Drogi sprawiedliwości_6


John Fenn

Jezus nigdy się nie zmienia. W sam taki sposób, w jaki zajmował się ludźmi w Ewangeliach, zajmuje się tobą i mną dzisiaj. Przyjrzymy się więc TEMU, a dowiemy się jak to robi.

Pan niczego nie zmienia Swej pracy nad ludźmi w zależności od tego czy mieli trudne, czy łatwe dzieciństwo, czy są bogaci czy biedni, nie ma względu na płeć: Prawda jest prawdą i nie ma znaczenia, gdzie byliśmy ani kim jesteśmy – On zawsze będzie mówił do nas od wewnątrz, abyśmy dostosowali nasze emocje i myśli do tej Prawdy. Daje nam okazje do podejmowania właściwych decyzji, odczuwali właściwe uczucia, abyśmy rozumieli Jego prawdę w każdej sytuacji.
Gdy więc mowa o emocjonalnych zranieniach najpierw musimy zadać sobie pytanie, czy te rany są sprawiedliwymi czy niesprawiedliwymi emocjonalnymi zranieniami. Nie wszystkie rany są takie same. Część z nich jest spowodowanych przez nas samych. Takie nie są usprawiedliwione i należy je pozostawić Panu, a serce będzie wystawione na konsekwencje, co Pan uczyni, jeśli się nie dojdzie do Prawdy w tej sprawie. Niemniej, niektóre rany są usprawiedliwione a dzieje się tak wtedy, gdy człowiek staje się ofiarą czyichś twardych słów i działań, i te muszą zostać uzdrowione przez Pana, co często wymaga czasu. Najpierw zajmiemy się ranami nieusprawiedliwionymi.

 

Zranienia i rozczarowanie powstające u ludzi

W 6 rozdziale Ewangelii Jana Jezus mówi do tych, którzy go szukali (w. 26): „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, szukacie mnie nie dlatego, że widzieliście cuda, ale dlatego, że jedliście chleb (który Jezus rozmnożył) i nasyciliście się”. Oj, to musiało zaboleć. Kiedy więc przeszedł do trudnych do zrozumienia przypowieści o jedzeniu Jego ciała i piciu Jego krwi, wielu z nich odeszło – zmieszani, zranieni i rozczarowanych (J 6:66-67).

Czy ich zranienie było usprawiedliwione? Odczucie zdrady było rzeczywiste. Uczucia głębokiego rozczarowania Jezusem prawdziwe. Nagle ich życiowe plany zostały zmienione i wrócili do domów, aby się pozbierać i to po czasie spędzonym z człowiekiem, który miał być ich nowym królem – ON tak bardzo ich zranił. Czy to zranienie było usprawiedliwione? Nie. Czy ich poczucie zranienia, rozczarowania, zdrady było realne? Tak. Uczucia realne, lecz nieusprawiedliwione, więc Pan oczekiwał od nich dostosowania uczuć do Prawdy – tak samo działa dzisiaj w nas.

Zobaczmy, co się działo w 1 rozdziale Ewangelii Marka (w. 30-38), kiedy Jezus pozostawał w domu teściowej Piotra i aż do zachodu Słońca uzdrawiał wszystkich, którzy podeszli do drzwi domu. Następnego ranka wyszedł na zewnątrz, aby się samotnie pomodlić i kiedy Go znaleziono, Piotr powiedział: „Wszyscy cię szukają!” spodziewając się, że Jezus ponownie zacznie uzdrawiać, jak to czynił poprzednio. Jezus jednak powiedział, że musi iść do innych miast. JAKŻE rozczarowani musieli być wszyscy ludzie – jak zranieni – skoro potrzebowali uzdrowienia, a Jezus jednym kaprysem odwołuje spotkanie z nimi i idzie dalej. Co by było, gdybyś to ty nie zdążył przed zachodem Słońca poprzedniego dnia dotrzeć w kolejce i pozostał chory i zraniony? Ich zranienie i rozczarowanie było realne, czy jednak było usprawiedliwione? Nie. Czy uczucie rozczarowania, zranienia, gniewu było rzeczywiste? Tak.

Continue reading

Codzienne rozważania_01.01.2018

Jon 1:16
A CI MĘŻOWIE BARDZO SIĘ ZLĘKLI PANA; ZŁOŻYLI WIĘC PANU OFIARĘ I UCZYNILI ŚLUBY.

