Category Archives: Mercator

Socjalne ubóstwo wśród najbogatszych narodów świata

Samotność – ludzka katastrofa

Barbara Kay
12.08.2019

Fala upałów zabija, lecz wybiórczo. Jeśli jesteś w miarę młodym, zdrowym człowiekiem i masz dostęp do jeziora czy klimatyzacji to upał jest w najgorszym wypadku irytujący. Na ryzyko są narażeni unieruchomieni seniorzy, którzy mieszkają samotnie nie mając klimatyzacji.

W sierpniu 2003 śmiertelna fala upałów zalała całą Europę powodując śmierć około 35 000 ludzi, z których większość pasowała do powyższego profilu. Nieproporcjonalnie dużo tych zgonów miało miejsce we Francji, 14 000, zmuszając do przeprowadzenia dochodzenia, które ujawniło niewygodny fakt, że kluczowym czynnikiem nie było materialne ubóstwo, lecz czynnik społeczny. Wynikał on z pewnej formy ubóstwa socjalnego: ofiary nie miały nikogo, kto zatroszczyłby się o nie na tyle, aby sprawdzić, co się z nimi dzieje i ulżył ich udręce.

Co gorsza, w pewien sposób, faktem było, że wiele z tych ofiar miało dorosłe dzieci, którym tradycyjny sierpniowy urlop na wybrzeżu nie przeszkodził w przyjęciu odpowiedzialności za zaspokojenie potrzeb swoich rodziców (niektórzy nawet zażyczyli sobie, aby pogrzeby ich rodziców zostały odłożone na termin po ich powrocie).

Wspomnienie o tych rozpaczliwie smutnych relacjach (które zrobiły na mnie ogromne wrażenie w tym czasie i o których myślę za każdym razem, gdy ponownie uderza fala upałów) znajduje się w książce konserwatywnej obserwatorki kultury, Mary Eberstadt: „Primal Screams: How the sexual revolution created identity politics”. (Pierwotny krzyk: Jak seksualna rewolucja stworzyła politykę tożsamości”.

(Może cię dziwić co ma wspólnego polityczna tożsamość i rewolucja seksualna z falami upałów we Francji, lecz zaufaj mi, związek jest przedstawiony. Jest to rozdział, w którym to zdarzenie z falą upałów prezentuje obawy dotyczące epidemii samotności, która dotyka ogromne obszary populacji w krajach na całym świecie.

Seksualna rewolucja wywołała coś, co autorka nazywa „Wielkim Rozproszeniem” – rozbicie rodziny jako filaru społeczeństwa. Pisze: „ludzkie zwierzę zostało wybrane do rodzinnej socjalizacji, która dla wielu ludzi już nie istnieje”.

Kiedyś za wielką tragedię uważano, gdy czyjaś rodzina rozpadała się. Teraz, wielokrotna „seryjna monogamia” (…) i rozwody jeden lub więcej uważane są za normę. Kiedyś było czymś niezwykłym, aby pary małżeńskie decydowały się na życie bez dzieci. Teraz bezdzietność jest powszechna, a nawet tam, gdzie są dzieci, jest ich mniej niż kiedyś było. Bardzo wiele dzieci nie ma rodzeństwa. Dawniej życiowe kawalerstwo czy ‘staropanieństwo’ były rzadkością, ale już tak nie jest. Zgodnie z informacjami Eberstadt, „badania nad samotnością” należą do najgorętszych kierunków socjologii.

Podany przez nią przykład francuskiej fali upałów może wywołać dreszcze. W Japonii co roku, gdzie rozprzestrzenia się celowa bezdzietność, około 4 000 starszych Japończyków umiera tak, że nikt o tym nie wie, dopóki smród rozkładających się zwłok nie zaalarmuje sąsiadów. W tym kraju upada zawód położnej, a pojawił się nowy rodzaj przemysłu: firmy sprzątające pomieszczenia po osamotnionych zmarłych.

Firmy ubezpieczeniowe mają oferty dla właścicieli lokali na wypadek, gdyby „samotna śmierć” zdarzyła się w ich budynku. W opublikowanym przez „Der Spiegel” artykule pt.: „Miliony samotnych”, Niemieckie Centrum Gerontologii informuje, że jeden na czterech Niemców po 70- tce jest odwiedzany przez rodzinę rzadziej niż raz na miesiąc, a niemal co dziesiąty w ogóle.

Przeprowadzone przez Cigna w 2018 roku badania pokazały, że niemal połowa Amerykanów czuje się „czasami bądź zawsze” samotnie, a Pokolenie Z – obecnie w wieku 18-22 lat – jest najbardziej samotne ze wszystkich pokoleń.

Samotność jest sama w sobie smutna, lecz ma konsekwencje dla zdrowia. Eberstadt cytuje badania wskazujące na związek samotności z objadaniem się, wyższym poziomem stresu, stanem układu krążenia i dysfunkcji systemu immunologicznego.

Moja rodzina nie stała się częścią Wielkiego Rozproszenia. Jestem z pokolenia, w którym małżeństwo i rodzina były przyjętymi założeniami. Nienaruszone rodziny były normą. Każdy miał nie tylko oboje rodziców, dzięki czemu czuł się bezpiecznie, miał też rodzeństwo jak i wielu kuzynów, wujków i ciotek, których obecność na ślubach bar micwach, świętach rodzinnych i innych rytualnych okolicznościach traktowaliśmy jako oczywistość.

Rodzice umierali otoczeni rodziną. Niemal nikt z mojej wielkiej rodziny nie wyprowadził się z Toronto (ja jestem tu anomalią). Nigdy nie poznałam tego, co rzeczywiście znaczy samotność, ponieważ nigdy jej nie doświadczyłam.

I to wszystko było dla mnie oczywiste. Należę do tych ludzi, którzy wspominają dorastanie w wielopoziomowym domu w podmiejskiej dzielnicy, a wracając do nich, odkrywam, że tak naprawdę była to imponująca posesja. Czytając zaś tą książkę zdaje sobie ponownie sprawę z tego, że udało mi się uniknąć socjologicznej kuli.

Egerstadt nie jest optymistką: komentuje tą epidemię samotności: „Katastrofa samotności wśród wielu współczesnych społeczności dotykająca najbardziej wartościowych jej członków jest właśnie tym: katastrofą, a to tylko początek”

Adopcja dzieci przez jednopłciowe pary to nie zabawa

Rick Fitzgibbons

Dopuszczanie do tego, aby jednopłciowe pary adoptowały dzieci pozbawia je matki lub ojca i naraża je na niebezpieczeństwa społecznego eksperymentu.

Działania legislatorów i homoseksualnych aktywistów, aby doprowadzić do zgody na adopcję dzieci przez jednopłciowe pary prowadzi na manowce. Może ich intencje są dobre, lecz ignorują prawa dzieci oraz ważne społeczne i psychologiczne badania dotyczące homoseksualnego sposobu życia.

Ostatnia decyzja Catholic Social Services of Southern Illinois , aby oddzielić się od Kościoła i umieszczać dzieci w jednopłciowych związkach pojawiła się po tym, gdy stan Illinois poszedł za innymi stanami i uchwalił prawodawstwo chroniące tzw. prawa homoseksualnych związków. W ramach legislacji, zw.: Illinois Religious Freedom Protection and Civil Union Act, zabroniono finansowania agencji służb społecznych, które nie zgadzają się na adopcję dzieci przez jednopłciowe związki.

Takie eksperymentowanie na dzieciach wywołuje poważne problemy. Dzieci mają prawo i potrzebują rodzicielstwa zarówno ojca jak i matki. To powinno być uznane przez państwo oraz profesjonalne grupy jako coś znacznie ważniejszego niż domniemane prawa dorosłych do adopcji.

Punkty widzenie zaprezentowane tutaj opierają się na obszernych społecznych badaniach naukowych i wiedzy, na moich klinicznych doświadczeniach jako psychiatry, które obejmują kilkanaście lat konsultacji w dziedzinie adopcji i wychowania dzieci, leczenia dzieci pochodzących z adopcji przez ponad 35 lat, tekstu napisanego na temat ich leczenia w podręczniku dla American Psychologial Association (1), oraz jako ojca trzech zaadoptowanych córek.

 

Ryzyko istniejące w ramach jednopłciowych związków

Jednopłciowe relacje nie dają idealnego środowiska do wychowanie dziecka z kilku przyczyn.

