Czy kiedykolwiek słyszałeś nauczanie na ten temat – 5


John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Dochodzimy teraz do naszych dwóch ostatnich podwalin fundamentów wiary: zmartwychwstania oraz sądu wiecznego.

W Hebr. 6:1 w języku greckim napisane jest: „Dlatego pominąwszy początki nauki o Chrystusie, powinniśmy dążyć do dojrzałości, a nie ponownie kłaść fundamenty…
Słowo „dojrzałość” to „teleiotes” i oznacza „doskonałość uzyskaną poprzez zebranie prawd, które prowadzą do przyszłej doskonałości lub pełni”. Źródłosłów sugeruje, że na końcu dochodzi do spełnienia.
To mówi nam, że dojrzałość jest kładzeniem warstw prawdy, i jak wiemy nie chodzi tu tylko o wiedzę, lecz o stosowanie tych prawd w naszym życiu (jako styl życia). Taki styl życia nazywa się pobożnością. Nie doskonałością, tylko pobożnością w łasce.

Słowo 'fundament’ to 'themelios’ co oznacza „kamień położony” jako część wytyczonego fundamentu, na którym zostanie postawiony budynek. Tego słowa używano również w życiu codziennym w odniesieniu do nauczyciela, który daje kolejne lekcje, kładąc linię po linii, prawdę po prawdzie, trochę tego, trochę tamtego. Po położeniu kamienia węgielnego reszta budynku powstaje według i zgodnie z planem Arcy-architekta – naszego Pana. Tak ma wyglądać życie uczniów.

Wszystko to zostało powiedziane w celu
Fundamentalna nauka o „zmartwychwstaniu” nie oznacza debaty na temat porwania kościoła, czy nastąpi przed uciskiem czy też w jego trakcie. Chodzi o to, że zmartwychwstanie umarłych będzie miało miejsce. Szczegóły dotyczące pierwszego i drugiego zmartwychwstania nie mają tak naprawdę znaczenia. Prawda jest taka, że wszyscy, że każdy z nas powstanie z martwych i stanie na sądzie. W języku greckim końcówka wersetu Hebr. 6: 1-3 zapisana jest jako jedna myśl: „o zmartwychwstaniu i o sądzie wiecznym”.

Obie te rzeczy postrzegane są jako całość. Nie tylko wskrzeszenie i nie tylko osąd – nie, ale jako jedna całość, zarówno „zmartwychwstanie umarłych, jak i sąd wieczny”. Powstaniemy, aby stanąć przed naszym stwórcą i zdać relację. Reszta jest ciekawą rzeczą do omówienia, ale nie po to, aby się w tym poróżnić. Musimy być pewni, że mamy ten fundament, że skupiamy się wyłącznie na rzeczy najważniejszej.

Dla chrześcijanina
Kiedyś osądziliśmy samych siebie i otrzymaliśmy na to lekarstwo w osobie Jezusa. Tak więc nasz przyszły sąd nie będzie decyzją czy idziemy do nieba czy też do piekła, ale staniemy przed Panem, aby otrzymać zapłatę za „rzeczy dokonane, gdy byliśmy w naszym (ziemskim) ciele” (I Kor. 3: 3-15, II Kor. 5:10). Ale jednak to wciąż jest zmartwychwstanie jak i sąd. Paweł powiedział, że jeśli przyniesiemy na sąd nasze bezbożne rzeczy jak zazdrość, spory, podziały, to spłoną one jak drewno, siano i słoma. „ Jeśli czyjeś dzieło spłonie, ten szkodę poniesie, lecz on sam zbawiony będzie, tak jednak, jak przez ogień”.

Kwestia zmartwychwstania jest sporną dla wielu osób i zawsze możemy znaleźć powody, dla których się ze sobą nie zgadzamy. Jednak autor Listu do Hebrajczyków zwraca uwagę na fakt, że w przyszłości będzie zmartwychwstanie jak i sąd.

Popularne w pewnych kręgach…
…W ostatnich latach słyszy się o przekonaniu, że piekło/jezioro ognia oraz sąd nie są na wieki, lecz że w pewnym momencie Pan da kolejną szansę tym, którzy się tam znajdą. Podnoszone jest pytanie, jak ktoś, kto żył stosunkowo krótko na ziemi, ma teraz cierpieć męki przez całą wieczność? Ale z drugiej strony moglibyśmy również zapytać, dlaczego chrześcijanin myśli, że spędzi całą wieczność w niebie tylko dzięki paru latom życia na ziemi? Chodzi o to, że autor użył tu słowa „sąd wieczny”. Słowo „sąd” to „krima” i oznacza „wyrok” – wieczny wyrok.

Inna hipoteza głosi, że w pewnym momencie przebywania w jeziorze ognia Ojciec po prostu skończy życie tych osób – przestaną istnieć. Jednak czytamy, że istoty duchowe są wieczne. Dlaczego więc Ojciec nie miałby po prostu skończyć życie Lucyfera oraz upadłych aniołów? Oni są istotami duchowymi, więc są wieczni. Głupotą jest wierzyć w coś, co nie ma poparcia w Biblii, a jeszcze bardziej niemądre jest dyskutować o tym, czego nie można dowieść, ponieważ są to tylko czyjeś poglądy, czyjeś wyobrażenia na temat dobrego Boga, którego nie mogą pojąć, jak On jest w stanie skazać ludzi na wieczną mękę.

