Codzienne rozważania_25.02.2018

Joel 1:1-2
SŁOWO PANA, KTÓRE DOSZŁO JOELA, SYNA PETUELA. SŁUCHAJCIE TEGO WY, STARCY, MIESZKAŃCY ZIEMI! CZY STAŁO SIĘ COŚ TAKIEGO ZA WASZYCH DNI LUB TEŻ ZA DNI WASZYCH OJCÓW?

Joel jak wielu proroków Pana, znany jest jedynie jako „głos” wołający na pustkowiu. Ma swą tożsamość, jako syn Petuela, nie wiemy jednak niczego ani o nim, ani o jego ojcu poza tym, co można wydedukować z samej księgi. Informacje dotyczące służby Joela są bardzo skąpe i trudno określić czy był on jednym z wcześniejszych, czy też z którymś z ostatnich proroków Izraela. Anonimowość ta sprawia, że czytelnik księgi skupia się na samym poselstwie a nie na człowieku. Ważną sprawą jest wiedzieć, że ten, kto głosi słowo, także nim żyje. Czasami Pan może stworzyć taką sytuację, że jego lud niewiele wie o powołanej przez Boga osobie, która ma przekazać im jego słowo. Czytamy, że słowo Pana „doszło” Joela, syna Petuela. Nie wiemy w jaki szczególny sposób słowo to zostało mu objawione. Nigdy żaden prawdziwy prorok Pański nie stworzył Bożego słowa, które przekazywał. Słowo Boże zawsze pojawiało się z Bożej inicjatywy i jako takie, musiało być przyjmowane z taką samą nabożną czcią, jaką wykazywał Izrael, gdy stał drżący u stóp góry Synaj. Niezależnie od tego czy słowo to odnosi się do nas osobiście czy też nie, musi być przyjęte jako słowo Boże a nie ludzkie. Stwierdzenie, które rozpoczyna proroctwo Joela uwydatnia fakt, że Bóg mówi najpierw do starszych. Jeśli starsi nie słuchają Słowa Bożego i jeśli moc jego nie zmienia ich życia, ludzie także nie będą słuchać. Joel zwraca się także do „wszystkich mieszkańców ziemi”. a wszystkich ludziach spoczywa odpowiedzialność słuchania słowa Pana. Każda istota ludzka ma obowiązek słuchania Słowa Boga i musi reagować na implikacje, jakie ze słowa tego wynikają dla jej życia. Nawet nie może powiedzieć „to starsi mnie do tego skłonili”. Nie może zrzucić odpowiedzialności za swe niepowodzenia w podporządkowaniu się wymaganiom Bożego Słowa na przywódców kościoła. Joel przekazuje ludziom wstrząsające poselstwo, jakiego nigdy przedtem nie słyszano. Ani za ich życia, ani za życia ich ojców nie zwiastowano takiego słowa.

Życzę błogosławionego dnia.

Żołnierz, sportowiec i rolnik

John Fenn

Pewna kobieta usiadła w moim biurze zalewając się łzami. Ze spuszczona głową, z niespokojnymi rękom na kolanach opowiadała o swoim wielkim smutku.

