Rozróżnianie między głosem Ducha Świętego, a głosem własnego ducha – 3

The Church Without Walls

John Fenn
Tłum.: Tomasz S.
Część 1

Skończyliśmy ostatnio na Bogu mówiącym, że „ludzie was mamią i widzenie swojego serca zwiastują.”

Kto wpada w pułapkę podążania za własnym sercem i wyobraźnią?
W 23:17 Pan pokazuje Jeremiaszowi, jakiego rodzaju ludzie są podatni na fałszywe słowo. Przez kontekst tego fragmentu, przez fałszywe słowo rozumiem ludzi, którzy kierują się własnym sercem i emocjami, albo też mieszają swoje emocje z tym, co naprawdę mówi Bóg. To prowadzi do błędów i podejmowania złych decyzji.

Mówią stale tym, co uwłaczają (gardzą) słowu Pana: Będziecie zażywać pomyślności. Wszystkich zaś tych, co idą za popędem swego serca…

Hebrajskie słowo „naats” jest tutaj przetłumaczone jako „gardzić”. Po pierwsze oznacza ono „odrzucić” lub „odwrócić się od”. Tak więc Pan mówi Jeremiaszowi, że ludzie najbardziej podatni na  kierowanie się własną wyobraźnią i nazywanie tego ‘Bożym prowadzeniem’ to ci, którzy odwrócili się od  tego, co Bóg naprawdę już pokazał im, aby nad tym pracowali. Najbardziej podatne są osoby, które odwróciły się od tego, co Bóg im powiedział, ponieważ wymagało to od nich wysiłku – wzgardziły tym szukając czegoś łatwiejszego – ‘lepszego słowa’.

W tym fragmencie Pisma Bóg próbował przygotować ludzi na trudności, który przyjdą na ich naród, lecz oni odwrócili się od prawdziwego słowa mówiącego o zagładzie i wybrali słowo „proroków”, którzy mówili, że nic takiego się nie stanie.

Przykłady ludzi, którzy tak postępują
Ostatnim razem posłużyłem się przykładem wymyślonej osoby, która wybiera między dwoma mieszkaniami i wybiera to, które bardziej odpowiada jej ego i duszy niż budżetowi i prawdziwym potrzebom. Bóg próbował nakłonić ją do uporządkowania życia, uporządkowania finansów i tak dalej. Ale to byłaby trudna decyzja. Więc osoba odwróciła się od tego (odrzuciła to) i za Boże potwierdzenie przyjęła wyobrażenia własnego serca.

Innym przykładem jest chrześcijanin, który ma trudne życie i który rozpaczliwie żywi nadzieję, że może już wkrótce nastąpi porwanie kościoła. Karmi się materiałami, które mówią, że Jezus powinien przyjść w…  Maju. Ale jest też inne nauczanie, które przy użyciu wyliczeń arytmetycznych stwierdza, że będzie to miało miejsce w czasie Paschy, a może w Jom Kippur. Taka osoba trzyma się nadziei, że może jedno z tych nauczań będzie prawdziwe i zostanie wyratowana od trudów tego świata. Może nawet uduchowiać swoje oczekiwanie mówiąc, że chce po prostu „wrócić do domu”, ale najczęściej prawda jest taka, że jej życie jest i było ciężkie. Nie chce dorosnąć w tym, czego Jezus od niej oczekuje w jej własnych okolicznościach.

Mógłbym wspomnieć małżeństwa, które ludzie zawierali myśląc, że Bóg to aranżuje, a po czasie uświadamiają sobie, że ich związek to katastrofa. Zadają sobie wtedy pytanie ‘co poszło nie tak?’

Być może zakochali się wzajemnie w swoich duchach, ale byli daleko od siebie w swoich duszach. Jednak ponieważ mieli w sobie świadectwo, że duchowo są w tym samym miejscu myśleli, że Bóg mówi im, aby się pobrali. Wcale tego nie powiedział – oni byli po prostu duchowo połączeni i poszli w tej relacji o wiele dalej, niż Bóg to zamierzył. Przyciąganie między duchami zbyt często mylone jest z miłością i emocjami, które wywołuje. Utrzymuj granice, które zamierzył Bóg.

Mógłbym również podać mniej drastyczne przykłady z życia – na przykład wybór między dwoma pracami. Pierwsza, choć trudna, zapewni rozwój, choć może będzie to niskie stanowisko, jednak osoba czuje, że stoi za tym Bóg i po zatrudnieniu otrzyma szybki awans. Druga propozycja oznacza lepsze zarobki, ładniejsze biuro, lepsze możliwości awansu.

Osoba decyduje się na drugą propozycję, ponieważ szef połechtał jej ego. Jej wyobraźnia uczepiła się tego. Perspektywy były lepsze i biuro ładniejsze. Ale w ciągu roku firma upadła i osoba znalazła się w trudnym położeniu zastanawiając się, co Bóg chce przez to zrobić… On nie miał z tym nic wspólnego – to była jej własna decyzja kierowana swoim ego i wyobrażeniami, zamiast trudniejszej pracy, którą On chciał, aby wzięła.

Bóg nic nie powiedział a oni jednak biegają
W Jer.23:18 Pan pyta: „ Kto nadsłuchiwał (notował, zapisywał) Jego słowa i usłyszał je?” Pan szuka tych, którzy rozpoznają to, co On robi w ich wnętrzu i którzy będą w tym wzrastali.

