Starsi rządzą! Lecz zgromadzenia decydują

Kevin T. Bauder

[Pierwotnie opublikowano w lutym 2014.]

Przekonanie o tym, że kościoły powinny być zarządzane przez komitety starszych, działających w systemie, który w zasadzie uniemożliwia zmiany, a nowe rzeczy tworzy podobne do tych starych, opiera się na dwóch argumentach. Po pierwsze: owce (tj. zwykli wierzący znajdujący się pod opieką pastora czy starszych) nie mają kompetencji do podejmowania decyzji na rzecz całego kościoła. Nawet przy powierzchownym czytaniu Nowego Testamentu, łatwo jest to odrzucić. Nowy Testament nie tylko regularnie podkreśla duchowe kompetencje każdego wierzącego, lecz daje również liczne przypadki zgromadzeń (kościołów) wybierających sługi czy nawet starszych, wykluczających i ponownie przyjmujących członków i decydujących o doktrynie. Co najmniej kilka fragmentów wyraźnie pokazuje, że te decyzje były podejmowana przez większość zgromadzenia.

Adwokaci zarządzania starszych czasami próbują odeprzeć ten jednolity wzór nowotestamentowego nauczania przykładowo odwołując się do tego, że Paweł, Barnaba i Tytus ordynowali starszych.Te fragmenty nie przedstawiają jednostek wymuszających starszych na niechętnych zgromadzeniach. Teksty są raczej niejednoznaczne i nie wskazują na to, aby były niespójne z apostolskim powołaniem, które następuje po wyborze dokonanym przez zgromadzenie. Innymi słowy: te teksty nie stanowią rzeczywistego argumentu ani za, ani przeciwko zarządzaniu przez starszych.

Postawieni wobec tych faktów (a są to fakty), zwolennicy rządu starszych szybko uciekają do swego drugiego argumentu, a mianowicie do tego, że starsi mają rządzić, a zgromadzenie ma być posłuszne, przy czym przez „posłuszeństwo” rozumieją to, że zgromadzenia jest zobowiązane do poddania się decyzjom podjętym przez starszych. Powstaje pytanie, czy ten wniosek rzeczywiście jest wobec dowodów właściwy. Baptyści wierzą, że nie jest.

Continue reading

Jestem synem

https://scontent-waw1-1.xx.fbcdn.net/v/t1.0-9/37367092_1851839151779377_7844755618660352000_n.png?_nc_cat=111&_nc_ht=scontent-waw1-1.xx&oh=7e366dac1f47f8054a53d2dfa85ebf80&oe=5D811672

Micah Turnbo
19.07.2017

Witajcie!!
Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku w ten piękny poranek/popołudnie/wieczór, gdy to czytacie! Dziś zastanawiałem się nad tym, skąd przyszedłem czy też przez co przeprowadził mnie w przeszłości Pan. Chciałbym się z wami podzielić czymś, co jest dla mnie ważne, co dotyczy mojej tożsamości. Bóg jest piękny – mamy wspólną historię. Jezus był moim najlepszym przyjacielem we wszystkich sytuacjach, gdy miałem złamane serce. Duch Świętym najjaśniejsza świadomość, która żyje we mnie, nigdy nie opuścił mnie. Prowadził moje serce ku prawdzie o mojej tożsamości. Mam nadzieję, że w tym, co opowiem, znajdziecie zachętę i wolność.

Miałem 11 lat, gdy zobaczyłem pornografię. Całkowicie nie rozumiałem tego, ani nawet tego, że było to coś prawdziwego. Poczułem jakąś presję spadająca mi na głowę, gdy coś wtargnęło do mojego ducha, co nie miało tam prawa być. Poczułem w sobie jakąś słabość, której wówczas nie byłem świadomy. Siedziałem przed komputerem, a obrazy zmieniały się. Czułem w sobie coś, o czym nie wiedziałem, że jest tam.
Pamiętam, jak trzęsły mi się palce, pot spływał mi po twarzy, gdy ciemność otoczyła serce. Tak, Szatan mnie okłamał. Oszukał mnie, kwestionując moją seksualność i tożsamość! Tego dnia oglądałem pornografię gejów, ponieważ w tym małym pomieszczeniu mego serca kłamstwo mówiło mi, że również jestem słaby, że nie jestem dość dobry. To kłamstwo mówiło, że nigdy nie będą dość silny, nikt nigdy nie będzie mnie lubił. Demony powiedziały mi, że Jezus odejdzie na zawsze i że nie jestem dla Niego dość dobry.

