Category Archives: Frangipane Francis

Co się narodziło z Ducha,…

Logo_Frangipane

Budzimy się, zwlekamy z łóżka i kuśtykamy do łazienki; mętnym wzrokiem zerkamy na swoje odbicie w lustrze. To pewne, że spoglądamy na obraz całkowicie związanego z ziemią stworzenia. No, przynajmniej tak to wygląda. Prawda jest taka, że bez względu na nasz cielesny wygląd, chwila, w której otrzymaliśmy Ducha Świętego rozpoczęła proces przemian w nas. Nie jesteśmy już „zwykłym człowiekiem” (1 Kor. 3:4), lecz zostaliśmy uwolnieni od ciała, aby stać się istotami duchowymi.

Wśród wszelkich stworzeń, chrześcijanie są swego rodzaju hybrydą złożoną zarówno z cielesnego jak i duchowego wymiaru. Mamy zdolności do zmagania się z dynamiką życia na ziemi dzięki fizycznym, emocjonalnym i intelektualnym zdolnościom, jak też wznosimy się ponad nasze naturalne ograniczenia poprzez duchowe protokoły jak uwielbienie czy modlitwa, którą łączą nas z Bogiem w niebie.

Widzisz, jesteś czymś więcej niż osobą z ciała i krwi, którą zobaczyłeś dziś rano w lustrze. Niesamowitą rzeczywistością jest to, że jeśli trwamy mocno w wierze, nasze duchowe przeznaczenie to wieczne obleczenie w rzeczywistą chwałę Bożą! (2 Thes. 2:14; 2 Kor. 3:18). Prawda, że ciągle mamy cielesną naturę i oczywiście ważne jest, abyśmy chodzili w pokornej pokucie z naszych grzechów. Niemniej jednak, nasza cielesna natura nie unicestwia naszej duchowej natury. Podczas gdy chodzimy w pokorze, stale musimy przenosić naszą tożsamość z ciała na ducha.

Może ktoś powiedzieć: „Tak, lecz moje ciało jest bardziej do mnie podobne”. Tak, zgadza się, ale jest to istota walki, na którą każdy z nas napotyka i którą musi zwyciężyć: wiemy kim jesteśmy w ciele, lecz czym uczynił nas Bóg duchowo? Im bardziej identyfikujemy się z duchem, tym bardziej skuteczni jesteśmy w uśmiercaniu naszych cielesnych pożądliwości.

Ponieważ nasze przeznaczenie jest duchowe, ważne jest, abyśmy poważnie traktowali prawa i zasady, które funkcjonują w duchowej rzeczywistości. Musimy uczyć się jak żyć z sercami otwartymi na duchową rzeczywistość, ponieważ, zwyczajnie, nie ma innego sposobu, aby przeżyć prawdziwe wewnętrzne przemiany (a nie religijne „obowiązki”), jak tylko przez poznanie i uchwycenie protokołów Ducha Bożego.

Duch czyni nas podobnymi do
Chrystusa, a nie dziwakami

Gdy dyskutujemy o duchowej rzeczywistości, typową reakcją ewangelicznych chrześcijan jest uśmiech, odmowa i wewnętrzne zamknięcie, jakby zostali zaproszeni do zakupienia domu w „dziwacznej ziemi”. Gdy Pismo mówi o duchu czy to, gdy odnosi się do naszego ducha, czy do Ducha Świętego, czy złych duchów to taka wiedzą jest zawsze praktyczna, daje poważny wgląd i uwolnienie. I rzeczywiście, nigdy nie staniemy się podobni do Chrystusa trzymając się z dala od zamieszkującego w nas Ducha Świętego.

Umiłowani, poznanie duchowej rzeczywistości nie jest drugorzędną doktryną. Rola Ducha Świętego w naszym życiu, jak też objawienie dotyczące naszej duchowej natury są głównymi tematami Biblii. Zastanów się nad tym, od pierwszej do ostatniej strony Słowo Boże odnosi się do duchowego świata (i ich różnorodnych form) niemal 600 razy. Około 200 razy Duch jest używany w sposób unikalny przez Boga. W ponad 350 wersach termin „duch” odnosi się do pewnego rodzaju cechy czy aktywności ducha ludzkiego.

W przeciwieństwie do tego mamy wymienionych: 232 raz wiarę, 310 – miłość, 132 – nadzieję. Te duże liczby odniesień ukazują nam ważną prawdę: Bożym zamiarem wobec nas jest to, abyśmy poznali duchową rzeczywistość.

Mamy postępować ostrożnie, ponieważ nie chcemy zostać zwiedzeni. Ignorancja duchowej rzeczywistości już jest formą głębokiego duchowego zwiedzenia. Prawdą jest, że są manifestacje, które w fałszywy sposób prezentują duchowe funkcjonowanie, jednak jeśli naszym prawdziwym zadaniem jest upodobnienie do Chrystusa to będziemy osiągali to podobieństw wyłącznie poprzez naszą relację z Duchem Świętym. Jeśli ciągle obawiasz się zwiedzenia, pamiętaj: Duch Święty jest Duchem Prawdy.

Zrozumienie ludzkiego ducha
Przejrzyjmy więc szybko podstawy dotyczące ducha ludzkiego. Faktem jest, że wiele życiowego zła miało dostęp do naszego wewnętrznego człowieka tylko dlatego, że byliśmy pozbawieni duchowej ochrony. Przypowieści mówią nam, że „Jak miasto odkryte, bez murów, jest człowiek, który nie ma kontroli nad swym duchem” (tłum. z j.ang. – przyp. Tłum.). To pewna porowata cecha naszego ducha sprawia, że przyjmujemy życiowe okoliczności z ich różnorodnymi wpływami. Jeśli nie mamy kontroli nas swoim duchem, jesteśmy „bez murów” i podatni duchowe przeciwieństwa i pokusy. Jeśli zaś nasz duch poddany jest Bogu, mamy ochronę przed atakiem. Nasze serca są chronione przed wejściem duchowego przeciwnika i złych wpływów.

Pójdźmy nieco dalej. Mówimy, że jesteśmy „narodzeni na nowo”, lecz co to rzeczywiście znaczy? W prostych słowach znaczy to, że Duch Święty obudził nas do rzeczywistości Bożej, lecz jest to zaledwie początek. Znaczy to również, że jesteśmy poddani Panu, Duch Święty w coraz większym stopniu napełnia i zamieszkuje nas. Jak mówi Pismo: „Kto się łączy z Panem, jest z Nim jednym duchem” (1 Kor. 6:17).

Przenikanie ducha między Bogiem a nami samymi nie jest podobne do niczego na ziemi. Jednoczy nasze ubóstwo z Jego wystarczalnością i nasze słabości z Jego mocą. Sam Pan staje się naszą siłą i źródłem naszych cnot: Jego obecność przepływa przez „rozmiar” naszej otwartości na Ducha Świętego i dlatego tak wiele z procesu nawrócenia zależy od Ducha karmiącego i pielęgnującego naszą duchową wrażliwość.

