James Ryle
„A jeśli wzywacie jako Ojca tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego” (BW).
„Wzywacie Boga do pomocy i On pomaga, bo On jest dobrym Ojcem, lecz nie zapominajcie o tym, że jest On odpowiedzialnym Ojcem i nie przepuści was z niechlujnym życiem. Wasz życie jest podróżą, którą musicie odbywać z głęboką świadomością Boga” (1Ptr. 1:17, parafraza The Message).
Jakiś głupiec gdzieś wymyślił takie powiedzenie: „Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają”. Przypuszczam, że było jakiś dziadek, który chciał zachęcić leniwe dzieci do wykonywania poleceń. Bardziej
prawdopodobnie jest, że był to jakiś kapłan, który chciał dźwignąć siedzenia swoich parafian. Niemniej, bez względu na to kto to było i jakie miał motywacje, to powiedzenie jest fałszywe.
W istocie prawda jest taka: Bóg NIE pomaga tym, którzy pomagają sobie sami, On pomaga bezradnym, pomaga tym, którzy Go wzywają. Dobrą nowiną jest to, że nie jest potrzebna żadna super naturalna własna moc, aby żyć życiem w Chrystusie. Bóg posiada wszelką niezbędną moc i On przekazują ją nam i przez nas według Swego upodobania.
Bóg nie jest zainteresowany tym, aby pomagać nam w wykonywaniu naszych własnych działań z Jego pomocą, ponieważ to nadal będą „nasze własne działania”, i wtedy, oprócz powierzchownego poznania Tego na Górze, otrzymuje On niewiele chwały z naszych osiągnięć. Zachowujemy ją dla siebie.
Bóg pomaga tym, którzy chcą Jego pomocy, potrzebują Jego pomocy i proszą Go o pomoc. Lecz, będąc odpowiedzialnym, Pan oczekuje od nas, że przyjmiemy pomoc, której udziela, i będziemy w ramach swoich możliwości jak najlepsi w tym, co robimy, wiedząc, że zawsze, wszędzie i wszelka chwała należy do Niego.
Potrzebujesz pomocy dziś? Proś Boga… i obserwuj, co się dzieje! A nie zapomnij oddać Mu całej chwały!

„
Wspaniałym tego przykładem jest Łazarz, przyjaciel Jezusa.
W powietrzu wisi dramatyczna zmiana a wielu drzemie najwyraźniej nieświadomych Boga. Może okazać się, że będziemy podobni do Piotra, Jakuba i Jana, gdy Pan zaprosił ich na spotkanie modlitewne na szczycie góry.
Kiedy Charles Spurgeon miał 18 lat i szukał Bożej woli, czuł że potrzebuje teologicznego wykształcenia. Zarówno jego przyjaciele jak i ojciec radzili mu, aby wstąpił do koledżu. Wysłał aplikację do Regent’s Park College, gdzie rozmowę kwalifikacyjną przeprowadzał dyrektor w budynku wydawnictwa. W wyznaczonym czasie Spurgeon przybył i służąca wprowadziła go do saloniku. Siedział tam przez 2 godziny, aż wyczerpała się jego cierpliwość. Zawołał służącą i z przerażeniem odkrył, że nie zapowiedziała jego przyjścia i całkowicie zapomniała o nim! W tym samym czasie dyrektor siedział, czekając na niego w sąsiednim pokoju, aż stracił cierpliwość i wyjechał pociągiem do Londynu, a ta rozmowa kwalifikacyjna nigdy się już nie odbyła.