Duchowe przebudzenie: jedyna rzecz, która nas uratuje.

Obrazek posiada pusty atrybut alt; plik o nazwie Logo_Grady.gifLee J. Grady
06 października 2009

Możemy nauczyć się ważnej lekcji z przebudzenia we Wschodniej Afryce, które przemieniło ten obszar 80 lat temu.

Ludzie w Ugandzie nazywają to Balokole. W ich języku oznacza to „zbawieni”, lecz słowo to stało się synonimem Wschodnioafrykańskiego Przebudzenia – jednego z najbardziej znaczących chrześcijańskich poruszeń współczesnej historii. Przebudzenie miało swój skromny początek we wrześniu 1929 roku, tuż przed wielką depresją w USA. Historycy docierają do modlitewnego spotkania na Namirembe Hill w Kampalii, gdzie misjonarz z Rwandy, Joe Church, przez dwa dni modlił się i czytał wraz z przyjacielem, Simeoni Nsibambi, Biblię. Odczuli, że Bóg pokazał im, że przyczyną słabości afrykańskiego kościoła jest brak osobistej świętości.

Albo będziemy mieli duchowe przebudzenie, albo zginiemy. Żaden polityk, ani demokrata, ani republikanin nie będzie w stanie zmienić naszego kursu ku zniszczeniu.

Nie da się dokładnie wyjaśnić tego, co się stało po tej modlitwie i tego w jaki sposób rozprzestrzenił się ten duchowy zapał. Gdy Bóg przychodzi, dzieje się to, co nie możliwe. W ciągu kilku tygodni po powrocie Church’a do Rwandy chrześcijanie zbierali się na modlitwę i otwarte wyznawanie swych grzechów. Ludzi przytłoczył duch przekonania o grzechu, gdziekolwiek pokutowali za swoje grzechy i upadki, płakali w niekontrolowany sposób, prosząc innych o przebaczenie im i błagając o odnowienie.

Ten płacz rozniósł się na uprawne ziemie i otwarte pola. Niewierzący, którzy przychodzili na zgromadzenia nawracali się widząc szczerość chrześcijan. Pokuta szła dalej, mężowie publicznie przepraszali za cudzołóstwo, rolnicy pokutowali z kradzież krów od siebie nawzajem, aż w końcu przebudzenie rozprzestrzeniło się od Rwandy do Ugandy i Kenii, Tanzanii i Burundii tak, że zostały dotknięte nawet niektóre obszary o kilkusetletnich tradycjach poligamicznych (co jest ciągle powszechne wśród wyznających chrześcijaństwo).

Balokole zmieniło afrykańskie chrześcijaństwo na zawsze. W 1986 roku Michael Haper pisze o tym przebudzeniu w artykule dla Christian History: „Skutki tego przebudzenia są trwalsze niż jakiegokolwiek innego przebudzenia w historii i trudno dziś znaleźć choćby jednego protestanckiego przywódcę we Wschodniej Afryce, który nie zostałby przez nie dotknięty w jakiś sposób”.

Spędziłem kilka ostatnich tygodnie usługując w Ugandzie i Kenii, i wszędzie dokądkolwiek poszedłem spotykałem ludzi, którzy ciągle mówili o tym Wschodnioafrykańskim Przebudzeniu, 80 lat później. Tchnęło ono moc zmartwychwstania w martwe, tradycyjne kościoły i rozpaliło żarliwy ruch zakładania kościołów, który dotkną wiele denominacji.

Bez względu na to czy kazania były przekazywane zza kazalnicy, czy pod drzewami w tamtych czasach podkreślano sześć ważnych rzeczy: 1) krew Jezusa; 2) imię Jezusa; 3) krzyż Jezusa; 4) Słowo Boże; 5) świadectwo świętych; oraz 6) namaszczenie Ducha Świętego.

Przywódcy podkreślali również przesłanie z 1 Listu Jana 1:6-7 „Jeśli mówimy, że z nim społeczność mamy, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy. Jeśli zaś chodzimy w światłości, jak On sam jest w światłości, społeczność mamy z sobą, i krew Jezusa Chrystusa, Syna jego, oczyszcza nas od wszelkiego grzechu”.

Podobnie jak w przypadku innych duchowych przebudzeń (jak w Przebudzeniu Asbury 1970roku), ludzie stawali naprzeciwko siebie i przyznawali się do swoich grzechów, bez względu na to jak bardzo zawstydzających. Szczerość wbijała się głęboko w ludzką pychę i zadawała straszliwe ciosy obwarowanym grzechom oraz religijnej hipokryzji.

Gdy w czasie pobytu w Ugandzie usłyszałem więcej szczegółów na temat afrykańskiego przebudzenia, przekonałem się, że tego typu poruszenie jest jedynym, co może wybić Stany Zjednoczone z obecnej głębokiej rozpaczliwej sytuacji. Albo będziemy mieli duchowe przebudzenie, albo zginiemy. Żaden polityk, ani demokrata, ani republikanin nie będzie w stanie zmienić naszego kursu ku zniszczeniu.

Jedyną nadzieją dla amerykańskiego odstępczego kościoła – kościoła, który jest tak zadowolony, ślepy i letni jak Laodycejczycy – jest „bądź gorliwy i pokutuj” (p. Obj. 3:19).

To, co mnie zachęca to fakt, że Bóg, a nie człowiek, zainicjował wszystkie duchowe przebudzenia przeszłości, w tym Pierwsze Wielkie Przebudzenie, które dało naszemu krajowi historyczną chrześcijańska tożsamość. Tak, odgrywamy naszą małą rolę przez modlitwę i musimy szturmować niebiosa. Tak, przebudzenia przychodzą w odpowiedzi na nasze słabe próby pokuty i musimy z pasją starć się o świeży chrzest uświęcenia.

Nie jesteśmy w stanie wyprodukować przebudzeń a zielonoświątkowy ogień przychodzi wyłącznie z niebios. Jest to suwerenne błogosławieństwo Boga, który nas kocha i pragnie ratować nas przed nami samymi. My, charyzmatycy wytworzyliśmy przez ostatnie 30 lat mnóstwo własnego hałasu i furii, lecz większość tego, co stworzyliśmy jest haniebnym substytutem przebudzenia, musimy z desperacją dążyć do tego, co prawdziwe.

Dziś nasz ruch jest ubłocony w płyciznach egoistycznego, cielesnego chrześcijaństwa. Niech Bóg miłosiernie pośle nam nasza wersję Balokole. Oby przenikająca trzewia pokuta i publiczne wyznawanie grzechu przerwało nasze trendy nabożeństwa. Oby święty ogień rozszerzał się, aż ludzie Stanów Zjednoczonych zobaczą szczerych chrześcijan żyjących według tego, co głosimy.

продвижение

Click to rate this post!
[Total: 3 Average: 5]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *