Jak poddać się Bogu

 

Brogden Chip

Czyż nie wiecie, że jeśli się oddajecie jako słudzy w posłuszeństwo, stajecie się sługami tego, komu jesteście posłuszni, czy to grzechu ku śmierci, czy też posłuszeństwa ku sprawiedliwości?” (Rzm. 6:16).

 Codziennie zdarzają nam się takie sytuacje, z którymi nie możemy sobie poradzić przy pomocy własnej siły czy mądrości. Potrzebujemy siły i mądrości, które przychodzą z Wysokości, Spoza, z Zewnątrz nas a jednak wyrastają z naszego wnętrza.

Jeśli narodziłeś się na nowo to na pewno przeżyłeś to co najmniej raz w życiu i co najmniej w jednej dziedzinie swego życia. Co najmniej raz zrozumiałeś że, nie możesz zbawić siebie samego i i poddałeś się Chrystusowi, zaufałeś Jezusowi, aby zrobił w tobie i przez ciebie to, czego ty nie mogłeś zrobić sam. Takie poddanie się to swojej w istocie, jeśli chodzi o twoje zbawienie, „wzięcie Krzyża”. Umarłem dla siebie samego. Nie mogę siebie zbawić a skoro nie mogę, nie będę (próbować). Zaufam wyłącznie Życiu Pańskiemu, że zrobi to, o czym (w końcu) dowiedziałem się, że ja nie mogę. To właśnie znaczenie zwrotu „uchwycić się Krzyża” w stosunku do zbawienia. Widzimy wtedy, że gdy śmierć Ego jest dogłębna i całkowita – to jest, gdy przestajemy próbować zbawić siebie i spoczywamy na łasce Bożej, wtedy Bóg wzbudza z martwych. To, co wcześniej było niemożliwe, teraz zostaje osiągnięte przez Boga. Jesteśmy wdzięcznymi biorcami Jego łaski, a On przyjmuje wszelką chwałę, ponieważ my nie zrobiliśmy niczego, On zaś – wszystko. To jest zasada Krzyża.

Nie ma żadnego znaczenia w jakiej jesteś sytuacji; Krzyż wystarcza. Jeśli Krzyż jest mocą Bożą ku zbawieniu to Krzyż jest również mocą Bożą do twoich relacji, twojego duchowego wzrostu i rozwoju, celu twojego życia, twojej zachęty, siły i zwycięstwa we wszystkim, co utrudnia, rozprasza i staje przeciwko tobie. W którymś momencie swego życia zrozumiałeś, że nie możesz zbawić samego siebie – to było dzieło Krzyża.

Przyjmij teraz dzieło Krzyża i naucz się tego, że tak samo, jak nie mogłeś zbawić samego siebie, tak też nie możesz kochać Boga, kochać bliźniego, przebaczać tym, którzy zgrzeszyli przeciwko tobie, wypędzać demonów, być odważnym świadkiem Chrystusa czy wypełnić swego przeznaczenia o własnych siłach. Podobnie jak raz kiedyś zacząłeś polegać na Chrystusie, aby cię zbawił, tak teraz musisz stale polegać na Chrystusie, aby przeżyć każdy dzień. Tak jak polegasz na Chrystusie co do swojego zbawienia, tak samo musisz polegać na Chrystusie we wszystkimi innym.

Jak przyjęliście Chrystusa Jezusa jako Pana…” – to jest Brama – „Tak w Nim chodźcie” – to jest Droga. Jeśli możesz przyznać się do porażki, jeśli możesz poddać siebie Boga w dziedzinie „zbawienia” to możesz ( i powinieneś) zrobić to samo we wszystkich innych dziedzinach swego życia. Chodź w Nim tak, jak Go przyjąłeś; przez bezwarunkowe poddanie się Jego Woli, Jego Celowi, Jego Mocy, Jego Panowaniu. Uchwyć się Krzyża! Im wcześniej tym lepiej!