Wiecie, miałem wspaniałych pełnych Ducha rodziców! Nikt nie tknął mnie demoralizująco. Miałem zdrowe relacje z tatą… Miałem wszystko, lecz wszystko zaczęło się od kłamstwa.

Continue reading

Stan_28/29.05.2019

Stany Tyra
Jeśli Boża obecność nie będzie miała miejsca stale tam, gdzie my jesteśmy,
zamiast tego, co okazjonalnie próbujemy wytworzyć, to nasze próby
„wejścia” do Jego obecności będą bardziej fasadą niż rzeczywistością.
Prawdziwa obecność Ducha wynika tylko z autentyczności i dlatego jest z takim trudem przeżywana. Pozory nigdy nie poznają prawdziwej obecności.

W miarę jak ta obecność Ducha, którą wnosimy wzrasta w każdej chwili, jest
ona w stanie prowadzić do rozwoju każdej chwili. Bardzo dobrym przykładem takiej obecności jest matka trzymająca na ręku swoje dziecko, a ono wpatrzone w nią. Jest w takiej chwili spokój, nic innego nie liczy się. Nic innego nie istnieje. Jest to jedność pochłaniająca tą chwilę, której nie da się wyrazić słowami czy myślami.

Obecność namacalna

Jest to miejsce, w którym jesteśmy szczególnie blisko transcendentnej rzeczywistości, która normalnie jest poza naszą świadomością, choć zawsze otacza nas. Trzeba tylko rzucić okiem, co najmniej na chwilę. Podobnie jak w przypadku Mojżesza i gorejącego krzaku: „schodzimy z drogi” i idziemy ku temu, co przymusza nas, aby „podejść”, lecz jest to poza „normalnym” biegiem zdarzeń.
Sufici opowiadają pewną historię o młodej rybie, która przypływa do mądrej, starej ryby: „Słyszałam o morzu – mówi młoda ryba – Lecz gdzie
ono jest?” Mądra ryba odpowiada: „To morze jest w tobie, i ty jesteś w nim. Jest to wszystko, cokolwiek kiedykolwiek poznałaś, a jednak nie znasz go”. Taki jest stan ludzkości. Jesteśmy w Chrystusie i Chrystus jest w nas, a jednak nie rozpoznajemy tej rzeczywistości. Możemy w to wierzyć, lecz nie znamy jej. Brakuje nam świadomości.

Świadomość zaś jest produktem ubocznym obecności a świadomość czegokolwiek otwiera/rozwija świadomość wszystkiego. Świadomość buduje następnie przestrzeń, która umożliwia nam przebicie się przez nasz domyślny stan zaabsorbowania sobą, co jest techniką zakłócania obecności.