Gdy była w kościele, słuchała jak ludzie opowiadali swoje świadectwa o tym, jak dorastali, przyszli do Pana i co chcieli dla Niego zrobić. Każda z tych historii pogrążała ją w coraz większym zniechęceniu z powodu tak bardzo odmiennej historii swojego życia. Nie wydawało się jej, że może cokolwiek Panu zaproponować. Nie umiała ani grać, ani śpiewać, była przerażona na samą myśl o tym, żeby wyjść i stanąć przed publicznością; otoczona przez tak wielu czuła się samotnie.
Miała za sobą ciężkie życie. Jej matka zmieniała mężczyzn, których regularnie sprowadzała do domu z barów, a większość z nich biła ją. Byli biedni, patrzono na nich z góry, dzieci dokuczały im w szkole ze względu na reputację matki, postrzępione ubrania i miejsce, w którym mieszkali,. Każde z rodzeństwa miało innego ojca, do pozyskiwania darmowych pieniędzy, jedzenia i innych korzyści matka wykorzystywała opiekę społeczną, a mieszkali w domu dla biedoty.
Matka nie miała zamiaru porzucić tego sposobu życia, ona sama przysięgła sobie, że nigdy nie będzie podobna do matki. Niemniej, jako nastolatka i później, ku własnemu zniechęceniu stała się właśnie taka – wydawało się jej, że jakiś mężczyzna w jej życiu jest sposobem na wyjście z trudnej sytuacji, a dziecko sposobem na zatrzymanie go. W końcu zdała sobie sprawę z tego, powtarzała ten sam schemat: każdy jej chłopak bił ją i za każdym razem, gdy odchodził, znajdowała innego.
Zrozumiała, że stała się taka sama, jak jej matka, że to, czego nienawidziła i przysięgała, że powtórzy, znów ma miejsce.
Wtedy właśnie weszła do nowego kościoła, nie należącego do jej denominacji, niezależnego, charyzmatycznego, w którym było „przebudzenie”. Oddała swoje serce Panu i po raz pierwszy od dzieciństwa poczuła się czysta!
Oczywiście, odrodzenie jej ducha nie wpłynęło natychmiast na umysł, ciągle więc uważała, że mężczyzna sygnalizuje swoją miłość do kobiety bijąc ją i wykorzystując. Miała jeszcze mnóstwo rzeczy do nauczenia się. Gdy zaledwie po trzech tygodniach znajomości poślubiła dobrego i kochającego chrześcijanina, musiała ponownie nauczyć się, co to znaczy kochać, związać się – wszystkiego!

Tamtego dnia podzieliłem się z nią historią z 2Listu do Tymoteusza 2:3-4, o żołnierzu, i to zmieniło jej myślenie o sobie na zawsze i rozpoczęło drogę ku uzdrowieniu. Continue reading

Codzienne rozważania_23.02.2018

Jon 4:11
A JA NIE MIAŁBYM ŻAŁOWAĆ NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA, W KTÓRYM ŻYJE STO DWADZIEŚCIA TYSIĘCY LUDZI…

Trzecim elementem jest zaufanie w Boży plan zbawienia. Jonasz nie oczekiwał nic innego jak tylko sądu nad Niniwejczykami, którym zaniósł Boże przesłanie. Mimo to był pod tym względem większym „optymistą” niż wielu dzisiejszych chrześcijan. Obawiał się, że Bóg zbawi Niniwejczyków, my obawiamy się, że Bóg zbawi tylko niewielu naszych rodaków. W przeciwieństwie do Jonasza, nie chcemy aby narody pogrążyły się w wiecznym potępieniu i w przeciwieństwie do Jonasza, nie wierzymy, że Bóg jest „łaskawy i miłosierny, cierpliwy i pełen łaski, który żałuje nieszczęścia” oraz udzieli błogosławieństwa i spowoduje przebudzenie dzięki ewangelizacji, jaką prowadzi jego lud. Prawdopodobnie jesteśmy znacznie lepiej wykształceni w teologii opozycji wobec ewangelii niż w doktrynie o obietnicy błogosławieństwa. Pseudo biblijne powiedzenie mówi: „Błogosławiony, który się niczego nie spodziewa, ponieważ nigdy nie będzie rozczarowany.” Słowo Boże mówi nam o tym, abyśmy spodziewali się błogosławieństwa. Niech ludzie błogosławią się nim wzajemnie” (Ps 72:17). Nie powinniśmy oceniać rozmiaru zbawczego dzieła Bożego na podstawie na podstawie tego co osiągnięto w tych niedojrzałych czasach, w jakich przyszło nam żyć. Piasek w klepsydrze jeszcze się nie przesypał, a przed nami są nie tylko bogactwa wieków, ale nieograniczone bogactwa obietnic Bożych. Czy to nie święci mają odziedziczyć ziemię? Czy odrodzona ziemia nie należy do nich? Czy ziemskie królestwa nie mają stać się Królestwem Bożym? Czy poznanie chwały Bożej nie ma wypełnić ziemi tak, jak morze przepełnione jest wodami? Czy nie zaświta dzień, w którym nikt nie będzie musiał mówić bliźniemu Poznaj Pana, ponieważ poznają go wszyscy poznają od najmniejszych do największych? Niech nasze oczy nie spoczną na niczym innym, niż najdalsza granica Bożej łaski. Czyż nie jest to doskonała i pełna chwały miłość Boża, która ukochała nie tylko kilku wybranych w tym świecie, ale cały świat w jego organicznej pełni; i dał swojego Syna, nie po to aby sądził świat, ale aby świat przez Niego został zbawiony? Takie jest przesłanie księgi Jonasza. To co wydarzyło się w Niniwie miało i ma miejsce w życiu ludzi każdego narodu, rasy i języka w pełni nowotestamentowego objawienia o zbawieniu w Jezusie Chrystusie. Ten, który jest większy niż Jonasz, przyszedł, stał się człowiekiem, żył pośród nas, wziął na siebie nasze grzechy w cierpieniu i śmierci, zwycięsko zmartwychwstał aby zapewnić zbawienie grzesznikom. A tego zbawienia „nie ma w nikim innym, albowiem nie ma żadnego innego imienia pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz Ap 4:12).
Życzę błogosławionego dnia.

