Dekonstrukcja wiary 2

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Dzieliłem się w temacie procesu powszechnie zwanym (w USA) „dekonstrukcją własnej wiary”, którego używa się do opisania dorosłych w wieku 20-40 lat, którzy wychowali się w kościele, a teraz odrzucają kościół i wielu z nich odrzuca też Pana.

Bogaty młodzieniec
W Mat. 19:16-22 znajdujemy bogatego młodzieńca, który chciał zbadać swą wiarę oraz własne relacje z rodzicami.
Podszedł do Jezusa z pytaniem: „Dobry mistrzu, co mam czynić, aby mieć życie wieczne?” On opowiedział mu: „Dlaczego nazywasz mnie dobrym? Jeden jest tylko dobry, Bóg”. Od samego początku wydaje się, że Jezus stara się rozwiązać kwestię – myślisz, że kim jestem? Czy jestem Panem, a może kłamcą lub wariatem? Nazywając mnie dobrym, a skoro nie ma nikogo dobrego poza Bogiem, czy zatem nazywasz mnie Bogiem? Młody człowiek milczał. Tak więc Jezus podszedł do tej kwestii z innej strony.
W tej jednej wymianie słów znajdujemy dylemat tych, którzy dekonstruują, niszczą swoją wiarę – tych, którzy odrzucają to, z czym wyrośli, ale jeszcze nie wiedzą, co mają robić. W głębi serca wiedzą tylko, że nadal pragną życia wiecznego – nawet jeśli otwarcie tego nie przyznają – i w głębi serca boją się śmierci i chcą, aby ich przeznaczenie było dla nich bezpieczne.
W gniewie i zranieniu mogą atakować swoich rodziców, swój kościół lub otwarcie oświadczyć, że odrzucają swoją „religię”, jednak w sercu mają strach i zamieszanie i wiedzą tylko to, czego nie chcą niż to, co właściwie chcą robić.

Po wypróbowaniu ograniczeń „religii” teraz wkraczają w świat dysfunkcji. Czasami ta dysfunkcja widoczna jest w zerwanych relacjach i niestabilnym życiu. Czasami dysfunkcja ukrywa się za pogonią za całym blichtrem, który świat oferuje, jednak w środku odczuwają pustkę. Wiedzą o tym, ale nie mają pokoju i nie znaleźli się jeszcze w miejscu, gdzie mogą się ukorzyć i wrócić do wiary z dzieciństwa.

Pomyśl o tym młodzieńcu
Był bogaty i jak nam później powiedziano, miał wiele posiadłości. Miał nie tylko pieniądze, ale także majątek. Mimo wszystkiego, co posiadał wiedział, że nie ma życia wiecznego. Powiedział Jezusowi, że zrobił wszystko, czego wymagano od niego w jego religii i bez wątpienia religii jego rodziców – a jednak był świadomy, że nie ma życia wiecznego.
Szukał, co mógł jeszcze zrobić w tej sprawie. „Co mam zrobić?” – zapytał. Od dziecka przestrzegał wszystkich przykazań, ale czuł pustkę. Wiedział, że religia nie niosła ze sobą życia wiecznego, ani też nie dała celu jego sercu.
Dorośli, który porzucili wiarę, zmagają się z twierdzeniami Jezusa. Wiele razy nie odrzucają Go naprawdę, lecz raczej ‘pakiet kościelny’, przez który został im przedstawiony. Gdyby tylko mogli poznać Go bez tego kościelnego show i jego kultury. Młodzieniec praktykował pewną formę religii, ale był mądry. Wiedział, że religia polega tylko na pozorach, jak to wygląda i co się robi, lecz w środku człowiek pozostaje pusty pomimo wszystkiego, co wykonywał od dziecka. Rozkładam na czynniki swoją wiarę. Próbował ją rozgryźć. Co muszę zrobić?

