Category Archives: Temat

Tematyka artykułów

Prawda o chrzcie

Strom Andrew

 Ostatnio przyglądaliśmy się temu, że Wieczerza  Pańska w NT  nie była zwykłym „symbolem” czy rytuałem, lecz raczej czymś naładowanym  duchowym „ŻYCIEM”. Podobnie jest z chrztem wodnym. Należy przyjąć za  fakt, że  NIC co Jezus wprowadził dla kościoła nie jest zwykłym rytuałem czy  symbolem.  Wszystko RZECZYWIŚCIE znaczy to, co mówi, że znaczy. Rytuały i  „zewnętrzne cienie” pozostały w Starym Testamencie, Nowy Testament jest czymś RZECZYWISTYM.

Czy zatem chrzest  jest znacznie bardziej ważny niż do tej pory kazano nam wierzyć?

Kościół Baptystyczny, w którym się wychowywałem,  zasadniczo  naucza, że chrzest jest “zewnętrznym symbolem”. Są też takie starsze  denominacje, które nawet nie zanurzają ludzi w wodzie, lecz  „pokrapiają” dzieci  , które są zbyt młode, aby uwierzyć – po czym ogłaszają, że zostały one „ochrzczone”!

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że mnóstwo  napełnionych duchem wierzących w naszych kościołach, nigdy nie  zatroszczyło się  o swój chrzest przez pełne zanurzenie, ponieważ nawet charyzmatyczne  kościoły  często traktują chrzest jako zwykły „symbol”. Wielu z tych ludzi mówi  językami  i zostało prawdziwie napełnionych Duchem Świętym, lecz jeśli chodzi o  chrzest  to wyobrażają sobie, że któregoś dnia „wezmą się za to”, lecz nie  spieszy się z tym wcale. Wierzę, że jest to błędne. 

W rzeczywistości, gdy ludzie zaczynają badać  sprawę chrztu w  Biblii, często są zszokowani tym, jak zdecydowanie Pismo traktuje ten  temat.  Jeśli weźmiesz konkordancje i spojrzysz na wszystkie wersety, w których występuje słowo „chrzest” to będziesz zaskoczony tym, co tam odkryjesz.

Jak napisałem w innym artykule, pierwszą rzeczą,  którą  zauważycie jest to, że w Biblii ludzie byli zawsze chrzczeni  NATYCHMIAST. Nikt  nie czekał na sześciotygodniowy „kurs przygotowawczy”! Nawet w samym  środku  nocy, chrzest był tak ważny i naglący, że odbywał się natychmiast (p.:  eunuch etiopski, Dz. 8:35-39,  strażnik  więzienny Dz. 16:30-33 jako dobre przykłady. Tak było w każdym  przypadku  nawrócenia Dz. Rozdziały 2,8, 10-11, 19 itd.).

Drugą sprawą jest zwrócenie uwagi na to, CO Pismo  mówi o  chrzcie. Większość tych rzeczy nigdy nie została by powiedziana dziś –  o ile  nie nazwano by ich „heretyckimi”. Gdy przebadasz te wersety, zaczniesz  widzieć  to, że sprawa chrztu ociera się o sprawę ZBAWIENIA – tak zdecydowane  jest w tym  Pismo. Ludzkie zbawienie rzeczywiście może być w tym punkcie zagrożone.  Jeśli nie wierzysz, spójrz:

Apostoł Piotr powiedział ludziom: “upamiętajcie się  niechaj  każdy z was da się ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa NA ODPUSZCZENIE  GRZECHÓW WASZYCH” (Dz. 2:38).

Pawłowi powiedziano: „Wstań, DAJ SIĘ OCHRZCIĆ, i  OBMYJ  GRZECHY SWOJE (Dz. 22:16). Jezus powiedział: „Kto uwierzy i ochrzci się  BĘDZIE ZBAWIONY” (Mk. 16:16),

A ap. Piotr mówi o chrzcie: „…chrztu, który I TERAZ WAS ZBAWIA” (1 Ptr. 3:20-21).

Lecz dla tych wszystkich, którzy myślą, że chrzest  jest zwykłym „symbolem” jest jeszcze więcej:

Paweł mówi o chrzcie jako o „obrzezaniu”  (odcięciu) starej  natury (Kol 2:11-12). Mówi nam również, że zostaliśmy „pogrzebani”  przez  chrzest w Chrystusa (Rzym 5, Kol. 2:12). Paweł poświęcił cały rozdział  Listu do Rzymian mówiąc o tym, czym jest dla nas chrzest (Rzym. 6)

Mówi: „czyż nie wiecie, że my wszyscy, ochrzczeni  w Jezusa  Chrystusa, w śmierć jego zostaliśmy ochrzczeni? POGRZEBANI tedy  jesteśmy WRAZ Z NIM przez chrzest w ŚMIEĆ…”   (Rzym 6:3-4). 

Czy wiesz, że Biblia NIGDY nie mówi o chrzcie jako  o zwykłym  “symbolu”? Wierzę, że z Bożego punktu widzenia, gdy ktoś bierze chrzest  dzieje  się coś pełnego mocy w duchowej rzeczywistości (czego my nie możemy  widzieć  naszym wzrokiem). Jest to literalne „odcięcie” starego człowieka. Jest  to  pogrzeb naszego przeszłego życia w „śmierć” tak, abyśmy mogli żyć nowym  życiem w Jezusie.

To wszystko domaga się pytania: “Co z tymi, którzy nie zostali ochrzczeni?”

 Zgodnie z Pismem,  można powiedzieć, że “stary człowiek” nie został prawdziwie odcięty czy  “pogrzebany z Chrystusem”, a zatem jak można żyć jako nowotestamentowy  chrześcijanin? Jak można mówić, że jest się posłusznym Bogu i  posłusznym  Ewangelii? Jak można mówić, że ich grzechy są w pełni „obmyte” jak to  zrobił  Paweł w K. Dziejów? Jak można mówić, że „Jeśli z Nim UMARLIŚMY z Nim  też żyć  będziemy”, gdy faktem jest, że nie „umarliśmy” z Nim wcale? Nie są w  stanie poprawnie  odpowiedzieć na te pytania, a zatem musiałbyś powiedzieć, że poprzez  swoje  nieposłuszeństwo podstawowemu PRZYKAZANIU Pisma, musza z pewnością  ryzykować swoim ZBAWIENIEM – taki przynajmniej wniosek mogę wysnuć w tej sprawie.

A dotyczy to nie tylko kilku osób. Dotyczy to  ogromnych  tłumów wypełnionych Duchem wierzących, którzy po prostu nie zawracają  sobie  głowy posłuszeństwem wobec Boga w tej dziedzinie. Niektóre kościoły są  niemal w połowie wypełnione takimi ludźmi. Nie jest to zbyt dobre.

Musimy zdawać sobie sprawę z tego, że chrzest w  Biblii  zawsze jest przez „pełne zanurzenie” w wodzie. Jak każdy student greki wiem,  słowo „baptizo” literalnie oznacza „zanurzyć”. Ludzie powinni być „POGRZEBANI”  w chrzcie pod wodą! O to  właśnie chodzi w tym. Z całą pewnością nie możesz być „pogrzebany” przez  pokropienie czy „polanie”, nieprawdaż. Te metody zostały wynalezione  przez LUDZI w ciągu stuleci i one po prostu tego NIE ZROBIĄ.

Kto zatem jest zakwalifikowany do chrzczenia? Jak  to  widzieliśmy w poprzednim tygodniu, WSZYSCY jesteśmy „królami i  kapłanami” i nie  ma absolutnie żadnych przeszkód, aby napełniony Duchem wierzący chrzcił  kogoś  innego. W rzeczywistości ap. Paweł sam został ochrzczony przez zwykłego „ucznia” imieniem Ananiasz – a nie przez jakiegoś wielkiego przywódcę.

Gdy miałem 20 lat (I nie byłem “ordynowany” czy  coś w tym  rodzaju), gdy Bóg poprowadził mnie do tego, abym zaczął chrzcić ludzi.  Od tej  pory z pewnością sprawiało mi ogromną radość chrzczenie dziesiątek  ludzi.  Kiedyś, w wieku 23 lat, byłem na Fidżi na misji towarzysząc starszemu ewangeliście i pewnej nocy w Suva Duch Święty zaczął poruszać się.

Nie było zupełni nikogo innego, kto by to mógł  zrobić, więc  zostałem poproszony, aby poszedł na brzeg w samym środku nocy i  ochrzcił  siedmiu ludzi w oceanie! Muszę powiedzieć, że nigdy nie czułem się  bliżej  Księgi Dziejów niż tej nocy. Innym razem zostałem poproszony przez  telefon, aby  przyjechał i ochrzcił 23 ludzi w basenie. Ponownie czułem się bliski  wydarzeń  Księgi Dziejów. Jest to dokładnie to, która dziś w kościele tracimy! –  uczucie,  że moglibyśmy się „znaleźć w Dziejach” – niemal nigdy nie czujemy się w  taki sposób. Większość z tych rzeczy, które tracimy jest bardzo prosta.

