazać, że Ojciec NIE jest taki, jak ten śpiący facet, a my nie musimy dobijać się.

Przeczytałem pozostałą część tego, co Jezus powiedział po zdarzeniu z przyjaciółmi:

A ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje, a kto szuka, znajduje, a kto kołacze, temu otworzą. Gdzież jest taki ojciec pośród was, który, gdy syn będzie go prosił o chleb, da mu kamień? Albo gdy będzie go prosił o rybę, da mu zamiast ryby węża? Albo gdy będzie prosił o jajo, da mu skorpiona? Jeśli więc wy, którzy jesteście źli, umiecie dobre dary dawać dzieciom swoim, o ileż bardziej Ojciec niebieski da Ducha Świętego tym, którzy go proszą”.

Dalej niektórzy upierali się przy tym, że taki-a-taki nauczał, że to Ojciec jest tym śpiącym o północy a my musimy dobijać się i dobijać, aż wstanie i da nam to, czego potrzebujemy. Troje ludzi powiedziało, że wydali tysiące dolarów jeżdżąc z konferencji na konferencję, na których głównym tematem było to, co zrobić, aby Bóg otworzył niebiosa z tej przypowieści jako główne nauczanie całego tygodnia.

Zapytałem ich czy chcą ufać Jezusowi, czy temu nauczycielowi? Czy nie było to widoczne właśnie przed ich oczyma? Patrzyli na mnie, jak to mówimy u nas w Oklahoma, jak jeleń złapany w reflektory samochodu. Nigdy nie trafiło to do nich, że wierzą w błąd, który stał się „kapryśnym” nauczaniem, a nie Słowem. Nigdy nie przyszło im do głowy, że muszą pogrzebać w Słowie sami, zamiast przełykać każde nauczanie z okolicy.

Ulubione doktrynki

Oprócz tego, że ludzie słuchają nauczań, które są mgłą przelotną i nie porównują ich ze Słowem, osobną grupę stanowią ulubione doktryny ludzi, którzy są również winni tego, że stracili z widoku równowagę miedzy Słowem i Duchem.

Gdy przeglądamy Słowo Boże widzimy tam mnóstwo tematów. Autorzy nie byli specjalistami w żadnej z tych dziedzin, więc to było wszystko o czym pisali. Tak wiec, te listy krążyły po domach w całym Imperium Rzymskim i ludzie otrzymywali zrównoważona dietę Słowa na różne tematy.

Niestety dziś, pod pozorem bycia poinformowanym czy też ze zwykłej fascynacji, bądź obawy, a czasami w związku ze zranieniami, bądź jakimś rzekomym brakiem czegoś w ciele Chrystusa, są tacy, którzy musza się dzielić ze wszystkimi innymi, którzy koncentrują się na swoich ulubionych doktrynach. Taka „ulubiona” doktryna jest traktowana jak domowy kociak. Karmi się ją, chroni, dba, a każdy kto może stanowić zagrożenie dla tego ulubieńca musi być natychmiast skonfrontowany lub odrzucony.

Podejmę to następnym razem.

CZĘŚĆ DRUGA

A do tej pory wiele błogosławieństw

John Fenn

создание и продвижение сайта в москве

Przemyślenia o nauczaniu łaski_2

John Fenn

Część pierwsza: TUTAJ

Perspektywa nieba

Ostatnim razem opowiadałem wam o 16 letniej dziewczynie, która kilkakrotnie otrzymywała od rodziców łaskę i nadużywała jej. Z każdym razem kupowali jej coraz lepszy samochód, a ona każdy rozbijała. Porównałem to do łaski naszego Ojca dla nas i ‘wypadków’ w naszym życiu. Z jej perspektywy tato dawał jej coraz nowsze i lepsze samochody, które kolejno rozbijała, więc kolejne okazanie łaski nie wzbudzało w niej poczucia obowiązku, aby dojrzeć jako kierowca i człowiek.

Z punktu widzenia ojca każdy samochód przekazywany był jej z nadzieją, że córka zrozumie, że łaska ma swoją cenę, i że otrzymując łaskę za łaską, wykorzysta ją jako sposobność do wzrostu.

 

Obietnice Boże są łaską – z Jego punktu widzenia.

Te obietnice, które otrzymujemy od Pana są łaską. Zaczynając od Noego, który dowiedział się o potopie i otrzymał obietnicę ratunku, jeśli zbuduje łódź, aż po mnie i po ciebie, którym Pan mówi, że ten, którego kocha pójdzie do nieba oraz wszystkie inne obietnice pomiędzy, są przykładami łaski. Bardzo dużo nauczono nas na temat obietnic z ziemskiej perspektywy, lecz w taki sposób jak widziała z własnej perspektywy łaskę rodziców tamta 16latka.

Jesteśmy uczeni tego, że obietnice Boże otrzymuje się przez wiarę i cierpliwość, i przez trwanie w tych obietnicach, więc trwamy. Wyciągamy jakiś fragment Pisma, bądź Ojciec ożywia go w nas i trwamy. Historie o tych, którzy stali na Bożych obietnicach za swoich bliskich, o przełomach, o wolności od strachu czy o uzdrowieniach inspirują nas, mamy bowiem ziemski punkt widzenia na obietnice.

Cel jaki mają Niebiosa dla tych obietnic

Piotr mówi w swym drugim liście 1:2-4: „…łaska i pokój niech się wam rozmnożą,… Boska jego moc obdarowała nas WSZYSTKIM, co jest potrzebne do życia i pobożności, przez poznanie Tego, który nas powołał przez swoją chwałę i cnotę …    darowane nam zostały drogie i największe obietnice…”

Jakąś część tego znamy, czyż nie? Dostaliśmy drogie i największe obietnice! Dlaczego niebo dało te obietnice? Czy nie po to, abyśmy mogli otrzymać odpowiedzi na modlitwy? Tak, to prawda, lecz jest to ziemska perspektywa. Piotr pisze dalej: „darowane nam zostały drogie i największe obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury”.

Obietnice po co? Podobnie jak rodzice tej 16 letniej dziewczyny, którzy udzielali swojej córce łaski za łaską, tak też nasz niebieski Ojciec udziel nam łaski, „abyście przez nie stali się uczestnikami boskiej natury” (stali się podobni do  Chrystusa).

My widzimy obietnice jako odpowiedzi na modlitwy; On widzi obietnice jako sposobność dla nas, abyśmy stali się bardziej podobni do Niego. My postrzegamy obietnice jak coś dyndającego przed nami podobnie do marchewki przed zmęczonym światem osłem; On zaś mówi, żebyśmy, zamiast pragnąć łaskę za łaską, przestali patrzeć na nie jak na marchewkę i wykorzystali łaskę do wzrostu w Chrystusie.