Duchowość jest o wiele głębiej niż osobowość i jest też bardziej stabilna niż
nastrój czy ego, jest cechą charakterystyczną naszej duszy, a jednak często jest pomijana, ignorowana bądź błędnie interpretowana – zarówno w sobie
jak i u innych.
Zwierzęta znacznie lepiej radzą sobie z rozeznawaniem obecności niż ludzie. Niewątpliwie jest tak dlatego, że są bardziej nastrojone do swojej istoty podstawowej natury. Nie są zmieszane fałszywymi sposobami bycia, ponieważ, w przeciwieństwie do ludzi, nigdy nie próbują być czymkolwiek innym niż są. Autentyczność rodzi obecność. Ludzie to jedyny gatunek, który próbuje zakładać jeden kostium za drugim, starając się stać tym czym uważają, że powinni być, bądź tym, czego chcą od nich inni. Większość z nas traci obecność innych, ponieważ tak bardzo jesteśmy zaabsorbowani obserwowaniem słuchaniem i potwierdzaniem istniejących uprzedzeń i wniosków. W skrócie: zatracamy się w naszym własnym procesie myślowym.
W słuchaniu jest wielkie niebezpieczeństwo, ponieważ to, o czym myślimy,
już wiemy. Zamiast słuchać faktów i szczegółów, sugerowałbym „uważne”
słuchanie. Takie uważne słuchanie polega na uczestniczeniu czy pochyleniu się nad tym, co cię „bierze”, zamiast tego, co możesz „wziąć”. Jeśli chcemy lepiej rozpoznawać obecność, musimy przenosić uwagę poza dane, które otrzymujemy od zmysłów na to, co możemy odczuwać intuicyjnie i subiektywnie. Nie znaczy to, że mamy zrezygnować z umysłu, co, tak przy okazji, nie jest możliwe, lecz daje nam możliwość lepszego słuchania i słyszenia tego, co nie jest wypowiadane głośno. W niektórych religiach takie słuchanie nazwane jest „trzecim uchem”, a widzenie „trzecim okiem”. Po prostu jest to widzenie poza to, co należy do naszej normalnej praktyki i zmysłów. Nauczyłem się tego, że gdy czuję się niewygodnie w pobliżu kogoś, o kim nic nie wiem, to zwracam pilną uwagę, ponieważ więcej mówi mi to o mnie, niż o kimkolwiek więcej. Jest tak dlatego, że rozeznawanie innych musi być poprzedzone autentycznym i prawdziwym rozeznaniem siebie samego. Często jesteśmy świadomi tylko kilku zewnętrznych rzeczy takich jak pożądanie czy gniew. Rzadko zdarza nam się zauważać hipokryzję i takie subtelne uczucia jak uprawnienie, uraza, osąd, zazdrość, poczucie sprawiedliwości własnej, zadowolenie z siebie, żeby wymienić tylko kilka. Jest wiele innych, które leżą znacznie głębiej pod tymi, a które nigdy nie zostały zauważone i wyciągnięte na powierzchnię.

Wydaje się, że chrześcijanie mają największy problem z rozeznawaniem
Chrystusa. Nie jest to ironiczne? Niektórzy powiedzieli, że moim darem
jest przedstawianie chrześcijanom Chrystusa. Niemniej, jest to prawda w
bardzo wielkim wymiarze. Wystarczy spojrzeć do Ewangelii, aby zobaczyć,
jak trudno było religijnym ludziom rozpoznać obecność Jezusa. Jeśli
ludzie mogli nie rozpoznać najbardziej boskiej obecności, jaka
kiedykolwiek chodziła po ziemi, może się okazać, że rozpoznanie Jego
obecności jest dla nas większym wyzwaniem, niż gotowi jesteśmy
przyznać.
Jeśli dotyczyło to Jezusa to pomyślcie jak trudno jest rozpoznać
mętną osobowość, a jest to powszechne w przypadku ludzkości. Wygląda na to, że jesteśmy wprawieni wyłącznie w rozpoznawaniu zachowania i osobowości.

Dżihad przeciwko chrześcijańskiemu krzyżowi


Raymond Ibrahim
06/07/2019

37 letni imigrant, muzułmanin, został ostatnio aresztowany w Rzymie za zabójstwo, po tym, gdy pchnął nożem w gardło chrześcijanina za to, że nosił na szyi krzyż. „Religijna nienawiść” jest cytowana jako „jątrzący czynnik” tego przestępstwa.
Trudno powiedzieć, że jest to pierwszy włoski przypadek przestępstwa pod wpływem „jątrzącej nienawiści” w kontekście krzyża. Między innymi:

   Muzułmański chłopiec wybrał sobie na ofiarę 12 letnią dziewczynkę, wyzywał ją i ostatecznie pobił w szkole również za to, że nosiła krzyżyk.  
Muzułmański imigrant wtargnął do starego kościoła w Wenecji i zaatakował wielki 300 letni krzyż, wyłamując jedno z jego ramion równocześnie wykrzykując: „Wszystko, co jest w kościele, jest fałszem!”
Po zniszczeniu krucyfiksu w pobliżu masowo odwiedzanego meczetu, lokalny burmistrz powiedział, że jeśli chodzi o tożsamość winowajcy(ów): „Zanim okażemy jedność z muzułmanami, niech oni najpierw nauczą się szanować naszą cywilizację i naszą kulturę”.

Faktem jest, że islamska wrogość wobec krzyża jest zjawiskiem niezmiennym, które przekracza granice kontynentów i stuleci, i jest zdecydowanym wskaźnikiem islamskiej wrodzonej wrogości wobec chrześcijaństwa.

Kilka informacji dla początkujących: krzyż jest nie tylko podstawowym symbolem chrześcijaństwa – wszystkich denominacji w tym większości postaci obrazoburczych protestantów – lecz symbolizuje fundamentalną niezgodę między chrześcijanami, a muzułmanami. Jak ujął to prof. Sidney Griffith: „Krzyż oraz ikony publicznie ogłaszają właśnie te elementy chrześcijańskiej wiary, którym Koran, z muzułmańskiego punktu widzenia, jawnie zaprzecza: że Chrystus był Synem Bożym i że umarł na krzyżu”. Zatem „chrześcijańska praktyka czczenia krzyża … często wzbudza u muzułmanów wzgardę”, więc od samego początku muzułmańskie podboje chrześcijańskich terenów miały na celu „usunięcie tych publicznych chrześcijańskich symboli, a szczególnie wszechobecnego znaku krzyża”.

Te „kampanie” sięgają wstecz do proroka Mahometa. On prawdopodobnie „miał tak silną odrazę do formy krzyża, że zniszczył w swym domu wszystko, co miał na sobie ten kształt”, jak napisał jeden historyk (Cyt.: Sword and Scimitar. p.10). Mahomet twierdził również, że na koniec czasów Jezus (muzułmański Isa) sam doprowadzi do tego, aby „niszczyć ten krzyż”.
Współcześni muzułmańscy klerycy potwierdzają to. Zapytany o islamskie prawo, czy ktokolwiek – w tym przypadku chrześcijanie – może nosić krzyż czy modlić się przed krzyżem, Szeik Abdul Aziz al-Tarifi, saudyjski ekspert islamskiego prawa, powiedział: „Pod żadnym względem żaden człowiek nie ma zgody na noszenie krzyża” ani „nikomu nie wolno modlić się do krzyża”. Dlaczego? „Ponieważ prorok – pokój i błogosławieństwo dla niego – nakazał niszczenie go (krzyża)”.

Continue reading

Którym złodziejem jesteś?

Brad Jersak
Marek 10
(35)I przystąpili do niego Jakub i Jan, dwaj synowie Zebedeusza, i rzekli: Nauczycielu, chcemy, abyś nam uczynił, o co cię prosić będziemy.
(36) A On rzekł do nich: Co chcecie, abym wam uczynił?
(37) A oni mu rzekli: Spraw nam to, abyśmy siedzieli w chwale Twojej, jeden po prawicy Twojej, a drugi po lewicy. 
(38) A Jezus im powiedział: Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja piję albo być ochrzczeni tym chrztem, którym Ja jestem ochrzczony? 
(39) Odpowiedzieli mu: Możemy. Wtedy Jezus rzekł im: Kielich, który ja piję, pić będziecie, i chrztem, którym jestem ochrzczony, zostaniecie ochrzczeni. 
(40) Ale sprawić, abyście zasiadali po mojej prawicy czy lewicy, nie moja to rzecz; przypadnie to tym, którym zostało zgotowane. 