Codzienne rozważania_22.02.2018

Jonasza 4:11.
A JA NIE MIAŁBYM ŻAŁOWAĆ NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA, W KTÓRYM ŻYJE WIĘCEJ NIŻ STO DWADZIEŚCIA TYSIĘCY LUDZI, KTÓRZY NIE UMIEJĄ ROZRÓŻNIĆ MIĘDZY TYM CO PRAWE, A TYM CO LEWE, A NADTO WIELE BYDŁA.

Drugim elementem jest oddanie praktycznej ewangelizacji. Bardzo łatwo jest troszczyć się o innych i nigdy tak na prawdę nie zająć się głoszeniem im ewangelii. Rzadkość stanowi zbór, któremu uda się zaangażować dziesięć procent członków w program ewangelizacyjny. Jeżeli ewangelizacja miałaby jedynie formę zorganizowanych przedsięwzięć w zborach lokalnych, to należałoby przyznać, że niewiele tego typu działań ma miejsce. Nie ulega wątpliwości, że potrzebujemy dobrych, solidnych i cieszących się dużym poparciem programów ewangelizacyjnych w naszych społecznościach. Pan Jezus zorganizował swoich uczniów i upoważnił do działania kościół, który sam w sobie stanowił zorganizowaną jednostkę przeznaczoną do wypełnienia wielkiego posłannictwa ewangelizowania świata (Ew. Mateusza 28:18- 20; Łukasza 10:1-12). Jednak błędem jest ograniczanie naszej ewangelizacji do określonych metod i programów. Nie możemy pozwolić, aby nacisk na metody i zorganizowane programy zaćmiły fundamentalną prawdę o tym, że miłość chrześcijańska przejawiająca się w życiu ludu Bożego jest źródłem energii dla całej ewangelizacji. Praktyczna miłość jaką chrześcijanie – jako zbory lub indywidualnie – okazują innym, mówiąc i żyjąc według Słowa Bożego, jest duszą i sercem prawdziwej ewangelizacji. Jeżeli ten wewnętrzny zapał nie znajdzie realnego przełożenia na więzi w domu, zborze i całym otoczeniu, wówczas wysiłki pomimo swojej widoczności i zakładanego powodzenia nie przyniosą spodziewanego owocu. Pan Jezus zorganizował swoich uczniów i wysłał ich z dokładnymi instrukcjami co do tego, jak mają postępować. Podobnie przykład apostołów daje nam wskazówki na temat tego jak mamy zwiastować ewangelię indywidualnie i grupowo. Pan Jezus sprowadził skuteczność naszych działań do miłowania Boga Ojca, miłowania go jako naszego Zbawiciela, miłowania innych chrześcijan i wszystkich ludzi. Pan Jezus modlił się o to, aby jego naśladowcy „byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś” (Ew. Jana 17:23). Pan Jezus zobowiązał swój kościół do tego, by jego światłość świeciła przed ludźmi, „aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Ew. Mateusza 5:16). Sedno sprawy tkwi w tym, że ewangelizacja jest chrześcijańskim stylem życia w domu, rodzinie i zborze. Ewangelizacja ma miejsce wtedy, gdy chrześcijanie dochowują wierności ewangelii żyjąc w świecie, z zapałem wypełniają swoje powołanie i używają darów, jakie dał im Bóg. Ewangelizacja ma miejsce tylko wtedy, gdy lud Boży łączy miłość z wiarą jaką wyznaje słowami. Dotyczy to zarówno kaznodziei, listonosza, pielęgniarki jak i gospodyni domowej. Podstawą wydawania świadectwa o Chrystusie jest wiara, która przejawia się w miłości.

