Category Archives: Fenn John

Cud Jezusa_4

Fenn John

W czasie jednego z tych pięknych dni w Colorado jechałem przez Denver drogą I-25 z widokiem na ośnieżone latem góry, stojące po lewej stronie w pomarszczonej rzeźbie terenu na tle błękitnego nieba, przechodzące u podnóża w miarę jak śnieg cofał się w na niższych piętrach w zieleń, przez otaczające mnie wokół miasto, z otwartym szyberdachem, dziękując Ojcu za to, że jest wierny i przebacza mi (znowu jeszcze raz) wszystkie moje grzechy. Cytowałem wers z Pierwszego Listu Jana 1:9: „jeśli wyznajemy grzechy swoje, Bóg jest wierny i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”.

Myślałem o tym, jak zdumiewająca to prawda, że jeśli wyznaję te, o których wiem, On przebacza mi te, o których nie wiem, oczyszczając mnie od WSZELKIEJ nieprawości – świetny układ dla nie!

Gdy skupiłem się na tej części, która mówi, że „On jest wierny i odpuści”, powiedziałem: „Dziękuję ci, Ojcze, za to że jesteś mi wierny, dziękuję ci za twoją wierność i sprawiedliwość dla mnie, aby przebaczać mi moje grzechy, dziękuję ci za twoją wierność i sprawiedliwość wobec mnie, aby oczyszczać mnie z wszelkiej nieprawości…” gdy nagle On przerwał mi w połowie zdania:
„Nie jestem wierny tobie. Jestem wierny dziełu mojego Syna na krzyżu!”

Niebiańska moneta?
Natychmiast zdałem sobie sprawę z tego, że był Pan korygował mnie, ponieważ wers łączy ze sobą „wierność i sprawiedliwość” – „sprawiedliwość” jest prawnym terminem odnoszącym się do dzieła Jezusa na krzyżu, aby zapłacić za grzech tego świata, lecz nigdy nie przemyślałem tego wersu, aż do tej chwili wyjaśnienia z niebios. Natychmiast zostałem uciszony w pokornej zadumie, gdy myśli wirowały mi po głowie reorganizując moją teologię. W myślach pokutowałem w pokutnej szacie i popiele za złe przekonanie w tej sprawie.

Cały czas myślałem, że Pan był „wierny i sprawiedliwy” wobec mnie, nigdy nie zastanawiając się nad tym, że ja w ogóle nie byłem częścią tego równania, poza tym, że byłem przestępcą. Moja duchowa arogancja i pycha nagle zostały ujawnione w znacznie bardziej pomarszczonej rzeźbie terenu niż przykryte śniegiem góry na tle błękitnego nieba – jakim arogantem byłem, myśląc, że Ojciec w akcie przebaczania mi, był w jakiś sposób wierny wobec mnie.

Był wierny dziełu Jezusa na krzyżu, jakieś 2000 lat temu, a nie mojemu słabowitemu małemu życiu. Aż do tamtej chwili myślałem, że Ojciec i Syn byli w niebie debatując między sobą, gdy już usłyszeli jak ja proszę o przebaczenie: ”Czy powinniśmy mu przebaczyć od razu, czy może wycisnąć z niego poty?”

Myślałem, że musi być jakaś moneta w niebie i w zależności od powagi mojego grzechu oraz tego, ile razy go popełniłem, rzucali tą monetą decydując czy mają mi przebaczyć natychmiast, czy też sprawić, abym się trochę wił i tarzał w samo potępieniu, zanim odczuję ten oczyszczający strumień z nieba.

Wierny Synowi
Przeorganizowałem swoje myślenie w tempie błyskawicznym. Krzyż miał miejsce 2000 lat temu, dzieło zostało wykonane, w związku z tym nie ma już, żadnego podejmowania decyzji. Znaczy to, że moje grzechy z przyszłego roku już są przebaczone, – jutrzejsze, z następnego tygodnia, miesiąca, roku i dekady… wszystkie grzechy już są pod względem prawnym przebaczone.

Prawnie rzecz biorąc każdy człowiek na świecie ma przebaczenie grzechów. Gdy wierzymy w Jezusa, otrzymujemy za darmo to prawne dzieło. Gdy uwalniam swoje serce na ziemi ku Niemu, wtedy niebiosa są uwolnione, aby odpowiedzieć w przebaczeniu i zbawieniu.

Wszystko co muszę zrobić to pokornie wyznać – dosłownie “zgodzić się z tym” lub “przyznać”, że zgrzeszyłem i otrzymuję to przebaczenie i zostaję odnowiony do społeczności. Fakt pokuty jest zrozumiały, ponieważ ”pokuta” oznacza zmianę myślenia, a każdy kto przyznaje i wyznaje swój grzech Bogu właśnie to robi: odwraca swoje myślenie od grzechu ku sprawiedliwości.

(Kiedy zgrzeszę nie przestaję być dzieckiem Bożym, lecz społeczność w tej dziedzinie grzechu jest czasowo zakłócona, aż do chwili, gdy wyznam mój grzech. Coś podobnego do sytuacji z dzieciństwa., Gdy uderzyłem młodszego brata i byłem odesłany do mojego pokoju. Nie przestawałem być synem mego taty, lecz pozostawałem poza rodzinnym życiem aż do czasu, gdy przyznałem tacie i bratu, że źle zrobiłem a wtedy mój udział był odnawiany i wszystko szło w zapomnienie.)

Nie ma w niebie monety do losowania, jest tylko Ojciec, który jest wierny dziełu Syna.

Ojciec kocha Syna, Syn kocha Ojca
Jak Ojciec czci dzieło Swego Syna na krzyżu tak, że dał Mu imię, które jest ponad wszelkie inne imię; tak że udziela nam natychmiastowego przebaczenia, które Jego Syn nabył dawno temu, tak serce Syna jest ku przywróceniu wszelkiej chwały Ojcu.

…. potem nastanie koniec, gdy odda władzę królewską Bogu Ojcu, gdy zniszczy wszelką zwierzchność oraz wszelką władzę i moc. Bo On musi królować, dopóki nie położy wszystkich nieprzyjaciół pod stopy swoje. A jako ostatni wróg zniszczona będzie śmierć. Wszystko bowiem poddał pod stopy jego. Gdy zaś mówi, że wszystko zostało poddane, rozumie się, że oprócz tego, który mu wszystko poddał. A gdy mu wszystko zostanie poddane, wtedy też i sam Syn będzie poddany temu, który mu poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkim” (1Kor. 15:24-28).

Ojciec czci Syna, lecz pewnego dnia Syn zwróci wszystko Ojcu. Cudem Jezusa jest to, że On nie szuka swego, lecz zawsze chce nam pomagać, a chwałę oddać z powrotem Swemu Ojcu. Rzeczywiście jest cichy i pokornego serca i jak nam polecił: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca” (Mt. 11:29).

Kiedy widzę jak chrześcijanie zachowują się całkowicie przeciwnie do tej pokornej natury, natury posługiwania, cichej i łagodnej natury naszego Pana, cofam się ze zgrozą i wstrętem. Tak naprawdę nie znają Go. Nie twierdzę, że nie narodzili się na nowo, lecz nie ZNAJĄ Go, ponieważ, gdyby go znali, nie zachowywaliby się w taki sposób.

List do Filipian 3:10 pokazuje fundamentalne cechy, które przyswoiłem sobie, jako moje własne 38 lat temu (w tłumaczeniu Ampliefied Version – tłumaczenie rozszerzone):

To postawiłem sobie za cel, abym mógł poznać Go, mógł stale wzrastać w coraz głębszej i intymnej znajomości z Nim, przyjmując, uznając i rozumiejąc cud Jego Osoby mocniej i wyraźniej, i żebym mógł w taki sam sposób dojść do poznania mocy płynącej z Jego zmartwychwstania, która sama w wierzących działa, żebym mógł brać udział w Jego cierpieniach, aby być stale przemienianym w duchu na Jego podobieństwo, aż po Jego śmierć…

BW: ”żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci”.

