Dość tchórzliwego chrześcijaństwa

J. Lee Grady

Tłum:B.M.

Apostoł Paweł nie tylko konfrontował grzech, ale również nazywał konkretne grzechy po imieniu, gdy głosił. Dlaczego my nie możemy?

Ludzie często skarżą się na złych kaznodziejów. Ja tez ich nie lubię i zgadzam się, że jeśli ktoś miesza kazanie z nienawistnym językiem (lub jeśli uważa, że Bóg powołał go do pilnowania innych kościołów) to pomylił zawód. Jednak dzisiaj znaleźliśmy się na przeciwnym biegunie. Teraz boimy się skonfrontować grzech.

Nie możemy głosić o materializmie, ponieważ możemy obrazić bogatych ludzi na widowni, jak również ludzi biednych, którzy co tydzień kupują bilety Lotto. Nie możemy głosić o cudzołóstwie, bo są ludzie w kościele, którzy mieszkają razem. Nie możemy głosić o przemocy w rodzinie, ponieważ są diakoni, którzy czasami biją swoje żony. Nie możemy głosić o homoseksualizmie, bo nasza kultura mówi, że to wyraz nienawiści z naszej strony, gdy nazywamy to grzechem.

Lista jest długa. W rzeczywistości niektórzy kaznodzieje zupełnie unikają słowa „grzech”, ponieważ jest zbyt negatywne. A wszyscy wiemy, że ostatnie sondaże pokazują, że ludzie chcą słyszeć pozytywne wiadomości.

Ta pokusa, aby rozcieńczyć ewangelię podsunęła nowy przepis na modne kazania. Zaczynamy od znakomitej przemowy motywacyjnej („Twoja przeszłość nie decyduje o twojej przyszłości!”), dodajemy kilka kwaterek taniej łaski („Nie należy koncentrować się na swoim grzechu!”), dolewamy nieco ewangelii sukcesu („Biegnij do ołtarza i pochwyć przełom finansowy”), doprawiamy to jakąś modną psychologią pop („Tu chodzi o ciebie!”) i voila! – kończymy na ciągliwej papce, na której nawet ledwo co początkujący chrześcijanin by nie przeżył.

Często zastanawiałem się, co apostoł Paweł pomyślałby o naszej „pozytywnej” amerykańskiej ewangelii. Tuż przed jego męczeńską śmiercią dał swojemu duchowemu synowi Tymoteuszowi wyraźne wskazówki, jak zachować jego przesłanie nienaruszone. Powiedział: „Głoś Słowo, bądź w pogotowiu w każdy czas, dogodny czy niedogodny, karć, grom, napominaj z wszelką cierpliwością i pouczaniem” (2 Tm 4:02, BW).

Zmieniliśmy dziś słowa Pawła. Naszą zasadą jest: „Głoś to, co ludzie chcą usłyszeć! Unikaj kontrowersji! Głaskaj, schlebiaj i uspokajaj ludzi tak, żeby wrócili w przyszłym tygodniu!”. Czy można się dziwić, że ta nisko białkowa duchowa dieta wyprodukowała anemiczny kościół?

Nauczanie Pawła w pierwszym wieku było niewątpliwie konfrontacyjne. Nie powstrzymywał się przed piętnowaniem grzechu, ani też nie bał się go nazywać. Wiedział, że chrześcijaństwo bez kręgosłupa będzie produkować chrześcijan bez kręgosłupa. Powiedział Tymoteuszowi, że biblijne nauczanie wymaga trzech odważnych czasowników:

Karcić. Grecki wyraz to elegcho, oznacza „skazać, upomnieć lub narazić” lub „pokazać sobie swój błąd”. Może również oznaczać „skarcić” lub „udzielić nagany”. Każdy, kto kiedykolwiek spotkał się z rodzicielską dyscypliną wie, że karcenie może być najczystszą formą miłości.

Upominać. Epitimao oznacza „napominać zdecydowanie” lub „surowo pouczać”. Angielska definicja oznacza „wyrazić ostrą, surową dezaprobatę”. A pochodzenie słowa oznacza „bić lub uderzyć”. Nie mówię tu o kaznodziei, który bije ludzi Biblią. Krzyczenie na ludzi też nie jest biblijną naganą. Ale kiedy ostatni raz czułeś, ze Duch Święty uderzył cię w twoim sumieniu podczas kazania?

Zachęcać. Jest najłagodniejszym z tych trzech czasowników. Parakaleo może być używane w znaczeniu „pocieszyć” lub „przywołać do boku”. Źródłosłów tego wyrazu użyty jest do opisania Ducha Świętego, który jest naszym Pocieszycielem. Prawdziwe biblijne nauczanie nie tylko obnaża grzech i ostrzega nas przed jego konsekwencjami, ale wzywa nas, abyśmy wołali do Boga o pomoc w pokonaniu naszych słabości. Kiedy rozprawiamy się z grzechem, musimy zapewnić sobie łaskę do uwolnienia i uzdrowienia.

Paweł również nie bał się nazywać grzechu. Niedawno studiowałem wszystkie jego listy, aby zobaczyć, jak mówił o seksualnej niemoralności. I odkryłem, że o grzechach seksualnych mówił w 10 ze swoich 13 listach. Śmiało nazywał cudzołóstwo, rozpustną zmysłowość i homoseksualizm w kulturze, która była nasycona hedonizmem.

Po zachęceniu Tesaloniczan do ćwiczenia się w abstynencji, zgromił ich surowo, mówiąc, że każdy, kto sprzeciwia się Bożemu prawu w sprawie seksu „nie odrzuca człowieka, ale Boga, który daje wam Ducha Świętego” (1 Tes. 4:08). To są mocne słowa. Muszą być dziś powtarzane z naszych kazalnic.

Paweł nie próbuje wygrywać w konkursach popularności, a jego komentarze na temat seksu wpisałyby go na czarną listę, gdyby chciał wykupić czas antenowy. Jednak, kiedy pisał te twarde słowa, mówił z Bożego serca – z miłością – pod natchnieniem Ducha Świętego do nas wszystkich.

Nadszedł czas abyśmy wzmocnili swój kręgosłup. Dajmy sobie spokój ze słabym chrześcijaństwem, elastycznymi kaznodziejami i galaretowatą moralnością. Głośmy biblijne przesłanie zamiast wykastrowanej wersji. Nie tylko nazywajmy grzech po imieniu, ale również wskazujmy ludziom na jedyną nadzieję w pokonywaniu go, którą jest nasz silny Zbawiciel, którego śmierć na krzyżu była ostateczną konfrontacją z grzechem.

продвижение вашего сайта

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.