James Ryle
„Nie troszczcie się o nic….” (Flp. 4:6)
Słowo „nic” oznacza „coś, co nie istnieje”. „Troszczyć się” znaczy „być niepokojonym obawami; koncentrować się w myślach na czymś niespokojnie”. Czy może być coś bardziej bezsensowne niż skupianie swych niespokojnych myśli na czymś, co nawet nie istnieje?
A jednak ludzie robią to codziennie, niemal przez cały dzień. Oderwani od teraźniejszości, spoglądając gdzieś z apatią, odsuwają od siebie to, co oczywiste: gapią się na coś, co nawet nie istnieje. Nie są w stanie docenić tego co rzeczywiście mają, ponieważ są tak ogarnięci troską o to, czego nie mają.
Jeden z moich ulubionych hymnów, którego nauczyłem się jako chłopiec, zachęca nas do liczenia naszych licznych błogosławieństw. „When upon Life’s billows you are tempted, tossed; when you are discouraged thinking all is lost. Count your many blessings, name them one by one. And it will amaze you what the Lord has done! (Justin Oatman, 1856).
(Gdy wśród życiowych burz jesteś kuszony i miotany, gdy myśląc, że wszystko stracone zniechęcasz się, policz swe liczne błogosławieństwa, nazwij je, a zaskoczy cię, jak dużo uczynił Pan)
To prawda, kilka chwil myślenia spędzonych we wdzięczności dla Boga za liczne błogosławieństwa, które niezaprzeczalnie do ciebie należą, stłamsi szepczące głosy, które namawiają cie do niepokoju, kierując wzrok ku niczemu.
Następnym razem, gdy niepokój zacznie zagęszczać się wokół ciebie, cofnij się i zacznij liczyć swoje błogosławieństwa. Nie takie ogólne, lecz specyficzne. Nazwij je, jedno po drugim, niech umysł spocznie na ogromnych korzyściach płynących z tego, że Pan zstąpił do Twego życia. Błyskawicznie odkryjesz, że patrząc na to, co rzeczywiste, nie będzie ci wyobraźni pochłaniało dryfowanie w kierunku ciemności, gdzie nic nie ma.
Hej, tutaj jesteś! Przestań się gapić, zacznij liczyć liczne błogosławieństwa!

Dwóch złodziei tylko czeka, aby splądrować twoje życie. Ci bezwzględni łajdacy zawsze szukają każdej okazji, jakąkolwiek znajdą. Kiedy już znajdą dojście do niczego nie podejrzewającej duszy, robią śmietnik z tego pałacu, wysypując tam całkowite lekceważenie dla wartości jego bezcennych skarbów. Ich imiona to: Pośpiech i Obawa.
„Mądrość wychodzi na ulicę i krzyczy. W centrum miasta przemawia, zajmuje swoje stanowisko wśród ruchu, na najbardziej ruchliwych rogach woła: Prostaczkowie, dopókiż będziecie się pogrążać w ignorancji? Cynicy, Jak długo będziecie karmić swój cynizm? Głupcy! Jak długo będziecie odmawiać nauki? Zmieńcie poglądy! Ja mogę poprawić wasze życie. Zwróćcie uwagę chcę wylać mego ducha na was; chcę opowiedzieć wam, to co wiem” (Przyp. 1:20-23, The Message).
Te wers fascynuje mnie i zachęca, ponieważ pokazuje jak Bóg gorliwie chce mówić do tych z nas, którzy prawdopodobnie przeważnie nie słuchają tego, co ma do powiedzenia, lecz to Go nie powstrzymuje. Mówi w taki czy inny sposób, w każdy skuteczny sposób, aby dotrzeć do głuchych uszu i obojętnego serca. Bóg zna mnie i zna mój język. Wie również w jaki sposób obejść wszelkie bariery, które postawiłem na drodze okazywania mi przez Niego miłości, jakiż głupiec ze mnie.
Jest taka historia, która opowiada o podróży starego mężczyzny, chłopca i osła do miasta.
Wielu ludzi płynie przez życie jakby to był pchli targ, przyglądając się koszyczkom w poszukiwaniu interesu życia, którzy wracają do domu tylko z cudzym śmietnikiem. Inni są znowu bardziej podobni do Szalonego Królika z „Alicii w Krainie Czarów”, zawsze w pośpiechu za czymś, co wydaje się być zawsze gdzieś indziej i nigdy tam nie trafiając.