Po pierwsze: pary jednopłciowe są zazwyczaj rozwiązłe. Jedno z największych badań dotyczących par jednopłciowych pokazało, że tylko 7 z 156 par żyło w całkowicie monogamicznej relacji seksualnej. Większość tych relacji trwa krócej niż pięć lat. Pary, których relacje trwały dłużej korzystały z pewnych seksualnych świadczeń z zewnątrz: „Jednym z najważniejszych czynników, które utrzymują te pary razem przez okres dłuższy niż 10 lat to brak zaborczości”, jak zaobserwowali dwaj naukowcy, którzy również są partnerami, David McWhirter oraz Andrew Mattison. „Wiele par uczy się bardzo szybko tego, że seksualne posiadanie na wyłączność siebie nawzajem może być wielkim zagrożeniem dla utrzymania się razem” (2).

Po drugie: te związki są bardzo kruche. Prawdopodobieństwo rozpadu jest wyższe w przypadku par lesbijskich. Z raportu sporządzonego z 2010 roku, pn.: US National Longitudinal Lesbian Family Study, wynika, że 40% par, w których nastąpiło poczęcie dziecka przez sztuczne zapłodnienie, rozpadło się (3). Lisa Diamond napisała w książce „Sexual Fluidity”, że „ponad jedna trzecia kobiet z próbkowanej grupy zmieniała swoją tożsamość co najmniej raz od czasu pierwszego wywiadu. Kobiety, które ją zachowały przez całe 10 lat okazały się być najmniejszą i najbardziej nietypową grupą”. Jeśli kobiety w jednopłciowych relacjach zmieniają swoją tożsamość to związek rozpada się.

Po trzecie: taka para może nie być fizycznie zdrowa. Holenderski naukowiec odkrył, że większość infekcji HIV w Amsterdamie ma miejsce pośród homoseksualistów (mężczyzn), którzy mają stałe relacje. Badacz doszedł do wniosku: „Sprawy zabezpieczenia powinny dotyczyć ryzykownych zachowań, w szczególności mężczyzn mających stałych partnerów, oraz promowania badań HIV” (4). Naukowiec wykazuje, że związki jednopłciowe cierpią na znacznie bardziej rozpowszechnione przypadki przemocy domowej, depresji, narkotykowych zaburzeń oraz chorób przenoszonych drogą płciową (5). Czy adoptowane dzieci powinny być umieszczane u par kosztem ryzyka poważnych i emocjonalnie wyczerpujących chorób?

Dzieci potrzebują matki i ojca

Najważniejszą sprawą jest dobro dziecka. Naukowe badania społeczne wielokrotnie pokazały ważną rolę ojca i matki dla zdrowego rozwoju dziecka i poważne ryzyko, na które one napotykają w przypadku wychowania bez ojca lub matki. Matki i ojcowie wnoszą ze sobą unikalne dary, które są żywotnie ważne dla zdrowia dziecka.

Wśród licznych różnych talentów, która matki wnoszą do rodzicielskiego zadania trzy są wyjątkowe: ich zdolność do karmienia piersią, umiejętność rozumienia niemowląt i dzieci oraz ich umiejętność do wychowywania i pocieszania.

Naukowe badania społeczne potwierdzają to. Liczne opracowania badań wskazują na to, że niemowlęta i maluchy, gdy są głodne, boją się lub są chore wolą zwracać się do matki niż ojca. Matki zazwyczaj działają bardziej uspakajająco, są też bardziej wrażliwe na różne rodzaje płaczu noworodków. Na przykład, lepiej od ojców, rozróżniają płacz spowodowany głodem, od wywołanego bólem. Patrząc na twarz, posturę i gesty swoich dzieci również lepiej od ojców rozpoznają ich emocje.

Dzieciom, które zostały pozbawione matczynej troski na dłuższe okresy w początkowym stadium życia “brakuje wyczucia, mają powierzchowne relacje i okazują wrogie, aspołeczne skłonności” w dorosłym wieku (6).

Kliniczne doświadczenia wskazują, że celowe pozbawienie dziecka jego matki powoduje poważne szkody, ponieważ matki mają krytycznie ważne znacznie dla budowania u dziecka umiejętności ufania oraz poczucia bezpieczeństwa w relacjach. Wszystkie kultury uznają istotną rolę matki.

Również ojcowie mają charakterystyczne uzdolnienia (7).  Ojcowie przewyższają matki jeśli chodzi o wprowadzanie dyscypliny, podejście zabawy oraz prowokowanie dzieci do podejmowania swoich życiowych wyzwań. Stanowią oni również istotną rolę wzorca dla chłopców. Ich obecność w domu chroni dzieci przed strachem i wzmacnia dziecięce poczucie bezpieczeństwa. Obszerne badania prowadzone wśród młodzieży z rodziny bez ojców na temat poważnych psychologicznych, akademickich i socjalnych problemów demonstrują wagę obecności ojca w domu dla zdrowego rozwoju dziecka.

Te prawa i potrzeby dzieci, aby posiadać matkę i ojca, powinny być chronione przez państwo. Dorośli nie mają prawa pozbawiać dzieci ojca czy matki.

 

Dzieci rzeczywiście cierpią

Mamy poważne wskazania na to, że dzieci wychowane przez jednopłciowe pary mają się znacznie gorzej niż wychowane w stabilnych domach z matką i ojcem.

W 1996 roku przeprowadzono i dobrze opisano w Australii badania 174 dzieci w wieku szkoły podstawowej. Wśród nich znalazło się 58 dzieci małżeństw, 58 z rodziny stworzonych przez heteroseksualny konkubinat, oraz 48 z domów homoseksualnych związków, które wskazują na to, że małżeńskie pary oferują dziecku najlepsze społeczne i edukacyjne środowisko. Na drugim miejscu były pary żyjące w konkubinacie, na trzecim homoseksualne (8).

Wyniki badań kobiet przeprowadzone w 2009 roku w Nowym Jorku, Bostonie i San Francisco są podobne. Badacze przeprowadzili badania ankietowe wśród 68 kobiet, które miały ojców gejów lub biseksualnych, oraz 68 kobietami, których ojcowie byli heteroseksualni. Kobiety (średnia wieku 29 lat w obu grupach) z pierwszej grupy miały trudności w dorosłym życiu w trzech dziedzinach: odczuwały mniejszą wygodę w bliskich kontaktach i intymności; w mniejszym stopniu potrafiły ufać innym i i zależeć od innych; przeżywały większe niepokoje w relacjach w porównaniu do kobiet z grupy mającej heteroseksualnych ojców (9).

 

Wadliwe badania dające pozytywne wyniki

Nie jest dziwne to, że są naukowcy sprzeciwiający się wadze tych dowodów. Dwa główne badania opublikowane w 2010 roku często są cytowane przez homoseksualnych aktywistów i media. Nanette Gartrell i Henry Bos (10) oraz Timothy Biblarz i Judith Stacey (11) twierdzą, że dzieci, które zostały celowo pozbawione korzyści płynących z uzupełniania się płci w domu zamieszkiwanym przez ojca i matkę, nie cierpią z powodu żadnych psychologicznych szkód.

Niemniej wszystkie dane, które zostały zebrane przez Gartell i Boss są własnymi sprawozdaniami, składanymi przez matki i dzieci. Matki miały świadomość politycznej agendy tych badań i to musiało wykrzywić wyniki. Ta metodologiczna słabość poważnie osłabia wartość danych z badania.

Meta analiza przeprowadzona przez Biblarz i Stacey, na 31 z 33 badaniach rodzin o dwóch rodzicach, polegała na tym, że to rodzice dostarczyli danych, które podlegały subiektywnej ocenie. Powtórnie widzimy, że wywołuje to socjalne pożądane skrzywienie, ponieważ homoseksualni rodzice wiedzieli o politycznsej agendzie stojącej za tym badaniem. Co więcej z tych 33 badań w dwuosobowych rodzinach, tylko dwa dotyczyły mężczyzn, choć tyuł: „Jak ważna jest płeć rodziców” ( “How does the gender of parents matter?”) sugeruje, że zarówno mężczyźni jak i kobiety są w pełni reprezentowani.