Lecz jeśli jednak spojrzymy z dystansu na kwestię spędzenia wieczności z Ojcem oraz na koncepcję jeziora ognia, to wszystko sprowadza się do ludzi, którzy miłują sprawiedliwość, co przejawia się w ich dobroci, uczciwości, miłości, moralności itd. W Królestwie Ojca znajdą się jedynie tacy ludzie, którzy kochają takie rzeczy. Pozwól, że zadam ci pytanie: Jeśli pójdziesz do wspaniałego kościoła, pełnego cudownego uwielbienia i dobrego nauczania Słowa Bożego, ilu z twoich niewierzących przyjaciół chętnie przyłączy się do ciebie na niedzielnym nabożeństwie? No właśnie… A jeśli satanista zaprosił cię na swoje spotkanie abyś czcił diabła i inne duchy, to jak bardzo byłbyś chętny wziąć w tym udział? No właśnie…
Wiec jak to jest, że są ludzie którzy nie rozumieją tego, że jedynymi ludźmi w niebie są ci, którzy chcą się tam znaleźć?

Co Ojciec ma zrobić z ludźmi, którzy Go nie kochają i nie mają cech, które od Niego pochodzą? Jeśli ktoś kocha bezprawie, lubi wykorzystywać ludzi, lubi kłamstwa itp., to czy ktoś taki byłby szczęśliwy w niebie? Jeśli ktoś wykorzystuje innych dla swych własnych celów, czy byłby szczęśliwy znalazłszy się w kulturze królestwa, gdzie wszyscy służą sobie nawzajem z czystych motywów, gdzie celem jest dobro drugiej osoby.

W związku z tym musiano przygotować (a nie stworzyć) takie miejsce dla tych, którzy odrzucają wszystko, co jest wspólnego z Bogiem. Są istotami duchowymi, więc są wieczni – co już wiemy, więc gdzie umieścić tych, którzy odrzucają miłość, radość, pokój, prawość, pobożność, dobroć, cierpliwość i tak dalej? Czy Bóg miłości nie miałby im dać tego, co kochają? Czy jedynym sprawiedliwym werdyktem na sądzie nie byłoby dać im to, czego tak pragną? (Mat. 25:41 – Piekło/jezioro ognia jest miejscem całkowitego braku Bożej obecności, miejscem, z którego On się wycofał, dlatego nie można go było stworzyć, a jedynie przygotować).

Takie jest właśnie królestwo ciemności. W kulturze tego królestwa chodzi o wszystko, co NIE ma nic wspólnego z Bogiem. Zamiast miłości jest nienawiść, złość i strach. Zamiast kochania się nawzajem przez okazywanie dobrej woli i życzliwości, jest tylko egoizm itp. W ziemskim życiu jest wiele rzeczy, które przytępiają zmysły człowieka tak, że nie czuje piekielnej męki, w której już się znajduje. Pamiętaj o tym, że niezbawiona osoba jest obywatelem piekła, tak jak ty jesteś już obywatelem nieba. Aby odwrócić swą uwagę od rzeczywistości piekła ludzie używają narkotyków, alkoholu, hazardu, jedzenia, ciągłe imprezują itd. Ale kiedy ktoś umiera, jego duch i dusza idą do królestwa, którego jest obywatelem. To jest piekło. To jest męka. Ale przecież tego właśnie pragnął…

Nie znamy przyszłości…
Mówiąc o powyższych rzeczach staram się skłonić nas do myślenia o tym, że jedynymi ludźmi w niebie będą tylko ci, którzy chcą tam być, którzy kochają sprawiedliwość, prawość, uczciwość, miłość i wszystkie dobre rzeczy, które pochodzą od Ojca. Poza tym Pismo Święte nie mówi nam zbyt wiele więcej.

Wiemy jednak, że podstawą nauki Jezusa jest odwrócenie się od martwych uczynków, wiara w Boga, chrzty, nakładanie rąk, zmartwychwstanie oraz sąd wieczny. Wiemy, że znaczna część ciała Chrystusa nigdy nie była nigdy nauczana tych podstawowych prawd, a zatem wszelki fundament w swym życiu, jaki mają, jest niekompletny. To sprawia, że każda budowla, którą wznieśli na takim fundamencie, jest tak samo niestabilna jak każdy inny budynek postawiony bez mocnego fundamentu.

Byłem nauczycielem w szkole biblijnej, która oferowała wszelkiego rodzaju zajęcia „łechtające uszy”, ale bardzo niewiele zajęć (tylko moje) było z podstaw naszej wiary. Mieliśmy więc tam wiele ludzi, którzy myśleli, że są dojrzali, ponieważ wiele usłyszeli, ale kiedy słuchałeś ich modlitwy lub porozmawiałeś z nimi, to nie mieli bladego pojęcia czemu służy chrzest wodny i dlaczego w ogóle powinni się ochrzcić. Nie wiedzieli, że pokuta jest pierwszym słowem zbawienia, gdy ktoś odwraca się od swego życia aby teraz wierzyć w Boga. Więc kiedy się modlili, ich błędna budowla wiary, którą wznieśli na bardzo niekompletnym i słabym fundamencie, stawała od razu widoczna. Nie wiedzieli, że mają używać imienia Jezus, aby wypędzać demony. Nie wiedzieli, że prosząc o coś powinni się zwracać do Ojca a nie do Jezusa. I tak było z wieloma innymi rzeczami.

Powinniśmy mieć mocny fundament naszej wiary, nawet jeśli wymaga to zburzenia niektórych rzeczy, które wznieśliśmy już na swym własnym, wadliwym fundamencie oraz zaczęcia budowy od nowa. Czasami małą przebudowa jest wskazana, aby cały budynek tylko na tym zyskał.

John Fenn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.