Powiem wam coś – gdy ‘zwykły’ chrześcijanin  zaczyna robić te  proste rzeczy, jak chrzest ludzi w wannach czy rzekach, łamanie chleba  w swych  domach i działa w darach Ducha – TO wtedy ‘poczucie’ „przynależności do  Dziejów” może ponownie dotykać i wszystko może się wydarzyć.  Chrześcijaństwo staje się wtedy EKSCYTUJACE!

Uwolnienie całego Ciała, które będzie brała udział  w tych rzeczach jest bardzo ważne. To właśnie o to chodzi w „kościele jutra”.

Zatem musimy zacząć rzucać wyzwania naszym  przyjaciołom i zadawać im pytania, którymi wcześniej nie „niepokoiliśmy ich”, jak

Czy zostałeś ochrzczony?

Czy chciałbyś?

Niech Bóg was błogosławi, przyjaciele! Najlepsze życzenia w Chrystusie,

Andrew Strom.

 topod.in

Prawda o Komunii (Wieczerzy Pańskiej)

Andrew Strom

Bardzo wielu z nas było uczonych, że Komunia (Wieczerza  Pańska) jest w dużej mierze “symboliczna” – czy po prostu jest  “pamiątką”. Lecz  z NT jest wyraźnie widoczne, że pierwsi chrześcijanie postrzegali ją  jako coś  znacznie więcej niż to. Inaczej, dlaczego mieli by korzystać z  wieczerzy KAŻDEGO DNIA.  Chodzi mi o to, że  symboliczny rytuał, nie był by TAK pilny, czyż nie? Gdyby była tylko  “symboliczna” to dlaczego Paweł mówiłby, że niewłaściwa postawa wobec  Komunii  spowodowała, że niektórzy Koryntianie byli słabi, chorzy, a niektórzy  nawet POMARLI??? (1 Kor 11:29-30).  Myślę, jak  to możliwe, aby zwykły “symbol” miał moc spowodować choroby, w  przypadku niewłaściwego używania?

Fakt jest taki, że, podobnie jak chrzest,  Wieczerza Pańska  nie jest wcale symbolem. Jest bardzo realnym współudziałem w “ŻYCIU”  Jezusa.  Wynika bardzo wyraźnie z pism NT na ten temat, że apostołowie mieli  wielką świadomość tego, jak potężna i ważna była Wieczerza.

Musimy być bardzo ostrożni, abyśmy nie posunęli  się zbyt daleko, ponieważ  Kościół Katolicki ma  bardzo dziwne zrozumienie Komunii. Wierzą oni, że staje się ona realnym  FIZYCZNYM CIAŁEM i realną FIZYCZNĄ KRWIĄ Jezusa, co jest  swego rodzaju zaskoczeniem, gdy o tym pomyślisz. Czy możesz sobie  wyobrazić  jedzenie rzeczywistego ludzkiego ciała i picie rzeczywistej ludzkiej  krwi? Nic  dziwnego, że protestanci uciekli w zupełnie przeciwnym kierunku!  Niemniej  jednak, opierając się na Piśmie, jest oczywiste, że to w czym  rzeczywiście bierzemy  udział w Komunii to jest DUCHOWE ŻYCIE najpotężniejszego rodzaju –  faktycznie  odnowienie w nas “Chleba żywota” i oczyszczenie “Krwią Nowego  Przymierza”,  która obmywa nas z grzechów. Mamy brać ją przez WIARĘ – świeże  wszczepienie  istoty samego Jezusa. Można nawet opisać to jako rodzaj odświeżenia  przeżycia “nowego narodzenia” w pewnym sensie.

To wszystko brzmi całkiem dramatycznie, lecz czy  istnieje jakiś faktyczny dowód na to wszystko w Piśmie.

Przyjrzyjmy się temu. Przypomnij sobie słowa Jezus,  gdy po raz pierwszy  wziął Wieczerzę Pańską z uczniami:

wziął Jezus  chleb i  pobłogosławił, łamał i  dawał uczniom, i rzekł: Bierzcie, jedzcie, TO JEST CIAŁO MOJE. Potem  wziął  kielich i podziękował, dał im, mówiąc: Pijcie z niego wszyscy; albowiem  TO JEST KREW MOJA nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów (Mt 26:26-28, BW).

 
Zauważ, że nie powiedział: “To jest SYMBOLE mojego ciała czy  krwi”. Powiedział: “To JEST moje ciało, to JEST moja krew”. Wyraźnie  widać  również, że właśnie w taki sposób uczniowie traktowali Komunię od tej  chwili.  To jest REALNY udział we wszelkim uprawomocnieniu i oczyszczeniu jakie  znajduje  się w duchowym ciele i krwi Jezusa. Była brana w WIERZE, przyjmując za  każdym razem od Boga odświeżenie.

Pamiętaj,  że Jezus powiedział w tych samych, dramatycznych słowach: “ style=”font-family: Arial; color: black;”>Zaprawdę,


zaprawdę, powiadam wam, jeśli nie
będziecie jedli ciała
Syna Człowieczego i pili krwi jego, nie będziecie mieli żywota w
sobie….
Albowiem ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest
prawdziwym napojem

(J. 6:53-55).

W tym samym fragmencie mówił o sobie jako o  “chlebie żywota”  – że “chleb, który zstąpił z nieba… Kto spożywa ten chleb, żyć będzie  na  wieki (J. 6:58). Wiemy, że Jezus jest zarówno “Słowem Bożym”  jaki i “chlebem  żywota”. Jest to sama istota tego, w czym bierzemy udział i wiemy  dokładnie, o  co chodzi z “krwią”. Przez całe Pismo mówi nam się, że “ŻYCIE jest we  krwi” i  że Jezus “oczyścił nas z grzechów”. Przyjaciele, czy jesteście gotowi  wziąć  Komunię jako świeże zaszczepienie tych rzeczy w ciebie? Jeśli tak, to  jesteś  gotowy wziąć udział w niej dokładnie tak, jak to czynili w księdze  Dziejów  Apostolskich? Jest jasne, że oni brali w niej udział każdego dnia. To było TAK    ważne. Używali komunii  jako środka do  “trwania w Jezusie” i brali udział w Jego ŻYCIU jeszcze raz. To było  podobne do  tego, gdy dzieci Izraela brały udział na pustyni w ‘mannie” każdego  dnia, aby pozostać przy życiu.

Współcześnie słyszałem przypadki, kiedy ludzie  byli  fizycznie uzdrawiani przez udział w komunii w taki głębszy sposób. Nie  jest to  zaskakujące, ponieważ oni biorą udział w samym życiu i oczyszczeniu  Jezus przez  wiarę. Naprawdę powinniśmy to robić stale – podobnie jak pierwszy kościół.

Co zatem takiego robili Koryntianie, co obracało  moc Komunii  przeciwko nim? Jeśli przeczytasz cały fragment – 1 Kor 11:17-34 to  zobaczysz, że ich głównymi problemami były:

1) podziały wśród nich; 2) nieszanowanie siebie nawzajem; 3) udział w Komunii w bardzo cielesny sposób.

 Pamiętaj, komunia  jest udziałem w “jednym ciele” Chrystusa. Zatem jest to nie tylko  “jedność” z  Jezusem, lecz jest również jednością z naszymi braćmi i siostrami. Jest  to  rzecz o prawdziwej jedności. To dlatego Paweł mówi:

Niechże  więc człowiek samego siebie doświadcza i tak niech je z chleba tego i z  kielicha tego pije. Albowiem kto je i pije niegodnie, nie rozróżniając  ciała Pańskiego, sąd własny je i pije.

(1 Kor 11:28-29, NIV). Zatem “jedność serca” wśród  braci  jest bardzo ważna. Jeśli masz coś przeciwko bratu czy siostrze to ważne  jest, aby iść załatwić sprawę przed wzięciem komunii.

Aby faktycznie uzyskać z Komunii maksimum, wierzę,  że ważne  jest, aby w czasie modlitwy błogosławieństwa robić to publicznie i  otwarcie  jako będące “ciałem Jezusa” dla nas (“chleb żywota) i jako faktyczna  “krew  Nowego Przymierza”. Modlenie się w taki sposób nad Komunią jest ważne  również  dlatego, że gdy ludzie biorą ją to mogą mieć WIARĘ, że będzie ona TYM  dla nich. Wtedy są prawdziwie zdolni do wejścia.

Pamiętaj, że WSZYSCY jesteśmy “królewskim  kapłaństwem”, zatem każdy z nas może modlić się i łamać chleb  wśród nas w naszych domach i na zgromadzeniach.

Ostatnio w naszej społeczności domowej w Kansas  City sami  zaczęliśmy spożywać wspólnie posiłki i brać razem Komunię, po czym  przechodzimy  do czasu, w którym każdy porusza się w duchowych darach. Do tej pory  było  wspaniale i widzę, że jest to po prostu sposób na zgromadzenia, który w  pierwszym kościele tak dobrze działał. Czasami czujesz się tak, jakbyś  faktycznie mógł znaleźć się w Dziejach. Jestem przekonany coraz  bardziej o tym,  że Duch Święty pragnie poruszać się znacznie więcej niż może to robić  na większości naszych dzisiejszych spotkań.

-On po prostu czeka na zaproszenie.

Ten rodzaj społeczności wokół “komunii” był bardzo  ważny w  życiu pierwszego Kościoła. Oczekuję waszych uwag i doświadczeń moi przyjaciele.

 
Nie was błogosławi wszystkich Bóg!

Wszystkiego najlepszego w Chrystusie,

Andrew

сайта

Szkoła Biblijna on-line 01.03 Autorytet

Iz. 55:11
tak jest z moim słowem, które wychodzi z moich ust:  Nie wraca do mnie puste, lecz wykonuje moją wolę i spełnia pomyślnie to, z czym je wysłałem


Słowo ”autorytet” („władza”) w hebrajskim Starym Testamencie jest tłumaczone z kilku różnych słów w zależności od kontekstu. Widzimy takie zwroty jak „oddaj się pod jej władzę” (1 Moj.. 16:9). Słowo „autorytet” jest używane w Księdze Estry 9:29 i jest to hebrajskie słowo „toqef”. Oznacza „moc, siłę, autorytet”.
Niemniej jednak, w Nowym Testamencie to słowo jest tłumaczone z greckiego „exhousia” i znajduje się w taki wersach jak: Jn.1:12 (BT):
Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi,
gdzie oznacza „moc, autorytet”, oraz Jn. 5:26: I dał mu władzę sądzenia, bo jest Synem Człowieczym gdzie oznacza: „władzę”.

Autorytet zasadniczo oznacza moc i prawo do wymuszenia czegoś. Chrześcijanin ma moc, aby być dzieckiem Bożym (Jn. 1:12); Jezus ma władzę sądzenia (J. 5:26). Co więcej, wobec Biblii oznacza to, że ma ona prawo ogłaszać, co jest a co nie jest prawdą. Oznacza to, że Biblia niesie w sobie zarządzoną przez Boga i przez Bogu udzieloną moc do ogłaszania kim jest Bóg, kim i czym nie jest, kim jest Jezus, co On zrobił na krzyżu i co jest potrzebne do tego, aby uzyskać przebaczenie grzechów.

Autorytet pisma nie wywodzi się z jego relacji do chrześcijańskiego kościoła; to zna., że kościół nie udziela autorytety Biblii; nie wywodzi się on również z konsensusu, w wyniku którego chrześcijanie zgodzili się co do tego, że ono ma autorytet i w związku z tym zdecydowali poddać się mu. Zamiast tego, autorytet Biblii bierze się z jego cnót jako zainspirowanego i napisanego przez Boga i ma ona autorytet na każdym czy to chrześcijaninem czy nie. Choć obecnie nie każdy poddaje się Bożemu Słowu to później, gdy prawdy Bożego Słowa staną się oczywiste w dniu Sądu, wszyscy się poddadzą. Ponieważ Biblia pochodzi od Boga, wszystko co ona mówi jest prawdziwe i autorytatywne i stanie się rzeczywistością.

Zastosowanie

Dlaczego jest to tak ważne? Przede wszystkim dlatego, że znaczy to, że Biblia ma autorytet nad wszelkimi dziedzinami chrześcijańskiego życia. Oznacza to, że mamy siebie samych poddać Bożemu Słowu i być mu posłusznymi. Oczywiście, to posłuszeństwo nie udziela nam zbawienia, ani w żaden sposób nie wzmacnia naszego stania przed Bogiem, lecz oznacza, że mamy się poddać temu, co mówi.
Gdy zatem Biblia mówi „nie kradnij” (2 Moj. 20:15), to musimy się poddać temu standardowi moralnej poprawności i nie kraść, ani nie mówić fałszywego świadectwa (20:16), czcić rodziców (20:12) itd.
Po drugie, pismo samo w sobie dokonuje osądu niewierzących. Jak zwykle w obronie naszej wiary musimy powiedzieć ludziom, że zapłatą za grzech jest śmierć (Rzym. 6:23), że wszyscy zgrzeszyli (Rzym. 3:23), że Jezus jest jedyną drogą do przebaczenia naszych grzechów (J 14:6) oraz że jedynie On jest naszą ucieczką przed sądem Bożym (Rzym 2:4). Lecz nie wypowiadamy tych rzecz w naszym własnym autorytecie, lecz w autorytecie Bożego Słowa, które ustanowiło te rzeczy.
Po trzecie, oznacza to, że gdy mówimy Boże słowo, to mówimy autorytatywnie – zatem bądź ostrożny jeśli przeinaczasz Boga. Po czwarte, Boże Słowo osiąga cel, który mu Bóg nadaje, ponieważ po to właśnie jest autorytet. Znaczy to, że musisz studiować Słowo, zapamiętywać wersy i mówić je ludziom jak należy. Słowo Boże jest potężne i musi być używane do umacniania i obrony wiary. Zatem, gdy mówisz prawdy Bożego słowa, bądź pewien, że one mają autorytet do osiągnięcia tego, co Bóg chce osiągnąć.

продвижение

Kłamstwo – 9

Ewangelia HUMANIZMU

Czym jest humanizm? Jest wszędzie wokół nas. Jest dominującym duchowym kredo większości zachodniego społeczeństwa; szerzy się w mediach, edukacji, medycynie – wszędzie. Co smutne – przeniknął w ostatnich latach w znaczny sposób także do kościoła.

W humanistycznym myśleniu to raczej CZŁOWIEK jest centrum wszystkiego niż Bóg. Wszystko kręci się wokół tego, aby uszczęśliwić CZŁOWIEKA.
Mowa o „GRZECHU” sprawia, że ludzie czują się nieszczęśliwi i winni – zatem jest to „złe”, aby być tak ‘osądzającym”, i głosić ostro przeciwko grzechowi.
Humanizm jest bardzo tolerancyjny, mówi: „Oni nie ranią nikogo, niech sobie robią, co chcą”. W rzeczywistości „TOLERANCJA” i „SZCZĘŚCIE CZŁOWIEKA” są wielkimi mantrami humanizmu.

W jaki sposób ta podstępna filozofia wdarła się do kościoła?
Za każdym razem, gdy słyszysz ewangelistę brzmiącą jak telewizyjne reklamy to jesteś świadkiem inwazji humanizmu. Usłyszysz jak mówią:

-Bóg chce CI dać fascynujące życie. Bóg chce CIĘ błogosławić. Bóg chce zabrać wszystkie TWOJE zranienia a dać CI szczęśliwe życie…”

Oczywiście, to wszystko jest prawdą, lecz to co się tutaj dzieje to przeniesienie NACISKU ze „zbawienia od grzechów i sądu” na to, że „Bóg chce cię błogosławić i uszczęśliwić”.
Nie skupiamy się już na tym, że nasze grzechy obrażają Boga, i że KRZYŻ jest jedynym ratunkiem. Przesłanie staje się raczej „komercyjną pastą do zębów” – używaniem Jezusa jako środka do szczęśliwego i udanego życia. Staje się po prostu środkiem do wypełnienia naszych egoistycznych potrzeb. Chodzi tylko o to, „co ja mogę z tego mieć”?

Jak odkrył przemysł reklamowy jest mnóstwo pieniędzy i powodzenia w „usuwaniu negatywów” i podkreślaniu wyłącznie pozytywnych i szczęśliwych rzeczy i mnóstwo współczesnych kaznodziejów zdaje się iść ręka w rękę z humanistyczną falą przypływową – głosząc wyłącznie „błogosławieństwo i łaskę”, a zapominając o przekonaniu o grzechu i „braniu na siebie krzyża”. No, przecież nie chcemy nikogo „zgorszyć”, prawda?

Lecz to nie jest to co Jezus i apostołowie głosili. Głosili „grzech, sprawiedliwość i sąd” w bardzo bezpośredni i przeszywający sposób.
Często jest to wyraźnie widoczne, że ich słuchacze byli bardzo urażeni – podobnie jak to miało miejsce w przypadku głoszenia proroków Starego Testamentu. Oni głosili prawdziwą pokutę „przeliczanie kosztów” i zostawienie wszystkiego. Lecz dziś, wiele kościołów za taką mowę nigdy nie zaprosiło by cię ponownie i w ten sposób dojrzało do zwiedzenia.

Bóg nie jest w pierwszej kolejności zainteresowany ludzkim szczęściem. Jego bardziej interesuje nasza ŚWIĘTOŚĆ, lecz dla wielu kaznodziei „Łaska i Błogosławieństwo” stały się receptami na sukces i wielu obecnie podąża tą szeroką i zwodniczą ścieżką. Całkiem sporo z nich nauczyło się nawet jak podnosić głos w taki sposób, abyś MYŚLAŁ, że głoszą w mocy i wyzywająco, lecz gdy przebadasz to, co mówią, to jest w tym znacznie więcej formuły „błogosławieństwa i ekscytacji”.

Smutne jest to, że kościół karmi się tymi „cukrowanymi odpadami” bardzo szybko stając się skrajnie „tłusty’ i letni.