Życzę błogosławionego dnia.

Czym to się różni


Richar Murray

Apostoł Paweł był wielkim mężem. Miał liczne objawienia „trzeciego nieba”, miał też różne rozwinięte opinie z „pierwszego nieba”.

Musimy wiedzieć, jaka jest różnica.
Objawienia „trzeciego niebo” z 'sali tronowej’ Boga znajdują się zapisane w listach do Galacjan, Efezjan, Filipian i Kolosan. Poglądy z „pierwszego nieba”, które Paweł opierał na praktycznej wiedzy często pojawiają się w listach do Tymoteusza, Tytusa, Rzymian i Koryntian, pomimo że w są w nich również liczne wnikliwe spojrzenia z „trzeciego nieba”.

Pozwólcie, że wyjaśnię. Jezus nigdy nie wypowiadał się o polityce, niewolnictwie, prawach kobiet itp., a Paweł tak. Niewątpliwie poglądy Pawła w tych szczególnych sprawach są ważne i jest to miejsce, z którego dobrze jest zacząć.

Czy jednak zdanie Pawła na temat spraw światopoglądowych jest ostatecznym słowem na wieki wieczne? Czy na zawsze mamy być związani przez jego zdanie? Czy nie jesteśmy w stanie rozwinąć ich, z szacunkiem nie zgodzić się z nimi, bądź gorliwie dyskutować o nich? Czy stoimy na ramionach Pawła czy też on stoi na naszych? Jeśli Paweł stoi na NASZYCH to my, jako ci znajdujący się niżej w tym totemie, nigdy nie będziemy w stanie dostrzec odpowiedzi bezpośrednio przeznaczonych dla nas samy, lecz będziemy musieli całkowicie polegać na filozoficznej wizji Pawła, jako JEDYNYM prawowitym jasnowidzem w tych sprawach. Lecz jeśli to MY stoimy na ramionach Pawła, wtedy powinniśmy być w stanie widzieć dalej, lepiej i wyraźniej niż Paweł.

Łatwo można sobie wyobrazić apostoła Pawła, który z obłoku niebiańskich świadków nawołuje nas, abyśmy przejęli pałeczkę jego opinii i nieśli szybciej i dalej niż on. On CHCIAŁBY, abyśmy udoskonalili, rozwinęli i poprawili jego osobistą przeświadczenia tak, aby lepiej czcić Pana. Zdanie Pawła w tych obszarach może stanowić fundamentalny „poziom”, na którym stoimy, który daje początkową równowagę, lecz nie jest ostatecznym konceptualnym „sufitem”, do którego dorastamy.