W tym kontekście (stawania się uczestnikiem boskiej natury) Piotr idzie dalej i mówi nam jak to robić (w. 5-10):

„I właśnie dlatego (otrzymawszy obietnice uczestnictwa w Boskiej naturze) … uzupełniajcie waszą wiarę cnotą, cnotę poznaniem, poznanie powściągliwością, powściągliwość wytrwaniem, wytrwanie pobożnością, pobożność braterstwem, braterstwo miłością (agape). Jeśli je bowiem posiadacie i one się pomnażają, to nie dopuszczą do tego, abyście byli bezczynni i bezużyteczni w poznaniu Pana naszego Jezusa Chrystusa”.

Nic z tego nie stanowi uczynków – uczynki w Biblii zdefiniowane są jako dobre dzieła, które mają być widziane przez ludzi i Boga.

Tutaj mamy do czynienia z osobistym rozwojem, z podejmowaniem trudnych decyzji, nowych i czasem przerażających, ze zmianami w sercu, duszy i sposobie życia, z podejmowaniem się zadania stawania się coraz bardziej podobnymi do naszego Pana.

Kiedy ostatni raz…

…ktoś nauczał was, że zostaliśmy wezwani do “chwały i cnoty”? Cnota jest moralną doskonałością (2Ptr. 1:4).

 Słownik Nowego Testamentu Vine’a mówi o „cnocie” jako o „moralnej doskonałości”: „Cnota jest powiązana z wiarą (łączy się z wiarą)… i jest zasadniczą cechą w doświadczaniu wiary”.

Moralna doskonałość, poznanie, samokontrola, konsekwencja (w czasach Piotra i w grece „cierpliwość” oznaczała „konsekwencję”, a nie: „tylko wytrzymaj jeszcze chwilkę”), miłość braterska, bezwarunkowa miłość – to wszystko są również atrybuty Ojca i naszego Pana. Są one częścią boskiej natury, która rozwija się w nas po części jako skutek otrzymania obietnic.

Przyzwolenie na moralne bankructwo?

Wielu bierze nauczanie o łasce i naciąga je z ziemskiej perspektywy do skrajności, podobnie jak ta 16latka nadużywała łaski rodziców jako wymówki na usprawiedliwienie braku wzrostu i dojrzewania, jako przyzwolenia na grzech. Uczą, że łaska oznacza, że nigdy nie musisz przepraszać za grzech, nie potrzebna pokuta, nie ma żadnych seksualnych ograniczeń i w ogóle wszystko jest w porządku bez względu na to jak chcesz żyć i kochać Boga.

Nie rozumieją tego, bądź świadomie ignorują, że celem jaki ma Ojciec udzielając łaski jest, abyśmy wzrastali jako ludzkie istoty coraz bardziej w podobieństwo Chrystusa. Zostaliśmy powołani do chwały i cnoty, moralnej doskonałości. Nie są to uczynki, nie jest to religijne prawo, lecz wyższy sposób myślenia.

Kiedy Pan powiedział przez Izajasza (55:9): „Jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasz i myśli moje niż myśli wasze”, nie chodziło o to, że nie możemy osiągnąć tych rzeczy.

NIE. Wers wcześniej (w. 7) znajdujemy wyraźne stwierdzenie, które jest zaproszeniem Pana do opuszczenia naszych dróg i sposobu myślenia i wyjścia wyżej na Jego wyższe drogi i myśli I życia zgodnie z nimi: „Niech bezbożny porzuci swoją drogę przestępca swoje zamysły i niech się nawróci do Pana, aby się nad nim zlitował, do naszego Boga, bo jest hojny w odpuszczaniu”.

Jak niebiosa są wyższe niż ziemia, tak moje drogi są wyższe niż drogi wasz i myśli moje niż myśli wasze…”,

Przyjmijmy więc drogocenną łaskę naszego Ojca, która kosztowała Go i Pana Jezusa tak dużo, jako skuteczny środek do porzucenia naszych dróg i myśli, a wyjścia w górę ku Jego drogom i myślom. Nie bądźmy jak ta uparta dziewczyna, która patrzy tylko na to, jak daleko ojciec pozwoli się jej posunąć. Bądźmy raczej jak dojrzewające dzieciaki, które z miłości i podziwu dla Ojca (i wielkiego Brata, że tak powiem) sięgają po te okazje, których dostarcza łaska, ucząc się chodzić wyższymi drogami i myśleć wyższymi myślami.

Podejmuj decyzje oparta na Jego wyższych drogach.

Oto kilka myśli na ten tydzień, wiele błogosławieństw

John Fenn

сайт

Przemyślenia o nauczaniu łaski_1

John Fenn

Wchodząc do biura ubezpieczeniowego zobaczyłem pracowniczkę potrząsającą z niedowierzaniem głową. Zapytałem czy wszystko w porządku, na co ona wymamrotała coś tym, gdzie ludzie mają umysły i opowiedziała mi następującą historię.  Rodzice dziewczyny, która właśnie skończył 16 lat kupili, na urodziny starego Forda Mustanga (W większości stanów USA można legalnie prowadzić samochód od 16 roku życia.)

Auto miało ponad 160.000 km na liczniku i w ciągu 2 miesięcy ta dziewczyna rozproszyła się czymś w czasie jazdy, wypadła z drogi, wpadła na płot i skrzynkę pocztową. Wyszła z tego bez najmniejszej szkody, lecz auto nadawało się do kasacji.

Zatem rodzice kupili jej następne auto, kolejnego Forda Mustanga, tym razem nieco nowszego i tylko ze 100.000km na liczniku. Jak wyjaśniła agentka, myśleli, że błogosławiąc ją większą odpowiedzialnością spowodują, że córka „podrośnie” w dojrzałości i będzie bardziej uważać w czasie jasny. Wiecie, co się stało?

Tak, skasowała go. Zatem… kupili jej całkiem nowego Forda Mustanga, wywołując zazdrość jej przyjaciół. Myśleli, że jeśli nie doceniła łaski jak był prezent w postaci starego samochodu ze 160.000km i nie doceniła ich kolejnego daru samochodu z 100.000km  to NA PEWNO doceni całkiem nowy samochód dojrzeje do odpowiedzialności!

Ponownie błąd. Skasowała również tego całkiem nowego Mustanga! Zniszczyła następny płot, skrzynki pocztowe zwiedzając okolicę polami, zanim nie zatrzymała się na małym drzewie. Firma ubezpieczeniowa unieważniła jej ubezpieczenie oraz ubezpieczenia jej rodziców! Dziewczyna NIE dojrzałą, nie miała pojęcia jak jej zachowania wpłynęły na całą rodzinę. Agentka powiedziała mi, że rodzice są zrozpaczeni, ponieważ żadna firma ubezpieczeniowa nie chce ubezpieczyć ich córki.

Dwie strony Bożej łaski

Większość z nas zna łaskę z punktu widzenia tej dziewczyny – niezasłużona przychylność, łaska za łaską, pomimo że na nią nie zasługujemy, lecz zastanówmy się przez chwilę nad łaską z punktu widzenia rodziców.