Każda decyzja, którą podejmuję kręci się wokół tego pytania: Czy pomoże mi to lepiej Go poznać? Nie ma żadnego znaczenia jak trudna jest to decyzja, Wraz z żoną żyjemy w ten sposób od wielu lat: Która decyzja jest prawidłowa, co pozwoli nam lepiej poznać Go? (Zazwyczaj jest to najtrudniejsza droga.)

Jeśli twoje serce jest nastawione na poznawanie Pana to jest do zapłacenia pewna cena, musisz swoje pragnienie wspierać działaniem.

Na wers z Flp. 3:10 wielu mówi: “Tak I Amen” , lecz gdy pojawiają się sytuacje, które wymagają od nas miłości, radości, cierpliwości, łagodności, konsekwencji, samokontroli, łagodności, dobroci I moralnej doskonałości oraz pobożności to właśnie rozwój tych cech charakteru w nas jest samą naturą Tego, który żyje w wewnątrz.

Poznanie Pana nie przychodzi przez duchową gęsią skórkę, oglądanie aniołów, zabieranie do nieba, wypędzanie demonów, bogactwo czy jakiekolwiek inne ‘rzeczy’. Poznanie Pana przychodzi przez rozwijanie Jego charakteru w nas w miarę jak przechodzimy z Nim przez życiowe trudności.

Obyśmy Go poznali, oby pozwolono nam poznać Go, który jest cudem Jezusa. Nasz Stwórca chce, pragnie, oczekuje społeczności z nami, aby być w nas przez wieczność. Cudowna Łaska!

Następnym razem nowy temat.
Wiele błogosławieństw

John Fenn
cwowi  @   aol.com

раскрутка

Cud Jezusa_3


John Fenn

Do tej pory rozważaliśmy wers 6 z 9 rozdziału Księgi Izajasza o tym, że Syn został dany i dziecko narodziło się: Chrystus Jezus; Chrystus odnosi się do Jego wiecznego istnienia a Jezus do Jego człowieczeństwa.

Cudem Jezusa jest to, że On porzucił chwałę, którą miał u Ojca „zanim świat powstał”, a nawet więcej niż porzucił – całkowicie i na zawsze zmieniła się Jego relacja do Ojca, jak to później zobaczymy (Jn. 17:5).

Podobny

Ostatnio  przyglądaliśmy się również wersom  5-8 z 2 rozdziału Listu do Filipian gdzie pojawia się zwrot ’stał się podobny ludziom’. Najpierw uniżył samego siebie, aby zostać poczętym, następnie przebywał w łonie Marii przez cały okres ciąży i narodził się tak samo jak każde inne niemowlę, a to wszystko stało się dzięki temu, że ogołocił Siebie w niebie ze wszystkiego, co tam miał. Pozostał Bogiem, ponieważ nie zrezygnował ze Swego Synostwa, lecz wszystko inne złożył i stał się podobny ludziom…

Nauczyć się własnego ciała 

Znaczy to też, że musiał uczyć się wszystkiego tak samo jak każde inne niemowlę, maluch i uczeń, jak każdy inny syn. Po raz pierwszy w wieczności zaistniał w ograniczeniach ludzkiego ciała. Koniec z wkraczaniem i opuszczaniem ziemskiej rzeczywistości bez fizycznych ograniczeń. Jeśli za bardzo zbliżył się do ognia, został poparzony. Nie było już tak, jak wtedy, kiedy stał w piecu ognistym, aby chronić Szadracha, Meszacha i Abed Nego – zrezygnował z tej mocy, aby stać się człowiekiem. Choć nadal był Bogiem w ciele, lecz sam się ograniczył.

Po raz pierwszy w wieczności doświadczał ludzkiego ciała osobiście. Poznał uczucie głodu, pragnienia, potrzebę snu i tego, uczył się nowych rzeczy w tym chodzenia, mowy, czytania, kontrolowania wydalania, a nawet potrzebę kąpieli! W tych prostych słowach, ‘stał się podobny ludziom’, ukryte jest tak dużo …

Stwórca stał się jednym ze Swoim stworzeń!

chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał, a osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego” (Hbr. 4:8-9).

widzimy raczej tego, który na krótko uczyniony został mniejszym od aniołów (człowiekiem), Jezusa, ukoronowanego chwałą i dostojeństwem za cierpienia śmierci, aby z łaski Bożej zakosztował śmierci za każdego.  Przystało bowiem, aby Ten, dla którego i przez którego istnieje wszystko, który przywiódł do chwały wielu synów, sprawcę ich zbawienia uczynił doskonałym przez (ludzkie) cierpienia” (Hbr. 2:9-10).

Dlatego musiał we wszystkim upodobnić się do braci, aby mógł zostać miłosiernym i wiernym arcykapłanem przed Bogiem … A że sam przeszedł przez cierpienie i próby, może dopomóc tym, którzy przez próby przechodzą” (Hbr.  2:17-18).

Cichy i pokornego serca

Gdy Jezus wypowiedział te słowa: „Uczcie się ode mnie, że jestem cichy i pokornego serca” (Mt. 11:29) to nie było tak, że nagle stał się cichy i pokorny na to stwierdzenie. Zawsze był cichy i pokorny w sercu, nawet w niebie, gdy miał udział w Chwale z Ojcem.

To przede wszystkim ta łagodność i pokora serca sprawiły, że opróżnił Siebie, aby stać się jednym z nas! Pycha tak nie myśli. Chrystus „nie upierał się zachłannie, aby być równym Bogu,… ogołocił samego Siebie  stał się człowiekiem”. Mówi nam to o tym, jak bardzo jest pokorny.

Wieczna zmiana

Od 6 wiersza 9 rozdziału Księgi Izajasza do Ewangelii Jana 3:16 Chrystus jest nazywany jedynym Synem Bożym. Był i jest Synem Boga. Lecz z Dz.Ap. 13:33-34  dowiadujemy się, że na zawsze zmieniła się relacja między Synem i Ojcem od chwili zmartwychwstania Jezusa.

wypełnił [obietnice] teraz Bóg dzieciom ich przez wzbudzenie nam Jezusa, jak to napisano w psalmie drugim: Synem moim jesteś, Dzisiaj cię zrodziłem”.

Jeśli był jedynym Bożym Synem od wieczności to dlaczego Ojciec mówi o dniu zmartwychwstania: „Dziś zostałem twoim Ojcem” (wg wersji ang. W polskich tłumaczenia są różne wersje zwrotu „dziś cię zrodziłem”).

Przyczyna jest taka, że gdy Chrystus opuścił niebo i przyjął na siebie ludzkie ciało i już na zawsze ma to ludzkie ciało. Został fizycznie wzbudzony z martwych w ludzkim ciele. Rzm. 6:4 mówi, że to chwała Ojca wzbudziła Go z martwych i ożywiła Jego ciało ponownie – i tym razem dała mu materiał z nieba, co my nazywamy „uwielbionym ciałem”, lecz mimo wszystko nadal jest to ludzkie ciało.

Teraz, gdy wstąpił do Nieba, ograniczył Siebie do rzeczywistości Ducha, aż do czasu gdy wróci ustanowić Swoje ziemskie królestwo. Gdy ludzie widzieli Go od chwili, gdy wstąpił do nieba, działo się to przez Ducha Świętego. Kiedy kilka razy objawiał się Pawłowi, Ananiaszowi i powiedział mu, aby poszedł odszukać Saula z Tarsu, Janowi w Objawieniu, mnie czy tobie dziś to dzieje się to przez Ducha Świętego (Dz. 9:10,17; 18:9; 22:17-18; Obj.1:10).