Przejdźmy do takiego przykładu: Jezus NIGDY nie mówił o politycznych systemach, poza tym, gdy powiedział: „Oddawajcie, co cesarskich cesarzowi, a co boże, Bogu” (Mt 22:21). Niemniej, trudno to nazwać politycznym manifestem, który ma nas prowadzić na chrześcijańskiej drodze.

Jezus NIGDY nie powiedział, że KAŻDY rząd jest wyznaczony przez Boga, aby używać miecza przeciwko źle czyniącym, czy to, że wszyscy rządowi urzędnicy są sługami Boga. A jednak Paweł powiedział te rzeczy w Liście do Rzymian 12:1-7. Niemniej, można spierać się o to, czy różni się to od poglądu Jezusa, ponieważ na pustyni w czasie kuszenia zostaje objawione, że wszystkie królestwa ziemi są w mocy Szatana, który daje je komu zechce (Łu 4:5-6). 1J 5:19 potwierdza, że cały upadły świat leży w mocy złego – Szatana. Tak więc, można by dowodzić z Pisma, że ziemskie rządy w najlepszym przypadku nie są duchowe, a w gorszym – pod demonicznym wpływem.

Jedak widzimy, że Paweł miał dobre zdanie o rządach jako boskiej władzy, bądź co najmniej miał takie w czasie pisania Listu do Rzymian. Pomyślmy jednak o tym przez chwilę. Paweł był obywatelem rzymskim, dzięki czemu obejmowało go sporo przywilejów, między innymi: ochrona. Regularnie był chroniony przed śmiercią z rąk judaistów DLATEGO, że był obywatelem rzymskim. Dla Pawła rząd, pod którym się znajdował, oferował jemu i jego służbie pewien poziom zabezpieczenia.

Niemniej, czy Paweł uważałby, że Rzym był „Bożym sługą”, gdy ten złupił Jerozolimę i zabił tysiące Żydów, kobiet, mężczyzn i dzieci. Czy, gdyby Pawłowi został dany proroczy wzgląd w despotyczne rządy Hitlera, Stalina, Mao Tse Tunga, Pol Pota, Husajna, które totalnie, surowo uciskały i brutalnie zabiły setki milionów, napisałby Rzm 13:17? Czy, gdyby Paweł mógł zobaczyć zobaczyć to przyszłe zło, nazwałby WSZYSTKIE rządy „sługami Boga”, jak to zrobił w Liście do Rzymian? Z pewnością nie!

Chodzi o to, że to, co Paweł napisał o rządach było JEGO obserwacją, JEGO najlepszą chrześcijańską opinią, JEGO najlepszą radą dla młodego kościoła wobec potrzeby przekazania praktycznej rady. LECZ to, co napisał, nie było objawieniem „trzeciego nieba”, w którego skład wchodziły transcendentne epifanie „NADNATURALNEJ ŁASKI Pańskiej” i niezrównanej rzeczywistości „W CHRYSTUSIE’ dostępne dla wszystkich wierzących.

Paweł przyznał w 14 rozdziale Listu do Rzymian to, że będąc na różnych poziomach wiary możemy różnić się w opiniach na różne praktyczne sprawy, takie jak dieta, napoje, kalendarz i święta. Brat słabszy w wierze może mieć inny punkt widzenia niż ten bardziej dojrzały, co jednak powoduje, że ten bardziej wolny nie powinien być kamieniem potknięcia dla słabszego, celowo robiąc cokolwiek, co sprawi pogorszenie się stanu wiary tego młodszego w wierze. Pawłowi chodziło o to, że wierzący mogą stać po różnych stronach jakiejś sprawy, równocześnie mając rację JEŚLI tylko każdy działa zgodnie ze swoim osobistym poziomem wiary.