Oni udzielali swojej córce łaski w nadziej, że zrozumie w końcu jak dużo przychylności otrzymywała i wykorzysta ją jako środek do wyjścia wyżej po drabinie dojrzałości. Ze względu na miłość do niej dawali jej coraz więcej możliwości, aby wzniosła się na następny poziom, lecz tego nie zrobiła.

Łaska na pewno nie jest niezasłużoną przychylności, lecz jest uprawomocnienie, drogą do większej dojrzałości.

O czym dziewczyny nie wiedziała

Ta dziewczyny korzystała ze swego prawa jazdy (ang.: driver’s license) i łaski rodziców w podobny sposób, jak ludzie, którzy korzystają z Łaski Bożej jako zgody (licencji) na trwanie w niedojrzałości a nawet do usprawiedliwiania grzechu. List Judy mówi w 4 wersie mówi nam o ludziach: „…którzy łaskę Boga naszego obracają w rozpustę i zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana, Jezusa Chrystusa”. Grecki wyraz przetłumaczony tutaj (w wersji angielskiej) jako „licencja na niemoralność” oznacza: „brak umiaru” i „nadużycie” i często tłumaczony jest jako „pożądliwość”.

Niemniej, bardziej interesujący jest fakt, że Juda mówiąc o tych, którzy zamieniają łaskę Bożą na przyzwolenie na grzech, stwierdza że: „zapierają się naszego jedynego Władcy i Pana Jezusa Chrystusa”.

Ta 16 letnia dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego, że nadużywając łaski rodziców zapierała się ich miłości do niej. Zniekształciła ich miłość do przyzwolenia na nieuwagę, ryzykując życiem całkowicie na ich dobrej łasce.

Rodzice okazywali jej miłość w nadziei, że stanie się bardziej dorosła; podobna do nich. Mieli nadzieję, że wejdą w głębszą, bardziej dojrzałą relację ze swoją córką w miarę prowadzenia jej przez życie. Gdyby dojrzała, wszyscy w trójkę weszli by an jeszcze głębszy poziom relacji i przyjaźni na poziomie dorosłych. Jej zachowanie było aktem zapierania się miłości rodziców, zapierania się tego, czego rodzice dla niej chcieli.

Odmowa podjęcia większej odpowiedzialności i dojrzałości  była policzkiem w twarz rodziców. W 4 wersie Listu Judy w wersji tłumaczenia rozszerzonego (Amplified Biblie) czytamy, że ci ludzie: „wypierają i zapierają naszego Jedynego Mistrza i Pana…” W rzeczywistości ta dziewczyna właśnie zapierała się miłości i łaski swoich rodziców, aktywnie nadużywając takiej przychylności, aż w końcu jej wyrzeczenie doprowadziło to tego, że różne agencje ubezpieczeniowe wyrzekły się jej oraz jej mamy i taty!

Celowe użycie łaski

Podobnie jak lata temu ludzie naciągnęli nauczanie o „pasterzowaniu” oraz ruchu „Słowo Wiary” do skrajności, tak dziś „nauczanie Łaski” doprowadzają do skrajności.

Byłem w takich kościołach, gdzie pastorzy i przywódcy nauczają i praktykują usprawiedliwianie łaską seksualnych “wolności”. Słyszałem osobiście ludzi, którzy twierdzą, że nie musimy pokutować z naszych grzechów, skoro już zostały przebaczone to nie ma z czego pokutować. Słyszałem ludzi, którzy twierdzą, że wszyscy ludzie, jacy kiedykolwiek żyli będą któregoś dnia pojednani  z Bogiem i znajdą się w niebie. Żeby wymienić tylko kilka skrajności w nauczaniu na temat łaski.

NIemniej, tak naprawdę łaska uczy nas, abyśmy unikali grzechów I fałszywej doktryny.

Tyt. 11-14: “Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli, oczekując błogosławionej nadziei i objawienia chwały wielkiego Boga i Zbawiciela naszego, Chrystusa Jezusa, który dał samego siebie za nas, aby nas wykupić od wszelkiej nieprawości i oczyścić sobie lud na własność, gorliwy w dobrych uczynkach”.

Łaska JEST przychylnością, lecz jest również uprawomocnienie, i nauczaniem, i okazją do większej dojrzałości w Chrystusie. Nie można być podobnym do tej 16latki, nadużywającej łaski, lecz należy raczej korzystać z łaski w sposób zamierzony: jako narzędzia, które uczy jak wejść na wyższy poziom dojrzałości. Łaska jest wspaniałym nauczycielem!

W moim życiu doszło do punkt zwrotnego, gdy pozwoliłem na to, aby łaska mnie uczyła. Gdy nauczyłem się sprzeciwiać grzechowi nie dlatego, że gdy było pokuszenie, ja wiedziałem, że mam się sprzeciwić, lecz raczej ze względu na miłość i obecność Ducha Ojca, którą czułem w moim duchu tak silno, i nienawidziłem tego smutku, który odczuwałem gdy zgrzeszyłem, że zacząłem sprzeciwiać się grzechowi z perspektywy ochrony tej Obecności, a to spowodowało, że nacisk pokuszenia bardzo szybko spadł niemal do zera. Łaska nauczyła mnie odrzucania bezbożnych pożądliwości i tego co światowe, a ja zacząłem kochać tą łaskę i strzec jej!

Serce umocnione łaską

Czytamy w Liście do Hebrajczyków 13:9: ” dobrze jest bowiem umacniać serce łaską”. Serce nie umacnia się w nadużywaniu łaski podobnie jak nie stała się lepszym kierowcą ani nie bardziej dojrzała owa 16letnia dziewczyna. Serca nie umacnia się legalizmem i zestawami reguł i praw. Sece nie jest umacnianie ofiarami i obowiązkami, wypełnieniem ani wypełnianiem czyjegoś planu, jako ofiary dla Boga.

Serce umacnia się łaską! 2Tym. 1:9 mówi nam, że Ojciec: „który nas wybawił i powołał powołaniem świętym, nie na podstawie uczynków naszych, lecz według postanowienia swojego i łaski, danej nam w Chrystusie Jezusie przed dawnymi wiekami”.

Ojciec wybawił nas świętym powołaniem, według Swego postanowienia i łaski. Dowiedz się tego o łasce: zawsze jest związana z celem. Łaska nigdy nie jest samotna, zawsze jest z nią związany cel. Noe otrzymał łaskę, gdy powiedziano mu o potopie a celem tej łaski było zbudowanie łodzi, aby uratować jego i wszystkich, którzy przyjdą.

Mojżesz otrzymał łaskę przy gorejącym krzaku, lecz celem było  to, aby stał się wyzwolicielem Izraela. Bóg tak umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał – to jest łaska – aby każdy kto uwierzy w Niego miał życie wieczne – to jest cel.

Wyjdź wyżej!