Nazywa się to wizją lub byciem „w Duchu”, lecz jest to działanie Ducha Świętego. Technicznie rzecz biorąc kwalifikuje się to do kategorii rozeznawania duchów, co obejmuje wizje i duchowe sny. Nie jest to jakiś holograficzny obraz Siebie Samego, który jest wyświetlany setkom ludzi w dowolnej chwili na całej ziemi, nie. Kiedy ludzie opisani w Dziejach Apostolskich widzieli Jezusa czy widzą Go dziś, jest to Sam Jezus. Ich oczy zostają otwarte na rzeczywistość Ducha, jak to wyżej stwierdzono, lecz jest to rzeczywiście On, nie jakaś reprezentacja czy sensowne podobieństwo.

Mój wniosek . . .

On nie jest już JEDYNYM Synem Bożym. Ojciec, po raz pierwszy w wieczności,  ma teraz Syna w uwielbionym ludzkim ciele – „TEGO DNIA stałem się twoim Ojcem”. Od chwili zmartwychwstania Jezus jest nazywany „pierworodnym pośród wielu braci” oraz „pierworodnym spośród umarłych”.

…a On żeby był pierworodnym pośród wielu braci” (Rzm. 8:29)

On także jest Głową Ciała, Kościoła; On jest początkiem, pierworodnym z umarłych” (Kol. 1:18

Lecz wy podeszliście do . . .   zebrania pierworodnych” (Hbr. 12:23).

od Jezusa Chrystusa, który jest świadkiem wiernym, pierworodnym z umarłych” (Obj. 1:5).

On jest pierworodnym z umarłych. Wszystko w Nowym Testamencie spogląda do przodu, ku pewnemu i niezawodnemu zmartwychwstaniu sprawiedliwych. Nie znam swojego ani twojego numeru, lecz jesteśmy tam wliczeni!

Niewyrażalna słowami inspiracja płynie z cudu Jezusa, który jest tak cichy i pokorny, żeby nie myśleć o Sobie jak o równym Bogu i nie traktować tej równości jako czegoś, co należało gorliwie i egoistycznie trzymać, lecz zostawił wszystko, aby Jego pokorne stworzenie mogło mieć dom razem z Nim w tej chwale zwanej niebem. Cudowna Łaska!

Następnym razem zakończę ten temat…

Cud Jezusa_4

Wiele błogosławieństw.

John Fenn

p style=”text-align: justify;”

aracer.mobi

Cud Jezusa_2

John Fenn

Ostatnim razem dzieliłem się zdumiewającą, inspirującą prawdą o tym jak Chrystus opuścił niebiosa, aby począć się w łonie Marii i nazwany Jezusem, zgodnie z poleceniem anioła Gabriela. Chrystus jest tym danym Synem, Jezus jest narodzonym dziecięciem – dla nas (nam)!

Przyjrzyjmy się nieco bliżej słowom z 2 rozdziału Listu do Filipian wersy 7-8 (BT): „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej„.

Z czego siebie Samego ogołocił? Nie chodzi o Jego boską naturę, ale raczej o chwałę, którą miał z Ojcem „zanim świat powstał” (Jn. b17:5).

Nie wykorzystywał egoistycznie Swojej pozycji, jako Syna Bożego, lecz na mocy własnej decyzji złożył wszystkie Swoje prawa i przywileje, aby stać się narodzonym dzieckiem, aby przyprowadzić nas do Ojca przez Swoją ofiarę! Cudowna Łaska!

Czy możemy być równie cisi i łagodni

Paweł poleca nam wcześniej, abyśmy: „Ta sama myśl niech będzie w was, jaka była w Chrystusie Jezusie, który nie upierał się, aby być równym Bogu, lecz ogołocił Siebie” – Paweł wzywa nas do tego, aby nie wykorzystywać naszej pozycji w Chrystusie, którą posiadamy całkowicie dzięki Jego łasce, lecz zamiast tego złożyli to myślenie, aby stać się zwykłymi (pokornymi) sługami, jak On to uczynił.

Grecki wyraz tłumaczony tutaj jako “postać sługi” to morfe, skąd otrzymujemy metamorfoza. Chrystus przeszedł transformację, opróżniając Siebie ze wszystkich praw i przywilejów należnych Mu w niebie, aby „stać się podobny ludziom” (BW). Tak więc „morfe” jest niewidocznym, duchowym wydarzeniem oznaczającym pozostawienie niebios po to, aby zostać poczętym w łonie Marii.

… stawszy się podobnym ludziom” odnosi się do zewnętrznego wyglądu, lecz nie było to kostiumowe przedstawienie. Nie tylko pojawił się, aby być sługą. Chrystus w ciele, był właśnie, dokładnie tym. Przeszedł metamorfozę i żył między ludźmi jako prawdziwy, żywy mężczyzna. Zdumiewające!

A teraz nieco historii

Wokół Betlejem, dosłownie „domu chleba”, jak można wnioskować z nazwy znajdowało się dużo pół i pastwisk. Lud tego nowego państwa, Izraela, rozproszył się po całej ziemi z centrami w 48 miastach i przedmieściach, które zostały dane do zamieszkania Lewitów i ich trzód. Już w 17 rozdziale Księgi Sędziów widzimy, że mieszkali tam Lewici. (Joz. 21:2, 41-42; Sędz. 17: 7,9,19:2).

Możesz sobie również przypomnieć, że król Dawid pochodził z Betlejem. W 1Sam. 17:15 czytamy o tym, że Dawid „odchodził od króla Saula, aby paść trzody swojego ojca w Betlejemie”. Tak więc te obszary były znane z tego, że były tam trzody i pasterze.

Eksplozja zaludnienia

W miarę jak populacja tego młodego narodu wzrastała i pod panowaniem króla Dawida bezpiecznie osiadała na swoim, tym więcej było Lewitów, a mniej możliwości wykonywania kapłańskich obowiązków w świątyni. Tak więc Dawid rozszerzył zakres obowiązków Lewitów poza to co Mojżesz i Aaron wraz ze swymi rodzinami robili.

Dawid wyznaczył pewne urzędy, sędziów, stróżów bram, pomocników kapłanów, nadzorujących świątynne dziedzińce i jadalnie, gdzie spożywano jedzenie pochodzące z ofiar, gdzie ważono i sprawdzano różne ofiary i niejadalne dary, a nawet takich, którzy strzegli wykonywania obowiązków. Muzycy z lewitów byli zorganizowani w 24 grupy, bardzo podobnie do kapłańskich zmian służby (1Krn. 23, 25-26;  2Krn. 35:3-5, 10).

Powracając do Betlejem

Przez stulecia od czasów Dawida, ok. 1000 roku,  do 1000 lat później, do czasów Jezusa, różnorodne role Lewitów w społeczeństwie dalej wzrastały. W miarę wzrostu populacji miasta-centra stały się jeszcze większe. Znaczyło to, że było coraz mniej ludzi żyjących z pracy na roli, a coraz więcej polegających na pracy rolników i pasterzy, którzy mieli pracę swoich rąk przynosić na miejskie targowiska.

Jednak Boże prawo Starego Testamentu pozostawało niezmienne a składanie ofiar ze zwierząt były częścią bycia Żydem. Skąd jednak, biorąc pod uwagę zmniejszającą się ilość mieszkańców wsi, miały się te ofiary brać?  Tak było latami, więc Lewici, którzy nie mogli służyć w świątyni rozszerzali swoje obowiązki, stając się pasterzami i rolnikami, hodowcami ptactwa i bankierami (wymieniającymi pieniądze), aby ludzie w świątyni mogli nabywać te zwierzęta i wymieniać pieniądze, na to co można było złożyć w ofierze Bogu. (To właśnie przeciwko nim skierowany był gniew Jezusa, który rozbił klatki z ptakami, wywrócił stoły zmieniających pieniądze w świątyni.)