W 1Liście do Koryntian 7:10-16 Paweł również przyznaje, że miał szczególne objawienie dotyczące małżeństwa i był tego pewien, że pochodziło od Pana, LECZ były również INNE sprawy związane z małżeńskimi sprawami, co do których mógł wyrazić tylko swoją najlepszą opinię. Nie miał „objawienia z sali tronowej” na bardzo praktyczne czy zwyczajowe kwestie, które stawały przed nim, a był na tyle mężczyzną, aby się do tego przyznać.

Weźmy inny przykład: Paweł powiedział, że kobieta NIE powinna mówić w kościele, NIE powinna nauczać mężczyzn i NIE powinna mieć jakikolwiek władzy nad mężczyzną (1Tym 2:12; 1KOr 14;34 – 35). Czy jesteśmy ściśle i na trwałe związani Pawła poglądem na temat kobiet, wyrażonym w powyższych wersach? Z pewnością nie. Ciało Chrystusa w większości zostawiło tą prymitywną koncepcję za sobą. Dziś, mamy setki namaszczonych kobiet nauczycielek, prorokiń, pastorów i usługujących, które, chwała Bogu, nie milczą w kościele.

W podobny sposób Paweł polecił sługom, aby byli posłuszni swoim panom (Ef 6:4, Tyt 2:9). Kościół naruszał tą zasadę stale popierając różne anty niewolnicze działalności, w tym pomagał niewolnikom na drogach przerzutowych z czasów Wojny Domowej, zachęcając i umożliwiając niewolnikom nieposłuszeństwo wobec ich panów i ucieczkę.

Czy dojrzali chrześcijanie na całym Globie zgadzają się z podejściem Pawła, według którego niewolnicy uciekinierzy zawsze powinni wracać do swoich panów, aby ponownie poddać się jarzmu niewoli, a to PO TO, aby zgodzić się z Pawła opinią? Właśnie tak postępuje Paweł z uciekinierem, Onezymem, o czym czytamy w Liście do Filemona 9-24. Wysyła Onezyma z powrotem do Filemona wraz z prośbą o uwolnienie go.

Nie zrozumcie mnie źle. Rozwiązanie, jakie Paweł znalazł w przypadku Onezyma jest piękne i pełne łaski. Jego prośba do Filemona doprowadza do łez. Niemniej, czy to znaczy, że jest to uniwersalna zasada postępowania, którą należy stosować zawsze i wszędzie? Czy też możemy rozwinąć, zmodyfikować jego myślenie, aby odkryć inne „rozwiązania wiary” dla siebie samych? Miliony niewolników uciekinierów dokładnie tak zrobiło przez ostatni tysiąc lat. Czy mam przekonanie, aby powiedzieć, że Duch Święty NIGDY nie poprowadził ŻADNEGO uciskanego niewolnika, aby uciekł od tego ucisku? Nie!!!

Wracając do rządów wiemy przecież, że chrześcijanie mają długą historię sprzeciwiania się i odmowy posłuszeństwa, gdy chodzi o „posłuszeństwo” władzom, które Bóg ustanowił „nad nami”. Od aborcji do służby wojskowej, przez niesprawiedliwe wojny i karę śmierci, chrześcijanie pobudzeni przez sumienie długo „sprzeciwiali się postanowieniom Bożym i autorytetowi rządu”. A przecież Paweł napisał, że „kto sprzeciwia się władzy, przeciwstawia się Bożemu postanowieniu; a ci którzy przeciwstawiają się, sami na siebie potępienie ściągają” (Rzm 13:2).

Dietrich Bonhoeffer, powszechnie szanowany za prawe życie i służbę, jest również powszechnie uważany za męczennika z powodu konspiracyjnych działań mających na celu usunięcie od władzy Hitlera – po niepowodzeniu zamordowany przez hitlerowski reżim. Bonhoeffer zdecydowanie nie zgodziłby się z twierdzeniem Pawła, że WSZELKA władza jest od Boga (Rzm 13:1). Jest po prostu niemożliwe, że to Bóg ustanowił Hitlera, aby rządził Niemcami pod boskim namaszczeniem.