Łaska nie jest przyzwoleniem na trwanie w niedojrzałości czy grzechu, co jest tylko zaparciem się Pana Jezusa i Jego ofiary za nas. Łaska jest raczej sposobnością do nauczenia się życie Bożym życiem i odkryciem celu w łasce dostępnej dziś. Cel ma dać uprawomocnienie do kroku w górę do bardziej dorosłego chodzenia z Ojcem i naszym Panem,  Jezusem Chrystusem.

Kochają tą Obecność, którą czujesz w swoim duchu, strzeż, troszcz się o nią i miej społeczność z Ojcem i naszym Panem. Nie wykorzystuj ich miłości jako wymówki do zniszczenia swego „samochodu” po raz kolejny!

Część druga

Kilka myśli na dziś i wiele błogosławieństw,

John Fenn

– – – – – – – –

(For more on grace, some may be interested in my 2 cd series on „Grace and Faith” in the store section of our web site, available cd & mp3)

 раскрутка

Szacunek dla ciała_3

John Fenn

Nawiedzenie, którego nigdy nie zapomnę.

Kilka lat temu w czasie pewnego nawiedzenia Pana zapytałem Go o Ananiasza i Safirę, mówiąc, że wydaje się, że okrutnie zostali osądzeni. Odpowiedział: „Pamiętaj, całe Moje ciało było wtedy w tym czasie w Jerozolimie. To, co usiłowali wtedy wprowadzić do ciała było niedopuszczalne”.

(Pamiętacie, że sprzedali swoje posiadłości i zachowali część pieniędzy dla siebie, lecz udawali, że przekazują wszystko. Piotr powiedział im, że całkowicie w ich gestii było to, czy zachowaliby dla siebie wszystko czy część, lecz to ich kłamstwo odziane w hipokryzję ich osądziło – Dz. 5:4.)

Pan mówił dalej: „Wielu w tej ziemi woła o przebudzenie, lecz, powiadam ci prawdę, że gdyby Ojciec zesłał przebudzenie (takie, jak oni sami je określają), to byłoby wielu, wielu Ananiaszy i Safir na ten ziemi”.

 

Więc…

W tamtym czasie usiłowali oni wprowadzić do czystości ciała Chrystusa hipokryzję, miłość do pozornego wyglądu, do tego, aby wyglądać na kogoś innego, niż wewnętrznie się jest. Nie cenili zdumiewającej czystości i białej, gorącej miłości przesiąkającej ciało Chrystusa w tamtym czasie. Ludzie otoczeni cudami przychodzili do Pana w zdumiewających ilościach i nawet cień Piotra uzdrawiał ludzi. Ananiasz i Safira nie cenili nic z tych rzeczy, myśleli wyłącznie o sobie.

Ludzie samolubni nie mogą utrzymywać w swych sercach świętości ciała Chrystusa, ponieważ oni sami dla siebie, w swych sercach, są świętością. Właśnie dlatego człowiek skupiony na sobie jest w centrum swojej wiary: drobne doktrynyki, wieloletnie tradycje, zdecydowane opinie na temat tego, co uważa za właściwe, jak sprawy powinny przebiegać, itp.

Pewien nowy pastor przeniósł mały stolik, na którym trzymano kielich i tacę z chlebem, dotąd stojący obok kazalnicy, zdejmując go z platformy i umieszczając naprzeciwko kazalnicy na podłodze poniżej. Obraziło to kilka osób, ponieważ stół ZAWSZE stał obok kazalnicy. Pewien starszy wykorzystał to, pobudził ludzi do patrzenia na to z jego punktu widzenia i dokonał rozłamu kościoła.

GDYBY ci obrażeniu cenili ludzi będących wokół nich, tych, z którymi mieli społeczność, tych, za których Chrystus umarł i włączył do SWOJEGO ciała, przestali by patrzeć tylko na siebie i zdali sobie sprawę z dziecinady, jaką było obrażanie się. Poświęcili daną przez Boga misję tego kościoła, na rzecz swoich własnych planów.

Jeśli pomyślisz o tym w kontekście szanowania Osoby Chrystusa i Jego ciała na ziemi, jak wiele spraw mogłoby być rozwiązanych, gdyby ludzi po prostu czcili ciało Chrystusa.

Pewne zgromadzenie głosowało w sprawie koloru nowego dywanu do kaplicy i kolor niebieski wygrał niewielką większością. Niemal połowa kościoła była tak urażona tym, że nie będzie tego koloru, który oni chcieli (ciemno czerwony), że znowu jakiś starszy rozbił ten kościół.

Możemy zapytać: „A gdzie bojaźń Boża?”. Prawdopodobnie jednak powinniśmy raczej zapytać: „Gdzie jest cenienie ciała Chrystusa jako czegoś świętego?” Ponieważ jeśli rzeczywiści cenisz Chrystusa to musisz cenić Jego ciało. Gdybyś zapytał tych starszych, którzy podzielili kościoły czy kochają Boga, odpowiedzieli by „TAK!”, lecz prawda jest taka, że udowodnili to, że ich serca były bliższe Ananiasza i Safiry niż Chrystusa, ponieważ manipulowali ludźmi dla uzyskania własnych planów.

Szanowanie ciała to nie mowa o konieczności korekty, która pojawia się, gdy ktoś naucza fałszywej doktryny, narusza równowagę czy żyje w grzechu. Potrzeba nam równowagi oraz ugruntowanych głosów, które w takich przypadkach głośno mówią tak jak to robili Jezusa, Paweł i Piotr.

Ale nie w powyższych przypadkach, gdzie były to proste, dziecinne urazy, które ujawniły starszych, szukających okazji do wypromowania siebie i swoich planów.

 

Odciąganie innych

W Księdze Dziejów 20:30 Paweł powiedział do starszych efeskich kościoła (domowego): „A nawet spomiędzy was samych powstaną mężowie mówiący przewrotne rzeczy, aby uczniów pociągnąć za sobą. Przeto czuwajcie, pamiętając,że przez trzy lata …” Akt pociągania innych za sobą jest kolejnym przykładem braku szacunku i czci dla ciała Chrystusa. Słowo „przewrotne” to w grece „diastrefo”, co oznacza „wypaczyć, wykręcić”. Paweł mówi, że ci ludzie będą wypaczać i wykręcać słowa, głównie Słowo Boże, którego mocni i zrównoważeni nauczyciele nauczają.

To dlatego mówi im, aby „czuwali i pamiętali” jego trzyletnią służbę dla nich. Apostoł wiedział, że ludzka natura ma taką tendencję, aby nie cenić bogactwa tego, co jest stale wokół lecz zejść z tej ścieżki w poszukiwaniu jakiegoś nowego nauczyciel czy kaznodziei, ponieważ to co nowe, jest bardziej ekscytujące, niż życie w ciele Chrystusa, które jest teraz. Paweł chciał, aby dobrze zapamiętali poprzednie 3 lata, ich wspólny czas, bogactwo społeczności i przyjaźni, oraz wagę tych 3 lat wobec tego co mógłby ktoś wypaczać i wykręcać próbując pogwałcić świętość duchowych więzi lokalnego ciała Chrystusa.

Chciał, aby w swych serca umieścili jako coś wartościowego ich relacje i świętość ponad wszystko inne, ponad nowe doktryny czy inne sprawy (jak kolor dywanu).

 

Skąd masz wiedzieć?

Kluczowym zwrotem jest tutaj „będą pociągać uczniów za sobą”. Prawdziwy wierzący, który uważa ciało Chrystusa za święte i poświęcone, który boi się Boga i wie, że jest odpowiedzialny za swoje działania, odwraca ludzi od skupiania uwagi na sobie, a zwraca ją ku Panu we wszystkim co czyni i czynią wszystko, co tylko mogą, aby zachować jedność lokalnego ciała w miłości. Ci, którzy pociągają innych za sobą żerują na słabych, nowych, na dzieciach w Chrystusie, na tych, którzy są podatni. W grece zwrot „pociągać” to słowo „airo”, co znaczy „przejmować, odbierać”.

Jeśli znalazłeś się w sytuacji, w której ktoś kształci uczniów według samego siebie, zamiast kierować ludzi do Pana i robić wszystko, aby utrzymać jedność ciała w miłości to nie idź lecz uciekaj do najbliższego wyjścia.

Paweł opisuje ich we wcześniejszych wersach jako „głodne (dzikie) wilki”, które nie oszczędzą trzody. Oni nie mają ciała Chrystusa za święte, które ma być chronione, szanowane i cenione.

Dla kontrastu do tych samych ludzi w Efezie Paweł napisał następujące słowa: „Bądźcie więc naśladowcami Boga, jako dzieci umiłowane, i chodźcie w miłości i i Chrystus umiłował was i siebie samego wydał za nas jako dar i ofiarę Bogu ku miłej wonności” (Ef. 5:1-2).

 

A następnym razem nowy temat

Wiele błogosławieństw

John Fenn

 

 

продвижение

Szacunek dla ciała_2

Fenn John

W zeszłym tygodniu pisałem o tym, że w Koryncie spożywali swój własny posiłek przed zejściem się całego zgromadzenia u kogoś w domu, zamiast zjadać to wtedy, gdy już wszyscy będą na miejscu.

W 1 Kor. 11:22 Paweł pyta czy gardzą kościołem Bożym, ponieważ takie ich zachowanie powodowało, że inni ludzie, z którymi mieli społeczność byli odsuwani. Następnie apostoł przechodzi do zacytowania słów Jezusa z Ostatniej Wieczerzy i mówi Koryntianom, że zanim spożyją Wieczerzę Pańską, muszą zbadać sami siebie. Powiada nawet: „Dlatego jest między wami wielu chorych i słabych, a niemało zasnęło” (w.30).

Chorzy i słabi, ponieważ…?

Pierwszy raz usłyszałem o uzdrowieniu w Wieczerzy Pańskiej około 1980 roku i było to nauczane w ten sposób, że należy „rozpoznać ciało Pańskie” co oznacza, że musimy pamiętać o tym, że „Jego ranami zostaliśmy uzdrowieni” i przyjąć uzdrowienie w czasie Wieczerzy, co było właściwym rozpoznaniem ciała Pańskiego. Nauczałem tego od tej pory i widziałem wielu uzdrowionych w ten sposób przez lata.  Lecz nie taki jest kontekst, w którym Paweł to napisał. Dlaczego niektórzy uczniowie w Koryncie byli „chorzy i słabi” a wielu umarło wcześnie, jeśli ich pycha wywoływała podziały i kliki? Czy może to być przyczyną choroby?

 

Przyczyny

Pewną wskazówkę otrzymujemy, gdy przyjrzymy się bliżej greckiemu słowu, którego Paweł tutaj używa. W grece jest to „kata- froneo”. Kata znaczy nisko lub niezdrowy i można je łączyć ze złem. Fren, które stanowi drugą część słowa, oznacza 'umysł/opinia/zamiar’. Tak więc, całe znaczenie jest takie: „mieć niezdrowy umysł” bądź mieć „złą opinię/zamiar” wobec / o innych uczniach. W ten sposób Paweł powiedział, że to dlatego jest wielu słabych i chorych, a niektórzy pomarli przedwcześnie.

Po pewnym nabożeństwie w kolejce do modlitwy była kobieta, która powiedział mi, że cierpi na bóle różnych stawów, w tym u rąk i w karku. Gdy miałem włożyć na nią ręce usłyszałem, jak Ojciec mówi: „Powiedz jej, aby przebaczyła swojej siostrze”.  Posłuchałem i modliłem się o to, aby gdy będzie posłuszna, została uzdrowiona. Wtedy usługiwałem w tym kościele co pół roku i oczywiście gdy wróciłem tam kilka miesięcy później, powiedziała mi, że została uzdrowiona tego samego dnia, po pojednaniu ze swoją siostrą, choć przyznała, że musiała się uniżyć, aby to zrobić.

Wyszła po uzdrowienie, lecz w jej przypadku miała miejsce „zła opinia” ku ciał Pańskiemu, a konkretnie innemu wierzącemu – jej siostrze. W ten sposób właśnie nie rozpoznawała ciała Pańskiego, zarówno Jego ciała jak i ciała Chrystusa, i „była słaba i chora” właśnie z tego powodu.

Paweł zaraz po tym mówi: „Bo gdybyśmy sami siebie osądzali, nie bylibyśmy sądzeni” (w. 31). Ta kobieta osądziła sama siebie, pojednała się z siostrą, była więc czysta przed Panem w tej sprawie. Jest to tylko jeden przykład tego, że można być „słabym i chorym” z powodu nie rozeznania ciała Pańskiego (którym są inni wierzący).

 

Co Jezus powiedział

Po pytaniu o to gardzenie, czy „złą opinię” o innych, z którymi mieli społeczność, apostoł cytuje Jezusa, który powiedział w czasie Ostatniej Wieczerzy: „Bierzcie i jedzcie; to jest ciało moje za was wydane; to czyńcie na pamiątkę moją„. I podobnie o winie: „… na pamiątkę moją” (1Kor. 11:24-25).

Gdy słyszymy te słowa dziś przyjmując Wieczerzę, przypominamy sobie historie ewangelii krzyża, bądź przypominamy sobie o tym, że Jezus rozlał swoją krew za nas czy jeszcze wspominamy Jego ofiarę za nas wszystkich.

Lecz w grece Jezus nie mówił o tym, aby przypominać sobie historie ewangelii, krzyż czy Jego ofiarę. Jak podaje Vine’s Expository Dictionary of NT Words: „Nie „na pamiątkę czegoś…”, lecz czułe przywołanie na pamięć Samej Osoby”.

 

A taraz …

Pawłowi chodziło w tym fragmencie NIE o przypominanie sobie życia i ofiary Jezusa, lecz raczej Osoby Jezusa i tego, co On znaczy dla nas osobiście, dziś, teraz, a przez pewne rozszerzenie, co Jego ciało – ci wierzący, siedzący razem z tobą w tej chwili po prawej i lewej – znaczą dla ciebie!