Ach, to dlatego…!

Głównym obszarem, na którym Lewici hodowali te zwierzęta przeznaczone na ofiary był w samym Betlejem i okolicy.

A byli w tej krainie pasterze w polu czuwający i trzymający nocne straże nad stadem swoim. I anioł Pański stanął przy nich, a chwała Pańska zewsząd ich oświeciła; i ogarnęła ich bojaźń wielka. I rzekł do nich anioł: Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym” (Łk. 2:8-11).

Rozumiesz, zachowując boski porządek, Ojciec posłał  tych aniołów do pasterzy, Lewitów, kapłanów, mówiąc:  WAM narodził dziś.

I zaraz z aniołem zjawiło się mnóstwo wojsk niebieskich, chwalących Boga i mówiących: Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój, dobra wola dla ludziom” (wg. Wersji ang.).

ZAUWAŻ: Mam dobrą wole dla was, a wy dla mnie.

Najpierw zwróćcie uwagę na to, że jest to armia niebios, właśnie takie znaczenia ma zwrot “zastępy niebieskie”.  Wyraz „zastępy” w Biblii w Wersji Króla Jakuba zastępuje „armię”. Ojciec posłał Swoją armię, aby przekazali pasterzem, że Wielki Pasterze narodził się.

Dlaczego armia?  Ponieważ Ojciec ogłaszał traktat pokojowy między Sobą i ludzkością. “Bóg w Chrystusie pojednał świat ze Sobą, nie zaliczając im ich przestępstw (lecz Jezusowi) I dał nam słowo pojednania (2Kor. 5:19).

Aniołowie mówili pasterzom: „Bóg mówi Pokój na ziemi (Ja mam) dobrą wolę dla człowieka!” Pierwotne znaczenie tego zostało zniekształcone prawdopodobnie bardziej niż jakiekolwiek inne. Ojciec nie mówi „wszyscy będziecie się mieć dobrze, ponieważ narodził się mój Syn”. Mówił: „Wzywam armię z niebios, Mam pokój i dobrą wolę dla człowieka, ponieważ mój Syn, który ponownie pojedna wszystko ze Mną, narodził się!”.

Ojciec jest w stanie pokoju z tobą. Dowodem jest chęć Chrystusa, aby stać się częścią planu pojednania ziemi i niebios. Niech się stanie Twoja wola Ojcze, tak na ziemi jak jest w niebie, ponieważ masz pokój z nami, a my z tobą, przez cudowną łaskę Twoją!

 Więcej na temat cudu Jezusa następnym razem,

Cud Jezusa_3

Radosnych Świąt

 John Fenn

раскрутка сайта

Cud Jezusa_01

 Fenn John

Osobiście najbardziej zdumiewające w historii Jezusa jest dla mnie sposób, w jaki przyszedł z wieczności, aby stać sie częścią Swego stworzenia, jednym z tych, których stworzył. Dobrze jest i właściwe czcić Jego narodziny, ja wracam myślami do okresu o dziewięć miesięcy wcześniej do tego wydarzenia w Betlejem, do nastoletniej Żydówki z wioski zwanej Nazaret i naszego Pana w miejscu zwanym Niebo.

Rozumiesz, gdy uwaga Izajasza, że „Dziecię się nam narodziło, Sym nam jest dany”, zawiadamiała o preegzystencji naszego Pana. Syn najpierw musiał być dany z niebios, po to, aby mógł stać się narodzonym dzieckiem. Termin „Chrystus”, Ten Namaszczony, odnosi się do Jego boskości, do tego, że On jest tym danym Synem. Chrystus został poczęty w Marii i dano mu na imię „Jezus”, co odnosi się do Jego człowieczeństwa (Iz. 9:6, Łk. 1:31).

Jak to się stało?

Wiemy, że Chrystus wielokrotnie pojawiał się w Starym Testamencie. Nie ograniczany przez czas czy odległość pojawiał się i znikał. Był Tym, który objawił się Abrahamowi w 18 rozdziale Księgi Rodzaju i pozwolił mu wstawiać się za Sodomą i Gomorą. Objawił się Mojżeszowi w płonącym krzaku, nazywając siebie „Ja Jestem”. Objawił się Jozuemu jako Dowódca Armii Pańskiej i Jozue oddał Mu cześć przed Jerycho, był też tym czwartym mężem, który w rozpalonym piecu zapewnił bezpieczeństwo Szadrachowi, Meszachowi i Abednego. Objawiał się też w licznych innych przypadkach.

Niemniej, powtórzę, w tych starotestamentowych czasach pojawiał się w tymczasowej ludzkiej formie, chwilowo.

(Jeśli chcesz przestudiować poszczególne przypadku objawienia się Chrystusa w ST polecam moje wykłady cd/MP3 pt.: 'I AM; Who Jesus is & Where He Came From’)

Lecz przyszedł taki czas, że Syn, Chrystus, miał być dany raz na zawsze, aby przyjąć na zawsze ludzkie ciało, aby być znanym jako Jezus, aby narodzić się jako jeden, z tych, których Sam stworzył, kto później będzie mógł umrzeć za ludzkość.

I oto jest

Ta zdumiewające transformacja z istnienia Chrystusa w niebie I zostania Jezusem poczętym w łonie Marii JEST zapisana dla nas.

W Liście do Hebrajczyjków. 10:5-7:

Toteż, przychodząc (Chrystus) na świat, mówi: Nie chciałeś ofiar krwawych i darów, aleś ciało dla mnie przysposobił; nie upodobałeś sobie w całopaleniach i ofiarach za grzechy. Tedy rzekłem: Oto przychodzę, aby wypełnić wolę twoją, o Boże, jak napisano o mnie w zwoju księgi„.

lecz wyparł się samego siebie, przyjął postać sługi i stał się podobny ludziom; a okazawszy się z postawy człowiekiem, (8) uniżył samego siebie…” (Flp. 2:7-8)

Bo przecież ujmuje się On nie za aniołami, lecz ujmuje się za potomstwem Abrahama (stał się Hebrajczykiem)” (Hbr. 2:16)

I odpowiadając anioł, rzekł jej: Duch Święty zstąpi na ciebie i moc (Chrystus) Najwyższego (Ojciec) zacieni cię. Dlatego też to, co się narodzi, będzie święte i będzie nazwane Synem Bożym” (Łk. 1:35).

W szczególności fragment z Listu do Hebrajczyków 10:5-7 wprawia mnie w zdumienie: „Przychodząc na świat mówi:… „. Oczywiście, nie chodzi tu o to, że nowonarodzony Jezus spojrzał w górę na Marie i z pierwszym oddechem powiedział: „Nie chciałeś ofiar krwawych i darów…

Nie, List do Hebrajczyków rejestruje ostatnią rozmowę w niebie między Ojcem i Synem w chwili, gdy Syn miał zostać poczęty w łonie Marii – „Przychodząc na świat mówi:… ” – gdy On, Moc Najwyższego ’opróżnił Siebie Samego’, to jest przekazuje siebie i składa wszelkie Swoje prawa i przywileje niebios, które ma jako Syn Ojca, aby zostać poczętym w łonie Marii. On mówi do Ojca: „Nie chciałeś ofiar krwawych i darów… aleś ciało dla mnie przysposobił; … : Oto przychodzę, aby wypełnić wolę twoją, o Boże„.

Zdumiewające!

Seksualna edukacja

Aby zapewnić Synowi Jego Ciało Ojciec potrzebował jajeczka. Sperma przenosi w procesie poczęcia dziedziczenie, jajeczko nie. Grzech wszedł na ten świat przez Adama, zatem grzech przeniósł się na całą ludzkość w miarę jak człowiek rozmnażał się na ziemi. Skoro jednak Życie z Nieba zapłodniło jajeczko Marii, krew płynąca w ciele niemowlęcia NIE była skażona przez grzech.