Spora część badań przeprowadzonych wśród par jednopłciowych miewa poważne metodologiczne słabości. Utrzymuje się to więc argumentem, że nie ma dowodów na to, że dzieciom szkodzi wychowywanie przez homoseksualnych mężczyzn. Jest to prawda, lecz brak dowodów nie dowodzi tezy. Znaczy to tylko tyle, że brak jest dowodów. Badania dzieci wychowywanych przez homoseksualnych mężczyzn są bardzo nieliczne, a żadne jak dotąd nie podejmuje tematu długoterminowych skutków u dorosłych mężczyzn, wychowanych przez homoseksualistów.

 

Poważna niesprawiedliwość dla adoptowanych dzieci

Adoptowane dziecko zostaje oddzielone od swoich biologicznych rodziców. Dziecko odczuwa taką stratę. Dlatego właśnie agencje adopcyjne poszukiwały najlepszego możliwego miejsca umieszczenia – wrażliwego i stabilnego ojca i matki. Jednopłciowe pary z samej swojej definicji są miejscem drugorzędnym, ponieważ brakuje rodzica przeciwnej płci.

Poważna niesprawiedliwość dzieje się dzieciom przeznaczonym do adopcji w miarę jak rosnąca ilość katolickich społecznych agenicji adopcyjnych, które przez całe dziesięciolecia udzielały znakomitej pomocy dzieciom, rodzicom i rodzinom odmawia się prawa do dalszego działania. Legislatura stawia prawa homoseksualnych związków wyżej niż potrzeby i prawa dzieci do matki i ojca.

Umyślne pozbawianie dziecka ojca bądź matki szkodzi dzieciom (12). Społeczne badania naukowe popierają taki punkt widzenia. Adoptowane dzieci przeżywają traumę odrzucenia we wczesnym wieku i powinny być chronione przed traumą adopcji narażającej je na okrutny społeczny eksperyment. Czy nikt nie wystąpi, aby chronić je?

Rick Fitzgibbons jest dyrektorem Comprehensive Counseling Services w West Conshohocken PA. Jest psychiatra praktykiem z 35 letnim doświadczeniem, specjalizującym się w leczeniu nadmiernego gniewu.

–       – – – – – –

Notes

(1) Enright, R. & Fitzgibbons, R. (2000). Helping Clients Forgive: An Empirical Guide for Resolving Anger and Restoring Hope. Washington, DC: American Psychological Association Books ,p. 187-89.

(2) McWhirter, D. and Mattison, A. 1985. The Male Couple: How Relationships Develop. Prentice Hall.

(3) Gartrell, N. & Bos, H. (2010) US national Longitudinal Lesbian Family Study: Psychological Adjustment of 17-year-old Adolescents, Pediatrics, Volume 126, Number 1, July 2010, 28-36.

(4) Xiridou, M. et al. (2003). The contribution of steady and casual partnerships to the incidence of HIV infection among homosexual men in Amsterdam. AIDS 17: 1029-38.

(5) D. O’Leary. (2007) One Man, One Woman: A Catholic’s Guide to Defending Marriage Manchester, NH: Sophia Institute Press, 149-68.

(6) Kobak, R. (1999). „The emotional dynamics of disruptions in attachment relationships: Implications for theory, research, and clinical intervention”. In J. Cassidy & P. R. Shaver. (Eds.), Handbook of Attachment (pp. 21-43). New York: The Guilford Press.

(7) http://www.pbs.org/newshour/gergen/july-dec99/fisher_8-16.html.

(8) Sarantakos, S. (1996) Children in three contexts. Children Australia, 21(3), 23-31.

(9) Sirota, T, (2009) Adult Attachment Style Dimensions in Women with Gay or Bisexual Fathers. Arch. Psych Nursing, 23, 289-297.

(10) Gartrell, N. & Bos, H. (2010) US national Longitudinal Lesbian Family Study: Psychological Adjustment of 17-year-old Adolescents, Pediatrics, Volume 126, Number 1, July 2010 p. 28-36.

(11) Biblarz, T. J. & Stacey, J. (2010). How does the gender of parents matter? Journal of Marriage and Family. 72, 3-22.

(12) Kobak, R. (1999). „The emotional dynamics of disruptions in attachment relationships: Implications for theory, research, and clinical intervention”. In J. Cassidy & P. R. Shaver. (Eds.), Handbook of Attachment (pp. 21-43). New York: The Guilford Press.; Popenoe,D. (1996) Life Without Father, New York: Free Press, P. 176; Golombok, S. et al (1997) Children raised in fatherless families from infancy: Family relationships and the socioeconomic development of children of lesbian and single heterosexual mothers. J. Child Psychology and Psychiatry 38: 783-791; Gallagher M. & Baker, J.K. (2004) Do Mom and Dads Matter: Evidence from the social sciences on family structure and at the best interests of the child. Margins 161(4):161-180.

продвижение

Ludzkie organy – przekraczanie granicy

Oryg.: TUTAJ

Powiązanie “prawa do śmierci” z oddawaniem organów otworzyło straszliwą Puszkę Pandory.

Jeśli w Stanach Zjednoczonych odnawiasz prawo jazdy, oglądasz wiadomości telewizyjne czy weźmiesz do ręki gazetę nie da się ominąć kampanii namawiającej nas do podpisywania karty dawcy organów. Widzimy niezliczone historie mówiące o zmartwionych krewnych, którzy zostali pocieszeni przez swego bliskiego, który zgodził się na oddanie swoich organów a po jego tragicznej śmierci dołączają się do nich wdzięczni ludzie, których życie zostało zmienione przez ten „dar życia”. Czy jednak w tej zrozumiałej żarliwości, aby ratować czy przedłużać życie jak największej ilości istnień ludzkich, nie zostają przekraczane pewne etyczne granice?

Przykładem niech będzie mało znana, lecz niepokojąca rewolucja, która zaczęła się w tej dziadzinie na początku lat 90tych. W coraz większej ilości szpitali w Stanach Zjednoczonych oraz innych krajach po cichu jest wprowadzana, oprócz przekazywania organów po stwierdzonej śmierci mózgu, nowa procedura teraz nazywana “donation after cardiac death” (DCD) („przekazywanie organów po śmieci sercowej”). Stało się możliwe powiązanie tak zwanego „prawa do śmierci” z oddawaniem organów. Teraz lekarze w Belgii wykorzystują kryterium DCD do decydowania o tym czy nastąpiła śmierć, aby pobrać ograny po dokonanej eutanazji[i] .

Czym jest DCD?

W roku 1993 całe wydanie Kennedy Institute of Ethics Journal[ii] zostało poświęcone dyskusji nowego obszaru związanego z oddawaniem organów – pacjentom, których mózg nie przestał funkcjonować, lecz których życie jest sztucznie podtrzymywane, którzy uważani są za przypadki nie rokujące nadziei na przetrwanie czy możliwe do przewidzenia „normalne życie”. W tych przypadkach pacjent lub rodzina zgadają się na odłączenie podtrzymania życia i nie podejmuje się reanimacji. Taki pacjent przenoszony jest na salę operacyjną, gdzie urządzenia zostają wyłączone. Gdy (bądź jeśli p.niżej) oddech i praca serca zostaną zatrzymane na okres około jednej godziny, lekarze odczekują zazwyczaj jeszcze 2 minuty przed ogłoszeniem zgonu spowodowanego zatrzymaniem akcji serca (cardiac death), a nie mózgu. Organy takiego pacjenta są przekazywane do transplantacji. W tamtym czasie nazywano to „oddawaniem organów po zatrzymaniu akcji serca (dosł.: non-heart-beating organ donation (NHBD)), lecz od tamtej pory, niektórzy utrzymywali, że termin jest mylący i nazwę zmieniono na „oddawanie organów po śmierci sercowej” (dosł.: donation after cardiac death (DCD)). Niemniej, skoro serce zostało przeszczepione i jest oczywiste, że nie jest martwe, to obecnie powstaje propozycja [iii], aby zmienić tą nazwę na „oddawanie organów po zatrzymaniu oddychania” przy równoczesnym zachowaniu akronimu DCD (dosł.: donation after circulatory death).

Procedura  NHBD/DCD nie była powszechnie znana do roku 1997. Wtedy to wielu widzów zostało zszokowanych wyświetleniem wpływowego programy telewizyjnego pt.: „60 minut”, w którym ujawniono mało znaną politykę zwaną NHBD, wprowadzoną w niektórych szpitalach, która mogła dopuścić do tego, że organy były pobierane od osób, które mogły być, używając słów narratora, Mike Wallace, „nie całkiem martwe”.

