Socjalne ubóstwo wśród najbogatszych narodów świata

Samotność – ludzka katastrofa

Przeprowadzone przez Cigna w 2018 roku badania pokazały,
że niemal połowa Amerykanów czuje się „czasami bądź zawsze” samotnie.

Barbara Kay
12.08.2019

Fala upałów zabija, lecz wybiórczo. Jeśli jesteś w miarę młodym, zdrowym człowiekiem i masz dostęp do jeziora czy klimatyzacji to upał jest w najgorszym wypadku irytujący. Na ryzyko są narażeni unieruchomieni seniorzy, którzy mieszkają samotnie nie mając klimatyzacji.

W sierpniu 2003 śmiertelna fala upałów zalała całą Europę powodując śmierć około 35 000 ludzi, z których większość pasowała do powyższego profilu. Nieproporcjonalnie dużo tych zgonów miało miejsce we Francji, 14 000, zmuszając do przeprowadzenia dochodzenia, które ujawniło niewygodny fakt, że kluczowym czynnikiem nie było materialne ubóstwo, lecz czynnik społeczny. Wynikał on z pewnej formy ubóstwa socjalnego: ofiary nie miały nikogo, kto zatroszczyłby się o nie na tyle, aby sprawdzić, co się z nimi dzieje i ulżył ich udręce.

Co gorsza, w pewien sposób, faktem było, że wiele z tych ofiar miało dorosłe dzieci, którym tradycyjny sierpniowy urlop na wybrzeżu nie przeszkodził w przyjęciu odpowiedzialności za zaspokojenie potrzeb swoich rodziców (niektórzy nawet zażyczyli sobie, aby pogrzeby ich rodziców zostały odłożone na termin po ich powrocie).

Wspomnienie o tych rozpaczliwie smutnych relacjach (które zrobiły na mnie ogromne wrażenie w tym czasie i o których myślę za każdym razem, gdy ponownie uderza fala upałów) znajduje się w książce konserwatywnej obserwatorki kultury, Mary Eberstadt: „Primal Screams: How the sexual revolution created identity politics”. (Pierwotny krzyk: Jak seksualna rewolucja stworzyła politykę tożsamości”.

(Może cię dziwić co ma wspólnego polityczna tożsamość i rewolucja seksualna z falami upałów we Francji, lecz zaufaj mi, związek jest przedstawiony. Jest to rozdział, w którym to zdarzenie z falą upałów prezentuje obawy dotyczące epidemii samotności, która dotyka ogromne obszary populacji w krajach na całym świecie.

Seksualna rewolucja wywołała coś, co autorka nazywa „Wielkim Rozproszeniem” – rozbicie rodziny jako filaru społeczeństwa. Pisze: „ludzkie zwierzę zostało wybrane do rodzinnej socjalizacji, która dla wielu ludzi już nie istnieje”.

Kiedyś za wielką tragedię uważano, gdy czyjaś rodzina rozpadała się. Teraz, wielokrotna „seryjna monogamia” (…) i rozwody jeden lub więcej uważane są za normę. Kiedyś było czymś niezwykłym, aby pary małżeńskie decydowały się na życie bez dzieci. Teraz bezdzietność jest powszechna, a nawet tam, gdzie są dzieci, jest ich mniej niż kiedyś było. Bardzo wiele dzieci nie ma rodzeństwa. Dawniej życiowe kawalerstwo czy ‘staropanieństwo’ były rzadkością, ale już tak nie jest. Zgodnie z informacjami Eberstadt, „badania nad samotnością” należą do najgorętszych kierunków socjologii.

Podany przez nią przykład francuskiej fali upałów może wywołać dreszcze. W Japonii co roku, gdzie rozprzestrzenia się celowa bezdzietność, około 4 000 starszych Japończyków umiera tak, że nikt o tym nie wie, dopóki smród rozkładających się zwłok nie zaalarmuje sąsiadów. W tym kraju upada zawód położnej, a pojawił się nowy rodzaj przemysłu: firmy sprzątające pomieszczenia po osamotnionych zmarłych.

Firmy ubezpieczeniowe mają oferty dla właścicieli lokali na wypadek, gdyby „samotna śmierć” zdarzyła się w ich budynku. W opublikowanym przez „Der Spiegel” artykule pt.: „Miliony samotnych”, Niemieckie Centrum Gerontologii informuje, że jeden na czterech Niemców po 70- tce jest odwiedzany przez rodzinę rzadziej niż raz na miesiąc, a niemal co dziesiąty w ogóle.

Przeprowadzone przez Cigna w 2018 roku badania pokazały, że niemal połowa Amerykanów czuje się „czasami bądź zawsze” samotnie, a Pokolenie Z – obecnie w wieku 18-22 lat – jest najbardziej samotne ze wszystkich pokoleń.

Samotność jest sama w sobie smutna, lecz ma konsekwencje dla zdrowia. Eberstadt cytuje badania wskazujące na związek samotności z objadaniem się, wyższym poziomem stresu, stanem układu krążenia i dysfunkcji systemu immunologicznego.

Moja rodzina nie stała się częścią Wielkiego Rozproszenia. Jestem z pokolenia, w którym małżeństwo i rodzina były przyjętymi założeniami. Nienaruszone rodziny były normą. Każdy miał nie tylko oboje rodziców, dzięki czemu czuł się bezpiecznie, miał też rodzeństwo jak i wielu kuzynów, wujków i ciotek, których obecność na ślubach bar micwach, świętach rodzinnych i innych rytualnych okolicznościach traktowaliśmy jako oczywistość.

Rodzice umierali otoczeni rodziną. Niemal nikt z mojej wielkiej rodziny nie wyprowadził się z Toronto (ja jestem tu anomalią). Nigdy nie poznałam tego, co rzeczywiście znaczy samotność, ponieważ nigdy jej nie doświadczyłam.

I to wszystko było dla mnie oczywiste. Należę do tych ludzi, którzy wspominają dorastanie w wielopoziomowym domu w podmiejskiej dzielnicy, a wracając do nich, odkrywam, że tak naprawdę była to imponująca posesja. Czytając zaś tą książkę zdaje sobie ponownie sprawę z tego, że udało mi się uniknąć socjologicznej kuli.

Egerstadt nie jest optymistką: komentuje tą epidemię samotności: „Katastrofa samotności wśród wielu współczesnych społeczności dotykająca najbardziej wartościowych jej członków jest właśnie tym: katastrofą, a to tylko początek”

[Głosów:1    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.