Dekonstrukcja wiary – część 1

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Wyrażenia „dekonstrukcja” czy też „rozkład wiary” często używa się do opisania ludzi w wieku 20-40 lat, a zwłaszcza w wieku około 30 lat, którzy „odpadli od Pana”, chociaż wychowali się w chrześcijańskiej rodzinie i w kościele. Teraz odrzucają swoją wiarę twierdząc, że są ateistami, agnostykami lub mówią, że „po prostu już w to nie wierzą”.

Dekonstruują (niszczą) to, w co kiedyś wierzyli. Podobnie jak w przypadku renowacji domu – pierwszym krokiem jest usunięcie wszystkiego, co jest stare, niebezpieczne, nieaktualne lub niechciane. Jednak oni przypominają zrujnowany dom – zostają zdekonstruowani i opuszczeni. Wpadli w koleinę, z której nie mogą wyjść – więcej wiedzą o tym, w co już nie wierzą niż o tym, w co właściwie wierzą.

Dla rodziców, którzy wychowywali dzieci w „dobrym” kościele, sytuacja ta jest niezwykle bolesna
|Niektórzy z nich obwiniają się zastanawiając się, gdzie popełnili błąd. Jeśli nawet nie obwiniają się, to i tak sytuacja wywołuje w nich przygnębienie, ponieważ rodzice chronili swe dzieci przed wieloma rzeczami, a mimo to one teraz w nie wchodzą. Nie mogą za bardzo dużo zrobić, ponieważ „dzieci” są teraz dorosłe i mają wolną wolę.

Dodatkowo wiele rodziców obecnie dorosłych dzieci również odchodzi z kościoła, doznawszy zranień lub innych doświadczeń, które zniechęciły ich do systemu tradycyjnego kościoła. Widzimy wiele osób, które dołączają do kościołów domowych, nie z powodu tego zranienia, lecz ponieważ szukają prawdziwych relacji. Chcą kościoła, praktykując go tak, jak apostołowie i ludzie w czasach Nowego Testamentu świętowali zgromadzenie świętych– odkrywając prawdziwe przyjaźnie i relacje w Chrystusie, idąc razem przez życie.Wiele osób w głębi serca nie odrzuciło Jezusa, choć może czasem twierdzą coś przeciwnego. Tak naprawdę odrzucają cały pakiet i system, poprzez który dowiedzieli się o Nim. Odkryli, że tradycyjny kościół więcej nauczał ich o Nim zamiast pomógł im Go naprawdę poznać. W niedziele doświadczali tylko kościoła, nie zaś prawdziwego Boga.

Co niedzielę zabieraliśmy dzieci do kościoła, więc co się stało? Młodzi rodzice nawracali się i przyprowadzali swą młodą rodzinę do dobrego, biblijnego kościoła. Mieli nadzieję, że ich dzieci też „przyjmą Pana” i założyli, że stanie się za pośrednictwem szkółki niedzielnej lub być może potem dzięki spotkaniom młodzieżowym. Może z czasem niektóre z dzieciaków wzięły udział w szkołach biblijnych, programach stażowych, wyjazdach misyjnych – inicjatywach, które miały wzmocnić wiarę w dzieciach, na co przecież liczyli ich rodzice.

Ale w jakiś sposób wiara rodziców nie stała się w pełni wiarą ich dzieci. Każde dziecko musi przejść przez proces, gdzie wiara rodziców musi stać się ich własną. Jednak dzieci są ekspertami w dostrzeganiu podwójnych standardów i hipokryzji, a ponieważ chodzą do szkoły doskonale wiedzą, jak funkcjonuje system oparty na wynikach i postrzeganiu. Możesz nauczyć dzieci historii, ale nie możesz sprawić, by ją pokochali. Możesz uczyć ich matematyki, ale nie możesz sprawić, by ją pokochali. Tak samo możesz uczyć dziecko o Jezusie, ale nie możesz sprawić, by Go poznało. Dzieci wiedzą, jak funkcjonować w obrębie jakiegoś systemu.

Podstawą działania było to, że dzieciaki kiedyś uwierzyły, że to, jak wierzą rodzice, jest właściwe. Wiele z nich chodziło przez jakiś czas z Panem lub przynajmniej miało z Nim jakieś doświadczenia. Ufali temu, co im powiedziano, ufali systemowi. Jednak potem dorośli i znaleźli się poza tym środowiskiem. Głos mamy i taty nie były już jedynymi głosami, które do nich mówiły. Komu więc mieli wierzyć?