 Gdy przestajemy robić to, czego nie możemy, On zaczyna to robić. Jest to owoc wydawany przez tych, którzy rzeczywiście narodzili się na nowo. Nasze uczynki wcale nie są uczynkami religijnymi, one po prostu są uczynkami Tego, Który żyje w nas. Gdy my całkowicie przestajemy zmagać się i poddajemy ukrzyżowaniu, wtedy On przychodzi w mocy i chwale, aby wzbudzić nas z martwych. Właśnie to znaczy być chrześcijaninem i uczniem Chrystusa.

Przyszedł do mnie pewien brat, który cierpiał z powodu złego nawyku. Próbował wszystkich znanych człowiekowi sposobów, aby go złamać. Zajrzał do każdej dziury. Najpierw próbował chrześcijańskich metod: modlitwy, postu, związywania i rozwiązywania, egzorcyzmu, pozytywnego wyznawania. Składał Bogu przysięgi i straszył samego siebie straszliwymi konsekwencjami za złamanie tych przysiąg, ale je łamał. Gdy te wszystkie próby duchowego zajęcia się problemem zawiodły, próbował psychologicznego ratunku: wizualizacji, poradnictwa, psychoterapii, kursów samo-pomocy, motywacyjnych mówców, naturalnych leków. Nosił nawet gumową opaskę na nadgarstku, aby nią strzelać sobie w skórę, za każdym razem, gdy myśli zaczynały mu uciekać. Powiedziano mu, że w ten sposób, ból będzie przerywał tok myślowy i będzie „pstrykać” go z powrotem do rzeczywistości. Od tego ciągłego pstrykania miał już czerwone pręgi na ręce, oczywiście, gumowy przerzutnik nie działał. A tak naprawdę to nic nie było skuteczne i w takim właśnie stanie znalazł mnie.

– Próbowałem już wszystkiego, nie mogę sobie z tym nawykiem poradzić. Co jeszcze mogę zrobić? – zapytał.

– Pozwól, że powtórzę to, co właśnie powiedziałeś. – odpowiedziałem. – Powiedziałeś, że nie możesz złamać tego nawyku.

Przytaknął.

– Po czym zapytałeś: „Co jeszcze mogę zrobić?”

Przytaknął.

– Więc, posłuchaj, co ci powiem. – odpowiedziałem. – Powiedziałeś: „nie mogę … co jeszcze mogę?”

Nie zrozumiał, więc spróbowałem ponownie.

–  Mówisz: 'nie mogę, nie mogę, nie mogę”. Następnie, na tym samym oddechu, pytasz: „Co jeszcze mogę zrobić?” A odpowiedź jest taka: nic. Nie ma już nic, co jeszcze mógłbyś zrobić. Zrobiłeś już wszystko. Jeśli więc rzeczywiście wierzysz w to, że nie możesz zrobić niczego, to przestań próbować to robić. Za każdym razem, gdy próbujesz, wyrażasz w ten sposób swoje przekonanie, że jednak możesz. A wyraźnie nie możesz.

 Pomyślał nad tym i powiedział:

– Tak, ale jeśli przestanę próbować, to mnie to z pewnością pokona.