Apostoł Paweł napisał: “Albowiem przyjdzie czas, że zdrowej nauki nie ścierpią, ale według swoich upodobań nazbierają sobie nauczycieli, żądni tego, co ucho łechce” (2 Tym 4:3)/

Muszę powiedzieć, że nie było w historii takiego czasu, aby tak rażąco wypełniało się to Pismo niż dziś. Mamy literalnie STERTY „występujących” nauczycieli, nie kończące się konferencje. Niemal każdy łaskocze uszy chrześcijan i ciągnie z tej „żyły złota” bardzo dobre pieniądze za to, co robi. Gdybyś usuną zdolność do „łaskotania uszu” to połowa kaznodziejów w Ameryce znalazło by się bez pracy w ciągu jednej nocy.
Nie mieliby niczego do powiedzenia. Oni poświęcają niemal CAŁY CZAS głoszenia na „sympatyczne” i ekscytujące rzeczy do łatwowiernych chrześcijan, którzy szczęśliwi dają na opłaty rejestracyjne i na składki, I na „drugą ofiarę”, I POTEM kupują zestawy kaset za wygórowane ceny. ‘Swędzące uszy?” – mamy tego aż do przesady, dziś. Niestety przypomina się stare powiedzenie o
„zabawianiu siebie samych, aż na śmierć”.

W ten sposób humanizm zdominował kościół.

Co, zatem, robi Bóg w takim stanie rzeczy? To samo co zawsze, robił. Znajdzie gdzieś takich, których umieści na końcu pustyni na kilka lat i wyszkoli ich, aby byli grupą „Janów Chrzcicieli” na taki czas jak ten. We właściwej chwili wyjdą z nikąd mówiąc przenikające i bezkompromisowe słowo „POKUTUJCIE!”

Takimi byli Finney’owie, Wesley;owie i Whitefiled`owie w minionych wiekach. Historia przebudzenie jest historią Bożych proroków pojawiających się w Jego wyznaczonym czasie.

Jest taka cięta wypowiedź A.W.Tozera, którą zawsze lubiłem:

„Bóg zawsze miał takich swoich specjalistów, których głównym przedmiotem troski było moralne załamanie i upadek duchowego zdrowia narodu czy kościoła. Tacy ludzie jak Eliasz, Malachiasz i inni tego rodzaju, którzy pojawiali się w krytycznych momentach historii, aby karcić, gromić i napominać w mieniu Bożym i sprawiedliwości… Taki człowiek zwykł być tak drastyczny, radykalny i czasami gwałtowny, że zdumiony tłum, który zbierał się wokół, aby obserwować szybko określał go jako skrajnego, fanatycznego i negatywnego, i w pewnym sensie tak było. Był skupiony, surowy, bez cienia strachu i takich cech wymagały okoliczności. Niektórych szokował, innych napawał strachem i zrażał wielu, lecz wiedział dobrze, kto go powołał i w jakim celu został posłany. Jego służba przeznaczona była do sytuacji krytycznych i ten fakt decydował o tym, że był inny, oddzielony”.

(-Ze wstępu Tozer’a do  'Why Revival Tarries’ Ravenhill’a).

Humanizm jest “niewidzialny przeciwnikiem”, który przejmuje współczesny kościół. Jest to „ewangelia egoizmu”, która infiltruje przez swoją subtelność i przebiegłość, a ludzie tak bardzo to kochają. Lubią ludzi, którzy wywołują u nich śmiech, a unikają tych, którzy będą wywoływać u nich płacz.
Dominująca filozofia duchowa zachodu pomału staje się równie dominująca
w kościele. Czy znajdą się mężowi i niewiasty, którzy będą mieli odwagę „podnieść standardy” przeciwko ultra – POPULARNEMU zwiedzeniu – i będą głosili
prawdę? I tacy kaznodzieje, którzy będą śmieli zrazić ludzi, jeśli to będzie konieczne, lecz swego Boga nigdy?

Musi nadejść taka chwila, gdy tacy prorocy znowu odnajdą się. Modlę się o to, aby stało się to szybko, ponieważ jesteśmy naprawdę w krytycznej sytuacji – tak złej czy nawet jeszcze gorszej niż wielu, którzy byli przed nami.

Niech powstaną Janowie Chrzciciele!

Niech was Bóg błogosławi. Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.

сайт

Opuszczam ruch 'Chrześcijanie poza kościołem’

Strom Andrew

Nastąpiła zmiana: teraz jest już czas na „WCHODZENIE do”, a nie na wychodzenie.

W zeszłym roku publicznie stwierdziłem, że opuszczam ruch „Proroczy”, którego częścią byłem przez ponad dziesięć tal . Z perspektywy wiem, że była to właściwa i konieczna decyzja. Czasami publiczne „zostawienie za sobą” czegoś jest ważne. Niemniej, nie chciałbym być teraz znany jako ktoś stale „wychodzący” z czegoś, jestem więc zmieszany będąc zmuszony do jeszcze jednego, podobnego ogłoszenia, zaledwie rok później, lecz Bóg kładzie to na moim sercu od pewnego czasu.

Ostatnio coraz bardziej niewygodnie czułem się z następnym ruchem, z którym związane było moje nazwisko przez wiele lat. Na naszej witrynie internetowej nazwaliśmy to ruchem „Out-of-Church” (Książka A. Strom, „Out of Church Christians”, którą zatytułowałem: „Chrześcijanie bez kościoła” – przyp. tłum.), choć ostatnio Geroge Barna zaczął nazywać to „Rewolucją”. Nie jest to dokładnie to samo, lecz w znacznym stopniu pokrywa się. Będąc znany jako sympatyk i poplecznik tego ruchu nadszedł dla mnie czas na to, aby publicznie stwierdzić, że opuszczam go. Nie mogę już więcej być uważana za człowieka, który popiera coś, co jest w sposób fundamentalny anty-nowotestamentowe.

Proszę nie myśleć, że tutaj mówię o ruchu „kościołów domowych”. Nie do tego się tutaj odnoszę, choć mam również pewne obawy, co do tego ruchu, lecz nie o tym mowa tutaj.

Przez ostatnie 20 lat byłem zaangażowany w pracę z grupą ludzi, którzy opuścili swoje kościoły – często tylko po to, aby pozostać w swego rodzaju indywidualizmie typu: „ja i Bóg”. Nie mogę być już dłużej przyznawać się tego myślenia. Problemem polega na tym, że widzę, iż kształtuje się „pustynna” mentalność i wielu wydaje się trwać w tym na zawsze. Nie ma prawdziwego „Żywego Kościoła”, i nie ma prawdziwego „Przywództwa” i zauważyłem, że właśnie z tego powodu NIC SIĘ NIE DZIEJE. Upływa rok za rokiem i NIC.

Dlaczego tak się dziej? Ponieważ „Ciało” i „Przywództwo” są niezwykle ważne dla podstaw nowotestamentowego chrześcijaństwa. Bez tych dwóch rzeczy po prostu nigdzie nie zajdziemy. Myślę w ten sposób: czyż nie jest to wzór, który widzimy bezpośrednie w Dziejach Apostolskich? Dla wielu rewolucja „Out-of-Church” to coś nowego, lecz dla mnie jest to bardzo stara, ponad 20 letnia obserwacja, o której muszę wam coś powiedzieć: TO NIE DZIAŁA.

Nie jest to przeniesienie do rzeczywistego nowotestamentowego „Żywego Ciała”. Nie prowadzi to to Przebudzenia, nie prowadzi do przemiany kościoła. „Rozprasza” zamiast „gromadzić”, prowadzi do tego, co ja nazywam chrześcijaństwem „bezkształtnego tłumem”. Innymi słowy: Ciało Chrystusa staje się rozproszoną masą indywiduów, bez formy czy kierunku działania – „ludzi robiących to, co im się wydaje właściwe we własnych oczach”. Nie wiem czy będziemy w stanie znaleźć coś bardziej przeciwnego do prawdziwego Żywego Ciała.

Wielu ludzi mówi, że jeśli mamy mieć liderów, to muszą oni być prawdziwymi „sługami”. Amen! – w pełni się zgadzam. Lecz Nowy Testament stwierdza również, że potrzebujemy „Ojców” w wierze (- którzy poprawiają, dyscyplinują i nauczają), jak również prawdziwych „pasterzy”. Z mojego doświadczenia wynika, że ci, którzy chcą „sług” – bez „ojców” i „pasterzy” – są często ludźmi, którzy mają w swych sercach głęboką warownię „BUNTU” – co starają się ukryć pod dobrze brzmiącymi mowami (jak ja sam to kiedyś robiłem).

I tego właśnie ten ruch jest pełen: dobrze brzmiących mów. Zobaczysz to również w książce G.Barna „Rewolucja”; słychać tego wszędzie pełno w ruchu „Out-of-Church”. Kolosalne żądania ogłaszają ci, którzy po prostu „wyszli” – i faktycznie „SĄ kościołem, bez CHODZENIA do kościoła” itd. Ktoś mógłby myśleć, że „wyjście” jest rozwiązaniem wszystkiego, co nam dolega. Jak obserwuję to już od 20 lat – nic bardziej mylnego.

Fakty są proste: jeśli twoje myślenie i zachowanie jest zasadniczo „przeciw-Ciału” i „przeciw-liderom” to nie oczekuj, że dojdziesz gdziekolwiek. Nie spodziewaj się również, że Ciało Chrystusa gdziekolwiek zajdzie. Nie zostaliśmy stworzeni, aby być „bezkształtnym tłumem”, lecz po to, aby być zjednoczoną armią z liderami, kierunkiem i zespołową pracą – zdobywającą królestwo ciemności „połączonymi siłami”. Zjednoczeni razem jesteśmy bardzo silni – ponieważ Bóg zaplanował, abyśmy byli „Ciałem”. Podzieleni na „indywidualistów” jesteśmy słabi i nieskuteczni. Dlatego w Księdze Dziejów Apostolskich wierzący jednoczyli się pod przywództwem „LIDERÓW”. To właśnie „LIDERÓW” Bóg używał jako kleju utrzymującego wszystko razem. Po prostu tak zawsze było.