To poprzez jedność Ducha Świętego z naszym duchem Bóg mówi do nas o tym, że boska moc działa w nas, a cnoty (czy owoce) są przez nas widoczne dla innych (Gal 5:22). Również przez Ducha Świętego Bóg rozpoznaje nasze wewnętrzne potrzeby i przynosi uzdrowienie. Jak napisano: „Lampą Pańską jest duch człowieka: on głębię wnętrza przenika” (Przyp. 20:27).

Ku Chrystusowej pełni
Niech to będzie w nas umocnione: nasza pierwsza natura jest duchowa. Duch Boży wszedł w nasze życie; nasz duch stał się miejscem Jego zamieszkania; On przyszedł, aby nas uczyć wszystkiego, aby oświecić Pisma i prowadzić nas w podejmowaniu decyzji. On również stara się komunikować z nami poprzez sny, wizje i potwierdzone słowo prorocze (Dz. 2:17). On jest naszym pocieszyciele w czasach bolesnych i naszym pomocnikiem w czasach walki. On obiecał napełnić nas boskim przekonaniem i wyposażyć nas wytrwałą modlitwę. Gdy Mu się poddajemy, ON wydaje w nas prawdziwe owoce i wyposaża nas w autentyczne duchowe dary. On uzdalnia nas do tego, abyśmy byli świadkami Pana.

Jeśli prawdziwie szukamy podobieństwa do Chrystusa, to przyjdzie ono dlatego, że nasz duch jest wypełniony Duchem Bożym. Nie jesteśmy tylko ciałem i krwią. Jezus powiedział: „Co się narodziło z Ducha, duchem jest” (Jn 3:6).сайт

Pokuta poprzedza przebudzenie

Frangipane Francis

Prawdziwe przebudzenie nie zdarza się tak po prostu. Są pewnie warunki, które muszą w ludzkim sercu zostać spełnione, zanim Pan nawiedzi Swoich ludzi.

Musimy pragnąc uwolnienia, a nie zwykłej ulgi.

Zbyt często współcześnie usługujący pragną uwalniać ludzi, którzy nie chcą pokutować z grzechów, którzy nie wołają z głębi serce do Boga o pomoc. Efekt jest takim, że ci, o których się modlą otrzymują ograniczoną ulgę, lecz wkrótce popadają znów w grzech i opresję. Kluczem do skutecznego uwolnienia jest rozeznanie tego, czy dany człowiek jest gotowy i chętny najpierw do uwolnienia od ciężaru grzechu, zanim usłużymy mu uwolnieniem duchowym. Czy ma w sercu pokutę? Czy odstawił na bok swoje bałwany? Czy serce jest zwrócone naprawdę ku Bogu?

Boży wzór postępowania ustanowiony dla poszczególnych ludzi, jest również właściwy dla kościoła i miasta. Jak Pan nie uwalnia nas od różnych sytuacji, dopóki nie wołamy o pomoc, tak i wojna o nasze kościoły i miasta nie zostanie wygrana, dopóki wielu spośród nas nie będzie wołać do Boga w modlitwie. Wywołanie przez Chrystusa w kościele na terenie całego miasta, wołania do Boga, ma na celu wzbudzenie w sercach właściwych postaw, na które Bóg może odpowiedzieć.

Bez podskórnej struktury modlitwy i wołania przed Bogiem, uwolnienie, „związywanie i rozwiązywanie” i inne formy duchowej walki są bardzo ograniczone. Uwolnienie, zgodnie z Pismem, jest ostatnim stadium procesu, który zaczyna się, gdy osobiste obrzydzenie obecną sytuacją wierzącego jest tak silne, że zmusza go do wołania do Boga o pomoc.

Wybawiciele.

Starotestamentowy wzorzec uwolnienia i przebudzenia jest taki: w odpowiedzi na modlitwy i cierpienia Jego ludu, Pan wzbudzał wybawiciele. Były to jednostki namaszczone i uprawnione przez Boga do pokonania tych, którzy dręczyli Izraela.

Ważne jest zwrócić uwagę nato, że ich skuteczność nigdy nie opierała się na ich własnej wartości i referencjach. O ile byli oni w unikalny sposób wysłani przez Boga, to ich przybycie było zsynchronizowane z pokutą Izraela. Brak pokuty; brak uwolnienia. Gdy Izrael wołał do Boga, wyzwoliciele byli posyłani i namaszczani mocą Ducha Świętego. Istota tego starotestamentowego wzoru odnowienia może być powtórzona przez nas w dzisiejszych czasach. Możemy jeszcze nie dostrzegać współczesnych „wyzwolicieli” ani trochę więcej, jak nie widzimy pojawiającego się przebudzenia w tych miastach, których modlitwa i pokuta są głębokie i szeroko rozpowszechnione.

Spoglądając ponownie na schemat pozostawiony przez Izrael, widzimy, że grzech narodu przynosił porażkę i dominację obcej władzy. Wraz z nią przychodziła cześć dla demonów i całkowite zwiedzenie serc Izraelczyków wprowadzone przez przeciwnika. Gdy Izrael straszliwie zanieczyszczał Boże prawa, nadchodziła ekonomiczna, kulturalna i psychiczna klęska całego narodu. Tam, gdzie kiedyś ludzie radowali się błogosławieństwem Bożym, teraz rozpacz i smutek ogarniał tą ziemię. To w kontekście cierpienia ludzie szczerze i z głębokości serca wołali do Boga, aby wzbudził wybawicieli. Te jednostki prowadziły pokutującego Izraela do zwycięstwa nad ciemięzcami. Gdy prawdziwe przywództwo zostało ustabilizowane, nadchodziło ogólnonarodowe powodzenie i pokój.

Należy wspomnieć o tym, że droga do przebudzenia nie była schematyczna; nie było jakiegoś określonego planu nadejścia. Nikt nie był w stanie przewidzieć jak długo miał trwać czas sądu, ani kiedy pokuta tak przesiąknie serca grzesznych ludzi, że Bóg będzie usatysfakcjonowany. Ten jeden fakt będzie zawsze prawdą: czas jaki to zajmuje zawsze będzie dłuższy niż się tego spodziewamy. Czynnikiem determinującym jest uznanie grzechu i powrót do Boga. Gdy już główny trzon narodu był w pełni zwrócony ku Bogu następowało uzdrowienie ziemi.

Nahemiasz mówi o takim wzorcu pokuty poprzedzającym narodowe uwolnienie. Modlił się tak (Neh. 9:27):

Toteż wydałeś ich w ręce wrogów, a ci ciemiężyli ich. W czasie ucisku zaś wołali do ciebie, a wtedy Ty wysłuchałeś ich z niebios i według obfitego swego miłosierdzia dałeś im wybawicieli, którzy wybawiali ich z ręki ich wrogów.

Nie wolno nam poganiać tego procesu ani poddawać się frustracji, gdy nasze modlitwy natychmiast nie uruchamiają Bożej interwencji. Pan czeka na to, aby naród złamał się poniżej progu swego buntu. Tak, to może być dla nas zachętą: nasze wstawiennictwo jest pierwszym owocem tego, co jest ma stać się reakcją narodu wobec Wszechmocnego! Czasami może pojawiać się pewna

płynność duchowej aktywności, lecz zanim nastąpi narodowe przebudzenie, będzie naród wołający do Boga. Ten okres jest zwany „czasem ich ucisku” i nie znajdzie wypełnienia w przebudzeniu dopóki naród nie będzie wołał do Pana przez jakąś ilość lat.

