1 września Rozróżnienie między środkami, a celem, jest niemal papierkiem lakmusowym tego czy zmierzasz we właściwym kierunku. Na początku myślisz, że Bóg rzeczywiście interesuje się tym, w którym dniu oddajesz cześć, jak to robisz, jak wymawiasz Jego imię, czy uczestniczysz w formalnych nabożeństwach i czy przyjmujesz formalne sakramenty. Z chwilą, gdy twoje życie staje się nieustanną komunią, pojmujesz, że to wszystko tylko wskazywało ponad to, co powierzchowne ku autentycznemu życiu. Twoja świadomość i miłująca egzystencja wyraża chwałę Bożą.
Stare
bukłaki nie nadają się do trzymania tej nowej świadomości. Dobre są w
pewnym okresie, lecz gdy wino nowej świadomości wypełnia je, to muszą
się rozszerzyć poza poprzednie ograniczenia.
Paweł został napełniony Duchem Świętym i był przez niego prowadzony w chwili, gdy w Dz. 13: 9-11 nakazał, aby czarownik Elymas oślepł na jakiś czas. W Dz. 20: 8-10 wskrzesił Eutychusa po tym, jak zginął wypadając z okna z trzeciego piętra. Wspomniał też inne znaki, cuda i „wielkie dzieła” których doświadczył w swej służbie (2 Kor 12:12).
Jednak były też sytuacje, w których żadne nadprzyrodzone uzdrowienie ani cud się nie wydarzył. Między innymi nakazał Tymoteuszowi, aby pił wino z wodą z powodu dolegliwości żołądkowych (1 Tym. 5:23). Opuścił również chorego Trofima w Milecie (2 Tym. 4:20), a w Fil. 2: 25-27 opowiada, jak Epafroditis był już blisko śmierci, ale jednak wyzdrowiał. Tak jak wtedy, tak i dzisiaj nie widzimy żadnej reguły odnośnie cudownych uzdrowień.
Imię Jezus Imię Jezus jest do dzisiaj bardzo pospolite na całym świecie. W języku hiszpańskim to Jes’us (hay-sus), po arabsku jest to Isa, po hebrajsku Joshua, a po grecku, skąd pochodzi angielskie słowo „Jesus”, to Iseous. Wielu chrześcijan nazywa Go Jeszuą lub używa innych form tego imienia. Jednak to tylko imię. Nawet w czasach Jezusa ludzie musieli dodawać określenie: „Jezus z Nazaretu”, który to był kimś innym niż Jezus z Kany lub Jezus z Nain. W Jan. 1:45 doprecyzowali to nawet bardziej mówiąc „Jezus z Nazaretu, syn Józefa”. To, co jest wyjątkowe jeśli chodzi o naszego Pana Jezusa, to fakt, że Ojciec potwierdził Jego imię, czyniąc je najwyższym i najbardziej czczonym imieniem we wszechświecie, na dźwięk którego pewnego dnia każde kolano na niebie i na ziemi, i pod ziemią się zegnie i wszelki język wyzna, że Jezus Chrystus jest Panem, ku chwale Boga (Fil. 2:11).
24.08 Dusza posiada wiele tajemnic, które ujawniają się wyłącznie dla tych, którzy chcą zobaczyć siebie takimi jacy są, a nie takimi jak chcą być widziani. Jednym z najlepiej strzeżonych tajemnic, ukrytych na widoku jest to, że droga w górę jest drogą w dół. Pierwsza książka którą napisałem miała taki właśnie tytuł i choć 20 lat temu nie rozumiałem tego w pełni, wiedziałem, że jest to klucz do wszystkiego, co boskie.
Ten
schemat góra w dół, jest oczywisty w całej naturze, od zmian każdej
pory roku do 600 ton tlenu, które każdego dnia zużywa Słońce aby
oświetlić i ogrzać naszą Ziemię. W legendach i literaturze ofiara z
czegoś, aby osiągnąć coś innego jest stałym wzorem. Pozostaje to
niezauważanym faktem, ponieważ nie chcemy tego zobaczyć.
