John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Ilu pastorów wywoływało w swoich zborach poczucie winy i potępienia za to, że nie przyprowadzają wystarczającej liczby ludzi do Jezusa? Działania ewangelizacyjne kościołów często skupiają się na jak największej liczbie osób „pozyskanych dla Chrystusa” niczym rewolwerowiec z Dzikiego Zachodu w Ameryce, który wycinał sobie nacięcia na pasie za każdego zabitego przeciwnika. Z powodu takich oczekiwań wielu chrześcijan uważa, że zawodzą Boga albo nie są dobrymi chrześcijanami, ponieważ nie przyprowadzili zbyt wielu ludzi do Jezusa.
Ale… kiedy porównamy wysiłki, jakie współczesna kultura kościelna wkłada w ewangelizację, z tym, co rzeczywiście mówi Nowy Testament, zobaczymy tu ogromną różnicę. Choć Pan przyjmuje człowieka niezależnie od tego, w jaki sposób do Niego przychodzi, Pismo Święte opisuje, w jaki sposób pierwszy Kościół tak szybko pozyskiwał wielu ludzi dla Pana.
Z czysto analitycznego punktu widzenia – jeśli chodzi o przemianę narodów, społeczeństw i kultur, to wszystkie te kampanie i działania ewangelizacyjne zawiodły w żałosny sposób.
Pierwsza różnica: Jezus nigdy nie powiedział, aby „doprowadzać ludzi do nowego narodzenia”
W naszej kulturze skupiamy się na tym, by jak najwięcej ludzi narodziło się na nowo. Jezus jednak tego nie nauczał. W J 3:3, podczas prywatnego, nocnego spotkania z Nikodemem, Jezus powiedział mu, że człowiek musi się narodzić na nowo, aby ujrzeć Królestwo Boże. To stwierdzenie opisuje to, co dzieje się z duchem człowieka, gdy zostaje odnowiony przez Ducha Świętego. Nigdy nie było to metodą ewangelizacyjną. Jezus nigdy nie polecił uczniom, aby doprowadzali ludzi do nowego narodzenia. Nigdy też nie posłużył się określeniem „narodzony na nowo” w żadnym swoim publicznym nauczaniu.
Ewangelizacja stała się liczeniem głów, podnoszeniem rak, które mają miejsce w bezosobowych salach, stadionach, a nawet namiotach, gdzie jedynym celem jest sprawić, aby jak najwięcej rąk podniosło się dla Jezusa. Nie ma to miejsca na relację – jest tylko liczenie rąk. Czy potrafisz wyobrazić sobie Jezusa działającego w ten sposób wśród pięciu tysięcy, gdy rozmnożył chleby i ryby? Czy wyobrażasz go sobie, że po tym cudzie mówi: „Niech teraz wszyscy pochylą głowy i zamkną oczy, by w ten sposób sprawdzić, kto wierzy, że jest Mesjaszem”? Oczywiście, że nie. Jego kultura i współczesna kultura kościelna to dwie zupełnie różne rzeczy. Dlaczego więc nie dostosujemy naszych przekonań do Jego kultury, zamiast próbować dopasować to na odwrót?
W Mt 28:19–20 Jezus powiedział właśnie to:
„Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody (…) ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem”.
Słowo „przestrzegać” oznacza tutaj obserwować i naśladować. Jezusowe rozumienie ewangelizacji polega na tym, aby uczyć ludzi działania poprzez obserwowanie nas czyniących to, co nam nakazał. Nie powiedział, aby próbować ich nakłonić do podjęcia decyzji dla Niego. Powiedział, aby uczyć ich, by obserwowali i czynili to, co nam przykazał.
Greckie słowo przetłumaczone jako „przestrzegać” to „tereo” – od „teros”, oznaczającego „patrzeć, czuwać”. Używano go w w tamtym czasie w znaczeniu „strzec, pilnować, mieć na coś baczenie”. My strzeżemy tego, co Jezus do nas powiedział, i wprowadzamy to w życie. Inni zaś obserwują nas żyjących według Jego nauki. Patrząc na nas, uczą się o Jezusie i pragną Go w swoim życiu. Uczcie ich przestrzegać wszystkiego, co Jezus nam przekazał.
Naszymi ustami Go błogosławimy, a naszym życiem Go wyznajemy
Wielki Nakaz to wezwanie, aby być na tyle blisko ludzi, by mogli obserwować nas, gdy czynimy to, czego Jezus nas nauczył.
Przyprowadzanie ludzi do Chrystusa wymaga relacji z nimi. Szacuje się, że tylko 5% osób, które podjęły ‘decyzję dla Jezusa’ podczas kampanii Billy’ego Grahama, rok później dalej z Nim chodziło. („The Way of the Master” – Ray Comfort) .Jezus powiedział, aby uczyć ludzi poprzez to, że pozwalamy im „uważnie nas obserwować”, gdy sami jesteśmy posłuszni temu, co On nam powiedział.
Od lat powtarzam: „Każdy może powiedzieć, że jest chrześcijaninem, ale Ojciec tak to zaplanował, że sprawiedliwość potwierdza się w ramach relacji”. Kochamy Ojca (wymiar pionowy) a z dynamiki tej relacji z Bogiem życie wypływa dotykając innych (wymiar poziomy). W ten sposób miłując Pana całym sercem, duszą i siłą, w (w konsekwencji) miłujemy bliźniego jak siebie samego.
Sfery relacji, przez które (według Nowego Testamentu) rozprzestrzeniała się Ewangelia:
Andrzej przedstawił swojego brata – Piotra Jezusowi (J 1:40–42) – rodzina.