Paweł mówił tym aroganckim Koryntianom, żeby pokutowali ze swoich „złych opinii” o tych, z którymi wspólnie byli, przypominając sobie, gdy się rozglądają po miejscu zgromadzenia, Osobę Jezusa. Chodziło o to, aby zdali sobie sprawę z tego, że gdy patrzą na innych wierzących, którzy pochodzą z wszelkich możliwych życiowych sytuacji, są różnego wychowania, rasy i pochodzenia to patrzą na ciało Jezusa. „Przywołując na pamięć uczuciem Jego Osobę”, pobudzali swoje umysły do żywej prawdy o ciele Chrystusa zasiadającym przed nimi.

Zastanówmy się nad myślą Pawła tutaj. Czy odczuwasz świętość zgromadzenia świętych? Czy odczuwasz majestat Jezusa i to jak On dotyka każdego z nas, abyśmy jako zbiorowość stanowili ciało Chrystusa? Czy dostrzegasz to, że mamy szanować wspólne zgromadzenie kościoła jako święte i robić wszystko, co w naszej mocy, aby chronić świętość tego zgromadzenia?

Zastanówmy się teraz nad tym, jak te rzeczy, o których pisałem poprzednio, gardzą świętością: nie tylko czyniąc z ciała Chrystusa ofiarę przez prowadzenie handlu/biznesu, lecz (na przykład) czy nigdy nie zastanawiałeś się nad tym, dlaczego twój duch jest zasmucony, gdy odwiedzający kaznodzieja rzuca płyty CD czy książki w stronę tłumu, który zachowuje się jak głupia druhna usiłująca złapać ślubny bukiet? Duch Święty jest zasmucony tym faktem, że nie szanujemy zgromadzenia nas samych jako czegoś nienaruszalnego i świętego, co należy miłować i strzec.

W czasach Pawła był to zwykły przypadek aroganckich Koryntian patrzących z góry na niższą klasę (opierając się na swoich 'złych opiniach’), a jednak apostoł powiedział im, aby osądzali sami siebie, bo inaczej Pan ich osądzi. Jego proste pouczenie w wersie 33 mówi: „ta tak, bracia moi, gdy się schodzicie, aby jeść, czekajcie jedni na drugich„. Drobna poprawka w sercu, ochocze oczekiwanie i problem rozwiązany, to wszystko czego było potrzeba. Jeśli więc oni potrzebowali osądzać sami siebie, aby ich Pan za TO ich nie osądził to gdzie my jesteśmy?

To będzie tematem następnym razem… a tymczasem, aż do następnego przyjęcia Wieczerzy Pańskiej, z uczuciem przywołuj na pamięć Jego Osobę, a gdy to robisz, przyglądnij się tym w pokoju (czy audytorium): UWAGA -to jest ciało Pana!

 

Część trzecia

Wiele błogosławieństw

John Fenn

aracer

Szacunek dla ciała_1

John Fenn

Pewna prawdziwa historia

Był sobie w Europie pewien kościół funkcjonujący na bazie domowej, który składał się wyższej i niższej klasy społecznej, co wywoływało u nich nieporozumienie. Było to coś poważniejszego niż zwykły konflikt: ludzie o wyższych dochodach nie chcieli mieszać się w swoich domach z gorzej opłacanymi pracownikami.

Lecz w tym domowym kościele był zwyczaj spożywania posiłku w czasie każdego spotkania lub później. Obchodzili wtedy Wieczerzę Pańską jako część tego posiłku, jak to robił Pan w czasie pierwszej „Ostatniej Wieczerzy”.

Problem polegał na tym, że bogaci nie chcieli jadać razem z innymi, choć oni przychodzili na tą część posiłku, jedli więc w swoich domach przed spotkaniem, a jak to w Europie, wino było zwykłą jego częścią, więc niektórzy nawet upijali się przed przyjściem na zgromadzenie kościoła.

 

Jak sobie z tym poradziłem?

Jakie problemy możecie rozpoznać? Po stronie ludzi z wyższych sfer występowała arogancja. Była też zawziętość po stronie tych traktowanych z góry: musieli radzić sobie z przebaczeniem i przyjmować na spotkaniu tych, którzy już najedli się, tak jakby nie było w tym nic złego. Miały tu miejsce konflikt, pycha, podziały oraz grupowe lojalności.

Dobrze dla mnie i dla was, że taka prawdziwa życiowa sytuacja zdarzyła się już w Koryncie około roku 59 i Paweł zajmował się tym w swoim 1 Liście do Koryntian 11:17-31. Wiemy z Księgi Dziejów Apostolskich 18:7-8, że początkowo spotykali się w domu Rzymianina Tytusa (Gajusa) Justusa, byli podejmowani wspólnie przez Kryspusa przełożonego synagogi, który mieszkał tuż obok niej. Brało udział w tych spotkaniach również wielu Koryntian (Greków). Gdy ich przybywało przenosili się do innych domów w mieście i na peryferiach.

Paweł ujawnia sprawę w wersie 22: „Jako to? Czy nie macie domów, aby jeść i pić? Albo czy zborem Bożym gardzicie i poniewieracie tymi, którzy nic nie mają (nie przynieśli żywności)? Co mam wam powiedzieć? Czy mam was pochwalić? Nie, za to was nie pochwalam!”

Bogaci można nie chcieć jadać z biedniejszymi uczniami ponieważ ci nie należą do tych samych klubów, nie kręcą się w tych samych kręgach społecznych, nie mają takiego samego modelu rydwanu, nie mają zatrudnienia i tak dalej. Lecz rzeczywistym problemem ich serca było to, że gardzili kościołem, ciałem Chrystusa, a ich zachowanie okazywało pogardę dla niego.

Mogli odrzucać takie oskarżenie, lecz ta arogancje doprowadziła do lekceważenia ciała, co było prawdziwym problemem. Nic w nich nie mówiło: „Jezus umarł za nas wszystkich, więc wszyscy jesteśmy równi, będę więc szanował ciało i szanował wspólne nasze zgromadzenie”.

 

Szybki przeskok do dni współczesnych: Colorado, rok 1990

Byłem pastorem tradycyjnego kościoła w Colorado. Zadzwonił do mnie pewien pastor, prosząc mnie, abym sprzedawał produkty z multi-level marketingu (MLM) produkowane z pewnego szczególnego drzewa z Australii, co było wtedy bardzo popularne. Powiedział mi, że udało mu się do sprzedaży pod tą organizacją pozyskać niemal wszystkich ze swego kościoła dzięki czemu spodziewał się, że dochody pokryją kościelną hipotekę do końca roku i wszyscy uzyskają finansową poprawę.

Spławiłem go i powiedziałem, że nie szanuje ciała Chrystusa, a raczej manipuluje ciałem, za które nasz Pan umarł dla swoich własnych korzyści, a ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Powiedział, że to co, robi, jest dobre dla ciała, lecz prawdą było, że nim pogardzał: z Pańskiego punktu widzenia, a tylko taka jest właściwa.