Trudno wyobrazić sobie bardziej wyraźny obraz tego, co musi się stać, aby poganie zmieli się w wierzących w żywego Boga. Ci poganie prawdziwie uwierzyli w Boga żywego i bez wątpienia dołączyli do dużej i rozproszonej liczby „prozelitów” – ludzi, którzy nie byli Izraelitami z ciała, ale przez wiarę byli duchowym Izraelem Bożym. W tych nawróceniach do Boga wiecznego przymierza znajdujemy wspaniały obraz Bożej łaski. On kocha tych, którzy nie wzbudzają miłości. Troszczy się o pogańskie „psy”, którymi lud Izraela pogardził z powodu swej duchowej dumy. Bożą łaskę okazaną żeglarzom podkreśla jeszcze to, że ich życie zostało ocalone, podczas gdy Jonasz stracił swoje, przynajmniej tak im się wtedy wydawało. Oni przeżyli, aby wielbić Boga, natomiast prorok odstępca zginął z woli własnego Boga. Czy Bóg mógł zademonstrować swoją miłość do ludzi w bardziej obrazowy sposób niż wtedy, gdy zmiótł ze sceny jednego ze swych grzesznych proroków po to, by doprowadzić zbieraninę pogan do nowego życia i nowej wiary? Role zupełnie się odwróciły podobnie jak kilka stuleci później, kiedy o przypowieści o miłosiernym Samarytaninie to właśnie pogardzany przez wszystkich Samarytanin pomógł człowiekowi napadniętemu na drodze do Jerycha a kapłan przeszedł drugą stroną drogi. To przedsmak łaski okazanej przez Boga Niniwie w nawiązaniu do późniejszej służby Jonasza. To także zapowiedź pełni nowego przymierza w Chrystusie, kiedy zbawienie Pańskie przyjdzie do całego świata. Zwiastuje ono nadzieję dla zgubionej ziemi. Kiedy szalała burza zdawało się, że Jonasza i żeglarzy może spotkać tylko gniew Boży. Wówczas nie było wielu oznak nadziei. Ale w głębi Bożego serca kryła się bezpieczna, zbawcza i dająca życie miłość. Sprawiedliwość i pokój podały sobie ręce. Pełnia zbawczej miłości Bożej miała się objawić w Jezusie Chrystusie. Biblia wskazuje nam jedynego Zbawiciela grzeszników, używając słów, które przywołują na pamięć doświadczenia i żeglarzy: „Gdy będziesz przechodził przez wody, będę z tobą, a gdy przez rzeki nie zaleją cię” (Izajasz 43:2).

Życzę błogosławionego dnia.

Drogi sprawiedliwości_5

John Fenn

Przed wyjazdem Chrisa na Warsztaty Terapii Zajęciowej (trwające cały tydzień) po pobycie w domu zawsze jemy w restauracji. Czasem zamawiamy i zabieramy do samochodu tylko hamburgera zabieranego, którego zjadamy stojąc w oczekiwaniu na przejazd pociągu, czasem wchodzimy do środka i siadamy na dłużej. Zdarzyło się, że chciałem zajść do Brauma (lokalna sieć z hamburgerami i lodami), ponieważ Chris miał ochotę na kurczaka i szeika z czekoladowego mleka.

Lubi zajmować miejsce przy narożnym stoliku, ponieważ łatwo mu tam wjechać wózkiem inwalidzkim i jest dobry widok na ludzi składających z samochodów w okienku na zewnątrz zamówienia. Chris ma 37 lat lecz z powodu uszkodzenia mózgu przy porodzie, owinięcia się pępowiny wokół szyi, jest na poziomie 4 letniego dziecka. Jest więc najbardziej przyjaznym 4 latkiem w 37 letnim ciele, jakiego kiedykolwiek mógłbyś spotkać, dla którego nie istnieją obcy. Nieustannie wylewają się z niego komentarze na temat samochodów, pociągów, ludzi, psów, wszystkiego i wszystkich, cokolwiek znajdzie się na naszej drodze.

Siedliśmy w tym rogu i spekulowali, co też ludzie podjeżdżający w samochodach do okienka zamawiają, gdzie jadą itd. W pewnym momencie usłyszałem na tle całego wewnętrznego zamieszania dochodzący jakby z oddali sygnał alarmu samochodowego wyjący na parkingu. Wydawało mi się, że jak zwykle to bywa się wyłączy po 30 sekundach, lecz ten nie wyłączał się. Musiał to być jeden z tych, które trąbi co 1.5 sekundy. Ponieważ odzywał się z zewnątrz wydawało mi się, że słychać go jakby w tle.