Czy jesteś kimś, kto ma problemy z koncepcją jedności pod przywództwem? W takim przypadku nie oczekuj, że weźmiesz udział w nadchodzącym poruszeniu Bożym. – Twoje motywacje są całkowicie sprzeczne z Nowym Testamentem.

Niemniej, czy ja odczuwam sympatię dla tych, którzy czują się jak „wyrzutki” w kościele. Czy czuję sympatię dla tych, którzy szukają i szukają, i wydaje się, że nie mogą znaleźć kościoła, który stałby na solidnych biblijnych fundamentach? Z pewnością, tak. Przez cały czas wielu ludzi pisze do mnie, mówiąc, że obeszli wszystkie kościoły w okolicy i wszystkie z nich to albo „martwe” tradycyjne kościoły albo jadące na uczuciach, nadmiernie „charyzmaniatyczne” (tak, jestem pełnym Ducha sam, lecz muszę przyznać, współczesny ruch charyzmatyczny jest w wielkim zamieszaniu) i to jest wielki problem – dokąd ci ludzie mają iść?

Faktem jest, że to, co popularyzuje G.Barna jako nową „Rewolucję w wielu przypadkach nie wydaje się być aż tak wielkie. Często jest jest to sprawa kościoła, który tak upadł, że wielu z jego najlepszych ludzi jest zmuszonych do odejścia i to bez powrotu. Czy to brzmi dla ciebie jak wielka „Rewolucja”? Rzeczywistym problemem jest, jak zresztą i sam Barna stwierdza wielokrotnie, KRYZYS PRZYWÓDZTWA w zachodnim kościele. Po prostu niemożliwe jest przyjąć, aby sprawy potoczyły się aż tak źle, gdyby było inaczej.

Gdzie więc szukać odpowiedzi? Z pewnością nie jest to ani odrzucenie koncepcji „Ciała”, ani „przywództwa”. Taka opcja nie wchodzi w ogóle w rachubę, lecz musi być jakiś „nowy” sposób, w jaki Bóg udzieli odpowiedzi odstępczemu kościołowi. Wielokrotnie mówiłem, że to, co nadchodzi na zachód to nie jest tylko Przebudzenie, lecz również „Wielka Reformacja”. Bóg nie może mieszkać wraz z letnik kościołem. Jest już blisko wprowadzenia wielkiej „zmiany”, a w czasie Reformacji Bóg zawsze zajmuje się tymi dwoma sprawami – „Ciałem” i „Przywództwem”. On wzbudza coś NOWEGO.

O co mi chodzi? Po prostu to, że „wyjście” nie jest odpowiedzią. Sprawa raczej polega na tym, czy „wejdziesz” do nowych rzeczy, które Bóg chce robić. To jest zawsze kluczowa sprawa i, powiadam wam, jeśli macie jakiś problem z „Ciałem” lub „Przywództwem” to wasze szanse na „wejście do” są niemal równe zeru. Nie da się po prostu wejść do nowotestamentowego chrześcijaństwa bez tych dwóch elementów.

Nie znam ciebie, lecz mam wielkie oczekiwania, co do tego nadchodzącego, 2006 roku. Głęboko wierzę, że możemy być blisko przeżycia przełomu w „nowych rzeczach”, które Bóg chce ustanowić. Jedno jest jednak pewne: jeśli naprawdę nie chcemy PROWADZIĆ lub być PROWADZONYMI to wierzę, że możemy rzeczywiście zapomnieć o swoim udziale w tym nowym dziele. Tak ważne jest przywództwo w nowym poruszeniu Bożym; jest ono absolutnie niezbędne.

Przyjaciele, czy możecie pojąć ten krytyczny fakt:

– Nastąpiła zmiana: teraz jest już czas na „WCHODZENIE do”, a nie na „wychodzenie z”.

Bóg chce robić „nową rzecz” i rzeczywistym pytaniem jest to, czy twoje serce jest gotowe do tego, aby wejść i stać się częścią tego. Nie bądźcie jak Izraelici, którzy tułali się po pustyni i na niej pomarli, ponieważ nie chcieli wejść do Ziemi Obiecanej.

Bądź tym, który „wchodzi”.

Na zakończenie, muszę powiedzieć jeszcze:

Ponieważ nie mogę już dłużej ochraniać Rewolucji „Out-of-church”, którą popierałem przez wiele lat, jestem zmuszony zdjąć moją książkę „The OUT-OF-CHURCH Christians” ze strony głównej http://www.revivalschool.com

Chciałbym prosić o przekazanie tego listu do waszych przyjaciół i na inne listy, każdemu, kto może znać nasze poprzednie stanowisko. Trzeba, aby stało się to powszechnie znane, że już więcej nie popieramy Rewolucji „Out-of-Church” głównie z powodu tych dwóch spraw – „Ciała” i „Przywództwa”. Proszę więc, aby inni również o tym wiedzieli.

Zdaję sobie sprawę z tego, że ryzykujemy wywołanie gniewu i smutku wielkiej liczby ludzi, „odcinając się” do tego ruchu. Jest mi naprawdę przykro. Niemniej, wierzę, że takie jest moje powołanie, ponieważ zadaniem „przebudzeniowca” jest odnowienie i głoszenie oryginalnej ewangelii – to jest główne powołanie mojego życia.

W końcu, bardzo silnie odczuwałem, że nie mogę wejść w porządku w nowy, 2006 rok nie mając rozwiązanej tej sprawy – to jest krytyczny rok.

Czy więc należymy do lokalnego kościoła? – TAK NALEŻYMY. Czy nasza służba aktywnie poszukuje prawdziwego „Żywego Ciała” i „apostolskiej” ewangelii? TAK, AKTYWNIE. Dni pełne chwały są przed Ciałem Chrystusa – jestem o tym przekonany. To dlatego pobudzam nas do zostawienia za sobą mentalności „pustyni” i przyjęcia zamiast tego mentalności „Ziemi Obiecanej”. Teraz jest czas na „wejście”. Nie mogę pozostać z żadnym ruchem, który głosi inaczej.

Odpowiedzieć na ten artykuł można przesyłając e-mail na adres:

prophetic@revivalschool.com

Niech Was Bóg błogosławi, przyjaciele

Najlepsze życzenia w Chrystusie

Andrew Strom.продвижение

Chrześcijanie poza kościołem – Rozdział 2

Opuszczam ruch
„Chrześcijanie poza kościołem

MOJE WŁASNE
DOŚWIADCZENIE “PUSTYNI”.

 

 

Jedną z przyczyn tego, że zostałem zaproszony do radia jest to, że, teoretycznie, byłem kimś, kto widział “obie strony” tej sprawy. Jestem chrześcijańskim mówcą, który prowadzi spotkania i przemawia w kościołach, lecz jestem również kimś, kto spędził siedem lat całkowicie “poza kościołem” – na pustyni, aż do 1993 roku i aż do dziś mam wielu przyjaciół i znajomych, którzy ciągle pozostają tam. Zatem rozumiem to zjawisko dobrze.

 

Moje osobiste przeżycie “pustyni” było bardzo ważną częścią mojego życia. Miało ono ogromny wpływ na mnie. Nigdy nie wstydziłem się tego przeżycia i od dawna jest dostępne dla ludzi na moich stronach i w jednej z moich książek. Poniższa wersja jest po prostu przeniesiona z jednej ze stron internetowych. Mam nadzieję, że czytając to zrozumiesz pewne “fazy”, przez które przeszedłem w mojej pustynnej podróży. Z pewnością pobudziło ono wiele komentarzy przez lata.

 

 

 

Wychowywałem się w środowisku chrześcijańskim przez całe moje życie. Ojciec był napełnionym Duchem, baptystycznym kaznodzieją zanim się urodziłem, był też badaczem i pisarzem Przebudzenia (to zostało odziedziczone!) Gdy zatem sam zostałem napełnionym Duchem chrześcijaninem w wieku 17 lat, byłem zafascynowany przebudzeniem i modlitwą od samego początku. Otrzymałem też bardzo silne prorocze namaszczenie, którego nie rozumiałem. (Co jest ze mną “złego”? – Czemu tak cierpię i jestem tak zdruzgotany stanem kościoła podczas, gdy inni wydają się być zadowoleni tym, co jest? ). Na szczęście miałem te wszystkie książki o przebudzeniach, które mówiły mi, że nie jestem sam, lecz po postu jestem jednym z wielu zatroskanych przez stulecia chrześcijan. Niemniej, przeważnie czułem się bardzo samotny (Oczywiście, nie licząc Boga – On zawsze był tutaj).