Ludzkie nieszczęście, Boże serce

W Księdze Sędziów ten schemat pojawia się wielokrotnie. Gdy Izrael popadał coraz głębiej w grzech, Bóg czekał na ciężar i konsekwencje grzechu, aby ukorzyć ich dusze. Czekał na ponowne sprowadzenie ich ku Sobie. size=”3″> Tak, Pan nie był obcy cierpieniom Izraela, nawet w czasach gdy trwali w buncie odczuwał ich cierpienia. Gdy Pan „nie mógł już dłużej znosić cierpienia Izraela” (Sdz. 10:16), posyłał im wyzwolicieli. Tragiczny stan i desperacja Izraela przygotowywały ich dla Boga.

Widzimy ten schemat, gdy Pan spotkał się z Mojżeszem w Księdze Wyjścia. Odkupiciel powiedział (Wyj. 3:7-8):

 Napatrzyłem się na niedolę ludu mojego w Egipcie, i słyszałem krzyk ich z powodu naganiaczy jego; znam cierpienia jego. Zastąpiłem przeto, by go wyrwać …”

Zauważ to, że Pan widział doświadczenia Swego ludu; słyszał ich płacz, wiedział o ich cierpieniu. Bóg nigdy nie jest daleki od niedoli ludzkości, a prawdę mówiąc, On nosi boleści naszego społeczeństwa: nasze uciski, uciskają Jego; nasze cierpienia stają się Jego smutkami.

A wracając do naszego tekstu z Księgi Wyjścia, zauważ również, że to nie same modlitwy zostały przez Pana usłyszane, lecz ich płacz. Jedną sprawą jest modlitwa o nasze potrzeby, a całkiem inną płacz nad nimi. To tych, którzy płaczą (wołają) pociesza Bóg. Pan wiedział o ich doświadczeniach i cierpieniach. Modlitwa, na którą Bóg odpowiada to nieustanny płacz, często zrodzony z „doświadczeń” i „cierpień”, jak to ma miejsce obecnie w niektórych częściach Afryki i Azji.

Być może Pan nie odpowiedział nam w pełni, ponieważ nasze modlitwy ciągle mieszczą się w wygodnym schemacie. W 1970 roku przyszedłem do Chrystusa w czasie Charyzmatycznego Przebudzenia. To poruszenie Boże zrodziło się w nieustannym płaczu „dniem i nocą” milionów matek. Nie był to wynik zwykłej godziny modlitwy; pojawiło się z nieustannego płaczu matek (i ojców), którzy byli głęboko zaniepokojeni zaangażowaniem swoich dzieci w narkotyki i bunt. Ich modlitwy nie były ograniczone religijną dyscypliną, lecz wypływały z głębin ich egzystencji. Bez skomplikowanej maszynerii duchowej walki, łzy i płacz ich nieukojonego wstawiennictwa dotarł do Boga i uratował ich dzieci.

Być może opóźnienie przebudzenia w naszych czasach jest spowodowane tym, że wprawdzie jesteśmy zaniepokojeni, lecz nie jesteśmy dotknięci przez stan naszego społeczeństwa; choć zasmuceni, jednak nie płaczemy.

Niemniej jednak, musi być uznane to, że coraz większa ilość Bożych ludzi prawdziwie poddało się wrażliwości Chrystusowego współczucia. Niosą oni na skrzydłach swego wstawiennictwa nie tylko potrzeby ludzi, lecz również ich ból. Odkładają na bok swoją reputację, swoją pracę, a nawet składają, tak, swoje życie, aby zobaczyć oczyszczenie z grzechów naszego społeczeństwa.

Choć ciągle w mniejszości, ci wstawiennicy noszą w swych duszach cierpienia swoich miast, słyszą wołanie uciśnionych; wiedzą o cierpieniu zarówno nienarodzonych jak i tych urodzonych. Bóg jest gotów odpowiedzieć na ich modlitwę. Z samego łona ich ucisku, Bóg wyprowadzi uwolnienie.

Modlący się kościół nie powinien ograniczać czasu trwania swego oddania do wstawiennictwa, Bóg oczekuje życia pełnego modlitwy, a nie zwykłej sezonowej modlitwy. Jeśli przeciągający się czas, który jest potrzebny do wprowadzenia zmiany, może nas zatrzymać to jest oczywiste, że przygotowawcza praca w naszych sercach nie jest jeszcze wystarczająco głęboka, aby przyciągnąć boską interwencję.

Jak to się wszystko ma do przebudzenia? Duchowe odnowienie jest jedynym antidotum dla naszych miast i naszego kraju, jest to Boża odpowiedź dla tych wszystkich, którzy wołają nieustannie do Niego o pomoc.

Panie, przebacz nam to, że pragniemy ulgi, zamiast uwolnienia, że szukamy dróg na skróty, zamiast Twojej doskonałej drogi. Mistrzu, wiemy, że Twoje serce nie może odmówić szczeremu wołaniu doświadczonych, że Ty nie możesz długo znosić nieszczęścia Swego ludu i nie działać na naszą korzyść. Tak więc, dziś wołamy do Ciebie! Ześlij nam ponownie deszcz twojej obecności! Oczyść nas z pożądania wygody i apatii. Wprowadź nas do miejsca, w którym będziesz mógł uhonorować Swoją suwerenność i sprowadzić przebudzenie do naszej ziemi! Na Twoją chwałę modlimy się, Amen.

продвижение

Niedogodny czas

Pan ma tłumy tych, którzy wierzą w Niego, lecz tylko niewielu tych, którzy prawdziwie uwielbiają Go. Prawdziwi czciciele znajdują spełnienie w adorowaniu Boga. Woń ich czci wznosi się nie tylko w zaplanowanym czasie zgromadzenia kościoła, lecz również w niedogodnym czasie. Prawdziwi czciciele wstają wcześnie przed pracą czy szkołą; są na nogach przed całą rodziną, tak by mogli spędzać czas sam na sam z Bogiem. Zamiast przeżywać frustrację z powodu opóźnień, zamieniają trudności i przeszkody na sposobności uwielbienia Boga. Możesz zauważyć jednego z takich czcicieli jak siedzi w sąsiednim samochodzie stojącym w korku ulicznym i śpiewa wraz z chrześcijańską muzyką.

Prawdziwi czciciele nauczyli się tajemnicy czczenia Boga w niedogodnym czasie. Ja sam odkryłem, że Pan prowadzi mnie do uwielbiania Go w takich chwilach. Zdarzało się, że pisałem w samotności czy pracowałem nad jakimś ważnym projektem, gdy coś nagle budziło się w moim duch: wzrastała świadomość bliskiej obecności Pana. Nie nakazywał mi oddawania Mu czci, lecz zapraszał do tego. Mogło to być tylko 10 czy 15 minut, a czasami znacznie więcej. Pomimo wszystko, odkładam to, co robię, biorę do ręki gitarę i zaczynam wielbić Pana. Szczerze mówiąc, nie jestem dobrym muzykiem; znam tylko kilka akordów, ale wiem, że gdy uwielbiam Królowi niebios podoba się moja ofiara. On zagwarantował mi pełną publiczność i w jakiś cudowny sposób sprawia, że czuję, że brzmienie mojego uwielbienia jest wszystkim, czego słucha, gdy śpiewam.