W miarę jak alarm nieustannie funkcjonował pomyślałem sobie: „Prawdopodobnie jakieś starsze małżeństwo mające problemy ze słuchem, czy coś takiego, nie wie, że to ich samochód alarmuje. Powinienem się rozejrzeć, do kogo może należeć”. Przeleciałem wzrokiem salę i okazało się, że byłem najmłodszym, poza Chrisem, konsumentem na sali. Wtedy Chris zapytał o coś, o kolejny samochód przy okienku, zastanawialiśmy się co zamawiają, dokąd jadą, jakim to samochodem jadą – w tle cały czas słychać było wycie alarmu. Pomyślałem sobie, że muszę znaleźć tą starsza osobę i powiedzieć o tym.

W tym momencie wyciągnąłem szyję na tyle, żeby przyjrzeć się parkingowi, aby znaleźć miejsce, gdzie stoi samochód robiący tą wrzawę i okazało się, że był to mój! To ja byłem tym starym prykiem, nie mającym pojęcia, że wyjący alarm odzywa się z jego samochodu. Szybko wsunąłem rękę do kieszeni, gdzie nawet z zewnątrz dało się wyczuć breloczek z kluczem do samochodu i kilka monet, które dostałem reszty. Gdy usiadłem, kieszeń zacisnęła się i monety przyciskały alarmowy przycisk – cały czas to ja sam robiłem!

Irytujący 'samochodowy alarm” Ducha Świętego.

Dzięki Chrystusowi w nas, nadziei chwały, Pan stara się, abyśmy wzrastali od wewnątrz. Jego głos jest jak uruchomiony alarm samochodowy, jakiś hałas odzywający się z dala, wypływając z naszego duchowego człowieka ku naszemu umysłowi, brzmiący jak sugestia – delikatny, łagodny jak myśl z jasnego nieba, niemniej zawsze obecny aż do chwili, gdy odsuniemy ten głos tak daleko do tyłu, zdeterminowani, aby słyszeć inne, albo zajmiemy się sprawą, którą On przynosi.

Czy nie zwróciłeś już uwagi na to, że, powiedzmy, gdy masz bardzo pilny rachunek do zapłacenia, Pan zwraca ci w sercu uwagę na jakąś siostrę czy brata? Jeśli jesteś do mnie podobny myślisz: „W porządku, Panie, wiem, że mam ich kochać, lecz czy nie moglibyśmy zamiast tego porozmawiać o tym rachunku?”

Przeżyliśmy to już przed pojęciem decyzji o uwierzeniu Jezusowi – pamiętacie? Gdy usłyszałeś o Jezusie, nie byłeś w stanie pozbyć się tej myśli, a pytanie o to, co „z Nim zrobić” zawsze gdzieś w tle brzmiało. Bez względu na to, jak bardzo byłeś zajęty, zawsze gdy umysł przełączał się na funkcję „wyciszenia” to pytanie pojawiało się w świadomości. Pan tak działa. To jest Jego wewnętrzny „alarm samochodowy” w każdym nas aż do chwili, gdy wyłączymy go, bądź zdecydujemy się słuchać Go wejść w to, co On ma dla nas.

Jest taka pieśń Margaret Becker z albumy wydanego „Falling Forward” w 1998 roku pt „Clay and Water” („Glina i woda”). Jest tam taki tekst: „Jestem gliną, jestem wodą, padającą na przód w tym porządku, kiedy świat wiruje wokół szybko, ja pomału staję się tym, kim jestem. Wszystko ciągle się zmienia, koła zawsze się kręcą. Czuję ten ogień zmiany, lecz jakoś nie parzy. Jak pobłogosławiony żebrak, potykam się w łasce, sięgając dłonią po to, co czeka…” („I am clay and I am water, falling forward in this order, while the world spins round so fast, slowly I’m becoming who I am. Nothing ever stays the same, the wheel will always turn. I feel the fire in the change, but somehow it doesn’t burn. Like a beggar blessed, I stumble in the grace, reaching out my hand for what awaits…”).