Nie
chcemy wchodzić na drogę naszej przyszłej podróży, jeśli wygląda na to,
że schodzi ona w dół, a szczególnie wtedy, gdy już zainwestowaliśmy tak
wiele w drogę do góry. Dlaczego mielibyśmy to robić?
Ten
schemat jest tak wyraźny, że trzeba się bardzo napracować, bądź być
intelektualnie leniwym, aby nie zauważyć tej powtarzającej się lekcji.
Jesteśmy tak leniwi, że ciężko pracujemy, aby utrzymać się na tej drodze
donikąd! Jakiegoś rodzaju „upadek” musi nam się przydarzyć, aby nas
wytrącić z ustalonej wcześniej drogi powodzenia, w szczególności wtedy,
gdy budujemy jakąś historię wielkiego powodzenia w „byciu jak Bóg” (Rdz
3:5). Dlatego właśnie nawet biblijna narracja zaczyna się od upadku
Adama i Ewy. Ich stała podróż zaczęła się od koniecznego i
nieuniknionego wykroczenia i tylko ktoś ślepy na duchowe sprawy jest
zaskoczony tym, że zjedli przysłowiowe jabłko.
Nie
chodzi o to, że cierpienie i upadek „mogą” się zdarzyć czy też zdarzą
się gdy jesteś zły lub bez wiary (jak sądzą ludzie religijni), czy też w
jakiś sposób da się tego uniknąć dzięki sprytowi bądź sprawiedliwości.
Nie, to się zdarzy tobie! Problemem jest to czy staniesz się lepszy czy
zgorzkniały? Czy posłuchasz i pozwolisz, aby ten „upadek” poprowadził
cię poza to, gdzie w przeciwnym razie poszedłbyś?
Bieżący cykl nauczań mówi
o przeszkodach, które stoją na drodze do uzdrowienia, a nie o tym, jak zostać uzdrowionym.
Dla zainteresowanych tematem, mam nauczanie pod tytułem „Szkoła Uzdrowienia”.
Znajomość możliwych
przeszkód ku uzdrowieniu jest pomocna, jednak nie ma żadnego „magicznego
klucza” odblokowującego uzdrowienie dla wszystkich. Jak widzieliśmy to w
przypadku Koryntian, pewne kwestie noszone w sercu człowieka mogą przyczynić
się do choroby jego ciała. Prawda ta została odkryta stosunkowo niedawno przez
współczesną medycynę.
Ignorancja nie chroni Widzieliśmy również, że grzech przeciwko ciału pozostaje w ciele, co oznacza, że rozprawienie się z nim jest naszym zadaniem, a nie Boga. Problem w tym, że ignorancja nie chroni nas przed zranieniem, chorobami czy dolegliwościami. Pod koniec XIX wieku oferowano leczniczo tabletki z radem, a palenie było promowane jako zdrowe. Dopiero gdy ludzie zaczęli umierać, zdano obie sprawę, że się mylono, jednak wcześniejsza niewiedza nie ochroniła wielu dobrych ludzi przez chorobą lub nawet przedwczesną śmiercią.
Dla nas żyjących dzisiaj oznacza
to, że możemy używać rzeczy, przez które chorujemy, które może wywołują
chroniczne dolegliwości, lecz nie wiemy, że je powodują. Zastanawiamy się wtedy,
jak Bóg mógł na to pozwolić. Jednak żyjemy na upadłej ziemi w ciałach, które też
są jej częścią. Oznacza to, że genetyka i środowisko oraz rzeczy, które jemy i wdychamy,
które dotykamy i wąchamy również mają na nas wpływ.
A ponieważ się rozmnażamy
i przekazujemy geny swemu potomstwu, wszystko, co jest w tych genach wadliwego,
przekazywane jest dalej. Nie zawsze jest to kwestia diabła czy jakiegoś przekleństwa
– czasem to po prostu kwestia zwykłej genetyki.
Nie chodzi o to, że Boga
to nie obchodzi, ale jednak mieszkamy na upadłej ziemi, w ciałach z niej pochodzących
(które są tymczasowe i przemijają), więc wiele rzeczy ma tu na nas wpływ. Kiedy
dodamy jeszcze do równania bardzo złego diabła, który chodzi patrząc, kogo
pożreć, to cała sprawa jeszcze bardziej się komplikuje.