Zaproszenie.

Ja sam pragnę, aby uwielbienie całkowicie mnie pochłaniało, a jednak, wyznaję, że główną przeszkodą, którą muszę pokonać jest niewygodny czas Jego zaproszenia. Wydaje się nawet, że Pan właśnie na to czeka, abym był zajęty czymś ważnym, co mam skończyć zgodnie z Jego wolą. Może to być bardzo późno w nocy, wtedy gdy już niemal zasypiam, gdy nagle pojawia się sposobność do uwielbiania.

A jednak już sam fakt, że zareagowałem pomimo „niedogodności”, rzeczywiście nadaje poloru i słodyczy mojemu uwielbieniu. Gdy oddaję Bogu cześć na niedzielnym zgromadzeniu to przyznaję, że mogę być uniesiony przez dźwięk muzyki i udział innych wokół mnie. Znajduję się wtedy w atmosferze uwielbienia, tak więc moje uwielbienie może być czymś wszczepionym mi przez innych, a nie całkowicie moje. Niemniej, gdy chodzi o niedogodny czas, moja reakcja potwierdza, że cześć, którą oddaję jest rzeczywista i że Bóg jest naprawdę na pierwszym miejscu w moim życiu.

To, co dla mnie jest również ogromną przyjemnością, wartą odnotowania, to fakt, że Pan nie oczekuje ode mnie jakiejś długiej produkcji. Jakkolwiek wspaniałe są niedzielne uwielbienia, On nie szuka profesjonalnej posługi pieśni, lecz czegoś realnego z serca.

Innym błogosławieństwem jest to, że często moja żona słyszy, gdy uwielbiam Pana i zawsze przyłącza się. Gdy uwielbiam, wkrótce słyszą towarzyszący mi głos w tle. Jest równie zaabsorbowana obecnością Bożą jak ja sam. Nie ważne, co robiła, po prostu kocha uklęknąć przed Bogiem i to również napełnia słodyczą nasze uwielbienie.

Modlitwa i uwielbienie.

Między modlitwą, a uwielbianiem jest różnica. Modlitwa to nasza prośba do Boga oparta na potrzebach naszych i naszego świata. Świat jest przepełniony ludźmi, którzy mają serdeczne i gwałtowne prośby, które są mile widziane przez naszego niebieskiego Ojca a każda z nich jest wysłuchiwana ze świetlistej sali tronowej. Niemniej jednak, uwielbienie nie jest artykułowaniem naszych potrzeb, lecz jest zwieńczeniem naszej miłości. Jest to coś, co ofiarujemy Bogu, bez względu na stan naszych potrzeb.

Przypomnij sobie zdarzenie z Ewangelii, w którym dziesięciu trędowatych wołało do Jezusa o uzdrowienie. Gdy Pan odpowiedział na ich modlitwy i uzdrowił ich, poszli swoją drogą. Niemiej, jeden zatrzymał się, „wrócił, donośnym głosem chwaląc Boga” (Łuk. 17:11-19). Ten mężczyzna pełen wdzięczności wobec Chrystusa, wrócił i skłonił się we czci przed Bogiem. Widzisz, wielu ludzi będzie się modlić, tłumy uzyskają odpowiedzi, lecz tylko nieliczni wrócą, aby oddać Mu cześć.

Umiłowani, jeśli uwielbienie szczerze wypływa z naszych serc, to Pan będzie często powtarzał zapraszanie nas do Swojej obecności. Jego zaproszenie cicho wejdzie w progi naszej duszy. Przyjdzie pod płaszczykiem prostego pragnienia, aby kochać Go i jeśli pójdziemy za tym pragnieniem, poprowadzi nas ono do Bożej obecności.

A gdy będziemy Go wielbić, On zapewni nam wewnętrzną siłę i pokój; gdy przyjdziemy z dziękczynieniem, On odświeży nas Swoją miłością i radością. Rozkoszujmy się przywilejem bycia prawdziwym czcicielem Boga, nawet jeśli sposobność ku temu przychodzi w niedogodnym czasie.

deeo

Grzechów ich nie wspomnę więcej

Świętość można osiągnąć wyłącznie poprzez rozwijające się doświadczanie łaski Bożej.

Usunięcie barier powodowanych przez grzech

Czy miałeś kiedyś bliskiego przyjaciela, o którym krytycznie rozmawiałeś z kimś innym? Czy zauważyłeś, że kiedy następnym razem spotkałeś go, to pojawiło się coś sztucznego w waszej relacji? Nie byłeś już tak otwarty i szczery z nim. Z powodu grzechu była mała lecz wymierna odległość miedzy wami. Pomimo, że możesz wstydzić się tego, co zrobiłeś, jeśli nie chcesz pokutować, to zaczynasz unikać człowieka, którego zraniłeś – jeśli nie w sensie towarzyskim to przynajmniej oczyma i sercem.

Mogliście wcześniej dzielić się wszystkim, lecz teraz wzajemne przenikanie się osobowości, poczucie bycia „w domu” w bratniej duszy, odeszło. Dopóki nie pojawi się pokuta, ta odległość między wami będzie prawdopodobnie poszerzać się, aż do chwili, gdy sama relacja zostanie zerwana. Choć możecie nie rozumieć dlaczego oddalacie się od siebie, miłość która wcześniej była, umarła, ponieważ zgrzeszyłeś i nie chciałeś pokutować.

W podobny sposób jak ludzkie relacje są utrzymywane przez otwartość i uczciwość, tak też jest z naszą relacją z Bogiem. Gdy grzeszymy przeciwko Niemu, nieświadomie wznosimy barierę między niebem, a sobą. Nadal możemy chodzić do kościoła, lecz poczucie odległości i sztuczności pojawia się w naszych sercach.

Każdy z tych obronnych murów, które wznosimy, aby trzymać Boga z dala ostatecznie otacza nas i duchowo więzi w naszych grzechach. Te bariery degenerują się do warowni demonicznych opresji. Ostatecznie, nasze ściany stawiane przeciw Bogu chronią nas przed Boską Obecnością, trzymając w pułapce zewnętrznych ciemności duszę. Jest bardzo prawdopodobne, że samo piekło jest zbudowane dokładnie z tego samego materiału, co nasze mury obronne.

Tak, Boża miłość jest tak wielka, że On kocha nas wystarczająca mocno, aby nie tylko nas uwolnić od naszych grzechów, lecz również od negatywnych ich skutków, jakie wywierają na naszą społeczność z Nim. Miłosiernie Pan obiecuje: „ich grzechów i nieprawości nie wspomnę więcej” (Hebr. 10:17). Za każdym razem, gdy prosimy o przebaczenie, nasza więź z Nim odświeża się i odnawia.

W jednym oczyszczającym akcie przebaczenia – tak zupełnym, że Pan obiecuje nawet nie wspomnieć tego, co złego zrobiliśmy – Bóg zapewnił nam wieczną zapłatę za każdy grzech, o którego przebaczenie w skrusze Go prosimy. Kocha nas tak bardzo, że w czasie stałej pracy nad doskonaleniem naszych postaw, również daje  nam środki do utrzymania ze Sobą relacji, która jest szczera i bez barier.