Człowiek zgrzeszył, więc człowiek musiał zapłacić za ten grzech. Od czasu Adama każdy był splamiony grzechem, co było przekazywane przez pokolenia, nie było więc nikogo, kto był godny umrzeć, bo każdy był sami winni!

Ojciec musiał znaleźć sposób na to, aby to człowiek zapłacił za grzech, lecz tylko człowiek o pozbawionej grzechu krwi mógł dokonać ofiary ze swojego życia za innych. Gdyby ten Człowiek chciał złożyć Siebie w ofierze, choć sam nie byłby winny jakiekolwiek złego czynu, to sąd niebieski zaakceptowałby Jego czyn jako Tą ostateczną ofiarę za grzech ludzkości.

Moc Ojca, którą jest Chrystus, zapłodniła jajeczka, co znaczyło, że krew ukształtowana w procesie poczęcia nie była jakąś męską krwią skażoną grzechem, lecz nieskażoną i czystą. To dlatego On był godny i mógł umrzeć za grzech ludzkości.

Wszedł zgodnie z prawem

W 10 rozdziale Ewangelii Jana znajdują się trzy przypowieści, które połączone razem powodują, że nie można dobrze zrozumieć tego, co Jezus powiedział. W drugiej przypowieści w wersach 7-9 mówi, że jest Drzwiami dla owiec. W wersach 11-18 przypowieść zmienia się i Jezus mówi, że jest Dobrym Pasterzem.

Nas jednak dziś interesuje ta pierwsza, która przygotowuje wprowadzenie dwóch następnych. Jn. 10:1-2: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto nie wchodzi przez drzwi do owczarni, lecz w inny sposób się tam dostaje, ten jest złodziejem i zbójcą. Kto zaś wchodzi przez drzwi, jest Pasterzem owiec„.

Owczarnia to zagroda, wybieg, miejsce gdzie trzymane są owce. W tej przypowieści, ziemia jest zagrodą. Jezus stwierdza, że przyszedł do tej owczarni we właściwy sposób przez drzwi. Drzwiami jest ludzkie narodzenie. Przyszedł zgodnie z prawem, jako urodzony. Ten, kto przychodzi w inny sposób jest złodziejem i zbójcą – Szatan. On wszedł do owczarni używając kłamstw i zwiedzenia, a nie przez narodzenie jako człowiek.

Przeczytaj je teraz ponownie ze zrozumieniem: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto nie wchodzi przez drzwi do owczarni, lecz w inny sposób się tam dostaje, ten jest złodziejem i zbójcą. Kto zaś wchodzi przez drzwi, jest pasterzem owiec„.

Takie zrozumienie zostaje przez Pana utwierdzone w wersie 10, gdy mówi: „Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały„.

Wow

Wiemy, że Jezus urodził się pod koniec lata. Wiemy, że pogańskie pochodzenie doprowadziło do wyznaczenia daty 25 grudnia jako dnia świętowania przez chrześcijaństwo narodzin Jezusa. Lecz to w ogóle nie liczy się, ponieważ ważne jest to, że NARODZIŁ się, że przyszedł na ziemię zgodnie z prawem, najpierw opróżniając Siebie Samego ze wszystkich praw i przywilejów należnych Mu w niebie, jako Chrystusowi, że został poczęty w łonie Marii, stał się cichym i łagodnym niemowlęciem i narodził się w stajni. A TO właśnie czcimy w tym okresie.

Następnym razem bardziej szczegółowo zajmiemy się Jego narodzeniem, tym dlaczego pasterze są ważni, itd.

Cud Jezusa_2

Wiele Błogosławieństw

John Fenn

Remember to use cwowi @ aol.com for personal email.курсы по интернет seo

Myślenie świątynne_3

Mnóstwo małych świątyniek – co to znaczy?

John Fenn

Opowiadam o rzeczywistości Chrystusa w nas, nadziei chwały. Co to znaczy, że Bóg przeniósł się z budynku świątynnego do wnętrza ludzkiej istoty i jak powinno to wpływać na nasze zachowania?

Zacznijmy od fundamentu, który wszyscy znamy. Po pierwsze: człowiek został stworzony na podobieństwo i obraz Boga. Po drugie: każdy jest unikalną, posiadającą wolną wolę istotą. Po trzecie: nie istnieje na świecie nikt dokładnie podobny do ciebie, nigdy nie było i nigdy nie będzie. Wiemy o tym, ponieważ staniemy przed Panem sam na sam, aby zdać sprawę ze swego życia. Nie ma nikogo drugiego, na kogo można by zrzucić winę; jesteśmy unikalni, indywidualni, mamy wolną wolę, i jesteśmy odpowiedzialni.

Ojciec ma takie sytuacje, z którymi tylko ty możesz się uporać

Ojciec jest Duchem, lecz stworzył fizyczny Wszechświat. Jak może poruszać się po Swoim fizycznym Wszechświecie, skoro jest (Świętym) Duchem? (Jn. 4:24). Rozwiązanie jest takie: stworzyć duchowe istoty, z którymi może być jedności ducha z Duchem, lecz umieścić ich ducha i duszę w fizycznym ciele. W ten sposób Bóg, który jest Duchem, może poruszać się i przejawiać Swoją obecność w Swym fizycznym świecie. (Pewnego dnia będziemy posiadać ciała zbudowane w niebiańskiego materiału i będziemy w stanie poruszać się bez wysiłku między Duchowym a fizycznymi światem.)

Ponieważ jesteś unikalny, stworzony przez Boga zgodnie z Jego wyobraźnią, znaczy to, że możesz przejawiać tą część Jego osobowości z którą cie stworzył. On chce manifestować (objawiać) Siebie w tym świecie przez tą część osobowości, którą w tobie umieścił!

 

Plan

Oznacza to, że każdy chrześcijanin ma w sobie pewną część Bożej osobowości/natury, która może być widziana tylko i wyłącznie w nim i przez niego. Jeden może powiedzieć: „Znam łaskę Bożą”, lecz gdy słyszymy świadectwa różnych ludzi, mówiących o tym, jak zostali zbawieni, widzimy dużo różnych powierzchni łaski, jakby wskazujących na serce, które jest klejnotem o licznych krawędziach i powierzchniach. Być może widziałeś już kiedyś diamenty, lecz czy przyglądałeś się temu, jak światło załamuje się i rozprasza na każdej z licznych jego powierzchni? Pozwala ci to zrozumieć, że światło za każdym razem świeci nieco inaczej, dając wgląd w budowę tego klejnotu. Podobnie jest z nami i z naszym Ojcem.

Wiedząc więc o sobie nawzajem to, że jesteśmy cudownym Bożym stworzeniem, manifestującym tylko jakąś Jego część, którą zostaliśmy z łaski obdarzeni – nie domagając się żadnej chwały, skoro nie mieliśmy niczego wspólnego ze stworzeniem siebie – jaki powinien być dla tych wszystkich małych świątyniek najwyższy i najlepszy sposób dostrzegania Boga w innych?

 

Świątynia czy świątynie? 

W jaki sposób najlepiej rozwijać głębokie relacje jakich potrzebujemy, aby widzieć Chrystusa w sobie nawzajem?

Czy będzie to pójście do budynku świątynnego, aby zasiąść w ciszy z twarzami skierowanymi w jedną stronę, do przodu, gdzie ktoś tydzień w tydzień mówi do nas z punktu widzenia swojej własnej, unikalnej manifestacji osobowości Boga – a nikomu innemu nie wolno się dzielić tym, jakie Chrystus (będący) w nim mógł mieć spostrzeżenia czy co mógłby powiedzieć na temat omawianej sprawy?