To, z czym ludzie się zmagają, to twierdzenia Jezusa
Rola rodziców w życiu dzieci polega na tym, że każde „pierwsze” doświadczenie dziecka w życiu (do pewnego wieku) będzie przechodziło przez rodziców. Piec jest gorący – pierwszy raz dowiedzieli się o tym od rodziców. Jedz warzywa, bo są dla ciebie dobre – usłyszeli to od rodziców. Myj zęby, aby były zdrowe – to przyszło od rodziców.

Rodzic chce (przynajmniej to powinien), aby jego dziecko dowiedziało się o seksie od niego, a nie ze szkoły, nie od przyjaciół ani też ze stron porno. Rodzic chce, aby jego dziecko nauczyło się od nich o pieniądzach, budżecie, ciężkiej pracy i oszczędzaniu, nie pozostawiając tej nauki temu, co głosi świat. Rodzic chce, aby jego dzieci widziały właściwy kontekst wszystkich życiowych spraw – od prawidłowego odżywiania po seks, pieniądze i związki. Rodzice starają się umieścić wszystko we właściwym kontekście i zrozumieniu. I to dotyczy też Boga.

Rodzic mówi dziecku: „to jest Bóg” oraz „chcę cię nauczyć o Jezusie, który nas kocha i umarł za nas”. To wszystko jest OK dopóki dziecko nie osiągnie wieku, w którym inni ludzie mają inne poglądy na temat Boga. Nawet jeśli dziecko miało własne autentyczne doświadczenia z Panem, uczynienie Go „swoim” nie dzieje się automatycznie.

Wielu z nas ma przyjaciół lub krewnych, którzy być może jako dziecko lub nastolatek doświadczyli Pana
Ale teraz nie chodzą z Nim. Czasami zastanawiamy się, dlaczego to samo doświadczenia tak nas zmieniło a ich nie? Dzieje się tak, ponieważ osoby pozwalają, aby doświadczenie z Bogiem pozostało jednorazowym – chwilą, która się kiedyś wydarzyła. To, że człowiek ma jakieś doświadczenie z Duchem Świętym nie sprawia automatycznie, że oddaje swoje serce i życie Bogu.

I tak też było z bogatym młodzieńcem. Przestrzegał wszystkich przykazań. Był „dobrym chłopcem” we wszystkich aspektach tego, jak miał zachowywać się dobry, żydowski chłopiec w pierwszym wieku. Prawdopodobnie miał kilkanaście lat, ale wciąż poszukiwał. Nagle staje oko w oko z Bogiem w ciele, lecz potem odchodzi.

Bóg czy świat?
Sprzedaj swój majątek i chodź za Mną” – dla niego oznaczało to złożenie całego swojego bogactwa i pychy, która z nim wiąże, na ołtarzu ofiarnym własnego serca i pójście dalej. Wielu mężczyzn dorastając myśli, że zostanie chrześcijaninem czyni ich słabymi. Uważają, że wiara jest dla kobiet, ponieważ rozdzielają bycie mężem wiary od możliwości ciężkiej pracy oraz zapewnienia bytu sobie i swojej rodzinie. Dla wielu mężczyzn ich wiara wyraża się właśnie w ciężkiej pracy i utrzymaniu rodziny, co oczywiście jest prawdą, ale ciężka praca nie zaprzecza byciu mężem wiary.

Bogaty młodzieniec również był zdezorientowany. Czy Jezus był Bogiem? Nie odpowiedział na Jego pytanie. Był dobry, ale czy młodzieniec posunąłby się do stwierdzenia, że Jezus jest Bogiem? A jeśli On jest Bogiem to Go pragnę, jednak nie do takiego stopnia, żeby zmieniło to moje życie, bo to uczyni mnie słabym a ja chcę odnieść sukces w życiu. Lubię świat. Jak mogę być osobą wierzącą i nadal odnosić sukcesy? Młodzieniec nie mógł sobie tego poukładać.