Jezus zapłacił cenę

W Nim mamy odkupienie przez krew Jego, odpuszczenie grzechów, według bogactwa łaski jego, której nam hojnie udzielił w postaci wszelkiej mądrości i roztropności” (Ef. 1:7-8). Czym jest odkupienie? Odkupieni jest „zapłatą za długi czy zobowiązania”. Były pewne pisma, nakazy sądowe zwracające się przeciwko nam, byliśmy dłużnikami Boga, lecz Jezus spłacił to, co przeciwko nam było skierowane, swoją śmiercią na krzyżu.

Wtedy, gdy byliśmy martwi z powodu swoich przestępstw Bóg: „… ożywił wespół z nim, odpuściwszy nam wszystkie grzechy; wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swymi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy go do krzyża” (Kol 2:13-14).

W chwili, w której przyjąłeś Jezusa do swego serca, wszystko cokolwiek złego zrobiłeś, każda zła myśl, każde gniewne słowo i wszelki zły czyn – wszystko, co zasługiwało na karę – zostało opieczętowane: „ODKUPIONE: ZAPŁACONE W PEŁNI przez naszego Ojca w niebie”. Jezus zapłacił za to wszystko Swoją krwią, On jest naszym Odkupicielem! On zapłacił cenę, nie tylko za te grzechy, które popełniliśmy wcześniej, lecz za każdy grzech, o którego przebaczenie szczerze poprosimy teraz. Wszystkie nasze grzechy są na zawsze przebaczone i zapomniane.

W Liście do Hebrajczyków czytamy (10:14): „Albowiem jedną ofiarą uczynił na zawsze doskonałymi tych, którzy są uświęceni”. I ponownie w Liście do Kolosan (1:19-22): „ponieważ upodobał sobie Bóg, żeby w nim zamieszkała cała pełnia boskości i żeby przez niego wszystko, co jest na ziemi i na niebie, pojednało się z nim dzięki przywróceniu pokoju przez krew krzyża jego. I was, którzy niegdyś byliście mu obcymi i wrogo usposobionymi, a uczynki wasze złe były, teraz pojednał w jego ziemskim ciele przez śmierć, aby was stawić przed obliczem swoim jako świętych i niepokalanych, i nienagannych,…”

Jeśli chodzi o sprawę grzechu to musimy uchwycić zupełne dzieło Chrystusa: „usprawiedliwieni tedy z wiary, pokój mamy z Bogiem, przez Chrystusa Jezusa (Rzym. 5:1). Z Bożej, wiecznej perspektywy, zostaliśmy uwolnieni od grzechu. To tutaj, w rzeczywistości czasu, a szczególnie w naszych umysłach, grzech ciągle chwilowo trzyma się. Niemniej jednak, Bóg w Swej wielkiej miłości usuwa nawet bariery naszego grzechu, które stworzyliśmy między Nim, a nami.

Trzeba koniecznie wspomnieć w tym miejscu, że Bóg nie obniżył swoich standardów świętości, jednak wie o tym, że nigdy nie będziemy święci, jeśli będziemy bali się zbliżać do Niego, ponieważ wyłącznie On sam jest święty! W konsekwencji, On przebaczył nam i pojednał nas ze Sobą przez Jezusa. Krew ofiary Chrystusa pokryła długi każdej duszy, która przez pokutę i wiarę w Jezusa szczerze szuka społeczności z Bogiem.

Nie wspomnę”.

Jak niewiele rozumiemy z wiecznego odkupienia! Jak wiele razy będzie nam Bóg przebaczał? Jeśli szczerze zdecydowałeś w sercu, aby iść za Nim, On usunie twoje grzechy, za każdym razem, gdy o to poprosisz. Czy przebaczy Ci najgorszy grzech o jakim możesz pomyśleć? Tak! Może będziesz musiał żyć ponosząc konsekwencje tego złego uczynku, lecz odkupieńcza moc Boga jest taka, że nawet w grzechu, jest wiele wartościowych rzeczy, które mogą być ponownie odnowione. Jeśli chodzi o sam grzech, jeśli będziesz szczerze pokutował, to Bóg nie tylko przebaczy ci go, lecz całkowicie wymaże ze swej pamięci.

Chciałbym się podzielić z wami własnym doświadczaniem. Pewien mąż Boży został obdarowany proroczym wglądem w życie ludzi. W czasie wieczornego zgromadzenia usługiwał małżeństwo pastora prezbiterian i przez dar Ducha Świętego ujawnił przeszłość tej pary, odkrywając obecny stan, po czym zakończył proroctwem o tym, co ma nastąpić.

To dzieło Boże zrobiło ogromne wrażenie na małżeństwie, a gdy proroctwo wypełniło się, miesiąc później przyprowadzili na następną usługę jeszcze dwóch pastorów wraz z żonami. Słowo poznania było wyjątkowo pewne tej nocy i drugi sługa i jego żona byli zdumieni dokładnością i prawdą proroczego słowa. Gdy trzecia para wystąpiła, ponownie słowo poznania było obecne. Prorok mówił do męża ujawniając jego przeszłość, teraźniejszość i dając wgląd w przyszłość, po czym zwrócił się do jego żony. Gdy zaczął mówić na temat przeszłości, nagle zatrzymał się i rzekł: „Był poważny grzech w twojej przeszłości”. Kobieta, z wyraźnym strachem skamieniała i zamknęła oczy, zgromadzenie ucichło i zasiadło na samym skraju krzeseł. Prorok mówił dalej: „Zapytałem Pana: „Co to był za grzech, który popełniła?” a Pan odpowiedział: „Nie pamiętam”.

Pan był wierny swojej obietnicy: „Grzechów ich nie wspomnę” (Iz. 43:25). Pomimo, że ta kobieta wielokrotnie prosiła o oczyszczenie, nie mogła uwierzyć w głębokość Bożego przebaczenia. Chrystus umieścił jej grzech w morzu Swego zapomnienia. „Usunął go tak daleko jak wschód od zachodu” (Ps. 103.12). W każdym miejscu poza jej własnym umysłem, grzech został spłacony i zewsząd usunięty i teraz, w swym wielkim Miłosierdziu, Bóg usunął go również stamtąd!

Och, jak wielkie ciężary nosimy, jaka wina i ograniczenia otaczają nas, ponieważ nie przyjmujemy totalnego i doskonałego Bożego przebaczenia. Czytamy u Izajasza: „Ja, jedynie Ja, przez wzgląd na siebie mogę zmazać twoje przestępstwa i twoich grzechów nie wspomnę” (Iz. 43:25).

Jak wielki jest Bóg, któremu służymy. Jak cudowna jest Jego miłość do nas. On jest naszym Odkupicielem, naszym Zbawicielem! Jeśli chcesz przebaczyć innym, i będziesz przebaczał, proś Go, aby przebaczył tobie, On daruje ci twoje długi tak często jak tylko często zwrócisz się do Niego skruszony.