W programie zbadano możliwość, jaką daje polityka NHBD, pozwalająca lekarzom przerywać podtrzymywanie życia lub przepisać być może szkodliwe leki niektórym pacjentom – których można by prawdopodobnie uratować – i pobrać od nich organy do transplantacji używając do tego kryterium śmierci sercowej. Pod koniec tego programu Wallace przewidywał, że w wyniku jego programu jest mało prawdopodobne, aby dalsza praktyka stosowania NHBD nie została zatrzymana, lecz mylił się.

Program wywołał chwilową burzę kontrowersji, prowadzącą do spadku ilości przekazywanych organów i wywołując silną krytykę programu ”60 minut” przez pewne organizacje transplantacyjne. Wynik był taki, że Instytut Medycyny (IOM) został poproszony o dokonanie oceny polityki NHBD/DCD. Powstały dwa sprawozdania, kolejno w latach: 1997[iv] oraz 2000[v] wspierające NHBD/DCD pewnymi szczególnymi wytycznymi.

W pierwszym sprawozdaniu nie potępiono tej praktyki, lecz zamiast tego wprowadzono zalecenia między innymi takie, aby przed pobraniem organów, wprowadzić dłuższe, do 5 minut, oczekiwanie po zaprzestaniu akcji serca i oddechu, co uspokoiło media i publiczne zainteresowanie tematem.

Niemniej, drugie sprawozdanie pokazało, że dużo z tych zaleceń, o ile nie wszystkie, nie były rutynowo przestrzegane. W drugim sprawozdaniu IOM przyznano nawet, że zdania zostały podzielone na opcję zastosowania NHBD dla pacjenta, który jest przyłączony do respiratora, lecz świadomy i który chce, aby zatrzymano utrzymujące życie urządzenia.

Późniejsze sprawozdanie z 2009 roku pt.: „Controversies in the Determination of Death: A White Paper by the President’s Council on Bioethics: [vi],  ponownie zajęło się zbadaniem kryteriów śmierci mózgu oraz procedury NHBD/DCD. Dokonano wtedy alarmujących odkryć dotyczących praktyki pobierania organów takich jak skrócenie w niektórych przypadkach DCD okresu oczekiwania przed pobraniem organów do 75 sekund, co nie przeszkodziło temu, żeby oba kryteria pobierania organów zostały w raporcie poparte. Tak więc kontrowersje wokół oddawania organów zostały w rzeczywistości ograniczone do bioetyków i transplantologów, aż do niedawna.

 

Problemy etyczne

Niemniej jednak w marcu 2011 roku granice zostały pchnięte jeszcze dalej przez propozycję przedstawioną przez Organ Procurement and Transplantation Network (US), zalecającą zmiany zasad DCD. Propozycja zatytułowana: Proposal to Update and Clarify Language in the DCD Model Elements. Affected/ Proposed Bylaw”[vii],  wprowadzała jedną ważna zmianę, która dopuszczała by procedurę DCD stosować do pacjentów o nieuszkodzonym mózgu, będących na podtrzymaniu życia przy pomocy respiratora, którzy cierpią na „końcowe stadium choroby mięśniowo-szkieletowej, choroby płuc bądź uszkodzenia górnej części kręgosłupa”, którzy zgodzą się na oddanie organów. Znikło wymaganie „oceny czy śmierć jest prawdopodobna (po wyłączeniu urządzeń podtrzymujących życie) w okresie czasu koniecznym do pobrania organów, ponieważ „nie ma standardów, które pozwalają na realne oszacowanie prawdopodobieństwa śmierci w określonym przedziale czasu”. Każdy szpital ustanawia swoje własne akceptowalne przedziały czasu na pobranie organów” [viii].  To tylko dwie z proponowanych zmian.

Choć ta propozycja była otwarta na publiczną dyskusję do czerwca 2001 roku, pozostała niezauważona aż do 19 września 2011, kiedy to „Washington Post” opublikował artykuł pt.: „Changes in controversial organ donation method stir fears”[ix] (Zmiany w kontrowersyjnej metodzie oddawania organów wzbudzają obawy”) i kontrowersja wokół NHBD/DCD ponownie wybuchła. .

O ile etycy mętnie mówią na temat szczegółów NHBD/DCD to nadal nie zostało podniesione kluczowe pytanie: Czy „zasada martwego dawcy”, której mają przestrzegać transplantolodzy nie została zdemoralizowana przez nową definicję śmierci? W jaki sposób lekarze mają decydować, który pacjent jest „w wystarczająco beznadziejnym stanie” i umrze wystarczająco szybko, aby pozyskać organy?

Okazuje się, na przykład, że co najmniej 20% dawców NHBD/DCD nie umiera po odłączeniu respiratora na tyle szybko, aby wykorzystać nadające się do przeszczepu ograny[x] i po prostu wracają na do swoich sal, aby tam umierać już bez poprzedniego podtrzymania. Lekarze piszący w prestiżowym magazynie Journal of Intensive Care Medicine doszli do następującego wniosku: ”Bardzo niewiele dowodów wspiera twierdzenie, że praktyka stosowania procedury CDC spełnia zasadę martwego dawcy.  Zasada martwego dawcy jest etyczną normą [xi], która stwierdza, że dawca musi być martwy przed pobraniem od niego organów i samo pobranie nie może spowodować śmieci dawcy” [xii] .

Co więcej, decyzja o śmierci pacjenta na podstawie śmierci mózgu, która była ostatnio standardem w większości przypadków dawców organów nie jest uważana za konieczną w procedurze NHBD/DCD, pomimo że jeden z najgłośniejszych promotorów protokołu DCD, dr Michael DeVita, przyznaje, że: „przez co najmniej 15 minut istnieje możliwość odzyskania [funkcji mózgu]”. Mimo wszystko, dr DeVita bronił 2 minutowego okresu oczekiwania przed pobraniem organów, ponieważ utrzymuje, że taka osoba jest nieświadoma. Jak pisze: „Okres czasu 2 minut prawdopodobnie pasuje do koncepcji jaką ma laik jeśli chodzi o to jak należy określać moment śmierci” [xiii] . W przeciwieństwie do tego, ci z nas, którzy są odpowiedzialni za ogłoszenie zgonu, są równocześnie ostrzegani, aby przyjąć pokaźny okres czasu na uznanie zgonu, nawet w przypadku pacjentów z hospicjum, aby zgon nie został stwierdzony zbyt wcześnie.

Dodatkowo w artykule z 2003 roku zamieszczonym w New England Journal of Medicine przedstawiono niepokojący brak obiektywności medycznych standardów pozwalających na wyłączenie respiratora [xiv].  W artykule przyznano, że nie wykonano żadnych badań, aby „uprawomocnić lekarskie przewidywania co do przyszłego funkcjonalnego stanu pacjenta i funkcji kognitywnych” oraz że naukowcy nie poprosili lekarzy, aby ci „uzasadnili swoje przewidywania prawdopodobnej śmierci czy przyszłego funkcjonowania”. Przy tak subiektywnych standardach stosowanych do podejmowania decyzji o odłączeniu respiratora, nie powinno być zaskoczeniem, że wiele potencjalnych procedur NHBD/DCD nie będzie kończyło się przeszczepami, ponieważ pacjent będzie nadal oddychał a serce będzie pracować dłużej niż wyznaczona granica jednej godziny.

W najnowszym artykule z sierpnia 2011 roku zamieszczonym w Internal Medicine News Digital Network[xv], gdzie cytowane są  badania  przeprowadzone przez Canadian Medical Association Journal dotyczące urazowych uszkodzeń mózgu, okazuje się, że większość przypadków śmierci tych pacjentów na oddziałach intensywnej terapii „wynikała z zaprzestania terapii podtrzymującej życie, co obejmuje 64% pacjentów, którzy zmarli w ciągu 3 dni po przyjęciu na OIOM (podkreślenie dodano). Autorzy badań kończą: „nasze badania podkreślają potrzebę przeprowadzenia bardzo wysokiej jakości naukowych badań, których celem będzie dostarczenie informacji, na podstawie których lekarze będą mogli podejmować bardziej przekonujące decyzje o wycofaniu leczenia podtrzymującego życie tych pacjentów. Tego rodzaju decyzje mogą być błędami o śmiertelnych konsekwencjach, ponieważ właśnie ci pacjenci są uważani za najlepszych potencjalnych dawców organów w procedurze NHBD/DCD.