Czy nie byłoby bardziej skutecznej, aby mniejsze grupy świątyń zbierały się w domach w taki sposób, aby każda osoba mogła podzielić się tym, co Chrystus (będący) w niej mógł zaobserwować na dany temat? Tak.

To dlatego Paweł poleca w 1 Liście do Koryntian 14:26: „Cóż tedy, bracia? („Bracia” to termin obejmujący mężczyzn i kobiety.) Gdy się schodzicie, jeden z was służy psalmem, inny nauką, inny objawieniem, inny językami, inny ich wykładem; wszystko to niech będzie ku zbudowaniu”.

To jest właśnie główna przyczyna spotkań odbywających się w domach jako grup-oddanych-sobie-na-wzajem świątyń, budujących poczucie wspólnoty, rodziny, świadomie/celowo budujących się w Chrystusie w wzajemnych relacjach.

 

Lecz musicie chodzić w miłości,…

To wszystko brzmi zbyt elegancko, uporządkowanie i logicznie, nieprawdaż? Lecz wiara budowana w domach i na relacjach jest kłopotliwa, panowie. Nie jest przyjemna. Czasami jest nudna, doczesna i nie wygląda na nic duchowego. Nie w tym niczego, co łaskocze nasze zmysły, żadnego cielesnego chóru, podłogi w foyer za 2 miliony dolarów z włoskiego marmuru, żadnych drogich systemów nagłaśniających uzupełnionych  ekranami wiszącymi nad głowami.

Siedzisz sobie u kogoś w pokoju gościnnym, jako gość w ich domu, podejmując ryzyko poznawania innych ludzi oraz tego, że inni poznają ciebie. W Liście do Galacjan czytamy, że gdy Piotr, Jakub i Jan poznali łaskę Bożą udzieloną Pawłowi i Barnabie, podali im rękę na dowód wspólnoty. Na tym właśnie polega spostrzeganie łaski Bożej w sobie nawzajem. Piotr, Jakub i Jan mieli powołanie do usługiwania wśród mesjańskich wierzących, podczas gdy Paweł i Barnaba usługiwali Grekom, Rzymianom i innym narodom. Mieli ze sobą niewiele wspólnego oprócz Jezusa.

Lecz właśnie ta wspólnota w Jezusie pozwoliła każdemu z nich powiedzieć: „Nie rozumiem twojego życia, lecz dostrzegam łaskę Bożą w tobie i mogę kochać tę łaskę, zatem kochać ciebie w tej łasce”. Jest to jedyny sposób, w jaki działa ‘kościół’ budowany na domach i relacjach.

Gdy wrzucisz do jednego pokoju ludzi z różnych społecznych i ekonomicznych środowisk, różniących się etnicznie, wiekiem, płcią oraz życiowymi historiami, musisz kochać łaskę Bożą i Jego dzieło ponad to, co nie jest wspólne czy atrakcyjne między wami, a to oznacza, że musicie wzrastać razem w coraz większe podobieństwo do Chrystusa.

 

Jest jednak jeszcze inna strona…

Domowy kościół to najbardziej spełniający sposób „prowadzenia kościoła”, jakiego kiedykolwiek doświadczyłem. Nie chodzi tylko o to, że właśnie w taki sposób prowadzili kościół, którzy napisali i pierwsi czytali pisma od Mateusza do Objawienia Jana, lecz również o to, że te strony Nowego Testamentu są literalną instrukcją, objawiającą, że wszystko cokolwiek przechodzimy w domowym kościele obecnie, było przerabiane w kościele domowym, gdy Paweł, Piotr, Jakub, Jan i Juda przeżywali to i pisali o tym.

Jest to sposób na przeżycie życia, a nie coś, co się robi. Gdy zdajesz sobie sprawę z tego, że Chrystus mieszka w tobie, nabierasz ogromnej chęci usłyszenia tego, co On robi w innych świątyniach, relacje zaś budują się i wzmacniają, powodując, że każdy staje się bardziej podobny do Chrystusa.

Tak wielu zostało wychowanych w kościelnej kulturze, która tłumi dary wszystkich oprócz tych z mikrofonami, że mówienie o oddzieleniu się do miejsca, gdzie każdy może dzielić się przez Chrystusa żyjącego w nim, wydaje się anarchią. Lecz tak nie jest, taki jest boski porządek i jest on taki, że tamto opuścić, ponieważ nie jesteś w stanie tego ogarnąć umysłem, dopóki tego nie robisz.

W instytucjonalnym kościele działalność mierzy się obecnością, hojnością i wolontariatem. W kościele domowym mierzy się ją siłą relacji a jest to dla niektórych nowy i przerażający świat. Niemniej uczenie się ufania Chrystusowi mieszkającemu w innych jest wspaniałą podróżą wzrostu!

Następnym razem nowy temat.

Wiele błogosławieństw,

John Fenn

сайт

Świątynne myślenie_02

John Fenn

W pierwszej części nauczania na ten temat pisałem o tym, że nowotestamentowi autorzy byli pochłonięci rzeczywistością Chrystusa mieszkającego w ludziach, co czyni z nas chodzące, mówiące świątynie Boże, a każdego z nas kapłanem Boga (1Kor. 3:16, 6:19; Kol.1:27).

Tak więc budynek świątynny został uznany za przestarzały. Przyczyna spotykania się kościoła w domu wychodzi daleko poza to, że Bóg wymyślił pierwszy dom, tam spotykał się z Adamem i Ewą, czy, jakby po drugiej stronie skali, Jezus przygotował miejsce dla nas w domu Bożym, gdzie spędzimy wieczność. Sięga również poza to, że Pan, między Adamem, a przyszłymi niebiosami, zawsze, w całej Biblii, był skupiony na domu.

Główną przyczyną spotykania się w domach zamiast w świątyniach jest to, że my wszyscy staliśmy się świątynią Boga. Tak więc, spotykamy się w domach, skoro Bóg wymyślił taki dom z innymi żywymi świątyniami. W pierwszej części nauczania skontrastowałem to w jaki sposób nauczają nowotestamentowi nauczyciele, a mentalnością instytucjonalnego kościoła.

  • Myślenie świątynne: świeckie naprzeciw świętego

W Starym Testamencie świątynia była poświęconą, świętą ziemią. Każdy inny budynek na świecie był świecki. Świątynia była święta, ponieważ tam mieszkał Bóg , tam manifestowała się Jego obecność.

W Starym Testamencie kapłani byli świętymi ludźmi, a wszyscy inni byli świeccy. To do dziś funkcjonuje w idei pastora, apostoła, proroka czy biskupa, którzy są święci, bądź namaszczeni, a wszyscy inni są świeccy, nie namaszczeni, zajmujący się świecką pracą.

  • Nowotestamentowa rzeczywistość

Wszyscy jesteśmy święci, ponieważ jesteśmy świątyniami Boga. Chrystus żyje we mnie tak samo jak mieszka w kimś, kto zarabia wykonując służbę. Zanosimy Go wszędzie, dokądkolwiek idziemy, więc do naszych domów, naszej pracy i wszystko, co posiadamy, jest święte. MY mamy być bezpiecznym miejscem, które ludzie mają odkrywać jako miejsce ucieczki. Mój samochód jest równie święty jak samochód pastora, mój dom jest równie święty jak dom pastora. Ja jestem równie święty jak pastor. Wszyscy zostaliśmy zbawieni tą samą krwią Jezusa i ten sam Chrystus żyje we wszystkich wierzących, a to prowadzi do następnego porównania/zestawienia.