 

Zaangażowałem się w kilku kościołach – głównie tych znacznie “twardych” zielonoświątkowych grup. Z powodu mojej zuchwałej, młodzieżowej gorliwości w świadczeniu dobrze się tam miałem, choć zawsze miałem problemy z przywództwem. Po prostu nie potrafiłem zamykać swych ust we właściwym czasie – tak bardzo pragnąłem oglądać kościół w stanie prawdziwego Przebudzenia i byłem całkiem bezczelny w swych opiniach ( z pewnością brakowało mi wówczas mądrości). Byłem również bardzo “twardym” legalistą wobec siebie na wiele różnych sposobów, lecz Bóg szkolił mnie i używał, przeważnie pomimo mnie samego.

 

Wtedy stało się. Ostatecznie po wielu dysputach doszedłem do tego, co czułem, co było całkiem fundamentalne w różnicach teologicznych miedzy tym kościołem, a mną i ostatecznie odszedłem na dobre, po pewnym okresie irytacji. Jednak zamiast szukać innego kościoła wraz z żoną zebraliśmy się z przyjaciółmi i próbowaliśmy zacząć naszą własną grupę. Lecz o ile przedtem Boże błogosławieństwo było z nami, teraz wyraźnie go brakowało i niewiele dawało to, co robiliśmy. Bóg miał przygotowane dla mnie WIELKIE lekcje.

 Był to początek okresu, który oznaczał dosłownie SIEDEM LAT całkowicie poza kościelnym systemem ( gdy miałem 20 – 27 lat) dla mnie i rodziny. (Lecz w tym czasie poślubiłem cudowną chrześcijankę i mieliśmy sześcioro wspaniałych dzieci).

 

Przez cały ten okres pustyni, testów i prób, z jednej rzeczy nigdy nie zrezygnowałem, a były to moje nocne modlitwy, czas z Bogiem. Były błogosławione jak zwykle, lecz często były jedyną “duchową” sprawą jaka działa się w moim życiu. Wszystko inne wydawało się zamknięte, puste, martwe. Trwało tak rok za rokiem. WIEDZIAŁEM, że nie wrócimy do kościoła, a jednak nic się nie działo. Lecz kiedy odwiedzałem kościół nie działo się również nic.

 

Wszystko było pustką, aż w końcu ten, który kiedyś był najbardziej dumną, najgłośniejszą, najbardziej “twardą”, arogancką maszyną do świadczenia został tak duchowo zdruzgotany, że z trudnością znosił rozmowy o duchowych sprawach z kimkolwiek. Niektórzy mogliby powiedzieć, że to wszystko pochodziło od diabła. Nic z tego. Bóg poprowadził mnie na pustynię w pewnym celu i On wyprowadził mnie w Jego dobrym czasie. Byłem uczony pokory i łamany a każde deko dumnego ‘religijnego’ życia było wykruszane ze mnie, aby Bóg mógł któregoś dnia świecić przez mnie.

 

W tym czasie pomału uświadamialiśmy sobie istnienie sieci chrześcijan funkcjonujących poza kościołem w całej Nowej Zelandii (i bez wątpienia w innych krajach również), z których wszyscy wyszli z różnych kościołów (niektórzy byli nawet liderami). Czasami odwiedzaliśmy ich dość przypadkowo i odkryliśmy, że były niemal “pozakościelne’ doktryny wśród tej grupy sami wchłonęliśmy. Więcej z tych “doktryn” było negatywnych niż pozytywnych. Często wymieniałem długie litanie tego wszystkiego, co jest złe w kościelnym systemie i jego liderach (bardzo delikatny i wygodny cel), często angażując się w coś jakby “kpinę”, sarkazm i ulgę z tego, że my “prawdziwi” chrześcijanie pozostajemy teraz poza tym wszystkim.

 W pełni brałem udział w tym wszystkim z rozkoszą, zachowując się agresywnie oraz mając swoje własne urazy do pielęgnowania. Oczywiście, wielka “odpowiedź” – jak zadowoleni z siebie wierzyliśmy – to było całkowite opuszczenie kościołów. Staliśmy się podejrzliwi wobec wszelkich “kościelnych” Chrześcijan, którzy ciągle pozostawali w systemie – nawet jeśli byli ludźmi modlitwy, którzy chodzili blisko Boga. Jakże wielkimi ignorantami byliśmy wówczas! Lecz po jakimś czasie nawet to zaczęło nużyć i zostałem tak “nieszczęśliwy”, że nawet szyderstwa z “systemu” nie cieszyły mnie już więcej. Wszystko było próżne, nicością. Czy Bóg kiedykolwiek jeszcze poruszy?

 Zaangażowaliśmy się w chrześcijańską muzykę (oboje z żoną jesteśmy muzykami), lecz znowu tłukliśmy głową w ścianę przez cały ten okres. Bóg trzymał nas w “więzieniu” i zmierzaliśmy DO NIKĄD, dopóki nie nauczyliśmy się tego, czego On nas musiał nauczyć.

Przez wiele lat modliłem się: “Panie, użyj mnie, Boże wypełnij mnie więcej i więcej twoim Duchem, Boże daj przebudzenie”, a teraz oto siedziałem w duchowym lochu i nic nie mogłem z tym zrobić. Duchowo mówiąc, był to rodzaj “maszyny do miażdżenia”.  To był czas rozpaczy, lecz to właśnie otrzymujesz, jeżeli prosisz Boga, aby cię “złamał i użył”. Nie zdziw się, jeśli weźmie cię za twoje słowo! Do tego czasu mój pierwszy zespól stał się dla mnie niemal “bałwanem” (miałem 26 lat) – jak to często z usługującymi bywa. Jednak któregoś dnia, coś poszło dramatycznie źle i musieliśmy odwołać koncert i nagle WIEDZIAŁEM – po prostu WIEDZIAŁEM, że to wszystko nie było z Boga – to byłem ja i moje zmagania, zmagania, zmagania, aby “WSZYSTKO POSZŁO”.

Nagle wiedziałem, że wszystko skończone. To była moja ostatnia nadzieja, „as w rękawie”, jedyna duchowa służba jaką zostawiłem i ona nie była z Boga. Zespół był skończony. Zagraliśmy kilka ostatnich koncertów i to było wszystko. NIE BYŁO NIC WIĘCEJ. NIC PRÓCZ BOGA.

 Zamiast zmagania i “służby- bałwana” zacząłem ponownie spędzać godziny po prostu skąpany w obecności Boga, łzy lały mi się strumieniami, uwielbiałem Jego obecność – uwielbiając Go i mając społeczność z Nim. Zacząłem wchodzić pod prorocze namaszczenie, życie którego nigdy nie znałem, nawet na początku. Miałem 27 lat i byłem na Pustyni od siedmiu lat.

 

Nagle Bóg usunął starą pelerynę ciężaru i wymienił ją na szatę chwały. Mówił do mnie to samo stale i wciąż :”PRZEBUDZENIE NADCHODZI, PRZEBUDZENIE NADCHODZI”. (Czasami skakałem z radości z powodu realności tego słowa). W czasie jednego takiego intensywnego trzydniowego czasu, Bóg pokazał mi w jaki sposób mogę zaatakować i zniszczyć w
imieniu Jezusa, wiele warowni pychy, buntu, religii itd., które trzymałem w swoim życiu przez wiele lat i to dosłownie zrobiłem. Chwała Bogu! Mówię wam, to było przemieniające!

 

Bóg zaczął mni również przedstawiać wielu modlącym się i proroczym ludziom (w większości będących “w kościele”, choć niektórzy byli “poza” – mnie jednak już więcej nie obchodziło jak ci ludzie byli zaszufladkowni, teraz liczyła się ich relacja z Bogiem). Wielu z tych ludzi potwierdziło to, co Bóg pokazywał mi na temat nadchodzącego przebudzenia. Po raz pierwszy usłyszałem też “prorocze” taśmy z za mórz, które były zdumiewającym potwierdzeniem. Nagle nie byłem sam! To wszystko, co Bóg pokazywał mi przez te lata, dawał również innym! Nagle, zacząłem czuć, że muszą to wszystko napisać, aby inni mogli mieć udział w tym, co Bóg mówił. (Nie pisałem przez wiele lat). Nie byłem już zmiażdżony i zdesperowany na Pustyni. Byłem potężnie wolny w Jezusie. Lecz coś ważnego we mnie (w rzeczywistości wiele rzeczy) zmieniło się w przez tą Pustynną podróż. Nie byłem już tą samą osobą i to w wielu wymiarach. (Wielu nie mogło uwierzyć w te zmiany) Bóg zmiażdżył mnie i ponownie przywrócił do życia – Jego sposobem. Wiele z moich kanciastych brzegów zginęło na zawsze i faktycznie, myślę teraz, jak Bóg mógłby mnie używać takiego jakim wtedy byłem?

 Mam teraz 37 lat. Obecnie jesteśmy z żoną szczęśliwym małżeństwem od siedemnastu lat i mamy szóstkę cudownych dzieci. Zaangażowaliśmy się w lokalny napełniony Duchem kościół Armii Zbawienia, później w społeczność baptystów. Lecz jestem przekonany, jak wielu z was, że to co najlepsze (i najbardziej wyzywające) jest jeszcze przed nami, a wspaniałe Przebudzenie jest tuż za rogiem.