Pewna kobieta co 6 tygodni pokonywała samolotem tysiące mil na seminaria biblijne. Ponosiła duże koszty, zatrzymując się na tydzień w hotelu. Dodatkowo płaciła prawie 400 dolarów za lekcję (x6 zajęć). Poprosiła raz o radę w sprawie męża, który nie znał Pana i który to denerwował się tym, że wydawała pieniądze i tak często nie było jej w domu przez długi czas. Powiedziała również, że widzi, że jej nastoletnie dzieci nie chodzą z Panem i naśmiewają się z niej. Chciała poznać, jaki jest duchowy klucz, jaką prawdę mogę jej powiedzieć, jakie słowo od Pana mogę jej przekazać, aby jej rodzina została zbawiona?

Powiedziałem jej, żeby przestała lub przynajmniej ograniczyła rozstania z rodziną co 6 tygodni i ponownie była żoną i matką, bo tego chce od niej Bóg. Odpowiedziała, że znudziła się tym, że jej życie jest nudne, a na zajęciach Bóg objawia jej tyle nowego a dodatkowo prorok powiedział jej to i tamto. Jak więc mogła być zadowolona ze swojego nudnego życia? Nie nadsłuchiwała (nie odnotowała) słowa Pana, ponieważ jej ego, próżność i duchowość podpowiadały jej, aby nadal miała dobry czas na zajęciach a Bóg zaopiekuje się jej rodziną. Błąd! Nie przyjęła słowa od Pana.

Dla kontrastu kilka lat wcześniej
W naszym kościele była kobieta, która była tam cały czas, gdy tylko drzwi były otwarte. Dodatkowo uczestniczyła w wielogodzinnym wolontariacie niosącym pomoc. Ona również modliła się za męża i dwoje dzieci. Przyprowadzała dzieci do kościoła, ale mąż nie był tym zainteresowany. Pewnego dnia zwierzyła się, że jej mąż powiedział jej, że nie może konkurować z Bogiem i że nie jest zadowolony z czasu, który spędzała w kościele.
Powiedziałem jej, żeby przerwała wszystkie kościelne zajęcia z wyjątkiem niedzielnego nabożeństwa i pozostały czas poświęciła na bycie żoną oraz matką dla swoich dzieci. To było słowo Boga dla niej. Po trzech tygodniach, pewnego niedzielnego ranka, wkroczyła na nabożeństwo z mężem u boku. On narodził się na nowo i został członkiem zespołu uwielbienia.

Klucz? Żona odstawiła na bok to, co myślała i to co czuła w próżności swojej duchowości. Odłożyła na bok przekonanie, że jej modlitwy i ciężka praca w kościele poruszą Boga i zbawi jej męża. Postanowiła wrócić do domu i być żoną i matką, o co poprosił ją Bóg. Przyjęła słowo Pana i podjęła rozsądną decyzję, która uratowała jej rodzinę.

W 23:21 Pan powiedział Jeremiaszowi: „Nie posłałem tych proroków, lecz oni biegają; nie mówiłem do nich, lecz oni prorokują”.

Ot, całe podsumowanie pierwszej połowy Jeremiasza 23: ludzie podejmujący decyzje, chociaż Bóg ich nie posłał; mówią, że Bóg coś powiedział, albo że gdzieś prowadzi, choć On nic takiego nie uczynił. Dali się omamić próżności swoich serc, swojej wyobraźni, zignorowali prawdziwe instrukcje, które Pan miał dla nich. Zamiast tego wybrali to, co łatwe.

Setki lat później, niektóre z tych kwestii Paweł poruszył w kościele w Koryncie. W II Kor. 11 wyraża o nich obawę, ponieważ byli tak zwani kaznodzieje głoszący innego Jezusa, inną ewangelię i mieli innego ducha. Powiedział im, że chociaż nie był w stanie zaimponować im ani swą mową ani wyglądem, to wszystko, co im przekazał, było wyważone i słuszne. W wersetach 15-20 mówi, że ludzie ci mają wygląd anioła światłości i chlubią się swą prezencją (styl życia bogatych i sławnych). Mówi, że wykorzystują ich, że biorą ich pieniądze (zniewalają), a nawet obrażają ich (jak potwarz), ale mimo to Koryntianie nadal chodzą za nimi aby usłyszeć najnowsze słowo, które ci chcą przekazać. To inny Jezus, inna ewangelia, inny duch, ale oni wszystko to przyjmowali!

Czy coś z tego nie brzmi znajomo w naszych czasach? Kolejnym razem skończymy tę serię mówiąc więcej rzeczy, które Pan powiedział Jeremiaszowi.

< Część 2 |Część 4 >

John Fenn

2 comments

  1. Warto by było jeszcze d.opisać jeden rozdział mówiący o bezmyślnym słuchaniu,przyjmowaniu i życiu wg tego co „namaszczeni” mówcy motywacyjny zwani pastorami, kaznodziejami czy innymi duszpastuchami mówią na swoich konferencjach, czy nabożeństwac!
    Kto weryfikuje ich wywody? Kto rozważa, bada i analizuje ich proroctwa,.nauczania, pouczania i mądrości?!!!
    Nikt! Nie ma takiej „tradycji”. Nikt nie odważy sie bo to przecież mężowie, kobiety boży, którzy po dwa razy dziennie mają wizytację aniołów i trzy razy w tygodniu są w niebie! To ich uprawomocnia do opinii, że naprawdę słyszą boga i muszą przekazać jego nauki ludowi!
    A lud uśpiony, pogodzony słucha ich bezmyślnie, ulega tym duchowym rekomendacjom i czarowi słów a na dodatek niejednokrotnie jeszcze za to płaci!
    Nie wiadomo czy śmiać się z tego wszystkiego czy raczej płakać!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.