6 wrześnie 2011 roku w programie telewizyjnym (USA)  „Today” pokazano wywiad z Shelli Eldredge, młodą matką, która była w stanie śpiączki po powypadkowym urazie mózgu od czerwca [xvi] .  Jeden z lekarzy polecił zatrzymanie aparatury. Pomimo uszkodzenia mózgu, dr Eldredge, mąż Shelli, choć sam również nie wierzył, że medycznie nie jest możliwe wyzdrowienie, nie zrezygnował. Po miesiącu pani Eldredge wstała i zaczęła mówić. Trzy miesiące później zmierzała ku całkowitemu wyzdrowieniu i udzielała tego alarmującego wywiadu.

Zakończenie

W gazetce archidiecezji St. Lousi p.w. St. Louis Review, z 2003 roku opublikowano artykuł wstępny[xvii] wzywający do moratorium na stosowanie i do ponownej oceny procedury NHBD/DCD w szpitalach w St. Louis, co zostało obszernie skrytykowane a następnie zignorowane. Dziś mamy już holenderskich lekarzy, którzy dają śmiercionośne zastrzyki zamiast wyłączać respiratory w ramach protokołu NHBD/DCD po to, aby pobierać organy po zabiegu eutanazji, a Ethics Committee of Eurotransplant (Europejska Etyczna Komisja Eurotrasplantologii) opracowuje zalecenia na temat oddawania organów po eutanazji [xviii] .

Powiązanie ze sobą tak zwane „prawo do śmierci” z oddawaniem organów, jak robi to NHBD/DCD, rzeczywiście otworzyło straszliwą Puszkę Pandory. Niestety, dominującą etyką staje się wybór a nie zasada.

O ile oddawanie organów może być darem życia i godnym celem, cywilizowane społeczeństwo nie może dopuścić do tego, aby można było manipulować śmiercią jednych ludzi po to, by uzyskać ich organy dla innych. Musimy domagać się przezroczystości od organizacji zajmujących się transplantacją organów i uparcie trwać przy publicznym udziale w ochronie opieki zdrowotnej. Równocześnie musimy niezmordowanie pracować nad stworzeniem uniwersalnych praw przeciwko wspomaganemu samobójstwu i eutanazji wykonywanych przed pobraniem organów, zanim eutanazja stanie się następną wymówką do medycznie wywoływanej śmierci.


[i] ” Initial Experience with Transplantation of lungs recovered from Donors after Euthanasia”  by D. Van Raemdonck , et al. Applied Cardiopulmonary Pathophysiology 15: 38-48, 2011.online at: http://www.applied-cardiopulmonary-pathophysiology.com/fileadmin/downloads/acp-2011-1_20110329/05_vanraemdonck.pdf

[ii]Kennedy Institute of Ethics Journal. Volume 3, Number 2, June 1993. Online at: http://muse.jhu.edu/journals/kennedy_institute_of_ethics_journal/toc/ken.3.2.html

[iii] „Proposal to Update and Clarify Language in the DCD Model Elements. Affected/ Proposed Bylaw”. Online at: http://optn.transplant.hrsa.gov/PublicComment/pubcommentPropSub_283.pdf

[iv] Non-Heart-Beating Organ Transplantation: Medical and Ethical Issues in Procurement (1997), Institute of Medicine, National Academy Press. Available online at http://www.nap.edu/openbook.php?record_id=6036

[v] Non-Heart-Beating Organ Transplantation: Practice and Protocols (2000), Institute of Medicine, National Academy Press. Available online at: http://www.nap.edu/openbook.php?isbn=0309066417

[vi] Controversies in the Determination of Death: a White Paper”  by the President’s Council on Bioethics, The President’s Council on Bioethics. Washington, DC: January 2009. Available online at: www.bioethics.gov/reports/death/index.html

[vii] „Proposal to Update and Clarify Language in the DCD Model Elements. Affected/ Proposed Bylaw”. Online at: http://optn.transplant.hrsa.gov/PublicComment/pubcommentPropSub_283.pdf

[viii] Ibid.

[ix] “Changes in controversial organ donation method stir fears” by Rob Stein. Washington Post, September 19, 2011. Online at: http://www.washingtonpost.com/national/health-science/changes-in-controversial-organ-donation-method-stir-fears/2011/09/15/gIQAlY9agK_story.html

[x] “Organ Procurement after Cardiocirculatory Death: A Critical Analysis”, Mohamed Y. Rady, MD, PhD, Joseph L. Verheijde, PhD, MBA, and Joan McGregor, PhD. Journal of Intensive Care Medicine. September/October 2008, available online at http://jic.sagepub.com/cgi/reprint/23/5/303.pdf

[xi] ibid

[xii] “Is Organ Procurement Causing the Death of Patients?” By James Dubois, 18 Issues L. & Med. 21 (2002-2003), cited in  “Dead Donor Rule Definition”. Online at: http://www.duhaime.org/LegalDictionary/D/DeadDonorRule.aspx

[xiii] „The Death Watch: Certifying Death Using Cardiac Criteria” by Michael A. DeVita, MD, University of Pittsburgh Medical Center, Pittsburgh, Pa. Prog. Transplant 11(1):58-66, 2001. © 2001 North American Transplant Coordinators Organization

[xiv] „Withdrawal of Mechanical Ventilation in Anticipation of Death in the Intensive Care Unit” by Deborah Cook, M.D., et al. New England Journal of Medicine, Volume 349:1123-1132, September 18, 2003, Number 12. Abstract available online at: http://content.nejm.org/cgi/content/short/349/12/1123

[xv] „Support Withdrawal Causes Most Deaths after TBI (traumatic brain injury)” by Mary Ann Moon, Internal Medicine News Digital Network. August 29, 2011. online at: http://www.internalmedicinenews.com/news/neurology/single-article/support-withdrawal-causes-most-deaths-after-tbi/f3409f41da.html

[xvi] “Mom defies the odds after devastating accident” By Lisa Flam. MSNBC.com online at: http://today.msnbc.msn.com/id/44408465/ns/today-today_health/t/mom-defies-odds-after-devastating-accident/

[xvii] “Organ Donation and the Definition of Death”, St. Louis Review, May 23, 2003. Online at: http://www.wf-f.org/review-organdonation.html

[xviii] Report of the Board and central office of Stichting Eurotransplant International Foundation. 1.5 Recommendations approved: Ethics Committee. In: Oosterlee A, Rahmel A, eds. Annual Report 2008 of the Eurotransplant International Foundation. Eurotransplant International Foundation, Leiden, the Netherlands, 2008. p. 24, cited as footnote 22 in  “Initial Experience with Transplantation of lungs recovered from Donors after Euthanasia”  by D. Van Raemdonck , et al. Applied Cardiopulmonary Pathophysiology 15: 38-48, 2011.online at: http://www.applied-cardiopulmonary-pathophysiology.com/fileadmin/downloads/acp-2011-1_20110329/05_vanraemdonck.pdf

topod.in

Pozbawiona ojców młodzież wznieca bunt

Fatherless youths run riot

Oryg.: http://www.mercatornet.com/articles/view/fatherless_youths_run_riot/

Czy zamieszania jakie wybuchły w tym tygodniu w brytyjskich miastach przekonają wątpiących, że struktura rodziny jest jednak ważna?

 

 

 

 

 

Twarze uczestników zamieszek, w tym 11 letniego chłopca i 19letniego studenta uniwersytetu (za: Daily Telegraph).

Brak podbudowy życia, brak wartości  moralny, brak ojca, słaba umiejętność czytania i pisania, lub jej brak, żądza dóbr konsumpcyjnych napędzana wychowaniem poświęconym spełnianiu natychmiastowych potrzeb – to wszystko razem wzięte plus fizyczna siła, dziki gniew i oddanie się silnej grupie, sprawiło, że rozruchy stały się dobrą okazją do spędzenia letniego wieczoru.

 A to, co rzeczywiście zniszczyło życie tych młodych bandytów i złodziei, którzy palili sklepy, kradli towary w brytyjskich miastach, miasteczkach i przedmieściach było mocno promowane przez oficjalną politykę w ciągu ostatnich dziesięcioleci.