Ten, który wzywa nas do Swojej doskonałości, zapewnił nam również doskonały sposób dostępu do Siebie. Świętość jest rozwijającą się więzią z Bożą łaską.

topodin.com

Uświęcająca moc Chrystusa

Logo_Frangipane

Z poniższego wersetu poznajemy ważną życiową zasadę: proces uświęcania dla niezbawionego męża czy żony faktycznie zaczyna się z chwilą, gdy ich partner rodzi się na nowo z Ducha.

Albowiem mąż poganin uświęcony jest przez żonę i żona poganka uświęcona jest przez wierzącego męża; inaczej dzieci wasze byłyby nieczyste, a tak są święte” (1 Kor. 7:14).

Z powyższego wersetu poznajemy ważną życiową zasadę: proces uświęcania dla niezbawionego męża czy żony faktycznie zaczyna się z chwilą, gdy ich partner rodzi się na nowo z Ducha. Słowo „uświęcić” znaczy: „poświęcić, lub oddzielić dla Boga”. Niemniej, w tym kontekście uświęcenie nie oznacza automatycznie zbawienia: raczej znaczy, że proces prowadzący do możliwości zbawienia zaczął się na poważnie. Z Bożego punktu widzenia wpływ mocy Chrystusowej działające w życiu człowieka odkupionego ma głęboki wpływ na niezbawionego współmałżonka. Niewierzący partner doświadcza błogosławieństwa, korzyści i wpływów życia, które jest poddawane procesowi przemian; jest on naocznym świadkiem miłości Chrystusowej, gdy On objawia Siebie Samego zbawionemu współmałżonkowi i poprzez niego.

W tym wersecie „niewierząca” dusza jest „uświęcana przez wierzącego” małżonka, zatem nawet ich „dzieci …. są święte” (1 Kor. 7:14). To, co jest prawdziwą zasadą dla małżeństwa, jest również prawdziwe na szerszą skalę sąsiedztwa czy społeczności. Niewierzące miasto może być uświęcone czy „oddzielone dla Boga” przez obecność wierzącego, modlącego się i aktywnego kościoła. Nawet w bardzo złym regionie, takim, który jest winien boskiego gniewu, może być oddzielona część dla Pana, ponieważ święci ludzie chodzą po jego ulicach, modlą się za grzeszników i działają ku odkupieniu. Bóg widzi wpływy zbawionych i z powodu naszej chęci do chodzenia w miłosierdziu, on jest gotów powstrzymać gniew. Ten ochronny efekt zbawionych na niezbawionych odkrył Abraham, gdy wstawiał się za Sodomą. Gdy stał, modląc się do Boga, dowiedział się, że wpływ jaki ma dziesięciu sprawiedliwych może uratować całe miasto od boskiego gniewu (p. Gen. 18:23-33). Dokładnie tą samą moc wstawiennictwa uświadomił sobie Mojżesz. Pan zniszczyłby Izraela za jego skandaliczny grzech, a jednak udzielił zamiast tego miłosierdzia. Mojżesz „stanął w wyłomie” (Ps. 106:23). A wynik? „Pan użalił się nad złem, które miał sprowadzić na swój lud” ( Lub „Wówczas to Pan zaniechał zła, jakie zamierzał zesłać na swój lud” – BT). Postawa modlitwy Mojżesza, pomimo, że Izrael jeszcze nie pokutował, ani nie szukał Boga, otworzyła drzwi miłosierdzia w niebie. Dopóki Mojżesz stał przed Bogiem wstawiając się, miłosierdzie spływało na Izrael. Zdumiewające: „Wówczas to Pan zaniechał” (zmienił zdanie). O, mocy wpływu jaki mają chrześcijanie podobni do Chrystusa na serce Boże! Niech nigdy nie ustaje ogromny przywilej jakiego Bóg udzielił nam przez modlitwę! Tej wstawienniczej postawy przed Bogiem chce dla nas Jezus. Jako Jego przedstawiciel przed Bogiem i ludźmi mówi nam najgłębszą prawdę dotyczącą naszej roli: „Wy jesteście solą ziemi” (Mat. 5:13). Sól od starożytności była używana jako środek do konserwacji. Starożytni brali mięso i nacierali solą i sól powstrzymywała proces rozkładu, zachowując je. Nazywano to „soleniem” . Twoje modlitwy, posty i oddana troska o twoich sąsiadów czy miasto uświęca tą społeczność dla Boga. Wpływ pobożnego kościoła ma efekt „konserwujący” to, co w przeciwnym wypadku wkrótce uległo by rozpadowi. Gdy stoimy w modlitwie za naszą cywilizacją, mamy świadomość istnienia wielu drapieżników czających się w naszym świecie: terroryści, ptasia grypa, trzęsienia ziemi, huragany, odważne postępy grzechu, efekty globalnego ocieplenia i zagrożenie wojnami plus wiele innych.

O ile nie zasługujemy na boską pomoc to potrzebujemy Bożej ochrony. Proś: „Moje życie to zaledwie jedna dusza. Co mogę zrobić?” Twoje życie jest nasionem, w którym Bóg widzi przyszłe żniwo. Moment, w którym otwierasz swoje usta do modlitwy zaczyna proces odkupienia twojego regionu. Jak długo nie zrezygnujesz ze swojego społeczeństwa, Bóg nie zrezygnuje również.

Modlitwa: Panie, przychodzę do Ciebie ponownie, niosąc w sercu moich ludzi. O, Panie, modlę się o miłosierdzie. Ty powiedziałeś: „Miłosierdzie góruje nad sądem” (Jk 2:13). Błagam o miłosierdzie, o przebudzenie, o przebaczenie, aby dotknęło mojego kraju. Powiedziałeś, że krew Twojego Syna „pokropi narody” (Iz. 52:15). Ofiaruję krew Jezusa za mój kraj, przebacz nam i zmień nas ze względu na Jezusa. Amen.

раскрутка

Moc Jego zmartwychwstanias

Logo_Frangipane

Nie ma żadnych wątpliwości, że ukrzyżowanie i następujące po nim zmartwychwstanie są kamieniami węgielnymi naszej wiary. W tych dwóch powiązanych ze sobą wydarzeniach odkryta jest większość żywotnych prawd chrześcijaństwa. I rzeczywiście, gdyby Chrystus nie umarł na krzyżu, nie byłoby odkupienia; gdyby nie zmartwychwstał, jak przepowiedział, to wszystko czego nauczał byłoby podejrzane. Byłby kolejnym filozofem/prorokiem, który żył i umarł tragiczną śmiercią.

Tak, Jezus pokazał, że jest „Synem Bożym w mocy przez zmartwychwstanie” (Rzym 1:4). Zmartwychwstanie Chrystusa przekazuje poprzez czasy i wieczność, że Ktoś znacznie większy niż prorok umarł za grzechy ludzkości. Był to Bóg na ziemi, który modlił się do Boga w niebie: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Czy nie jest to powodem, dla którego świętujemy cud pustego grobu? Sam Bóg zstąpił na ziemię, aby wyratować ludzkość przed potępieniem! Ukrzyżowanie Chrystusa było aktem przymierza, zapewniającym pełną zapłatę z grzechu ludzkości Jego krwią. Jego zmartwychwstanie było w niebie inauguracyjnym aktem, ogłaszającym początek czasu nowego udzielania łaski i mocy.