Możesz potykać się, lecz jeśli serce jest zdecydowane, to w wyniku procesu trwającego całe życie stajesz się tym, kim jesteś. Jego sąd, Jego sprawiedliwość nie parzy, jeśli szybko radzimy sobie ze sprawami serca.

Continue reading

Codzienne rozważania_28.12.2017

Jon 1:14-15
WTEDY WZYWALI PANA, MÓWIĄC, O PANIE! NIE DOPUŚĆ, ABYŚMY ZGINĘLI Z POWODU TEGO CZŁOWIEKA, I NIE OBARCZAJ NAS WINĄ PRZELANIA KRWI NIEWINNEJ, BO TY, O PANIE, CZYNISZ CO CHCESZ.
WZIĘLI WIĘC JONASZA I WRZUCILI DO MORZA; WTEDY MORZE PRZESTAŁO SIĘ BURZYĆ.

Żeglarze prosząc Pana o to, by nie uczynił ich odpowiedzialnymi za śmierć Jonasza, niechętnie zaakceptowali to, że Bóg postąpił zgodnie ze swoją wolą i wrzucili proroka do morza. Boży wyrok został wykonany. Dla żeglarzy Jonasz już nie żył. I on sam myślał, że już nie żyje. Szedł aby spotkać się ze swoim Stwórcą i Sędzią. Zdał się na suwerenną Bożą łaskę. Wtedy morze przestało się burzyć. W życiu wierzącego nie istnieje głębszy dołek niż ten, w którym ze złamanym duchem i pokorą w sercu wyznaje on swój grzech i uznaje sprawiedliwość Boga we wszystkich jego sądach. W tym upokorzeniu odnaleźć można wzruszającą szlachetność. To akt wiary, w którym akceptujesz Bożą interpretację własnego życia. Trzeba pokornego serca aby poddać się wyrokom Boga i uznać go za całkowicie świętego. Owocem takiej wiary jest uświadomienie sobie Bożej łaski. Dla Jonasza zaskakującym odkryciem było to, że jeszcze żył i był w ramionach Bożej łaski, pomimo tego, że odbywało się to w dość niekonwencjonalny sposób we wnętrzu ryby. Dla żeglarzy natychmiastowym dowodem boskiego miłosierdzia było uciszenie burzy. Zostali ocaleni i nie byli już ludźmi, z których każdy wołał do swego boga. Mężowie ci bardzo się zlękli Pana.
Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_21.12.2017

Jon 1:13
LECZ CI MĘŻOWIE WIOSŁOWALI, CHCĄC SIĘ DOSTAĆ DO BRZEGU, NIE MOGLI WSZAKŻE, GDYŻ MORZE CORAZ BARDZIEJ BURZYŁO SIĘ PRZECIWKO NIM.

Fakt, że Jonasz skończył ze swoją samowystarczalnością i skoncentrowaniem na samym sobie oraz to, że zdał się na sprawiedliwość Boga dowodzi, że zdał się także na jego miłosierdzie. Tym samym stał się tym, co Purytanie zwykli nazywać „osobą ewangelicznie uświadomioną”. Jonasz pragnął teraz pocieszenia ze strony Ducha, który wcześniej przekonał go o grzechu. Ale najpierw musiał zostać wrzucony do morza. Jednak teraz żeglarze odczuwali lęk przed Bogiem Jonasza, bali się jego gniewu i nie byli pewni, czy powinni wykonać wyrok na proroku. Wiosłowali chcąc się dostać do brzegu. Wydaję się, że mogli odczuwać wyrzuty sumienia, jeśli chodzi o odebranie życia innemu człowiekowi. Prawdopodobnie odwaga i szczerość wyznania Jonasza połączona ze świadomością tego, że jego Bóg był jedynym żywym Bogiem, zmusiła ich do zastanowienia się nad tym, czy Jonasz postąpił słusznie przypisując sobie całą winę. Oni sami zaczynali czuć się winni wobec Boga. Może Jonasz miał samobójcze myśli? Może nie było wolą Boga, aby został wrzucony do wody? Dlatego wiosłowali do brzegu z całych sił. Pan Bóg pokrzyżował jednak ich plany, ponieważ morze coraz bardziej burzyło się przeciwko nim. To właśnie obrazuje niemożność zadośćuczynienia boskiej sprawiedliwości przez ludzkie wysiłki. Nie wystarczyło cofnąć zegara do czasu zanim Jonasz się zbuntował. Jonasz zasłużył na śmierć. Dusza, która grzeszy musi umrzeć.

Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_16.12.2017

Jon 1:12
WTEDY RZEKŁ DO NICH: WEŹCIE MNIE I WRZUĆCIE DO MORZA, A MORZE USPOKOI SIĘ I ZANIECHA WAS, BO WIEM, ŻE Z POWODU MNIE ZASKOCZYŁA WAS TA WIELKA BURZA.

Jonasz nie był dopiero co nawróconym. Był wierzącym, który popełnił odstępstwo. Nie był ignorantem w sprawach Pańskich. Ale jak wszyscy chrześcijanie, nawet teologowie, którzy oddalają się od Pana i są z jego łaski przyprowadzani z powrotem, musiał przejść przez pewne etapy, które każdemu uświadomiłyby Bożą prawdę na temat jego grzesznej natury. Jonasz uznał sprawiedliwość gniewu Bożego i przyznał się do winy. „Wiem, że z powodu mnie zaskoczyła was ta wielka burza„. To było coś więcej jak przyznanie się do błędu. To wyznanie, że Jonasz stał się wstrętny Panu. Cała uwaga skupiona była na urażonym Bogu. Jonasz przyznał, że Bóg miał prawo postąpić z w sposób, w jaki to zrobił, bez względu na to, jak trudno byłoby mu to znieść. Jonasz potępił samego siebie w obliczu sprawiedliwego potępienia jego buntu przez Boga. To stanowi sedno prawdziwej pokuty i znacznie różni się od wyznania grzechów. Bez sprzeciwu zaakceptował konsekwencje swoich działań. „Weźcie mnie i wrzućcie do morza„. Jonasz mógł przemawiać w sposób proroczy po tym, jak Pan objawił mu, jaka ma go spotkać kara. Z pewnością celem Boga było pokazać Jonaszowi, żeglarzom i światu, że zapłatą za grzech jest śmierć. I Jonasz przyjął wyrok Pana. Nie była to samobójcza próba ucieczki z trudnej sytuacji ani heroiczne poświęcenie się dla ocalenia żeglarzy – jak gdyby śmierć Jonasza mogła odkupić czyjeś grzechy – ale raczej zaakceptowanie Bożego sądu, jakim był wyrok śmierci. Jonasz nie targuje się z Bogiem. Jeżeli myślimy, że przyszłe posłuszeństwo zjedna nam Boga, podczas gdy przeszłość i teraźniejszość świadczą o świadomym nieposłuszeństwie, to tak naprawdę nie uświadomiliśmy sobie grzeszności naszego grzechu, nie zaakceptowaliśmy w pełni tego, że zasługujemy na sprawiedliwy gniew Boży i nie zrozumieliśmy jeszcze rozmiarów naszej deprawacji. Nie przyznaliśmy się, że wszystkie nasze cnoty są jak szata splugawiona i nie można zasłużyć na łaskę Bożą ani teraz ani w przyszłości. Jonasz zaakceptował to w swoim sercu. Mógł szczerze powiedzieć za Dawidem „Oto jestem, niech mi uczyni, co mu się podoba” (2 Sam 15:26). To jest prawdziwe poddanie się Panu. Jonasz spodziewał się, że Bóg okaże łaskę żeglarzom i powiedział „Weźcie mnie i wrzućcie do morza, a morze uspokoi się i zaniecha was„. Jonasz nie liczył na łaskę dla siebie ale wierzył w Boga pełnego łaski. Bez wątpienia przemawiał w duchu proroczym i został zapewniony przez Pana, że burza ucichnie. Jonasz uznawał majestat, potęgę i miłosierdzie swego Boga. Ten, który swoimi rumakami tratuje morze i potrafi potrafi uspokoić fale morskie, może także szybko uciszyć burzę. Tak też się stało, gdy Jonasz znalazł się za butą a morze przestało się burzyć.
Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_14.12.2017

Jon 1:11
NADTO RZEKLI DO NIEGO: CO POCZNIEMY Z TOBĄ,ABY MORZE USPOKOIŁO SIĘ I ZANIECHAŁO NAS, BO MORZE, IM DŁUŻEJ, TYM BARDZIEJ SIĘ BURZY?