Łukasz 23
32) A prowadzono także dwóch innych złoczyńców, by ich razem z nim zgładzić.
(33) A gdy przyszli na miejsce, zwane Trupią Czaszką, ukrzyżowali go tam, także i złoczyńców, jednego po prawicy, a drugiego po lewicy.
(34) A Jezus rzekł: Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią. A przy dzieleniu się jego szatami rzucali losy.
(35) A lud stał i przyglądał się. Przełożeni zaś naśmiewali się, mówiąc: Innych ratował, niechże ratuje samego siebie, jeżeli jest Chrystusem Bożym, tym wybranym.
(36) Szydzili z niego także i żołnierze, podchodząc doń i podając mu ocet,
(37) i mówiąc: Jeżeli Ty jesteś królem żydowskim, ratuj samego siebie.
(38) Był też i napis nad nim: Ten jest królem żydowskim.
(39) Tedy jeden z zawieszonych złoczyńców urągał mu, mówiąc: Czy nie Ty jesteś Chrystusem? Ratuj siebie i nas.
(40) Drugi natomiast, odezwawszy się, zgromił tamtego tymi słowy: Czy ty się Boga nie boisz, choć taki sam wyrok ciąży na tobie?
(41) Na nas co prawda sprawiedliwie, gdyż słuszną ponosimy karę za to, co uczyniliśmy, Ten zaś nic złego nie uczynił.
(42) I rzekł: Jezu, wspomnij na mnie, gdy wejdziesz do Królestwa swego.
(43) I rzekł mu: Zaprawdę, powiadam ci, dziś będziesz ze mną w raju.

Rozważania 

Continue reading

Stan_27.05.2019

Stan Tyra
W sprawach duchowych chodzi o widzenie. Prawda objawiona w cudzie, jakiego Jezus dokonał na niewidomym człowieku nie dotyczyła cudu w wymiarze fizycznym, lecz duchowego widzenia nowymi oczyma. Niewidomy człowiek może zostać uzdrowiony i dalej wszystko widzieć z tego samego punktu widzenia co wcześniej. Nie tyle chodzi tu o to, co widzisz, lecz jak to widzisz i z jakiej perspektywy. Chodzi tu o uzdrowienie z naszych przepełnionych uprzedzeniami wersji rzeczywistości i spotkanie się z rzeczywistością. Pomyliliśmy nasze opinie z prawdą, ponieważ stworzyliśmy Boga na nasz własny obraz tak, aby zawsze zgadzał się z nami. Jakże to wygodne.

Pewien pijany mężczyzna zataczając się po moście wpadł na
przyjaciela.
Obaj nachylili się ku wodzie i zaczęli rozmowę.

  • Co jest tam na dole? – zapytał pijany.
  • To Księżyc – odpowiedział przyjaciel.
    Pijany popatrzył przez chwilę, potrząsną głową i powiedział:
  • Wiem, że to Księżyc! Chciałbym jednak wiedzieć, jak, do diabła,
    znalazłem się tutaj na górze”.

Problem, który mamy z Bogiem i ludzkością istnieje wyłącznie dlatego, że patrzymy na odbicie nas samych i organizujemy sobie życie wokół tego obrazu. Myślimy, że mamy ‘wysoką’ świadomość. Mylimy to, co widzimy „patrząc w dół” z tym, co prawdziwe. Nie zgadzamy się spojrzeć w górę i zobaczyć to, co prawdziwe, więc gapimy się na dół i organizujemy sobie świat wokół naszej „pijanej” zniekształconej percepcji.
Jeśli wskażesz na coś palcem i zachęcisz innych, aby tam spojrzeli, możesz spotkać się z ciszą, jeśli będą patrzeć na twój palec, zamiast tam, gdzie on wskazuje. Dlatego mamy tak wypaczone pisma. Zamiast patrzeć na to, na co one wskazują, na Jezusa, który zawsze wskazuje na Ojca, gapimy się na Biblię i organizujemy życie i Boga, wokół wyrazów i fragmentów.

