Stan 22/26.01.2020

Stan Tyra
22 stycznia

W miarę jak rośnie nasza obsesja na punkcie powodzenia, czy to kulturowo czy religijnie, tracimy kontakt z naszą duszą i giniemy w naszych rolach. Ponieważ czujemy, że czegoś nam brakuje, szukamy wysoko i głęboko, nie rozumiejąc czego nam właściwie brakuje.
Czujemy, że jesteśmy niedostrzegani, ponieważ nasza prawdziwa natura jest ukryta i chroniona za warstwami udawanego i projektowanego ego. W ten sposób życie jest definiowane przez ego, którym chcemy być bądź to, jak chcemy być postrzegani przez innych.
Brak autentyczności i projekcje uniemożliwiają rozwijanie prawdziwych relacji a autentyczna społeczność/wspólnota nie istnieje. Zapobiega to dobrze przeżytemu życiu, lecz nie jest czymś wśród nas niezwykłym, ponieważ zarówno kultura jak i religia mówią nam, że być „zamaskowanym i uzbrojonym” to najlepszy sposób na życie i przetrwanie. Jest jednak dokładnie odwrotnie, ponieważ im więcej podziałów tworzymy w sobie tym więcej ich widzimy w każdym innym, a życie staje się mniej bezpieczne i rozsądne.

Takie podzielone życie może mieć rozmiary epidemii, lecz jest całkowicie kwestią wyboru. Niemniej, stale i wciąż, jak tylko zobaczymy przebłysk naszego podzielonego życia, szybko zaprzeczamy; „to nie ja!”.
Robimy tak, ponieważ boimy się wdać w to, gdyż ani kultura, ani religia nie uznają wartości autentyzmu. Takie podzielone życie jest życiem odrzucenia, jest zranionym życiem.

Dusza nieustanie wzywa nas do niepodzielności i uzdrowienia, więc dziś „nie zatwardzajcie serca waszych…” (Hbr 3:15).

23 stycznia
Jeśli chodzi o rozprawienie się z naszym fałszywym ego, pierwszy krok jest najtrudniejszy, a potem jest jeszcze gorzej. Ta gra słów jest bardzo opisowa, lecz w miarę jak ta rzeczywistość głęboko okopanej, odnoszącej się do siebie struktury istoty jest dla nas niewiarygodnie trudna do zauważenia.
Zwykle uważamy, że kilka powierzchownych spraw, da się uzdrowić kilkoma kosmetycznymi zmianami w naszym zachowaniu.
To dlatego Jezus mówi: „jeśli ktoś chce iść za mną, musi się wyprzeć samego siebie”. Nie mówi tutaj o zrezygnowaniu z cukierków czy alkoholu, lecz wzywa do totalnego odrzucenia całej stworzonej przez siebie i sprawiedliwej we własnych oczach istoty.

Najbardziej zwodnicze fałszywe ego to ego religijne. Takie fałszywe ego uważa, że skoro jest religijne, to jest w jedności z Bogiem. Zgadza się z tym, że może nad kilkoma rzeczami należy popracować, lecz w ogólności ja i Bóg… jesteśmy dobrze zgrani. Człowiek jest wtedy pewien, że jego pobożne uczniostwo i pełna poświęcenia służba jest dowodem jedności z Bogiem. A co Jezus mówi pod koniec Kazania na Górze:

Opisuje scenę dziejącą się przed tronem sądu, aby skorzystać z ich aktualnej perspektywy i języka, i mówi, że pojawi się pewna grupa ludzi, która powie: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy w Twoim imieniu, nie wypędzaliśmy demonów w Twoim imieniu i nie czyniliśmy licznych dzieł mocy w Twoim imieniu?” Ci ludzie poświęcili swoje życie na wykonywanie
„Bożych rzeczy”, lecz Jezus powiedział: „Nigdy was nie znałem, idźcie precz złoczyńcy”.
Co? Złoczyńcy? Założę się, że było to szokujące! Ich życie było przepełnione byciem w świecie dla Boga, lecz nigdy nie
nauczyli się być w Bogu dla świata. Religijne fałszywe ego zużywa zdumiewające ilości energii i zasobów na to, aby być w świecie dla Boga, lecz, aby być w Bogu dla świata, za dużo kosztuje. Musisz sprzedać wszystko, musisz stracić siebie samego po to, aby siebie znaleźć a znajdując autentyczne ja, w rzeczywistości znajdujesz Boga.

24 stycznia
Jedyną różnicą między fałszywym ego a religijnym fałszywym ego jest to, że to drugie, w przeciwieństwie do poddania się Bożemu życiu, dodaje Boga do WŁASNEGO. Bóg staje się dodatkiem, którym uzupełniamy swoje życie tak, aby nie zakłócać swego „normalnego” życia. Teraz też możemy twierdzić, że mamy „duchowe życie”.

Nasze religijne fałszywego ego zazwyczaj zaczyna od szczerego przeżycia z Bogiem, po czym, podobnie jak Piotr na Górze Przemienienia (Mk 17:1-4), chcemy upamiętnić i zachować to doświadczenie wewnątrz opakowania własnej produkcji. Chcemy wprowadzić swoje doświadczenie Boga do struktury naszego życia w taki sposób, aby zminimalizować jego zakłócający spokój wpływ na nasze status quo. Ten „Bóg” w naszym opakowaniu staje się bałwanem, stworzonym przez nas. Podobnie jak
Hebrajczycy, nigdy nie przypiszemy sobie chwały za nasze stworzenie. Ogłaszamy po prostu: „Zrobiłem tylko to i to, a Bóg się pojawił!” (Exodus 32).
Dzięki temu mamy „jakiegoś” Boga, do którego budowy użyliśmy tego wszystkiego co już ubóstwiliśmy. Taka jest istota religijnego fałszywego ego. Uduchawia ono czczenie siebie, co jest bardzo zwodnicze, jako że największym kłamstwem jest to, które wygląda na prawdę. W ten sposób nawet Szatan może być uznawany za „anioła światłości” (2Kor 11:13-14).