Filip pochodził z tego samego miasta, co Andrzej i Piotr – Betsaidy, (J 1:43–44) – sąsiedzi.
Filip miał przyjaciela – Natanaela, którego przyprowadził do Jezusa (J 1:45–51) – przyjaciele.
Piotr, Jakub i Jan byli wspólnikami jako rybacy (J 5:10) – współpracownicy.
Osoba, która jeszcze nie zna Jezusa, ale zna i akceptuje ciebie, a później uwierzy dzięki tej relacji (Łk 10:2–9) – „człowiek pokoju”.
W dniu Pięćdziesiątnicy trzy tysiące osób uwierzyło w Jezusa, zaintrygowanych tym, że stu dwudziestu jego uczniów zaczęło mówić językami. Jednak to nie było zorganizowane zgromadzenie na jakimś stadionie. Także nie widzimy niczego takiego w następnych 30 latach opisanych w Dziejach Apostolskich. W żadnym liście Nowego Testamentu nie znajdziemy instrukcji, aby organizować masowe zgromadzenia. To, co widzimy, to właśnie te pięć głównych rodzajów relacji. WŁAŚNIE tak Ewangelia rozprzestrzeniła się po Europie I wieku.
Jak szybko Ewangelia rozprzestrzeniała się przez te relacje?
1 Tes 1:8: „Od was bowiem rozeszło się słowo Pańskie nie tylko w Macedonii i Achai, lecz też wiara wasza w Boga rozsławiła się po wszystkich miejscach, tak iż nie mamy potrzeby o tym mówić”.
List Pawła do Kościoła w greckim mieście Tesalonice to jedno z najwcześniejszych pism, powstałych około roku 50, czyli mniej więcej 20 lat po wydarzeniach Pięćdziesiątnicy. A jednak Ewangelia rozeszła się po całą Grecję, zaczynając od 120 osób w Jerozolimie. Słowo przetłumaczone jako „rozeszło się” to „execheo” – można w nim dostrzec rdzeń słowa „echo”. Oznacza ono „wydawać dźwięk”, a przedrostek „ex” wskazuje, że dźwięk rozchodzi się na zewnątrz. Oni naprawdę „rozbrzmiewali” nauką Jezusa, a inni obserwowali, jak żyją z Panem, patrząc na ich relacje.
Rz 1:8 oraz 16:19: „Najpierw dziękuję Bogu mojemu przez Jezusa Chrystusa za was wszystkich, że wiara wasza słynie po całym świecie”. „O posłuszeństwie waszym bowiem wiedzą wszyscy”.
List Pawła do uczniów w Rzymie został napisany z Koryntu około roku 55–56, czyli około 25 lat po Pięćdziesiątnicy i 5 lat po jego uwagach odnośnie Tesaloniczan. W ciągu 20 lat cała Grecja usłyszała Ewangelię. W ciągu kolejnych 5 lat Rzymianie wierzyli już do tego stopnia, że ich wiara była znana „po całym świecie”. Ewangelia nie rozprzestrzeniała się przez zapełnianie stadionów, głoszenie i wezwanie do podniesienia ręki czy wyjście na murawę do modlitwy. Rozprzestrzeniała się poprzez relacje. TO WŁAŚNIE jest nowotestamentowa ewangelizacja.
Flp 4:22: „Pozdrawiają was wszyscy święci, a zwłaszcza ci z domu Cezara”. Kol 1:4–6:
„Odkąd usłyszeliśmy o wierze waszej w Chrystusie Jezusie i o miłości, jaką macie dla wszystkich świętych (…) Ewangelia, która doszła do was, jak i na całym świecie wydaje owoc i rośnie, podobnie jak i wśród was od dnia, kiedy ją usłyszeliście i poznaliście łaskę Bożą w prawdzie”.
Te dwa listy należą do tzw. „listów więziennych”* napisanych około roku 64, gdy Paweł przebywał w więzieniu. (*Efezjan, Filipian, Kolosan, Filemona). W ciągu 30 lat od Pięćdziesiątnicy Ewangelia dotarła nawet do domu Cezara. Coś nieprawdopodobnego. Ludzie spotykali się w domach, a nie w budynkach zwanych „kościołem”, i to właśnie przez te pięć sposobów relacji międzyludzkich ewangelizowano świat. Ludzie obserwowali chrześcijan i pragnęli tego, co oni mieli.
Jeśli zastanawiałeś się, co kultura współczesnego tradycyjnego kościoła robi w niewłaściwy sposób – to tu masz odpowiedź. Współczesny model opiera się na spotkaniach w dużych, bezosobowych budynkach, gdzie element relacyjnej wiary został z niego usunięty. Każda rzecz rodzi owoce według swojego rodzaju, co oznacza, że gdy kościół gromadzi się w dużych budynkach, zaczyna myśleć, że ewangelizacja powinna wyglądać podobnie: zbierać tłumy i do nich przemawiać.
Dla współczesnego pastora wizja światowego przebudzenia oznacza więcej nabożeństw, większe budynki i rosnącą liczbę wiernych. Tymczasem słowa Jezusa z Mt 24:14 mówiące o głoszeniu Ewangelii na całym świecie, zanim przyjdzie koniec, były wypowiedziane w kontekście spotkań w domach, na zewnątrz, w małych grupach rodziny, przyjaciół, sąsiadów, współpracowników i „ludzi pokoju”.
W następnym tygodniu przyjrzymy się temu, w jaki sposób Paweł dzielił się Ewangelią oraz czym jest służba ewangelisty według biblijnej definicji tego daru. To naprawdę otwiera oczy.
Wiele błogosławieństw.
John Fenn