 

Z tego wszystkiego pojawiają się dwa wnioski, które chciałbym streścić. Po pierwsze, wierzę, że Bóg wyprowadził mnie z kościelnego systemu przede wszystkim ze względu na MOJE wady – bardziej niż wady kościoła. (Choć oczywiste jest, że dzisiejszy kościół ma poważne problemy). Pan chciał wyprowadzić mnie na miejsce odosobnienia i pozbawić mnie mojej arogancji, pychy, zuchwałości, twardego, legalistycznego postrzegania spraw.  Później również zajął się moim „wyniosłym”, zadowolonym z siebie stosunkiem do „kościelnego” chrześcijaństwa, systemów itd. Chciał mnie złamać i upokorzyć (na moje życzenie), ponieważ tylko wtedy mógł mi poważnie zaufać. Jakże niszczący proces! Lecz jak mądrze przeprowadzony przez Boga! On nie chcę nas zniszczyć, lecz uratować przed nami samymi. Jak ciemne jest nasze serce i jak bardzo potrzebujemy być złamani i odnowieni w obraz Jego świętego Syna.

 Wierzę, że wielu proroczych ludzi (jak ja sam w tamtych dniach) ma problemy z „buntem”. Czasami  sprowadzają liderów na manowce. Potem rozwijają „kompleks prześladowanego” lub chyłkiem oddalają się pławiąc się w użalaniu nad sobą. Przerabiałem to wszystko i znacznie więcej. Bunt jest najbardziej zdradzieckim grzechem i gdy zaczniesz dostrzegać jak bardzo dominuje nasz świat, jak bardzo się zintegrował z nami, to ujrzysz jak bardzo otwiera to oczy. Było to dla mnie w ciągu ostatnich lat absolutne objawienie. Jakże zwodnicze i złe jest serc człowieka!

 

Z drugiej strony, współczuję prorokom mówiącym niepopularne słowo, które pochodzi z Bożego serca i są odrzucani. Jakże niszczące doświadczenie dla proroka. Byłem również i ja w takich sytuacjach, lecz odkryłem, że tylko wtedy, gdy uporałeś się z Buntem, możesz prawdziwie ufać sobie, aby mówić Boże słowo do liderów. Bunt może bardzo znacznie wpłynąć na słowo, które przynosimy liderom, a wielu proroków  nie chce wiedzieć o tym, że ma problemy w tej dziedzinie. Teraz mogę spojrzeć wstecz i skrzywić się na wpływ buntu na moje słowa i działania w przeszłości. Lecz Bóg oczyszcza i uzdrawia.

 

Następną rzeczą, jeśli chodzi o proroczych ludzi i typy „poza kościelne” to ich ‘indywidualizm’, który z łatwością się zadomawia i powoduje, że nie mogą być poważnie przez Boga używani w jakiś istotny sposób, ponieważ oni po prostu nie potrafią się odnieść do „Ciała”… Nie jest możliwe, aby ciało było złożone z indywidualistów, to po prostu nie działa. Prawdziwe Ciało ma LIDERÓW. Jego członki są „ZŁĄCZONE STAWAMI RAZEM”.

Często jestem zdumiony czytając literaturę typu „pozakościelnego”, gdzie nakręca się szerzący się indywidualizm (tj. wychodzimy z kościoła i „robimy swoją własną rzecz dla Boga”) i po czym przechodzi do mówienia o cudownym Przebudzeniu, które nadchodzi. Powiadam wam, dopóki nie możesz się PRZYŁACZYĆ DO CIAŁA i odnieść dobrze do liderów i wszystkich innych rzeczy związanych z Ciałem, NIGDY NIE WEŹMIESZ UDZIAŁU W NADCHODZĄCYM PRZEBUDZENIU. To jest mrzonka. Niektórzy mówią, że będą się dobrze odnosić do tych liderów, którzy przyjdą, choć mają problemy z tymi, którzy są dziś. Powiem wam coś: Bóg pracuje nad buntem teraz. Jeśli nie możesz siedzieć pod władzą dziś to będziesz cierpiał i jutro. Zajmij się swoim buntem teraz, albo stracisz przebudzenie. To jest tak proste.

 

Drugi wniosek jest taki, że to na właśnie na Pustyni JEST właściwe miejsce dla ludzi, którzy są złamani, wyszkoleni i wymodelowani przez Boga. Wielu Bożych herosów, dużych i małych, w ciągu stuleci, było osobiście tak taktowanych przez Boga na Pustyni. Wierzę, że wielu z tych, których Bóg przygotował, aby byli częścią Jego nowego poruszenia, zostało przez Boga zabranych na Pustynię w dzisiejszych dniach. Pustynia sama w sobie nie jest odpowiedzią. Jeśli utkniesz na Pustyni, jak dzieci Izraela, to jesteś w kłopocie. Jeśli podoba ci się widok Pustyni bardziej niż Ziemi Obiecanej to jesteś w DUŻYM problemie. Pustynia pochłonęła większość dzieci Izraela. Nie wykorzystali jej jako przygotowania tak jak powinni. Poszli na miejsce próby i zawiedli, lecz historycznie Pustynia ma bardzo ważne miejsce w łamaniu i szkoleniu. Jest to miejsce gdzie Bóg przygotowywał mężów i niewiasty Boże zanim używał ich w jakiś sposób.

 

Proszę więc tych, którzy są „w kościele”, aby nie umniejszali tego, co się dzieje w życiu ludzi, których Bóg „wywołał” na jakiś czas, podobnie jak proszę, aby oni nie dyskryminowali was. Wiele jest prawdy w idei, że Bóg używa Pustyni nie tyle, aby ludzi wyciągnąć z systemu ile, aby system wyciągnąć z ludzi. Musimy oduczyć się wielu naszych starych ‘chrześcijańskich’ zachowań na nadchodzące Przebudzenie tak, abyśmy ich już nie powtarzali. To Przebudzenie NIE będzie dało się ująć w konwencjonalne „kościelnictwo” takie, jak znamy. Ponieważ ono zrujnuje przebudzenie tak, jak rujnowało wiele Przebudzeń w ciągu stuleci. To „oduczanie” jest jednym z bardzo ważnych powodów, dla których, jak wierzę, Bóg wziął tak wielu ludzi z chrześcijaństwa na chwilę na pustynię. Jest to przygotowanie na nadchodzące Przebudzenie, które będzie bardzo różnić się od tego, co mamy teraz (lecz również w bardzo praktyczny sposób – padnie jak w pierwszym kościele). 

Pisząc to, mam nadzieję, że będzie to wyzwaniem dla obu grup – tych wewnątrz i tych z poza systemu; że przygotuje cię na to, co On chce zrobić w taki sposób jak to z tobą robi. I, że będzie również promować zrozumienie różnych dróg jakimi On prowadzi swoich ludzi.

< Część 1 | Część 3 >

topod.in

Kłamstwo – 8

PROGRAMY I

Andrew Strom

WIĘCEJ PROGRAMÓW

Fakt, że dzisiejszy kościół kręci się przeważnie wokół CZŁOWIEKA, a nie wokół Boga, jest oczywisty dla wielu, którzy obserwują jak on funkcjonuje z dnia na dzień. Smutne jest to, że gdy Duch Święty nie porusza się w poważniejszy sposób, człowiek zawsze jest gotowy i chętny do wystąpienia na przód i „pomagania Bogu”, biorąc na siebie prowadzenie kościoła. Ludzie zawsze są przepełnieni „dobrymi pomysłami”  na rozwinięcie pracy. 

Wiele z tej działalności może być wytłumaczona jako „dobra” działalność, oczywiście. Możemy znaleźć tysiące powodów, dla których powinniśmy dodawać nowe programy, działalności i spotkania i utrzymywanie chrześcijan nieustannie zajętych, zagonionych i zapracowanych kościelnymi sprawami. 

Lecz smutnym faktem jest to, że często rzeczy naprawdę ważne są lekceważone – jako spotkania modlitewne – gdzie rzeczywiście możemy wejść w kontakt z BOGIEM, zamiast biegać w kółko ‘ROBIĄC COŚ, ROBIĄC COŚ, ROBIĄC COŚ”Lecz, co dziwne, wejście w kontakt z Bogiem nie jest bardzo wysoko na liście działań dzisiaj. Zamiast tego często wydaje się, że jest to ‘budowanie NASZEGO kościoła’ – i wszelka działalność z tym związana. Żądzą ludzkie pomysły a Boży głos został wypchnięty przez zabieganie i auto-promocję. 


Kiedy gromadziłem w zeszłym roku e-maile do mojej książki na ten temat pt.: „Chrześcijanie bez kościoła” zauważyłem, że jedną z głównych przyczyn powodujących opuszczanie przez tych ludzi kościołów było to, że przesycenie ‘aktywnością’ a BRAK BOGA. Oni po prostu nie mogli żyć w tej wszechogarniającej „mentalności programów” w kościele – to po prostu śmierdzi CZŁOWIEKIEM.

Znaczące jest  również to,  że wielu z tych „poza kościelnych” ludzi było jakiegoś rodzaju liderami  w  kościele. Często latami byli bardzo aktywni. Widzieli całą tą rzecz od  środka i chcieli wyjść. Dość CZŁOWIEKA. Chcieli więcej Boga.

Jaki był ten Pierwszy Kościół w tej dziedzinie? W jakie programy i działalności byli zaangażowani?

Po pierwsze musimy zdać sobie sprawę z tego, że Pierwszy Kościół to byli ludzie, którzy prawdziwie kochali Boga. Duch Święty był zaangażowany w kościele – nie człowiek. (Co nie znaczy, że nie było liderów. Byli ludzie z wielkim duchowym autorytetem, namaszczeni przez Boga do prowadzenie kościoła. Lecz byli nieustannie wrażliwi na Ducha Świętego w każdej decyzji jaką podejmowali). Było to kościół PROWADZONY PRZEZ BOGA, a nie człowieka. Było to kościół żyjący w środku wielkiego wylania Ducha Świętego. Jaka to różnica!

Poza wspólnymi spotkaniami na otwartym powietrzu i po domach, odkrywamy, że jedynym „realnym” programem jaki miał kościół w Jerozolimie wydaje się być karmienie biednych. Wyznaczyli siedmiu „diakonów” (co literalnie znaczy „sług”), którzy byli „pełni wiary i Ducha Świętego” – i zaangażował ich w karmienie i ubieranie wdów i sierot w regularny i systematyczny sposób. I to wszystko. To był ich jedyny faktyczny „program”. 

Nie mówię tutaj, że jest to jedyny prawnie program jaki możemy uruchomić, lecz istotą jest to, że wszystko, o czym decydujemy musi być ZARZĄDZANE PRZEZ DUCHA ŚWIĘTEGO – a nie następną ludzką „światłą ideę”.

Wierzę również, że podobnie jak w Dziejach, większość programów dziś powinna być skierowana na docieranie do biednych i tych w potrzebie (wdowy, więźniowie itd.) Wyraźnie jest to najwyższej wagi w sercu Boga. Lecz nawet wówczas, musimy być wrażliwi na Boże prowadzenie. 

Niektórzy ludzi poszli znowu za daleko w tej sprawie, mówiąc, że wszystko, co jest “zorganizowane jest całkowicie złe. Mówią, że literalnie wszystko powinno być robione przez Niego Samego, a ludzie powinni tylko „czekać” na Niego, aż to zrobi. Oczywiście, nie mogę się z tym zgodzić. To nie zgadza się wcale z Księgą Dziejów. Bóg zawsze używał LUDZKICH ISTOT do głoszenia, nauczania, uzdrawiania chorych, prowadzenie zgromadzeń i spotkań modlitewnych, usługiwania biednym itd. Widzimy to w Dziejach. Gdyby to ANIOŁOWIE, mieli robić to z pewnością robili by to oni, lecz Bóg dał wszystkie te zadania ludziom! I większość tych rzeczy wymaga co najmniej jakiegoś „zorganizowania”. 

Bardzo wyraźnie widać, że oni nie czekali na jakieś „objawienie od Boga”, który powie im, aby się spotykali ze sobą każdego dnia. Po prostu kochali Boga i siebie nawzajem – zbierali się więc razem w domach codziennie – prawdopodobnie w określonym czasie. Jest też oczywiste, że był też prawdopodobnie „wyznaczony czas”, gdy apostołowie usługiwali na otwartym powietrzu w Przysionku Salomonowym każdego dnia. Nie ma absolutnie żadnej sugestii, że czekali na jakąś anielską wizytę czy piorun z jasnego nieba zanim się zebrali. Po prostu było to naturalną rzeczą, aby to zrobić. Równie naturalne było wspólne modlenie się i karmienie wdów. Jak powiedziałem, to wymagało pewnego stopnia „zorganizowania”  (tzn. zaaranżowania czasu i miejsca spotkań itd.). 

Wielu ludzi  posunęło koncepcję “odpoczywania w Panu” zbyt daleko. Czy jesteś kimś, kto prawdziwie ODPOCZYWA w Nim? Wspaniale! Lecz, czy to teraz znaczy, że nie robisz zupełnie nic? Oczywiście, że nie! 

Niektórzy stali się leniwi duchowo i utknęli na rutynie – po prostu dlatego, że źle zrozumieli „odpoczywanie w Panu”. Idź i czyń wszystko cokolwiek mówi ci Bóg – lecz tym razem w Duchu, a nie w cielesnej walce, jak to zwykle było do tej pory! To właśnie do tego uzdalnia cię „odpocznienie” – możesz być faktycznie bardzo zajęty, jak był Jezus, a jednak ciągle będziesz „odpoczywał w Panu”. 

Strach przed „organizowaniem” czy „prowadzeniem” jest znany w historii, jako przeszkoda czy nawet przyczyna zniszczenia wielu przebudzeń. Walijskie przebudzenie zamarło w niecały JEDEN ROK po tym, gdy Even Roberts (mąż Boży namaszczony i powołany do prowadzenie przebudzenia), faktycznie SCHOWAŁ SIĘ, ponieważ obawiał być dłużej liderem (został przekonany, że mogłoby to znaczyć okradanie Boga z chwały). Lecz w rzeczywistości było to NIEPOSŁUSZEŃSTWO, ponieważ Bóg wzbudził go, aby prowadził i miał on do wykonania pracę. Najbardziej „pokorną” rzeczą jaką możemy robić to, po prostu, robić WSZYSTKO cokolwiek Bóg mówi. Jeśli jesteśmy powołani do prowadzenia to jest nieszczęściem jeśli wycofamy się z tego. Czas przebudzenia to zawsze okres, w którym przywództwo jest w najwyższej cenie i Bóg przeszukuje ziemię za tymi, którzy chcą zapłacić cenę i odpowiedzieć na Jego wołanie. 

Podobna postawa do Evana Robertsa przeważała na spotkaniach na Azusa Street – gdzie liderzy  chowali się za modlitwą I pozwalali na to, by KAŻDY mówił z platformy.

Nie tylko  chrześcijanie,  lecz wszelkiego rodzaju szarlatani i zdemonizowane charaktery czasami  mogli  przemawiać i wywoływało to niekończące się problemy. Czasami trochę  władzy jest właściwe – Bóg wzbudza liderów z jakiegoś POWODU.

Nie może być  wątpliwości co  do tego, że przebudzenie Azusa zanikło przed czasem – znacznie z powodu  właśnie takich błędów. 

Liderzy  przebudzeń  napotykają na bardzo delikatną równowagę –jak utrzymać wszystko w  torach nie będąc zbyt ciężkiej ręki. Jak dać Duchowi Świętemu wolne panowanie –  lecz nie  pozwolić, aby była zbyt wielka „swoboda”, przez którą diabeł może  spowodować  nieszczęście. Jest to trudna sztuka balansowania, która wymaga  wrażliwości na  Ducha Świętego i wielkiej mądrości. Wielu próbowało i zawiodła w ciągu  stuleci. Lecz nie jest to niemożliwe.

Myślę, że  bardzo ważnym  faktem jest to, że dwa najdłużej trwające ruchy przebudzeniowe w  historii były  również NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANE. Zdecydowanie były to potężne  ‘WYLANIA” Ducha  Świętego, a jednak był również dobrze zorganizowy „Nowy bukłak”, który  został  przygotowany, aby nadać całej sprawie strukturę i długie życie. Mówię  teraz o  poruszeniu Bożym zwanym Przebudzeniem Wesley’a (tj. Wielkie  Przebudzenie w  Anglii), oraz początek Armii Zbawienia. W obu przypadkach te ruchy  trwały w  stanie „Przebudzenia” przez około 40 lat. Znacznie dłużej niż większość przebudzeń dotąd. 

Jaki był główny  klucz do  sukcesu? Wierzę, że był to fakt, że oba te ruchy pozostawiły za sobą  „stary  bukłak” i ukształtowały całkowicie nowy – znacznie bardziej zbliżony do  Księgi  Dziejów. Nie usiłowały wcisnąć nowego ruchu w istniejące kościoły, lecz  wykonały odważny (i kontrowersyjny) krok tworząc prawdziwie NOWY  bukłak, stary pozostawiając za sobą. 

Interesujące jest to, że  oba te poruszenia był oparte na wychodzeniu na „ZEWNĄTRZ”. Prowadzili  ogromne  zgromadzenia na otwartym powietrzu – na zewnątrz tam, gdzie byli  ludzie. Mieli  również podobne spotkania dla nawróconych, wzbudzili „laickich  kaznodziei” (dla  kościoła ogromny horror). Modlili się bez ustanku i głosili ogniste  przebudzeniowe kazania o pokucie i nowym narodzeniu (Pierwotnie Armia  Zbawienia  wzorowała wiele swego przesłania na kazaniach Finney’a). Były to jedne  z  najbardziej wspaniałych i długo trwających przebudzeń w historii. I nie  zapominajmy – były również NAJBARDZIEJ ZORGANIZOWANE. 

Nie bójmy się  zatem  przywództwa i organizacji, przyjaciele! Lecz niech zawsze będzie to  przez  prowadzenie Ducha Świętego. To programów i „dobrych pomysłów” ludzi  musimy się  tak naprawdę obawiać. Jest gdzieś zdrowa równowaga miedzy nimi, lecz  wierzę, że  prawdziwa równowaga może przyjść tylko wtedy, gdy naprawdę będziemy w  stanie  „przebudzenia”. Wtedy będziemy widzieć prawdziwe kierowanie Ducha Świętego.


Niech was  wszystkich błogosławi Bóg

Wszystkiego  najlepszego w Chrystusie 

Andrew

сео оптимизация цены