Wyznanie Jonasza nie było równoznaczne z tym, że od razu dostąpił przebaczenia i natychmiast pojednał się z Bogiem. Burza nie ustąpiła a wyrok nie został złagodzony przez Sędziego całej ziemi lecz gniew Boży zdawał się płonąć z jeszcze większą siłą, ponieważ morze coraz bardziej się burzyło. Najwyraźniej Bóg nie był usatysfakcjonowany tym, że Jonasz został uznany za winowajcę i zmuszony do wyznania grzechów. Bóg zamierzał wymierzyć mu większą karę. Sprawiedliwości musi stać się zadość i Jonasz musi ponieść konsekwencje za swoje czyny. Jonasz zrozumiał swój błąd, ale przed nim była jeszcze długa droga zanim zostanie przywrócony do społeczności z Bogiem. Musiał zrozumieć, że Boże przebaczenie jest z łaski niezmierzonej, a nie czymś na co można zasłużyć skruchą i szczerym wyznaniem grzechów. To jest właśnie czymś co zniknęło z pola widzenia w dzisiejszych czasach, nawet wśród chrześcijan. Popularny pogląd głosi, że Bóg jest zbyt dobry, aby upierać się przy ukaraniu grzechu. Dlatego musi wybaczyć. Prosi tylko o to, by grzesznik przyznał się do winy i obiecał postąpić następnym razem lepiej. W praktyce przebaczenie jest więc uważane niemal za prawo, pod warunkiem, że będą widoczne oznaki nawrócenia. Grzesznicy potrzebują zbawienia i po to Chrystus przyszedł na świat i umarł, aby zbawić ludzi od ich grzechów (Mat. 1:21). On został ofiarowany raz, aby zgładzić grzechy wielu (Hebr. 9:28). To właśnie w kontekście niezbędnego zadość uczynienia w Chrystusie, Bóg okazuje swoje miłosierdzie w wolny i suwerenny sposób. „Zmiłuję się, nad kim się zmiłuję a zlituję się nad kim się zlituję” (Rz. 9:15). Bóg jest „łaskawy i miłosierny, nierychły do gniewu i pełen łaski” (Ps 145:8). Znajduje upodobanie w zbawieniu swego ludu (Iz 42:1). Jego celem i obietnicą jest zbawienie tych, którzy przyjdą do Chrystusa (Ew. Jana 3:16-18). Wszystko to jest darmo z łaski. Paweł wyjaśnia to Efezjanom: „Ale Bóg, który jest bogaty w miłosierdzie, dla wielkiej miłości swojej, którą nas umiłował, i nas którzy umarliśmy przez upadki, ożywił wraz z Chrystusem – łaską zbawieni jesteście” (Ef 2:4-5). To daje wgląd w przeżycie Jonasza. Dlaczego po tym jak wyznał swoje grzechy, Bóg nie okazał mu od razu miłosierdzia, nie wybaczył i nie przywrócił do łask? Dlaczego Bóg nadal wymierzał u karę? Po pierwsze, wyznanie grzechów może być dobre dla duszy ale nie jest równoznaczne z odpuszczeniem grzechu, ani z przebaczeniem. Wyznanie grzechów może być upokarzające i trudne, ale nie jest ono niczym jak tylko stwierdzeniem faktu. Nawet pokuta jest tylko żalem z powodu przeszłości i obietnicą poprawy na przyszłość. NADTO RZEKLI DO NIEGO: CO POCZNIEMY Z TOBĄ, ABY MORZE USPOKOIŁO SIĘ I ZANIECHAŁO NAS, BO MORZE, IM DŁUŻEJ, TYM BARDZIEJ SIĘ BURZY? To także wymaga pokory – jeżeli jest prawdziwą pokutą – i radykalnej zmiany serca i umysłu. Nie wymazuje jednak grzechu i nie stanowi sprawiedliwej kary za dokonanie zła. Łaska i przebaczenie są darem Sędziego. Prawdziwa pokuta jest nierozerwalnie związana z wiarą w Pana Jezusa Chrystusa, która w sobie jest darem łaski Bożej. Jonasz szczerze wyznał swoje grzechy, ale nadal cierpiał z powodu konsekwencji swoich grzechów. Z własnego doświadczenia musiał się nauczyć, że zapłatą za grzech jest śmierć. Zaczął tę naukę od poniesienia pełnych konsekwencji swych czynów i przyznania w głębi serca, że na nie zasługiwał. Wtedy dopiero mógł zrozumieć czym jest łaska Boża.
Życzę błogosławionego dnia pełnego radości.