– Już jesteś pokonany. – odpowiedziałem. – Teraz musisz tylko przyznać, że jesteś pokonany, abyś mógł zwyciężyć. Co masz do pokazania tymi wszystkim wysiłkami? Nic, oprócz szeregu niepowodzeń. Czy widzisz to, że jeśli nie możesz, to choćbyś próbował ze wszystkich sił, jest to bezcelowe? Jeśli nie ma takiej możliwości, abym podniósł 1000kg to nawet nie powinienem próbować. Ten nawyk to dla ciebie jak 10000 kilogramów, więc nie powinieneś próbować nawet. Możesz go podnieść? Nie. Ciągle myślisz, że możesz? W takim razie Bóg pozwoli ci na dalsze próby i będzie czekał na ciebie, aż przestaniesz próbować. Wcześniej czy później liczne niepowodzenia nauczą cię jednego: nie dasz rady. Celem tych licznych upadków jest nauczyć cię tego jednego: nie dasz rady. Jeśli nauczysz się tej lekcji to warto upaść i tysiąc razy. Jeśli już nauczyłeś się tego naprawdę, jest to czas na to, aby iść do Boga i powiedzieć Mu, że rezygnujesz. Powiedz Mu, że próbowałeś zrobić to po swojemu, lecz byłeś bezsilny. Poddaj Jemu to wszystko. Zrezygnuj z dalszych prób i przyznaj, że bez Niego, tego nie da się zrobić. Idź na Krzyż i umrzyj w tej sprawie i patrz, co Bóg z tym robi.

 Pomyślał chwilę nad tym i nie chciał się z tym zgodzić, lecz jego własne doświadczenia dowiodły, że im bardziej próbował, tym częściej upadał.

Wtedy coś się stało: w końcu zobaczył, że nie ma sensu dalej próbować zrobić to, czego nie mógł .

– Nie mogę. – powiedział.- Zatem nie będę.

Zajaśniała w nim nowa nadzieja: zobaczył to, że „co niemożliwe dla człowieka, możliwe dla Boga” (Łk. 18:27). Teraz jednak zrozumiał, że po to, aby Bóg zrobił to, co niemożliwe dla człowieka, ten człowiek musi najpierw zdawać sobie sprawę z tego, że dla człowieka to jest niemożliwe! Po raz pierwszy zobaczył, że Bóg może zrobić dla niego więcej w pięć sekund (jego) „rezygnacji” niż on sam mógł zrobić dla siebie przez całe życie „próbowania”.

Pomodliliśmy się zatem a jego modlitwa wyglądała jakoś tak: „Dziś, Panie, jestem skończony. Rezygnuję. Próbowałem już wszystkiego i nic nie było skuteczne. Jest to niemożliwe dla mnie, lecz nie dla Ciebie. Z Tobą wszystko jest możliwe! Ufam więc Tobie, że zrobisz to, czego ja nie mogę. Jeśli Ty to zrobisz, wtedy ja zwyciężę: jeśli tego nie zrobisz to na zawsze będę pokonany. Tak jak zaufałem Tobie, że mnie zbawisz, tak też ufam tobie, że pokonasz to. Ja tego nie mogę, lecz Ty możesz”.

Nie zdając sobie z tego sprawy ten brat uchwycił się Krzyża. „Umarł” dla wszystkich swoich wysiłków a Bóg „wzbudził go z martwych” wspaniałym uwolnieniem.

Uchwycenie Krzyża nie jest jednym aktem raz na całe życie, lecz codzienną postawą człowieka mającego świadomość swojej niewystarczalności po to, aby poznać, że Chrystus wystarcza. Jezus każe nam brać Krzyż „codziennie” (Łk. 9:23), a Paweł mówi, „codziennie umieram” (1Kor. 15:31). Ponieważ każdego dnia spotykamy się z pokuszeniami, próbami i sprawdzianami, tak też musimy codziennie potwierdzać i ponownie potwierdzać, kim jesteśmy w Chrystusie: ukrzyżowanymi, martwymi, pogrzebanymi, wzbudzonymi z martwych, zabranymi do nieba i posadzonym Winoroślami ukrzyżowanego, pogrzebanego, wzbudzonego z martwych, zabranego do nieba i posadzonego Krzewu Winnego. Jako uczniowie, każdego dnia bierzemy Krzyż, co znaczy, że zawsze jesteśmy w stanie poddania i oddania Panu Jezusowi, stale odrzucając nasze własne drogi. Jest to poddawanie się Jemu chwila po chwili, co jest podsumowane w tym powiedzeniu: „Nie ja, lecz Chrystus” (Gal.2:22 in.).

продвижение сайта

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.