Natura Mocy

Jeśli wierzymy w Jezusa Chrystusa i akceptujemy Jego ofiarę za nasze grzechy, otrzymujemy dwie rzeczy obiecane nam przez Boga: przebaczenie naszych grzechów i moc zmartwychwstania przez Ducha Świętego. Ta moc nie jest ograniczona do naszego ostatecznego zmartwychwstania ze śmierci, lecz jest czymś, w czym możemy chodzić teraz.

Marta stojąc przy grobie swego zmarłego brata, Łazarza, uznała przyszłe zmartwychwstanie (Jn 11:24), a jednak Jezus powiedział jej coś, co spowodowało rewolucję jej myślenia. Powiedział: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie” (Jn 11:25), sprowadzając w ten sposób moc zmartwychwstania do aktualnych okoliczności i jej dramatycznej potrzeby, po czym zademonstrował, że zmartwychwstanie jest rzeczywistością obecnej chwili – „teraz” – wywołując Łazarza z grobu!

Umiłowani, dzisiejszy kościół potrzebuje uchwycić się tej prawdy: moc zmartwychwstania nie jest związana z przyszłymi wydarzeniami; jest dostępna właśnie teraz w osobie Samego Chrystusa! Każdy, kto żyje w jedności z Jezusem Chrystusem ma dostęp również do mocy Jego zmartwychwstania. Podobnie jak boskie przebaczenie jest zapewnione nam przez ukrzyżowanie Chrystusa, tak i moc zmartwychwstania towarzyszy nam przez zmartwychwstanie Chrystusa. Mieszkańcem naszego wnętrza jest moc Ducha Świętego. Sam Bóg jest na wieki oddany kierowaniu nami i poprawianiu nas tak, aby podnosić i odnawiać, aż do chwili, gdy staniemy przed Nim w wieczności.


A jeśli Duch tego, który Jezusa wzbudził z martwych, mieszka w was, tedy Ten, który Jezusa Chrystusa z martwych wzbudził, ożywi i wasze śmiertelne ciała przez Ducha swego, który mieszka w was” (Rzym 8:11). Od chwili, gdy przyjąłeś Chrystusa, Duch Święty ożywia twoje śmiertelne ciało, tym samym życiem, które pokonało śmierć dla Jezusa.

Tak jak było niemożliwe, aby „Chrystus został zatrzymany” przez moc śmierci (Dz. 2:24), tak niemożliwe jest, aby śmierć blokowała Chrystusa od powstania w naszych sercach! Rzeczywiście, jeśli Jezus mógł pokonać śmierć i powstać triumfalnie z grobu, On może też, jeśli zachowujemy wiarę w Niego, pokonać rzeczywistość śmierci, ciemność i grzech, które istnieją w nas.

Dostęp do zmartwychwstania przez wiarę

Dwa klucze udostępniają moc zmartwychwstałego życia. Po pierwsze: jest to nasza wiara: „to jest zwycięstwo, które zwyciężyło świat – wiara nasza” (1 Jn 5:4). Musimy wierzyć w Chrystusa i z przekonaniem ufać Jego mocy, szczególnie wtedy, gdy upadamy i przeżywamy przygniatające doświadczenia czy demoniczne ataki. Nie musimy wiedzieć w jaki sposób Bóg poradzi sobie z naszą sytuacją, lecz musimy wierzyć, że to zrobi. Możemy wyglądać równie martwo, jak wyglądał Łazarz w grobie, lecz musimy pamiętać o tym, że ta sama moc, która wzbudziła Łazarza z martwych, mieszka w nas.

Czy przeżyłeś konflikt, strach czy stratę? Już czas, aby uwierzyć w moc zmartwychwstania Chrystusa. Czy on umiłował upadłą ofiarę walki, grzechu czy zniechęcenia? Uwierz!To ten sam Chrystus, „który ożywia umarłych i który to, czego nie ma, powołuje do bytu” (Rzym. 4:17).

Dochodzę do przekonania i wiary w to, że bez względu na to, przez co przechodzę, gdy już będzie po wszytki, po tak zwanej „drugiej stronie”, pojawię się jako człowiek jeszcze bardziej podobny do Chrystusa. Ufam, że moc zmartwychwstania przeprowadzi mnie przez to! Jezus jest nie tylko moim Panem i Zbawicielem, lecz jest również tym, który wzbudza z martwych moje życie.

Przeszedłeś również przez wiele, ale nawet wtedy, gdy nie miałeś już w ogóle sił, Sam Bóg przenosił cię przez to. Twoje własne życie jest świadectwem tego, że moc zmartwychwstania odnowiła i odbudowała cię, pomimo wszystkich bitw, z którymi się zetknąłeś. Wiara, twoje głębokie zaufanie Bogu, umacnia cię w strumieniu mocy zmartwychwstania.

Gdy ap. Paweł napisał: „a wiemy, że Bóg we wszystkim współdziała ku dobremu” (Rzym. 8:28), mówił o przebywaniu w kontinuum zmartwychwstałego życia, które przemienia wszelkie nasze doświadczenia w coś dobrego.

To jest moc zmartwychwstania: działanie we wszystkim ku dobremu.

Drugi klucz

Drugim kluczem, niezbędnym do odblokowania mocy zmartwychwstania jes tnoszenie krzyża Chrystusa. Jeśli mamy naprawdę podążać za Panem Jezusem, musimy chodzić z Nim w Jego powołaniu odkupienia. Podobnie jak Jezus, będziemy spotykać śmierć przez wzgląd na miłość. To właśnie prowadzi do większej pełni owocności i mocy.

Krzyż uśmierca również nasz strach, pożądliwości, brak miłości, a niesienie krzyża, to zgoda na to, że coś musi w nas umrzeć, aby Chrystus mógł żyć. Tak i Paweł napisał: „żeby poznać go i doznać mocy zmartwychwstania jego, i uczestniczyć w cierpieniach jego, stając się podobnym do niego w jego śmierci” (Flp. 3:10). Jeśli mamy poznać moc Jego zmartwychwstania, musimy uczestniczyć w Jego cierpieniach.

Niech ci, którzy przyjęli zmartwychwstałego Chrystusa, pamiętają: zostaliśmy też wraz z Nim wzbudzeni. Bóg posadził nas wraz z Chrystusem w okręgach niebieskich. Nasz duch został już postawiony w pozycji zmartwychwstania. Nie przyjmujmy iluzji, jakobyśmy byli tutaj sami. Choć wkrótce będziemy świętować zmartwychwstanie Chrystusa, już teraz przyjmijmy przez wiarę substancję Jego zmartwychwstałego życia i uwolnijmy działanie tej mocy przez miłość.

Pamiętajmy również: śmierć nie mogła Go zatrzymać.

продвижение

Obsesja Boża

Logo_Frangipane

Ojciec ma obsesję na punkcie wypełniania wszechświata Duchem Jezusa Chrystusa.