25 stycznia
Wiodącą siłą dla fałszywego ja jest strach. On doprowadził Adama i Ewę do natychmiastowego ukrycia się, przy równoczesnej próbie ukrycia właśnie stworzonego nowego i bardzo niepewnego fałszywego ja. Strach przed tym, że to, co prawdziwe „znajdzie ich”powoduje, że stale majstrujemy przy naszym „bogu” w daremnej próbie unowocześnienia
swego bałwana i sprawienia, aby stał się bardziej bezpieczny i pasujący. Niektórym wydaje się, że większa wiedza o Bogu sprawi, że będziemy mieć Boga na swoich warunkach. Inni chodzą od kościoła do kościoła, myśląc, że znajdą miejscy lepiej umeblowane doktrynami i praktykami, które chronią tego bałwana przed groźbą zakwestionowania jego autentyczności.

W istocie naszą największą obawą jest to, że to, co ja nazywam „Bogiem”, może okazać się fałszem. Właśnie dlatego zużywamy ogromne ilości energii na upiększanie naszego opakowania warstwami odpowiedzi, teologii i rytuałów. Po cichu obawiamy się, że prawdziwy, żywy Bóg może się zamanifestować, wstrząsnąć naszym bałwanem i zdmuchnąć ścianynaszego opakowania.

Wyłącznie bałwan musi być chroniony i broniony. Sama istota tej podróży od fałszywego do prawdziwego ja polega na
coraz głębszym porzuceniu konstruktu, który nazywamy „Bogiem” i wnikliwa gotowość do tego, aby Bóg w każdej chwili był czymkolwiek chce wżyciu naszym i innych.
Na przykład, celem denominacji jest chronić przed odkryciem nowego czy innego Boga. To samo dotyczy większość kościołów

Mieć wokół siebie zgromadzonych ludzi, którzy chronią tego samego bałwana, przekonuje o jego autentyczności. Często to fałszywe religijne ego próbuje ukryć się pod mnóstwem aktywności, ponieważ jest takie przekonanie, że działalność uwiarygadnia tożsamość i wartość. Natłok nabożeństw uwielbienia, studiów biblijnych, spotkań modlitewnych, grup odpowiedzialności itp. pomaga uciszyć nasz strach i zapewnia nas, że należymy do teamu wybranych, że to jesteśmy„my”, a nie „oni”.

Drugim aspektem religijnego ducha jest gniew.

26 stycznia
Religijne fałszywe ego jest gniewnym ego. Każdy, kto lekceważy „moją” religię, bądź wydaje się, że konkuruje z moją religią, jest zagrożeniem dla „mojego bałwana”. Często obraca się to w kipienie wrogością,która jest ukrywana na tyle, aby utrzymać fasadę duchowości. Niemniej, ten gniew wyzwolony odpowiednim impulsem przeradza się w furię, a wyjaśniane to jest „świętym oburzeniem”.

Facebook często jest otwartym okresem polowań dla religijnej policji i długodystansowych snajperów, którzy siedzą wyczekując tylko na kogoś, kto powie coś, z czym się nie zgadzają; a wtedy pojawiają się kły i słyszysz syczenie. Osobiście bywam świadkiem tego, jak ludzie ciskają biblią, grożą, upokarzają i wiele więcej w tym „imieniu Jezusa”.

Gdy uczniowie robili takie głupoty, Jezus otwarcie gromił ich, jako to było w przypadku Jana i Jakuba, którzy chcieli uderzyć (ogniem z nieba) na grupę inną niż oni sami, mówiąc do nich: „nie wiecie jakiego ducha jesteście” (Łu 9:54-55).

Na przykład, często słyszę jak ludzie głoszą, że problemy w szkołach są wynikiem tego, że to poganie usunęli ze szkoły modlitwę? Rzeczywiście? Używając tego samego języka, powiedziałbym, że to pozbawieni modlitwy „chrześcijanie” usunęli modlitwę.
Chcę posunąć się dalej w religijnym procesie myślenia już użytym przez fundamentalizm. Dlaczego nie oskarżyć „pogan” za to, czego sami nie robicie? Jedynym sposobem na usunięcie modlitwy z jakiegokolwiek miejsca jest usunięcie wszystkich modlących się ludzi, i nie, nie musi to być rozdmuchiwane przez interkom jako modlitwa.

Chodzi o to, że tak wielu „tak zwanych” duchowych ludzi, którzy są źli na głupoty, które uważają za zagrożenie dla swej religijnej tożsamości. Powiedziałbym, że gdyby kościół miał cokolwiek innego do zaoferowania niż protest, to żaden protest nie byłyby potrzebny.
Zawsze, gdy nasza tożsamość jest zakorzeniona w bałwanie, którego nazywam „Bogiem”, musimy chronić go i podnosimy się przeciwko każdemu przeciwnemu punktowi widzenia. Jeśli chcesz utrzymać się bez uszczerbku w ramach jakiegokolwiek kościelnego grupowego myślenia to lepiej już u drzwi sprawdź każdą zagrażającą bałwanowi myśl, ponieważ ściana obrony może być twarda i zimna. Podobnie jak w przypadku Kaina, Pierwszy Kościół Fałszywego Ja, zbudował dla siebie samego miasto, ogłosił go„miastem Boga” i wypełnił skarbami doktryny, rytuałów i przekonań.

W końcu, kto ma wiedzę ma władzę, czyż nie?

<|>

[Głosów: 5   Average: 4.6/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.