One dorastają…
Kiedy dzieciaki znajdą się poza granicami swego kościoła, odkrywają na studiach lub w pracy, że istnieją dobrzy ludzie w wielu innych religiach i że wiedzie im się dobrze na ziemi. Zaczynają dostrzegać prawdy w innych religiach i filozofiach, co otwiera im oczy, ponieważ w czasie chrześcijańskiej edukacji nikt nie uczył ich o innych religiach i systemach wierzeń.

Niestety w szkołach chrześcijańskich i niestety – także w domu bardzo niewiele, jeśli w ogóle, uczy się o innych religiach i filozofiach. A przecież dom jest idealnym miejscem do rozmowy z dziećmi i nastolatkami o innych religiach i innych głosach, które są „na zewnątrz”, zanim ten młody człowiek naprawdę tam „na zewnątrz” trafi. Bez tego niestety w większości przypadków trafiają nagle z chronionego chrześcijańskiego domu, chrześcijańskiej szkoły i biblijnego kościoła do świata na zewnątrz. I wtedy nie wiedzą jak filtrować i jak patrzeć na niego przez filtr swojej wiary, nie mają swej własnej głębokiej relacji z Chrystusem.

I tu nie chodzi wcale o wiedzę
Nastolatki muszą poznać, muszą znać Ojca i Pana osobiście, aby z tego miejsca mogły bezpiecznie uczyć się o innych religiach i filozofii. W domu potrzebują rozwijać swój własny czas z Panem – poświęcając go na uwielbienie, studiowanie, rozmyślanie i pisanie o rzeczach, które Pan sprawił, że przykuły ich uwagę. V Mojż. 11:19 mówi rodzicom, aby pamiętali o rozmawianiu o Panu ze swoimi dziećmi: „…gdy siedzisz w domu i gdy jesteś w drodze, i gdy się kładziesz, i gdy wstajesz”.
Tradycyjny kościół dzieli rodziny już w chwili, gdy te przekroczą jego drzwi. Bez osobistego chodzenia z Panem wiele z dzieci, gdy wyjmie się je z tego systemu, niestety odpadnie.

Dość często wojskowi lub sportowcy, którzy przechodzą systemowe szkolenie i są poddawani wymagającym ćwiczeniom fizycznym, gdy tylko znajdą się poza tym systemem przestają ćwiczyć, tyją i stają się leniwi. Dzieje się tak ponieważ, gdy byli jeszcze w tej strukturze, nie rozwinęli własnej wewnętrznej dyscypliny. Nigdy nie stała się ona częścią ich serc.

Tak samo jest z wieloma dziećmi, które dorosły – kościół dał im strukturę, ale ponieważ nie dbały o własną dyscyplinę i nie chodziły z Panem teraz, gdy zabrakło struktury, to samo stało się z ich wiarą. Gdy do tego dochodzi, pojawiają się wtedy inne głosy i młodzi ludzie zaczynają dekonstruować swoją wiarę – deska po desce, patrząc na to co im się podoba a co nie.

W Biblii jest szereg przykładów dorosłych dzieci, które „zdekonstruowały” swoją wiarę
Najwyraźniej syn marnotrawny przeszedł przez okres dekonstrukcji swojej wiary, ale czy zdajemy sobie sprawę, że bogaty młodzieniec również tego doświadczał? Bliski towarzysz Pawła – Demas w końcu go porzucił, ponieważ jak Paweł powiedział „ukochał ten doczesny świat”.

Kolejnym razem przyjrzymy się niektórym z tych osób i zobaczymy proces, który w nich zachodzi. Pamiętajmy jednak, że Bóg Ojciec jest Duchem i działa przede wszystkim poza zasięgiem wzroku – głęboko w sercu człowieka, w jego najgłębszych myślach. Paweł powiedział w Gal. 4:19 „znowu w boleści was rodzę, dopóki Chrystus nie będzie ukształtowany w was”.

To proces i nie możemy zniechęcać się patrząc na zachowanie dziecka, które już dorosło, a które dekonstruuje teraz swoją wiarę. Ufajmy, że Chrystus naprawdę w nich jest i dotyka najgłębszych spraw, których przepracowanie może zająć lata, a nawet dziesięciolecia…

Jednak On jest wierny i nie zaprzestaje swych działań.

Więcej o tym kolejnym razem.

John Fenn

| Część 2 >

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.