Promocja rodzin pozbawionych ojców stała się w polityce socjalnej politycznie poprawnym stanowiskiem. Nawet sugerowanie tego, że dzieci mają się najlepiej, gdy mają ojca i matkę żyjących w związku małżeńskim, oddanych sobie nawzajem i rodzinnemu życiu była przedmiotem szyderstw i oszczerstw. Stało się nie do pomyślenia, aby pracownik socjalny bądź nauczyciel przedstawiał małżeństwo jako coś korzystnego, ponieważ coś takiego spotkałoby się z sądową reprymendą, zamknięciem drogi do kariery a nawet zwolnieniem z pracy. Fakty potwierdzające upadek rodzinnego życia są powszechnie widoczne i są one przerażające: od lat sześćdziesiątych procent dzieci urodzonych poza małżeństwem wzrósł z 5 do 40%. O ile spora część tych dzieci rodzi się obecnie w konkubinatach, to typowy jest dla tych relacji brak stałości i rozpad na znacznie wyższym poziomie niż wśród małżeństw.  Oficjalne dane statystyczne podane przez  Bristol Community Family Trust (BCFT) oraz Centre for Social Justice opublikowane w zeszłym roku pokazały, że niemal jedno na dwoje dzieci urodzonych dziś w Wielkiej Brytanii będzie cierpieć z powodu rozbicia rodziny zanim skończy 16 lat. W niektórych dzielnicach Londynu mieszka ponad 50% samotnych rodziców prowadzących domy.  Nic nie da udawanie, że to wszystko nie ma nic do rzeczy z tymi chłopcami i dziewczętami, którzy podpalali sklepy i domy, radośnie grabili ze sklepowych półek towary i napawali się swoimi grabieżami. Usłyszeć jak nawoływano rodziców, aby podjęli odpowiedzialność było żałosne, naprawdę tragicznie żałosne. Rodzice? Niektórzy sami byli zajęci udziałem w kradzieży i rozbojach. Inni, po skontaktowaniu się z nimi, pokazywali, że nie mają absolutnie żadnej kontroli nad życiem swoich dzieci, przy czym w większości przypadków liczba mnoga, „rodzice”, nie ma tu zastosowania. Zbyt często jest to tylko samotna mam, która przez ostatnie miesiące i lata dzieliła wspólny dom z różnymi facetami.

O dłuższego czasu akceptacja, a nawet promocja, przypadkowego seksu była głównym artykułem planów nauczania seksu w szkołach. Oczywiście to jest to samo przesłanie, które płynie z mydlanej telewizji, magazynów nastoletnich celebrytów, kultury rocka itd. Małżeństwo, wierność, oddanie, udział w rodzinnym dziedzictwie to wszystko jest skrajnie zmarginalizowane nie tylko w subkulturach rozwijanych przez tych, którzy promują konsumpcję wśród nastolatków, lecz również urzędowo.

Jeśli chcemy odbudować zdrowe społeczeństwo, gdzie palenie sklepów i napadanie na ludzi na ulicy nie jest uważane za zabawny sposób na spędzenie letniego wieczoru, musimy zacząć od  milczącego przyjęcia do wiadomości tego, że socjalna polityka musi ulec zmianie. Dobrze byłoby usłyszeć „przepraszam” od tych, którzy popularyzują rozbijanie małżeństwa i oczernianie ojcostwa, lecz prawdopodobieństwo tego jest niewielkie. Drugą preferowaną opcją byłoby dla nich, gdyby na pewien czas zamilkli.  A póki to właśnie ma miejsce, ci, którzy rozumieją socjalną rzeczywistość życia muszą wyruszyć z odbudową.

Promujcie małżeństwo na całe życie między kobietą i mężczyzną. Wspierajcie tych, którzy tego nauczają. Pozwólcie szkołom na skuteczną dyscyplinę. Popierajcie projekty oferujące grupom młodzieży dobre męskie wzorce. Zachęcajcie i sponsorujcie taką pracę dla młodzieży, która buduje życie, pomoc sąsiedzką, dyscyplinę, przyjaźń w poprzek grup rasowych, która daje silne wartości moralne i poczucie historii, społeczności i tradycji.  Jest to sprawa polityki publicznej. Muszą zaniknąć wykręty, że można przyjąć narzucanie poglądu, jakoby małżeństwo powinno być uważane za jakąś kolejną dodatkową opcję. Tak nie jest. Małżeństwo jest podstawą, na której opiera się społeczeństwo i w której dobrosąsiedzkie społeczeństwo kwitnie. Dobrze byłoby pomyśleć o tym, aby tegoroczne okropne rozruchy w Brytanii stały się wezwaniem do pobudki, co spowoduje ogromne zmiany w polityce socjalnej.

Nie wstrzymuj jednak oddechu. Zbyt wielu ludzi oddało się z pełnym pasji sprzeciwem opieraniu się wszystkiemu co trąci tradycyjną moralnością, kulturą i duchowymi wartościami. Oni łatwo nie poddadzą się kruszącej rzeczywistości dowodów zniszczeń, które sami spowodowali. Jedyną nadzieją jest to, że w życiu publicznym będzie na tyle mężczyzn i kobiet, którzy są realistami i zaoferują lepszą nadzieję na przyszłość, którzy  będą przygotowani do pracy nad zdrową polityką i starczy im odwagi, aby ją zastosować.

Premier rządu David Cameron oraz laburzysta Ed Miliband rozmawiali już razem o odpowiedzialności i rodzicielstwie jako sprawach, którymi należy się zająć. Redaktor BBC, Nick Robinson, zauważył wczoraj (noted): “To, jak pan Miliband rozwinie ten temat, dużo nam powie o kierunku, który podejmuje jego partia”. Pan Cameron wspomniał również o słabej dyscyplinie w szkołach i ogólnym braku poczucia moralności, etyki i wartości.

Lecz, jak powiedział, Robinson:  “Wielka będzie nagroda dla polityka, który przekona ten elektorat, że, wobec tego co widzieliśmy w tym tygodniu, nie są oni zwykłymi impotentami”.

Joanna Bogle pisze z Londynu.

продвижение

Raport w sprawie kultury rozwodów

Divorce culture report

Sheila Liaugminas | 12 lipica 2011 |

W końcu ten temat dostaje się do głównych mediów. Potrzeba było całego pokolenia zniszczonego rodzinnymi walkami, aby przebić się do publicznej dyskusji. Prawdopodobnie dzięki temu, że dzieci, które cierpiały najbardziej teraz stały się dorosłe i funkcjonują w mediach i sztuce.

Temat pojawiał się stale w mojej audycji radiowej, jak też planowałam przyjrzeć się bliżej sprawie w następnym tygodniu. Tytuł z okładki This WSJ cover story w weekendowym wydaniu naprawdę uchwycił moją uwagę.

Każde pokolenie ma swój życiowy decydujący punk zwrotny. Gdybyś chciał się dowiedzieć, co to było dla członków Największego Pokolenia (greatest Generation), zapytaj: „Gdzie byłeś w D-Day?”. Dla baby boomers, pytaniem będzie: „Gdzie byłeś, gdy Kennedy został zastrzelony?” bądź „Co robiłeś, gdy Nixon zrezygnował?”

Dla sporej części mojego pokolenia, pokolenia X, narodzonych w latach 1964-89, jest tylko jedno pytanie: „Kiedy rozwiedli się wasi rodzice?” Nasze życie zawiera się w tej odpowiedzi. Zapytaj nas. Pamiętamy wszystko.

Jakże to smutne. Czytajmy dalej ten fragment. Szarpie wnętrzności.

Gdy dorastaliśmy, byliśmy wraz z bratem często pozostawiani samym sobie i, członkom ogromnego stada wędrujących dzieci z kluczem do domu na szyi w latach 70tych i 80tych. Nasze peryferia przepełnione były zaśmieconymi pokaleczonymi, smutno patrzącymi nomadami, którzy wędrowali tam i z powrotem między sklepami z używanymi płytami a szopą za stacją kolejową, gdzie dostawali haju i skąd wlekli się tam i z powrotem z domów swoich matek w tygodniu do apartamentów swoich ojców co drugi tydzień.