Werset 22 mówi, że młodzieniec „odszedł smutny, ponieważ miał wiele posiadłości”.
Słowo „smutny” nie oddaje właściwych emocji tego człowieka. Wywodzi się ono z greckiego słowa „lupe”, które oznacza „być w głębokim bólu emocjonalnym i rozpaczy”. Służy też do opisania bólu podczas porodu. Użyto je ponownie w 2 Kor. 7:9 do opisu kogoś, kto jest skruszony do tego stopnia, że cierpi katusze z powodu swojego grzechu. Użyto je także w Efez. 4:30, gdzie Paweł mówi nam, abyśmy nie zasmucali Ducha Świętego – nie sprawiajcie Mu głębokiego, emocjonalnego bólu swoimi działaniami. Kolejne miejsce to Jan. 17:30, gdzie Piotr był zasmucony (głęboko emocjonalnie zraniony), że Pan zapytał go trzykrotnie, czy Go kocha.
Bogaty młodzieniec był zdruzgotany pytaniem Jezusa i tym, co musiałby zrobić, aby mieć życie wieczne, bo kochał świat, swój status i majątek. Myśl o powrocie do sedna swej wiary, o zostawieniu pozorów religii dla prawdziwej wiary, wywołała w nim głęboki emocjonalny ból – jak poród w duszy.
Ból ten opisuje to, przez co przechodzi wielu ludzi – zostali wychowani w wierze jednak doświadczyli świata i w głębi serca wiedzą, że jednak „mama i tata mają rację”, ale są zbyt dumni i zbyt zakochani w świecie, by ukorzyć się i powrócić do wiary. Nie są szczęśliwi – maskują swój ból, maskują walkę toczącą się w ich sercach. Mogą być źli i lecz muszą być zostawieni samym sobie, aby to przepracować. Potrzebują czas na przetworzenie wszystkiego i w przyszłości powrócą, aby zacząć zadawać pytania lub pojednać się.

Jest jednak nadzieja…
Chociaż dzisiaj być może Pan nie wymaga od wszystkich, którzy mają majątek, aby go wyprzedali, ale wciąż oczekuje od nas, abyśmy „sprzedali się” Mu w naszych sercach. Powstaje pytanie: „Czy Jezus jest dodatkiem do naszego zabieganego życia, czy też oddajemy nasze zabiegane życie Jezusowi?” Czasami chrześcijaństwo zaczyna się od dodania Go do własnego życia, jednak z czasem przechodzi to w powierzenie Mu własnego życia.
Tradycja kościelna mówi, że bogaty młodzieniec to Barnaba – towarzysz w służbie Pawła. W Dz. 4:34-37 jest napisane, że Józefa, który był tak dobrym człowiekiem i budowniczym relacji, że apostołowie nazywali go Barnabą, co oznacza „tego, kto przyciąga ludzi do bliższej relacji i intymności oraz pociesza.” Widzimy w Dziejach Apostolskich, że sprzedał cały swój majątek i przeznaczył pieniądze na potrzeby apostołów, aby mogli pomóc innym ludziom. W języku aramejskim jego imię oznacza „syn proroka”.

Był pierwszym, który zwrócił się do byłego Saula z Tarsu, aby sprawdzić, czy jego nawrócenie jest autentyczne (Dz. 9), po czym przedstawił go apostołom. Oni potem wysłali go do Antiochii (Dz. 11) jako swojego przedstawiciela, aby sprawdzić co słychać u nowych, greckich wierzących.
Nie możemy udowodnić, że Barnaba był młodzieńcem z Mat. 19, jednak wciąż widzimy młodych mężczyzn jak on, którzy „sprzedają się” dla Pana – mężczyzn takich jak sam Mateusz, który był nastolatkiem, kiedy spotkał Jezusa. Szacuje się też, że apostoł Jan miał około 17 lat, kiedy został jednym z uczniów Jezusa.

Pan działa przez cały czas głęboko w sercach ludzi…
Kolejnym razem przyjrzymy się innej osobie, która zmagała się z wiarą własnej rodziny i miała ten moment, gdy się opamiętała. Niech tak się stanie ze wszystkimi naszymi krnąbrnymi dziećmi!

John Fenn

< Część 1| Część 3 >

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.