  • Myślenie świątynne: “urzędy” pastora, apostoła, proroka

Z samej swej natury świątynia miała swoje kapłaństwo, które wykonywało “święte rzeczy”. Kapłaństwo i ci duchowi byli specjalną elitą, której służono i wyniesionej nad wszystkich innych. Dom kapłana, nawet jego ulubione krzesło czy biurko były święte i zwykła osoba nie mogła dotykać tego co święte.

  • Nowotestamentowa rzeczywistość

Ponieważ Chrystus żyje w nas, my wszyscy jesteśmy równi w Chrystusie a to oznacza, że jedynym co nas różni od siebie jest łaska, w której żyjemy i funkcjonujemy (Gal. 3:28; Rzm. 12:3).

W różny sposób funkcjonujemy, zgodnie z udzieloną nam łaską, lecz wszyscy jesteśmy równi. Słowo „urząd” jest użyte czterokrotnie (w Biblii Króla Jakuba – KJV) i w rzeczywistości znaczy „sługa”. W Liście do Rzymian 11:13 Paweł mówi, że „Skoro jestem apostołem służbę swoją chlubnie sprawuję”, a nie jak chce KJV: „chlubię się moim urzędem”.

Tak wiec to, że ktoś służy jako szwaczka, produkując wspaniałe rzeczy dla Ciała Chrystusa jak to robiła Dorkas z 9 rozdziału Dziejów Apostolskich, a ktoś inny regularnie funkcjonuje w proroctwie, a jeszcze inny jest obdarowany w gościnności i serdeczności, a ja jestem apostołem i prorokiem, nie ma absolutnie nic do nas, ponieważ to jest ten sam Chrystus w nas, który czyni nas równymi, lecz działa inaczej. To właśnie dlatego pokora powinna być znakiem charakterystycznym ciała Chrystusa –wszyscy jesteśmy równi, lecz funkcjonujemy w życiu inaczej dzięki Jego łasce.

  • Świątynne myślenie: pastor jest pojedynczym przywódcą

Świątynia miała swoich kapłanów, ci kapłani zaś stanowili radę, która miała jednego wybieranego arcykapłana a służba trwała przez określony czas. On kierował uwabieniem w świątyni oraz działalnością innych a ci byli mu posłuszni. Dziś, pojedynczy pastor służy jako przywódca czy to kierując kościołem jak dyrektor naczelny rodzinnej korporacji czy prowadząc za zgodą rady kościelnej; jest szefem na wzór starotestamentowej świątyni.

  • Nowotestamentowa rzeczywistość

Wiemy, że spotykali się w domach. Wielu z gospodarzy i gospodyń tych kościołów działających w domach jest w Nowym Testamencie wymienionych z imienia. Wiemy, że kiedy przerastali ilością jeden dom po prostu pomnażali się, zaczynając spotkania w innych domach.

Wiemy również, że w każdym domu czy odpowiednich kościołach domowych służyli tak zwani „starsi”. Starszymi mogli być również apostołowie, ponieważ Piotr nazywa samego siebie apostołem i starszym, lecz byli to mężczyźni i kobiety wszelkich możliwych życiowych dróg, jak na przykład wytwórcy namiotów, Pryscyla i Akwilla, czy apostołowie, mąż i żona, Andronikus i Junia, (diakonisa) Febe oraz apostoł Paweł, Starsi byli więc ludźmi z doświadczeniem życiowym, prowadzący moralne życie, uporządkowane domy, dojrzali. Dosłownie, w grece, wyraz „starszy” oznacza „starego mężczyznę” i jest to „presbuterso” z którego wywodzi się „prezbiter” (1Ptr. 5:1, Dz. 18:1-3, Rzm. 16:1, 3-5, 7). To słowo zostało użyte w Dz. 20:17, 28, gdy Paweł spotkał się ze starszymi efeskimi. Powiedział do nich : „…Duch Święty ustanowił was nadzorcami, abyście paśli kościół Boży”.

Starsi są obdarzonymi łaską przez Ducha Świętego, aby być „nadzorcami” lub „biskupami” (greckie: „episkopos) ciała Chrysutsa. Opiekują się kościołem oni od dołu tak, jak nauczał Jezus w Ewangelii Marka 10:42-45, jak mają wyglądać jego przywódcy – mają być sługami wszystkich.

  • Nowotestamentowy pastor

Wyraz “karmić” oznacza “działać jak pasterz” bądź “paść trzodę” jest to ”poimaino”, tłumaczone jako „pastor”.

W żadnym spotykającym się w domu kościele Nowego Testamentu, jak też w biblijnie ugruntowanych kościołach domowych dziś, nie ma pojedynczego „pastora”. Podobnie jak w czasach Pawła, jest to grupa par lub jednostek obdarzonych przez Boga łaską do pasienia trzody. W ramach tej grupy starszych ujawniają się różne rodzaje łaski: jeden jest obdarowanym organizatorem, inny –nauczycielem, inny może mieć miłosierne serce a jeszcze inny serce ku sprawiedliwości i pokucie, lecz wszystko to razem dodaje się wśród tych, którzy są obdarowani łaską do pasienia trzody razem.

  • Miejcie pieczę…

Skład takiej grupy będzie różnił się od jednego kościoła domowego do drugiego, lecz Paweł przekazuje im, co ma być wspólnego: „Miejcie pieczę o samych siebie i o całą trzodę” (Dz. 20:28).

Ci ludzie wzrastają w swojej łasce i poważnie traktują swoją duchową drogę. „Troszczą się o siebie samych”. Użyte tutaj greckie słowo, tłumaczone jako „miejcie pieczę” to ‘prosecho’ znaczące: „żarliwie zwracać pełną uwagę na kogoś”.

Ci starsi, którzy byli obdarzeni przez Boga łaską, aby być nadzorcami pasącymi trzodę, poświęcali całą swoją uwagę na własną drogę z Bogiem. Może to być dla niektórych szokujące, wiem o tym, lecz wielu z tych, którzy nazywają siebie ‘chrześcijanami’ nie poświęca pełnej uwagi i troski swojemu własnemu marszowi z Bogiem i ci starsi mają łaską, aby się nimi zajmować.

Po drugie: poważnie traktują nie tylko swój własny wzrost w Chrystusie, lecz w naturalny sposób podejmują się pasienia kościoła. Nie skupiają się tylko do wewnątrz, lecz na zewnątrz. Dzięki łasce, która jest w nich, troska o innych jest dla nich naturalna.

Oni nie mogą na to nic poradzić, jak tylko gościć innych i modlić się o nich, poświęcać im swój czas i zasoby, aby pomagać wzrastać w Panu w czasie życiowych trudności. Są tacy z natury, to po prostu z nich wypływa, ponieważ taka jest w nich łaska. Nie noszą metek czy tytułów, po prostu poruszają się w swojej łasce.

Wzór kościoła domowego pozostawiony w Nowym Testamencie nie posiada pojedynczego pastora, który podejmuje sam wszystkie decyzje. Wśród starszych decyzje są podejmowane wraz z innymi starszymi i ludźmi z domowego kościoła. Gdy jest tak robione w Nowym Testamencie to przywódcy pracują z ludźmi i Duchnem Świętym jak to działo się w Dz. 15:28: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my…

Ty jesteś święty, Ty jesteś równy każdemu apostołowi, prorokowi, biskupowi i pastorowi, a wszystkie to 5 służb i darów są w Biblii nauczane jako funkcjonujące na poziomie domowym, a usługujący nimi równi wobec każdego innego w pokoju gościnnym, lecz z obdarowaniem różną łaską.

Część Trzecia

 Więcej porównani następnym razem.

Wiele błogosławieństw

John Fenn

раскрутка

Myślenie świątynne_1

John Fenn

 Poprzednim razem…

Nowotestamentowi autorzy byli pochłonięci wspaniałą rzeczywistością: „Chrystusa w was, nadziei chwały” (Kol. 1;27). Chrystus żyje w naszym duchowym człowieku, jest więc tak blisko jak zamiary naszych serc, tak blisko jak większość ulotnych myśli, nie przebywa w jakiejś mgławicy w przestrzeni kosmicznej, dokąd musimy się przebijać walcząc z demonami, aby nas usłyszał.