 

Ziemia mega kościołów: lata 1990 – 2000

Wielu pastorów i członków zgromadzeń zaangażowało się w tym czasie w MLM, produkty kosmetyczne, usługi telekomunikacyjne, zdrowa żywność itd. Jestem przekonany, że to wszystko są dobre produkty, lecz doszło do tego, że gdy udałeś się do kościoła, stawałeś się ofiarą, ponieważ zawsze ktoś składał świadectwo o swoich produktach MLM. Mógł to być pastor, gdzieś na korytarzu odbywało się podpisywanie papierów czy trwały kościelne rozmowy, które wędrowały między członkami zgromadzenia każdego tygodnia. Wszystko to składało się na zmianę w mentalności kościoła. Ludzie nie chodzili tam już, aby skupić się tylko na uwielbieniu Pana, lecz na tym, z kim można się skontaktować i jak wielu ludzi pozyskać w tym tygodniu do swojej struktury.

Rozwinęła się taka kościelna kultura, gdzie na miejscu było pytanie: „Dlaczego jeszcze się tym nie zajmujesz?” Zawsze było też takie niebezpieczeństwo, że mogło się komuś coś wypsnąć o tym, że ma jakiś problem ze skrórą, chorobę wewnętrzną, finansowe trudności czy też to, że nie da się doprowadzić rzeczy do takiego stanu czystości, jakby się chciało, a na to tylko oczekiwano! Uczniowie MLM rzucali się na takiego człowieka ze świadectwami, jakże to ich produkty pomogły komuś, kto miał trąd, jak potrzebujący wewnętrznego uzdrowienia został uzdrowiony dzięki dwóm łyżeczkom takiej żywności miesięcznie i stracił 30 kg!

Wracając do 1 Kor. 11. Rozwiązanie Pawła

Paweł doprowadził Koryntian do konfrontacji z ich grzechem: Czy oni pogardzali ciałem Chrystusa. Czy chcieli okazać lekceważenie temu ciału?

Zaraz po zadaniu tego pytania w wersie 22 Paweł pisze:

Albowiem ja przejąłem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, której był wydany, wziął chleb, a podziękowawszy, złamał i rzekł: Bierzcie, jedzcie, to jest ciało moje za was wydane; to czyńcie na pamiątkę moją„.

Podobnie i kielich po wieczerzy, mówiąc: Ten kielich to nowe przymierze we krwi mojej; to czyńcie, ilekroć pić będziecie, na pamiątkę moją. Albowiem, ilekroć ten chleb jecie, a z kielicha tego pijecie, śmierć Pańską zwiastujecie, aż przyjdzie„.

Przeto, ktokolwiek by jadł chleb i pił z kielicha Pańskiego niegodnie, winien będzie ciała i krwi Pańskiej. Niechże więc człowiek samego siebie doświadcza i tak niech je z chleba tego i z kielicha tego pije„.

Zatem, umieściwszy to w kontekście…

Tak więc spożywanie i picie Wieczerzy Pańskiej, bez względu na to jak praktykowanej, wymaga badania siebie samego, lecz kontekst tego badania siebie nie ma nic do rzeczy z grzechem, czy nieprzebaczeniem, czy nawet upewniania się, że przed spożyciem Wieczerzy zostały puszczone w niepamięć te dawne duchowe przewinienia (innych-przyp.tłum.).

Tutaj chodzi o szacunek dla ciała Chrystusa. Szanowanie ciała, ofiary, a zatem szanowanie zgromadzenia Bożego ludu. Badanie samego siebie, którego Paweł tutaj naucza, dotyczyło tych, którzy odmawiali wspólnego posiłku z ludźmi niższej klasy czy biednych. Paweł oczekiwał, że uczniowie Pana będą szanować wspólne zgromadzenie świętych, będą pragnąć chronić je i to zgromadzenie, aby było święte i uświęcone. Oni jednak nie rozumieli tego ani nie mieli serca dla tych ludzi.

Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając ciała Pańskiego, sąd własny je i pije. Dlatego jest między wami wielu chorych i słabych, a niemało zasnęło. Bo gdybyśmy sami siebie osądzali, nie podlegalibyśmy sądowi„.

O ile naucza się tego, sam tego nauczałem również, że jeśli rozpoznajemy ofiarę ciała Pańskiego dla naszego uzdrowienia, możemy zostać uzdrowieni w czasie Wieczerzy Pańskiej (i to jest prawda) to jednak kontekst jest tutaj znacznie szerszy.

Cały czas chodzi tutaj o to, aby raczej szanować, a nie gardzić, zgromadzeniem ciała Chrystusa. Ciałem są ludzie Boży… Paweł prosi każdego, aby zbadał swoją miłość do ciała Chrystusa, aby ludzie sprawdzili swoje serca czy nie ma w nich arogancji i rozdwojenia, które rozdziela. Szanuj to zgromadzenie – chroń go, zachowuj świętość, czyń wszystko, co tylko można, aby zachować jedność i pokój.

Oni tak nie postępowali.

Czy współcześnie szanuje się to ciało na tyle, żeby nie próbować sprzedawać swoich produktów czy biznesu, czy usług tym, którzy gromadzą się, aby skupić się na oddawaniu czci Chrystusowi? Czy też są oddani obrzydliwości, wchodząc między tych dobrych ludzi, a ich Pana, rozpraszając ich i wymuszając na nich swoje plany?

Część druga

Tym wszystkim zajmiemy się następnym razem. A do tej pory – wiele błogosławieństw.

John Fenn

 

 

 оптимизация сайта под поисковую систему

Co oznacza: „Dzisiaj jest dzień, który dał nam Pan”?

John Fenn

Z pewnością słyszeliście taką pieśń, pochodzącą z początku lat 70tych: „Dzisiaj jest dzień, który dał nam Pan, weselmy się i radujmy się nim…

Ok… a teraz, gdy nie będziecie mogli pozbyć się tej melodii przez następne 24 godziny, zadam wam pytanie: czy wydaje wam się, że ta pieśń mówi o cieszeniu się z tego dnia, w którym jest ona śpiewana? Wiecie o co mi chodzi. Minął ciężki dzień w pracy/szkole/życiu, idziesz na spotkanie modlitewne czy nabożeństwo i jedna z pierwszych pieśni to właśnie ta, aby mimo wszystko radować się tym dniem.

W rzeczywistości ta pieśń jest cytatem z Psalmu 118, śpiewanego z okazji Paschy i mówiącym o ukrzyżowaniu Pana:

Ps. 118:23-24: „Kamień, który odrzucili budowniczowie stał się kamieniem węgielnym. Przez Pana się to stało i to jest cudowne w oczach naszych. Oto dzień, który Pan uczynił weselmy się i radujmy się w nim„.