Continue reading

Codzienne rozważania_21.02.2018


Jon 4:11
A JA NIE MIAŁBYM ŻAŁOWAĆ NINIWY, TEGO WIELKIEGO MIASTA W KTÓRYM ŻYJE WIĘCEJ NIŻ STO DWADZIEŚCIA TYSIĘCY LUDZI, KTÓRZY NIE UMIEJĄ ROZRÓŻNIĆ MIĘDZY TYM CO PRAWE, A TYM, CO LEWE, A NADTO WIELE BYDŁA?

Boże pytanie jest jednocześnie odpowiedzią, „A ja nie miałbym żałować Niniwy?” Nie powinniśmy pozwolić, aby ciche niedomówienie kryjące się w słowach Pana, zaćmiło ich prawdziwe znaczenie. Delikatność, z jaką Bóg postawił swoje pytanie, pokazuje wyraźnie jak łatwo Jonasz skreślił narody pogańskie, jak gdyby nie były niczym więcej tylko pokarmem dla szatana. Te same słowa są również wyzwaniem dla zainteresowania, lub raczej jego braku, ewangelizacją w dzisiejszym Kościele. Bóg pyta nas, tak jak pytał Jonasza dawno temu, „Czy nie powinniście żałować ludzi wokół was?” Szczególnej uwagi wymagają tutaj trzy elementy. Są nimi: troska, oddanie i zaufanie. Można mówić o trosce o niewierzących i o tym, że naszym zdaniem Chrystus stanowi odpowiedź na ich najgłębsze duchowe i doczesne potrzeby, a jednocześnie w głębi serca pozostać obojętnym, zdystansowanym, przyziemnym i pozbawionym motywacji do działania. Troszczymy się do pewnego stopnia, ale nie jesteśmy tym poruszeni, nie wylewamy łez z powodu losu tych, o których podobno się troszczymy. Bóg sprawdzał motywację Jonasza. Czy troszczył się on o Niniwę? Czy miłował zgubionych i skazanych na piekło bezbożników? Nie, ponieważ nie chciał aby zostali oni zbawieni. A czy ty miłujesz ludzi tam gdzie mieszkasz? Czy troszczysz się o to miasto, w którym Bóg cię umieścił, abyś wydawał świadectwo? Czy też z postawy Jonasza kryje się w twoim umyśle, ujmując nieco z twojej troski i powstrzymując cię przed składaniem świadectwa? Troska o zgubiony świat oznacza praktyczną miłość okazywaną ludziom, wśród których żyjemy. Oznacza pragnienie tego, aby i oni stali się chrześcijanami. Zostali zbawieni z łaski, przez tego samego ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa, który nas zbawił i dał nam żywą wiarę oraz nowe życie. Ale troska, która może obficie zaowocować wspieraniem innych chrześcijan przez modlitwę, zachętę i pomoc finansową, musi mieć swój początek w głębokiej trosce o składanie świadectwa tam, gdzie się znajdujemy – w słowach, czynach i każdym innym aspekcie życia chrześcijańskiego. A to oznacza pragnienie, aby nasi bliźni kochali Chrystusa tak jak my. Pragniemy tego, ponieważ to Chrystus nas pierwszy umiłował.
Życzę błogosławionego dnia.

Bądź miłosierny dla siebie samego

Phil Drysdale

Robiąc to, co robię, często znajduję się na pozycji bardzo podobnej do pastora. Znaczy to, że mamy do czynienia ze wszelkiego rodzaju ludźmi znajdujących się w trudnych sytuacjach:

bliskich samobójstwa,

z problemami tożsamości,

z problemami w relacjach,

wobec śmierci i żałoby,

rozwodów

i wiele, wiele więcej.