„Cokolwiek by się miało dziać, nigdy nie rozwiedziemy się”. Przez 16 lat często powtarzałam to mojemu mężowi, szczególnie po narodzeniu naszych dzieci. Widocznie spora część naszego pokolenia co najmniej z grubsza odczuwa tak samo: współczynnik rozwodów, który osiągnął swój szczyt około 1980 roku, jest obecnie najniższy od 1970. Tak naprawdę często cytowane stwierdzenie, że połowa wszystkich małżeństw kończy się rozwodem było prawdziwe tylko w latach 70tych, innymi słowy: w małżeństwach naszych rodziców.

Nie naszych. Zgodnie z danymi przekazanymi przez U.S. Census w maju tego roku 77% par, które zawarły związek małżeński od 1990 roku dotarło do 10lecia ślubu. Bierzemy ślub również później, o ile w ogóle.

I tutaj jest klucz. Tak, nauczyli się i poświęcili temu, aby nie powtarzać niszczących, destrukcyjnych zachowań swoich rodziców, których ich rodzice nie starali się wystarczająco mocno unikać. Lecz odkładają małżeństwo, zostawiając je na znacznie później, jeśli żenią się w ogóle, co stanowi całkiem odrębny społeczny problem. Wspólne zamieszkiwanie jest normą, bez względu na to czy kończy się później ślubem, czy nie.

Musimy posłuchać tego pokolenia.

Tak gorliwie wierzyłam, że poślubiłam mojego najlepszego przyjaciela, jak wierzyłam, że nie rozwiedziemy się. Powiedziałam sobie, że żaden małżeński scenariusz nie może stać się tak ponury i beznadziejny, aby przymusić mnie do wystawienia moich dzieci na tortury rozpadu rodziny. Nie byłam jedyną osobą o tak silnych osobistych powodach, która podejmowała takie zobowiązanie. Według badań rynkowych z 2004 roku dotyczących różnicy pokoleniowych, zgraja w moim wieku „przeszła przez bardzo ważne, kształtujące lata jako najmniej poddane rodzicielskiemu wychowaniu, poddane najmniejszej trosce pokolenie w historii USA.

Słyszą te wymówki i nie kupują ich. Noszą te rany.

Ludzie w wieku moich rodziców mówią coś takiego: “Oczywiście, że czuliście się zniszczeni przez rozwó. Kochani, to był straszliwy, dezorientujący czas dla was jako dzieci! Oczywiście, że nie chcielibyście tego dla siebie swojej rodziny, lecz czasami dla wszystkich jest lepiej, aby rodzice się rozeszli; każdy jest szczęśliwszy”.

Takie opinie przypominają mi statystki z książki “Pokolenia” napisanej przez Williama Strauss oraz Neil Howe, które mnie uderzyły: w 1962 roku połowa wszystkich dorosłych kobiet wierzyła, że rodzice powinni trwać w złych małżeństwach ze względu na dzieci. Do roku 1980 tylko jedna piąta tak uważała. „4/5 rozwiedzionych dorosłych twierdziła, że potem byli szczęśliwsi”, piszą autorzy, lecz „większość ich dzieci czuje coś przeciwnego.

Większość ich dzieci czuje coś przeciwnego. Jest coś nieznośnego w tym zdaniu. Nic nie mogę na to poradzić, że odczuwam że każdy rozwód na swój sposób jest ponownym wprowadzeniem w życie „Medei”: śmiertelnie osamotnionej matki; zimnego ojca chroniącego swojej nieskazitelnej, nowej rodziny; dzieci: martwe

Gdy w wieku 32 lat urodziłam pierwsze dziecko, udałam się na terapię, aby między innym przyjrzeć się dlaczego ten świat –tak otwarty i wspaniały jak stał się wraz z pojawieniem się mojego dziecka – stał się również bardziej perfidny niż kiedykolwiek mogłam sobie wyobrazić. Dopiero kiedy moja córka miała kilka miesięcy dotarło do mnie, że kiedy pediatrzy i książki na temat opieki mówili o „strachu rozdzielenia” to odnosili się do mojej psychiki, a nie dziecka.

Myśl o umieszczeniu jej pod  opieką kogoś innego wywoływała strach w najczystszej postaci, zlewający się potem po moim kręgosłupie. Okazało się, że prawdopodobnie moje własne początki miały coś do czynienia z tym, że byłam takim dziwolągiem. Po dłuższym czasie wsłuchiwania się w historie mojego dzieciństwa mój terapeuta ogłosił: „Jesteś sierotą wojenną”.

Sieroty jako dzieci – nie jest to zły sposób zrozumienia rodziców Pokolenia X. Dojrzali bez stabilnych domów, wszystko daliśmy, aby dawać im właśnie to, bez względu na to, jakich wymagało to ofiar.

Jej opowieść jest to bolesna, lecz również ma terapeutyczne znaczenie.

Badania rynkowe pokazują, że matki Pokolenia X nie szukają rodzicielskich porad u swoich matek. Dlaczego miałybyśmy radzić się właśnie tych, którzy, naszym zdaniem, wszystko zrujnowali. Naukowcy mówią, że zamiast tego polegamy na ludziach, którzy rzeczywiście nas wychowali, choć w wilczym stylu: naszych przyjaciołach.

Dopuścić do tego, żeby nasze małżeństwa skończą się rozwodem znaczyłoby przeżyć swoje najgorsze dziecinne obawy. Jeszcze straszniejsze to narzucić tym, których kochamy i najbardziej i najbardziej chcemy chronić  coś nie do pomyślenia: na nasze dzieci. To jest jak rozdzieranie naszych własnych ran i skierowanie tego noża na nasze dzieci. Brać coś takiego pod uwagę jest nie do zniesienia…

Nazwij nas nadzwyczajnie przewrażliwionymi rodzicami, nazwij nas neurotykami, lecz jako ci, którzy przeżyli na gruzach rozbitej rodziny byliśmy zdeterminowani nigdy nie zadawać tych ran naszym dzieciom. Wiedzieliśmy lepiej. Robiliśmy wszystko inaczej, a fundamentalna przesłanka była prosta: „Dzieci są na pierwszym miejscu”, co znaczyło, że my nie rozwiedziemy się.

A jednak około połowy z nich robi to, a autor idzie dalej, przyznając, boleśnie, że ona i jej mąż również to zrobili, jak też, że mogli to rozważać.

Nie wiem, jak tworzy się dobre małżeństwo. Skłaniam się ku temu, że Mark Twain miał rację, gdy napisał w dzienniku w 1894 roku: „Żaden mężczyzna i żadna kobieta tak naprawdę nie wiem czym jest doskonała miłość, dopóki nie przeżyją ze sobą  jako małżonkowie ćwierć wieku”. Wiedziałam jednak coś o rozwodzie i chciałam, jak i mój były mąż, zrobić wszystko tak ‘dobrze’, jak to tylko możliwe.

I wierzą, że dali radę, choć to ciągle rozdziela rodziny, oddzielając mamę od taty i zostawiając dzieci w pewnym stopniu czy pewnego rodzaju zamieszaniu.

Jeszcze muszę spotkać te rozwiedzione matki czy rodziców, którzy czują się jak dobrzy rodzice, którzy wyznają, że są szczęśliwi z tego, jak ich dzieci są teraz wychowywane. Wielu spośród nas skończyło zadając ból swoim dzieciom, choć zrobiliśmy wszystko, aby tego uniknąć. Nie było to też w stylu rozwód naszych rodziców. Mamy nadzieję, że zrobiliśmy to inaczej we właściwy sposób.

Nie ma właściwego sposobu. Nie zwódźmy sami siebie, w końcu.

Ta rozmowa jest konieczna i jest dobrym publicznym zbadaniem motywów i zamiarów oraz ofiarnej miłości. Pewnego rodzaju…

W tym artykule uderzył mnie jeden akapit, jako coś zasługującego na więcej uwagi. Zakończył się tym krótkim cięciem nożycami:

Nie zwracaliśmy też uwagi na jego katolickich rodziców, którzy składali się na jedną z niewielu uspakajająco zjednoczonych małżeństw jakie kiedykolwiek spotkałam, gdy ostrzegali nas, że powinniśmy zaczekać z wspólnym zamieszkaniem do ślubu. Jak to ujęli: być kumplami i współlokatorami to jest coś innego niż być mężem i żoną. Jakże dziwaczni, staromodni seksiści! Nie potrzebowaliśmy niczego tak naiwnego czy w retro stylu jak „małżeństwo”. No, proszę. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.