Istnieją trzy podstawowe kategorie chrześcijan. Największa grupa to ci, którzy widzą grzech i zepsucie tego świata i uważają, że tego nie da się zmienić. Rozwijają swoje duchowe zdolności i dochodzą do wniosku, że są niemal bezsilni wobec tego, co ich otacza. Nie mogąc sobie z tym poradzić, wycofują się do czegoś, co wygląda jak schronisko. Jednak większość z nich nie jest całkowicie apatyczna. Ich dusza, podobnie jak Lota (Ptr. 2:7-8), wewnętrznie smucą się zachowaniem pozbawionych zasad ludzi wokół nich. Niemniej bez duchowych źródeł ich ogień przygasł i sięga do ich najbliższej rodziny i bezpośrednich potrzeb.

Druga klasa chrześcijan, składa się z tych, którzy raczej rzucają się w burzę zła, niż chronią przed nim. Choć są w znacznie mniejszej ilości niż ci pierwsi, całkowicie nie są apatyczni; a w rzeczywistością, wyglądają na całkowite jej zaprzeczenia. Wściekają się na zdeprawowanie bezbożnych i głośno protestują przeciwko tupetowi złych. Uderzają w pulpity i tłuką w chodniki; są zarówno głośni jak i widoczni, niemniej ich zdolność do pozytywnego wpływania na społeczeństwo została, w znacznej części, zneutralizowana przez ich negatywizm i wściekłość. Są rozpoznawani po czym odsuwani jako osądzający ekstremiści. Większość grzeszników po prostu nie może znieść surowości ich podejścia.

Obie grupy jednakowo pragną zobaczyć przemienioną naszą kulturę. Niemniej dotyka ich ten sam problem: są zakłopotani tym, że świat nie jest chrześcijański, nie przejmując się tym, że ich własne serca nie są podobne do Chrystusa. Nie dostrzegają tego, że priorytetem Bożego serca jest przemiana kościoła na podobieństwo Chrystusa.

Potrzebni są ludzie zmieniający świat

To, co oddziela trzecią grupę chrześcijan od dwóch poprzednich to pełna koncentracja na tym, aby być zostać ukształtowanymi na podobieństwo Chrystusa. Choć jest to najmniejsza grupa to jej członkowie są najbardziej skuteczni. Są to jednostki, które zrozumiały Boży priorytet. Wiedzą o tym, że najwyższym wyrazem woli Ojca jest to, aby w życiu wierzących objawiał się Chrystus. Jakkolwiek bardzo są poruszeni współczuciem dla zgubionych,ich podstawowym celem nie jest dotknąć serc sąsiadów, lecz serca Bożego. Wiedzą, że jeśli wzbudzą  przychylność Ojca, to Jego Duch pójdzie przed nimi. Sam Bóg zmienia serca tych, którzy ich otaczają.

Moja misją jest oddzielić i wywyższyć moc życia na podobieństwo Chrystusa. Takie namaszczenie jest na tym, co piszę, na naszej szkole i służbie w mediach; co ważniejsze, jest to mój szczery wysiłek, aby być takim jak On. Oszałamia mnie to, że osoba podobna do Chrystusa ma moc do wzbudzania przychylności Wszechmocnego Boga. Oto jest moc która oruszy miasta, odkupi kultur i doprowadzi przemienionych ludzi do przemieniania narodów.

Być jak Chrystus

To właśnie to pragnienie, aby być podobnym do Chrystusa było tajemnicą powodzenia Pawła. Napisał: „Abym poznał Go i doznał mocy Jego zmartwychwstania i uczestniczył w Jego cierpieniach, stając się podobnym do Niego w Jego śmierci” (Flp. 3:10).

Pasją Pawła był ten jeden niebieski cel: „być ukształtowanym” na wzór życia i mocy Jezusa Chrystusa. Jego zadaniem było nie tylko zdobyć świat, lecz poznać Chrystusa Jezusa, swego Pana. Dzieła, które Paweł osiągnął – założenie licznych kościołów, napisanie połowy Nowego Testamentu, zdobywanie zgubionych, demonstrowanie cudownych duchowych darów, wierne wytrwanie w okresach straszliwych doświadczeń – były wszystkie produktami ubocznymi jego pasji, aby poznać Chrystusa.

Podobnie jest z nami; bezpośrednim, najważniejszym celem Ojca dla kościoła jest ukształtowanie go na podobieństwo Chrystusa. Ratuje nas po to, aby nas przemienić. Niektórzy mówią, że celem Ojca jest zdobyć zgubionych. Gdyby to było Jego priorytetem, to po prostu pominąłby kościół i Sam zbawił ludzi. Czyż nie pokazał, jak to widzimy w nawróceniu ap. Pawła, że jest do tego zdolny? Czy nie zamienił pełnego arogancji króla Nabukadnezara w łagodnego człowieka, który oddał chwałę Bogu? Któż może się sprzeciwić Temu, który jest nie do powstrzymania? Zamiast objawienia Swej chwały, zdecydował się na to, aby sięgnąć do zgubionych poprzez agencję przemienionych ludzi.

To jest, moi przyjaciele, chwalebna tajemnica naszego istnienia: Wszechmocny przed wiekami założył, że stworzy rasę mężczyzn i kobiet, którzy próbowani w zepsutymi i niepohamowanym świecie niosą obraz i podobieństwo Chrystus (p. Gen. 1:27). Chrystus nazywa tych ludzi z niebiańską naturą kościołem, Jego „nowym stworzeniem” (2 Kor. 5:17).

Święta obsesja

Być zakochanym to mieć obsesję na punkcie umiłowanej osoby; mieć obsesję to „myśleć nieustannie o tej samej rzeczy”. W tym sensie, Ojciec ma obsesję na punkcie wypełniania wszechświata Duchem Jezusa Chrystusa. Zaczynając od wiecznej przeszłości, objawiając Jednorodzonego w łonie czasu i kontynuując dzieło w przemianie kościoła, Ojciec pragnie, aby całe stworzenie ostatecznie pojednać w Chrystusie (Ef. 1:10). Naszym celem jest mieć udział w Jego celu, w „pojednaniu” (w.10) naszego życia w Chrystusie.

Jeśli jednak Ojciec ma obsesję na punkcie Swego Syna to lepiej poddajmy się nie tylko Bożej woli, lecz również Jego obsesji. Rzeczywiście, Jezus modlił się o to, aby ta sama miłość, którą Ojciec „umiłował [Syna] była w nich” (Jn. 17:26). Możemy otrzymać i zostać zalani tą samą miłością, którą Ojciec ma dla Syna. Możemy znać Bożą obsesję.

Możemy zatem rozważać i uchwycić się tego, co znaczy „być podobnym do Chrystusa”. Oddajmy się Bożej obsesji, aby widzieć stworzenie, zaczynając od nas samych, pojednane w Chrystusie. Ponieważ to właśnie w tym miejscu, w przemianie naszego życia, odkrywamy i wypełniamy cudowną obsesję Boga: objawiamy Jego Syna na ziemi. To tutaj, na progu Chrystusa w nas, odkrywamy jaką moc ma owo podobne do Chrystusa życie w sercu Boga.

Ojcze, niech moje serca zostanie ogarnięta obsesją Twojego Syna w nas. Niech pełna fascynacja Nim zastąpi wszelkie inne zainteresowania; w zwykłym przelotnym spojrzeniu Jezusa, niech cała moja istota zostanie zalanab przyjemnością jaką Ty Sam odczuwasz.

aracer