Prawda mówiąca: “Chrystus jest w nas” pokazuje, że modlitwy o otwarcie portali czy niebios, wybieranie się do trzeciego nieba, bądź walka o wzięcie Królestwa Niebios, są całkowicie obce nowotestamentowemu myśleniu. Mamy Chrystusa w sobie. Mamy Królestwo Niebios, zostało nam przekazane wszelkie duchowe błogosławieństwo w Chrystusie (Ef. 1:3).

Świątynne myślenie usiłuje dodać do dzieła krzyża formuły/zaklęcia, aby rozwiązać to co złego w życiu. Powoduje, że zamiast chodzić w nowotestamentowej prawdzie Chrystusa w nas, przechodzić z Nim przez wszystkie trudne decyzje wymagające wzrostu w Nim, uduchowiane są sprawy moralne, etyka i podejmowanie zdroworozsądkowe decyzji.

Myślenie świątynne – stosowanie krwi 

Ktoś myślący w kategoriach świątyni nie rozumie dzieła Jezusa na krzyżu i często nie zdaje sobie sprawy z tego że znieważa (bluźni) Chrystusa, gdy używa różnych formalnych rozwiązań, formuł. Ojciec, w Swej łaskawości, nie zważa na ignorancję i robi, co tylko może, aby wyjść naprzeciw potrzeb takich ludzi, w tym miejscu, w którym oni się znajdują.

Krew Jezusa jest uważana za coś, co wierzący może sobie przywłaszczyć na swój użytek przeciwko diabłu,  stosując rytualne formuły typ: „Krew Jezusa na tą sytuację” albo „Krew Jezusa na (wpisz co chcesz)” czy nawet „Wyznaczam ci, diable, na piasku granicę krwi”, bądź jeszcze jakieś innego kombinacje.

 

Nowotestamentowa prawda

Krew Jezusa była Jego krwią i wyłącznie Jego, miała być wylana RAZ, aby zapłacić za grzechy tego świata. „W Nim mamy odkupienie przez krew Jego, przebaczenie grzechów według bogactwa Jego chwały” (Ef. 1:7).

Jezus cierpiał poza bramą, aby uświęcić swój lud swoją własną krwią” (Hbr. 13:12).

Krew Jezusa została wylana jako ofiara za nas; jak ktoś śmie myśleć, że MY możemy używać tej krwi, aby nas chroniła jak talizman przeciwko diabłu! Jego krew została wylana RAZ, jest święta i ma być jako taka czczona.

Nigdzie  w Nowym Testamencie autorzy nie uczą tego, aby krew Jezusa został nam dana teraz do duchowej walki!

Gdy ludzie opowiadają mi historie o skuteczności ich modlitw, gdy „stosują tą krew”, pytam ich: „Czy w użyłeś kiedykolwiek w tej modlitwie imienia Jezusa?” Odpowiadają pozytywnie, więc mówię im, że to nie był skutek działania owej formuły, lecz fakt, że w jednej złotej chwili, w jednym momencie całej wypowiadanej formuły padło to Imię, i TO właśnie spowodowało, że Ojciec przez Ducha Świętego wykorzystał – a nie formuła!

(Patrząc na sprawę z punktu widzenia historii, zwrot „stosuję krew” spopularyzowany został przez Kathryn Kuhlman, był używany przez wspaniałego brytyjskiego pastora, Charlesa Spurgeon’a (1834-1892), w kazaniach (parafrazuję): „A co powiesz, o, grzeszniku, gdy staniesz przed Sędzią,… powiadam ci, stosuj tą krew, niech twoją obroną będzie: krew Jezusa zapłaciła za moje grzechy…)

Myślenie świątynne – wyrzucanie demonów

Prowadzi to do tematu związanego ze świątynnym myśleniem; formuły/zaklęcia stosowane do postępowania z demonami. Dostępnych jest mnóstwo książek zajmujących się demonami w duchowej rzeczywistości, wypędzaniem ich z okręgu niebios, z naszych miast, rodzin, życia, a nawet są służby „uwolnienia” całkowicie skupione wokół praw związanych z demonami.

Nowotestamentowe myślenie

Jeśli jakiś demon manifestuje się wokół wierzącego, wierzący mówi mu, aby odszedł. Jeśli MY rozpoznajemy myśl z piekła, my mówimy, aby odeszła i natychmiast stosujemy na to miejsce myśl Bożą. Jezus powiedział, abyśmy wpędzali demony. Kropka. Apostołowie wypędzali demony, Kropka. Nie modlimy się o to, aby odeszły, nakazujemy im odejść. Została nam dana władza do używania imienia Jezusa we współpracy z Duchem Świętym, kierowanym przez Tego, który mieszka wewnątrz nas, aby nakazywać demonom wychodzić z ludzi.

Myślenie świątynne jest w ogromnym stopniu oparte na strachu, na obronie, myśleniu, że takie rzeczy jak stosowanie krwi czy modlitwa językami przy demonach pomaga w danej sytuacji. Modlitwa językami nie wprowadza zamieszania u demona, ani go nie denerwuje, a jedynie ujawnia ignorancję wierzącego – po prostu wypędź i koniec z tym. Żadnych rozmów, żadnego proszenia o historię o tym, jak dostał się do środka człowieka, nie pozwalaj mówić, wymiotować ani robić pokazów – zrób to, co jest właściwe dla osoby potrzebującej uwolnienia i po prostu wypędź to rozkazując.

Czy zauważyłeś w jaki sposób nowotestamentowe listy zajmują się demonami? Większość ludzi została uwolniona, może 99.5% i więcej wskutek podejmowanie właściwych decyzji. Gdy demon odkrywa, że człowiek nie zamierza poddać się grzechowi, opuszcza taką duszę, aby znaleźć lepszego gospodarza. To dlatego NT tak niewiele mówi na temat chrześcijan i demonów – po prostu chodź w Duchu, a zamkniesz drzwi i nie będziesz napełniany pragnieniami ciała (Gal. 5:25).

Warownie?

Burzenie warowni, unicestwianie złych zamysłów i wszystkiego co wynosi się ponad poznanie Boga z 2 Kor. 10:4-5  to mowa o naszych myślach, nie demonach nad miastami czy narodami. Myśli wyobrażenia/zamysły, które wynoszą się ponad poznanie Boga są warowniami. Cały Nowy Testament mówi o Chrystusie w nas, zatem natychmiast stajemy się odpowiedzialni za nasze zachowania i zostaniemy przed Nim rozliczeni za nie, dlatego więc Paweł naucza na temat stawania się podobnym do Chrystusa, a nie myślenia typu: ‘to diabeł zmusił mnie…’

Proszę mnie źle nie zrozumieć – rzeczywiście walczymy jak stwierdza Paweł w 6 rozdziale Listu do Efezjan, lecz nie polegamy na formułach/zaklęciach, które mają nas przeprowadzić. Nowotestamentową rzeczywistością jest to, że my zwyciężamy przez cudowną łaskę Chrystusa w nas, że On jest tak blisko jak myśl, uzdalniając nas do wypędzania demonów, jeśli na nie trafimy, zachowując świętość krwi Jezusa i aby to, co On dla nas zrobił w naszych sercach było na wieki miłowane.

Do nas należy prosta wiara, oparta na relacji, skupiona na Chrystusie w nas, spotykaniu się z innymi żywymi świątyniami w domach, jak to Nowy Testament przedstawia w zarysie.  Więcej następnym razem.

Część druga

Wiele błogosławieństw.

 John Fenn

deeo