Albo tylko tak zapewniali siebie nawzajem. Lecz mądrość “jednego z niewielu uspakajająco zjednoczonych małżeństw jakie kiedykolwiek spotkała” pochodziła od małżeństwa poinformowanego przez wiarę i tradycję wieków, próbowaną przez relatywizm, lecz potwierdzoną przez wyniki.

Właśnie do tego prowadzi ta historia.  A w tej podróży „powrotu do przyszłości”, może ostatecznie być drogą do nowomodnej kultury małżeńskiej.

продвижение

Rodzinna różnorodność rozpakowana

Oryginał TUTAJ

Udawać,
że wszelkie rodzaje rodziny są równe to odrzucać prawdę
dziecięcego doświadczenia.

Czytając w wiadomościach
historię o tym, że zatwardziały terrorysta z lat 60tych, William Ayers, został szanowanym wychowawcą, który, wśród wielu rzeczy, napisał notkę reklamową na okładce książki zatytułowanej: „Queering Elementary Education” (Odmieniając Elementarną Edukację), byłam zdumiona i zamówiłam tą książkę. Zanim zdążyłam ją doczytać do końca, otrzymałam e-mail od zatroskanej matki, ponieważ nauczycielka jej dziecka, pierwszoklasisty, przeczytała całej klasie historyjkę o małżeństwie dwóch świnek morskich tej samej płci, a następnie ogłosiła swój zbliżający się ślub z inną kobietą.

Tego rodzaju rzeczy są usprawiedliwiane przez zwolenników zdziwaczałego podstawowego wykształcenia jako sposób na to, aby pomóc dzieciom zrozumieć ‚różnorodność’. W zasadzie nie ma nic złego w tym, aby dzieci,  bez względu na ich rasowe, etniczne czy religijne wychowanie czuły, że ich dziedzictwo jest reprezentowane i szanowane.

Niemniej, różnorodność jest koniem trojańskim. Gdy już raz idea akceptowania różnorodności znajduje się wewnątrz murów, odkrywamy, że – podobnie jak drewniany koń podarowany przez grecką armię Troi, był wypełniony żołnierzami, którzy w ciemna noc wyszli, otworzyli bramy, wpuścili grecką armię i zniszczyli miasto – wewnątrz programu nauczania o różnorodności ukryte jest coś, co podkopuje prawdziwy szacunek. Promotorzy różnorodności upierają się, że w podobny sposób jak uznajemy rasową, etniczną i religijną różnorodność, tak samo musimy szanować różnorodność seksualnych orientacji i rodzinnych aranżacji.

Oddziały różnorodności chcą zmusić wychowawców, uczniów i rodziców do tego, aby udawali, że nie ma żadnej różnicy między rodziną składającą się z męża, żony i dzieci, a innymi rodzinnymi układami jak np.: rodzina wstrząśnięta śmiercią czy rozwodem, sytuacją samotnego rodzica a parami jednej płci, które zdobyły dziecko przez sztuczne zapłodnienie lub adopcję.

Tak naprawdę, jest potężna różnica. Oddzielenie kogoś w dzieciństwie od biologicznego ojca czy matki jest zawsze tragedią. Każdy rozumie to, że śmierć rodzica jest ciosem dla dziecka. Dorośli, którzy stracili rodzica w dzieciństwie pamiętają, jak takie wydarzenie głęboko zmieniło ich. Podobnie, rozbicie rodziny przez rozwód negatywnie wpływa na dzieci bez względu na to, jak bardzo rodzice starają się zmiękczyć ten cios – należałoby przeczytać książki Judith Wallerstein, aby zobaczyć długoterminowe skutki. Również poczęcie dziecka poza małżeństwem pozostawia dziecko z wiotkimi lub żadnymi więzami z ojcem, a dzieci słusznie odczuwają stratę.

Adopcja przez małżeńską parę może dać wiele korzyści i miłości, lecz rany pozostają.
Adoptowane dzieci często czują potrzebę odnalezienia swojej rodzonej matki i ojca. A jednak, jakkolwiek trudna jest śmierć, rozwód, samotne rodzicielstwo czy adopcja, w większości przypadków dzieci mogą pocieszać się wiarą, że przynajmniej jedno z rodziców starało się uniknąć tragedii – że ktoś chciał postawić ich potrzeby na pierwszym miejscu.

Sytuacja jest całkowicie inna w przypadku dzieci zdobytych przez pary tej samej płci; z definicji, na stałe i celowo są one pozbawiane ojca lub matki.
Dorośli, którzy to zrobili oczekują pochwały za swoją odwagę.
Chcą, aby świat udawał, że jest to po prostu ‚różnorodność’, podczas gdy w rzeczywistości jest to zubożenie ich własnych dzieci – dzieci, które oni kochają i które ich kochają – o coś bardzo istotnego: rodzica przeciwnej płci. Ci rodzice czują się głęboko urażeni, gdy szkoła traktuje obraz rodziny złożonej z ojca i matki jako normę. Myślą, że jeśli szkoła będzie promować ‚różnorodność’ rodzinnych form to ich dzieci nie zauważą tego, że nie mają rodziców obu płci. Oszukują sami siebie. Dzieci wiedzą, lecz wiedzą również, że nie mogą o tym wspominać.
Inaczej niż w przypadku dzieci, których jedno z rodziców zmarło, rodziców rozwiedzionych, czy nigdy nie mających związku małżeńskiego, te dzieci są zubożone nie tylko o rodzica, lecz również z prawo do smucenia się z powodu tej straty. One muszą udawać. Promotorzy ‚różnorodności’ domagają się, abyśmy również my przyłączyli się do tego udawania – abyśmy również my zdradzili te dzieci. Pomimo wszystkich zapewnień i pretensji do czegoś innego, rodzina składająca się z męża i żony oraz dzieci jest normą i kolejno badania za badaniami pokazują, że jest to najlepsze miejsce do wychowywania dziecka.

Co więc powinniśmy robić jeśli chodzi o te dzieci, które cierpią takie tragiczne oddzielenie od jednego lub obojga biologicznych rodziców? Udawanie, że nie cierpią, nie jest rozwiązaniem. Pamiętam pewną klasę, gdzie uczyłam religii i tą część lekcji zajmującą się słowami Jezusa o rozwodzie. W pierwszej ławce siedział chłopiec, którego ojciec właśnie opuścił jego mamę dla lubieżnej młodej kobiety.
Wahając się powiedziałam to, co powinnam powiedzieć. Chłopiec podniósł rękę:

„Więc Bóg nie lubi rozwodu”.

„Tak jest”

„To dobrze”.

W jego spojrzeniu zobaczyłam ulgę w tym, że choć wszyscy dorośli wokół niego znajdują wymówki dla postępowania jego ojca, ostatecznie Bóg rozumie jego gniew. Jest wiele innego rodzaju ‚różnorodności’, które są tragediami: alkoholizm rodzica czy narkotyki, wykorzystywanie dziecka czy współmałżonka, chorobliwe objadanie się, chroniczne psychiczne czy umysłowe choroby, nałogowy hazard, wydatki czy gromadzenie. Każdy nauczyciel wie, że dzieci przychodzą do szkoły przynosząc ze sobą ciężary. Nie prosimy ich, aby udawały, że ojciec alkoholik jest równie dobry jak trzeźwy.
Nie opowiadamy historii o szczęśliwych domach, w których panuje obelga. Szanujemy ich prywatność i staramy się, aby szkoła była niebem, miejscem, do którego to dziecko może uciec od rodzinnej sytuacji, nad którą nie ma żadnej kontroli.

Udawanie, że wszystkie rodziny są jednakowe zaprzecza prawdzie dziecięcych doświadczeń.
Pragnienie posiadania własnego ojca i matki pali głęboko w każdym ludzkim sercu i żadne ‚różnorodnościowe’ kształcenie nie jest w stanie zgasić tego płomienia. Propaganda różnorodności spowoduje tylko to, że już poranione dzieci będą czuły się jeszcze winne tego, że chcą czegoś, co do czego manipulatorzy wykształcenia chcą ich przekonać, że nie powinny tego chcieć.

—————————

Dale O’Leary jest autorką The Gender Agenda and One Man, One Woman: A Catholic’s Guide to Defending Marriage (Agenda płci i jeden mężczyzna, jedna kobieta; katolicki przewodnik obrony małżeństwa). Mieszka w USA.

She lives in the USA.

электронная реклама в интернете