Odkryłem, że jedną z korzyści, jakie odnoszę, jest to, że mnóstwo tych sytuacji całkiem dobrze przetwarzam na swój własny użytek. (Obserwacja, jak ludzie radzą sobie czasem dobrze jak, czasem niedobrze, pomaga w zdobyciu dobrej perspektywy.)

Skutek jest taki, że jestem znacznie bardziej dojrzały pod względem emocjonalnym niż wtedy, gdy zaczynałem służbę!

Jednak, kiedy w zeszłym miesiącu zmarła moja mam, uderzyło mnie w bardzo nieoczekiwany sposób.

Przekonania mam silne, więc mój duchowy stan oraz pogląd na Niebo i Piekło nigdy nie były poddawane w wątpliwość, lecz to, co mnie zaskoczyło to fakt, jak bardzo dotknęło mnie to pod względem emocjonalnym. Wydawało mi się, że jestem osobiście dobrze przygotowany do całego przebiegu spraw i przebrnięcia przez to. Niemniej, z chwilą, gdy to się stało, okazało się, że straciłem motywacje. Czułem się bardzo przybity, a przebywanie wśród ludzi było bardzo przytłaczające. Zauważyłem też, że przespałem cały ten czas (należę do ludzi, którzy ściśle przesypiają 6 godzin na dobę, więc było to dla mnie bardzo dziwne).

Było to bardzo dotkliwe.
Nie byłem zupełnie sobą.

Żeby jeszcze bardziej pogorszyć sprawę, zacząłem sam siebie rozbijać. Czułem się winny, że nie pracowałem wystarczająco dużo; zawstydzony tym, że moje życie (moje wyobrażenie o nim) nie sięgało oczekiwań innych ludzi. Powiedziałbym o sobie, że byłem w tym czasie okropnym przyjacielem i mężem.

Znasz te wszystkie pomocne rzeczy, które można robić, gdy już jesteś przydołowany! 😉

Zdumiewające, jak szybko możemy obwiniać samych siebie.

Wielu ludzi, którzy mnie znają, uważają mnie za „faceta łaski”, a jednak, oto jestem tutaj w sytuacji, w której sam sobie powinienem udzielić łaski najwięcej, jako człowiek wylewający potępienie i winę.

To nie jest śmieszne

Cieszę się, że mam wspaniałą żonę i cudownych przyjaciół. Pomogli mi zobaczyć siebie w taki sposób, jak widzi mnie Jezus. Gdy nie jestem w najlepszym stanie, dadzą mi taką radę, której ja sam udzieliłbym im w ich najgorszym czasie. Nie tylko udzielili mi łaski, lecz przypomnieli mi, aby sam znalazł ją dla siebie.

Teraz już jest ze mną lepiej. Ciągle mam jeszcze wiele przed sobą, lecz zdecydowanie dostrzegam, że z dnia na dzień staję się coraz bardziej normalny.

Chciałbym podziękować wszystkim za każde dobre słowo i modlitwy skierowane do mnie i mojej rodziny. Przykro mi, że nie odpowiedziałem wszystkim … po prostu nie było to możliwe, lecz dzięki nim otrzymałem dużo wzmocnienia!
Niemniej, może ty zechcesz skorzystać z mojego przeżycia z ostatnich tygodni, aby przyniosło łaskę dla ciebie.
Może ktoś z twoich znajomych zmaga się z tym, aby sobie samemu udzielić łaski?

Może to ty?

Czym innym jest być miłosiernym wobec innych, a całkowicie czym innym objąć łaską samego siebie. Jeśli jednak Bóg jest łaskawy wobec nas, możemy co najmniej zrobić tyle, aby nie podważać Jego autorytetu i być miłosiernym dla siebie.

Dużo miłości, przyjacielu. Wiem, że milczałem przez ostatnie tygodnie, lecz będziesz ode mnie słyszał coraz częściej, w miarę jak powrócę do normalnej regularnej rutyny.

Mam nadzieję, że u was wszystko w porządku.

Phil