Wszelkie przeżycia i słowa są w najlepszym wypadku palcami wskazującymi na ostateczną tajemnicę. Wielkim niebezpieczeństwem jest sądzić, że wiemy (wierzymy) i kształtujemy swoje wnioski pełne szybkich, pełnych zadufania odpowiedzi, podczas gdy w rzeczywistości mylimy wskazujące palce z rzeczywistością, mieszamy mapę z terenem. Musisz przestać zwieszać głowę, a zacząć patrzyć w górę; to dlatego jest On nazwany „tym, który podnosi naszą głowę” (Ps 3:3).

2. Jezus 1.01

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.

Pewnego razu późno w nocy modliłem się, gdy nagle znalazłem się realności duchowej i zobaczyłem Pana stojącego w moim pokoju. Widziałem naturalne, fizyczne rzeczy w pokoju jak i widziałem też Jego. Pan powiedział: „Chcę cię pokazać, w jaki sposób nauczam ludzi.”

Pewne podstawy były już mi znane

W Mar.4:33 czytamy, że „zwiastował im słowo stosownie do tego, jak mogli słuchać”. To pokazuje nam, że Jezus, ani wtedy ani też teraz, nie przytłacza nas rzeczami, których nie jesteśmy w stanie zrozumieć ani w nich chodzić. Jeśli nie jesteśmy jeszcze gotowi na przyjęcie prawdy, On się wstrzymuje, aż będziemy jej szukali.

Dobrym tego przykładem jest chrzest Duchem Świętym. Narodziłem się na nowo w wieku 16 lat, lecz bardzo szybko po paru tygodniach zacząłem odczuwać frustrację z powodu braku zrozumienia Słowa oraz braku mocy. Nic więcej na ten temat nie wiedziałem.  Pamiętam, jak pewnego dnia powiedziałem Ojcu: „Nie chcę wyjść na niewdzięcznika, Nie chcę Cię też obrazić, ale naprawdę nie ma już nic więcej? Spodziewałem się o wiele więcej”.

Następnego dnia przyjaciółka, która przyprowadziła mnie do Pana, zaczęła mówić mi o chrzcie Duchem Świętym. Do tej chwili nawet o tym nie słyszałem, ale kiedy powiedziała mi, że Duch Święty będzie mnie nauczał i da mi większe poznanie, byłem już na to gotowy. Pan czekał, aż będę gotowy aby otrzymać informacje na ten temat, czekał aż poproszę Go o więcej wiedzy – nie wciskał mi nowego nauczania.

Tej nocy Pan nauczał mnie, co czasem się dzieje, gdy osoba zaczyna w Niego wierzyć zanim wcześniej nie pokutuje ze swojego grzesznego życia.

W Jan.3:22-26 czytamy, że Jan Chrzciciel chrzcił ludzi w jednym miejscu …

..a Jezus i Jego uczniowie robili to w innym miejscu. Widzimy, że niektórzy uczniowie Jana byli zaniepokojeni, ponieważ Jezus przyciągał więcej ludzi niż Jan. Wtedy Jan powiedział: „On musi wzrastać, ja zaś stawać się mniejszym”.

Rozdział 4 zaczyna się w ten sposób: „A gdy Pan się dowiedział, że faryzeusze usłyszeli, iż Jezus zyskuje więcej uczniów i więcej chrzci niż Jan, (chociaż sam Jezus nie chrzcił, ale jego uczniowie) opuścił Judeę i odszedł z powrotem do Galilei. A musiał przechodzić przez Samarię”.

Pan powiedział, że wiedział wtedy, że faryzeusze nie pójdą za Nim przez Samarię, więc użył tego jako pewnego rodzaju filtra, aby zmusić ich do powrotu do Jana. Oznaczało to, że musieli wrócić do Jana i jego chrztu upamiętania. Gdyby im był pozwolił, faryzeusze poszliby za Nim, bez uprzedniego przyjęcia chrztu upamiętania od Jana.

Continue reading