Widzimy więc, że gdy śpiewamy ją, mowa jest tutaj o dniu, w którym Pan został ukrzyżowany, że to jest właśnie ten dzień w którym mamy się cieszyć i weselić. Jeszcze ciekawsze jest to, że jest kolejne Psalmy 111-118 składają się na Hallel, i były śpiewane w czasie Paschy, z naciskiem w czasie drugiego dnia na Psalm 118, tak jak był rozumiany symbolizm i proroctwo dotyczące ich grzechów i Mesjasza. Znaczy to, że w Ewangelii Mateusza 26:30, zaraz po Ostatniej Wieczerzy, gdy czytamy: „a gdy odśpiewali hymn, wyszli ku Górze Oliwnej„, Jezus najprawdopodobniej zaśpiewał właśnie ten Psalm, słowa mówiące o JEGO ofierze na krzyżu: radujmy się i weselmy się w nim! Poszedł na modlitwę do Ogrodu Getsemane z tymi słowami w sercu…

 

Lecz chwila! Jest jeszcze więcej.

Relacja Ojca do Jego Syna miała się zmienić na zawsze, a jednak gdy świętujemy zmartwychwstanie Jezusa, bardzo rzadko mówimy o tym. Tak naprawdę to w ciągu mojego prawie 40 letniego chodzenia z Panem nie pamiętam, abym kiedykolwiek słyszał takie kazanie, poza swoim własnym. W Dziejach Apostolskich 13:33 Paweł cytuje Psalm 2:7 jako mówiący o dniu, w którym relacje Ojca z Synem miały się zmienić na zawsze:

Wypełnił teraz Bóg dzieciom ich przez wzbudzenie nam Jezusa, jak to napisano w psalmie drugim: „Synem moim jesteś, dzisiaj cię zrodziłem” (wg wersji ang.: „dzisiaj stałem się twoim Ojcem” -przyp.tłum. W ten sposób oddaje to w j.polskim wyłącznie Przekład Nowegi Świata.) Mówić w kontekście dnia zmartwychwstania, że: „dzisiaj jest dzień, w którym stałem się twoim Ojcem!” Co się zmieniło? Myślałem, że Jn 3:16 mówi, że Ojciec tak umiłował świat, że Syna Swego jednorodzonego dał, aby każdy kto weń wierzy miał życie wieczne… prawda? Co więc jest z tym dniem zmartwychwstania, co zmieniło ich relacje do tego stopnia, że Ojciec powiedział: „Dzisiaj stałem się twoim Ojcem”?

 

Ciało Jezusa

Jezus został wzbudzony w fizycznym ciele, które teraz składało się z niebiańskiego materiału (było uwielbione), zatem mogło funkcjonować dwóch rzeczywistościach: materialnej i duchowej. Mógł objawić się w tej rzeczywistości, po czym wrócić do rzeczywistości Ducha, mógł jeść naturalne pożywienie, chodzić z ludźmi i nagle zniknąć i na życzenie wrócić do rzeczywistości ducha/Ducha.

On jest pierwszy z nowego gatunku człowieka, jeśli można użyć tego terminu. To właśnie się zmieniło między Ojcem i Synem. Jezus nie jest już jedynym Synem; po Swym zmartwychwstaniu jest „Pierworodnym z umarłych”.

… aby się stali podobni do obrazu Syna jego, a On żeby był pierworodnym pośród wielu braci…” (Rzm. 8:29).

Lecz wy podeszliście do góry Syjon i do miasta Boga żywego, do Jeruzalem niebieskiego i do niezliczonej rzeszy aniołów, do uroczystego zgromadzenia (23) i zebrania pierworodnych, … ” (Hbr. 12:22-23).

i od Jezusa Chrystusa, który jest świadkiem wiernym, pierworodnym z umarłych i władcą nad królami ziemskimi. Jemu, który miłuje nas i który wyzwolił nas z grzechów naszych przez krew swoją,” (Obj. 1:6).

On także jest Głową Ciała, Kościoła; On jest początkiem, pierworodnym z umarłych, aby we wszystkim był pierwszy” (Kol.1:18).

To właśnie zmieniło się między Ojcem i Synem: On nie jest już tylko jednorodzonym synem, a raczej jest PIERWO-rodnym z umarłych. Nie wiem, który ja jestem w kolejności, ani którym jesteś ty, lecz Jezus jest pierworodnym z umarłych, a my z pewnością jesteśmy w dalszej kolejności. Jezus nie jest już jedynym dzieckiem! To się zmieniło.

 

Bracia

Fakt, że On jest pierworodnym z umarłych i że my jesteśmy po nim, wynosi nas na Jego poziom, do poziomu Jego zmartwychwstania i w tej mocy. Jezus był głęboko świadomy tej zmiany relacji między Nim i Jego Ojcem w chwili zmartwychwstania, ponieważ w Mt. 28:10 mówi: „Nie bójcie się! Idźcie i powiedzcie oznajmijcie braciom, aby poszli do Galilei, a tam mnie ujrzą” (Bracia jako termin obejmujący mężczyzn i kobiety.)

Aż do tej chwili nazwał ich tylko przyjaciółmi przy jednej okazji, lecz natychmiast po Swoim zmartwychwstaniu, nazywa ich braćmi.

…idź do braci moich i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego, do Boga mego i Boga waszego” (Jn. 20: 17).

Przystało bowiem, aby Ten, dla którego i przez którego istnieje wszystko, który przywiódł do chwały wielu synów, sprawcę ich zbawienia uczynił doskonałym przez cierpienia. Bo zarówno ten, który uświęca, jak i ci, którzy bywają uświęceni, z jednego są wszyscy; z tego powodu nie wstydzi się nazywać ich braćmi” (Hbr. 2:10-11).

W Liście do Rzymian 8: 19-22 Paweł mówi nam o tym, że cała natura wzdycha i znosi bóle porodowe (wespół boleje – przyp.tłum), oczekując objawienia się synów Bożych. To właśnie trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów i zmiany atmosferyczne – natura wzdycha pod ciężarem grzechu, któremu została poddana, oczekując objawienia się synów Bożych.

Paweł podsumowuje (w.23): „A nie tylko ono, lecz i my sami, którzy posiadamy zaczątek Ducha, wzdychamy w sobie, oczekując synostwa, odkupienia ciała naszego„.

Amen… Ja oczekuję na uwielbione ciało! Nie dlatego, że chcę się znaleźć poza tym, które mam, lecz wzdycham, jak powiedział Paweł: „aby być przyobleczonym z wysokości” (2Kor. 5:4). Gdy więc obchodzimy zmartwychwstanie Pana Jezusa, pamiętajmy o tym, że dzień Jego ukrzyżowania jest (również) dniem radości, ponieważ zostało uruchomione coś, co mamy dziś w Chrystusie: jesteśmy jedno z pierworodnym z umarłych, z naszym Wielkim Bratem, z naszym Panem i Zbawicielem i On nie wstydzi się nazywać nas braćmi.

Zdumiewająca Łaska.

Wiele błogosławieństw,

John Fenn

cwowi @ aol.com

 

раскрутка сайтов интернете